Jabłko nie wyróżnia się zbytnio wśród innych kotów. Jest przeciętnego wzrostu i trochę mniejszej wagi niż powinien. Jego futerko jest krótkie i błyszczące w słońcu rudym kolorem. Nudną barwę przyozdabiają nieco ciemniejsze, tygrysie pręgi. Za kocurem zawsze ciągnie się średniej długości ogonek. Na czubku pyszczka leży różowiutki nosek, a nad nim świecą okrągłe, zielone oczy. Chodzi z głową podniesioną do góry, co dodaje mu parę łapek wzrostu. Od wewnętrznej strony jego kończyn znajdują się mięciutkie poduszki, o kolorze zbliżonym do noska.
Można powiedzieć tylko jedno. Zdecydowanie się zmienił. Zrozumiał, że to co do tej pory uważał za najważniejsze, tak naprawdę powinno leżeć u samym dole hierarchii. Zrozumiał to, że futerko może umyć, że ono odrośnie, że plamki błota wcale nie są oznaką niechlujstwa czy słabości. Zrozumiał, że wygląd można naprawić w łatwy sposób, a relację z rodzeństwem już niekoniecznie. Stał się weselszy. Chciał się bawić. Chciał zasmakować tego, czego od zawsze w dzieciństwie pragnął, ale jego wysokie ego mu na to nie pozwalało. Uświadomił sobie, że powinien trzymać wartościowe koty bardzo blisko, a nie usilnie oddalać się od nich, bo wcale nie sprawiał w ten sposób dobrego wrażenia.
-Czyli jak będzie cieplej, to będzie można spróbować takiej ryby ze stosu? - zapytał Jabłko. Jeżeli chodzi o jedzenie, to ten kocur był chętny do sprawdzenia wszystkich smaków, więc nie mógł się doczekać, aż w końcu zasmakuje tej całej ryby. Nic dziwnego, że do tej pory nie miał takiej okazji, bo przecież wszystkie wody były zamarznięte. -Hmm...A sądzisz, że samodzielna próba nauczenia się pływania, nawet w płytkiej wodzie, może być bardzo niebezpieczna? - zastanawiał się na głos. Właściwie to nie wiedział, czemu spytał, bo i, tak czy siak, obmyślał plan, jakby tu namówić Słońce i Słonecznik na wspólne pływanie, bo Chmura to boi dupa i na pewno się nie zgodzi. -Właściwie to nie, nie słyszałem, ale jak nazwa mówi, to są pewnie jakieś cztery dęby i skoro uczę się o nich na treningu, to muszą być całkiem ważnym miejscem dla klanu - wywnioskował. Być może nie wyglądał i nie zachowywał się najmądrzej, ale jednak miał resztki swojej inteligencji, dzięki której łatwo udawało mu się połączyć fakty.
What doyoudo when achapter ends? Doyou closethebookand neverread itagain? Where doyou go whenyour story'sdone? You canbe whoyou were or whoy o u'l l. b e c o m e Ohuntil it's allb e e n said It's notover until yourdyingb r e a t h So what do you want them to say whenyou'regone? That you gave up or thatyoukept going.o n?
- Jak tylko ktoś przyniesie to oczywiście. - miauknęła pogodnie. O ile ktoś cię nie ubiegnie, dodała w myślach. Aczkolwiek nie spodziewałaby się, że taka zdobycz zbyt szybko zniknie.
Strzepnęła uchem, słysząc jego nietypowy pomysł. Nie mogła zrozumieć, co niektóre koty ciągnęło do tej zimnej, mokrej, chlupoczącej cieczy.
- Hm... Myślę że nie mogłoby być źle jeśli miałbyś wtedy kogoś na brzegu, kto niekoniecznie umie pływać, ale mógłby ci pomóc, gdyby... Gdyby coś poszło nie tak. - miauknęła, nie do końca pewna swoich słów. Nie miała pojęcia czy takie taplanie się jest bezpieczne i czym mogłoby się skończyć, nie chciała jednak gasić zapału w synu Paproci. - Na pewno jednak poleciłabym poczekać, aż zrobi sie cieplej. - dodała pogodniej, lekko kiwiąc ogonem.
- Tak. Cztery Dęby synbolizują cztery klany. - i akurat pod nie dorarli, więc Mięta przystanęła. - Oto i one. To tu odbywają się zgromadzenia, o których powiem ci więcej przy okazji kodeksu. Tu też jedynie dzielimy granicę z Klanem Gromu. Podejdź sobie i sprawdź, jak pachną. - zachęciła terminatora.
