Logo Artemidy
Trening Słonecznej Łapy
#31
Oh. Sokoli Cień tu był, więc na to wychodzi, że mój trening faktycznie będzie kontynuowany. Uniosłem kącik pyska zadowolony, dosłownie na jedno, czy może dwa krótkie uderzenia serca, by potem spokojnie ruszyć za zastępcą.
— Dzien dobry, Sokoli Cieniu — rzekłem, w przeciwieństwie do niego w ramach treściwszego powitania. Nie zasługiwał na nie, ale tak to czasem bywa, że trzeba się poświęcać.
Kusiło mnie niezwykle, by syknąć coś do niego, jakoś uprzykrzyć mu ten dzień, jednak póki co w planach miałem zachowywanie się w miarę znośnie. Kiedy wychodzę z obozu z nim sam, jakoś niezbyt mi się to uśmiecha. Jeszcze złapie jakiejś bzdurnej zachcianki, a wkrótce będę mógł wąchać kwiatki od spodu. Żenujące.
— Więc od czego zaczynamy? — spytałem spokojnie, ze szczerą ciekawością. Muszę w końcu poukładać wszystko sobie w głowie, prawda? Spoglądałem na czarnofutrego ze spokojem, niecierpliwość pokazując jedynie niespokojnym drgnięciem ogona.
[Obrazek: KveJ1bz.gif]
Przez pola złote, kroczy dumnie ru.dy.
Lśniąca kita w słońcu, kłos zamiata.
W jego oczach lśni cwaniacko oszust,
Który zachowaniem swym, przyćmiewa wszystkich.
Ruda głowa widnieje wysoko, z góry patrząc na świat i
Nie licząc strat. Długimi łapami miażdży nadzieję,
• • •
Łapczywie zgarniając zdobyty łup.
LVL 2 110 / 150
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
#32
Cierpliwości. Sokół, kiedy chciał, umiał być naprawdę złośliwy, a trzeba przyznać, że zachowanie Słońca działało mu wybitnie na nerwy. Zamierzał jednak grać w jego grę, jednocześnie biorąc go na przeczekanie i obserwując jego zachowanie, w końcu łapy musiały mu się kiedyś powinąć, a jeśli nie, to przyjdzie mu żyć według zasad, jakie wpoił mu Sokół i grać rolę, jaka w ogóle mu się nie podobała. Sprzeciwi się temu, Sokół albo Malina usłyszą tylko jedną uwagę pod jego adresem, wszystko może się bardzo ładnie skończyć i wojownik ciekaw był, czy Słońce w ogóle zdaje sobie z tego sprawę, czy też nie ma pojęcia, jak może wyglądać jego dalsze życie. Czy wiedział, czego właściwie powinien się spodziewać? A może liczył na to, że naprawdę uda mu się oszukać sporo starsze od siebie koty, które naoglądały się już tak wiele, że w końcu zyskały doświadczenie i wiedzę, jaka pozwalała im żyć całkiem spokojnie.
- Początku - odparł spokojnie. - Od Klanu i tego, jakie masz względem niego obowiązki, co powinieneś robić, by być dobrym wojownikiem. Wydaje mi się, że miałeś dostatecznie wiele czasu, by te wiedzę sobie przyswoić - dodał jeszcze i zerknął na niego przelotne, ale poza tym nie skupiam się za mocno na terminatorze. Na razie. Zwolnił nieco kroku, by iść teraz obok niego i nastawia ucho, by słuchać tego, co kocur miał mu do powiedzenia. Ciekaw był, jak podejdzie do tematu i czy aby przypadkiem znowu nie postanowi podskakiwać i zachowywać się, jakby szacunek należał się tylko jemu. Na dokładkę, za nic.
never say die...............
