Księżyce: 57 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Czarny Koń [NPC] Ojciec: Jęczmienne Ziarno [NPC] Trwałe urazy: blizny na lewym barku po szponach jastrzębia, rozcięty czubek prawego ucha
średniej wielkości kotka; szylkret czarno-rudy z białym pasmem od pyszczka aż po brzuch; bielutkie skarpetki na łapkach sięgające do nadgarstków; gdzieniegdzie beżowe futerko znajdujące się na prawym uchu, czole oraz nikłymi beżowymi, tygrysimi paskami na grzbiecie; ciemny grzbiet i ogon; długie i mięciutkie futerko; zielone oczy
Cicha? Może kiedyś. Teraz jest jedną z energiczniejszych z miotu. Pewnie to przebywanie z Donośnym Krzykiem tak ją zmieniło. Kocha swoją rodzinę, klan. Ogólnie bardzo jest głupiutka, ale troskliwa, czasem się wkurza, lecz momentami powagi jej nie brakuje.
Jeżyk [KW], Oszroniony Poranek, Senna Mara [KC], Opieńka [GK]
Jej spojrzenie z poważnego złagodniało miarowo, gdy przywdział na pysk uśmiech. Wibrysy jej drgnęły, gdy przechyliła łeb w bok, a potem spojrzała w niebo tak jak on. Normalny dzień, gdzie świeciło słonko, a na niebie powolutku pełzły chmurki. Nic nadzwyczajnego, choć patrzyła na nie trochę dłużej niż Pimpuś. Gdy się odezwał, powróciła do niego wzrokiem.
- Uhhh... Raczej nie. Bardziej chodzi tu o to, by nie mieszkać w legowisku dwunogów oraz nie żywić się ich jedzeniem... Po prostu być lojalnym wobec swojego Klanu - odparła. Zmrużyła oczy. - Zaproszenie? - spytała cicho. Trybiki w jej główce w końcu zatrybiły. - Ah! Na osiedle? Zechciałbyś mnie tam zaprowadzić? - spytała z iskierką w oku niczym mały kociak, który usłyszał, że dostanie nową zabawkę. Powróciła spojrzeniem do czerwonej myszy. Jeśli miała ją przyjąć, będzie musiała wytarzać się w paprociach albo przy granicy... - Um... - zaczęła trochę zakłopotana swym wcześniejszym wybuchem. - Ja-jasne, że mogę ją zachować - przeniosła wzrok na złote oczy kocura. - Ale nie będziesz za nią tęsknił? I też może się ubrudzić w lesie...
Księżyce: 58 Mistrz: Łom Płeć: kocur Matka: nie pamięta Ojciec: nie pamięta
Czarny, rasowy kot sfinks - oto kim jest Lucyfer. Szczupła i smukła sylwetka to sama skóra, na której z trudem doszukać się można drobnego, ciemnego meszku. W największych ilościach ciemny meszek osadził się nad nosem. Zaznaczyć można jeszcze, że jest posiadaczem sporych uszu i złotych, w kształcie migdała oczu. Najważniejszym elementem wizerunku Lucyfera są jego ubranka. Kocur niemal zawsze w jakieś zostaje ubrany i to właśnie po owych szatach stał się zwyczajnie rozpoznawalny.
Będąc kotem drobnym trzeba siły szukać w czymś zupełnie innym. Stąd też u Lucyfera rozwinęła się umiejętność rozmowy. Błaha umiejętność, a ułatwiająca nie jedną sytuację. Odczytywanie innych było czymś nad czym pracował sporo czasu, potem dopieszczał wszystko odpowiednimi słowami i ładną gadką. Emocje trzyma na wodzy, przynajmniej do czasu. Bywają momenty, w których daje się ponosić. Nie jest typem samotnika, preferuje towarzystwo, które rzecz jasna ma go szanować. Nie jest w końcu byle kim - uważa się za kota mądrego i rozsądnego, którego należy słuchać. Stąd też jego trudność do zaakceptowania faktu, iż ktoś mógłby mieć inne zdanie na dany temat. Jeśli coś takiego już się zdarza - ten ktoś jest głupcem. Proste.
