Mistrz: Korzenny Pył
Płeć: kocur
Matka: Stokrotkowa Łąka
Ojciec: Północny Podmuch
Partner: Malinowy Nos
Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Mistrz: Korzenny Pył
Płeć: kocur
Matka: Stokrotkowa Łąka
Ojciec: Północny Podmuch
Partner: Malinowy Nos
Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Bardzo wysoki, atletycznie zbudowany kocur o długich łapach. Krótkowłosy, rudy, klasycznie pręgowany, z białymi znaczeniami na pysku, szyi i przednich łapach. Siwe włosy zaczynają oprószać jego pysk i grzbiet. Duże, zielone oczy coraz wyraźniej pokrywa mgła. Najbardziej widoczne blizny: rozcięcia na nosie, duża blizna na lewej pięcie i grzbiecie.
Mruknął ciche "mhm" gdy dla pewności powtórzyła jego pytanie. Skoro znała tę historię to nie było sensu, by opowiadał ją raz jeszcze, nie widział też powodu dla którego miałby ją z jej wiedzy o tej historii odpytywać. To, tak czy inaczej, był materiał dodatkowy i zupełnie nieobowiązkowy podczas treningu.
- Nie wiem - odparł, po czym zaśmiał się bezgłośnie, odrobinę nerwowo. Świetnie. - Tak ogólnie, czy masz jakieś pytania, albo czy chciałabyś się dowiedzieć czegoś o przeszłości klanu. Mogę opowiedzieć ci o tym, jak kiedyś wyglądał Klan Wichru, albo... coś. Aaalbo mogę opowiedzieć ci coś o twoim dziadku, Twardej Gwieździe. O, tam, kawałek dalej, jest Leśna Sadzawka - powiedział i kiwnął głową w kierunku małego jeziorka, które mieli po swojej lewej a które ukryte było za drzewami i leśnym poszyciem. Dość sprawnie zbliżali się do Czarnego Ogona, który miał być ostatnim punktem tej wycieczki.
jeżeli Sosecznik jednak nie będzie miała pytań czy coś to możesz uznać, że doszli do Czarnego Ogona i wrócili do obozu uwu
قالوا:تموتبهاحبـاًً؟قلـت:ألاآذكروهاعلـىقبـريلتحيينـي they asked:"do youloveher todeath?"
I said "speakof herover my graveand
watchhow shebringsme backtol i f e"
Niska (jedna z najniższych w klanie i pewnie też w lesie), drobna, krótkowłosa, rudo-biała, tygrysio pręgowana kotka o brązowo-złotych oczach. | KP
Zmieniła się. Może nie jakoś szczególnie mocno, może nie tak, żeby ci, którzy nie znają jej dobrze, to zauważyli, ale z pewnością jest zdecydowanie inna, niż była jeszcze jakiś czas temu. Przede wszystkim zrobiła się dojrzalsza emocjonalnie. Nauczyła się trochę lepiej kontrolować swoje uczucia i chociaż nadal bywa fatalną aktorką, jeśli sytuacja bardzo tego wymaga, potrafi spychać swoje troski gdzieś w głąb siebie, żeby nikogo nie martwić i nie sprawiać problemów. Do tego potrzebuje jednak skupienia, bo jeśli się na tym nie koncentruje, to można z niej czytać jak z otwartej książki! Na szczęście zazwyczaj, mimo swoich gorszych momentów, Słonecznik jest radosna i uśmiechnięta. Dla każdego jest miła i ma przyjazne nastawienie w stosunku do każdego, którego spotka. Dość szybko przywiązuje się do kotów i wielu traktuje jak przyjaciół, a każdy, kto jest dla niej w jakiś sposób ważny, szybko zajmuje specjalne miejsce w jej serduszku. W stosunku do swoich bliskich jest bardzo troskliwa, a doświadczenia z przeszłości dały jej nową siłę i motywację, żeby już nigdy od nikogo się nie odcinać i dbać zarówno o nich, jak i o samą siebie. | KP
Posłuchać – bardzo by chętnie posłuchała, pytanie tylko o czym. Nie była w sumie pewna, o co mogła i o co powinna Fiołka pytać. Coś odnoszącego się do powstania klanów? Coś o historii? Coś w zupełnie innym kierunku? Najwyraźniej Fiołkowy Świt sam do końca nie wiedział, ale po chwili wpadł na pomysł, na który Słonecznik uśmiechnęła się szeroko i znów pokiwała energicznie głową.
– O, tak! Mogłabym posłuchać czegoś o dziadku – powiedziała wesoło, a potem spojrzała w stronę wskazaną przez Fiołkowy Świt. Tereny były ciekawe, ale teraz znacznie bardziej ciekawiło ją w sumie to, co mógł jej powiedzieć Fiołek. Był starszy od jej mamy, a więc na pewno wiedział o Twardej Gwieździe trochę więcej. Wiadomo, że Słonecznik nasłuchała się już tego trochę od rodziców czy też Miętowookiej, ale w sumie jak wypytywała o dziadka, to była jeszcze małym kociakiem, a potem nadeszły inne ciekawe tematy. Znała jakieś tam podstawy, ale interesowało ją to, jakim w ogóle był kotem. Szczególnie z perspektywy kogoś, kto nie był spokrewniony.
<table><td><img src="https://imgur.com/JkojFdS.png" height="180px"></td><td><p align="center">willyourememberthe word <br> Ilovedwith everybit insideme? <br> <br> ❀ that happiness ❀ <br> <br> ah, howstrange itis, thefeeling <br> andastomorrowbreaks <br> I hopeyou loveit too</p></td></table>
Mistrz: Korzenny Pył
Płeć: kocur
Matka: Stokrotkowa Łąka
Ojciec: Północny Podmuch
Partner: Malinowy Nos
Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Mistrz: Korzenny Pył
Płeć: kocur
Matka: Stokrotkowa Łąka
Ojciec: Północny Podmuch
Partner: Malinowy Nos
Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Bardzo wysoki, atletycznie zbudowany kocur o długich łapach. Krótkowłosy, rudy, klasycznie pręgowany, z białymi znaczeniami na pysku, szyi i przednich łapach. Siwe włosy zaczynają oprószać jego pysk i grzbiet. Duże, zielone oczy coraz wyraźniej pokrywa mgła. Najbardziej widoczne blizny: rozcięcia na nosie, duża blizna na lewej pięcie i grzbiecie.