...............never say no
you got to look them in the eye
a n d . d o n ' t . l e t . g o
[Obrazek: daujix7-91d8c6be-8450-4f78-917d-dcfc23a0...SKvpSk0aHM]
when it's your own blood you'll bleed
and your own t e a r s you'll c r y
when you're bought up to believe
that it's the strong who survive
✫ NEVER SAY DIE ✫
LVL 8 400 / 500
MedLVL 0 0 / 100
28
Siła
S
14
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
#33
Zamrugałem spokojnie, obserwując sobie otoczenie jakby było to moje pierwsze wyjście na trening, idąc lekkim krokiem. Tsk.
Poruszyłem uchem, kiedy kocur oznajmił, że od początku. Oh, naturalnie! Poruszyłem jedynie wąsami, powstrzymując uniesienie swoich kącików pyska, by potem zamilknąć na moment, żeby się z a s t a n o w i ć.
- Obowiązki...Dbanie o najmłodszych w klanie. Są jego przyszłością, a póki są słabe to się im pomaga, przekłada ponad swoje dobro - miauknąłem, nadal przeskakując wzrokiem na różne obiekty. Jakże wspanale to wyglądało! - Dlatego muszą zostać wykarmione najpierw. O starszyznę też się dba, przeżyli swoje lata, mają dużą wiedzę o starych dziejach, cenną wiedzę. Sami nie zapolują, więc też mają pierwszeństwo do posiłku. Należy im się szacunek, w zasadzie to klanowiczom ogółem należy się szacunek. Już to pojąłem - lepiej późno, niż wcale. Śmieszne. - Poza tym, wymienianie mchu w legowiskach, sprawdzanie stosu zwierzyny, czy nie ma tam nic zepsutego, co mogłoby komuś zaszkodzić...i ogólnie czy trzeba w danym momencie zapolować, czy nie. Ach, oczywiście jeszcze polowanie i walka dla klanu, nawet kosztem własnego życia, kiedy już się potrafi polować i walczyć. Generalnie działanie dla dobra klanu - kontynuowałem, nie starając się brzmieć jakoś specjalnie. Ot, takie tam opowiastki zasłyszane podczas grzania dupy w tym obozie. Skoro on był spokojny to i ja mogę, potrafię tak robić naprawdę długo. I tak nie mam nic do stracenia, nie? Jedynie dobrą rozrywkę.
- Z tym chyba powinno zostać się dobrym wojownikiem, przynajmniej tak mi się wydaje - powiedziałem jeszcze, mrużąc lekko złote oczy. Tsk, tsk, to co tym razem było źle, mistrzu?. Spokojnie spojrzałem w jego stronę, oczekując jego odpowiedzi.
[Obrazek: KveJ1bz.gif]
Przez pola złote, kroczy dumnie ru.dy.
Lśniąca kita w słońcu, kłos zamiata.
W jego oczach lśni cwaniacko oszust,
Który zachowaniem swym, przyćmiewa wszystkich.
Ruda głowa widnieje wysoko, z góry patrząc na świat i
Nie licząc strat. Długimi łapami miażdży nadzieję,
• • •
Łapczywie zgarniając zdobyty łup.
LVL 2 110 / 150
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
#34
Długo? Aby na pewno? Sokół na takich jak Słońce naprawdę zjadł zęby, był w stanie bawić się z nim zatem przez kolejne księżyce, długi księżyce, aż do własnej śmierci, a że nigdzie się nie spieszył i wątpliwe było, by faktycznie wybrał się na srebrną Skórkę przedwcześnie, syn Paproci miał przed sobą naprawdę koszmarny czas. Poza tym nie wiedział jeszcze, że Malina nadal planowała z nim porozmawiać, a doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że jego kuzynka jest niesamowicie spostrzegawczą jednostką, która nie daje sobie dmuchać w kaszę, a ponieważ on sam przedstawił jej już, jak wygląda sytuacja, Słońce nie znajdował się na najlepszej pozycji i dobrze by było, gdyby jednak pewne sprawy naprawdę przemyślał, a nie sądził jedynie, że klepanie pierdół, czy powtarzanie jak papuga w czymkolwiek mu pomoże.
