Mistrz: Zajęczy Sus
Płeć: kocur
Matka: Lniane Futerko [opiekunka]
Pierwsze co rzuca się w oczy po kilku księżycach od przybycia do Wichrowego Klanu to prawa przednia łapka, która niegdyś była o kilka milimetrów dłuższa, powodując niesamowity ból przy chodzeniu; nareszcie wyrównała się zresztą burych łapek. Kiedyś drobna postura Imbira przerodziła się teraz w bardzo dobrze umięśnioną sylwetkę..to pewnie przez fakt, że będąc w klanie, jedzenie cały czas bywa na stosie, a podczas przebywania z matką musiał zdać się na szczęście losu. Jeśli chodzi zaś o oczka, bo to również mocno rzuca się w oczy...nareszcie osiągnęły swój docelowy kolor, w pełni ukazując dawniej skrywany sekret. Są one imbirowe z przebłyskiem koloru oliwkowego. Jego futerko jest średniej długości, dodatkowo jest ono dłuższe na kołnierzyku. Całe ciało wraz z łapkami i ogonem pokrywają liczne tygrysie pręgi. Co do koloru sierści jest ono bure. Dokładniejsze w kp ~
Dawna strachliwość praktycznie zanikła. Jasne niekiedy boi się jeszcze nowego i nieznanego, ale już nie tak jak kiedyś. Udało mu się nawet pogodzić, z tym że matki faktycznie już nigdy nie zobaczy i z tym że go porzuciła. Nie żałuje tego. Zyskał za to wspaniałą matkę - Lniane Futerko i wielu świetnych przyjaciół. Dawna nieśmiałość również praktycznie zanikła...zdarza mu się być niekiedy nieśmiałym w sytuacjach, z którymi nigdy wcześniej nie miał do czynienia, jak dzielenie się z kimś innym niż niebieskofutra kocica, przykładowo jedzeniem. Chęć poznawania świata, przyjacielskość te cechy dalej pielęgnuje. Uważa, że najważniejsze jest szerzenie dobra i niepozwalanie innym się smucić. Stara się wszystkim pomóc, jak najlepiej tylko potrafi, gdy widzi, że kogoś kąciki pyszczka zwisają w dół. Oczywiście niekiedy nie potrafi na to nic zaradzić, ale ważne są przecież chęci!
Dwa dni. Dwa dni po ceremonii Imbirowy Pył przyszedł po swoją pierwszą terminatorkę Ropuszą Łapę. Czemu akurat dwa dni, a nie tuż po ceremonii? A no bo przykładowo, ktoś postanowił wywinąć się z obozu i udać na zwiedzanie terenów wraz z bratem, a dodatkowo buras musiał przeżyć jedyne i niepowtarzalne milczenie, które nakazywało zachowanie [jak sama nazwa mówi] ciszy podczas nocy gdzie nowo mianowany wojownik miał pilnować obozu, gdy reszta Klanowiczów śpi. Toteż następnego dnia najzwyczajniej w świecie był tak padnięty, że nie miał ochoty dosłownie na nic, nawet na rozmowy, a jedynie na sen. To właśnie sprawiło, że trening dopiero zacząć się mógł po dwóch dniach.
Wstawił nosek w wejście od legowiska terminatorów. Swoje DAWNE legowisko i odszukał czarnego kłębka futerka, a gdy wreszcie udało mu się ją odnaleźć, lekko szturchnął Ropuszkę różowym noskiem.
- Lopuszko? Choć, zabieram cię na tlening. - uśmiechnął się na samą myśl. Teraz to on może wcielić się w rolę Zajęczego Susa...ale...od czego on ma zacząć? Nie pomyślał, nawet aby obrać jakiś harmonogram. Och..będzie trzeba myśleć na bieżąco. Może zacznie od czegoś prostego? A potem na kolejne dni już coś przygotuje. O tak, to był dobry pomysł.
Księżyce: 60
Mistrz: Szyszkowy Ogon
Płeć: kotka
Matka: Malinowy Nos
Ojciec: Fiołkowy Świt
Trwałe urazy: Pozioma, drobna blizna, lewa górna warga
Czołg-kot; wysoka, grubsza i masywna, gęste czarne futro z białymi znaczeniami: biała plamka między złotymi ślepiami, pod czarnym nosem, brodzie, klatce piersiowej, skarpetki na wszystkich łapach, okolice pupy i spód ogona. Grube białe wibrysy znajdujące się na pół-płaskiej mordce. Posiada również poziomą, drobną bliznę na górnej, lewej wardze.
Podróże na własną łapę nie tylko umożliwiły odbudować straconą przez żałobę duszyczkę - cała sytuacja pozwoliła Ropuszce dorosnąć.
Błyszcząca, niczym ze złota wykuta, pewności siebie nadal piastuje jako jedną z głównych cech osobowości kotki. Opinie innych? No cóż, nigdy ją szczególnie nie interesowały, z tego właśnie powodu nie czuje potrzeby wyprowadzać innych z błędu, kiedy ci postrzegają ją jako głupiego-jak-but-kocio-czołga. Ropuszka co prawda do kocich filozofów i myślicieli nigdy należeć nie będzie, jednak jej wyjątkowy sposób postrzegania świata, idący w parze z sprytem i niezłymi umiejętnościami obserwacji pozwoliło jej spokojnie przejść przez życie. Mimo niezależnej natury jest bardzo towarzyską kicią z dużymi pokładami poczucia humoru (nawet zarzuci jakimś żartem, inna sprawa czy będzie dobry). Jest dziarską kobyłką, która lubi kolekcjonować znajdki, poczynając od piórek i gładkich kamyczków, przez odpadki dwunogów, aż po kości wszelakiego rodzaju zwierzątek.
Zajonc W | Krzemienna Łapa G
Tyle na tej Ceremonii się wydarzyło! Dwa termy zostały wojami, miał być pogrzeb, do którego i tak nie doszło, Malinowe Fiołki osiągnęły wiek terminatorski w czym jedno, to najmłodsze, tupnęło nóżką i uciekło z obozu ze swoim gorylem, powodując niezłe zamieszanie. Nikogo chyba nie zdziwi, że inaczej inteligentna Ropuszka, raczej mało co ogarnęła z tej sytuacji. Wiedziała, że od ceremonii musi spać w legowisku przeznaczonym dla terminatorów i zauważyła, że jej rodzeństwo opuszcza owe legowisko na treningi ze swoimi mistrzami.
W końcu nadeszła jej kolej, na rozpoczęcie swojej edukacji który pewnie będzie długi i męczący chwilami, ale hej! Przynajmniej Imbirowy Pył będzie miał co wspominać na starość! - Czo? - Bury kocurek mógł usłyszeć jęczący głos, kiedy jego pierwsza terminatorka zbierała właśnie siły by się obudzić i podnieść z posłania swój ociężały łepek. Jej futerko było nieco spłaszczone na prawym boku, bo to właśnie na nim spała zaś na białej brodzie, dało się zobaczyć mokre ślady od strużki śliny. - Tlening? A to jusz teraz? - Zapytała się, przecierając grubą łapką lewe ślepie.
Mistrz: Zajęczy Sus
Płeć: kocur
Matka: Lniane Futerko [opiekunka]
Pierwsze co rzuca się w oczy po kilku księżycach od przybycia do Wichrowego Klanu to prawa przednia łapka, która niegdyś była o kilka milimetrów dłuższa, powodując niesamowity ból przy chodzeniu; nareszcie wyrównała się zresztą burych łapek. Kiedyś drobna postura Imbira przerodziła się teraz w bardzo dobrze umięśnioną sylwetkę..to pewnie przez fakt, że będąc w klanie, jedzenie cały czas bywa na stosie, a podczas przebywania z matką musiał zdać się na szczęście losu. Jeśli chodzi zaś o oczka, bo to również mocno rzuca się w oczy...nareszcie osiągnęły swój docelowy kolor, w pełni ukazując dawniej skrywany sekret. Są one imbirowe z przebłyskiem koloru oliwkowego. Jego futerko jest średniej długości, dodatkowo jest ono dłuższe na kołnierzyku. Całe ciało wraz z łapkami i ogonem pokrywają liczne tygrysie pręgi. Co do koloru sierści jest ono bure. Dokładniejsze w kp ~
Dawna strachliwość praktycznie zanikła. Jasne niekiedy boi się jeszcze nowego i nieznanego, ale już nie tak jak kiedyś. Udało mu się nawet pogodzić, z tym że matki faktycznie już nigdy nie zobaczy i z tym że go porzuciła. Nie żałuje tego. Zyskał za to wspaniałą matkę - Lniane Futerko i wielu świetnych przyjaciół. Dawna nieśmiałość również praktycznie zanikła...zdarza mu się być niekiedy nieśmiałym w sytuacjach, z którymi nigdy wcześniej nie miał do czynienia, jak dzielenie się z kimś innym niż niebieskofutra kocica, przykładowo jedzeniem. Chęć poznawania świata, przyjacielskość te cechy dalej pielęgnuje. Uważa, że najważniejsze jest szerzenie dobra i niepozwalanie innym się smucić. Stara się wszystkim pomóc, jak najlepiej tylko potrafi, gdy widzi, że kogoś kąciki pyszczka zwisają w dół. Oczywiście niekiedy nie potrafi na to nic zaradzić, ale ważne są przecież chęci!
Jęknięcie, które wydało się z małego pyszczka nowej podopiecznej, ewidentnie świadczyły, że nasza koteczka została, pozytywnie bądź nie, zaskoczona nagłym zawitaniem Imbirowego Pyłu w legowisku, w celu zabrania jej na wspólny trening. Można uznać, że to "czo?" zignorował, ale czy dokładnie można było to tak nazwać, to nie. Zastrzygł jedynie uchem, przez co jeszcze zaspana Ropuszka mogła tego nie zauważyć. Również jego wcześniejszy uśmieszek, lekko się powiększył, gdy przypomniał sobie o swoim pierwszy wyjściu na trening, chociaż po niego Zajęczy Sus nie wszedł do legowiska uczniów.
