Mistrz: Lśniąca Sadzwka
Płeć: Kocur
Matka: Burzowy Pomruk
Ojciec: Drżący Głos
Partner: just be friends
Pręgi na jego długiej brązowej sierści są rozproszone i wyraźniej zaznaczone wyłącznie na łapach oraz mordce, przez co wydaje się odrobinę rudawy. Od czoła aż po koniec puchatego ogona ciągnie się szeroka czarna smuga. Upstrzony jest również białymi nierównomiernymi plamami. Jedna z nich znajduje się na mordce - omijając brodę i okolice wibrysów. Kolejna zaczyna się od klatki piersiowej po brzuch, do tego dochodzą także nierównomierne skarpetki - dłuższe z przodu i krótsze z tyłu.
Całkiem przeciętny z postury - niezbyt umięśniony, ani smukły. Jedynie długie łapki świadczą o tym, że wyrośnie na jednego z wyższych Wichrzaków. Dba o to, aby zawsze dobrze się prezentować, nie lubi gdy jakiś kłaczek zbytnio odstaje. Największą jego zmorą są jaśniejsze kosmyki wystające z trójkątnych uszu. Na pyzatej mordce znajduje się ciemno-różowy nosek, a okrągłe oczka są o barwie morskiej zieleni.
Igła obok nieśmiałości to nawet nie stał. Aż dziw bierze, że to wygadane kocię jest synem jąkającego się wojownika. Jest nad wyraz ciekawski i koniecznie musi wiedzieć wszystko. Wszyściuteńko. Od tego kto był danego dnia na patrolu, aż po to kiedy ostatni raz Gwiazda postawiła klocka. Nie poznał jeszcze granicy gdzie zaczynają się tematy, o których nie powinno się mówić głośno i korzysta ze swojego kocięcego przywileju, żeby pleść co mu ślina na język przyniesie. Jeśli ktoś będzie miał nieszczęście paść jego ofiarą, to z pewnością będzie skazany na wysłuchanie całego monologu odnośnie osobistych przeżyć i przemyśleń kocurka. No i nie uniknie także pytań - niektórych z pewnością całkiem niewygodnych. Należy unikać dzielenia się z nim tajemnicami, bo jak nic rozpowie je po klanie niczym papuga.
Milczące czuwanie było dla Iglastego Pazura istną udręką. Nie dość, że musiał wytrwać cała noc bez zmrużenia oka, to jeszcze nie mógł się przy tym odzywać. Nu-dy. Na domiar złego wciąż pobolewało go gardło, a od czasu do czasu zdarzało mu się kichnąć. Było ciepło, więc nawrót przeziębienie nie powinien mu grozić. No i z plusów to nie był sam. Może mieli zakaz rozmowy, ale samo towarzystwo było choć trochę pocieszające.
Ucieszony możliwością snu po ciężkiej nocy, zupełnie zapomniał o wszelkich nieprzyjemnych sytuacjach z dnia poprzedniego. W południe był już całkowicie wypoczęty, a objawy w postaci kataru i bólu gardła prawie odpuściły. Nie do końca, ale nie przeszkadzało mu już to w mówieniu i oddychaniu. Musiał dać sobie jeszcze z dzień lub dwa zanim wyjdzie poza obóz, bo nie widziało mu się wracanie do lecznicy.
Wojownik przeciągnął się leniwie i ziewnął, wychodząc z Kłującej Gęstwiny. Zbliżało się południe, więc i pora gdy Rybia Łapa miał do niego przyjść. Iglasty Pazur w dalszym ciągu nie rozgryzł tego doboru mistrz-uczeń, ale może doszukiwał się jakiegoś schematu, którego wcale nie było. Buro-biały kocur usiadł wyprostowany przed legowiskiem wojowników, tak aby być na widoku. Czekając na terminatora pozwolił sobie przylizać futro na łapie.