- Szacunek - mruknął Sokół, jakby się nad czymś bardzo poważnie zastanawiał. Może i tak było, kto wie? W końcu trudno było powiedzieć, co dokładnie kryło się za tymi złocistymi ślepiami bez żadnego wyrazu. - A czym właściwie jest ten szacunek? - zapytał leniwie, wędrując po prostu w stronę Wyjących Wzgórz, gdyż aktualnie taki miał kaprys. Słońce zaś musiał się z tym godzić, z tym oraz faktem, że Sokołowi ani się nigdzie nie spieszyło, ani nie spieszyło mu się z powrotem do obozu.
never say die...............
...............never say no
you got to look them in the eye
a n d . d o n ' t . l e t . g o
[Obrazek: daujix7-91d8c6be-8450-4f78-917d-dcfc23a0...SKvpSk0aHM]
when it's your own blood you'll bleed
and your own t e a r s you'll c r y
when you're bought up to believe
that it's the strong who survive
✫ NEVER SAY DIE ✫
LVL 8 400 / 500
MedLVL 0 0 / 100
28
Siła
S
14
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
#35
Szacunek, tsk. No tak, byłem okrutny, nie okazywałem tego całego szacunku Sokołowi, Raczej, Ślimaczej i całej reszcie tego marnego klanu, ah, no i Kodeks! W końcu z niego tak strasznie i okrutnie zakpiłem. Faktycznie.
Swoją drogą, uważałem, że to pojęcie jest w ogóle durne, bo mam za zadanie szanować niewłaściwe koty. W dodatku z zupełnie absurdalnych powodów, co sprawia, że na samą myśl o tym mam ochotę zwrócić swoje śniadanie, ale, oh, no cóż! Jak mus to mus, nieprawdaż?
Powstrzymując więc z całej siły moje chęci prychnięcia i okazania czegoś zupełnie nie przypominającego szacunku, wziąłem spokojny oddech. Jasne, jak on tak bardzo chce to mogę mu każde słowo, jakie padnie z mego pyska wytłumaczyć, skoro zamierza sie ciągle o coś czepiać.
— Szacunek — powtórzyłem znowu, bardzo spokojnie, na nic nie wskazując. Ot, normalne pojęcie, które jeszcze przewinie się wiele razy w tym bzdurnym treningu.
— Jest kiedy kogoś szanujemy, poważamy. Bierzemy na serio, wobec czego liczymy się z czyimś zdaniem i uważamy za ważne — miauknąłem, leniwie poruszając ogonem.
— Nie uważamy się za najmądrzejszego, ani lepszego. Liczymy się z zdaniem każdego klanowicza, jesteśmy posłuszni wobec starszych i bardziej doświadczonych kotów, nie kpimy z nikogo. Zachowujemy powagę mówiąc o pewnych sprawach, kiedy tego wymagają — dodałem, nie zmieniając postawy; cały czas mówiłem o to spokojnie, ale nie żartowałem. Jedynie w swoich myślach mogłem wyklinać te wszystkie bzdury. To co TERAZ ci będzie nie pasowało lisi bobku?
[Obrazek: KveJ1bz.gif]
Przez pola złote, kroczy dumnie ru.dy.
Lśniąca kita w słońcu, kłos zamiata.
W jego oczach lśni cwaniacko oszust,
Który zachowaniem swym, przyćmiewa wszystkich.
Ruda głowa widnieje wysoko, z góry patrząc na świat i
Nie licząc strat. Długimi łapami miażdży nadzieję,
• • •
Łapczywie zgarniając zdobyty łup.