- Tak, moja dloga. To już czas. - może w sumie nie będzie aż tak źle? Na razie, kotka wydawała się w miarę spokojna, ale pozory zawsze mylą! Przecież córka Malinowych Fiołków dopiero co się obudziła, a to znaczy, że nie była jeszcze do końca świadoma co się z nią dzieje i w ogóle. - Teoletycznie, gdybyś nie uciekała z ceremonii wlaz, jeśli się nie mylę twoim bratem Żabą, tlening moglibyśmy zacząć nawet po ceremonii i już byś coś umiała, a odrobina czasu zostałaby oszczędzona...ale to, co się stało, już się nie odstanie i dlatego tlening zaczynamy dopiero dzisiaj. - stwierdził. Faktycznie zacząć już mogliby coś dwa dni temu, tuż po słowach Malinowej Gwiazdy, gdy uznała ceremonię za zakończoną. Ale cóż, córka biało futrej zrobiła taki wybryk i trening opóźnił się. I jeszcze zanim powstał z siadu i skierował swoje kroki w stronę wyjścia z Ciepłych Skałek, dostrzegł małą strużynkę śliny na białym kożuszku Ropuszej Łapy. Cóż...może kotka to zauważy i wyczyści? Da jej chwile czasu na to, jeśli będzie potrzebowała, ale nie powie jej to w dosadny sposób.
- A teraz chodź. Nie tlaćmy niepotrzebnie czasu. Chcesz coś zjeść jeszcze przed rozpoczęciem ciężkiego dnia? - zaproponował jej i czekał na odpowiedź.
Księżyce: 60
Mistrz: Szyszkowy Ogon
Płeć: kotka
Matka: Malinowy Nos
Ojciec: Fiołkowy Świt
Trwałe urazy: Pozioma, drobna blizna, lewa górna warga
Czołg-kot; wysoka, grubsza i masywna, gęste czarne futro z białymi znaczeniami: biała plamka między złotymi ślepiami, pod czarnym nosem, brodzie, klatce piersiowej, skarpetki na wszystkich łapach, okolice pupy i spód ogona. Grube białe wibrysy znajdujące się na pół-płaskiej mordce. Posiada również poziomą, drobną bliznę na górnej, lewej wardze.
Podróże na własną łapę nie tylko umożliwiły odbudować straconą przez żałobę duszyczkę - cała sytuacja pozwoliła Ropuszce dorosnąć.
Błyszcząca, niczym ze złota wykuta, pewności siebie nadal piastuje jako jedną z głównych cech osobowości kotki. Opinie innych? No cóż, nigdy ją szczególnie nie interesowały, z tego właśnie powodu nie czuje potrzeby wyprowadzać innych z błędu, kiedy ci postrzegają ją jako głupiego-jak-but-kocio-czołga. Ropuszka co prawda do kocich filozofów i myślicieli nigdy należeć nie będzie, jednak jej wyjątkowy sposób postrzegania świata, idący w parze z sprytem i niezłymi umiejętnościami obserwacji pozwoliło jej spokojnie przejść przez życie. Mimo niezależnej natury jest bardzo towarzyską kicią z dużymi pokładami poczucia humoru (nawet zarzuci jakimś żartem, inna sprawa czy będzie dobry). Jest dziarską kobyłką, która lubi kolekcjonować znajdki, poczynając od piórek i gładkich kamyczków, przez odpadki dwunogów, aż po kości wszelakiego rodzaju zwierzątek.
Zajonc W | Krzemienna Łapa G
Kotka spodziewała się, że któregoś dnia jej beztroskie życie terminatora bez żadnych obowiązków w końcu dobiegnie kresu. Szczególnie, że Żaba jej o tym mówił i fakt, że jej rodzeństwo co jakiś czas znikało z jej pola wiedzenia i wracali zmęczeni. Ale tak w środku drzemki? Raczej nikt się tego nie spodziewał! Choć lepiej dla młodego wojownika, bo zaspana kotka zdecydowanie była łatwiejsza do okiełzania niż rozbudzona. - Abia - szepnęła do siebie zadowolona i przycisnęła łepek do posłania, kiedy Imbir zaczął swoje kazanie. Zdecydowanie była na to za śpiąca, więc słowa kocurka wpadały jednym uszkiem a wylatywały drugim. Nie rozumiała czemu wszyscy byli tacy kwaśni o ich "ucieczkę". Fajnie było! Zobaczyli trochę terenów, ona sobie przeczesała futro na cierniach berberysu i wdrapała się na dużego kamyczka. Nawet wrócił przed kolacją! A jeżeli już o jedzeniu mowa, to młody kocurek widocznie trafił w samo sedno, jeżeli chodzi o ulubione zajęcie Ropuchy. - Zjeść! Tak! Zjeść! - Otworzyła szeroko złote oczy i poderwała się równo na cztery łapy, tak jakby przed uderzeniem serca wcale a wcale nie chciała znowu zasnąć. Choć dało się zobaczy, że nagła pobudka też nie była najlepsza, bo kotka wychodząc z legowiska prawie nie wyrżnęła się na swój ryjek, kiedy przed oczami zatańczyły jej czarne mroczki. No, ale czego się nie robi dla świeżego piszczka? Widocznie Pan Imbirek właśnie przez przypadek odkrył najlepszy sposób na motywację młodego żarłoka.
Mistrz: Zajęczy Sus
Płeć: kocur
Matka: Lniane Futerko [opiekunka]
Pierwsze co rzuca się w oczy po kilku księżycach od przybycia do Wichrowego Klanu to prawa przednia łapka, która niegdyś była o kilka milimetrów dłuższa, powodując niesamowity ból przy chodzeniu; nareszcie wyrównała się zresztą burych łapek. Kiedyś drobna postura Imbira przerodziła się teraz w bardzo dobrze umięśnioną sylwetkę..to pewnie przez fakt, że będąc w klanie, jedzenie cały czas bywa na stosie, a podczas przebywania z matką musiał zdać się na szczęście losu. Jeśli chodzi zaś o oczka, bo to również mocno rzuca się w oczy...nareszcie osiągnęły swój docelowy kolor, w pełni ukazując dawniej skrywany sekret. Są one imbirowe z przebłyskiem koloru oliwkowego. Jego futerko jest średniej długości, dodatkowo jest ono dłuższe na kołnierzyku. Całe ciało wraz z łapkami i ogonem pokrywają liczne tygrysie pręgi. Co do koloru sierści jest ono bure. Dokładniejsze w kp ~
Dawna strachliwość praktycznie zanikła. Jasne niekiedy boi się jeszcze nowego i nieznanego, ale już nie tak jak kiedyś. Udało mu się nawet pogodzić, z tym że matki faktycznie już nigdy nie zobaczy i z tym że go porzuciła. Nie żałuje tego. Zyskał za to wspaniałą matkę - Lniane Futerko i wielu świetnych przyjaciół. Dawna nieśmiałość również praktycznie zanikła...zdarza mu się być niekiedy nieśmiałym w sytuacjach, z którymi nigdy wcześniej nie miał do czynienia, jak dzielenie się z kimś innym niż niebieskofutra kocica, przykładowo jedzeniem. Chęć poznawania świata, przyjacielskość te cechy dalej pielęgnuje. Uważa, że najważniejsze jest szerzenie dobra i niepozwalanie innym się smucić. Stara się wszystkim pomóc, jak najlepiej tylko potrafi, gdy widzi, że kogoś kąciki pyszczka zwisają w dół. Oczywiście niekiedy nie potrafi na to nic zaradzić, ale ważne są przecież chęci!
Czemu wszyscy byli tak "kwaśni" na ich ucieczkę? To pytanie mogło rodzić w kotce pewne wątpliwość, ale odpowiedź była oczywista. Mogli zrobić sobie krzywdę, szczególnie że byli świeżo co mianowani i niedoświadczeni. Gdyby natrafili na lisa czy innego drapieżnika zostaliby rozszarpani, bo nawet podstaw walki nie znali. Dlatego wszyscy byli tak "kwaśni" na niewinne wyjście dwójki.
Jej reakcja na jedzenie...była zadziwiającą. Imbirek więc odskoczył na bok widząc, jak ta mała czarna kuleczka pędzi do stosu, a jeszcze większy strach narobiła mu, gdy prawie wywróciła sie przed wejściem. Mówiąc ostrzegawczo uważaj, westchnął cicho. To będzie ciężki treningi. Pewnie jeszcze nie raz nabawi się stresu i strachu o nią. Nie chciał, aby cokolwiek się jej stało, zważając głównie na to, że gdyby dowiedziała sie o tym sama Malinowa Gwiazda...pewnie rozmowa ta nie przebiegałaby w dobrych stosunkach.
Odszedł razem z nią do stosu. Niebywałe, że właśnie odkrył najlepszą [jego zdaniem] pobudkę Ropuszki. Jedzenie. Warto zapamiętać. Uśmiechając się pogodnie, wyczekał momentu, gdy kotka przestanie jeść i można było ruszyć dalej. Wstając i czekając aż i ona się zbierze, ruszył powoli w stronę wyjścia z Wichrowego Klanu. Niespuszczał z niej oczu. Może był na tym punkcie przewrażliwiony? Ale co się dziwić, pierwszy terminator, nowe doświadczenie i emocje. Może z każdym kolejnym podopiecznym będzie inaczej? Czas pokaże. Tymczasem rozejrzał sie wokół siebie i miauknął.
- Czyż nie jest tu ładnie? A wiesz, jak ślicznie wyglądają Wichlowe tereny w Polę Nowych Liści? Wszystko na nowo rodzi sie do życia, wszyściutko jest zielonkawe i pojawiają sie takie małe pączki, świeci słońce, któle przyjemnie grzeje. Wszystko budzi się do życia! - zaczął. Ciekaw był jej reakcji, bo z pewnością Ropusza Łapa nie miała jeszcze okazji zobaczyć, jak wygląda przyroda, która budzi się po długim zimowym śnie. - Z pewnością ci to kiedyś pokaże, jednakże mam do ciebie plośbę, jedna jedyna plośbę...Nie wychodź sama z obozu, dobrze? Nie chciałbym, aby coś ci się stało. Przynajmniej do czasu, gdy nie poznasz podstaw walki, bo inaczej możesz natrafić na jakiegoś drapieżnika, a on nie będzie patrzeć czy jesteś kociakiem, czy nie. - mruknął czule. Mimo wszystko była pod jego opieką i każdy jej wypadek musiał brać na siebie. Miał nadzieję, że kotka jednak ma rozum i go posłucha, że rozsądek przeważy nad głupotą i nie popełni tego samego błędu co niegdyś on. To było tyle z ogłoszeń parafialnych.