Jabłko nie wyróżnia się zbytnio wśród innych kotów. Jest przeciętnego wzrostu i trochę mniejszej wagi niż powinien. Jego futerko jest krótkie i błyszczące w słońcu rudym kolorem. Nudną barwę przyozdabiają nieco ciemniejsze, tygrysie pręgi. Za kocurem zawsze ciągnie się średniej długości ogonek. Na czubku pyszczka leży różowiutki nosek, a nad nim świecą okrągłe, zielone oczy. Chodzi z głową podniesioną do góry, co dodaje mu parę łapek wzrostu. Od wewnętrznej strony jego kończyn znajdują się mięciutkie poduszki, o kolorze zbliżonym do noska.
Można powiedzieć tylko jedno. Zdecydowanie się zmienił. Zrozumiał, że to co do tej pory uważał za najważniejsze, tak naprawdę powinno leżeć u samym dole hierarchii. Zrozumiał to, że futerko może umyć, że ono odrośnie, że plamki błota wcale nie są oznaką niechlujstwa czy słabości. Zrozumiał, że wygląd można naprawić w łatwy sposób, a relację z rodzeństwem już niekoniecznie. Stał się weselszy. Chciał się bawić. Chciał zasmakować tego, czego od zawsze w dzieciństwie pragnął, ale jego wysokie ego mu na to nie pozwalało. Uświadomił sobie, że powinien trzymać wartościowe koty bardzo blisko, a nie usilnie oddalać się od nich, bo wcale nie sprawiał w ten sposób dobrego wrażenia.
-Oh, okej, więc jak się pojawi, to na pewno postaram się jej spróbować, chociaż kawałek - zapewnił Mięte terminator i dopisał do swojej listy w głowie "Cele przed śmiercią" kolejny punkt, a zaraz następny, dotyczący nauki pływania. Miał jeszcze sporo czasu na spełnienie tego wszystkiego, więc póki co, mógł jeszcze odpoczywać samotnie, a później będzie korzystać z życia! -Na pewno kogoś bym znalazł, oczywiście nie chcę się narażać na aż takie niebezpieczeństwo. Tym bardziej, jeśli miałbym tam iść z bratem... - mruknął niechętnie. Szczerze powiedziawszy, niezbyt przepadał za Słońcem, ale w końcu dalej coś ich łączyło, prawda? Trochę głupio byłoby nienawidzić swojego rodzonego brata.
- Taki mam zamiar, nie chcę skończyć w lecznicy medyczki jak moje siostry kiedyś - westchnął na samą myśl o tym. Jego rodzina miała chyba jakiś pech co do chorób, a kąpanie się w zimnej wodzie w aktualnej porze, zdecydowanie nie wpłynęłoby dobrze na jego organizm.
Kocur przystanął pod czterema drzewami, które były całkiem...duże, a nawet ogromne, o wiele większe od całego jego rodzeństwa zebranego w kupę. Jabłko pokiwał głową, przyjmując nową wiedzę do siebie, a następnie korzystając z rady mistrzyni, podszedł do jednego z ogromnych drzew i zapoznał się z jego zapachem, spoglądając w górę. -Weszłaś kiedyś na samą górę, o tam?- wskazał łapką gdzieś w koronę liści.
What doyoudo when achapter ends? Doyou closethebookand neverread itagain? Where doyou go whenyour story'sdone? You canbe whoyou were or whoy o u'l l. b e c o m e Ohuntil it's allb e e n said It's notover until yourdyingb r e a t h So what do you want them to say whenyou'regone? That you gave up or thatyoukept going.o n?
Uśmiechnęła się do kocura.
- Jak będę widziała, że jest na stosie, to specjalnie odłożę dla ciebie kawałek. - obiecała, i naprawdę miała zamiar tak zrobić. Oboje musieli jednak czekać, aż przyjdzie Pora Nowych Liści i na dobre przegoni śnieg i to zimno, które przenikało do szpiku kości. Brr!
Postawiła czujniej uszy, słysząc ton kocura. Oho, czyżby jakieś zatarczki między rodzeństwem? Hm, o to Mięta powinna kocura podpytać, jednak delikatnie, jednak może temat znów podejmie, jak już ruszą wzdłuż kolejnej granicy.
Obserwowała kocura, który podszedł bliżej drzew, które napawały ją bogobojnym uwielbieniem. Wręcz czuła milczącą obecność Gwiezdnych tutaj. Przecież te cztery, masywne dęby nie rosły w tym miejscu zupełnie przypadkowo, a cztery klany też nie osiedliły się tutaj losowo. Dla każdego klanu tu był idealny teren, a drzewa stanowiły dokładnie środek ich terenów. Pokręciła więc głową.