- Twarda Gwiazda, wbrew temu że jako wojownik nazywał się Twardy Głaz i był wielki jak wspomniany głaz, był bardzo ciepłym, dobrym i wrażliwym kotem. Wyglądał trochę jak swój młodszy brat, Kusowąsy, ale był od niego dużo większy, był też bardziej spokojny i cichy - zaczął więc, nie do końca wiedząc od czego zacząć i co właściwie powinien opowiedzieć. Uznał więc, że najlepiej będzie zacząć od początku: czyli przedstawienia postaci Twardej Gwiazdy. - Gdy byłem kociakiem klany miały bardzo duży problem z samotnikami, którzy grasowali w okolicy. Przekraczali granicę i kradli zwierzynę, a gdy napotykali na samotnie włóczących się terminatorów mordowali ich, atakując grupami i nie dając szans na przeżycie. Na dzień przed moją ceremonią została rozszarpana Sarnie Futerko, która była wojownikiem może od księżyca; Twarda Gwiazda tak przejął się jej śmiercią, że ceremonia przesunęła się w czasie przez żałobę. Po tym sytuacja nieco uspokoiła się, jednak w którymś momencie samotnicy znów zaatakowali. Zginęły wtedy dwie terminatorki z innych klanów oraz kocur z Klanu Wichru, Mroźny Podmuch, który był wówczas najstarszym kotem w Czterech Klanach. Problem osiągnął taką skalę, że przywódcy zdecydowali się wysłać swoich wojowników, by ci przypuścili atak na ten terroryzujący klany gang; Twarda Gwiazda był jedynym przywódcą, który zdecydował się wyruszyć wraz z wojownikami. Nie chciał bezczynnie siedzieć, gdy zabili jego przyjaciela. Wrócili kilka wschodów słońca później. Wielu wojowników straciło wtedy życie, w tym także i Twarda Gwiazda, lecz problem został zażegnany wraz ze śmiercią ostatniego kota, który przyłożył łapę do morderstw na terminatorach i młodych wojownikach; puszczono wolno jedynie kotkę, która wówczas była w ciąży i której śmierć nie była konieczna. Rozwiązanie było brutalne, owszem, jednak było jedynym, co można było zrobić by ochronić klany przed atakami samotników, które od tamtej pory były jedynie sporadycznymi incydentami, a nie zaplanowanymi atakami - zakończył z uśmiechem i przerwał na moment, by zwilżyć wargi, zebrać myśli i wziąć głębszy oddech. Nie miał wielu historii o Twardej Gwieździe, w końcu ten zmarł gdy Fiołkowy Świt miał jedenaście bądź dwanaście księżyców, a wspomnienie wyprawy na samotników wydawało mu się być najbardziej interesującym ze wspomnień, które posiadał. Jednocześnie pokazywało, jak skory do poświęceń dla własnego klanu i gotowy do walki u boku swoich wojowników był Twarda Gwiazda. - Twój dziadek nigdy nie opuścił swojego klanu i swoich wojowników. Kochał swój klan i ta miłość była też powodem, dla którego poświęcał się i nadstawiał karku, by zapewnić klanowi bezpieczeństwo - dodał, zatrzymując się u brzegu wąskiego strumienia, który połyskiwał w dole wydrążonego koryta.
- Jesteśmy przy Czarnym Ogonie. Tu kończą się nasze ziemie, za tym strumieniem znajdują się ziemie, które nie należą do żadnego z klanów.
قالوا:تموتبهاحبـاًً؟قلـت:ألاآذكروهاعلـىقبـريلتحيينـي they asked:"do youloveher todeath?"
I said "speakof herover my graveand
watchhow shebringsme backtol i f e"
Niska (jedna z najniższych w klanie i pewnie też w lesie), drobna, krótkowłosa, rudo-biała, tygrysio pręgowana kotka o brązowo-złotych oczach. | KP
Zmieniła się. Może nie jakoś szczególnie mocno, może nie tak, żeby ci, którzy nie znają jej dobrze, to zauważyli, ale z pewnością jest zdecydowanie inna, niż była jeszcze jakiś czas temu. Przede wszystkim zrobiła się dojrzalsza emocjonalnie. Nauczyła się trochę lepiej kontrolować swoje uczucia i chociaż nadal bywa fatalną aktorką, jeśli sytuacja bardzo tego wymaga, potrafi spychać swoje troski gdzieś w głąb siebie, żeby nikogo nie martwić i nie sprawiać problemów. Do tego potrzebuje jednak skupienia, bo jeśli się na tym nie koncentruje, to można z niej czytać jak z otwartej książki! Na szczęście zazwyczaj, mimo swoich gorszych momentów, Słonecznik jest radosna i uśmiechnięta. Dla każdego jest miła i ma przyjazne nastawienie w stosunku do każdego, którego spotka. Dość szybko przywiązuje się do kotów i wielu traktuje jak przyjaciół, a każdy, kto jest dla niej w jakiś sposób ważny, szybko zajmuje specjalne miejsce w jej serduszku. W stosunku do swoich bliskich jest bardzo troskliwa, a doświadczenia z przeszłości dały jej nową siłę i motywację, żeby już nigdy od nikogo się nie odcinać i dbać zarówno o nich, jak i o samą siebie. | KP
Uśmiechnęła się delikatnie na myśl o porównaniu dziadka z Kusowąsym. Faktycznie, nawet jeśli go nie znała, to mogła sobie wyobrazić, że był spokojniejszy. Kusowąsy był fajny i też potrafił fajnie opowiadać, ale był wiecznie głośny i w ogóle ruchliwy i chyba mało kotów dorównywało mu w kwestii ogólnej, ee, energiczności. A przynajmniej tak się zdawało Słonecznik.
– Ojeej. To musiało być... dużo tych samotników – mruknęła pod nosem, w sumie bardziej do siebie niż do Fiołka. Nie wyobrażała sobie, żeby jakaś MAŁA grupka miała sprawiać takie zagrożenie. Ogólnie nie miała nic przeciwko samotnikom, no, chyba że łamaliby Kodeks i wchodzili na tereny klanu. Ale gdyby taka duża grupa się zebrała i wpadła na jakiś niebezpieczny pomysł, żeby atakować klany... Niedobrze by było, gdyby skończyło się tak, jak w przeszłości. W końcu wtedy zginął Twarda Gwiazda. Wysłuchała już wszystkiego do końca, nie odzywając się więcej aż dopóki Fiołkowy Świt nie zatrzymał się nad Czarnym Ogonem. Fajnie było tak posłuchać sobie o dziadku, nawet jeśli to wszystko było trochę smutne. Wszystkie ofiary, walki, brr! W ogóle sam fakt, że klany miały problem przez samotników i musiały tyle poświęcić był smutny. Ale Twarda Gwiazda wydawał się naprawdę dobrym przywódcą.
– O, to już tu! – powiedziała, znów w sumie bardziej do siebie. Wyciągnęła szyję i spojrzała na tereny rozciągające się po drugiej stronie rzeki. Wyglądało na to, że na przyszłość czekało ją znacznie więcej terenów do odkrywania. Ale to już kiedyś, jak będzie wojowniczką, czy coś.
/płak, gniot
<table><td><img src="https://imgur.com/JkojFdS.png" height="180px"></td><td><p align="center">willyourememberthe word <br> Ilovedwith everybit insideme? <br> <br> ❀ that happiness ❀ <br> <br> ah, howstrange itis, thefeeling <br> andastomorrowbreaks <br> I hopeyou loveit too</p></td></table>
Mistrz: Korzenny Pył
Płeć: kocur
Matka: Stokrotkowa Łąka
Ojciec: Północny Podmuch
Partner: Malinowy Nos
Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Mistrz: Korzenny Pył
Płeć: kocur
Matka: Stokrotkowa Łąka
Ojciec: Północny Podmuch
Partner: Malinowy Nos
Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Bardzo wysoki, atletycznie zbudowany kocur o długich łapach. Krótkowłosy, rudy, klasycznie pręgowany, z białymi znaczeniami na pysku, szyi i przednich łapach. Siwe włosy zaczynają oprószać jego pysk i grzbiet. Duże, zielone oczy coraz wyraźniej pokrywa mgła. Najbardziej widoczne blizny: rozcięcia na nosie, duża blizna na lewej pięcie i grzbiecie.