- Dobrze, myślę, że oficjalnie możemy lozpocząć trening i aby lepiej się poznać może powiesz mi czy na naukach miałaś rangi? Myślę, że właśnie od tego sobie lozpoczniemy. - mówiąc to skierował się do Wyjących Wzgórz. To od nich najbliżej było przez Samotne Jodły do granicy z Klanem Cienia, gdzie rozpoczną najprawdopodobniej najważniejsze stanowiska klanów, następnie swe kroki powiodą do Czterech Dębów i ostatecznie zakończą na granicy z Klanem Rzeki. Dla Imbirka świetny plan.
Księżyce: 60
Mistrz: Szyszkowy Ogon
Płeć: kotka
Matka: Malinowy Nos
Ojciec: Fiołkowy Świt
Trwałe urazy: Pozioma, drobna blizna, lewa górna warga
Czołg-kot; wysoka, grubsza i masywna, gęste czarne futro z białymi znaczeniami: biała plamka między złotymi ślepiami, pod czarnym nosem, brodzie, klatce piersiowej, skarpetki na wszystkich łapach, okolice pupy i spód ogona. Grube białe wibrysy znajdujące się na pół-płaskiej mordce. Posiada również poziomą, drobną bliznę na górnej, lewej wardze.
Podróże na własną łapę nie tylko umożliwiły odbudować straconą przez żałobę duszyczkę - cała sytuacja pozwoliła Ropuszce dorosnąć.
Błyszcząca, niczym ze złota wykuta, pewności siebie nadal piastuje jako jedną z głównych cech osobowości kotki. Opinie innych? No cóż, nigdy ją szczególnie nie interesowały, z tego właśnie powodu nie czuje potrzeby wyprowadzać innych z błędu, kiedy ci postrzegają ją jako głupiego-jak-but-kocio-czołga. Ropuszka co prawda do kocich filozofów i myślicieli nigdy należeć nie będzie, jednak jej wyjątkowy sposób postrzegania świata, idący w parze z sprytem i niezłymi umiejętnościami obserwacji pozwoliło jej spokojnie przejść przez życie. Mimo niezależnej natury jest bardzo towarzyską kicią z dużymi pokładami poczucia humoru (nawet zarzuci jakimś żartem, inna sprawa czy będzie dobry). Jest dziarską kobyłką, która lubi kolekcjonować znajdki, poczynając od piórek i gładkich kamyczków, przez odpadki dwunogów, aż po kości wszelakiego rodzaju zwierzątek.
Zajonc W | Krzemienna Łapa G
Oh, kotce może i brakowało większej ilości szarych komórek ale jak dobrze znała za to drogę do stosu zwierzyny! Nawet potykając się o własne łapy i ledwo co przebudzona, trafiła na miejsce, gdzie niczym jastrząb od razu porwała świeżego piszczka. Był to dość małych rozmiarów kret, który widocznie przez Porę Opadłych Liści nieco zmalał. Z bananem na pyszczku zaczęła go spożywać, mlaskając okazyjnie i ruszając szczęśliwie grubymi wibrysami, bo przecież najedzone dziecko równa się szczęśliwe dziecko. No, ale kiedy brzuch był pełny (na jakiś czas przynajmniej), oblizała swój pyszczek i podążyła za swoimi miszczem. Jak tak mają wyglądać te całe treningi, to Imbirek mógł oczekiwać wczesną pobudkę następnego dnia.
Ropucha na razie była grzeczna i nie pognała przed siebie, jednak kocurek mógł zaobserwować jak głupi grubasek skacze przez śnieg, machając dziarsko ogonem i rechtając. Jednak słysząc głos swojego mistrza podniosła wzrok na niego i, o dziwo, wysłuchała słów Pyłka. Może myślała, że kocurek znowu powie coś o jedzeniu? - Zielonkawe... Pączki... - Powtórzyła po Imbirze rozglądając się po okolicy. Może urodziła się, kiedy kolorowe listki jeszcze były rozsiane po terenach czterech klanów, jednak zaczęła pełzać i odkrywać świat, kiedy ziemia została pokryta warstwą białego puchy. Nieco trudno było jej w to uwierzyć, że świat mógłby wyglądać jakoś inaczej niż taki jak jest teraz, przykryty śniegiem, szary i nieco martwy. Była... Zafascynowana i ciekawa, co było wymalowane na jej pyszczku. - Chce zobaczyć! - Rzuciła podekscytowana propozycją Wojownika. Skoczyła w jego kierunku, gotowa iść w tym momencie, mimo iż z słów kocura, było wiadomo, że będzie musiała jeszcze nieco poczekać, gdy ten poprosił ją o coś. Zatrzymała się przy jego boku i położyła po sobie uszy, słysząc czułość w głosie Imbirka. - Ale... Ale Opucha ich zje pierwsza! W tedy one nie zjedzą Opuchy! - Mruknęła nawinie w to wierząc. Była dumna ze swojej logiki i przejawem inteligencji, co było widoczne na jej pyszczku. Zadarła podbródek zadowolona z siebie, po czym ruszyła za kocurkiem. - A do teraz to czo robiliśmy? I nie miałem nauk bo smarkałam w mech z Abą - uświadomiła kocurka o stanie swojej wiedzy.
Mistrz: Zajęczy Sus
Płeć: kocur
Matka: Lniane Futerko [opiekunka]
Pierwsze co rzuca się w oczy po kilku księżycach od przybycia do Wichrowego Klanu to prawa przednia łapka, która niegdyś była o kilka milimetrów dłuższa, powodując niesamowity ból przy chodzeniu; nareszcie wyrównała się zresztą burych łapek. Kiedyś drobna postura Imbira przerodziła się teraz w bardzo dobrze umięśnioną sylwetkę..to pewnie przez fakt, że będąc w klanie, jedzenie cały czas bywa na stosie, a podczas przebywania z matką musiał zdać się na szczęście losu. Jeśli chodzi zaś o oczka, bo to również mocno rzuca się w oczy...nareszcie osiągnęły swój docelowy kolor, w pełni ukazując dawniej skrywany sekret. Są one imbirowe z przebłyskiem koloru oliwkowego. Jego futerko jest średniej długości, dodatkowo jest ono dłuższe na kołnierzyku. Całe ciało wraz z łapkami i ogonem pokrywają liczne tygrysie pręgi. Co do koloru sierści jest ono bure. Dokładniejsze w kp ~
Dawna strachliwość praktycznie zanikła. Jasne niekiedy boi się jeszcze nowego i nieznanego, ale już nie tak jak kiedyś. Udało mu się nawet pogodzić, z tym że matki faktycznie już nigdy nie zobaczy i z tym że go porzuciła. Nie żałuje tego. Zyskał za to wspaniałą matkę - Lniane Futerko i wielu świetnych przyjaciół. Dawna nieśmiałość również praktycznie zanikła...zdarza mu się być niekiedy nieśmiałym w sytuacjach, z którymi nigdy wcześniej nie miał do czynienia, jak dzielenie się z kimś innym niż niebieskofutra kocica, przykładowo jedzeniem. Chęć poznawania świata, przyjacielskość te cechy dalej pielęgnuje. Uważa, że najważniejsze jest szerzenie dobra i niepozwalanie innym się smucić. Stara się wszystkim pomóc, jak najlepiej tylko potrafi, gdy widzi, że kogoś kąciki pyszczka zwisają w dół. Oczywiście niekiedy nie potrafi na to nic zaradzić, ale ważne są przecież chęci!
Widział radość kruczo-czarnej koteczki. To dobrze, że tak cieszyła się z wyjścia na zewnątrz, poza murami szarego obozu, choć jeszcze nie do końca pojmowała jakie zagrożenie czyha tutaj na każdym kroczku i podąża za nią niczym cień. Uśmiechnął się, spoglądając na nią kątem oka. Już nie mógł się doczekać, aż pokaże jej Porę Nowych Liści. Co ona dopiero wtedy będzie wyprawiać!
- Oczywiście, że ci je pokaże.. Lozejrzyj się tylko po okolicy, już gdzieniegdzie, w sporadycznych miejscach możesz ujrzeć takie niewielkie wystające z ziemi listeczka, a dokładniej ich czubki. To tlawa, która ukaże się, gdy cały ten biały puszek zniknie. - może traktował ją bardzo dziecinnie, tłumacząc wszystko tak jak kociakowi, ale początki bywają trudne i nie za bardzo wiedział, jak o wszystkim jej opowiadać. Chciał ją zafascynować tym, żeby nie zmuszała się na przychodzenie na treningi a, a żeby przychodziła na nie z miłą chęcią. Zresztą nie wyglądało nawet na to, aby Ropuszce to przeszkadzało.
- O nie, nie moja dloga. Bez znania podstaw walki, to nawet taki twój brat Lopucha ci nie pomoże. On jako pierwszy zostanie zjedzony, a przecież tego nie chcesz...plawda? Dlatego dla twojego dobra nie wychodź. - mówiąc to, przyspieszył kroku i stanął przed nią. Oczywiście nieuniknione było to, że koteczka odbije się od jego piersi, ale mówi się trudno. Może zdąży wyhamować. Mogła myśleć, że brat ją obroni, nie widział w tym nic złego, jednakże gdyby przyszło im walczyć z samotnikiem, lisem, czy borsukiem...nawet nie chciałby o tym wspominać!