I willletyou_d o w n I willm a k eyouhurt
I_w e a r_thiscrownof thorns upon my_l i a r' s_c h a i r full of brokenthoughts I_c a n n o t_repair
Rybka to bardzo przeciętny kocurek; wszystko w nim wydaje się być totalnie pospolite i raczej nie jest tym, który wyróżniłby się z tłumu, nawet jeśli widzimy w nim już trochę bardziej kształtnego kocurka niż kluchę. Ma krótkie, ale dość gęste futerko w burym kolorze, pręgowane. Posiada na nim także białe znaczenia - skarpetki na łapkach, pierś czy twarz. Bo to chyba jako jedyne rzuca się w oczy jeśli szukać w nim czegoś ciekawego; mordka Rybci jest zalana wielką, białą plamą. Nosek ma jasnoróżowy, wąsy jasne... No, co tam ciekawego jeszcze o nim można? Ślepia ma duże, nieproporcjonalnie duże wręcz jak na kota, który wyrósł już z okresu bycia stricte kociaczkiem. I rybio okrągłe, co jeszcze sprawia dość urocze wrażenie; ostatecznie wybarwiły się też na zielony kolor z lekkimi niebieskimi prześwitami. Rybcia porusza się bardzo niepewnie.
Niewiele się zmieniło i nadal trudno.. Właściwie, naprawdę trudno cokolwiek o nim powiedzieć nawet jeśli się go zna. Chyba tym, co w oczy rzuca się najbardziej jest to, że Rybka żyje raczej we własnym świecie i nie jest zaangażowany w klanowe sprawy, ale - co zaskakujące - pomimo tego świetnie zdaje sobie sprawę z większości rzeczy, które się w nim odbywają. Może liczne rodzeństwo mu kabluje, kto wie? Mamisynkowanie za kociaczka sprawiło niestety, że Ryba stał się nieco ciepłą kluchą, który aż nazbyt ostrożnie podchodzi do otaczającego go świata, jakby ten miał mu zrobić jakąś krzywdę a buras nie potrafił zaakceptować faktu, że wcale tak nie będzie. Zdarza mu się minimalnie nakręcać na tym punkcie. Biała twarz jest też raczej nieśmiały i nieco wycofany w rozmowach z kotami, których nie zna.
Króliczy Sus
Trudno określić, czy Ryba na swój trening czekał ze zniecierpliwieniem, czy też przyjął go raczej na spokojnie. Oczywiście, bardzo chciał zacząć już nauki ale kiedy zmieniono jego mistrza i okazał się być nim kocurek niewiele starszy od niego, zaczęło się wahanie. A wraz z wahaniem - ociąganie. Nie chciał się spóźnić, oczywiście że nie chciał! Jednakże jeśli się spotkają będzie musiał albo improwizować ze swoją wiedzą, albo też przyznać się do jej braku. A to nie brzmiało jak coś, czym bardzo chciałby się chwalić. Biała twarz poranek więc spędził na swoim kamyku, co jakiś czas nerwowo się na nim obkręcając, swój łepek zajmując głównie powtórkami tego, co wiedział już "na pewno" i liczył, że to wystarczy. Przecież nie był taki głupi, no nie...? Dlatego też ostatecznie wsadził w kieszeń swój niepokój związany z treningiem (a raczej bardzo się starał to zrobić, chociaż miało to swoje odbicie w jego niemrawej minie) i chwilkę po tym, jak zobaczył Iglastego Pazura wyściubiającego nos z Kłującej Gęstwiny, sam zabrał swój bury tyłek w tamtym kierunku.
- Iglasty Pazurze, dzień dobry.
Przywitał się szybko, gdy tylko stanął w niedalekiej odległości od drugiego burego kocurka, spoglądając na niego z pewną dozą niepewności. Z tego co kojarzył też Pazur był chory, prawda? Może lepiej nie ryzykować złapania czegoś.
- Czujesz się już lepiej?
Lookat themess you havemade babeI'm not what you think come on, listen to me Now allI do is feel afraid ♡ but youare theholiestthingIknow yes, you arethe holiest thingIknow
Mistrz: Lśniąca Sadzwka
Płeć: Kocur
Matka: Burzowy Pomruk
Ojciec: Drżący Głos
Partner: just be friends
Pręgi na jego długiej brązowej sierści są rozproszone i wyraźniej zaznaczone wyłącznie na łapach oraz mordce, przez co wydaje się odrobinę rudawy. Od czoła aż po koniec puchatego ogona ciągnie się szeroka czarna smuga. Upstrzony jest również białymi nierównomiernymi plamami. Jedna z nich znajduje się na mordce - omijając brodę i okolice wibrysów. Kolejna zaczyna się od klatki piersiowej po brzuch, do tego dochodzą także nierównomierne skarpetki - dłuższe z przodu i krótsze z tyłu.