LVL 2 110 / 150
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
#36
Zabawa. Sokół doskonale wiedział, że w podobnych sprawach o wiele lepsza jest Malina, ale zdecydowanie nie zamierzał przestawać z nim grać, co więcej, miał tak wiele cierpliwości, że mógł prowadzić jego trening aż do własnej śmierci, a na tę raczej się nie zapowiadało w najbliższym czasie, toteż Słońce musiał uzbroić się w cierpliwość. Sokół był również ciekaw, kiedy ta nadmuchana bańka w końcu pęknie, gdyż nadal nie wierzył w jego poprawę, a cała gra polegała na tym, by w końcu podłożyć mu łapę i patrzeć, jak ten pięknie szybuje prosto w soczysty kąsek sarnich bobków. Wojownik nie ufał ani trochę terminatorowi, miał go nadal za obrażone, wyrośnięte dziecko, które umysłowo pozostało na etapie paru księżyców, uważając się za nie wiadomo kogo, podczas gdy było ledwie roszczeniowym uczniem.
- Pięknie - mruknał nieco ironicznie. - Szkoda tylko, że potrafisz to jedynie wyrecytować. Nie okazujesz szacunku swojej Gwieździe, jej zastępcy i swemu mistrzowi, jak pokazało życie, nie okazujesz również szacunku innym Klanowiczom i kłamiesz w żywe oczy. Ile pięknych słów umiesz jeszcze powiedzieć wierząc, że dostrzegę twoją przemianę? Bo, powiedz szczerze, czy cokolwiek z tego, o czym opowiadałeś, czujesz względem mnie? Taki prosty przykład... - rzucił lekko, już bez żadnych emocji czy sugestii, całkiem bezbarwnie, czekając po prostu na krok ze strony Słońca. Mógł opowiadać mu najpiękniejsze rzeczy, ale Sokół po prostu mu nie wierzył, nie tak łatwo było bowiem zmienić wyrobioną już o sobie opinię, a darcie szat i płacz, na pewno nic tutaj nie pomogą.
never say die...............
...............never say no
you got to look them in the eye
a n d . d o n ' t . l e t . g o
[Obrazek: daujix7-91d8c6be-8450-4f78-917d-dcfc23a0...SKvpSk0aHM]
when it's your own blood you'll bleed
and your own t e a r s you'll c r y
when you're bought up to believe
that it's the strong who survive
✫ NEVER SAY DIE ✫
LVL 8 400 / 500
MedLVL 0 0 / 100
28
Siła
S
14
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
#37
Oh, cudownie, doprawdy, cudownie! Gdybym mógł, zaśmiałbym się gorzko na jego ociekającą ironią pochwałę. Jednakże nie było mi dane być sobą, wobec czego niezmiennie szedłem przed siebie z uniesioną głową, spokojnie napawając się widokami. Jedynie moje ucho skierowane było ku niemu, by nie pomyślał, że go znowu ignoruję. W końcu go słucham, po prostu bycie na wolności jest takie cudowne! Muszę nacieszyć się tym widokiem, póki mam możliwość. Kto wie kiedy przyjdzie mi podziwiać naturę ze Srebrnej Skórki...czy czegokolwiek. Tsk.
Kiedy skończył swoją niezwykle istotną kwestię, marną pouczającą gadkę, spokojnie odwróciłem głowę w jego kierunku. Obdarzyłem go neutralnym wyrazem pyska, by potem wrócić do spoglądania przed siebie.
— Oczywiście — miauknąłem, według polecenia – szczerze. Biorę na poważnie jego całe odgrywanie nadętego durnia, dlatego też mogę żywić do niego równie szczerą i gorącą nienawiść! Wszystko jasne, rzekłbym nawet, że jasne jak słońce.
— Nie wiem również kiedy nie okazałem szacunku Malinowej Gwieździe, poza momentem, w którym opuściłem ceremonię niezadowolony z tego, że to ty miałeś być moim mistrzem — dodałem. Oh, Malinowa zasługiwała na szacunek, nie jej wina, że musiała kierować bandą mysich móżdżków. — Z czego swoją drogą wnioski wyciągnąłem księżyce temu. Naprawdę nie wiem, Sokoli Cieniu, jak mam inaczej pokazać, że się zmieniłem, niż mówiąc o tym, co pojąłem obserwując i rozmawiając z innymi kotami — powiedziałem, może nawet nieco ryzykując. Niech się dzieje wola Gwiezdnych, to, czy ześlą w końcu choć trochę rozumu dla zastępcy to już była inna kwestia.