- Nie, i nawet nie próbowałam. Zdecydowanie bardziej wolę pozostać na ziemi. - z uśmiechem lekko ugięła łapy, chcąc nadać swoim słowom wytłumaczenia w postaci załączonego obrazka.
Obserwowała nadal rudego kocura. Nie chciała go pospieszać, mieli jeszcze trochę czasu, a tego dnia miał jeszcze poznać jedną granicę - z klanem Cienia, na którą wyruszą, gdy Jabłko nacieszy się już Czterema Dębami.
Jabłko nie wyróżnia się zbytnio wśród innych kotów. Jest przeciętnego wzrostu i trochę mniejszej wagi niż powinien. Jego futerko jest krótkie i błyszczące w słońcu rudym kolorem. Nudną barwę przyozdabiają nieco ciemniejsze, tygrysie pręgi. Za kocurem zawsze ciągnie się średniej długości ogonek. Na czubku pyszczka leży różowiutki nosek, a nad nim świecą okrągłe, zielone oczy. Chodzi z głową podniesioną do góry, co dodaje mu parę łapek wzrostu. Od wewnętrznej strony jego kończyn znajdują się mięciutkie poduszki, o kolorze zbliżonym do noska.
Można powiedzieć tylko jedno. Zdecydowanie się zmienił. Zrozumiał, że to co do tej pory uważał za najważniejsze, tak naprawdę powinno leżeć u samym dole hierarchii. Zrozumiał to, że futerko może umyć, że ono odrośnie, że plamki błota wcale nie są oznaką niechlujstwa czy słabości. Zrozumiał, że wygląd można naprawić w łatwy sposób, a relację z rodzeństwem już niekoniecznie. Stał się weselszy. Chciał się bawić. Chciał zasmakować tego, czego od zawsze w dzieciństwie pragnął, ale jego wysokie ego mu na to nie pozwalało. Uświadomił sobie, że powinien trzymać wartościowe koty bardzo blisko, a nie usilnie oddalać się od nich, bo wcale nie sprawiał w ten sposób dobrego wrażenia.
Jabłko uśmiechnął się do kotki na znak, że bardzo się cieszy z tego powodu. Właściwie to nawet zaczynał lubić swoją mistrzynię. Spodziewał się, że będzie go uczył jakiś gbur, który jedynie będzie mu wydawał polecenia i gadał bez sensu o tym całym kodeksie. A tu proszę, trafiła mu się całkiem sympatyczna kotka, w dodatku nie wiele starsza od niego. No i trening przebiegał w całkiem ciekawy sposób. Można by powiedzieć, że kocur nabrał więcej ochoty na przychodzenie na ten cały trening. - W sumie dla własnego bezpieczeństwa też wolałbym zostać na dole - zaśmiał się rudzielec. - Chociaż szczerze przyznam, że taka wspinaczka mogłaby być czymś całkiem ciekawym, jednak nadaje się dla raczej...bardziej rozbrykanych kotów. Więc na razie zostanę z tobą przy ziemii - wzruszył barkami, dając kotce znak, że jest gotowy na dalszą podróż.
What doyoudo when achapter ends? Doyou closethebookand neverread itagain? Where doyou go whenyour story'sdone? You canbe whoyou were or whoy o u'l l. b e c o m e Ohuntil it's allb e e n said It's notover until yourdyingb r e a t h So what do you want them to say whenyou'regone? That you gave up or thatyoukept going.o n?
Zachichotała cicho. No cóż, widać oboje z nich nie byli na tyle rozbrykani, by skakać po drzewach. Tyle dobrze, Mięta nie chciałaby mieć aż tak energicznego terminatora, że musiałaby za nim biegać, a jej polecenia byłyby puszczane mimo uszu. Tak, wysłuchiwanie tego, co szylkretka mówi było kolejnym plusikiem u Jabłka.
- Więc ruszajmy dalej. - miauknęła, kiedy kocur już opuścił dęby i skierował się do niej. Ruszyła powolnym krokiem, a kiedy Jabłko znalazł się obok niej, zaczęła mówić. - Klan Gromu słynie z tego, że szkoli silnych i wytrzymałych wojowników, choć nie wiem, ile w tym jest prawdy. - rzuciła lekko, zerkając na kocura z delikatnym uśmiechem. - Ich przywódcą jest Trzmiela Gwiazda, zastępca to Turkuciowy Grzbiet, a medyk ma na imię Ognisty Żar. - zmarszczyła lekko brwi. To była dość nowa zmiana w tym klanie, więc miała nadzieję, że żadnego imienia nie przekręciła.