Całkiem przeciętny z postury - niezbyt umięśniony, ani smukły. Jedynie długie łapki świadczą o tym, że wyrośnie na jednego z wyższych Wichrzaków. Dba o to, aby zawsze dobrze się prezentować, nie lubi gdy jakiś kłaczek zbytnio odstaje. Największą jego zmorą są jaśniejsze kosmyki wystające z trójkątnych uszu. Na pyzatej mordce znajduje się ciemno-różowy nosek, a okrągłe oczka są o barwie morskiej zieleni.
Igła obok nieśmiałości to nawet nie stał. Aż dziw bierze, że to wygadane kocię jest synem jąkającego się wojownika. Jest nad wyraz ciekawski i koniecznie musi wiedzieć wszystko. Wszyściuteńko. Od tego kto był danego dnia na patrolu, aż po to kiedy ostatni raz Gwiazda postawiła klocka. Nie poznał jeszcze granicy gdzie zaczynają się tematy, o których nie powinno się mówić głośno i korzysta ze swojego kocięcego przywileju, żeby pleść co mu ślina na język przyniesie. Jeśli ktoś będzie miał nieszczęście paść jego ofiarą, to z pewnością będzie skazany na wysłuchanie całego monologu odnośnie osobistych przeżyć i przemyśleń kocurka. No i nie uniknie także pytań - niektórych z pewnością całkiem niewygodnych. Należy unikać dzielenia się z nim tajemnicami, bo jak nic rozpowie je po klanie niczym papuga.
Iglasty Pazur był pochłonięty sobą, swoim nowym imieniem, nowymi obowiązkami, milczącym czuwaniem. Wszystkim co było z tym powiązane. Nie poświęcił jednak chwili na to, aby zastanowić się jak mógł czuć się Rybia Łapa. Czy taki stan rzeczy mu odpowiadał? A może wręcz przeciwnie? Jeśli to drugie to dobrze, że nie miał w sobie podobnej butności co Żabia Łapa, bo Wicher chyba nie zniósłby kolejnego tupiącego nóżką syna przywódczyni. – Igła wystarczy – mruknął pogodnie, gdy Rybka już się zjawił i obdarzył go lekkim uśmiechem. Jego niemrawa minka była trochę niepokojąca, ale wojownik nie chciał doszukiwać się dziury w całym. Może po prostu tak miał lub coś innego go zmartwiło? Może faktycznie niezbyt leżał mu mistrz, jednak tak długo jak Rybka nie miał zamiaru uciekać – Igła postara się, żeby zmienił o nim zdanie na lepsze.
Zaproponował zwracanie się do siebie kocięcym imieniem, bo było mu zwyczajnie... głupio. Nie chciał budować muru pomiędzy sobą a kocurkiem, tylko dlatego, że był te cztery, pięć księżyców starszy. Ponadto kumplować się z trójką jego rodzeństwa i nie wyobrażał sobie, żeby traktować Rybkę „z góry” bo został mu przydzielony. Nie było to zbyt profesjonalne i ten trening nie zdecydowanie nie będzie wpisywał się w typowy schemat. Syn Malinowej Gwiazdy nie wydawał się potrzebować kogoś, kto go ustawi do pionu, więc surowa postawa nie była potrzebna. Raczej nie wywinie jakiegoś numeru, z którego konieczne będzie wyniesienie konsekwencji. – Tak, lada dzień będę zdrowy. Dzięki, że pytasz – odpowiedział, a w jego glosie nadal była słyszalna lekka chrypka. To miłe, że zapytał. – Może zaczniemy od rang, co ty na to? – banał, ale konieczny do odhaczenia. Idealny na nudny pierwszy dzień treningu. Kodeks pewnie byłby pod tym względem ciekawszy, ale wymagał dużo mówienia, a na to na razie Iglasty Pazur nie mógł sobie pozwolić.