— Za moje występki mogę również przeprosić, ba, chciałbym przeprosić! Jak jednak mam to zrobić, kiedy koty, którym jestem to winien mnie unikają? — mruknąłem na koniec, ponownie odwracając głowę i wpatrując się na mistrza. No, oświeć mnie.
[Obrazek: KveJ1bz.gif]
Przez pola złote, kroczy dumnie ru.dy.
Lśniąca kita w słońcu, kłos zamiata.
W jego oczach lśni cwaniacko oszust,
Który zachowaniem swym, przyćmiewa wszystkich.
Ruda głowa widnieje wysoko, z góry patrząc na świat i
Nie licząc strat. Długimi łapami miażdży nadzieję,
• • •
Łapczywie zgarniając zdobyty łup.
LVL 2 110 / 150
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
#38
- Co? - rzucił więc spokojnie, skręcając tak, że oczywiste było, iż po prostu chce obejść obóz i wrócić do niego, by tam zostawić swego ucznia marnotrawnego, na kolejne przemyślenia i gnuśnienie, które były dla niego jedynym celem w życiu, innego Sokół po prostu nie dostrzegał. Bawić się zaś mogli w nieskończoność, doprawdy. Wojownik zapewne będzie nauczał do swej śmierci, a że nigdzie mu się nie spieszyło, Słońce równie dobrze mógł liczyć się z tym, że kolejnych dobrych czterdzieści księżyców skończy na tej samej monotonii.
- Słowa? Wiesz czym są? Mogą być również samym potokiem kłamstw. Mówić możesz dokładnie wszystko, mówić możesz to, co ci ślina na język przyniesie. Masz pokazać to sercem, działaniem, duchem i poświęceniem, jakie uczynisz z głową. Masz to okazać całym sobą, dopiero wtedy udowodnisz mnie oraz innym, że w istocie pojąłeś swoje błędy, pojąłeś, że szacunek należy się każdemu kotu i jesteś go winien okazywać każdemu, poczynając od Maliny, a kończąc na dopiero co narodzonych kociętach - powiedział niemalże znudzony, bo to gadanie Słońca brzmiało dla niego jak brzęczenie muchy. Doprawdy, nie wiedział, jak ma to pokazać? Nie wiedział, że paplać może każdy i dokładnie to, co mu ślina na język naniesie? Za dobrze znał podobne rzeczy, za dobrze znał podobne koty, nie mówiąc i nie szukając zbyt daleko, własnego brata. Nic zatem dziwnego, że zaufania do Słońca nie miał żadnego, a jego obecność w Klanie spowodowana była tylko i wyłącznie protekcją Maliny, która uznała, że należy dać mu jeszcze jedną szasnę. Wszystko jednak wisiało na włosku, więc albo kocur nauczy się całe życie kłamać i zachowywać poprawnie, albo bardzo źle skończy, bo Sokół nie żartował.
- Jak? Ależ już ci tłumaczę. Poproś Malinę, byś po kolejnej ceremonii mógł zabrać głos i przemów do nich wszystkich przed całym Klanem. Czyż to nie będzie najwyższy, według ciebie, dowód na zmiany? - odparł beznamiętnie, ale prawda była taka, że właściwie bardzo podobało mu się to, jak Słońce sam wdepnął w lisie bobki. - Jeśli się wstydzisz, sam powiem o tym Malinie.
never say die...............
