Jabłko nie wyróżnia się zbytnio wśród innych kotów. Jest przeciętnego wzrostu i trochę mniejszej wagi niż powinien. Jego futerko jest krótkie i błyszczące w słońcu rudym kolorem. Nudną barwę przyozdabiają nieco ciemniejsze, tygrysie pręgi. Za kocurem zawsze ciągnie się średniej długości ogonek. Na czubku pyszczka leży różowiutki nosek, a nad nim świecą okrągłe, zielone oczy. Chodzi z głową podniesioną do góry, co dodaje mu parę łapek wzrostu. Od wewnętrznej strony jego kończyn znajdują się mięciutkie poduszki, o kolorze zbliżonym do noska.
Można powiedzieć tylko jedno. Zdecydowanie się zmienił. Zrozumiał, że to co do tej pory uważał za najważniejsze, tak naprawdę powinno leżeć u samym dole hierarchii. Zrozumiał to, że futerko może umyć, że ono odrośnie, że plamki błota wcale nie są oznaką niechlujstwa czy słabości. Zrozumiał, że wygląd można naprawić w łatwy sposób, a relację z rodzeństwem już niekoniecznie. Stał się weselszy. Chciał się bawić. Chciał zasmakować tego, czego od zawsze w dzieciństwie pragnął, ale jego wysokie ego mu na to nie pozwalało. Uświadomił sobie, że powinien trzymać wartościowe koty bardzo blisko, a nie usilnie oddalać się od nich, bo wcale nie sprawiał w ten sposób dobrego wrażenia.
Kolejny dzień treningu. Kocur jeszcze nie wiedział, co go czeka, więc z ciekawością wyruszył w stronę Wyjących Wzgórz, gdzie miał się spotkać ze swoją mentorką. Co nie uszło uwadze innych kotów - jego głowa wyjątkowo była zadarta do góry. Może to przez tą Porę Nowych Liści? Albo przez to, że nikt go od dawna nie zdenerwował? Albo po prostu miał taki kaprys, żeby zrobić coś inaczej. Chyba trzecia opcja wydawała się najbardziej prawdopodobna, bo kaprysy to Jabłko miewał często.
Dochodząc ku celu swej podróży, zobaczył nie jedną sylwetkę - a dwie. Miętowy Pąk stała i witała się z jakąś kotką... Chwila moment. Czy to czasem nie jest Słonecznik? Tak, to na sto procent Słonecznik. Ale co ona tu robi? I gdzie posiała tego, no, Fiołka? Kocur przyśpieszył nieco kroku w kierunku swojej siostry i mistrzyni. -Dzień dobry - skinął uprzejmie w kierunku Mięty, po czym odwrócił się w stronę Słonecznikowej Łapy. -Um... Cześć? - rzucił niepewnie, patrząc na obydwie kotki. -Spóźniłem się, czy coś? - zmarszczył brwi, nie do końca wiedząc, jak powinien zacząć jakikolwiek temat.
What doyoudo when achapter ends? Doyou closethebookand neverread itagain? Where doyou go whenyour story'sdone? You canbe whoyou were or whoy o u'l l. b e c o m e Ohuntil it's allb e e n said It's notover until yourdyingb r e a t h So what do you want them to say whenyou'regone? That you gave up or thatyoukept going.o n?
Kotka skinęła głową terminatorce i odpowiedziała uśmiechem na jej uśmiech.
- Witaj, Słonecznikowa Łapo. - mruknęła, podnosząc wzrok, a wtedy dostrzegła drugą rudą sylwetkę zmierzającą w ich stronę. Czekała na reakcję Jabłka, bo nic mu nie mówiła. Ot, taka niespodzianka!
- Nie, jesteś punktualnie. - rzuciła lekko, po czym usiadła. Dziś miała po raz pierwszy lekcję przeznaczoną dla dwóch terminatorów, musiała się więc postarać, żeby żadne z nich nie czuło się zawiedzione. Szczególnie, że mistrzynią Słonecznik był sam Fiołkowy Świt, doświadczony wojownik. Wypuściła powietrze nosem, cicho wzdychając, zanim przeszła do początku lekcji.
- Dziś jesteście tutaj we dwójkę, ponieważ będziecie uczyć się walczyć. Zanim jednak do tego przejdziemy, chwilę porozmawiamy. - spojrzała najpierw na Słonecznik, by po uderzeniu serca przenieść wzrok na Jabłko i posłać mu uśmiech. - Jak myślicie, gdzie najlepiej atakować przeciwnika? Jakie mogą być słabe punkty?
Zadała pytanie, a potem zamilkła, planując milczeć, dopóki oboje nie powiedzą czegokolwiek w temacie, który im wskazała.