Skinął jej potakująco głową. Samotników było bardzo dużo; sam nawet nie potrafił wyobrazić sobie ogromu tej grupy, która stanowiła tak wielkie zagrożenie dla klanów. Udało się jednak ich powstrzymać - zapłacili za to najwyższą cenę, jednak była to cena za życia, jakich pozbawili wiele młodych kotów.
- Za Czarnym Ogonem rozciągają się ziemie niczyje. Tam, bardziej od strony terenów Klanu Cienia, znajdują się Leśne Ostępy. Sam Czarny Ogon natomiast kończy swój bieg niedaleko od naszej granicy wpadając do sporego jeziora - to mówiąc kiwał głową, by wskazać jej konkretny kierunek Leśnych Ostępów lub Szuwaru Turzycy. - Przypominam, że opuszczanie terytorium naszego klanu może być niebezpieczne. Są to tereny, które nie są patrolowane przez naszych wojowników i szansa natrafienia na agresywnie nastawionego drapieżnika jest tam dużo większa - powiedział spoglądając na terminatorkę. Mówili już na ten temat, pamiętał, ale wolał jej o tym przypomnieć. Następnie ruszyli dalej w dół Czarnego Ogona, a gdy las zaczął się rozrzedzać odbili od niego i powrócili do obozu. Wreszcie.
***
Kolejne kilka dni spędzili na omawianiu wszystkiego, co do tej pory udało im się przerobić. Sprawdzali granice, omawiali Kodeks i inne, podstawowe aspekty dotyczące życia w klanie. Na dziś natomiast zaplanował połączenie treningu Słonecznikowej Łapy z treningiem swojego syna; poinformował oboje, że chce ich widzieć rano na Bylicowych Łąkach. Nie o świcie, ale gdy słońce będzie mniej-więcej w połowie drogi do szczytu nieba. Nie poinformował ich natomiast o tym, że będą dziś trenować razem, bo miała to być, cóż, mała niespodziewanka.
Usiadł sobie pośrodku łąki wśród wiecznie zielonych roślin i kichnął zaraz po tym, jak wziął głębszy oddech. Pociągnął cicho nosem i potarł o niego łapą; czyżby były to początki alergii na pyłki? Brr.
قالوا:تموتبهاحبـاًً؟قلـت:ألاآذكروهاعلـىقبـريلتحيينـي they asked:"do youloveher todeath?"
I said "speakof herover my graveand
watchhow shebringsme backtol i f e"
Niska (jedna z najniższych w klanie i pewnie też w lesie), drobna, krótkowłosa, rudo-biała, tygrysio pręgowana kotka o brązowo-złotych oczach. | KP
Zmieniła się. Może nie jakoś szczególnie mocno, może nie tak, żeby ci, którzy nie znają jej dobrze, to zauważyli, ale z pewnością jest zdecydowanie inna, niż była jeszcze jakiś czas temu. Przede wszystkim zrobiła się dojrzalsza emocjonalnie. Nauczyła się trochę lepiej kontrolować swoje uczucia i chociaż nadal bywa fatalną aktorką, jeśli sytuacja bardzo tego wymaga, potrafi spychać swoje troski gdzieś w głąb siebie, żeby nikogo nie martwić i nie sprawiać problemów. Do tego potrzebuje jednak skupienia, bo jeśli się na tym nie koncentruje, to można z niej czytać jak z otwartej książki! Na szczęście zazwyczaj, mimo swoich gorszych momentów, Słonecznik jest radosna i uśmiechnięta. Dla każdego jest miła i ma przyjazne nastawienie w stosunku do każdego, którego spotka. Dość szybko przywiązuje się do kotów i wielu traktuje jak przyjaciół, a każdy, kto jest dla niej w jakiś sposób ważny, szybko zajmuje specjalne miejsce w jej serduszku. W stosunku do swoich bliskich jest bardzo troskliwa, a doświadczenia z przeszłości dały jej nową siłę i motywację, żeby już nigdy od nikogo się nie odcinać i dbać zarówno o nich, jak i o samą siebie. | KP
Pokiwała Fiołkowemu Świtowi głową. Pamiętała, co mówił, a więc nie miała zamiaru się na ziemie niczyje szybko wybierać, no i na pewno nie samotnie. Nie zmieniło to jednak faktu, że tereny poza terenami klanów bardzo ją interesowały. Może zorganizuje tam sobie jakąś wycieczkę z kimś znajomym, kiedy zostanie już wojowniczką? A kto wie! Możliwości było sporo. Na razie jednak nadchodził już czas, żeby wrócić do obozu.
***
Bylicowe Łąki jako miejsce spotkania? Super. Lubiła to miejsce. Stąd też pojawiła się dość szybko, bo z radością zmierzała w ich stronę, no, a po części też dlatego, że nie chciała się spóźnić. Łatwo było przegapić moment, kiedy słońce będzie akurat w połowie, a więc wolała być ostrożna i uważnie obserwować niebo. Na szczęście, kiedy już doszła na Bylicowe Łąki, Fiołkowy Świt był już na miejscu. I bardzo dobrze, bo gdyby go nie było, to jeszcze mogłoby się okazać, że przyszła nie wiadomo jak za wcześnie, a tego by przecież nie chciała. Uśmiechnęła się do rudo-białego kocura i podeszła bliżej, żeby usiąść na przeciwko.
– Dzień dobry, Fiołkowy Świcie! Co robimy dzisiaj? – spytała. Ostatnio głównie powtarzali materiał, więc nie było niczego nowego i ekscytującego, ale może to i nawet dobrze; dzięki temu przynajmniej wszystko porządnie zapamiętała.
<table><td><img src="https://imgur.com/JkojFdS.png" height="180px"></td><td><p align="center">willyourememberthe word <br> Ilovedwith everybit insideme? <br> <br> ❀ that happiness ❀ <br> <br> ah, howstrange itis, thefeeling <br> andastomorrowbreaks <br> I hopeyou loveit too</p></td></table>
Wysoki, masywny kocur o długim, miękkim futrze w rudym kolorze, na którym malują się ciemniejsze grube zawijasy, a na łapach - grube pasy. Ma białe znaczenia na wszystkich łapach (na tylnych trochę więcej), części brzucha, klatce piersiowej, szyi i brodzie. Jego oczy są barwy soczystej zieleni, a nos ciemnoróżowy.
Odważny, lojalny wobec klanu i swoich bliskich kocur. Jest spokojny i opanowany, chociaż nie sprawia wrażenia sztywności i jest w stanie żartować. Z głośnego, energicznego, impulsywnego i niecierpliwego kociaka z wygórowanym mniemaniem o sobie wyrósł rozważny wojownik, który jednak potrafi momentami zareagować ostro i się unieść, gdy ktoś powie lub zrobi coś niewłaściwego. Zależy mu na świetnym wywiązywaniu się w obowiązków, ma też w sobie spore ambicje i w przyszłości widzi siebie na stanowisku zastępcy, a potem przywódcy, jednak jest świadomy, że jest w stanie to osiągnąć tylko i wyłącznie ciężką pracą już teraz, jako wojownik. Nie stroni od towarzystwa, wręcz przeciwnie, podobnie lubi też mieć zajęcie, jednak wyraźnie nie wie, jak zachowywać się w towarzystwie kociąt.