...............never say no
you got to look them in the eye
a n d . d o n ' t . l e t . g o
[Obrazek: daujix7-91d8c6be-8450-4f78-917d-dcfc23a0...SKvpSk0aHM]
when it's your own blood you'll bleed
and your own t e a r s you'll c r y
when you're bought up to believe
that it's the strong who survive
✫ NEVER SAY DIE ✫
LVL 8 400 / 500
MedLVL 0 0 / 100
28
Siła
S
14
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
#39
Zastrzygłem uszami na nagłą zmianę kierunku przez tą marną imitację mistrza. Och? Czyżby ta bezużyteczna kupa futra stwierdziła, że dzisiejsza wycieczka będzie znacznie krótsza, niż powinna być? Też mi coś, doprawdy, już zalewam się łzami i padam u jego łap, by zmienił zdanie i mi przebaczył! Tsk, jeśli myśli, że jakkolwiek mnie to ruszy, to się MYLI. Jak ma tak ogromny problem z tym, by choć raz mnie czegoś sensownego nauczyć to droga wolna, ja mogę dalej przesiadywać w obozie pełen spokoju i beztroski, pasożytując jak jakiś kleszcz. To on będzie miał pod opieką kota, którego nie potrafi wyprowadzić na wojownika. Nie ja.
Pomimo rosnącej frustracji, posłusznie poruszałem się u jego boku niczym cień. Zabawne, już nawet pchły potrafią być mniej irytujące od niego! Czekam na moment, w którym w końcu Gwiezdni pokarają go za ten bzdurny upór w pokazaniu mi, jaki to MĄDRY i UPARTY on nie jest. Zupełnie jakby mnie to obchodziło! Tsk!
Marszcząc brwi w udawanym skupieniu, uważnie mu się przypatrywałem, kiedy on dalej prawił swoje prastare mądrości myśląc, że cokolwiek one zdziałają. Naturalnie, jeszcze zobaczy jak bardzo UWIELBIAM klan wichru i koty, które z niego pochodzą! O każdym wschodzie słońca będę składał im kwiatki w ofierze, sprzątał legowiska i prawił komplementy póki im one nie wyjdą uszami. Niech tylko poczeka, jeszcze tego gorzko pożałuje. Niech poczeka.
- Och...Nie myślałem o tym w ten sposób - miauknąłem zaskoczony, by potem odczekać dosłownie chwilę, zanim dodam resztę. Zupełnie jakbym brał sobie to serca. Gałąź ci w te koślawe oczy, Sokoli Bobku. - Wybacz - dorzuciłem skruszony, opuszczając nieco łeb, zupełnie jakbym faktycznie czuł jakikolwiek żal do samego siebie, że rzekomo "nie przemyślałem" tej kwestii w pełni.
Jego propozycji się akurat nie spodziewałem. Moja sierść nieznacznie się uniosła, a pazury jakby mimowolnie wysunęły się i poczęły wbijać w ziemię z każdym kolejnym krokiem, by dać upust wściekłości. A więc wyzwanie? Jego propozycja była takim durnym wyzwaniem? Świetnie! ŚWIETNIE! Skoro myśli, że nie posunę się nawet do czegoś takiego to mija się z prawdą i to znacznie. Tsk.
Po kilku uderzeniach serca, poruszyłem barkami jakby właśnie zdjęty z nich został niemały ciężar, by po tym ponownie spoglądnąć na jego szkaradny pysk wzrokiem pełnym ulgi. Jeszcze pożałujesz.
- Owszem! - mruknąłem dość beztrosko w porównaniu z tym, co wcześniej w kwestii dowodu na moją wielką zmianę. Prędzej umrę, niż pokażę mu jakbym jakkolwiek się bał opinii tych nic nie znaczących mysich móżdżków. - Podoba mi się ten pomysł...skoro możesz przekazać to Malinowej Gwieździe to bardzo byłbym ci za to wdzięczny - rzekłem ze spokojem, uparcie wlepiając w niego swój wzrok. Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą, wobec czego jak dalej poudaję takiego altruistę to w końcu mi uwierzy. Jak na razie cudownie się przy tym bawię.
[Obrazek: KveJ1bz.gif]
Przez pola złote, kroczy dumnie ru.dy.
Lśniąca kita w słońcu, kłos zamiata.
W jego oczach lśni cwaniacko oszust,
Który zachowaniem swym, przyćmiewa wszystkich.
Ruda głowa widnieje wysoko, z góry patrząc na świat i
Nie licząc strat. Długimi łapami miażdży nadzieję,
• • •
Łapczywie zgarniając zdobyty łup.