Niska (jedna z najniższych w klanie i pewnie też w lesie), drobna, krótkowłosa, rudo-biała, tygrysio pręgowana kotka o brązowo-złotych oczach. | KP
Zmieniła się. Może nie jakoś szczególnie mocno, może nie tak, żeby ci, którzy nie znają jej dobrze, to zauważyli, ale z pewnością jest zdecydowanie inna, niż była jeszcze jakiś czas temu. Przede wszystkim zrobiła się dojrzalsza emocjonalnie. Nauczyła się trochę lepiej kontrolować swoje uczucia i chociaż nadal bywa fatalną aktorką, jeśli sytuacja bardzo tego wymaga, potrafi spychać swoje troski gdzieś w głąb siebie, żeby nikogo nie martwić i nie sprawiać problemów. Do tego potrzebuje jednak skupienia, bo jeśli się na tym nie koncentruje, to można z niej czytać jak z otwartej książki! Na szczęście zazwyczaj, mimo swoich gorszych momentów, Słonecznik jest radosna i uśmiechnięta. Dla każdego jest miła i ma przyjazne nastawienie w stosunku do każdego, którego spotka. Dość szybko przywiązuje się do kotów i wielu traktuje jak przyjaciół, a każdy, kto jest dla niej w jakiś sposób ważny, szybko zajmuje specjalne miejsce w jej serduszku. W stosunku do swoich bliskich jest bardzo troskliwa, a doświadczenia z przeszłości dały jej nową siłę i motywację, żeby już nigdy od nikogo się nie odcinać i dbać zarówno o nich, jak i o samą siebie. | KP
No i Jabłko zjawił się dość szybko, a w dodatku wyglądał na, eee, zadowolonego? Czy coś?? Chyba??? Nie była pewna, ale bynajmniej nie był jakiś niezadowolony, czy coś. Mogła też zauważyć lekkie zdziwienie na jego pysku, po którym szybko wywnioskowała, że Mięta nie mówiła mu wcześniej o tym, że się pojawi. I może to nawet lepiej? O, taka niespodzianka! Miała nadzieję, że w przypadku Jabłkowej Łapy całkiem miła, bo taki Słońce to chyba by się na jej widok nie ucieszył, ech. I... ojej. To właściwie jej przypomniało, że dawniej mieli porozmawiać wspólnie z Jabłkiem i doprowadzić do tego, że Słońce się z nim pogodzi. Poruszyła niemal niezauważalnie głową, żeby odgonić od siebie wszystkie negatywne myśli. Mówiłaś już sobie wcześniej, pomyślała, że musisz trochę od tego odpocząć. Jesteś tu, żeby trenować, przydać się i dobrze się bawić, prawda?
– Cześ, Jabłko! Co tam? – zagadnęła i mrugnęła do niego lekko. Wiedziała, że miał skłonność do długich monologów, więc chciała dać mu tym znak, że wcale nie oczekuje jakiejś długiej i rozbudowanej odpowiedzi, a jedynie wita się w jakiś, yy, miły sposób. A zresztą, Jabłkowa Łapa za dużo czasu na tworzenie takiej odpowiedzi nie miał, bo Miętowy Pąk w końcu się odezwała i przeszła do rzeczy.
– Hmmm... – zamyśliła się głośno, ale jej proces myślowy nie trwał zbyt długo. Może nie miała żadnego pojęcia o walce i nawet za nią nie przepadała, ale obserwowała różne koty. I widziała, jakie odnosiły rany. A poza tym dysponowała sporą pomysłowością i wyobraźnią, nawet jeśli przez spory czas nie mogła tego o sobie powiedzieć, bo chodziła taka przygnębiona i w ogóle. – Pewnieee oczy, bo jak ktoś nie widzi, to raczej niezbyt dobrze się walczy. Iiiii uszy? Taki wujek Zając, to znaczy, Zajęczy Sus, ma na przykład oberwane ucho. Ogon? Nie wiem, ale Malinowa Gwiazda nie ma ogona, więc jak przeciwnik byłby silny, to pewnie mógłby go urwać... A poza tym, eee, nie wiem, brzuch może? Bo jest taki, no, delikatny. – Właściwie wszystko z tego, co wymieniła, było jakimiś wnioskami albo dzikimi strzałami, ale zdawało się dość logiczne. Ee, to znaczy, przynajmniej dla niej.
<table><td><img src="https://imgur.com/JkojFdS.png" height="180px"></td><td><p align="center">willyourememberthe word <br> Ilovedwith everybit insideme? <br> <br> ❀ that happiness ❀ <br> <br> ah, howstrange itis, thefeeling <br> andastomorrowbreaks <br> I hopeyou loveit too</p></td></table>
Jabłko nie wyróżnia się zbytnio wśród innych kotów. Jest przeciętnego wzrostu i trochę mniejszej wagi niż powinien. Jego futerko jest krótkie i błyszczące w słońcu rudym kolorem. Nudną barwę przyozdabiają nieco ciemniejsze, tygrysie pręgi. Za kocurem zawsze ciągnie się średniej długości ogonek. Na czubku pyszczka leży różowiutki nosek, a nad nim świecą okrągłe, zielone oczy. Chodzi z głową podniesioną do góry, co dodaje mu parę łapek wzrostu. Od wewnętrznej strony jego kończyn znajdują się mięciutkie poduszki, o kolorze zbliżonym do noska.