Gdy Porywista Łapa dowiedział się, że tego dnia ma zjawić się na Bylicowych Łąkach… odnotował tę informację właściwie bez emocji. No bo cóż, to tylko inne miejsce do trenowania. Podniósł się więc rano, pochodził trochę po obozie, zjadł coś, pogadał z Czerwonym Pazurem i ani się obejrzał, a był już najwyższy czas na wychodzenie na trening. W zasadzie nie wiedział, czy się nie spóźni, ale Bylicowe Łąki były na tyle blisko obozu, że nie musiał biec na złamanie karku. Złożyło się tak jednak, że wyruszył nieco później, niż Słonecznik, a na dodatek inną drogą, nie miał więc przed sobą widoku jej grzbietu i rudego ogona… i nie mógł się chłopak domyślić, że może, może, zmierzają tam w tym samym celu.
W końcu, tylko trochę spóźniony, wszak chwilę po przybyciu drugiego z terminatorów Fiołkowego Świtu, a że kotki nie mają precyzyjnych reguł odmierzania czasu to faktycznie można było go uznać za spóźnionego, dotoczył się na miejsce spotkania i aż uniósł swój puchaty ogon do góry, zauważając przy swoim tacie… Słonecznik! Opcje były dwie: albo akurat przechodziła i zaczepiła jego tatę… albo oznaczało to trening łączony! Na tę myśl rudo-biały poczuł sporą ekscytację, chociaż jeszcze nie miał przecież pewności, że faktycznie to o to chodzi. Bo co oznaczał trening łączony? Na pewno walkę! Na sto procent, nie ma innej opcji. A poza tym fajne towarzystwo, bo kocurek przepadał za towarzystwem córki Paproci, więc na pewno nie miał nic przeciwko kolejnemu spotkaniu. Co prawda w nieco innych okolicznościach, bo pewnie sobie nie pogadają, tylko będą się uczyć, ale… wciąż.
Szybkim krokiem zbliżył się do dwójki kotów, po czym stanął obok nich, wyprostowany i z błyszczącymi ślepiami. Nie tylko wyzdrowiał, ale zdążył się też poczuć lepiej po pogrzebie Miętowookiej, więc teraz był gotów do… pracy, jakakolwiek by ona dzisiaj nie była.
– Dzień dobry, tato. Słonecznik – przywitał się zarówno ze swoim mistrzem, jak i kotką, pamiętając, by zwrócić się do niej tak, jak sama go prosiła jakiś czas temu.
Mistrz: Korzenny Pył
Płeć: kocur
Matka: Stokrotkowa Łąka
Ojciec: Północny Podmuch
Partner: Malinowy Nos
Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Mistrz: Korzenny Pył
Płeć: kocur
Matka: Stokrotkowa Łąka
Ojciec: Północny Podmuch
Partner: Malinowy Nos
Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Bardzo wysoki, atletycznie zbudowany kocur o długich łapach. Krótkowłosy, rudy, klasycznie pręgowany, z białymi znaczeniami na pysku, szyi i przednich łapach. Siwe włosy zaczynają oprószać jego pysk i grzbiet. Duże, zielone oczy coraz wyraźniej pokrywa mgła. Najbardziej widoczne blizny: rozcięcia na nosie, duża blizna na lewej pięcie i grzbiecie.
- Dzień dobry - uśmiechnął się ciepło do Słonecznikowej Łapy. - Dzisiaj na treningu będziesz miała gościa. Trzeba tylko na niego chwilę poczekać - dodał zaraz. Nawet gdyby starał się być tajemniczy raczej oczywiste było to, w jakim celu zapraszał na jej trening innego terminatora - czy też może dlaczego zapraszał Słonecznik na czyiś trening. Musieli chwilę poczekać, ale to nic; w końcu rude futerko Kijanki zamajaczyło mu gdzieś w oddali i Fiołkowy Świt wyprostował się patrząc wyczekująco na syna.
- Wreszcie jesteś, dzień dobry - przywitał się z nim. Spóźnienie spóźnieniem, nie musieli przecież czekać na niego nie wiadomo jak długo. Takie sytuacje zdarzały się i brak zegarka oraz zdolności określania czasu był okolicznością łagodzącą. Słońce wciąż nie było bliskie górowania, więc nie było problemu.
- Pewnie domyślacie się, dlaczego dzisiaj będziecie trenować razem - odezwał się po krótkim odchrząknięciu, by zwrócić na siebie uwagę. Na jego mordce rozciągnął się wesoły uśmiech. - Będziemy dzisiaj zajmować się walką. Słonecznikowa Łapo, wiem, że pomagałaś Miętowemu Pąkowi w treningu Jabłkowej Łapy, ale wciąż chciałbym sprawdzić jak walczysz - powiedział, na końcu patrząc prosto na córkę Paprociowego Pyłu. Poruszył rudym ogonem, który zaszurał w trawie. - Zacznijmy od teorii. Co, według was, jest ważne w walce? Na co trzeba zwracać uwagę, gdzie należy atakować i co trzeba chronić? Porywista Łapo, może ty zaczniesz? A Słonecznikowa Łapa dokończy - zaproponował, teraz już przerzucając spojrzenie na syna.
قالوا:تموتبهاحبـاًً؟قلـت:ألاآذكروهاعلـىقبـريلتحيينـي they asked:"do youloveher todeath?"
I said "speakof herover my graveand
watchhow shebringsme backtol i f e"
Wysoki, masywny kocur o długim, miękkim futrze w rudym kolorze, na którym malują się ciemniejsze grube zawijasy, a na łapach - grube pasy. Ma białe znaczenia na wszystkich łapach (na tylnych trochę więcej), części brzucha, klatce piersiowej, szyi i brodzie. Jego oczy są barwy soczystej zieleni, a nos ciemnoróżowy.
Odważny, lojalny wobec klanu i swoich bliskich kocur. Jest spokojny i opanowany, chociaż nie sprawia wrażenia sztywności i jest w stanie żartować. Z głośnego, energicznego, impulsywnego i niecierpliwego kociaka z wygórowanym mniemaniem o sobie wyrósł rozważny wojownik, który jednak potrafi momentami zareagować ostro i się unieść, gdy ktoś powie lub zrobi coś niewłaściwego. Zależy mu na świetnym wywiązywaniu się w obowiązków, ma też w sobie spore ambicje i w przyszłości widzi siebie na stanowisku zastępcy, a potem przywódcy, jednak jest świadomy, że jest w stanie to osiągnąć tylko i wyłącznie ciężką pracą już teraz, jako wojownik. Nie stroni od towarzystwa, wręcz przeciwnie, podobnie lubi też mieć zajęcie, jednak wyraźnie nie wie, jak zachowywać się w towarzystwie kociąt.