I willletyou_d o w n I willm a k eyouhurt
I_w e a r_thiscrownof thorns upon my_l i a r' s_c h a i r full of brokenthoughts I_c a n n o t_repair
Rybka to bardzo przeciętny kocurek; wszystko w nim wydaje się być totalnie pospolite i raczej nie jest tym, który wyróżniłby się z tłumu, nawet jeśli widzimy w nim już trochę bardziej kształtnego kocurka niż kluchę. Ma krótkie, ale dość gęste futerko w burym kolorze, pręgowane. Posiada na nim także białe znaczenia - skarpetki na łapkach, pierś czy twarz. Bo to chyba jako jedyne rzuca się w oczy jeśli szukać w nim czegoś ciekawego; mordka Rybci jest zalana wielką, białą plamą. Nosek ma jasnoróżowy, wąsy jasne... No, co tam ciekawego jeszcze o nim można? Ślepia ma duże, nieproporcjonalnie duże wręcz jak na kota, który wyrósł już z okresu bycia stricte kociaczkiem. I rybio okrągłe, co jeszcze sprawia dość urocze wrażenie; ostatecznie wybarwiły się też na zielony kolor z lekkimi niebieskimi prześwitami. Rybcia porusza się bardzo niepewnie.
Niewiele się zmieniło i nadal trudno.. Właściwie, naprawdę trudno cokolwiek o nim powiedzieć nawet jeśli się go zna. Chyba tym, co w oczy rzuca się najbardziej jest to, że Rybka żyje raczej we własnym świecie i nie jest zaangażowany w klanowe sprawy, ale - co zaskakujące - pomimo tego świetnie zdaje sobie sprawę z większości rzeczy, które się w nim odbywają. Może liczne rodzeństwo mu kabluje, kto wie? Mamisynkowanie za kociaczka sprawiło niestety, że Ryba stał się nieco ciepłą kluchą, który aż nazbyt ostrożnie podchodzi do otaczającego go świata, jakby ten miał mu zrobić jakąś krzywdę a buras nie potrafił zaakceptować faktu, że wcale tak nie będzie. Zdarza mu się minimalnie nakręcać na tym punkcie. Biała twarz jest też raczej nieśmiały i nieco wycofany w rozmowach z kotami, których nie zna.
Króliczy Sus
Nie, oczywiście, że to było w porządku. Zresztą, gdyby się nad tym zastanowić: czy młody kot, dopiero co mianowany wojownikiem, powinien nagle stać się poważną bułą, która dzielnie rzuca mądrościami na poziomie sześćdziesięcioksiężycowego kota? Oczywiście że nie. I właśnie dlatego nie było w tym niczego, na co Ryba zamierzałby tupać nóżką. Zresztą, no jak już słusznie zauważono, Wicher by drugiej Żabki nie zniósł; ale na szczęście, również, jemu do rudego brata używającego zbyt-mądrych-słów było bardzo daleko. I nie po drodze. Skinął tylko białą mordką na znak, że przyjął do wiadomości to, jak Igła preferował żeby się do niego zwracać i w sumie, nie mógł powiedzieć, że nie było mu to na łapę. Mimo wszystko faktycznie bury mistrz był niewiele starszy od niego i Rybka (który, nomen omen, też do wszystkich mówił że "Ryba będzie okej" przy zwracaniu się do niego) czuł się po prostu dziwnie, mówiąc do niego pełnym imieniem. Choć pewnie powinien przywyknąć a jedynie cała ta koncepcja zmian imienia i tak dalej nadal wydawała mu się nieco zabawna i niepotrzebna. Ale to tylko jego głupiutkie przemyślenia. Bo zapewne dużo łatwiej też jest być groźnym przed wrogiem jako Iglasty Pazur niż Igiełka.
No cóż, zapytał bo... Rybka to Rybka. Overprotective kluska na większość klanu, chociaż bardzo tego nie pokazywał; a jednak skoro miał jakieś informacje o stanie zdrowia innych pomimo bycia odizolowanym od klanu, to zamierzał je jednak wykorzystywać. No i się martwił. Biała twarz się o innych martwił tak na serio.
- Oh... Jasne. Mam je tylko wymienić czy również opisać?
No lepiej się upewnić. Przecież mają czas.
Lookat themess you havemade babeI'm not what you think come on, listen to me Now allI do is feel afraid ♡ but youare theholiestthingIknow yes, you arethe holiest thingIknow
Mistrz: Lśniąca Sadzwka
Płeć: Kocur
Matka: Burzowy Pomruk
Ojciec: Drżący Głos
Partner: just be friends
Pręgi na jego długiej brązowej sierści są rozproszone i wyraźniej zaznaczone wyłącznie na łapach oraz mordce, przez co wydaje się odrobinę rudawy. Od czoła aż po koniec puchatego ogona ciągnie się szeroka czarna smuga. Upstrzony jest również białymi nierównomiernymi plamami. Jedna z nich znajduje się na mordce - omijając brodę i okolice wibrysów. Kolejna zaczyna się od klatki piersiowej po brzuch, do tego dochodzą także nierównomierne skarpetki - dłuższe z przodu i krótsze z tyłu.