Można powiedzieć tylko jedno. Zdecydowanie się zmienił. Zrozumiał, że to co do tej pory uważał za najważniejsze, tak naprawdę powinno leżeć u samym dole hierarchii. Zrozumiał to, że futerko może umyć, że ono odrośnie, że plamki błota wcale nie są oznaką niechlujstwa czy słabości. Zrozumiał, że wygląd można naprawić w łatwy sposób, a relację z rodzeństwem już niekoniecznie. Stał się weselszy. Chciał się bawić. Chciał zasmakować tego, czego od zawsze w dzieciństwie pragnął, ale jego wysokie ego mu na to nie pozwalało. Uświadomił sobie, że powinien trzymać wartościowe koty bardzo blisko, a nie usilnie oddalać się od nich, bo wcale nie sprawiał w ten sposób dobrego wrażenia.
Pokiwał głową. Przynajmniej się nie spóźnił, więc mógł zrobić dobre wrażenie na siostrze. -Chyba dobrze, ładną mamy pogodę i w ogóle - zaczął, nie wiedząc jak zacząć temat. Chociaż prawdę mówiąc, pogoda rzeczywiście była ładna. Nie wiało jakoś mocno, powietrze było ciepłe, a poranna rosa z trawy dawno zdążyła zniknąć. Na zadane pytanie zastanowił się nieco i już chciał powiedzieć, ale Słonecznik rozpoczęła pierwsza. No cóż, kotki mają pierwszeństwo, albo coś. -Um... - zająknął się, bo cała wiedza wyparowała mu z głowy. -Zgadzam się w sumie ze Słonecznikową Łapą. A co do tego ogona, to jak ktoś cię pociągnie, możesz stracić równowagę, więc to rzeczywiście może ułatwić walkę. I yyy... może jeszcze głowa? W sensie nie nos, oczy czy uszy, ogólnie głowa. Bo jak się mocno uderzysz, to możesz zemdleć albo coś. Więc może to jakoś osłabia? Nie wiem - mruknął, zastanawiając się, co jeszcze może być słabym punktem. -Może... Łapy? Bo jak kogoś skaleczymy w łapy, to przecież nie będzie miał czym atakować.
What doyoudo when achapter ends? Doyou closethebookand neverread itagain? Where doyou go whenyour story'sdone? You canbe whoyou were or whoy o u'l l. b e c o m e Ohuntil it's allb e e n said It's notover until yourdyingb r e a t h So what do you want them to say whenyou'regone? That you gave up or thatyoukept going.o n?
Mimo że miała zachować powagę, kiwała delikatnie głową, słuchając najpierw Słonecznik, a potem Jabłka. Owszem, widać było, że myśleli, a teraz zadaniem szylkretki było podsumowanie tego wszystkiego, przy okazji dodając to, co zostało pominięte, a pamiętała z własnego treningu, czy nauczyła się doświadczenia.
- Tak, macie rację. Oczy, pysk, uszy i szyja to wrażliwe miejsca, tak jak delikatny brzuch. Pociągnięcie za ogon podobno też bardzo boli. Pachwiny są też delikatnymi miejscami. - dodała jeszcze, dla informacji. - Pamiętajcie, że walka to nie tylko skakanie na przeciwnika czy robienie uników. Walcząc, używajcie do tego głowy, korzystajcie z tego, co macie pod łapą. Ziemią czy piaskiem możecie kogoś oślepić, drzewa czy skały pomogą wam w ataku z zaskoczenia, ustawienie się pod słońce też oślepi przeciwnika. - powiedziała poważnym tonem. Koty musiały radzić sobie z licznymi przeciwieństwami, jakie skrywał las, a trochę chłodnego rozumowania podczas walki mogło kiedyś uratować im życie. A przynajmniej Mięta na to liczyła, o ile kiedykolwiek do czegoś takiego dojdzie.
Dobra, wiadomo, że najlepiej się uczy w praktyce. Szylkretka podniosła więc swój puszysty zadek z ziemi i zmierzyła wzrokiem parkę rodzeństwa. Nieprzypadkowo wybrała akurat siostrę Jabłka na kandydata do walki, bo chciała też zaobserwować relacje między nimi. Na razie jednak nic o tym nawet nie wspominała.