Przysiadł, zauważając, że Fiołkowy Świt nie zamierza się ruszać, a jego zielone ślepia wodziły od ojca do Słonecznik i z powrotem, jednak po wiadomości, że będą dzisiaj trenować walkę, rzucił ostatnie, roziskrzone i podekscytowane spojrzenie na swoją starszą koleżankę, by wreszcie w pełni skupić się na mistrzu. Przepychał się już z rudo-białą terminatorką, ale nie posiadał wtedy jakiejkolwiek wiedzy i była to zwykła zabawa… na dodatek był wtedy w takim nastroju, że nie miał ochoty na wysilanie się i rywalizowanie. Teraz natomiast… teraz był trening, a na treningu Porywista Łapa chciał dawać z siebie wszystko. Och, zamierzał to wygrać, i zaimponować tak ojcu, jak i Słonecznik, nie było innej opcji. A, no i przy okazji dużo się nauczyć. Poruszył lekko wąsami i chwilę się zastanowił, nim udzielił ojcu jakiejkolwiek odpowiedzi.
– Na pewno bardzo boli, jak się uderzy w brzuch… i w pysk, głowę – zaczął od czegoś prostego, co mu przyszło do głowy jako pierwsze. – Można też próbować na przykład… oślepić przeciwnika, albo pozbawić go równowagi, i w ten sposób uzyskać przewagę – dorzucił jeszcze. Bardzo by chciał wiedzieć więcej, ale, cóż, nikt mu o tym za bardzo nie opowiadał, a nie zamierzał wymyślać i się błaźnić jakimiś głupotami.
Niska (jedna z najniższych w klanie i pewnie też w lesie), drobna, krótkowłosa, rudo-biała, tygrysio pręgowana kotka o brązowo-złotych oczach. | KP
Zmieniła się. Może nie jakoś szczególnie mocno, może nie tak, żeby ci, którzy nie znają jej dobrze, to zauważyli, ale z pewnością jest zdecydowanie inna, niż była jeszcze jakiś czas temu. Przede wszystkim zrobiła się dojrzalsza emocjonalnie. Nauczyła się trochę lepiej kontrolować swoje uczucia i chociaż nadal bywa fatalną aktorką, jeśli sytuacja bardzo tego wymaga, potrafi spychać swoje troski gdzieś w głąb siebie, żeby nikogo nie martwić i nie sprawiać problemów. Do tego potrzebuje jednak skupienia, bo jeśli się na tym nie koncentruje, to można z niej czytać jak z otwartej książki! Na szczęście zazwyczaj, mimo swoich gorszych momentów, Słonecznik jest radosna i uśmiechnięta. Dla każdego jest miła i ma przyjazne nastawienie w stosunku do każdego, którego spotka. Dość szybko przywiązuje się do kotów i wielu traktuje jak przyjaciół, a każdy, kto jest dla niej w jakiś sposób ważny, szybko zajmuje specjalne miejsce w jej serduszku. W stosunku do swoich bliskich jest bardzo troskliwa, a doświadczenia z przeszłości dały jej nową siłę i motywację, żeby już nigdy od nikogo się nie odcinać i dbać zarówno o nich, jak i o samą siebie. | KP
O. Kijanka.
Nie można by powiedzieć, że Słonecznik się tego spodziewała. Oj, zdecydowanie nie. Ale kiedy usłyszała, że na treningu pojawi się gość, od razu ogarnęła ją pewna ekscytacja. Podejrzewała, że w takim razie będą trenować walkę, bo w końcu sama była gościem na czyimś treningu na ten temat, ale perspektywa ponownego omawiania już znanego tematu wcale nie była nudna. Szczególnie że Słonecznik chciała to umieć jak najlepiej, bo nawet jeśli raczej nie przepadała za używaniem siły, to na pewno była to przydatna umiejętność. Była też oczywiście ciekawa, kim będzie ten gość. Możliwości były dwie – albo Fiołkowy Świt też przygarnął sobie jakiegoś terminatora, żeby go douczyć, albo mógł zawołać jednego ze swoich terminatorów. A w sumie nie wiedziała, ile on ich tam miał, ale w najbliższym do niej wieku byli Irysowa Łapa i Porywista Łapa. I obie z tych opcji brzmiały bardzo dobrze, bo Irrys była jej całkiem dobrą koleżanką, a towarzystwo Kijanki także bardzo lubiła; niby trening to nie spotkanie towarzyskie, ale hej, to zawsze jakaś okazja na, eee, kontakt. Tak ogólnie, właśnie.
No i poniekąd zgadła, bo faktycznie, kiedy tylko zaczęła się rozglądać wokół na wieść o tym, że na treningu pojawi się jakiś gość, po jakimś czasie zauważyła w oddali futro, które nasuwało jej na myśl właśnie wizerunek Porywistej Łapy. I zgadnijcie, kto się pojawił! Uśmiechnęła się ciepło do nieco młodszego kocura, zadowolona, że to właśnie z nim przyjdzie jej ćwiczyć walkę. Nawet jeśli podejrzewała, że teraz humor trochę mu wrócił (podobnie jak jej samej) i będzie już bardziej skłonny do czystej rywalizacji, tak jak kiedyś, kiedy robili sobie naukę wspinaczki.
– Cześć, Porywista Łapo! – przywitała się, nie zwracając się do niego jakoś specjalnie, bo, yy, nie miał w sumie żadnych życzeń. Fiołkowy Świt miał za to rację co do tego, że już się domyślała, Kijanka zresztą pewnie też. Zdawała sobie także sprawę z tego, że Fiołek pewnie będzie sprawdzał jej umiejętność walki tak czy inaczej, a więc nie robiło jej to różnicy, czy odbędzie się to teraz czy kiedyś. No i skoro przy okazji mogła się przydać na treningu Porywistej Łapy, to tym bardziej cieszyła się z tego powodu. A także z tego, że będzie już coś umiała i będzie mogła chociaż trochę, no, popisać się jakąś wiedzą. Jak nie umiejętnością dobrych ataków i tak dalej, to przynajmniej wiedzą. Pokiwała głową Fiołkowemu Świtowi, odwzajemniła spojrzenie Porywistej Łapy i już była w sumie gotowa się odezwać, ale... Ach, no tak. To logiczne, że w tym wypadku Kijanka powinien zacząć. Obróciła więc lekko głowę w stronę drugiego terminatora, kątem oka przyglądając mu się z zainteresowaniem. Najwyraźniej czekała ich powtórka z rozrywki, tylko tym razem bardziej na poważnie. Wysłuchała uważnie tego, co mówił Porywista Łapa, a potem pokiwała twierdząco głową.
– Aha, to wszystko racja – potwierdziła entuzjastycznie. Ale było tego trochę więcej, a więc teraz był czas, żeby to ona się popisała! – Na pysku wrażliwe jest praktycznie, ee, wszystko. Oczy, oczywiście, uszy też, można je oberwać na przykład. Brzuch też jest wrażliwy, tak, a poza tym jeszcze pachwiny i szyja na przykład. Pociągnięcie za ogon jeszcze może boleć, o. I ogólnie to tak, pozbawianie równowagi albo oślepianie to też dobry pomysł. Oślepić można piaskiem, ziemią, ale nie wszędzie w sumie są łatwo dostępne? Więc można się też ustawić tak, żeby słońce świeciło przeciwnikowi w oczy, też działa! A poza tym warto atakować z zaskoczenia, no, na przykład skały i drzewa mogą w tym pomóc – powiedziała, mając nadzieję, że o niczym nie zapomniała. Albo przynajmniej wymieniła znaczną większość.