- Na lazie zdążyłaś zjeść swój posiłek i wyjść z obozu. Teraz pójdziemy na glanice z klanem Cienia, przez takie fajne wysokie pagórki. To miejsce nazywa się Wyjącymi Wzgórzami i tam będziemy tlenować walkę! - może to również zachęci ją, aby podejmować dalsze kroki w zostawaniu wojownikiem? Miał przynajmniej taką nadzieję. Czas im płynął bardzo szybko i nim się obejrzeli, znaleźli się przy wcześniej wspomnianym miejscu, lecz jeszcze zanim to, dodał: - A nauki, to taki wstęp do tleningu. Poruszane są już niektóle zagadnienia, po to, aby szybciej minął trening podczas tych najnudniejszych zagadnień, jak chociażby Kodeks Wojownika.
- Zobacz, to są właśnie Wyjące Wzgórza, o któlych ci przed chwilą opowiadałem. - uśmiechnął się i skazał ich pierwszy przystanek ogonem. - Iiii jak ci się podoba?
Księżyce: 60
Mistrz: Szyszkowy Ogon
Płeć: kotka
Matka: Malinowy Nos
Ojciec: Fiołkowy Świt
Trwałe urazy: Pozioma, drobna blizna, lewa górna warga
Czołg-kot; wysoka, grubsza i masywna, gęste czarne futro z białymi znaczeniami: biała plamka między złotymi ślepiami, pod czarnym nosem, brodzie, klatce piersiowej, skarpetki na wszystkich łapach, okolice pupy i spód ogona. Grube białe wibrysy znajdujące się na pół-płaskiej mordce. Posiada również poziomą, drobną bliznę na górnej, lewej wardze.
Podróże na własną łapę nie tylko umożliwiły odbudować straconą przez żałobę duszyczkę - cała sytuacja pozwoliła Ropuszce dorosnąć.
Błyszcząca, niczym ze złota wykuta, pewności siebie nadal piastuje jako jedną z głównych cech osobowości kotki. Opinie innych? No cóż, nigdy ją szczególnie nie interesowały, z tego właśnie powodu nie czuje potrzeby wyprowadzać innych z błędu, kiedy ci postrzegają ją jako głupiego-jak-but-kocio-czołga. Ropuszka co prawda do kocich filozofów i myślicieli nigdy należeć nie będzie, jednak jej wyjątkowy sposób postrzegania świata, idący w parze z sprytem i niezłymi umiejętnościami obserwacji pozwoliło jej spokojnie przejść przez życie. Mimo niezależnej natury jest bardzo towarzyską kicią z dużymi pokładami poczucia humoru (nawet zarzuci jakimś żartem, inna sprawa czy będzie dobry). Jest dziarską kobyłką, która lubi kolekcjonować znajdki, poczynając od piórek i gładkich kamyczków, przez odpadki dwunogów, aż po kości wszelakiego rodzaju zwierzątek.
Zajonc W | Krzemienna Łapa G
Może przy innym terminatorze takie właśnie podejście skończyłoby się kompletną klapą, bo było za dziecinne ale dla Ropuchy było idealne. Mimo zmiany rangi, nadal była głupiutką kicią, która miała psoty w głowie i chciała zwiedzać świat. Chciała się ruszać, krzyczeć, skakać, przechodzić pod krzakami, tarzać się w śniegu i zjadać roślinki, tylko po to, by je wypluć. Siedzenie na czterech literach i żmudna nauka? Nie, to nie dla niej. Sposób Imbirka był ciekawy bo sprawiał, że zwykłe rzeczy takie jak trawa stawały się ciekawe i warte szukania. - Listeczek! - Zarechotała i zaczęła się rozglądać po otoczeniu w celu znalezienia młodej trawki. Po zlokalizowaniu owej roślinki, po prostu skoczyła na nie. Ot tak, bo deptanie rzeczy jest zabawne. - A kiedy to wszystko zniknie? O to tu? - odwróciła się do swojego miszcza i zaczęła pacał łapką biały śnieg. - Ale... - Mruknęła, kiedy Imbirowy Pył staną przed nią i zaczął kazanie. Chciała się wykłócać, oczywiście, że chciała, jednak słowa burego zbiły ją z tropu. Przez dłuższą chwilę wpatrywała się w kocurka, nie rozumiejąc dokładnie o co mu chodzi. Brat Lopucha? To ona była Opuchą a nie jej brat! Jej uszy przyległy do czaszki i nadęła swoje policzki. - Nie mam brata Opuche, ja jestem Opuchą a w obozie jest nudno - wydukała w końcu i poruszyła swoje wibrysy. Córka przywódczyni należała to odważnych kotów, odważnych i głupich które pewnie bez zastanowienia rzuciłby się na przeciwnika większego od siebie, będąc święcie przekonana, że mogłaby go w pojedynkę pokonać. Więc, miejmy nadzieje, że płazik posłucha swojego mentora i nie zacznie hasać sobie po terenach samotnie. - A czo będziemy robić na tej glanicy? Zjemy klan Cienia? O! Możemy ich zjeść miszczu? - Zapytała się, bo mimo focha jakimś cudem nadal słuchała syna Lnianego Futerka i sama wizja jedzenia, jakoś ją rozchmurzyła. - A kiedy będziemy tlenować walkę? - Rzuciła następnym bardzo istotym pytaniem, kiedy już dotarli do Wyjącego Wzgórza i fuknęła, kiedy zimny powiew powietrza przeczesał jej grube futro. Nie wiedziała żadnych krzaków, jednak ułożenie terenu samo w sobie było ciekawe i w oczach grubaski warte zwiedzenia. Trochę jak w obozie, gdzie Malina spała, tylko leprze, choćby dla tego, że znajdowało się poza obozem. - FAJNIE! - Zarechotała i zaczęła skakać przez śnieg, na ślepo pędząc (tak pędząc z 2 punktami w szybkości) w stronę Samotnych Jodeł.
Mistrz: Zajęczy Sus
Płeć: kocur
Matka: Lniane Futerko [opiekunka]
Pierwsze co rzuca się w oczy po kilku księżycach od przybycia do Wichrowego Klanu to prawa przednia łapka, która niegdyś była o kilka milimetrów dłuższa, powodując niesamowity ból przy chodzeniu; nareszcie wyrównała się zresztą burych łapek. Kiedyś drobna postura Imbira przerodziła się teraz w bardzo dobrze umięśnioną sylwetkę..to pewnie przez fakt, że będąc w klanie, jedzenie cały czas bywa na stosie, a podczas przebywania z matką musiał zdać się na szczęście losu. Jeśli chodzi zaś o oczka, bo to również mocno rzuca się w oczy...nareszcie osiągnęły swój docelowy kolor, w pełni ukazując dawniej skrywany sekret. Są one imbirowe z przebłyskiem koloru oliwkowego. Jego futerko jest średniej długości, dodatkowo jest ono dłuższe na kołnierzyku. Całe ciało wraz z łapkami i ogonem pokrywają liczne tygrysie pręgi. Co do koloru sierści jest ono bure. Dokładniejsze w kp ~
Dawna strachliwość praktycznie zanikła. Jasne niekiedy boi się jeszcze nowego i nieznanego, ale już nie tak jak kiedyś. Udało mu się nawet pogodzić, z tym że matki faktycznie już nigdy nie zobaczy i z tym że go porzuciła. Nie żałuje tego. Zyskał za to wspaniałą matkę - Lniane Futerko i wielu świetnych przyjaciół. Dawna nieśmiałość również praktycznie zanikła...zdarza mu się być niekiedy nieśmiałym w sytuacjach, z którymi nigdy wcześniej nie miał do czynienia, jak dzielenie się z kimś innym niż niebieskofutra kocica, przykładowo jedzeniem. Chęć poznawania świata, przyjacielskość te cechy dalej pielęgnuje. Uważa, że najważniejsze jest szerzenie dobra i niepozwalanie innym się smucić. Stara się wszystkim pomóc, jak najlepiej tylko potrafi, gdy widzi, że kogoś kąciki pyszczka zwisają w dół. Oczywiście niekiedy nie potrafi na to nic zaradzić, ale ważne są przecież chęci!
Jak widać, sposób, jaki do niej mówił, bardzo się jej podobał i zaciekawiał ją jeszcze bardziej tym poniekąd cudownym światem, głównie jego piękną naturą. Dodatkowo pokazywał zwykłe niewielkie elementy natury, na które raczej nikt nie przywiązywał większej uwagi, w coś nowego i zdecydowanie ciekawszego.
- Ten biały puszek, któly powoduje nieprzyjemne uczucie pod łapkami? Myślę, że na dobre odejdzie za kilka doblych wschodów słońca. - uśmiechnął się. Między nimi zaczęła tworzyć się od samiuśkiego początku, dobra więź, która na pewno przetrwa do końca treningu. A zauważając Ropuszkę szczęśliwą, bo nie da się tego ukryć, zaśmiał się bezgłośnie. Może mentorowanie nie będzie takie złe? Albo będzie, tylko że w późniejszym czasie.
I wtedy pierwszy raz przejechał się na swojej wiedzy. Nie wiadomo dlaczego i skąd przyszło mu, że czarna koteczka, którą szkoli ma brata noszącego to samo imię, a mianowicie Ropuchę. Przylgnął uszy do czaszki. I jak jej teraz to wytłumaczy? Zrobiło mu się z tego powodu bardzo głupio. Nie każdy wojownik myli imię swojego terminatora, prawda? Odwrócił od niej wzrok gdzieś na bok, po czym zbierając myśli, odpowiedział spokojnie.