- Chciałabym teraz u was zaobserwować to w praktyce, ile zrozumieliście z tych słów. Pamiętajcie, to ma być sparing, czyli żadnego używania pazurów i robienia sobie krzywdy, jasne? - rzuciła, po czym odeszła na kilka kroków, by nie znaleźć się w epicentrum przyszłych wymyślnych ciosów. - Słonecznikowa Łapo, możesz zacząć atakować, a ty, Jabłkowa Łapo - Jabłuszku Antosiu - spróbuj uniknąć ciosów. - zasugerowała, machając leniwie ogonem, po czym owinęła go wokół swoich łap i czekając na rozpoczęcie przedstawienie przez dzieci Paproci.
Niska (jedna z najniższych w klanie i pewnie też w lesie), drobna, krótkowłosa, rudo-biała, tygrysio pręgowana kotka o brązowo-złotych oczach. | KP
Zmieniła się. Może nie jakoś szczególnie mocno, może nie tak, żeby ci, którzy nie znają jej dobrze, to zauważyli, ale z pewnością jest zdecydowanie inna, niż była jeszcze jakiś czas temu. Przede wszystkim zrobiła się dojrzalsza emocjonalnie. Nauczyła się trochę lepiej kontrolować swoje uczucia i chociaż nadal bywa fatalną aktorką, jeśli sytuacja bardzo tego wymaga, potrafi spychać swoje troski gdzieś w głąb siebie, żeby nikogo nie martwić i nie sprawiać problemów. Do tego potrzebuje jednak skupienia, bo jeśli się na tym nie koncentruje, to można z niej czytać jak z otwartej książki! Na szczęście zazwyczaj, mimo swoich gorszych momentów, Słonecznik jest radosna i uśmiechnięta. Dla każdego jest miła i ma przyjazne nastawienie w stosunku do każdego, którego spotka. Dość szybko przywiązuje się do kotów i wielu traktuje jak przyjaciół, a każdy, kto jest dla niej w jakiś sposób ważny, szybko zajmuje specjalne miejsce w jej serduszku. W stosunku do swoich bliskich jest bardzo troskliwa, a doświadczenia z przeszłości dały jej nową siłę i motywację, żeby już nigdy od nikogo się nie odcinać i dbać zarówno o nich, jak i o samą siebie. | KP
– Aaano, ładnie jest. Tak ciepło i w ogóle! – odparła, kończąc już w sumie temat. Robiło się coraz przyjemniej, bardziej słonecznie, było coraz mniej chmur i w ogóle było fajniej. Poekscytowałaby się jeszcze trochę otoczeniem, pogodą i w ogóle wszystkim, ale byli tu przecież, żeby się pouczyć, a więc wolała pilnie słuchać Miętowego Pąku i skupić się na tym, żeby jak najlepiej odpowiadać na pytania. Szczególnie że chciała zrobić dobre wrażenie na bracie i jego mistrzyni. I jak na razie nie było źle. No proszę, czyli myśleli w dobrym kierunku. Super. Uzupełniła szybko swoją wiedzę o walce o nowe fakty i potwierdzenie swoich własnych przypuszczeń, zapamiętując to, o czym mówiła szylkretowa kocica, a potem pokiwała jej głową. W sumie nie miała pytań, przynajmniej na razie. Skoro miała zaatakować, zaatakować z głową, to wolała użyć do tego własnego myślenia i wyobraźni. Uśmiechnęła się do Jabłkowej Łapy, jakby życzyła mu powodzenia, chociaż w sumie to życzyła powodzenia też sobie, bo szanse mieli całkiem wyrównane. A potem ruszyła do ataku, chociaż nie od razu. Jabłko miał wprawdzie unikać, ale wolała mieć swego rodzaju zabezpieczenie, dlatego też najpierw zaczęła go okrążać, wciąż wbijając w niego czujnie wzrok, żeby stanąć tyłem do słońca. A wtedy szybko i niespodziewanie wyskoczyła do przodu, wyciągając przed siebie łapy (oczywiście ze schowanymi pazurami) i celując w klatkę piersiową kocura. Może gdyby udało jej się uderzyć wystarczająco silnie, zdołałaby go przewrócić albo chociaż sprawić, że straciłby trochę równowagę.
<table><td><img src="https://imgur.com/JkojFdS.png" height="180px"></td><td><p align="center">willyourememberthe word <br> Ilovedwith everybit insideme? <br> <br> ❀ that happiness ❀ <br> <br> ah, howstrange itis, thefeeling <br> andastomorrowbreaks <br> I hopeyou loveit too</p></td></table>
Jabłko nie wyróżnia się zbytnio wśród innych kotów. Jest przeciętnego wzrostu i trochę mniejszej wagi niż powinien. Jego futerko jest krótkie i błyszczące w słońcu rudym kolorem. Nudną barwę przyozdabiają nieco ciemniejsze, tygrysie pręgi. Za kocurem zawsze ciągnie się średniej długości ogonek. Na czubku pyszczka leży różowiutki nosek, a nad nim świecą okrągłe, zielone oczy. Chodzi z głową podniesioną do góry, co dodaje mu parę łapek wzrostu. Od wewnętrznej strony jego kończyn znajdują się mięciutkie poduszki, o kolorze zbliżonym do noska.