<table><td><img src="https://imgur.com/JkojFdS.png" height="180px"></td><td><p align="center">willyourememberthe word <br> Ilovedwith everybit insideme? <br> <br> ❀ that happiness ❀ <br> <br> ah, howstrange itis, thefeeling <br> andastomorrowbreaks <br> I hopeyou loveit too</p></td></table>
Mistrz: Korzenny Pył
Płeć: kocur
Matka: Stokrotkowa Łąka
Ojciec: Północny Podmuch
Partner: Malinowy Nos
Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Mistrz: Korzenny Pył
Płeć: kocur
Matka: Stokrotkowa Łąka
Ojciec: Północny Podmuch
Partner: Malinowy Nos
Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Bardzo wysoki, atletycznie zbudowany kocur o długich łapach. Krótkowłosy, rudy, klasycznie pręgowany, z białymi znaczeniami na pysku, szyi i przednich łapach. Siwe włosy zaczynają oprószać jego pysk i grzbiet. Duże, zielone oczy coraz wyraźniej pokrywa mgła. Najbardziej widoczne blizny: rozcięcia na nosie, duża blizna na lewej pięcie i grzbiecie.
Wysłuchał tego, co oboje mieli do powiedzenia na temat walki. Stan wiedzy obojga był zadowalający.
- Zgadza się. Zawsze trzeba wykorzystywać otoczenie na swoją korzyść. O świcie albo po deszczu trawa może być mokra, więc przewrócenie przeciwnika może być prostsze. No i wiadomo, że skoro brzuch i szyja są wrażliwe, to trzeba je osłaniać, na przykład uginając łapy - uzupełnił ich wiedzę, ale w gruncie rzeczy nie było tu wiele do uzupełniania, bo oboje powiedzieli w zasadzie wszystko to, co było do powiedzenia na ten temat. Milczał przez krótką chwilę, w myślach przygotowując wstęp tego, co chciał zaraz powiedzieć.
- Życie w klanie oznacza, że polujemy, patrolujemy granice oraz walczymy razem. Umiejętność walki w grupie jest ważna, bo czasem bez doświadczenia można bardziej przeszkadzać niż pomagać drugiemu kotu - zaczął, po czym powoli wstał. Otrząsnął sierść i spojrzał najpierw na syna, a później na Słonecznikową Łapę. - Z tego powodu dzisiaj nie będziecie walczyć przeciwko sobie, jak pewnie na początku myśleliście, a przeciwko mnie. Waszym zadaniem będzie współpraca, bo tylko tak uda wam się pokonać bardziej doświadczonego przeciwnika - wyjaśnił jeszcze, po czym stanął w lekkim rozkroku. Pochylił głowę, skierował uszy w tył i uśmiechnął się zaczepnie. - Możecie zaczynać - rzucił jeszcze, bo nie zamierzał wprowadzać pierwszego ataku. Zamiast tego patrzył na nich i zamierzał uskoczyć w tył przed tym, które jako pierwsze zamierzało się rzucić w jego stronę.
قالوا:تموتبهاحبـاًً؟قلـت:ألاآذكروهاعلـىقبـريلتحيينـي they asked:"do youloveher todeath?"
I said "speakof herover my graveand
watchhow shebringsme backtol i f e"
Niska (jedna z najniższych w klanie i pewnie też w lesie), drobna, krótkowłosa, rudo-biała, tygrysio pręgowana kotka o brązowo-złotych oczach. | KP
Zmieniła się. Może nie jakoś szczególnie mocno, może nie tak, żeby ci, którzy nie znają jej dobrze, to zauważyli, ale z pewnością jest zdecydowanie inna, niż była jeszcze jakiś czas temu. Przede wszystkim zrobiła się dojrzalsza emocjonalnie. Nauczyła się trochę lepiej kontrolować swoje uczucia i chociaż nadal bywa fatalną aktorką, jeśli sytuacja bardzo tego wymaga, potrafi spychać swoje troski gdzieś w głąb siebie, żeby nikogo nie martwić i nie sprawiać problemów. Do tego potrzebuje jednak skupienia, bo jeśli się na tym nie koncentruje, to można z niej czytać jak z otwartej książki! Na szczęście zazwyczaj, mimo swoich gorszych momentów, Słonecznik jest radosna i uśmiechnięta. Dla każdego jest miła i ma przyjazne nastawienie w stosunku do każdego, którego spotka. Dość szybko przywiązuje się do kotów i wielu traktuje jak przyjaciół, a każdy, kto jest dla niej w jakiś sposób ważny, szybko zajmuje specjalne miejsce w jej serduszku. W stosunku do swoich bliskich jest bardzo troskliwa, a doświadczenia z przeszłości dały jej nową siłę i motywację, żeby już nigdy od nikogo się nie odcinać i dbać zarówno o nich, jak i o samą siebie. | KP
Wysłuchała wszystkiego, co Fiołek miał do dodania, a potem pokiwała mu głową. Wyjątkowo żadnych pytań nie miała, bo temat walki znała całkiem dobrze ze spotkania z Jabłkiem i Miętowym Pąkiem. Nie było tu nic zaskakującego... Aż dopóki Fiołkowy Świt nie zaczął mówić na temat życia w klanie. Kiedy wstawał, wiedziała już mniej więcej, co się święci. Kolejna niespodzianka. A proszę bardzo, czemu by nie! Faktycznie nie myślała, że mogliby walczyć z Fiołkowym Świtem, a raczej ze sobą, ale hej! Jakoś dadzą sobie radę, prawda? W końcu mieli odpowiednią wiedzę, a poza tym byli w dwójkę, więc na pewno uda im się coś osiągnąć, nawet jeśli to Fiołek był doświadczony, był wojownikiem i w ogóle, no, umiał walczyć. Domyślała się, że Kijanka pewnie chciałby trochę podowodzić, ale miała plan. Fiołkowy Świt był przygotowany. Czekał na ich ruch. Mógł więc zaatakować, kiedy nadarzy się okazja... albo zwyczajnie uniknąć. Przypomniała sobie, że od tego przecież zaczęła tamten mały sparing z Porywistą Łapą jakiś czas temu, a więc to wcale nie musiała być taka zła tragedia. Cokolwiek by to nie było, mieli taką przewagę, że Fiołkowy Świt nie miał za bardzo możliwości, aby uważnie obserwować ich oboje, jeśli zaatakują z różnych stron. Kiedy tylko wojownik dał znać, że mogą zaczynać, spojrzała na rudego kocura uważnie i uśmiechnęła się do niego lekko, a potem porozumiewawczo poruszyła uchem w stronę Fiołkowego Świtu. Nie wiedziała, czy terminator też miał już jakąś strategię, ale zawsze będą ją mogli wykorzystać później, tak jakby co. Musieli działać szybko, zanim Fiołek się zorientuje, co kombinują, a bezczynnym staniem tego nie osiągną. Skoro więc dala mu sygnał najszybciej, jak mogła, chciala, żeby Porywista Łapa zaatakował od frontu. Miała nadzieję, że nie będzie miał z tym problemu, a raczej potraktuje to jako wyzwanie. Sama natomiast miała zamiar wprowadzić swoją część swojego spontanicznego planu w życie – tak jak to zrobiła w przypadku walki z Jabłkiem, chciała częściowo okrążyć Fiołka, najlepiej tak, aby obrócić się jak najbardziej tyłem do słońca, bo jakby jednak postanowił za nią spoglądać, to mogłaby go przy okazji oślepić. Zmierzała zakraść się do niego od tyłu, kiedy Kijanka zaatakuje z przodu, a wtedy wyskoczyć, może nawet wskoczyć mu na grzbiet. Szczerze? Nie wiedziała, czy taka strategia ma szansę wypalić, ale miała nadzieję, że tak. Zawsze lepiej było spróbować na różne fronty, niż zwalać się kupą na, yy, przód Fiołka, bo wtedy mogliby sobie tylko nawzajem przeszkodzić.