Całkiem przeciętny z postury - niezbyt umięśniony, ani smukły. Jedynie długie łapki świadczą o tym, że wyrośnie na jednego z wyższych Wichrzaków. Dba o to, aby zawsze dobrze się prezentować, nie lubi gdy jakiś kłaczek zbytnio odstaje. Największą jego zmorą są jaśniejsze kosmyki wystające z trójkątnych uszu. Na pyzatej mordce znajduje się ciemno-różowy nosek, a okrągłe oczka są o barwie morskiej zieleni.
Igła obok nieśmiałości to nawet nie stał. Aż dziw bierze, że to wygadane kocię jest synem jąkającego się wojownika. Jest nad wyraz ciekawski i koniecznie musi wiedzieć wszystko. Wszyściuteńko. Od tego kto był danego dnia na patrolu, aż po to kiedy ostatni raz Gwiazda postawiła klocka. Nie poznał jeszcze granicy gdzie zaczynają się tematy, o których nie powinno się mówić głośno i korzysta ze swojego kocięcego przywileju, żeby pleść co mu ślina na język przyniesie. Jeśli ktoś będzie miał nieszczęście paść jego ofiarą, to z pewnością będzie skazany na wysłuchanie całego monologu odnośnie osobistych przeżyć i przemyśleń kocurka. No i nie uniknie także pytań - niektórych z pewnością całkiem niewygodnych. Należy unikać dzielenia się z nim tajemnicami, bo jak nic rozpowie je po klanie niczym papuga.
Poruszył uchem, na pytanie Rybiej Łapy. Proste. Prościutkie niczym łodyga, a odpowiedź nie wymagała niczego poza wybraniem między opcją A lub B. Mimo to młody wojownik był nieco skonfundowany, że takie pytanie w ogóle padło. Trochę go to nawet rozbawiło, ale nie tylko przez prostolinijność terminatora, a też fakt, że... on sam nie spodziewał się tego.
Już zdążył zapomnieć, że sam często zadawał podobne pytania Lśniącej Sadzawce, gdy ta ominęła jakąś część instrukcji lub nie powiedziała czegoś, czego Iglasty chciał się dowiedzieć. Nie zdarzało się to często, bo medyczka była bardzo skrupulatna w zadawaniu konkretnych pytań i poleceń, chcąc mieć pewność, że to co mówi jest jasne i przejrzyste. Nic dziwnego, jako nadworny lekarz musiała to w sobie wypracować – źle użyte medykamenty mogły zaszkodzić, a głupota kotów nie znała granic. Lepiej było wszystko wcześniej uprzedzić. Buro-biały jednak chciał uniknąć stawiania rozkazów i poleceń typu „wymień to i to, opisz to i to”. – Nie musisz się tak stresować – rzucił luźno w stronę terminatora. To nie sprawi, że Rybka niczym dotknięty łapką Gwiezdnego nagle wrzuci na luz, ale postawienie tej sprawy jasno powinno ułatwić zarysowanie podejścia Igły do niego. – Odpowiadaj jak ci wygodniej. Możesz najpierw wymienić, a później opisać albo od razu, bez różnicy. Jak coś pominiesz to też się...eeEE... Apsik! – odwrócił na chwilę łebek w bok czując jak zbiera mu się na kichnięcie, żeby przypadkiem nie obsmarkać siedzącego nieopodal syna Malinowej Gwiazdy. – … nie przejmuj – dokończył, pociągając nosem i uśmiechając się przepraszająco. Chyba będą musieli kończyć wcześniej. Przerobią te nieszczęsne rangi i umówią się na następne spotkanie, jak już wszystkie objawy ustąpią. Iglasty Pazur przecenił swoje możliwości. Koniec końców trening podczas choroby nie był najlepszym pomysłem. Tak samo jak ściganie się do Czarnego Ogona, heh.
I willletyou_d o w n I willm a k eyouhurt
I_w e a r_thiscrownof thorns upon my_l i a r' s_c h a i r full of brokenthoughts I_c a n n o t_repair