Można powiedzieć tylko jedno. Zdecydowanie się zmienił. Zrozumiał, że to co do tej pory uważał za najważniejsze, tak naprawdę powinno leżeć u samym dole hierarchii. Zrozumiał to, że futerko może umyć, że ono odrośnie, że plamki błota wcale nie są oznaką niechlujstwa czy słabości. Zrozumiał, że wygląd można naprawić w łatwy sposób, a relację z rodzeństwem już niekoniecznie. Stał się weselszy. Chciał się bawić. Chciał zasmakować tego, czego od zawsze w dzieciństwie pragnął, ale jego wysokie ego mu na to nie pozwalało. Uświadomił sobie, że powinien trzymać wartościowe koty bardzo blisko, a nie usilnie oddalać się od nich, bo wcale nie sprawiał w ten sposób dobrego wrażenia.
Jabłko bardzie wsłuchiwał się w słowa swojej mistrzyni, bo Słonecznik pewnie coś tam już o walce wiedziała z tych swoich nauk, a on nie wiedział właściwie nic. W myślach zakodował sobie wszystkie rady udzielone przez Mięte, odnośnie ataków jak i uników. -Mogę unikać. Mi to na łapę - mruknął. Unikanie wydawało się mniej męczące niż atakowanie, co było rzeczywiście dobrym wyjściem dla Jabłka. Ze skupieniem przyglądał się kotce, kiedy ta zaczęła go okrążać i w najmniej oczekiwanym momencie postanowiła zaatakować. Może Jabłko nie miał najlepszego refleksu, ale jakiś tam miał. Chcąc uniknąć ataku siostry postanowił spróbować odskoczyć w lewą stronę, aby kotka wpadła w ziemię, a nie w niego samego.
What doyoudo when achapter ends? Doyou closethebookand neverread itagain? Where doyou go whenyour story'sdone? You canbe whoyou were or whoy o u'l l. b e c o m e Ohuntil it's allb e e n said It's notover until yourdyingb r e a t h So what do you want them to say whenyou'regone? That you gave up or thatyoukept going.o n?
I ruszyli! Pod okiem młodej mistrzyni dwoje kotów rozpoczęło sparing, który miał ich czegoś nauczyć. Słonecznik przyjęła dobrą taktykę i wystawiła na cierpliwość swojego brata, jednak przez tą zagrywkę nie do końca skorzystała z elementu zaskoczenia, bowiem Jabłko już spodziewał się ataku i przygotowywał na ewentualny odwet. Córka Paproci zwinnie wyskoczyła w przód, celując w brata, jednak ten zdążył zareagować, aczkolwiek brakło dosłownie uderzenia serca, by unik był idealny. W efekcie łapy kotki zderzyły się z barkiem kocura, co lekko wytrąciło go z równowagi, zdołał jednak utrzymać się na łapach.
Niska (jedna z najniższych w klanie i pewnie też w lesie), drobna, krótkowłosa, rudo-biała, tygrysio pręgowana kotka o brązowo-złotych oczach. | KP
Zmieniła się. Może nie jakoś szczególnie mocno, może nie tak, żeby ci, którzy nie znają jej dobrze, to zauważyli, ale z pewnością jest zdecydowanie inna, niż była jeszcze jakiś czas temu. Przede wszystkim zrobiła się dojrzalsza emocjonalnie. Nauczyła się trochę lepiej kontrolować swoje uczucia i chociaż nadal bywa fatalną aktorką, jeśli sytuacja bardzo tego wymaga, potrafi spychać swoje troski gdzieś w głąb siebie, żeby nikogo nie martwić i nie sprawiać problemów. Do tego potrzebuje jednak skupienia, bo jeśli się na tym nie koncentruje, to można z niej czytać jak z otwartej książki! Na szczęście zazwyczaj, mimo swoich gorszych momentów, Słonecznik jest radosna i uśmiechnięta. Dla każdego jest miła i ma przyjazne nastawienie w stosunku do każdego, którego spotka. Dość szybko przywiązuje się do kotów i wielu traktuje jak przyjaciół, a każdy, kto jest dla niej w jakiś sposób ważny, szybko zajmuje specjalne miejsce w jej serduszku. W stosunku do swoich bliskich jest bardzo troskliwa, a doświadczenia z przeszłości dały jej nową siłę i motywację, żeby już nigdy od nikogo się nie odcinać i dbać zarówno o nich, jak i o samą siebie. | KP
Wprawdzie nie udało jej się dokładnie tak, jakby tego chciała, ale wciąż nie było źle. Jabłko okazał się całkiem zwinny, nawet zwinniejszy, niż go pewnie o to podejrzewała, biorąc pod uwagę to, że kocur jakoś tak w ogóle nie lubił się ruszać i nie był zbyt aktywny. Ale hej, trafiła! Może słabo, może nie do końca tam, gdzie chciała, ale trafiła! Zamierzała później popróbować też uników, ale na razie była w całkiem dogodnej pozycji, bo stała bardzo blisko. A że Jabłko już i tak stracił trochę równowagę, nie zamierzała tak szybko pozwolić mu jej odzyskać. Wpadła na trochę ryzykowny pomysł, żeby podciąć bratu łapy. Dlaczego ryzykowny? Ano dlatego, że wcale nie musiało starczyć jej sił, żeby dobrze to zrobić, a w takim wypadku sama naraziłaby się na atak. Teraz stała jednak bliziutko, a w dodatku Jabłko trochę się chwiał na łapach – idealna okazja, żeby spróbować różnych taktyk, która mogła się prędko nie powtórzyć, bo potem znowu zaczną na siebie skakać i trochę się pewnie rozpierzchną. Dlatego też zamachnęła się porządnie jedną z łap w kierunku przednich łap kocura, właśnie z zamiarem ich podcięcia szybkim ruchem. Jeżeli nie uda się tym razem go przewrócić, to może przynajmniej pochwieje się trochę dłużej, a Słonecznik będzie mogła wymyślić plan B.