/niewiemcojarobie
<table><td><img src="https://imgur.com/JkojFdS.png" height="180px"></td><td><p align="center">willyourememberthe word <br> Ilovedwith everybit insideme? <br> <br> ❀ that happiness ❀ <br> <br> ah, howstrange itis, thefeeling <br> andastomorrowbreaks <br> I hopeyou loveit too</p></td></table>
Wysoki, masywny kocur o długim, miękkim futrze w rudym kolorze, na którym malują się ciemniejsze grube zawijasy, a na łapach - grube pasy. Ma białe znaczenia na wszystkich łapach (na tylnych trochę więcej), części brzucha, klatce piersiowej, szyi i brodzie. Jego oczy są barwy soczystej zieleni, a nos ciemnoróżowy.
Odważny, lojalny wobec klanu i swoich bliskich kocur. Jest spokojny i opanowany, chociaż nie sprawia wrażenia sztywności i jest w stanie żartować. Z głośnego, energicznego, impulsywnego i niecierpliwego kociaka z wygórowanym mniemaniem o sobie wyrósł rozważny wojownik, który jednak potrafi momentami zareagować ostro i się unieść, gdy ktoś powie lub zrobi coś niewłaściwego. Zależy mu na świetnym wywiązywaniu się w obowiązków, ma też w sobie spore ambicje i w przyszłości widzi siebie na stanowisku zastępcy, a potem przywódcy, jednak jest świadomy, że jest w stanie to osiągnąć tylko i wyłącznie ciężką pracą już teraz, jako wojownik. Nie stroni od towarzystwa, wręcz przeciwnie, podobnie lubi też mieć zajęcie, jednak wyraźnie nie wie, jak zachowywać się w towarzystwie kociąt.
Z zainteresowaniem i dziwną ekscytacją słuchał słów Słonecznikowej Łapy, która miała nieco większą wiedzę, skoro już pod czyimś okiem ćwiczyła walkę. Na pysku jednak zachowywał powagę i skupienie: w końcu chciał być postrzegany właśnie w taki sposób, a nie jako jakiś przygłupi kociak – zwłaszcza, że zdawał sobie sprawę, że walka to nie tylko przyjacielskie sparingi, ale któregoś dnia na pewno przyjdzie mu walczyć z jakimś poważnym przeciwnikiem, który będzie sprawiał zagrożenie dla klanu. Pachwiny i szyja… i ogon. No tak. Na to od razu przed oczami mu stanęła mama, która wszak straciła część ogona w walce z lisem, chociaż podejrzewał, że kot nie byłby w stanie zrobić tak drugiemu kotu. Druga terminatorka wspomniała jeszcze o czymś mniej oczywistym, jak ustawienie i korzystanie z elementów otoczenia, co rudo-biały sobie skrzętnie zanotował.
Zaś wypowiedź ojca… zdziwiła nieco Kijankę i posłał spojrzenie Słonecznik. Mają walczyć… razem, przeciwko doświadczonemu wojownikami? Trochę przypał. Kocurek szybko stwierdził, że będzie musiał atakować z innej strony i w inne miejsca, niż jego starsza koleżanka, żeby sobie nie wchodzić wzajemnie w drogę albo żeby, co by było jeszcze gorsze, nie poranić siebie nawzajem, zamiast uderzać w wojownika.
– No nie, a myślałem, że znowu z tobą wygram! – odezwał się tylko do Słonecznik z łobuzerskim błyskiem w oku. Sparing w minionej czasoprzestrzeni ma nieznane rozstrzygnięcie, ale to nieistotne: w końcu pobił Słonecznik we wspinaczce. Natomiast fakt, że nie będą walczyć przeciwko sobie był nieco rozczarowujący, zwłaszcza że Porywista Łapa czuł się dzisiaj wybitnie w nastroju na rywalizację – i wygraną, naturalnie. Ale tak z drugiej strony… wciąż mógł pokazać, że lepiej walczy od niej, tylko że na tacie, o. Chciał jeszcze jej powiedzieć, żeby nie atakowała tam, gdzie on, ale córka Paproci wcale nie zamierzała czekać z atakiem, co w sumie było… dobre. Widząc znak ze strony terminatorki, ugiął lekko łapy i bez większego zastanowienia odbił lekko w bok, po czym szybko zbliżył się do ojca od frontu, by unieść prawą łapę i się zamachnąć z zamiarem uderzenia wojownika w okolice nosa. No, nikt mu nie powiedział, że ma schować pazury, więc tego nie zrobił. W końcu mieli tu ćwiczyć prawdziwą walkę, a nie mizianie, ha.
Mistrz: Korzenny Pył
Płeć: kocur
Matka: Stokrotkowa Łąka
Ojciec: Północny Podmuch
Partner: Malinowy Nos
Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Mistrz: Korzenny Pył
Płeć: kocur
Matka: Stokrotkowa Łąka
Ojciec: Północny Podmuch
Partner: Malinowy Nos
Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Bardzo wysoki, atletycznie zbudowany kocur o długich łapach. Krótkowłosy, rudy, klasycznie pręgowany, z białymi znaczeniami na pysku, szyi i przednich łapach. Siwe włosy zaczynają oprószać jego pysk i grzbiet. Duże, zielone oczy coraz wyraźniej pokrywa mgła. Najbardziej widoczne blizny: rozcięcia na nosie, duża blizna na lewej pięcie i grzbiecie.
Patrzył na tę dwójkę i ich reakcję. Uśmiechnął się lekko do syna na jego słowa; miło było słyszeć, że już kiedyś trenowali wspólną walkę. Z całą pewnością walka ramię w ramię będzie dla nich czymś nowym i ciekawym, skoro do tej pory raczej walczyli przeciwko sobie.
Kijanka pozostał na miejscu, zaś Słonecznik ruszyła w bok; nie mógł patrzeć na nich oboje na raz, więc akurat zerknął za siebie, gdy kotka zaatakowała. Odbił się z miejsca jak sprężyna i umknął przed nią w bok, a ponieważ kątem oka dostrzegł ruch ze strony znajdującego się tuż obok syna odwrócił głowę w jego stronę... i w ostatnim momencie cofnął ją, bowiem pazury Porywistej Łapy błysnęły tuż przy jego oku. Samego oka nie sięgnęły, jednak wbiły się w skórę na grzbiecie nosa wojownika i rozcięły ją, pozostawiając krwawe bruzdy ciągnące się przez nos aż do wargi. Fiołkowy Świt zamrugał zaskoczony i cofnął się o pół kroku, marszcząc zaraz pysk, co nie było dobrym pomysłem biorąc pod uwagę to, że otwarta rana tym bardziej zaczęła go szczypać.
-Stop! Schowaj pazury - syknął może zbyt ostro, jednak kompletnie nie spodziewał się takiego zachowania po Porywistej Łapie. Myślał, że jednak znał podstawy życia w klanie i miał choć trochę oleju w głowie by wiedzieć, że podczas walki treningowej nie należy celowo krzywdzić członka swojego klanu czy, na litość Gwiezdnych, własnego ojca. Westchnął cicho, po czym wysunął język, by pobieżnie zlizać krew z pyska. - To walka treningowa, nie na śmierć i życie. Jedyne obrażenia, które mogą się pojawić na walkach treningowych to siniaki i stłuczenia, rozumiemy się? - powiedział już spokojnie, pierwotnie patrząc na syna, ale później zerkając jeszcze na Słonecznik, która kręciła się gdzieś z boku.
- Jeszcze raz. Tylko tym razem postarajcie się mnie nie zabić - rzucił w końcu, i choć na końcu trochę się zaśmiał, chcąc obrócić to w żart i rozładować sytuację, to jednak nie było mu szczególnie do śmiechu. Ugiął łapy, zerknął na Słonecznik... a następnie skoczył w stronę Porywistej Łapy; wyciągnął przy tym przednie łapy, chcąc pchnąć go na ziemię i unieruchomić poprzez przyciśnięcie do niej.
قالوا:تموتبهاحبـاًً؟قلـت:ألاآذكروهاعلـىقبـريلتحيينـي they asked:"do youloveher todeath?"
I said "speakof herover my graveand
watchhow shebringsme backtol i f e"
Niska (jedna z najniższych w klanie i pewnie też w lesie), drobna, krótkowłosa, rudo-biała, tygrysio pręgowana kotka o brązowo-złotych oczach. | KP
Zmieniła się. Może nie jakoś szczególnie mocno, może nie tak, żeby ci, którzy nie znają jej dobrze, to zauważyli, ale z pewnością jest zdecydowanie inna, niż była jeszcze jakiś czas temu. Przede wszystkim zrobiła się dojrzalsza emocjonalnie. Nauczyła się trochę lepiej kontrolować swoje uczucia i chociaż nadal bywa fatalną aktorką, jeśli sytuacja bardzo tego wymaga, potrafi spychać swoje troski gdzieś w głąb siebie, żeby nikogo nie martwić i nie sprawiać problemów. Do tego potrzebuje jednak skupienia, bo jeśli się na tym nie koncentruje, to można z niej czytać jak z otwartej książki! Na szczęście zazwyczaj, mimo swoich gorszych momentów, Słonecznik jest radosna i uśmiechnięta. Dla każdego jest miła i ma przyjazne nastawienie w stosunku do każdego, którego spotka. Dość szybko przywiązuje się do kotów i wielu traktuje jak przyjaciół, a każdy, kto jest dla niej w jakiś sposób ważny, szybko zajmuje specjalne miejsce w jej serduszku. W stosunku do swoich bliskich jest bardzo troskliwa, a doświadczenia z przeszłości dały jej nową siłę i motywację, żeby już nigdy od nikogo się nie odcinać i dbać zarówno o nich, jak i o samą siebie. | KP
Pfft, znowu! Skwitowała uwagę Kijanki uśmiechem. Czasami lubiła jakąś małą rywalizację, no ale już bez przesady... Chociaż faktycznie domyślała się, że Porywista Łapa znowu by ją pokonał. Ee, nie przepadała raczej za walką, nie umiała za bardzo walczyć i niespecjalnie to trenowała, a więc chyba nic dziwnego. No i tak szczerze powiedziawszy, jakby Kijanka miał z tego frajdę, to chętnie by i nawet przegrała, ot co. Dla niej liczyła się bardziej zabawa, a do tego nie potrzebowała kogoś pokonywać, choć musiało to być całkiem przyjemne uczucie.
Tymczasem zaczęła się walka, a Słonecznik z niezadowoleniem zauważyła, że Fiołek jednak skupił się na niej i nie mogła zajść go od tyłu. Kiedy próbowała skoczyć w jego stronę, umknął od niej dość sprawnie. Ale dobra, może dzięki temu uda się chociaż Porywistej Łapie? I... och, tak. Udało się. Szkoda tylko, że udało się aż za dobrze. Skrzywiła się nieco mimowolnie, widząc krew. Ojej. Niezbyt przyjemnie. Nie spodziewała się w sumie tego, pewnie nikt się nie spodziewał, tak z Fiołkowym Świtem na czele. W sumie też raczej myślała, że to było dość oczywiste, ale z drugiej strony, no, nikt tego nie sprecyzował. A zresztą, Kijanka mógł się chyba zwyczajnie zapomnieć, prawda? W każdym razie była pewna, że nie zrobił tego celowo. Skinęła głową Fiołkowemu Świtowi, kiedy ten na nią spojrzał, żeby miał pewność, że nie planuje używać pazurów, a potem posłała jeszcze pocieszające spojrzenie Porywistej Łapie. Pewnie musiał się teraz głupio czuć, bo trochę głupio z tym wszystkim wyszło, a w dodatku Fiołek był jego tatą i w ogóle, no, na pewno nie chciał jego krzywdy. Uśmiechnęła się gorzko na żart mistrza i rzuciła ciche "na pewno wszystko w porządku?" w jego stronę, ale nie była pewna, czy w ogóle to słyszał. Zresztą – odpowiedź przyszła sama. Po chwili Fiołek bezpardonowo rzucił się na Kijankę, a ona ponownie wiedziała, że musi zareagować szybko. Żartobliwie mogłaby powiedzieć, że wojownikowi należała się jakaś zemsta, ale w końcu ona i Porywista Łapa byli teraz drużyną, więc musieli działać jak drużyna, co w sumie na razie nieźle im się udało. Spróbowała sobie wyobrazić, że Fiołek jest jakimś samotnikiem, który wkradł się na ich tereny i atakuje jakiegoś klanowicza. Zareagowała prawie od razu – podbiegła kawałek, żeby znaleźć się bliżej wojownika i wyskoczyła przed siebie z całej siły, w locie wyciągając do przodu łapy. Skoro on chciał się rzucić na Kijankę i pewnie do tego go unieruchomić, to ona musiała temu zapobiec i spróbować go chociaż odepchnąć, bo szczerze wątpiła, żeby miała jakąkolwiek szansę go powalić.
<table><td><img src="https://imgur.com/JkojFdS.png" height="180px"></td><td><p align="center">willyourememberthe word <br> Ilovedwith everybit insideme? <br> <br> ❀ that happiness ❀ <br> <br> ah, howstrange itis, thefeeling <br> andastomorrowbreaks <br> I hopeyou loveit too</p></td></table>