— Jak to jest więc z tymi, co tam żyją, a potem wracają? — wiele kotów spotkał na swojej drodze. Nie jeden kot gadał o klanach, że dwunożni go porwali i chce wrócić do lasu. Słysząc jednak teraz te zasady i idąc tą logiką, to tamci łamali cały ten kodeks, nie? Choć… zapewne i na to mają jakieś swoje wytłumaczenie. Klany były… dziwne. Ktoś taki jak Lucyfer tam nie pasował, nawet jeśli jakimkolwiek cudem by chciał. Jeśli jakimś cudem nawet by miał szansę… cóż. W Klanach było pewnie masę kotów, a każdy wyróżniający się na tle innych. A jednak każdego łączy jedno — wspólnota
Dbanie o kogoś bez czegoś w zamian było głupie. Zupełnie inne niż to, co mieli w gangu. Zupełnie coś, czego Lucyfer nie znał. — Podróż na osiedle trochę zajmuje — zaczął, wpuszczając na swój łysy pysk uśmiech — nie wybaczyłbym sobie, gdybym cię tak nagle zabrał — zaśmiał się krótko, wciąż trzymając się postaci Pimpusia. Zagubiony pieszczoch, nieco nieśmiały, a jednocześnie taki, który zauroczył się w poznanej kotce. — Wróć do Klanu, powiedz komuś gdzie idziesz… pewnie masz tam bliskich, mogą się martwić. Gdy tylko pojawisz się na osiedlu — znajdę cię — a dokładniej patrole mu doniosą o nowej osobie kręcącej się po terenach ich handlu — a potem pokażę najpiękniejsze miejsca — ledwo skończył, a jego uszy poruszyły się, ustawiając w jedną stronę. W oddali słychać było wołanie jego ludzi. — To moi ludzie, — rzucił od razu, domyślając się, iż owe dźwięki były dla Sosny czymś całkowicie nowym. Pieszczoch podniósł się i odsunął od wojowniczki z dwa kroki — muszę… — uciął, by odchrząknąć i przystanąć — Żegnaj Sosnowy Szmerze — skinął jej głową, acz nie ruszył się o krok, nie odwrócił spojrzenia. Trwał w bezruchu i dopiero kolejne wołanie ludzi sprawiło, iż drgnął. Szybkie uniesienie kącików ust i odszedł. Zniknął z pola widzenia Sosny.
Mówi się, że gdy ktoś odchodzi i się obróci, by ten ostatni raz na ciebie spojrzeć, to znak, że mu zależy… cóż, Sosna tego nie uświadczyła.
Opuszczając las Lucyfer dopiero przystanął, by spojrzeć za siebie. Z dala od spojrzenia wojowniczki. Sam za to patrzył na las, który zostawił za sobą. Przeszedł niespieszno spojrzeniem po drzewach, poświęcił chwilę grupie ptaków, która wyleciała zza koron. Westchnął i znów wznowił krok — nikt się nie dowie.
Księżyce: 57 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Czarny Koń [NPC] Ojciec: Jęczmienne Ziarno [NPC] Trwałe urazy: blizny na lewym barku po szponach jastrzębia, rozcięty czubek prawego ucha
średniej wielkości kotka; szylkret czarno-rudy z białym pasmem od pyszczka aż po brzuch; bielutkie skarpetki na łapkach sięgające do nadgarstków; gdzieniegdzie beżowe futerko znajdujące się na prawym uchu, czole oraz nikłymi beżowymi, tygrysimi paskami na grzbiecie; ciemny grzbiet i ogon; długie i mięciutkie futerko; zielone oczy
Cicha? Może kiedyś. Teraz jest jedną z energiczniejszych z miotu. Pewnie to przebywanie z Donośnym Krzykiem tak ją zmieniło. Kocha swoją rodzinę, klan. Ogólnie bardzo jest głupiutka, ale troskliwa, czasem się wkurza, lecz momentami powagi jej nie brakuje.
Jeżyk [KW], Oszroniony Poranek, Senna Mara [KC], Opieńka [GK]
Pieszczoch zadał bardzo trafne pytanie. Jak to było?
- Nie wiem... Ci, co zostają przegonieni z klanu przez drapieżniki, czasem wracają i są na nowo przyjęci... A co po zostaniu pieszczochem to nie mam pojęcia... - mruknęła. Zaczęła zastanawiać się, jakie mogą być tego konsekwencje... Raczej... Duże, bo w końcu mieli odrzucać ich wygodne życie.
- Oh... To dam im znać w takim razie! - odparła. Gotowa iść nawet teraz, zapominając, że właśnie na niego czekają dwunożni, którzy... No właśnie. Zaczęli go nawoływać, na co Sosna mimowolnie podskoczyła, a jej mięśnie się spięły. Byli na szczęście daleko i nie było zagrożenia, że zauważą szylkretkę z ich Pimpusiem. Spojrzała na niego ze strachem w oczach, który ulotnił się, gdy tylko odszedł od niej na dwa kroki. Chwilę tak stał, gdy nie nastąpiło kolejne wołanie. - Do zobaczenia - Oby. Pożegnała się, gdy ten uśmiechnął się lekko i odszedł. Ta odprowadziła go wzrokiem, dopóki nie zniknął z jej pola widzenia. Nie spojrzał ponownie w jej stronę... Przeniosła wzrok na wpół zjedzonego kreta i czerwoną mysz. Westchnęła. Postanowiła zakopać kreta, przepraszając Gwiezdnych, a potem chwyciła za ogon czerwonej myszy, na nowo patrząc w stronę, w którą pieszczoch się oddalił. Nie pojawił się ostatni raz.
Ruszyła powoli w drogę powrotną. W końcu nic tu po niej, a jakoś trzeba nakarmić klan.
Księżyce: 32 Płeć: kotka Matka: Maska Ojciec: Swarzyc Trwałe urazy: blizna w kształcie litery' x z zakrzywionym do środka ogonkiem na lewym udzie; płytki ślad psich zębów na prawym udzie
Księżyce: 32 Płeć: kotka Matka: Maska Ojciec: Swarzyc Trwałe urazy: blizna w kształcie litery' x z zakrzywionym do środka ogonkiem na lewym udzie; płytki ślad psich zębów na prawym udzie
Długowłosy bury ticked, z bielą stanowiącą około 60% ciała. Bura barwa pokrywa ogon i grzbiet aż po łopatki, pysk do podbródka oraz materializuje się jako łata na lewym nadgarstku. Wątła i drobnej budowy, niższa niż przeciętny kot, o zmatowiałej, opadającej w dół długiej sierści, z charakterystycznymi wywiniętymi uszami typu curl. Posiada duże brązowe oczy, często podkrążone ze zmęczenia.
Wycofana i zamknięta w sobie. Nieporadna w kontaktach z innymi kotami, posiada trudność w podtrzymaniu rozmowy ze względu na spędzenie życia w hermetycznej grupie. Smutna, targana przez sprzeczne emocje, jednak zawsze chowająca wszystko w sobie. Bywa, że może brzmieć nieco przemądrzale głosząc jedyne prawdy, które zna, ale zarazem zieje od niej melancholią i zagubieniem. Wypowiada się w dziwny sposób.
Podróż trwała już dosyć długo, i trochę poznała już pobliską okolicę, jednak wciąż pozostawało wiele... Wiele miejsc, wiele zapachów.. może to będzie to miejsce, w którym spróbuje pozbierać do kupy swój marny żywot? Jak na razie pałętała się po lasach i polach, szła przed siebie, w poszukiwaniu już sama nie wiedziała czego. Tego popołudnia dotarła gdzieś, gdzie jeszcze jej nie było. Słońce, oh, słońce paliło niemiłosiernie, przypominając z każdym uderzeniem serca jak potężnym bytem było. W poszukiwaniu cienia, zagłębiła się w przyjemnie pachnące, pokryte kwiatami i owocami krzewy dzikich róż. Klapnęła pod jednym z nich, po czym ułożyła się pod korzeniami, mrużąc zmęczone ślepia gdy jej spalone promieniami futro pochłonął chłodny cień. Wokoło wszystko jakby stało i parowało w wszechobecnym upale - jedynie gdzieniegdzie rozbrzmiewał świergot ptaków, dając poczucie, że jednak jakieś życie jeszcze zamieszkuje tą okolicę.
Smok//
You best be ✴ bashed around the bush ✴ once or twice Before you getto tastethe finer life My mothertaught me,gotta just survive Put on asmile,just find a vice
♕Don'thatethegirl,justhatethecrime♕
Oh, forgive me♁ Lord ♁oh, I'm a good girl I'd never hurt a fly,but I've gotwalls to climb Oh, forgive me,☼ Lord ☼oh,a minor chord You ✴ put me in this house, I had to claw right ✴ out
Smok to niski, ale długi szylkretowy kocur. Pod długą, lśniącą, miękką sierścią, kryje się warstwa tłuszczu i mięśni. Uważa się za przystojnego kocura i ciężko się z tym sprzeczać. Jego futro jest w stonowanych odcieniach kremowego i niebieskiego zalanych przez mleczną biel. Nos ma ciemno szary na płaskim pysku. Ma dwoje intensywnie bursztynowych ślepi.
Równe rozcięcie na czubku prawego ucha
Typ flirciarza i lekkoducha. Żywiołowy, łatwo odnajdzie się w każdej sytuacji. Lubi kwestionować idee i testować granice. Sam nie lubi brudzić sobie łap, od tego ma przecież Alikorna. Nie lubi jednak walczyć z innymi kotami. Nie czuje się w tym pewnie. Jedyne co ma dla niego równie duże znaczenie co urok osobisty, to on sam i może ewentualnie rodzina. To on jest mózgiem i gadułą z dwójki braci. Z jednej strony leniwy i wygodnicki, z drugiej ma w sobie ducha przygody. Potrzebuje wrażeń, szybko się nudzi. Często miesza kłamstwo z prawdą, ale nie boi się powiedzieć tego co leży mu na języku. Ma niesamowitą słabość do błyskotek.
xxxUdało mi się wydostać z domu ludzi. Te panie wcale nie były takie najgorsze, ale skoro Nowy Świt nie mógł mnie ograniczać, to te panie również. Chociaż na pewno do nich wrócę jak będę mieć pusty żołądek, a ta błyskotka, którą mi dali też nie jest taka najgorsza. Była kolorowa, zupełnie w moim stylu, tylko jak na błyskotkę, to mogłaby się bardziej błyszczeć. Martwiło mnie jednak w tej chwili coś bardziej niż uroda. Był to brak Alikorna w okolicy. Nie było go nigdzie na Osiedlu, więc postanowiłem wyruszyć do lasu. Nie odszedł by beze mnie prawda. Sama ta myśl ściskała mi serce, bardziej niż chciałbym się do tego przyznać. Oby ten idiota był cały albo to ja go wykończę. Nie sądziłem też żeby dołączył do klanu. To nie byłoby w jego stylu, chyba że na przeszpiegi, by poznać więcej ziół. W końcu w gangu przyda się zielarz, a taka wiedza mogła się przydać do wywarcia wpływu na gang. xxxNie znalazłem co prawda Alikorna, ale zauważyłem długie bure futro, które nie mogło należeć do żadnego drapieżnika, tylko kota. Gdy podszedłem bliżej do kota, do które one należało, to nie był w żaden sposób wyjątkowo urodziwy. Jej futro było zmatowiałe, oczy podkrążone. Obraz nędzy i rozpaczy. Nie mogłem jednak teraz wybrzydzać. W końcu nie miałem z nią spać, tylko wyciągać informację, a takiego kota jak Alikorn ciężko przegapić. Nałożyłem więc maskę, uśmiech sztuczny, ale tak dobry że wyglądał jak prawdziwy/
- Hej, jestem Smok, a ty? - podszedłem do niej bliżej, mój głos nonszalancki.
Księżyce: 32 Płeć: kotka Matka: Maska Ojciec: Swarzyc Trwałe urazy: blizna w kształcie litery' x z zakrzywionym do środka ogonkiem na lewym udzie; płytki ślad psich zębów na prawym udzie
Księżyce: 32 Płeć: kotka Matka: Maska Ojciec: Swarzyc Trwałe urazy: blizna w kształcie litery' x z zakrzywionym do środka ogonkiem na lewym udzie; płytki ślad psich zębów na prawym udzie
Długowłosy bury ticked, z bielą stanowiącą około 60% ciała. Bura barwa pokrywa ogon i grzbiet aż po łopatki, pysk do podbródka oraz materializuje się jako łata na lewym nadgarstku. Wątła i drobnej budowy, niższa niż przeciętny kot, o zmatowiałej, opadającej w dół długiej sierści, z charakterystycznymi wywiniętymi uszami typu curl. Posiada duże brązowe oczy, często podkrążone ze zmęczenia.
Wycofana i zamknięta w sobie. Nieporadna w kontaktach z innymi kotami, posiada trudność w podtrzymaniu rozmowy ze względu na spędzenie życia w hermetycznej grupie. Smutna, targana przez sprzeczne emocje, jednak zawsze chowająca wszystko w sobie. Bywa, że może brzmieć nieco przemądrzale głosząc jedyne prawdy, które zna, ale zarazem zieje od niej melancholią i zagubieniem. Wypowiada się w dziwny sposób.
Z lekkiej drzemki wyrwał ją czyjś głos. Natychmiast otworzyła wielkie brązowe ślepia, dostrzegając przed sobą sylwetkę nieznajomej kotki. Uchyliła lekko pyszczek, przyglądając się szylkretowej. Wyglądała dość niecodziennie, ale ciekawie. Nigdy w życiu nie spotkała chyba jeszcze kota o tak długiej sylwetce.. Pachniała na starszą od niej, ale wzrost za to miały dosyć podobny. To było coś nowego. Przyzwyczaiła się już, że zazwyczaj sięga kotom do brody. Nie to jednak przykuwało uwagę najbardziej - był to kolorowy pasek wokół jej szyi, który od razu zapalił lampkę w głowie buraski. Wyglądało na to, że to kot, który mieszkał w domostwie ludzi. Nie znała za bardzo tego typu, jednak nie wyglądał na takiego, który to zaraz zechce ją pobić, na przykład broniąc granic.. Patrzyła się tak chwilę, zanim dotarło do niej, że powinna także coś odpowiedzieć. - whita-j. Jha.. jhestem Kikimora. - przedstawiła się, i na tym na chwilę urwała. Poruszyła ogonem, po czym oblizała pysk. Jej wzrok uciekł z powrotem na kolorowy pasek na szyi nieznajomej. - Phewnie odeszłhaś od lhudzi? - wyrzuciła z siebie pierwszą rzecz, która przyszła jej do głowy. Kotka sprawiała wrażenie bardzo pewnej siebie. Czy miała w podejściu do Kikimory jakiś cel?
You best be ✴ bashed around the bush ✴ once or twice Before you getto tastethe finer life My mothertaught me,gotta just survive Put on asmile,just find a vice
♕Don'thatethegirl,justhatethecrime♕
Oh, forgive me♁ Lord ♁oh, I'm a good girl I'd never hurt a fly,but I've gotwalls to climb Oh, forgive me,☼ Lord ☼oh,a minor chord You ✴ put me in this house, I had to claw right ✴ out
Smok to niski, ale długi szylkretowy kocur. Pod długą, lśniącą, miękką sierścią, kryje się warstwa tłuszczu i mięśni. Uważa się za przystojnego kocura i ciężko się z tym sprzeczać. Jego futro jest w stonowanych odcieniach kremowego i niebieskiego zalanych przez mleczną biel. Nos ma ciemno szary na płaskim pysku. Ma dwoje intensywnie bursztynowych ślepi.
Równe rozcięcie na czubku prawego ucha
Typ flirciarza i lekkoducha. Żywiołowy, łatwo odnajdzie się w każdej sytuacji. Lubi kwestionować idee i testować granice. Sam nie lubi brudzić sobie łap, od tego ma przecież Alikorna. Nie lubi jednak walczyć z innymi kotami. Nie czuje się w tym pewnie. Jedyne co ma dla niego równie duże znaczenie co urok osobisty, to on sam i może ewentualnie rodzina. To on jest mózgiem i gadułą z dwójki braci. Z jednej strony leniwy i wygodnicki, z drugiej ma w sobie ducha przygody. Potrzebuje wrażeń, szybko się nudzi. Często miesza kłamstwo z prawdą, ale nie boi się powiedzieć tego co leży mu na języku. Ma niesamowitą słabość do błyskotek.
- Miałeś, robaczku mój. Jestem kocurem - poprawiłem uprzejmie tą larwę. Nie byłem na nią zły dlatego że się pomyliła. Po prostu jej głos i brak dykcji doprowadzał mnie do szału. Nie miała już dwóch księżyców by mówić w taki sposób. Ciężko było ją zrozumieć i potrzebowałem chwili by poskładać jej słowa, a raczej dźwięki które wydobywały się z jej ust. Koty o poniżej przeciętnej urodzie często miały też poniżej przeciętną inteligencję. Czy na pewno dalej dało się wyciągnąć z niej jakiekolwiek wartościowe informację, gdy mówiła w tej sposób? - Nie odszedłem od nich. Przynajmniej nie całkiem. Cenie sobie moją wolność, ale dwunożny to takie proste stworzenia, że ciężko ich nie kochać. Widzą coś mniejszego od siebie i chcą się tym zaopiekować. Ciężko ich tak po prostu porzucić prawda? Więc będę odwiedzać moje dwunożne, ale jestem wolnym kotem. Mój brat jest zupełnie innego zdania, a skoro już o nim mowa, nie widziałaś go gdzieś może? Jest moim zupełnym przeciwieństwem. Jest ogromny, ma wielkie mięśnie, nie spłaszczony pysk i długie czarne futro z przejaśnieniami -
Księżyce: 32 Płeć: kotka Matka: Maska Ojciec: Swarzyc Trwałe urazy: blizna w kształcie litery' x z zakrzywionym do środka ogonkiem na lewym udzie; płytki ślad psich zębów na prawym udzie
Księżyce: 32 Płeć: kotka Matka: Maska Ojciec: Swarzyc Trwałe urazy: blizna w kształcie litery' x z zakrzywionym do środka ogonkiem na lewym udzie; płytki ślad psich zębów na prawym udzie
Długowłosy bury ticked, z bielą stanowiącą około 60% ciała. Bura barwa pokrywa ogon i grzbiet aż po łopatki, pysk do podbródka oraz materializuje się jako łata na lewym nadgarstku. Wątła i drobnej budowy, niższa niż przeciętny kot, o zmatowiałej, opadającej w dół długiej sierści, z charakterystycznymi wywiniętymi uszami typu curl. Posiada duże brązowe oczy, często podkrążone ze zmęczenia.
Wycofana i zamknięta w sobie. Nieporadna w kontaktach z innymi kotami, posiada trudność w podtrzymaniu rozmowy ze względu na spędzenie życia w hermetycznej grupie. Smutna, targana przez sprzeczne emocje, jednak zawsze chowająca wszystko w sobie. Bywa, że może brzmieć nieco przemądrzale głosząc jedyne prawdy, które zna, ale zarazem zieje od niej melancholią i zagubieniem. Wypowiada się w dziwny sposób.
Oh. Kikimora lekko zmarszczyła brwi, nieco zdziwiona takim..... dictum. Nieco skołowana przyjrzała się kot- kocurowi. Jak to.. kocurem.. pachniał kotką, i był szylkretowy.. Czy.. ten kot może ma gorączkę? Albo koty dwunożnych tak już mają? Chwilę nie wiedziała co odpowiedzieć. Cokolwiek.
Kiwnęła lekko głową. - W ph-orządkhu- bąknęła w końcu. Ciekawość jednak wzięła górę. - Nh-ie pachniesz jahk kocur. - dodała po chwili, bo z taką sytuacją jeszcze nie miała do czynienia. Z rozmyślań na temat dziwnej tożsamości nieznajomego osobnika wyrwały ją jego kolejne słowa. Kikimora drgnęła ledwie zauważalnie. Rysopis coś jej przypomniał... Rozmowę z tamtą kotką o dużych uszach. Niebezpieczny samotnik, który okazuje się jest bratem, tego oto ko.. cura. W głębi duszy westchnęła. Najwidoczniej naprawdę urodziła się pod złą gwiazdą. - Nh-ie widzhiałam. - odparła zgodnie z prawdą, bo na całe szczęście jeszcze na niego nie natrafiła. I oby tak pozostało.
You best be ✴ bashed around the bush ✴ once or twice Before you getto tastethe finer life My mothertaught me,gotta just survive Put on asmile,just find a vice
♕Don'thatethegirl,justhatethecrime♕
Oh, forgive me♁ Lord ♁oh, I'm a good girl I'd never hurt a fly,but I've gotwalls to climb Oh, forgive me,☼ Lord ☼oh,a minor chord You ✴ put me in this house, I had to claw right ✴ out
Smok to niski, ale długi szylkretowy kocur. Pod długą, lśniącą, miękką sierścią, kryje się warstwa tłuszczu i mięśni. Uważa się za przystojnego kocura i ciężko się z tym sprzeczać. Jego futro jest w stonowanych odcieniach kremowego i niebieskiego zalanych przez mleczną biel. Nos ma ciemno szary na płaskim pysku. Ma dwoje intensywnie bursztynowych ślepi.
Równe rozcięcie na czubku prawego ucha
Typ flirciarza i lekkoducha. Żywiołowy, łatwo odnajdzie się w każdej sytuacji. Lubi kwestionować idee i testować granice. Sam nie lubi brudzić sobie łap, od tego ma przecież Alikorna. Nie lubi jednak walczyć z innymi kotami. Nie czuje się w tym pewnie. Jedyne co ma dla niego równie duże znaczenie co urok osobisty, to on sam i może ewentualnie rodzina. To on jest mózgiem i gadułą z dwójki braci. Z jednej strony leniwy i wygodnicki, z drugiej ma w sobie ducha przygody. Potrzebuje wrażeń, szybko się nudzi. Często miesza kłamstwo z prawdą, ale nie boi się powiedzieć tego co leży mu na języku. Ma niesamowitą słabość do błyskotek.
- Wiesz, natura w tym przypadku się pomyliła, ale mogę cię zapewnić że w środku jestem kocurem - wyjaśniłem spokojnym tonem i to musiało jej wystarczyć. Nie musiałem się nikomu tłumaczyć. Byłem kocurem. Kropka. To jak wyglądało moje ciało czy jak pachniało nie miało znaczenia. Jeżeli dla niej tak, to była tak samo paskudna w środku jak na zewnątrz. Nie była ani pierwszym, ani też ostatnim kotem, którą śmiał wątpić w moją męskość, a to co myślała o mnie taka larwa nic mnie nie obchodziło, tak jak ona sama.
- Och szkoda - odpowiedziałem z delikatnym zawiedzonym westchnieniem, za którym kryła się irytacja. Po nic znosiłem jej dziecinne mlaskanie i irytujące pytania.