<table><td><img src="https://imgur.com/JkojFdS.png" height="180px"></td><td><p align="center">willyourememberthe word <br> Ilovedwith everybit insideme? <br> <br> ❀ that happiness ❀ <br> <br> ah, howstrange itis, thefeeling <br> andastomorrowbreaks <br> I hopeyou loveit too</p></td></table>
Jabłko nie wyróżnia się zbytnio wśród innych kotów. Jest przeciętnego wzrostu i trochę mniejszej wagi niż powinien. Jego futerko jest krótkie i błyszczące w słońcu rudym kolorem. Nudną barwę przyozdabiają nieco ciemniejsze, tygrysie pręgi. Za kocurem zawsze ciągnie się średniej długości ogonek. Na czubku pyszczka leży różowiutki nosek, a nad nim świecą okrągłe, zielone oczy. Chodzi z głową podniesioną do góry, co dodaje mu parę łapek wzrostu. Od wewnętrznej strony jego kończyn znajdują się mięciutkie poduszki, o kolorze zbliżonym do noska.
Można powiedzieć tylko jedno. Zdecydowanie się zmienił. Zrozumiał, że to co do tej pory uważał za najważniejsze, tak naprawdę powinno leżeć u samym dole hierarchii. Zrozumiał to, że futerko może umyć, że ono odrośnie, że plamki błota wcale nie są oznaką niechlujstwa czy słabości. Zrozumiał, że wygląd można naprawić w łatwy sposób, a relację z rodzeństwem już niekoniecznie. Stał się weselszy. Chciał się bawić. Chciał zasmakować tego, czego od zawsze w dzieciństwie pragnął, ale jego wysokie ego mu na to nie pozwalało. Uświadomił sobie, że powinien trzymać wartościowe koty bardzo blisko, a nie usilnie oddalać się od nich, bo wcale nie sprawiał w ten sposób dobrego wrażenia.
Okej, może i Jabłko nie był idealnym... kotem do unikania ataków, aczkolwiek jakoś sobie radził, skoro Słonecznik trafiła go tylko w bark, a nawet przy tym zdołał się utrzymać na łapkach! To że przeżył chwilę utraty równowagi, jest raczej mało istotnie, liczy się to, że coś umie i ma się już czym pochwalić! Uśmiechnął się lekko do siostry po jej niezbyt udanym ataku, aczkolwiek nie był to złośliwy uśmiech jaki miał w zwyczaju kierować do większości klanowiczów. Po prostu chciał jej życzyć szczęścia w następnym ataku, ale jego ego nie pozwoliło na wypowiedzenie tego na głos. Dalej lekko się chwiejąc czekał na ruch Słonecznik, chociaż prawdę mówiąc jego pseudo oczekiwania trwały ledwo uderzenie serca. Nie do końca przewidział jej atak, ale chcąc się jakoś uchronić uniósł łapy do góry, co było dość ryzykowne, bo stanie na dwóch łapach prawie zawsze skutkowało w jego przypadku upadkiem.
What doyoudo when achapter ends? Doyou closethebookand neverread itagain? Where doyou go whenyour story'sdone? You canbe whoyou were or whoy o u'l l. b e c o m e Ohuntil it's allb e e n said It's notover until yourdyingb r e a t h So what do you want them to say whenyou'regone? That you gave up or thatyoukept going.o n?
I kolejny raz Słonecznik mogła poczuć się rozczarowana. Wprawdzie była szybka i wpadła na dobry do wykorzystania pomysł, jednak Jabłko wykazał się umiejętnością obserwowania przeciwnika i podjął błyskawiczną decyzję, by temu zaradzić. Kiedy więc kotka się zamachnęła, kocur podniósł szybko łapy do góry, Słonecznik więc natrafiła jedynie na powietrze. Rudy kocur tym razem szybko i bezpiecznie wylądował na czterech łapach. I co dalej, kto przejmie inicjatywę?