LVL 2 110 / 150
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
#40
Zabawne. Myślenie Słońca było zupełnie typowe dla zadufanego w sobie kociaka, który nie znał realiów świata wojowników i uważał, że wszystko kręci się wokół niego. Sokół był już zbyt stary, by przejmować się kaprysami młodzieży, już od dawna wzruszał barkami na ich postępowanie, a kiedy uważał, że dana jednostka nie nadaje się na wojownika, to po prostu jej na to nie pozwalał. To nie była dla niego ujma na honorze, bo po prostu nie wszyscy nadawali się do tej rangi, więc Słońce mógł już przestać się o to zamartwiać. Wojownik miał to dokładnie pod ogonem i nie powinno nikogo dziwić, gdyby uznał, że jego podopieczny albo nie nadaje się do życia w Klanie, albo jedyne, na co zasługuje, to bycie wiecznym kociakiem, bo umysłowo na pewno jeszcze nie wyszedł z kociarni. Jego roszczeniowa i dumna postawa po prostu nudziła Sokoła, który jednak doskonale bawił się łapiąc na go za słowa i obracając je dokładnie tak, by odpowiadała mu, a nie młodemu.
Zdziałają? Ależ to było śmiechu warte! Sokół doskonale wiedział, że nic nie zdziała, więc nawet nie zakładał, że pewnego dnia zrobi ze Słońca choćby cień wojownika, dlatego też nie zamierzał nawet poświęcać mu nazbyt wiele swojego czasu. Miał inne obowiązki, o wiele pilniejsze, niż jakiś krnąbrny uczeń, który powoli robił się stary, ale mentalnie miał nadal trzy księżyce. To, jak bardzo Słońce mylił się w ocenie myśli Sokoła, było wręcz uroczo zabawne.
- Myśli. To jest jedyna rada, jakiej mogę ci udzielić - powiedział jeszcze, wyraźnie znudzony tym zachowaniem kocura. Cóż za szopka! Proszę bardzo, kładź się rozpłaszczony, bo to na pewno powinno być kolejnym elementem twojej jakże mądrej krucjaty. Zabawne było w tym wszystkim to, że Słońce sądził, iż w jakikolwiek sposób pokona Sokoła, ale to było nieco jak zamierzanie się z motyką na, nomen omen, słońce. Nie było szans na to, by zrobił coś niesamowitego, chyba że nagle coś w jego głowie by zaskoczyło.
- Doskonale. Ty zaś zastanów się nad każdym kotem, którego uraziłeś i do każdego z nich powinieneś wystosować właściwe przeprosiny, my zaś będziemy słuchać bardzo uważnie twojej skruchy - powiedział na to poważnie Sokół, jednocześnie śmiejąc się wewnętrznie, bo wizja to była co najmniej zacna, a skoro już Słońce tak cudownie mu się podłożył, nie zamierzał z tego rezygnować.
never say die...............
...............never say no
you got to look them in the eye
a n d . d o n ' t . l e t . g o
[Obrazek: daujix7-91d8c6be-8450-4f78-917d-dcfc23a0...SKvpSk0aHM]
when it's your own blood you'll bleed
and your own t e a r s you'll c r y
when you're bought up to believe
that it's the strong who survive
✫ NEVER SAY DIE ✫
LVL 8 400 / 500
MedLVL 0 0 / 100
28
Siła
S
14
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
#41
Bzdura. Jego wielkie, wspaniałe "rady" były głupie, jednak nie ma chyba czego się po nim spodziewać. Naturalnie, że myślę, niemniej jednak nie widzę sensu w stosowaniu tego w takim czymś. Nawet, jeśli nie potrafiłbym myśleć...cóż z tego? Mam cały klan, który może to dalej radośnie robić za mnie! Kiedy skruszony będę wszystkich błagał o przebaczenie, nie będzie absolutnie żadnego powodu na to, by się mnie jakkolwiek z tego klanu pozbyć. Dlatego też nie widzę zagrożenia.