- Strasznie cię przeplaszam. Musiałem pomylić wasze imiona...a co do obozu, to jasne rozumiem cię, jednak ploszę cię tylko o tą jedną rzecz, żebyś nie wychodziła z niego do pewnego czasu. Nie byłabyś w stanie obronić się sama, a jak już tak baldzo ci zależy to możesz zabrać ze sobą jakiegoś wojownika, a nawet i dwóch. Jak już nauczę cię walki, to będziesz mogła chodzi sobie po terenach Wichrowego Klanu, ile będziesz chciała i to sama!. Pamiętaj, daje ci przestlogę, abyś tego nie robiła. Jeśli zauważę, że nie ma cię w obozie, czyli że sie wymknęłaś, to pamiętaj, że nie zaważę się dać ci kalę, taką, jaką dał mi niegdyś Zajęczy Sus, a mianowicie pomaganie przez dłuższy czas matkom. - mówił śmiertelnie poważnie. Nie chciałby znaleźć kiedyś ciałka Ropuszki tylko dlatego, że nie ostrzegł ją przed niebezpieczeństwem i z powodu nieposłuchania jego przestrogi, która była naprawdę ważna czmychnęła z bezpiecznej oazy. Zrobi co chce, jednak nie będzie długo się zastanawiać, jeśli przyjdzie co do czego i ją uziemi w obozie. Nie będzie wtedy patrzeć czy kotka udała się na zwiedzanie, czy ktos ja namówił, czy nawet kogoś pozna. Po prostu weźmie i ją zaprowadzi do reszty Wichrzaków.
- Opowiem ci tlochę o ich kotach, które tam żyją, wiesz? I nie, nie można ich zjeść Lopuszko, bo kotków się nie je. Jeść można tylko mniejszą zwierzynę, na którą można zapolować. - zaśmiał się cicho. Atmosfera jakby się trochę ociepliła, co oczywiście uszczęśliwiło Imbirowy Pył. Będzie musiał wymyślić jakąś ciekawą metodę na przekazanie koteczce wiedzy o innych klanach. Przecież musiał ją jakoś zachęcić no nie? A najlepszym tego sposobem była jakaś ciekawa historyjka albo porównania. - A walkę będziemy tlenować już niedługo. Może nawet już i za dwa wschody słońca! Tylko musisz słuchać mnie baldzo uważnie i zapamiętać z naszego dzisiejszego spotkania jak najwięcej, aby przyspieszyć czas oczekiwania na walkę, jasne? - zapytał, uśmiechając się do niej promiennie, poniekąd dając jej propozycje nie do odrzucenia. Młodsza koteczka pokazała swoim zachowaniem, że nie wysiedzi w obozie ani chwili dłużej, odkąd zyskała rangę terminatora, toteż zaproponował jej przyspieszenie wyczekiwanej dziedziny nauki poruszanej na treningu. Pytanie tylko, czy ona tego chce.
Widocznie bardzo spodobały się Ropuszej Łapie Wyjące Wzgórza, a to był dobry znak. Być może koteczka będzie wracać do tego miejsca z wielką chęcią i zapałem do dalszego trenowania. To się jeszcze zobaczy, lecz nagle w głowie Imbirka powstał alarm. Alarm, gdyż koteczka gdzieś mu uciekła. Od razu serce przyspieszyło bić z niepokoju. Na szczęście, Rechocząca córka Malinowej Gwiazdy, pozostawiła po sobie ślady i wychodząc zza Wyjących Wzgórz, zauważył ją biegnąca w śniegu. Westchnął z wielką ulgą. Jak dobrze, że była cała i zdrowa. Ale wprowadziła go w strach. Może niepotrzebnie sie martwił? No nic, nigdy więcej nie może się zagapić na tak długą chwilę! Dobiegając do koteczki zrozumiał, gdzie się znajdują. Już niewielki kawałek dzielił ich od Samotnych Jodeł, a to oznaczało, że zaraz dotrą do wyczekiwanej Granicy z Klanem Cienia! Warto teraz zadawać jej jakieś pytanka. - Jak myślisz, jak wyglądają teleny Klanu Cienia?
Księżyce: 60
Mistrz: Szyszkowy Ogon
Płeć: kotka
Matka: Malinowy Nos
Ojciec: Fiołkowy Świt
Trwałe urazy: Pozioma, drobna blizna, lewa górna warga
Czołg-kot; wysoka, grubsza i masywna, gęste czarne futro z białymi znaczeniami: biała plamka między złotymi ślepiami, pod czarnym nosem, brodzie, klatce piersiowej, skarpetki na wszystkich łapach, okolice pupy i spód ogona. Grube białe wibrysy znajdujące się na pół-płaskiej mordce. Posiada również poziomą, drobną bliznę na górnej, lewej wardze.
Podróże na własną łapę nie tylko umożliwiły odbudować straconą przez żałobę duszyczkę - cała sytuacja pozwoliła Ropuszce dorosnąć.
Błyszcząca, niczym ze złota wykuta, pewności siebie nadal piastuje jako jedną z głównych cech osobowości kotki. Opinie innych? No cóż, nigdy ją szczególnie nie interesowały, z tego właśnie powodu nie czuje potrzeby wyprowadzać innych z błędu, kiedy ci postrzegają ją jako głupiego-jak-but-kocio-czołga. Ropuszka co prawda do kocich filozofów i myślicieli nigdy należeć nie będzie, jednak jej wyjątkowy sposób postrzegania świata, idący w parze z sprytem i niezłymi umiejętnościami obserwacji pozwoliło jej spokojnie przejść przez życie. Mimo niezależnej natury jest bardzo towarzyską kicią z dużymi pokładami poczucia humoru (nawet zarzuci jakimś żartem, inna sprawa czy będzie dobry). Jest dziarską kobyłką, która lubi kolekcjonować znajdki, poczynając od piórek i gładkich kamyczków, przez odpadki dwunogów, aż po kości wszelakiego rodzaju zwierzątek.
Zajonc W | Krzemienna Łapa G
Pierwsze słowa Imbirka, kotka skomentowała jedynie przedłużonym "o". Nie wiedziała jak się ma z tym czuć, w końcu jej świat zawsze był biały ale równocześnie chciała zobaczyć te wszystkie cuda o których bury jej właśnie opowiadał. Rozterka wisiała jeszcze chwilkę w powietrzu, kiedy to córka Przywódczyni wpatrywała się w śnieg pod jej grubymi łapkami ale i to nie mogło trwać wiecznie. Pfu, co to ona? Jakaś dama, która bała się zmian? Hatpfu! Dawać jej to!
Młody wojownik nieco się przejechał na swoich słowach, co na szczęście nie było najgorszą zbrodnią w lesie (ale blisko), więc jak każda 6 księżycowa kluska, podąsa się i jej przejdzie. Szczególnie, że Ropucha polubiła syna Lnianego Futerka a jeszcze bardziej polubiła ile uwagi jej dawał. Nawet i teraz, kiedy tłumaczył jej po raz kolejny o samotnym wyjściu z obozu, złote ślepka Ropuchy zaiskrzyły się. No oczywiście nie ze względu na karę, bo to kotka najchętniej wyparła by z pamięci ale ze względu na wizję samotnego hasania sobie po terenach Klanu Wichru. - Sama - Powtórzyła pod noskiem rechtając cichutko niesamowicie zadowolona z owej wizji. Nie to, że była gwarancja tego, że kotka nigdy nie wyjdzie z obozu sama, bo bądźmy szczerzy mówimy tu o Ropusze. Zapomnij jej się, zobaczy motylka i poleci za nim. Pożyjemy zobaczymy, najwyżej młody wojownik po raz pierwszy będzie był zmuszony do wyznaczenia kary terminatorowi. - No dobrze - odpowiedziała Imbirowi, choć nie mogło powstrzymać się od innej uwagi. - A jak nie wolno jeść to może podgryziemy? Tak troskę miszczu, jak mała myska - zaproponowała a jej gruba kita zatańczyła w powietrzu na sam pomysł. Na przysięgę wojownika kotka pokazała kiełki i nawet mu przytaknęła tym pustym łbem. Wszystko dla sparingu i odrobiny akcji!
Uciekanie spod skrzydeł świeżo upieczonego wojownika i przyprawiając go o atak serca w młodym wieku zaliczało się właśnie do takiej akcji. Choć, kiedy płazik zrozumiał, że Imbirek nie chce bawić się w berka i ogólnie jej zachwyt nieco ugasł stanęła i poczekała na kocurka. - Aaaa... Cieniście? - Logiczne prawda, da?
//Wybacz mój ty mistrzu za to, że tak późno i że ucięty ten post :*
Mistrz: Zajęczy Sus
Płeć: kocur
Matka: Lniane Futerko [opiekunka]
Pierwsze co rzuca się w oczy po kilku księżycach od przybycia do Wichrowego Klanu to prawa przednia łapka, która niegdyś była o kilka milimetrów dłuższa, powodując niesamowity ból przy chodzeniu; nareszcie wyrównała się zresztą burych łapek. Kiedyś drobna postura Imbira przerodziła się teraz w bardzo dobrze umięśnioną sylwetkę..to pewnie przez fakt, że będąc w klanie, jedzenie cały czas bywa na stosie, a podczas przebywania z matką musiał zdać się na szczęście losu. Jeśli chodzi zaś o oczka, bo to również mocno rzuca się w oczy...nareszcie osiągnęły swój docelowy kolor, w pełni ukazując dawniej skrywany sekret. Są one imbirowe z przebłyskiem koloru oliwkowego. Jego futerko jest średniej długości, dodatkowo jest ono dłuższe na kołnierzyku. Całe ciało wraz z łapkami i ogonem pokrywają liczne tygrysie pręgi. Co do koloru sierści jest ono bure. Dokładniejsze w kp ~
Dawna strachliwość praktycznie zanikła. Jasne niekiedy boi się jeszcze nowego i nieznanego, ale już nie tak jak kiedyś. Udało mu się nawet pogodzić, z tym że matki faktycznie już nigdy nie zobaczy i z tym że go porzuciła. Nie żałuje tego. Zyskał za to wspaniałą matkę - Lniane Futerko i wielu świetnych przyjaciół. Dawna nieśmiałość również praktycznie zanikła...zdarza mu się być niekiedy nieśmiałym w sytuacjach, z którymi nigdy wcześniej nie miał do czynienia, jak dzielenie się z kimś innym niż niebieskofutra kocica, przykładowo jedzeniem. Chęć poznawania świata, przyjacielskość te cechy dalej pielęgnuje. Uważa, że najważniejsze jest szerzenie dobra i niepozwalanie innym się smucić. Stara się wszystkim pomóc, jak najlepiej tylko potrafi, gdy widzi, że kogoś kąciki pyszczka zwisają w dół. Oczywiście niekiedy nie potrafi na to nic zaradzić, ale ważne są przecież chęci!
Niewiele więcej był w stanie dopowiedzieć do wcześniej poruszonych dwóch tematów, gdyż Ropuszka wydała z siebie jedynie długie "o", zwieńczające koniec owych wypowiedzi na ich temat. Zrozumiał przez to, że koteczka pojęła to, co chciał jej przekazać i tyle. Czekały ciekawsze tematy do rozwinięcia.
Szczęście jak widać towarzyszyło mu wielkie, bowiem wpadka, jaką zaliczył, została mu w trymiga [ no może nie do końca] wybaczona. Córka Malinowej Gwiazdy, trochę się podąsała i ponownie spojrzała na niego tym wyczekującym odpowiedzi wzrokiem, w którym aż tryskały iskry ciekawości. Oczywiście to zachęcało jak najbardziej Imbirka do dalszego mówienia i przeprowadzania treningu.
- Ani nie można podglyzać. Chyba że rzucą się na ciebie kot z innego klanu bez żadnej przyczyny. Wtedy musisz się bronić i podszczypywanie pewnie będzie nieuniknione. TYLKO (!) nie atakujemy, gdy nie jest to wskazane. Lozumiesz? - odpowiedział, starając się brzmieć śmiertelnie poważnie, choć zapewne mu nie wyszło na tyle ile by chciał. Nigdy nie potrafił zachować się niewiadomo jak bardzo poważnie, więc pewnie było tak i w tym wypadku. W każdym razie wolał zaznaczyć, że podgryzanie czy podszczypywanie to ostateczność i tylko w wypadku obrony przed atakami innego kota.
Bezdźwięczny śmiech wydobył się z burego pyska, gdy usłyszał jej odpowiedź. - W zależności jak na to spojrzysz, to tak. Jak dojdziemy, a pewnie uczynimy to w przeciągu kilku uderzeń serca, zobaczysz, że ich tereny to w większości leśne teleny! Więc można stwierdzić, że faktycznie są cieniste! Koty te posiadają specyficzny zapach wilgoci, pewnie przez liczne bagna, któle muszą posiadać, ale co do tego pewności nie mam, ponieważ nie wolno nam wchodzić na tereny czyjegoś klanu. Wiem tylko tyle, ile widzę... W każdym lazie bardzo ważne jest, abyś znała imie przywódcy, w tym przypadku jest nim Wężowa Gwiazda, zastepcy, czyli Wiewiólczy Ogon i imię medyczki, czyli Ciernisty Kwiat. Spokojnie, jeśli nie zapamiętasz wszystkiego dzisiaj, będziemy jeszcze to powtarzać. - dodał, a końcówka jego ogona poruszyła się delikatnie. Cóż, niedługi czas po tym doszli właśnie do tej upragnionej przez nich granicy, tuż po zawale serca, jakiego doznał Imbirek, gdy czarna masywna kotka, postanowiła zrobić mu psikusa i uciec do przodu. Spojrzał na nią z szerokim uśmiechem i pozwolił jej zawęszyć, żeby przyswoiła sobie ich zapach znacznie lepiej niż tylko w postaci słów, a także dokładnie przyjrzeć się ich terenom. Fakt stąd nie za wiele było widać, przez ten ogromny las, który przy lepszym przypatrzeniu się nie miał końca! Przynajmniej nie było widać w tym miejscu przebicia na drugą stronę. Można było także zobaczyć jedną wielką odsłonięta polanę. To było chyba jedyne miejsce, gdzie nie było drzew i mieściło się właśnie od strony, z której przyszli. Poruszając ogonem na boki, powoli ruszył wzdłuż niewidzialnej bariery.
- Jak widzisz, masz telaz okazje dobrze przyjrzeć się naszej granicy z Klanem Cienia i zapamiętać ich zapach! Na pewno przyda ci się kiedyś, jeżeli spotkasz tutaj kogoś i będziesz musiała odplowadzić go do jego granicy. Teraz natomiast skielujemy się do Czterech Dębów, a następnie do glanicy z Klanem Rzeki. W takim razie, jak według ciebie mogą wyglądać Cztely Dęby? Oczywiście, jeśli będziesz chciała, będziemy mogli podejść bliżej, a no i ci więcej o tym miejscu opowiem. - teraz tylko wyczekiwał na jej odpowiedź, aby mógł dopełnić szczegółowiej, prosty zarys obrazu, który wykreuje się w móżdżku Ropuszki, dalej jednak nie przestawał maszerować.
Księżyce: 60
Mistrz: Szyszkowy Ogon
Płeć: kotka
Matka: Malinowy Nos
Ojciec: Fiołkowy Świt
Trwałe urazy: Pozioma, drobna blizna, lewa górna warga
Czołg-kot; wysoka, grubsza i masywna, gęste czarne futro z białymi znaczeniami: biała plamka między złotymi ślepiami, pod czarnym nosem, brodzie, klatce piersiowej, skarpetki na wszystkich łapach, okolice pupy i spód ogona. Grube białe wibrysy znajdujące się na pół-płaskiej mordce. Posiada również poziomą, drobną bliznę na górnej, lewej wardze.
Podróże na własną łapę nie tylko umożliwiły odbudować straconą przez żałobę duszyczkę - cała sytuacja pozwoliła Ropuszce dorosnąć.
Błyszcząca, niczym ze złota wykuta, pewności siebie nadal piastuje jako jedną z głównych cech osobowości kotki. Opinie innych? No cóż, nigdy ją szczególnie nie interesowały, z tego właśnie powodu nie czuje potrzeby wyprowadzać innych z błędu, kiedy ci postrzegają ją jako głupiego-jak-but-kocio-czołga. Ropuszka co prawda do kocich filozofów i myślicieli nigdy należeć nie będzie, jednak jej wyjątkowy sposób postrzegania świata, idący w parze z sprytem i niezłymi umiejętnościami obserwacji pozwoliło jej spokojnie przejść przez życie. Mimo niezależnej natury jest bardzo towarzyską kicią z dużymi pokładami poczucia humoru (nawet zarzuci jakimś żartem, inna sprawa czy będzie dobry). Jest dziarską kobyłką, która lubi kolekcjonować znajdki, poczynając od piórek i gładkich kamyczków, przez odpadki dwunogów, aż po kości wszelakiego rodzaju zwierzątek.
Zajonc W | Krzemienna Łapa G
Rewind time!
Oczywiście, że złote ślepka przerośniętej kluseczki tliły się z ciekawości. W końcu w tej czasoprzestrzeni jej trening ledwo co się zaczął a ona miała jedynie 6 księżyców i najwyżej kilka dni. Nawet jeżeli Ropuszka jeszcze przed uderzeniem serca, dąsała się na swojego mistrza, bo jak on mógł się tak strasznie pomylić, to teraz, jak kociaki w sumie mają w zwyczaju, przestało ją to obchodzić. Gorzej by było, gdyby taka gafa zdarzyłaby się gdy wejdzie w okres dojrzewania. Oj miszczuniu, w tedy miej się na baczności! - Bede się bronić! - Orzekła głośno, w pełni przekonana, że będąc ledwo co wyrośniętym płodem, mogła z łapą w nosie pokonać w pojedynkę takiego Ryśka. Poważny głos Imbirka był tym razem… No, tym razem nie utarł się w pamięci Ropuchy, choćby dla tego, że myśl o walce z kimkolwiek podniecało kotkę troszkę za bardzo. Za kociaka nie mogła się za bardzo wyszaleć, zamknięta na trzy spusty w lecznicy, gdzie zabawa to stanowczy no-go. Więc teraz świerzbiło ją w łapkach by w końcu dać komuś w pysk. Dlatego też nie dała jakikolwiek znaków, że zrozumiała słowa burego.
Ropucha zwolniła korku, starając się słuchać sława swojego miszczunia. "Starając", bo w pewnym momencie było jej nieco za dużo i, by nie przegrzać swojego malućkiego móżdżku, pochyliła się by zjeść nieco śniegu. - Wenszofa Gwiazda? - Kotka wyłapała to imię, choćby ze względu na jego trudną wymowę. Wydawało się inne od reszty, takie jakieś bardziej groźne i jadowite. Fuknęła pod noskiem i spojrzała na kocurka. - A przywódca tych cienistych to też taka mama? - Logiczne, Wunsz był kotką i miał małe kicie, tak jak Malina. - I czemu mają tam tak dużo drzew? Mają bobki zamiast mózgu? Przecież każdy wie, że krzewy są o wiele fajniejsze niż drzewa, bo w nich można sobie wydrapać futerko - odzwierciedliła uśmiech burego, drepytając przy jego boku, odrywając wzrok od bezkresowego lasu. Z małym opóźnieniem, kotka skrzywiła mordkę wyczuwając nową woń, która wraz z powiewiem wiatru uderzyła jej mordkę. Imbir miał rację, Cieniście śmierdzieli wilgocią. Tak jak czasami lecznica, kiedy ktoś zapomniał zmienić mchu w legowisku tego umierającego kota. Fuknęła pod nosem i spojrzała pytająco na swojego mentora. - To oni? Som dziwni, nie pachną jak my, nie pachną normalnie. Czy to na pewno kicie? - Mruknęła zdziwiona nowym zapachem, który poczuła pierwszy raz w życiu. Coś co nie pachniało jak dom, coś obcego. - A będe mogła tego kogoś, tak troskę… Eeee… Agresywnie… Eee… Złapać zębami tego kogoś zanim… Eeee… Co ja muszem z tym kimś zrobić miszczu? - Zapytała zapominając o odprowadzeniu na granicę. A pytanie o Czterech Dębach? Powiedzmy sobie, że odpowie na to pytanie w następnym poście, bo nie chce nikogo tu zanudzić na śmierć.
Mistrz: Zajęczy Sus
Płeć: kocur
Matka: Lniane Futerko [opiekunka]
Pierwsze co rzuca się w oczy po kilku księżycach od przybycia do Wichrowego Klanu to prawa przednia łapka, która niegdyś była o kilka milimetrów dłuższa, powodując niesamowity ból przy chodzeniu; nareszcie wyrównała się zresztą burych łapek. Kiedyś drobna postura Imbira przerodziła się teraz w bardzo dobrze umięśnioną sylwetkę..to pewnie przez fakt, że będąc w klanie, jedzenie cały czas bywa na stosie, a podczas przebywania z matką musiał zdać się na szczęście losu. Jeśli chodzi zaś o oczka, bo to również mocno rzuca się w oczy...nareszcie osiągnęły swój docelowy kolor, w pełni ukazując dawniej skrywany sekret. Są one imbirowe z przebłyskiem koloru oliwkowego. Jego futerko jest średniej długości, dodatkowo jest ono dłuższe na kołnierzyku. Całe ciało wraz z łapkami i ogonem pokrywają liczne tygrysie pręgi. Co do koloru sierści jest ono bure. Dokładniejsze w kp ~
Dawna strachliwość praktycznie zanikła. Jasne niekiedy boi się jeszcze nowego i nieznanego, ale już nie tak jak kiedyś. Udało mu się nawet pogodzić, z tym że matki faktycznie już nigdy nie zobaczy i z tym że go porzuciła. Nie żałuje tego. Zyskał za to wspaniałą matkę - Lniane Futerko i wielu świetnych przyjaciół. Dawna nieśmiałość również praktycznie zanikła...zdarza mu się być niekiedy nieśmiałym w sytuacjach, z którymi nigdy wcześniej nie miał do czynienia, jak dzielenie się z kimś innym niż niebieskofutra kocica, przykładowo jedzeniem. Chęć poznawania świata, przyjacielskość te cechy dalej pielęgnuje. Uważa, że najważniejsze jest szerzenie dobra i niepozwalanie innym się smucić. Stara się wszystkim pomóc, jak najlepiej tylko potrafi, gdy widzi, że kogoś kąciki pyszczka zwisają w dół. Oczywiście niekiedy nie potrafi na to nic zaradzić, ale ważne są przecież chęci!
- Najpielw moja droga musisz nauczyć się blonić, bo inaczej bez znajomości uników, nic nie wskórasz - odparł natychmiastowo. Widział w oczach Ropuszki tę podnietę, myślą, że mogłaby z kimś zawalczyć, jednak cóż, bez podstaw najprawdopodobniej zginęłaby w walce ze starszym od siebie kotem, czy jakimś drapieżnikiem. W jej siłę nie wątpił, lecz w umiejętność celnego uniknięcia ataku i samego zaatakowania już tak. Przepraszam Ropuszko, ale taka prawda.
- Tak Wężowa Gwiazda, Wiewiólczy Ogon i Ciernisty Kwiat. - wyrecytował, przymykając chwilowo imbirowe ślepka i uśmiechając się szeroko, choć następnej odpowiedź w najmniejszym stopniu nie spodziewał się usłyszeć, przez co wręcz od razu w jego oczach pojawiły się znajome już pytajniki. Wężowa Gwiazda...mamą? Wężowa Gwiazda? Z tego, co wiedział, Wężownik był kocurem, a nie kotką, choć gdyby spojrzeć na to z drugiej strony...może na było powiedzieć, że był taką matką...nie, raczej ojcem, dla klanu. W końcu każdy przywódca dbał o swoich klanowiczków, najlepiej jak potrafił...byli takimi jego dziećmi. Przynajmniej zawsze tak uważał Imbir. Trzeba przyznać, że chwilę zajęło mentorowi Ropuszki głowienie się nad sensem jej wypowiedzi, zanim zdecydował się odpowiedzieć.
- To zależy, jak na to patrzysz Lopuszko. Bardziej powiedziałbym, że jak już to tata, bo Wężowa Gwiazda to kocur. Chodzi mi tutaj baldziej o to, że jeśli patrzysz pod kątem opiekowania się klanem, to faktycznie masz rację. Można powiedzieć, że Cienisty przywódca jest ich takim ojcem, a oni są jego dziećmi, tak jak my jesteśmy dziećmi Malinowej Gwiazdy, choć w większości Wichrzaków nie łączy z nią żadne więzy klwi. Ciebie z nią łączą, jesteś jej cóleczką, ale wątpię, żeby Wężowa Gwiazda miał własne dzieci, te prawdziwe, plawdziwe. - cała ta wypowiedź była tak długa i tak pogmatwana, że nawet sam Imbir nie zdziwiłby się, gdyby czarna koteczka, zagubiła się w połowie jego monologu i już całkowicie nie wiedziała, o co mu chodzi. Zresztą i jej mentor już się pogubił w całym tym rozumieniu. Oczywiście starał się jak najlepiej na to pytanie odpowiedzieć, ale...coś mu nie wyszło, tak więc położył po sobie na kilka uderzeń serca, uszy.
- Wiesz Ropuszko, wydaje mi się, że oni po plostu “dostali” ...raczej zajęli takie teleny i niezbyt mieli wpływ na to, ile było na nich drzew a ile krzewów. Wiesz, to nie tak, że mają całe teleny zalesione, takie pełne drzewek. Myślę, że mają jakąś łączkę, gdzie jest pełno krzewów, ale to prawda, znacząco lóżnią się ich tereny od naszych. To kwestia przyzwyczajenia. - odpowiedział, uśmiechając się delikatnie i spoglądając wprost na Ropuszą Łapę. Niegdyś nie lubił wpatrywać się wprost w swojego rozmówcę, czując, jak ten wręcz przebija go na wylot, gdy on zwyczajnie mu się przyglądał, nie robiąc nic złego. Na szczęście to dziwne uczucie towarzyszące mu przy każdej rozmowie za czasów kociaka i początku terminatora; minęło. - Tak na pewno Ropusza Łapo, na pewno. Choć nie miałem okazji spotkać jakiegoś cienistego kota, to z pewnością są kotami. Wiesz, my dla nich też możemy dziwnie pachnieć. - dodał jeszcze. Wichrzaki nigdy nie mogli być pewni, jak postrzegają ich inni w kontekście zapachu. W końcu sami siebie nie czuli aż tak jak inne klany. Na przykład Klan Rzeki też nie czuł, że bije od nich rybami przynajmniej tak myślał, a reszta już tak, przez co często byli nazywani, rybojadami.
- Nie, nie możesz, chyba że ten ktoś cię pielwszy zaatakuje bezpodstawnie, wtedy jak najbardziej, a zazwyczaj, jeśli ten ktoś nie będzie się stawiał, grzecznie musisz odprowadzić go do jego granicy. - dodał, przez moment zapominając, że Ropuszka nie odpowiedziała na jego pytanie dotyczące Czterech Dębów. Może musiała się jeszcze nad tym zastanowić? Dlatego dał jej czas. Niech się namyśli i odpowie, inaczej sam poprosi ją jeszcze raz. Być może wyleciało jej z głowy pytanie mistrza, cóż, zobaczymy. Powolnym krokiem skierował się w stronę Czterech Dębów, czyli kolejnego punkty ich dzisiejszej wycieczki. - Tak więc..jak myślisz, jak wyglądają Cztely Dęby?
Księżyce: 60
Mistrz: Szyszkowy Ogon
Płeć: kotka
Matka: Malinowy Nos
Ojciec: Fiołkowy Świt
Trwałe urazy: Pozioma, drobna blizna, lewa górna warga
Czołg-kot; wysoka, grubsza i masywna, gęste czarne futro z białymi znaczeniami: biała plamka między złotymi ślepiami, pod czarnym nosem, brodzie, klatce piersiowej, skarpetki na wszystkich łapach, okolice pupy i spód ogona. Grube białe wibrysy znajdujące się na pół-płaskiej mordce. Posiada również poziomą, drobną bliznę na górnej, lewej wardze.
Podróże na własną łapę nie tylko umożliwiły odbudować straconą przez żałobę duszyczkę - cała sytuacja pozwoliła Ropuszce dorosnąć.
Błyszcząca, niczym ze złota wykuta, pewności siebie nadal piastuje jako jedną z głównych cech osobowości kotki. Opinie innych? No cóż, nigdy ją szczególnie nie interesowały, z tego właśnie powodu nie czuje potrzeby wyprowadzać innych z błędu, kiedy ci postrzegają ją jako głupiego-jak-but-kocio-czołga. Ropuszka co prawda do kocich filozofów i myślicieli nigdy należeć nie będzie, jednak jej wyjątkowy sposób postrzegania świata, idący w parze z sprytem i niezłymi umiejętnościami obserwacji pozwoliło jej spokojnie przejść przez życie. Mimo niezależnej natury jest bardzo towarzyską kicią z dużymi pokładami poczucia humoru (nawet zarzuci jakimś żartem, inna sprawa czy będzie dobry). Jest dziarską kobyłką, która lubi kolekcjonować znajdki, poczynając od piórek i gładkich kamyczków, przez odpadki dwunogów, aż po kości wszelakiego rodzaju zwierzątek.
Zajonc W | Krzemienna Łapa G
- To się nauczem! - Odbiła piłeczkę, nie tracąc ducha walki, który mimo słów burego kocurka wciąż tlił się w niej jak rozżarzony węgielek. Ropucha była zmotywowana, co samo w sobie nie było złą rzeczą - wręcz przeciwnie, pomagało to w kontynuacji treningu. Jednak myśli Imbirka były, no cóż, bardzo realistyczne. Kluska pewnie przeżyłaby tylko trzy tury z takim uroczym jenotem, a co dopiero z doświadczonym wojownikiem lub silniejszym drapieżnikiem. - Szybko! Bardzo szybko jak taka... Uhh... - Zmarszczyła nieco swój nosek, nie wiedząc dokładnie co miała powiedzieć. Co było szybkiego w jej życiu? Słonko było powolne, śnieg spadał z nieba też wolno, ona też nie należała do tych najszybszych kici... O! Ale Ślimaczek była, o ironio, szybka! - Taka szybka jak Maczek! Tak, tak! Moja siostra jest bardzo szybka i ja też taka bede - rzekła, pokazując białe kiełki i pozwalając swojej kitce zatańczyć na wietrze. - Wenszofa... Wen... Wenszo... Wunszowa... - Próbowała powtórzyć po burym wojowniku, kiedy ten główkował się nad jej słowami dotyczących płci i "zadań" Przywódcy. A kiedy tak zaczął mówić to, oj... No cóż, Imbirowy Pył przewidział reakcje kotki. Gdzieś tam w połowie monologu, pyszczek terminatorki rozchylił się nieco, zaś złote ślepka wpatrywały się pusto w kocurka. Ropucha ściągnęła swoje brewki, kiedy potok słów się skończył, spoglądając jeszcze na swoje łapki. - Ale, no... To ten cały Wunsz jest tatę tej Wiewiórki i Kwiatka czy nie jest? - Mruknęła naburmuszona, bo nie zrozumiała słów Imbirka, co było same w sobie frustrujące. - I jak to teraz z mamą, miszczu? Ona jest też twoją mamą? Czy tylko naszą mamą? - Dodała jeszcze, poruszając swoimi grubymi wąsiskami w akcie dezorientacja.
Jednak uśmiech wojownika poprawił sytuacji i ogólny nastrój, bo mimo iż nadal lekko podenerwowana, Ropucha nie umiała powstrzymać się i również się uśmiechnęła. - Myślisz miszczu? A nigdy tam nie byłeś? - Zapytała Imbirka, zaskoczona tymi słowami. Nie wiedziała, ze granice istnieją nie tylko dla czyjegoś widzi mi się ale miały też bardzo ważną funkcje. - A nie możemy ich teraz zobaczyć? Tych łączek i krzaków? Bo teraz jestem ciekawa - spojrzała w głąb terenów Klanu Cienia a jej małe uszka stanęły dębem. Głupiutka kluska chciała zobaczyć czy może ich krzaki są leprze od tych na Wichrowych ziemiach, żeby w ostateczności je ukraść. - My? Dziwnie pachnieć? - Aż się na moment zatrzymała, żeby kichnąć na tą nierozważną myśl. - Nieeeeee, miszczu. To oni dziwnie pachną, nie my - zamruczała uśmiechając się i zaczęła podskakiwać, by znowu zrównać się z dzieckiem Lnianego Futerka. - No dobrze... - Zgodziła się zrezygnowana, kiedy zaczęła się gadka o pokojowym odprowadzaniu obcych przybyszy na granicę. Wydawało się to takie nudne, takie pozbawione dreszczyku emocji, takie jakieś bezpieczne... No ale, Imbirek był uparty i cały czas stawiał na swoim. Hurr durr, wygrał, przynajmniej na tą chwilę. - Ale jak mnie zaatakuje, to mogę im pourywać wąsy, prawda? - Spojrzała na wojownika, oczekując aprobatę.
Cztery Dęby. Czym one były? Nie dało się zaprzeczyć, że kotka prawdopodobnie zapomniała lub, lepiej, nie zarejestrowała pytania za pierwszym razem, jednak tym razem widać było, że kotka myślała intensywnie nad owym miejscem. - Ummm... Dempy to takie drzewa, chyba - zaczęła poruszając swoje grube wąski. - Takie drzewa jak w naszym obozie, to takie duże z wielką koroną! To takich tylko cztery! Tyle ile mamy łepek! Tyle to cztery... Prawda miszczu? - Bo lepiej się jednak zapytać.
Mistrz: Zajęczy Sus
Płeć: kocur
Matka: Lniane Futerko [opiekunka]
Pierwsze co rzuca się w oczy po kilku księżycach od przybycia do Wichrowego Klanu to prawa przednia łapka, która niegdyś była o kilka milimetrów dłuższa, powodując niesamowity ból przy chodzeniu; nareszcie wyrównała się zresztą burych łapek. Kiedyś drobna postura Imbira przerodziła się teraz w bardzo dobrze umięśnioną sylwetkę..to pewnie przez fakt, że będąc w klanie, jedzenie cały czas bywa na stosie, a podczas przebywania z matką musiał zdać się na szczęście losu. Jeśli chodzi zaś o oczka, bo to również mocno rzuca się w oczy...nareszcie osiągnęły swój docelowy kolor, w pełni ukazując dawniej skrywany sekret. Są one imbirowe z przebłyskiem koloru oliwkowego. Jego futerko jest średniej długości, dodatkowo jest ono dłuższe na kołnierzyku. Całe ciało wraz z łapkami i ogonem pokrywają liczne tygrysie pręgi. Co do koloru sierści jest ono bure. Dokładniejsze w kp ~
Dawna strachliwość praktycznie zanikła. Jasne niekiedy boi się jeszcze nowego i nieznanego, ale już nie tak jak kiedyś. Udało mu się nawet pogodzić, z tym że matki faktycznie już nigdy nie zobaczy i z tym że go porzuciła. Nie żałuje tego. Zyskał za to wspaniałą matkę - Lniane Futerko i wielu świetnych przyjaciół. Dawna nieśmiałość również praktycznie zanikła...zdarza mu się być niekiedy nieśmiałym w sytuacjach, z którymi nigdy wcześniej nie miał do czynienia, jak dzielenie się z kimś innym niż niebieskofutra kocica, przykładowo jedzeniem. Chęć poznawania świata, przyjacielskość te cechy dalej pielęgnuje. Uważa, że najważniejsze jest szerzenie dobra i niepozwalanie innym się smucić. Stara się wszystkim pomóc, jak najlepiej tylko potrafi, gdy widzi, że kogoś kąciki pyszczka zwisają w dół. Oczywiście niekiedy nie potrafi na to nic zaradzić, ale ważne są przecież chęci!
- Jasne, nauczysz się tego kolejnego wschodu słońca, gdy zabiolę cię na kolejny trening. - mruknął, zaś kolejne słowa, skwitował jedynie ruchem głowy, delikatnie się przy tym uśmiechając. Miał wrażenie, że gdzieś w połowie rozmyślań, Ropuszka zapomniała o głównym wątku, dlatego też postanowił, że wykona gest zamiast użyć słów, gdyż mogłyby powstać niezrozumienia, którego Imbirowy Pył wolał unikać. Po prostu przetworzył sobie w głowie słowa czarno-białej tak, aby powstała jedna spójność.
- Wę-ę-żowa Gwiazda, Lopuszko, Wę-ę. - odparł, gdy dosłyszał, że koteczka ma problem z wymówieniem imienia burego przywódcy Klanu Cienia i tak jak myślał, przez jego monolog, który w pewnym momencie stracił sens, Ropuszce nic a nic się nie rozjaśniło, a jedynie jeszcze bardziej skomplikowało sprawę. A wystarczyło wszystko ograniczyć tylko do: “Nie, Wężowa Gwiazda, nie jest matką”, proste? Proste. Szkoda, że buras nie wpadł na to na samym początku, tylko miotał się i miotał w chęci dokładnego odpowiedzenia na zadane pytanie.
- Mhm...Nie rozumiem. Jakiej Wiewiólki i Kwiatka? I nie, Ropuszko, Malinowa Gwiazda jest tylko twoją mamą. - odpowiedział najprościej jak mógł, chociaż samo na język cisnęło mu się, aby tę swoją wypowiedź jeszcze bardziej rozbudować i wytłumaczyć, dlaczego tak, a nie inaczej odpowiedział, lecz w ostateczności na szczęście powstrzymał się. Jak córka Malinowej Gwiazdy, będzie chciała się dopytać, to za chwile powinien usłyszeć dalsze oto pytania. Tymczasem przechwycił kontem oka, naburmuszona minę podopiecznej, która na szczęście po kilku uderzeniach serca zniknęła, ponownie zastępując grymas, uśmiechem.
- Dokładnie, lecz odpowiadając od lazu na twoje pytanie, to nie. Nie mamy do tego prawa. Widzisz, glanica nie jest tak bezużyteczna. Stanowi ona informację dla kota, który się do niej zbliża, żeby w ostatecznym momencie nie przekloczył niewidzialnej linii i nie wtargnął na nie swój telen. Ani my, ani żaden inny klan, nie ma przyzwolenia, żeby wchodzić sobie ot tak, na czyjąś ziemię. Dlatego, wracając do twojego pytania. Niestety, ale nie możemy. - odpowiedział poruszając głową na boki w celu dodatkowego podkreślenia słowa “nie”. I żeby tylko Ropuszka przez swoją ciekawość, nie zawędrowała tam, gdzie nie powinna. Nie chciał jej karać w żaden sposób, lecz jeśli nie posłucha tego, cóż, będzie musiał to zrobić.
- Możesz, pozwalam ci. - wymruczał, uśmiechając się przy tym ciepło. Po niedługim czasie Ropuszka odpowiedziała na jeszcze jedną ważną kwestię, a mianowicie na pytanie o Czterech Dębach, na które Imbirowy Pył odpowiedział tuż, po przekroczeniu Kamienistej Przełęczy.
- Nie do końca, Lopuszko. Cztery Dęby...to tak naprawdę jeden dąb, któlego korzenie, czyli to, co wystaje spod ziemi; dzielą się na cztery. Tam też odbywają się Zglomadzenia wszystkich Klanów, to znaczy...jest to ziemia niczyja, do nikogo nie należąca, co oznacza, że nikt nie powinien cię tam zaatakować. Kiedyś, kiedy były Zglomadzenia, koty w pokoju spotykały się, aby dzielić się nowinkami z ich klanu. Teraz niestety takie pokojowe spotkania, nie są tworzone, nie wiedzieć czemu. - mruknął. Pamiętał, jak był jeszcze terminatorem pilnie zdobywającym wiedzę przy boku Zajęczego Susa. Wtedy tak bardzo pragnął uczestniczyć w tak niesłychanie ważnym wydarzeniu, lecz niestety. Nigdy tak naprawdę nie było mu to dane. Jednakże w tym momencie dotarli do wskazanego miejsca. - Chcesz podejść, bliżej, Lopusza Łapo? - zapytał, spoglądając imbirowymi oczami na córeczkę Gwiazdy.