Powolnym krokiem oddalali się od dębów, a ich zapach ustępował miejsca zapachowi Klanu Cienia. Nic dziwnego, w końcu szli wzdłuż granicy z nim.
- A oto i ostatni klan, a właściwie granica z nim. Ten zapach, który czujesz, to zapach Klanu Cienia. - poinformowała kocura.
Jabłko nie wyróżnia się zbytnio wśród innych kotów. Jest przeciętnego wzrostu i trochę mniejszej wagi niż powinien. Jego futerko jest krótkie i błyszczące w słońcu rudym kolorem. Nudną barwę przyozdabiają nieco ciemniejsze, tygrysie pręgi. Za kocurem zawsze ciągnie się średniej długości ogonek. Na czubku pyszczka leży różowiutki nosek, a nad nim świecą okrągłe, zielone oczy. Chodzi z głową podniesioną do góry, co dodaje mu parę łapek wzrostu. Od wewnętrznej strony jego kończyn znajdują się mięciutkie poduszki, o kolorze zbliżonym do noska.
Można powiedzieć tylko jedno. Zdecydowanie się zmienił. Zrozumiał, że to co do tej pory uważał za najważniejsze, tak naprawdę powinno leżeć u samym dole hierarchii. Zrozumiał to, że futerko może umyć, że ono odrośnie, że plamki błota wcale nie są oznaką niechlujstwa czy słabości. Zrozumiał, że wygląd można naprawić w łatwy sposób, a relację z rodzeństwem już niekoniecznie. Stał się weselszy. Chciał się bawić. Chciał zasmakować tego, czego od zawsze w dzieciństwie pragnął, ale jego wysokie ego mu na to nie pozwalało. Uświadomił sobie, że powinien trzymać wartościowe koty bardzo blisko, a nie usilnie oddalać się od nich, bo wcale nie sprawiał w ten sposób dobrego wrażenia.
Jabłko pokiwał głową na znak, że przyjął do wiadomości wszystkie informacje odnośnie do Klanu Gromu, a imiona najważniejszych kotów powtórzył w myślach ze sto razy. Póki co wszystko doskonale pamiętał, ale nie należał do osób z pamięcią geniusza, więc zapewne w swojej egzystencji zdąży ze trzy razy pomylić Cień z Rzeką lub Grom z Cieniem. Kiedy oddalali się od tych czterech wysokich drzew...chyba dębów? Unoszący się zapach zmienił swoją postać. Jabłko zaciągnął się otaczającą go "aurą" i z czymś mu się skojarzyła. Jakby...z bagnem? Wilgocią? W każdym razie podobna woń krążyła wokół kałuży. Zadowolony z faktu, że udało mu się połączyć kolejne informacje, z triumfalnym uśmiechem zwrócił się do swojej mistrzyni. -Klan Cienia ma tereny podmokłe? Wiesz, bagna i te sprawy - zapytał, precyzując swoje tereny podmokłe, bo równie dobrze mogło mu chodzić o jakieś rzeki lub wilgotne trawy.
gniot ;-;
What doyoudo when achapter ends? Doyou closethebookand neverread itagain? Where doyou go whenyour story'sdone? You canbe whoyou were or whoy o u'l l. b e c o m e Ohuntil it's allb e e n said It's notover until yourdyingb r e a t h So what do you want them to say whenyou'regone? That you gave up or thatyoukept going.o n?
Wyprostowała uszy, nasłuchując poruszeń po drugiej stronie granicy, kiedy dobiegły ją słowa kocurka. Spojrzała więc na niego i kiwnęła głową.
- Dokładnie tak. - posłała Jabłku uśmiech, kolejny z resztą tego dnia. - W Klanie Cienia rządzi Wężowa Gwiazda, zastępcą jest Wiewiórczy Ogon. Medyk nazywa się Ciernisty Kwiat i posiada terminatora, Ćmią Łapę. - powiedziała spokojnie, zwinnie mijając przeszkody na swojej drodze, jednak nie spiesząc się zbytnio donikąd. Słońce powoli wędrowało po niebie, co oznaczało, że mogła poświęcić swojemu terminatorowi jeszcze czas, w razie gdyby miał jakieś pytania albo wątpliwości. I tak mieli jeszcze do przejścia kawałek granicy.