Ach, to wszystko było takie zabawne, że doprawdy z trudem było mi zachować spokój. Zastanowić się nad każdym kotem, którego uraziłem? Naturalnie, że wystosuję do nich wszystkich należyte, łzawe przeprosiny zaraz po sporządzeniu mojego niezwykle długiego rachunku sumienia. Niech słuchają, mnie to obecnie już nie obchodzi. Nie ugnę się teraz, kiedy przyjąłem to jego durne wyzwanie, och, nie, nie. Nie jestem jakimś tchórzem pokroju Porannej, czy Słonecznik, tsk.
- Rozumiem - odrzekłem więc, pewny swojego sukcesu. Śpiewająco poradzę sobie z tymi przeprosinami, niech tylko poczeka.
[Obrazek: KveJ1bz.gif]
Przez pola złote, kroczy dumnie ru.dy.
Lśniąca kita w słońcu, kłos zamiata.
W jego oczach lśni cwaniacko oszust,
Który zachowaniem swym, przyćmiewa wszystkich.
Ruda głowa widnieje wysoko, z góry patrząc na świat i
Nie licząc strat. Długimi łapami miażdży nadzieję,
• • •
Łapczywie zgarniając zdobyty łup.
LVL 2 110 / 150
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
#42
Głupiec. Słońce nie wiedział, że wchodzi właśnie w idealnie zastawioną przez Sokoła pułapkę, bo oczywiste wręcz było, że popisy młodego terminatora nie dadzą nic, a on i Malina będą się radośnie uśmiechać, mając jeszcze większe możliwości wydalenia go z Klanu przy pierwszej okazji, bo przecież złamie swoje własne słowa, zapewnienia i nie wiadomo co jeszcze. Poza tym tak piękne, darmowe przedstawienie! Słońce na dokładkę starał się igrać z cierpliwością syna Czyżyka, nie zdając sobie chyba sprawy z tego, że po rozmowie z Maliną, Sokół właściwie miał sporo prawa do tego, by przyjść do niej ponownie i powiedzieć wprost: z tego kota nic nie będzie, a Klan Wichru mysich móżdżków na pewno nie będzie dalej karmił. Wielkość Słońca była zatem mniej więcej tak wielka, jak główka od szpilki i nie istniała właściwie szansa na żadną odmianę. Dawanie mu po pysku byłoby zaś żałosnym popisem bezsilności.
Śpiewająco? Och, śpiewająco na pewno mógł wylecieć z Klanu, co do tego Sokół nie miał najmniejszych nawet wątpliwości. Jeśli Słońce naprawdę myślał, że może sobie pogrywać z kocurem, który niejedno już w swym życiu widział, to naprawdę był głupcem. Był nikim innym, jak Gawronem, a tego jego brat rozgryzł wiele księżyców temu, ostatecznie żegnając się z nim na zawsze i właściwie w ogóle nie tęskniąc za tym skończonym lisim bobkiem.
- Wspaniale - wymruczał szczerze rozbawiony. - Musisz jednak pamiętać, że każde słowo musi być szczere, a przewiny dokładnie opisane, by wszyscy zrozumieli, jak bardzo jest ci żal, że nie okazujesz szacunku nikomu poza sobą - dodał spokojnie, kierując się w stronę obozu i spacerując sobie spokojnie. Miał uczyć go walczyć? Żeby zrobił krzywdę sobie albo komuś w Klanie? Nie sądził.
never say die...............
...............never say no
you got to look them in the eye
a n d . d o n ' t . l e t . g o
[Obrazek: daujix7-91d8c6be-8450-4f78-917d-dcfc23a0...SKvpSk0aHM]
when it's your own blood you'll bleed
and your own t e a r s you'll c r y
when you're bought up to believe
that it's the strong who survive
✫ NEVER SAY DIE ✫
LVL 8 400 / 500
MedLVL 0 0 / 100
28
Siła
S
14
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości