Przygryzłem policzek od środka, by zaraz przypadkiem naprawdę nie powiedzieć czegoś, co by źle się dla mnie skończyło. – Cóż – miauknąłem, kryjąc poirytowanie. – Bycie wojownikiem to niesamowicie wielka odpowiedzialność, a zarazem zaszczyt. Dostaje się pod opiekę terminatorów, których prowadzi się dalej przez życie, sprawdza granicę, dba o bezpieczeństwo innych...coś niesamowitego! – zobacz, zmieniłem ścieżkę. Cudem, nie rzucałem sarkazmem w najczystszej postaci, siląc się na pozory tego, że jeszcze jakoś się niby staram. Oh, mogę się wysilać i truć jakie życie jest wspaniałe, klan niezwykły, a bycie wojem to moje marzenie. Jednak będzie to już naprawdę żałosne i głupie.
Tak lepiej? – Jest się lojalnym klanowi, będąc też gotowym do oddania życia, jeśli zajdzie taka konieczność – wow, oddawanie życia za bandę lisich bobków, porywające!
Mistrz: Malinowy Nos
Płeć: kocur
Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*)
Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*)
Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Śmieszne. Słońce z każdą kolejną chwilą bawił go coraz mocniej. Jeśli sądził, że taka próba zachowywania się w sposób godny po tym, jak kapał jadem, rzucał ironią i zachowywał się jak mysi móżdżek przekona do niego Sokoła, to głęboko się mylił. Tym bardziej, że jego słowa chociażby nie chciał i tak w jego pysku ociekały wręcz kpiną. Skoro tak, wojownik nie wróżył mu świetlanej przyszłości, zamierzał również pokazać mu, co można z takimi jak on zrobić na jego własne życzenie. Spokojnie zbliżył się do granicy z Ziemiami Niczyimi i usiadł przy niej prezentując całym sobą, jak bardzo jest znudzony zachowaniem terminatora, jego wyskokami, buntem i tym wszystkim. W gruncie rzeczy Sokół mógłby nawet popisowo ziewnąć.
- Proszę - powiedział kiwając łbem w stronę ziem nie należących już do Klanu Wichru. - Droga wolna, tam nie będzie już wymagań i ucisku ze strony wojowników, nie będzie głupich rzeczy do robienia i żadnych mysich móżdżków wymagających do ciebie słuchania Kodeksu Wojownika, który i tak masz pod ogonem - dodał bez cienia emocji wymalowanych w głosie czy na pysku. Był nadal jak skała, jak głaz, którego nie dało się w żaden sposób poruszyć. Słońce oczywiście mógł próbować, szkoda tylko, że Sokół miał za sobą księżyce doświadczeń, chociażby na własnym bracie, który również rozumem nie grzeszył. Skoro zatem młody chciał próbować, mógł robić to dalej, ale trudno byłoby mu naprawdę Sokoła zrazić. I zdenerwować taką postawą. A gdyby to zrobił, zapewne musiałby skończyć w lecznicy lub na Ziemiach Niczyich. Obecnie jednak otrzymywał wybór, ciekawe jedynie, czy wiedział, z czym się to wiązało.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
Hm, czyżby mu się nie spodobało? Grałem dokładnie tak, jak on chciał! Przecież to wszystko jest tak wspaniale, wyczekiwane przez wszystkich, czemu miałbym kłamać? Nie rozumiem, ja się tak STARAM a on ma to w nosie, gbur.
Poruszyłem wąsami zaintrygowany do czego ten mysi móżdżek zmierzał. Widziałem, że usilnie starał się jakoś wjechać mi na ambicje tym, że kompletnie zlewa moje próby porozumienia się. Aha, jak tam chce. Strzepnąłem uchem zerkając na Ziemie Niczyje, by potem znowu wrócić wzrokiem do pyska zastępcy (swoją drogą, czy on widział kiedyś siebie? Jest szpetny jak noc). Cóż, musiało być tam fajnie, jeśli nie było takich lisich bobków jak niektórzy. Jednak życie w pojedynkę mnie nie fascynowało, zdecydowanie bardziej wolałem siedzieć tu, w milutkim obozie żyjąc kosztem tej strawy wron.
Przekrzywiłem z lekka głowę na bok, wlepiając teraz już obojętne spojrzenie w mego mistrza. Wysłuchałem co tam miał do wysyczenia, po czym westchnęłem cicho. Męczące, naprawdę. – Fajnie, ale ja tam nie chce – stwierdziłem od razu, uważnie obserwując jego reakcje. Popatrz, mógłbym mieć spokój, a mimo to odrzucam tą kuszącą propozycję. Poświęcenie! – Nie będę szedł na łatwiznę – Nie, kiedy mam jeszcze pewne sprawy do załatwienia. – To co było złego w mojej wypowiedzi? Myślałem, że z tą rangą łączy się odpowiedzialność i zaszczyt – zmieniłem temat, nadal próbując brnąć również w inną ścieżkę. Hm. Zamrugałem spokojnie, wyczekując co tam ma do wyszczekania ten zapchlony lisi bobek.
Mistrz: Malinowy Nos
Płeć: kocur
Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*)
Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*)
Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
- Fajnie. Ale mnie to mało obchodzi - odparł na to spokojnie Sokół. Był całkowicie opanowany, a zachowanie Słońca wręcz go nudziło, już nie raz takich widział, nie raz się z takimi mądralami mierzył i większość z nich nie była już częścią Klanu. Nie zamierzał więc jakoś strasznie mocno patyczkować się z synem Paproci, niezależnie od tego, że był siostrzeńcem Zająca, nie miał żadnych dodatkowych względów. Nie zachowywał się, jak przystało na terminatora, był żałośnie krnąbrny i do tego całkowicie skończonym mysim móżdżkiem, czego nie raczył dostrzegać. Uciekał, stroił fochy, niemalże płakał, ale nie umiał pojąć, że okazując brak szacunku, niszczył całkowicie siebie, swoją przyszłość i wszystko to, co go mogło jeszcze czekać. To, co teraz Sokół robił, mogło zostać potraktowane jak swoista próba sił, mogło zostać odebrane również jako rozkaz, którego cofnąć się już nie dało.
- Doprawdy? - zapytał ironicznie. - Na łatwiznę? I wszystko było źle, Słońce. Ponieważ kpisz z tego, co mówisz - dodał z uśmiechem tak krzywym, że sugerującym, iż jeszcze chwila, a naprawdę pokaże mu, co myśli o całej jego postawie. Nachylił się nieznacznie w jego stronę, a jego złociste ślepia, do tej pory martwe, zabłyszczały gwałtownie gniewem. - Co takiego łatwego jest poza granicami Klanu?
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
Zamrugałem spokojnie, poruszając uchem na jego odpowiedź. Proszę, dogadujemy się, ja mam gdzieś co on ględzi a on odczuwa to samo w stosunku do mnie.
Po prostu patrzyłem się w jego kierunku, kiedy on rzucał ironią i wielce się czepiał każdego słowa, które padało z mojego pyska. Wiedziałem, że zacząłem to wszystko idąc złą ścieżką i w danym momencie kocur nie żartował. Nie zmienia to faktu, że nie chciałem wylecieć z klanu, więc czułem, że ciśnienie mi się podniosło, a sam z lekka się zdenerwowałem. Tu akurat emocje może pomogą, na codzień były mi zbędne, ale skoro mogłoby to jakkolwiek wpłynąć na kogoś to...proszę. – Śmierć – rzekłem, krzywiąc się. Nietrudno jest się jej doigrać już na terenach klanu, a co dopiero poza nim. – Nie sądzisz, że kres żywota z czystego przypadku, bo napotka się lisa, czy inne większe stworzenie jest znacznie łatwiejszy niż oddanie życia świadomie w obronie kogoś? – Nadal starałem się utrzymywać dość neutralny ton i postawę, jedynie końcówka mojego ogona lekko drgała. – Nie zamierzam zdechnąć na marne. Chcę jeszcze dożyć momentu, w którym będę mógł traktować klan jak rodzinę – kontynuowałem, nie dając mu się wciąć w moją wypowiedź. Zdążyłem wcześniej chwilę się namyślić nad tym, co chce powiedzieć, więc teraz było to bardziej wiarygodne. Miejmy nadzieję. Zaraz po tym odsunąłem się od zastępcy. W zasadzie, jeśli chciałby się mnie pozbyć to tak będzie mu wygodniej. – By potem jeśli zaszłaby konieczność zginąć w jego obronie. Z tym, że jeśli wszyscy będą ciągle zakładać, że każde moje słowo to kpina, albo że znają wszystkie moje myśli to nie sądzę, bym się doczekał czegoś takiego – kontynuowałem zdecydowanie mniej spokojnie, niż zamierzałem. Nadal jednak wszystko było pod całkowitą kontrolą. Póki mnie nie rozerwie na strzępy wszystko będzie w porządku. – Widzę, że jestem już z góry spisany na straty przez ciebie, kiedy nawet nie zdążyłeś pozwolić mi na oswojenie się z nową sytuacją, Sokoli Cieniu. Chciałbym rozpocząć to od początku – miauknąłem nadal wpatrując się w kocura. Jeśli by cokolwiek spróbował mi uczynić, nie ruszyłbym się nawet o kocięcy kroczek. Jeśli by mnie poturbował, ale nie wyrzucił z klanu na zbity pysk...w zasadzie, byłbym uziemiony w lecznicy. To byłoby wygodne, bo wtedy jedynym co by mi zagrażało byłaby medyczka.
Mistrz: Malinowy Nos
Płeć: kocur
Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*)
Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*)
Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
- Nie. Jest dokładnie taki sam - odpowiedział spokojnie, bez żadnego wyrazu. Nie wiedział dokąd zmierzał Słońce, ale jego wypowiedź w kontekście tego, co mówił wcześniej i jak się zachowywał, nie miała właściwie żadnego znaczenia. Nie rozumiał również zupełnie pewnych podstawowych praw, nie rozumiał również, śmierć byłaby dla niego być może wybawieniem, skoro i tak nie zamierzał się uczyć i szkolić, skoro teraz wiedział tyle co i nic, chociaż zadzierał nosa tak wysoko, że w końcu zastępca zaczął się śmiać. Ochryple i ironicznie, bo jego zachowanie bawiło go coraz mocniej, taka była z niego wściekła marionetka, która sądziła, że jeśli spróbuje ukryć to, jak bardzo jest oburzona, to coś jej to da. Za mocno pokazywał wcześniej, jak go nie lubi i nie ceni, by teraz Sokół dał się nabrać.
- Nową? Słońce, jesteś terminatorem od dawna, od dawna wiesz również, jak wygląda hierarchia Klanowa i jak powinieneś się zachowywać, a ty mi mówisz, że to dla ciebie nowa sytuacja? I nie rozmieszaj mnie, mam o wiele więcej księżyców niż ty i niejedno już widziałem, wiem, jak mnie nie znosisz i jak bardzo jesteś na mnie obrażony. Nie muszę zakładać, że każde twoje słowo to kpina, bo sam pokazujesz, jaki Kodeks jest dla ciebie nieważny, jakie wszystko jest dla ciebie nieważne. I wiesz co? Coś ci pokażę - zakomunikował wojownik nadal całkiem spokojnie, chociaż był w pewien sposób rozbawiony, potem zaś wykonał skok w stronę terminatora i huknął go łapą prosto w nos, tak żeby poczuł, żeby go lekko zamroczyło, ale nie tak, by zrobić mu jakąkolwiek trwałą krzywdę, by zadać mu prawdziwe rany. To miała być nauczka i lekcja numer jeden, którą kocur powinien jak najprędzej odebrać.
- Lekko. To było lekkie uderzenie. Chociaż zasługujesz na o wiele mocniejsze razy, żeby przemówić ci do rozumu, skoro nic do niego nie trafia. Chcesz zaczynać od początku, to proszę bardzo, cofniemy się do kocięcych nauk. Może wtedy zrozumiesz, jakie są powinności członka Klanu? Czy może jednak je znasz? - zapytał przekrzywiając łeb. Nie, nie zamierzał go krzywdzić, nie zamierzał nim pomiatać czy cokolwiek takiego, to była nauczka i tak miał ją odczytać, tym bardziej, że wojownik odszedł na bezpieczną odległość i usiadł spokojnie unosząc brwi. Czekam. Chcesz od nowa, to proszę, ale popełnij chociaż jeden błąd, a Sokół nie będzie się długo zastanawiał.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
Widocznie nadal nie zamierzał mnie wysłuchiwać, więc na jego odpowiedź jedynie poruszyłem uchem. Potem jego pokaz wielce dojrzałego zachowania i ociekającego ironią śmiechu, przemilczałem, jedynie wpatrując się w niego z wyrazem pyska, który nic konkretnego nie mówił. Tragedia.
Oh, oczywiście, że wiedziałem jak wygląda ta żałosna klanową hierarchia. Naprawdę miło mi, że tak poprawiam temu frajerowi humor i że ma coś rozrywki z trenowania mnie. O ile można to tak nazwać, w końcu narazie nic się nie nauczyłem poza tym, że jest mną tak niesamowicie i powalająco znudzony. Okej, zrozumiano, a teraz zmień cokolwiek, bo już stajesz się przewidywalny. – Nie jestem. I nie jest nieważny – miauknąłem, by potem zamilknąć, spodziewając się co dalej miałoby nastąpić. Miłej zabawy, Sokoli Bucu.
Cofnąłem lekko tylną łapę, by mieć lepsze podparcie, bo zdania nie zamierzałem zmieniać - stoję w miejscu, a on niech robi co chce. Skuliłem nieznacznie uszy, w momencie w którym mnie uderzał zamknąłem ślepia, mimowolnie odsuwając się, jakby jeszcze jakikolwiek instynkt sugerował jednak ucieczkę przed łapą kocura. Po dłuższej chwili po prostu znowu spojrzałem na zastępcę, nie chcąc za bardzo pokazywać, czy jakkolwiek wpłynęło to na mnie, milcząc przez większość tego zajmującego monologu. – Znam – chyba. Chyba, że tobie się akurat takowe nie podobają, to już nie mój problem. Co ja mam poradzić, jak ci myśli z tego pustego łba nie wyjmę i nie będę od razu ich znał? Ja przynajmniej z góry nic nie zakładam. Odważne stwierdzenie, cóż, ryzykuję, ale bywa, w zasadzie to i tak nie mam nic innego do wyboru. Pchało mi się na język choćby "tak myślę", albo "wydaje mi się", ale mógł czepiać się głupich słówek. Albo wiem, albo nie wiem, czyż nie?
Mistrz: Malinowy Nos
Płeć: kocur
Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*)
Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*)
Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Doprawdy. Któż tu był ironiczny i niedojrzały? Sokół był niesamowicie znudzony zachowaniem Słońca i miał go serdecznie dość, bo takie fochy stroić mogły trzyksiężycowe kocięta, a nie terminator, który był już spokojnie w wieku uprawniającym go do bycia wojownikiem. Poziomem umysłowym nie odrósł jednak nawet od ziemi o milimetry i widać było, że zamierzał tam pozostać na zawsze, co właściwe Sokoła nie dziwiło. Widział już takiego kota i wiedział, jak ten skończył, i chociaż nikomu tego nie życzył domyślał się, że historia skończy się dokładnie tak samo.
- Udowodnij - powiedział niemalże znudzony. Pyskuj dalej, proszę bardzo. Sokół czekał ciągle na to, że Słońce powie w końcu coś mądrego, coś normalnego, ale jak do tej pory, to było jedynie marzenie ściętej głowy i jak podejrzewał, nie było nazbyt wielu szans na to, by doczekali się tutaj przełomu albo wręcz rewolucji. Nawet po tym, jak zdzielił młokosa w pysk, co wcale nie sprawiło mu przyjemności, ale dało poczucie, że właściwie jeszcze trochę chamskich odzywek i kocur naprawdę skończy poza granicami Klanu, ot, chociażby po to, żeby się przewietrzył. Pora dorosnąć, Słońce, im szybciej, tym lepiej.
- Zatem? Mam cię błagać, żebyś je zdradził, czy jednak zechcesz mi je przedstawić? Opowiedzieć co nieco? A może jednak wolisz pozostać Słońcem i słuchać, jak Paproć przypomina ci o wszystkich najważniejszych regułach, jakimi rządzi się Klan? - dodał przekrzywiając nieznacznie łeb i obserwując terminatora spod przymkniętych powiek mając wrażenie, że jeszcze chwila i od jego zachowania po prostu rozboli go łeb.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
Zamrugałem spokojnie, stwierdzając przed samym sobą, że to jest właśnie pora na spróbowanie kolejnej ścieżki i innego zachowania. Prawdopodobnie i tak mi nie uwierzy, ale jeśli będzie wyglądało na to, że się staram to co mi miałby do zarzucenia? Nie wmówiłby, że sobie drwię, kiedy nic na to nie wskazuje.
Machnąłem jedynie ogonem, nie odpowiadając na kolejną głupią kwestie zastępcy. Tak, już pędzę, żeby Paprotka mi gadała jaki to klan nie jest wspaniały i jak to nie trzeba wszystkich słuchać i szanować. Nuda. – Mhm, powinności. Polowanie dla klanu, o ile się to już potrafi, chodzenie na patrole – niestety, patrole z takimi lisimi bobkami też się zaliczają do tego. Eh. – Pilnowanie granic, przestrzeganie zasad, które są w Kodeksie – mówiłem, bez jakichkolwiek uczuć. Nie zamierzałem pokazać, jakie mam w zasadzie stanowisko wobec tego wszystkiego. Nie muszę, wystarczy że to wszystko powiem i tyle. Nie będzie miał mi nic do zarzucenia. – Lojalność wobec klanu, bycie gotowym do oddania życia dla niego, jeśli będzie to najlepszym wyjściem – dodałem jeszcze, oczekując dalej czego się doczepi. Zanim sam cokolwiek jeszcze dorzucę to on pewnie znajdzie milion niepoprawnych informacji i powodów, przez które się mylę i w ogóle jak ja to nic nie umiem.
Co jakiś czas mój ogon lekko drgał, ale sam nie okazywałem raczej zdenerwowania. Może zniecierpliwienie, ale ledwo zauważalne.
Mistrz: Malinowy Nos
Płeć: kocur
Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*)
Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*)
Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Próbuj. Już i tak zirytowałeś Sokoła, więc teraz potrzebowałeś czegoś naprawdę dobrego, by przekonać do siebie wojownika. To, że terminator nie sączył jadu, nie pluł się wściekle i nie ironizował, nie oznaczało jeszcze, że syn Czyżyka wpadnie w jakiś nieopisany zachwyt i zacznie nagle mówić mu, że oczywiście, widzi w nim poprawę, czy cokolwiek takiego. Zapracował już sobie na niechęć i wzgardę, a tępe klepanie słów, które nie miały dla niego znaczenia na pewno nie spowoduje, że jego mistrz radośnie mu przyklaśnie i uzna, że wszystkie winy zostały z miejsca wybaczone. Och, Słońce, musiałeś starać się o wiele bardziej, zwłaszcza w obliczu tego, co wkrótce Sokół miał usłyszeć na twój temat. A był naprawdę uparty, kiedy już raz chwycił pewien trop, więc nie było sensu mataczyć i kłamać. Bo, jak powszechnie wiadomo, kłamstwo ma krótkie nogi.
- Wspaniałe. Zdaje się, że coś nawet wpadło do twojego łba jednym uchem i nie wyleciało drugim. Dobrze, w takim razie porozmawiajmy o lojalności względem Klanu i szacunku względem każdego kota, który w nim żyje. Cóż to za zasady twoim zdaniem? - odparł równie beznamiętnie siedząc nadal bez ruchu i przyglądając się Słońcu. Huśtawki nastrojów, jaki młody prezentował, wskazywały jedynie na całkowitą niedojrzałość emocjonalną, głupotę i skrajnie zawyżone poczucie własnej wartości. Ależ tak, Sokół znał takiego kota, był jego bratem i wiedział, że Gawron był niczym więcej niż wyrzutkiem. Wiedział również, że trzymanie takiej strawy dla wron w Klanie nie jest niczym dobrym, a jego cierpliwość miała równie swoje granice, które Słońce dość bezczelnie naruszał. Miał swoje ostatnie szanse i jeśli znowu zawiedzie, przyjdzie pora na drastyczniejsze kroki, których Sokół nie zawaha się wykorzystać. A potrafił być złośliwy, kiedy chciał.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
A moim planem teraz było działanie jak najbardziej spokojnie i staranie się, by słowa tej tępej kupy futra nie denerwowały mnie zbyt bardzo. Nie mogłem tego teraz okazywać, skoro on potrafi to i ja dam radę cały czas wyglądać jakby było mi to wszystko obojętne. Tym samym nie dając mu powodów do syczenia i plucia na mnie, niech teraz sobie chwilę po mnie pociśnie. Po mnie spływa to jak po kaczce, więc jego ostre, pełne foszka stwierdzenia mnie nie ruszą, o. – Lojalność wobec klanu, eh? Cecha, kiedy będzie stawiało go sobie jako coś ważnego? Na tyle, że kiedy przyjdzie konieczność poświęcenia czegokolwiek na jego rzecz - życia, rodziny to to się zrobi? – soraski, nie umiem wymyślać lepszych bajeczek. Ton może nie wskazywał na to, żebym się o to pytał, ale absolutnie strzelałem w tym momencie, bo skąd miałbym wiedzieć co to znaczy skoro nikt nie zamierzał mnie uświadomić w należyty sposób. – I pewnie działanie w ten sposób, by wychodziło to na korzyść klanu, czy coś. A szacunek to nie traktowanie nikogo jak...kogoś głupszego i niewartego, bo w końcu wszyscy żyjemy w tym samym, jednym klanie i póki nikt nie popełni zbrodni i nie zostanie wygnany przez nikogo to nadal pozostaje jego częścią?
– znowu strzeliłem, przekrzywiając lekko głowę na bok. Nadal starałem się wyglądać neutralnie, nie wskazując na nic konkretnego.
Mistrz: Malinowy Nos
Płeć: kocur
Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*)
Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*)
Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Zabawne. Sokół nie był ani trochę obrażony, jedyne co robił to ironizował, ale zdaje się, że Słońce po prostu tego nie rozumiał. Tego i całej masy innych rzeczy, których nie dało mu się w żaden sposób wbić do pustej głowy. Teraz równie dobrze mógł zostać potraktowany jako kłamliwa papuga, która próbuje zachowywać się jak swój mistrz. Sokół z całkowitym spokojem odnotował również ten fakt dochodząc do wniosku, że z dwuksiężycowym kocięciem nie ma o czym dyskutować. Jego słowa wskazywały również na to, że nie zastanawia się nad tym, co mówi, a klepie po prostu, by dano mu już spokój. Słońce umiał być upierdliwy, ale tak się składało, że jego mistrz również, a nie lubił, jak mu się w nos dmuchało, tak więc terminator powinien zdecydowanie uważać, z kim zadziera.
- Ładnie. Od dzisiaj, Słońce, będziesz miał wiele czasu na zastanawianie się, co to wszystko oznacza dla ciebie. Nie opuścisz obozu bez mojej zgody, czy to w towarzystwie innego terminatora, wojownika czy samotnie. Każdy, kto znajdzie cię poza obozem, przyprowadzi cię do mnie. Sądzę, że odpowiedzi na twoje wątpliwości, wkrótce zagoszczą w twojej głowie. Idziemy – powiedział całkowicie spokojnie i podniósł się. Oczywiście, że liczył się z kolejnym butem, obrazą majestatu albo Gwiezdny Klan raczy wiedzieć czym jeszcze, nawet nie myślał, że Słońce karnie pójdzie za nim do obozu, pokazał mu już nie raz, że nie zamierza myśleć.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
Poruszyłem uszami na kolejne słowa padające z pyska tego popaprańca. Aha. Czyli coś planujemy, wyśmienicie. Ukryłem w środku poirytowanie, jedynie milcząc przez moment, nadal wpatrując się z nieg przekrzywioną głową. Spoko, będę miał więcej czasu na zawieranie fascynujących znajomości w klanie. - W porządku - rzuciłem, zapewne ku zaskoczeniu tej nadętej kupy futra, podnosząc się za nim. Ha, zapomniał o zmianie taktyki? Pójdę posłusznie jak piesek dwunogów, a on straci zabawę, oops. No widzisz, nie będę ściągał piorunów wprost ze Srebrnej Skórki, ani zostawał tu jakby nigdy nic. Bardzo mi też z powodu tej kary wszystko jedno.
Tak, jak umówiłem się z zastępcą, następnego dnia po naszej rozmowie, kiedy tylko słońce zaczęło wschodzić, ruszyłem na wyznaczone miejsce. Nie musiałem spać przed tym dłużej, niż było to konieczne – wystarczyło to, że wcześniej wyspałem się za dnia, także nie był mi obecnie aż tak potrzebny sen. Z tego tez powodu, obudziłem się o wiele wcześniej, niż było to konieczne, jednak jak wcześniej – nie robiło mi to problemu. Nawet jeśli może mnie czekać wielce męczące zadanie. Zresztą, jestem pewien, że jedynym, co mnie będzie męczyło będzie obecność tego wstrętnego pyska wojownika.
Byłem punktualnie na miejscu, gotowy do pracy. Świetnie. Westchnąłem, przejeżdżając jeszcze językiem po sierści na mojej piersi, w międzyczasie próbując ułożyć jak najwiarygodniej brzmiące bzdury. Chociaż nie wiem, czy to faktycznie było tak skuteczne, jak mi się wydawało, bowiem nie było to w stylu Sokolego Gbura, by tak mi odpuszczać, ale może ma za dużo wolnego czasu i dlatego się zgodził. Kto go tam wie.
Mistrz: Malinowy Nos
Płeć: kocur
Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*)
Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*)
Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Skuteczne? Nigdy w życiu. Sokół nie miał dwóch księżyców, nie był w ciemię bity, a Słońce według niego zachowywał się wręcz niesamowicie sztucznie. Ostatecznie jednak obiecał Malinie, że jeszcze się nim zajmie, aczkolwiek przekazał jej także prośbę, by sama pomówiła sobie z terminatorem i wyrobiła zdanie na jego temat, żeby sama go oceniła i ostatecznie zdecydowała, co z nim dalej, bo Sokołowi taki wrzód na zadzie zdecydowanie się nie podobał. Nie zamierzał go jednak nigdzie puszczać, samodzielnie, czy w jakiejkolwiek innej obstawie, bo nie wiadomo, co jeszcze by naopowiadał, komu i do jakiej doprowadziłoby to tragedii. Dlatego też, z całkiem sporą przyjemnością, trzymał go nadal pod kloszem, jednocześnie z całą pewnością testując jego cierpliwość, by przekonać się, czy ten jest w ogóle skłonny do jakiejś współpracy, czy jednak nie.
- Słońce - rzucił jedynie w formie powitania, a następnie ruszył przed siebie. Ciekaw był, co zrobi kocur i jak zareaguje, bardzo proszę, oto była chwila na to, żeby zaczął zachowywać się jak należy albo zaczął jakąś swoją łzawą przemowę. Tak czy inaczej, Sokół wyszedł z obozu i skierował się ku Płaczącym Wierzbom, ciekaw tego, czy jego terminator postanowi w ogóle się ruszyć, czy będzie siedział jak kołek, grając z nim w nową grę.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