Jabłko nie wyróżnia się zbytnio wśród innych kotów. Jest przeciętnego wzrostu i trochę mniejszej wagi niż powinien. Jego futerko jest krótkie i błyszczące w słońcu rudym kolorem. Nudną barwę przyozdabiają nieco ciemniejsze, tygrysie pręgi. Za kocurem zawsze ciągnie się średniej długości ogonek. Na czubku pyszczka leży różowiutki nosek, a nad nim świecą okrągłe, zielone oczy. Chodzi z głową podniesioną do góry, co dodaje mu parę łapek wzrostu. Od wewnętrznej strony jego kończyn znajdują się mięciutkie poduszki, o kolorze zbliżonym do noska.
Można powiedzieć tylko jedno. Zdecydowanie się zmienił. Zrozumiał, że to co do tej pory uważał za najważniejsze, tak naprawdę powinno leżeć u samym dole hierarchii. Zrozumiał to, że futerko może umyć, że ono odrośnie, że plamki błota wcale nie są oznaką niechlujstwa czy słabości. Zrozumiał, że wygląd można naprawić w łatwy sposób, a relację z rodzeństwem już niekoniecznie. Stał się weselszy. Chciał się bawić. Chciał zasmakować tego, czego od zawsze w dzieciństwie pragnął, ale jego wysokie ego mu na to nie pozwalało. Uświadomił sobie, że powinien trzymać wartościowe koty bardzo blisko, a nie usilnie oddalać się od nich, bo wcale nie sprawiał w ten sposób dobrego wrażenia.
Jednak to całe zdobywanie wiedzy nie było takie nudne. Ba! Nawet mógł się czasem wykazać swoją - jakże wielką - inteligencją. No i jak się okazało, jakże wielka inteligencja, rzeczywiście zaczynała być wielka! Niedługo nawet nie będzie musiał się komplementować i wysilać, by to stwierdzić, pff. W miarę szybko zanotował w myślach pozostałe informacje, a następnie przeszedł do pytań. -Hm...W sumie to mam kilka pytań - zaczął. -Właściwie to jak zostać takim terminatorem medyka? Przywódca go wybiera, tak jak mnie przydzielił tobie, czy jak to jest? I czy każdy kot może nim zostać, czy są jakieś super specjalne wymagania? - mruknął zaciekawiony. Bycie terminatorem medyka...to musiałoby być coś. Oczywiście on sam nie nadawałby się do tego, chociaż przeceniał swoje możliwości, twierdząc, że idealnie by się nadał. W każdym razie, na pewno jest to coś wyjątkowego, bo zwykłych terminatorów jest mnóstwo, a terminatorów medyka może być tylko czterech - czyli tyle, ile klanów. -No i tak właściwie, skoro każdy medyk uczy się od poprzedniego lub aktualnego, to kto nauczył tego pierwszego-pierwszego medyka? - zapytał, przekrzywiając głowę. Miętowy Pąk zapewne nie znała na to odpowiedzi, gdyż było to jedno z tych głupich pytań w stylu "Co było pierwsze? Kura czy jajko?" Chociaż właściwie, wcale nie jej nie oczekiwał.
What doyoudo when achapter ends? Doyou closethebookand neverread itagain? Where doyou go whenyour story'sdone? You canbe whoyou were or whoy o u'l l. b e c o m e Ohuntil it's allb e e n said It's notover until yourdyingb r e a t h So what do you want them to say whenyou'regone? That you gave up or thatyoukept going.o n?
Delikatnym skinięciem głowy dała znać Jabłku, że go słyszy i, co ważniejsze słucha. Zwróciła jedno ucho w jego stronę i uważnie, w milczeniu wysłuchała jego pytań. W sumie to dobrze, że Jabłko tak się interesuje, Mięta po to była, by odpowiadać na jego pytania, prawda? A już zwłaszcza teraz, kiedy mieli czas tylko dla siebie.
Poruszyła wąsami, zanim odpowiedziała na dwa pierwsze pytania. W sumie były dosyć proste, przynajmniej dla niej.
- Tak naprawdę to sam medyk wybiera sobie terminatora. Wydaje mi się, że sam terminator, albo jeszcze jako kociak, albo później może pójść do medyka i porozmawiać na ten temat. - uśmiechnęła się lekko. - A co do wymagań... Raczej dużych nie ma. Na pewno jednak kot musi z charakteru nadawać się na medyka. - mlasnęła cicho, zwilżając jamę ustną i pomyślała o Lśniącej Sadzawce. - Musi zapewne być zdecydowany, ale łagodny. I mieć dobrą pamięć i pewną łapę. - westchnęła cicho. Teraz czekała ją odpowiedź na jeszcze jedno, cięższe pytanie. - Tak naprawdę musiałbyś o to zapytać kogoś, kto zna historię powstania klanów lub może i samą naszą medyczkę. - mruknęła, rozglądając się dookoła. Jednak było cicho, a ich rozmowie towarzyszył jedynie cichy szmer wiatru. - Ale wydaje mi się, że po prostu koty gromadziły wiedzę na temat leczenia metodą prób i błędów, aż w końcu jeden z kotów w klanie zdecydował, że będzie się zajmował wyłącznie tym. - dodała, by nie zostawiać Jabłka z niedopowiedzeniem. Podzieliła się z nim swoimi przemyśleniami i była ciekawa reakcją na nie.
Jabłko nie wyróżnia się zbytnio wśród innych kotów. Jest przeciętnego wzrostu i trochę mniejszej wagi niż powinien. Jego futerko jest krótkie i błyszczące w słońcu rudym kolorem. Nudną barwę przyozdabiają nieco ciemniejsze, tygrysie pręgi. Za kocurem zawsze ciągnie się średniej długości ogonek. Na czubku pyszczka leży różowiutki nosek, a nad nim świecą okrągłe, zielone oczy. Chodzi z głową podniesioną do góry, co dodaje mu parę łapek wzrostu. Od wewnętrznej strony jego kończyn znajdują się mięciutkie poduszki, o kolorze zbliżonym do noska.
Można powiedzieć tylko jedno. Zdecydowanie się zmienił. Zrozumiał, że to co do tej pory uważał za najważniejsze, tak naprawdę powinno leżeć u samym dole hierarchii. Zrozumiał to, że futerko może umyć, że ono odrośnie, że plamki błota wcale nie są oznaką niechlujstwa czy słabości. Zrozumiał, że wygląd można naprawić w łatwy sposób, a relację z rodzeństwem już niekoniecznie. Stał się weselszy. Chciał się bawić. Chciał zasmakować tego, czego od zawsze w dzieciństwie pragnął, ale jego wysokie ego mu na to nie pozwalało. Uświadomił sobie, że powinien trzymać wartościowe koty bardzo blisko, a nie usilnie oddalać się od nich, bo wcale nie sprawiał w ten sposób dobrego wrażenia.
Kocur pokiwał głową na słowa mistrzyni. Właściwie to było oczywiste, że sam medyk, jak i jego terminator, musi być bardzo rozważny, cierpliwy i w ogóle. Co sprawiało, że Jabłko, nawet gdyby chciał, to nie miałby takiej szansy, by nim zostać. -Myślisz, że nasza medyczka rzeczywiście jest wystarczająco dobra? - zapytał kocur, ale zrobił to jedynie z ciekawości, bo tak naprawdę nie miał żadnego pojęcia o Lśniącej Sadzawce, więc bez celu byłoby krytykowanie jej. -Jak coś to tylko pytam, nie znam jej po prostu - zapewnił Jabłko z lekkim zmieszaniem, bo rzeczywiście pytanie, czy ktoś jest wystarczająco dobry, było z lekka...chamskie. I głupie. Na następne wiadomości odpowiedział jedynie milczeniem, jednak po chwili zdecydował się dorzucić swoje trzy grosze. -W sumie...To całkiem oczywiste - mruknął, zły na siebie, bo on sam oczywiście nie mógł wpaść na tak oczywistą odpowiedź. Czasami jego własna inteligencja, a raczej jej brak, całkowicie zadziwiała rudzielca. Chociaż przekonanie, że jest mądry, dalej tkwiło w jego pustej makówce.
What doyoudo when achapter ends? Doyou closethebookand neverread itagain? Where doyou go whenyour story'sdone? You canbe whoyou were or whoy o u'l l. b e c o m e Ohuntil it's allb e e n said It's notover until yourdyingb r e a t h So what do you want them to say whenyou'regone? That you gave up or thatyoukept going.o n?
Tak naprawdę Mięta nie zdążyła nawet pozbierać myśli do tego stopnia, żeby sklecić jakąś w miarę sensowną odpowiedź na pierwsze pytanie Jabłka, kiedy ten dodał sprostowanie, wyraźnie zmieszany. Kotka więc uśmiechnęła się pod nosem. Jabłko chyba nie wiedział, że nie byłby pierwszym kotem, który kwestionował obecną medyczkę i zadanie jej powierzone, jednak Mięta nie należała do tej grupy.
- Wiesz, skoro ukończyła trening i po wędrówce do Szepczącej Sadzawki została naznaczona przez sam Klan Gwiazdy jako nasz medyk, to znaczy, że musi być wystarczająco dobra. - miauknęła w końcu. - W klanie spotkasz różne opinie na temat Lśniącej Sadzawki, jednak ja spędziłam z nią trochę czasu - bo w końcu była jej mistrzynią - i wydaje mi się że to właściwy kot na właściwym miejscu. - dodała, lekko się uśmiechając.
Jabłko nie wyróżnia się zbytnio wśród innych kotów. Jest przeciętnego wzrostu i trochę mniejszej wagi niż powinien. Jego futerko jest krótkie i błyszczące w słońcu rudym kolorem. Nudną barwę przyozdabiają nieco ciemniejsze, tygrysie pręgi. Za kocurem zawsze ciągnie się średniej długości ogonek. Na czubku pyszczka leży różowiutki nosek, a nad nim świecą okrągłe, zielone oczy. Chodzi z głową podniesioną do góry, co dodaje mu parę łapek wzrostu. Od wewnętrznej strony jego kończyn znajdują się mięciutkie poduszki, o kolorze zbliżonym do noska.
Można powiedzieć tylko jedno. Zdecydowanie się zmienił. Zrozumiał, że to co do tej pory uważał za najważniejsze, tak naprawdę powinno leżeć u samym dole hierarchii. Zrozumiał to, że futerko może umyć, że ono odrośnie, że plamki błota wcale nie są oznaką niechlujstwa czy słabości. Zrozumiał, że wygląd można naprawić w łatwy sposób, a relację z rodzeństwem już niekoniecznie. Stał się weselszy. Chciał się bawić. Chciał zasmakować tego, czego od zawsze w dzieciństwie pragnął, ale jego wysokie ego mu na to nie pozwalało. Uświadomił sobie, że powinien trzymać wartościowe koty bardzo blisko, a nie usilnie oddalać się od nich, bo wcale nie sprawiał w ten sposób dobrego wrażenia.
Kocur jedynie wzruszył barkami na słowa swojej mistrzyni. Może i miała rację? W sumie parę razy przemknęły mu przez uszy złe słowa na Lśniącą Sadzawkę, ale on osobiście wolał wierzyć Mięcie. Skoro miała z nią trening, to na pewno ją zna, a to się wiąże z tym, że jej opinia na pewno będzie słuszniejsza niż wszystkie plotki. No chyba, że plotki są prawdą...Ale w to akurat kocur nie zamierzał się zagłębiać. Po co zawracać sobie tym głowę? Jest medyczka - jest, leczy innych - leczy. A skoro robi to skutecznie, to znaczy, że rzeczywiście jest "właściwym kotem na właściwym miejscu". -To... Co teraz będziemy robić? - spytał kocur, uśmiechając się pogodnie. Powody były dwa - pierwszy, całkiem spodobało mu się to bycie terminatorem, a drugi - mimo wszystko chciał jak najszybciej zostać wojownikiem. Najlepiej najszybciej z rodzeństwa! Wtedy będzie miał się czym pochwalić.
What doyoudo when achapter ends? Doyou closethebookand neverread itagain? Where doyou go whenyour story'sdone? You canbe whoyou were or whoy o u'l l. b e c o m e Ohuntil it's allb e e n said It's notover until yourdyingb r e a t h So what do you want them to say whenyou'regone? That you gave up or thatyoukept going.o n?
Nie odpowiedziała od razu, rozglądając się. Już chwilę temu weszli między drzewa, które teraz gęstniały, jednak oboje byli widocznie tak zaaferowani rozmową, że tego nie zauważyli. Zatrzymała się spokojnie i zastrzygła uszami.
- Kawałek dalej, wśród drzew znajduje się Leśna Sadzawka, a jeszcze dalej już granice z terenami niczyimi. - powiedziała, wskazując kierunek swoim ogonem, po czym odwróciła pysk w stronę Jabłka. - Pójdziemy tam jednak innym razem. Mam nadzieję, że ten spacer cię zbytnio nie zmęczył? - zapytała z troską, po czym skinęła głową i zmieniła kierunek marszu. - Chodź, wrócimy do obozu, wystarczy nam na dziś. - posłała rudemu kocurkowi delikatny uśmiech i skierowała się z nim w stronę wichrowego obozu.
* * *
Następny trening, następne wrażenia!
Mięta teraz już miała nieco więcej obowiązków, niż wcześniej, jak na przykład trening z Krzemienną Łapą rano, jednak na ten konkretny szła pełna energii. Jabłko był jednak jej pierwszym terminatorem, i to takim, którego dostała od razu po jego mianowaniu, a nie ze względu na to, że poprzedni mistrz choruje.