Niska (jedna z najniższych w klanie i pewnie też w lesie), drobna, krótkowłosa, rudo-biała, tygrysio pręgowana kotka o brązowo-złotych oczach. | KP
Zmieniła się. Może nie jakoś szczególnie mocno, może nie tak, żeby ci, którzy nie znają jej dobrze, to zauważyli, ale z pewnością jest zdecydowanie inna, niż była jeszcze jakiś czas temu. Przede wszystkim zrobiła się dojrzalsza emocjonalnie. Nauczyła się trochę lepiej kontrolować swoje uczucia i chociaż nadal bywa fatalną aktorką, jeśli sytuacja bardzo tego wymaga, potrafi spychać swoje troski gdzieś w głąb siebie, żeby nikogo nie martwić i nie sprawiać problemów. Do tego potrzebuje jednak skupienia, bo jeśli się na tym nie koncentruje, to można z niej czytać jak z otwartej książki! Na szczęście zazwyczaj, mimo swoich gorszych momentów, Słonecznik jest radosna i uśmiechnięta. Dla każdego jest miła i ma przyjazne nastawienie w stosunku do każdego, którego spotka. Dość szybko przywiązuje się do kotów i wielu traktuje jak przyjaciół, a każdy, kto jest dla niej w jakiś sposób ważny, szybko zajmuje specjalne miejsce w jej serduszku. W stosunku do swoich bliskich jest bardzo troskliwa, a doświadczenia z przeszłości dały jej nową siłę i motywację, żeby już nigdy od nikogo się nie odcinać i dbać zarówno o nich, jak i o samą siebie. | KP
Ach, a więc tak się bawimy? No cóż, Jabłko tym razem miał chyba nawet większą szansę na unik, bo nie musiał robić prawie nic. Ot, śmignęła mu łapą zaraz pod łapami, gdy ten uniósł je do góry. Wow, nawet nie była bliska tego, co chciała osiągnąć. Ale wiedziała, że teraz był czas, aby działać. Nie mogła dać Jabłkowej Łapie czasu do namysłu. Musiała działać szybko i instynktownie. Tak więc, nie chcąc powtarzać ruchów, tym razem postawiła na coś, co wymagało trochę więcej energii, ale mogło go trochę zaskoczyć. Bo pewnie nie tego spodziewałby się po kruchej i słabej (jeśli chodziło o siłę) Słonecznik. Odbiła się od ziemi i stanęła na dwóch tylnych łapach, z zamiarem zarzucenia przednich bratu na szyję. Chciała go objąć w ten sposób i możliwie jak najbardziej naprzeć na niego całym ciałem, żeby się przewrócił. Do trzech razy sztuka. Jak to nie podziała... Cóż, Słonecznik miała w zapasie sporo energii. Mogłaby spróbować go nieco zmęczyć.
<table><td><img src="https://imgur.com/JkojFdS.png" height="180px"></td><td><p align="center">willyourememberthe word <br> Ilovedwith everybit insideme? <br> <br> ❀ that happiness ❀ <br> <br> ah, howstrange itis, thefeeling <br> andastomorrowbreaks <br> I hopeyou loveit too</p></td></table>
Jabłko nie wyróżnia się zbytnio wśród innych kotów. Jest przeciętnego wzrostu i trochę mniejszej wagi niż powinien. Jego futerko jest krótkie i błyszczące w słońcu rudym kolorem. Nudną barwę przyozdabiają nieco ciemniejsze, tygrysie pręgi. Za kocurem zawsze ciągnie się średniej długości ogonek. Na czubku pyszczka leży różowiutki nosek, a nad nim świecą okrągłe, zielone oczy. Chodzi z głową podniesioną do góry, co dodaje mu parę łapek wzrostu. Od wewnętrznej strony jego kończyn znajdują się mięciutkie poduszki, o kolorze zbliżonym do noska.
Można powiedzieć tylko jedno. Zdecydowanie się zmienił. Zrozumiał, że to co do tej pory uważał za najważniejsze, tak naprawdę powinno leżeć u samym dole hierarchii. Zrozumiał to, że futerko może umyć, że ono odrośnie, że plamki błota wcale nie są oznaką niechlujstwa czy słabości. Zrozumiał, że wygląd można naprawić w łatwy sposób, a relację z rodzeństwem już niekoniecznie. Stał się weselszy. Chciał się bawić. Chciał zasmakować tego, czego od zawsze w dzieciństwie pragnął, ale jego wysokie ego mu na to nie pozwalało. Uświadomił sobie, że powinien trzymać wartościowe koty bardzo blisko, a nie usilnie oddalać się od nich, bo wcale nie sprawiał w ten sposób dobrego wrażenia.
Widzę, że ta Słonecznik raczej szybko nie odpuści atakowania - przemknęło mu przez myśl. A gdyby tak... Spróbował się odegrać, zanim siostra zdąży wykonać swój ruch? O tak, to jest plan, bo Słonecznik pewnie za nic nie spodziewa się, że ktoś taki jak Jabłko mógłby w ogóle nadawać się do czegoś innego niż uciekanie przed źródłem niebezpieczeństwa. Z zamiarem odbicia ataku, kocur podłożył ogon pod łapki kotki, kiedy ta zamierzała kontynuować swoje próby powalenia go na grunt. A nuż mu się uda i Słonecznik runie z hukiem, potykając się o jego ogon? Oczywiście nie życzył jej źle, ale w końcu po to była walka, żeby walczyć - a nie bawić się w jakieś przepychanki. No może z granicami, bo nikt tu nie chce nikomu wyrządzić krzywdy.
What doyoudo when achapter ends? Doyou closethebookand neverread itagain? Where doyou go whenyour story'sdone? You canbe whoyou were or whoy o u'l l. b e c o m e Ohuntil it's allb e e n said It's notover until yourdyingb r e a t h So what do you want them to say whenyou'regone? That you gave up or thatyoukept going.o n?
Dwójka rodzeństwa nie poprzestawała na początku i nadal starała się doprowadzić do swojego zwycięstwa w tym sparingu. Jednak nigdy nie wiadomo, czy wszystko pójdzie zgodnie z planem, czy każdy zamiar uda się w stu procentach.
Jabłko obserwował ruchy siostry i zdecydował się na ruch, który byłby dobry gdyby nie to, że Słonecznik - może dzięki szczęściu, a może dzięki obserwacji - zgrabnie ominęła rudy ogon, gdy podnosiła łapy. Zareagowała szybko i objęła szyję brata, jednak, mimo starań i szczerych chęci, nie sprawiła, że syn Paprociowego Pyłu znalazł się na ziemi, bowiem kocur nadal stał pewnie w miejscu.
Niska (jedna z najniższych w klanie i pewnie też w lesie), drobna, krótkowłosa, rudo-biała, tygrysio pręgowana kotka o brązowo-złotych oczach. | KP
Zmieniła się. Może nie jakoś szczególnie mocno, może nie tak, żeby ci, którzy nie znają jej dobrze, to zauważyli, ale z pewnością jest zdecydowanie inna, niż była jeszcze jakiś czas temu. Przede wszystkim zrobiła się dojrzalsza emocjonalnie. Nauczyła się trochę lepiej kontrolować swoje uczucia i chociaż nadal bywa fatalną aktorką, jeśli sytuacja bardzo tego wymaga, potrafi spychać swoje troski gdzieś w głąb siebie, żeby nikogo nie martwić i nie sprawiać problemów. Do tego potrzebuje jednak skupienia, bo jeśli się na tym nie koncentruje, to można z niej czytać jak z otwartej książki! Na szczęście zazwyczaj, mimo swoich gorszych momentów, Słonecznik jest radosna i uśmiechnięta. Dla każdego jest miła i ma przyjazne nastawienie w stosunku do każdego, którego spotka. Dość szybko przywiązuje się do kotów i wielu traktuje jak przyjaciół, a każdy, kto jest dla niej w jakiś sposób ważny, szybko zajmuje specjalne miejsce w jej serduszku. W stosunku do swoich bliskich jest bardzo troskliwa, a doświadczenia z przeszłości dały jej nową siłę i motywację, żeby już nigdy od nikogo się nie odcinać i dbać zarówno o nich, jak i o samą siebie. | KP
Haha, nie tak prędko! Podejrzewała, że Jabłku w końcu skończy się cierpliwość do unikania i sam zachce zaatakować, ale nie wiedziała w sumie, że tak szybko. Posłała mu lekki uśmiech, widząc śmigający w jej stronę w powietrzu ogon, ale się nie dała – a wręcz przeciwnie, udało jej się zarzucić łapy na szyję brata. Świetnie, pierwsza część planu już za nią. Tylko co teraz? W końcu Jabłkowa Łapa wciąż stał całkiem pewnie w miejscu, huh. Wykorzystując swoją obecną pozycję, postanowiła nie puszczać go i, wręcz przeciwnie, naprzeć na niego całym swoim ciałem. Gdyby to była prawdziwa walka, może spróbowałaby podduszania, ale wolała nie ryzykować. Nawet jeśli to miałoby być lekkie.
<table><td><img src="https://imgur.com/JkojFdS.png" height="180px"></td><td><p align="center">willyourememberthe word <br> Ilovedwith everybit insideme? <br> <br> ❀ that happiness ❀ <br> <br> ah, howstrange itis, thefeeling <br> andastomorrowbreaks <br> I hopeyou loveit too</p></td></table>