Tego pięknego popołudnia potuptała więc w stronę Wyjących Wzgórz, zachwycając się tym, że dookoła już pojawia się zieleń, bo przyszła Pora Młodych Liści! Ach, w końcu odmiana od tej przytłaczającej bieli.
Gdy dotarła na miejsce, przystanęła i rozejrzała się nie za jednym, ale za dwoma kotami. Dzisiejszy trening miał się odbyć z gościem, Mięta nie chciała więc niczego zepsuć!
Niska (jedna z najniższych w klanie i pewnie też w lesie), drobna, krótkowłosa, rudo-biała, tygrysio pręgowana kotka o brązowo-złotych oczach. | KP
Zmieniła się. Może nie jakoś szczególnie mocno, może nie tak, żeby ci, którzy nie znają jej dobrze, to zauważyli, ale z pewnością jest zdecydowanie inna, niż była jeszcze jakiś czas temu. Przede wszystkim zrobiła się dojrzalsza emocjonalnie. Nauczyła się trochę lepiej kontrolować swoje uczucia i chociaż nadal bywa fatalną aktorką, jeśli sytuacja bardzo tego wymaga, potrafi spychać swoje troski gdzieś w głąb siebie, żeby nikogo nie martwić i nie sprawiać problemów. Do tego potrzebuje jednak skupienia, bo jeśli się na tym nie koncentruje, to można z niej czytać jak z otwartej książki! Na szczęście zazwyczaj, mimo swoich gorszych momentów, Słonecznik jest radosna i uśmiechnięta. Dla każdego jest miła i ma przyjazne nastawienie w stosunku do każdego, którego spotka. Dość szybko przywiązuje się do kotów i wielu traktuje jak przyjaciół, a każdy, kto jest dla niej w jakiś sposób ważny, szybko zajmuje specjalne miejsce w jej serduszku. W stosunku do swoich bliskich jest bardzo troskliwa, a doświadczenia z przeszłości dały jej nową siłę i motywację, żeby już nigdy od nikogo się nie odcinać i dbać zarówno o nich, jak i o samą siebie. | KP
Dzień dobry.
Jak to się w sumie stało, że Słonecznikowa Łapa została gościem na treningu Jabłkowej Łapy? W sumie trochę przypadkowo, ale cieszyła się, że mogła się przydać, pomóc (szczególnie bratu!) i przy okazji jeszcze czegoś nauczyć. I na Wyjące Wzgórza przyszła w wyjątkowo dobrym humorze; przypomniała sobie parę dobrych rad, ochłonęła już zarówno po śmierci Miętowookiej, jak i sprawy ze Słońcem, której... nie potrafiła tak po prostu zostawić, ale od której musiała odpocząć. Starała się myśleć pozytywnie, zwyczajnie chwytać dzień i nie martwić się na zapas, bo nie było o co. Czuła się lepiej, znacznie lepiej, a perspektywa treningu z kotem, z którym się w dodatku dogadywała, była niezwykle wręcz ekscytująca. Chociaż miała się zjawić na miejscu dopiero po południu, wstała tego dnia wcześnie. Częściowo dlatego, że pora Nowych Liści na nią wpływała i cieszyła się, że robiło się już zielono, a częściowo dlatego, że chciała się dobrze przygotować. Co jak co, ale Miętowy Pąk trenowała Jabłko ORAZ Borówkę. Wreszcie będzie mogła poznać ją lepiej! No i musiała, naturalnie, zrobić dobre wrażenie. Przygotowanej i wesołej, a nie ponurej kluchy. Przed wyjściem z obozu umyła się szybko i coś zjadła, a kiedy w końcu uznała, że to już czas iść, popędziła w stronę wyjścia z obozu, a zaraz potem Wyjących Wzgórz. Z daleka dostrzegła już Miętowy Pąk, do której uśmiechnęła się delikatnie. Mimowolnie zastanawiała się też, kiedy zjawi się Jabłko.
– Dzień dobry, Miętowy Pąku! – przywitała się, kiedy w końcu do niej doszła i stanęła na przeciwko. Teraz oby tylko Jabłkowa Łapa przyszedł szybko i będą mogli zaczynać!
<table><td><img src="https://imgur.com/JkojFdS.png" height="180px"></td><td><p align="center">willyourememberthe word <br> Ilovedwith everybit insideme? <br> <br> ❀ that happiness ❀ <br> <br> ah, howstrange itis, thefeeling <br> andastomorrowbreaks <br> I hopeyou loveit too</p></td></table>