Księżyce: 151
Mistrz: Czaple Skrzydło[*]
Płeć: kotka
Matka: Pierzaste Serce[*]
Ojciec: Trawiastooki[*]
Partner: ...
Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Księżyce: 151
Mistrz: Czaple Skrzydło[*]
Płeć: kotka
Matka: Pierzaste Serce[*]
Ojciec: Trawiastooki[*]
Partner: ...
Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Średniego wzrostu, czarnofutra kotka. Zadbana, pełna gracji. Ma piękne, okrągłe ślepia o szmaragdowej barwie. Na pyszczku i na szyi znajdują się pojedyncze białe włoski. Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę, pamiątkę po dwunogach.
Pełna ciepła i miłości i w końcu z ułożonymi rzeczami w głowie. Ma serce po dobrej stronie, jest lojalna, obowiązkowa. Łatwo stracić jej zaufanie, nie ma już w niej tak wiele naiwności jak kiedyś. [WIP]
Tak jak powiedziała, tak zrobiła. O świcie opuściła kociarnię, zostawiając śpiące maleństwa, wyczyściła futro, zjadła szybko jakąś rybkę i przysiadła przy wyjściu z obozu. Była mało charakterystycznym punktem - zebrało się tu wielu mistrzów, wychodzących z rzeszą uczniów na treningi, wyskakiwali też na nie co starsi terminatorzy. Ucięła krótką pogawędkę z Ostowym Kolcem, który czekał siostrę Dudka - Echo. Rozmowa jednak nie była pasjonująca, a czarna wojowniczka była jeszcze myślami gdzieś w kociarni, zastanawiając się, czy na pewno wszystkie kulki spały, gdy wychodziła i czy żadna z córek (bo Mrozika o to nie podejrzewała) nie wyjdzie zaraz za nią... Liczyła na to, że Płonący Świt, która nie chciała się jeszcze żegnać z Chruśniakiem, nie zgubi jej dzieci. To byłoby dość... niefortunne.
Czekała więc, planując pierwszy dzień treningu z synem Lodowego Kła i patrzyła przed siebie.
Wraz z upływem księżyców nic nie zwiastowało by Dudek miał utracić miano najwyższego w miocie. Długie, pokryte gęstym, długim futrem, białym jak śnieżny puch, który otoczył świat, gdy przyszło mu go poznawać poraz pierwszy, dalej prowadzą dumnym krokiem resztę kocurka przez obóz klanu rzeki. Czyli właściwie niewiele się zmieniło. Podobny brak zmian można zauważyć w jego oczach, dalej naznaczonych głębokim błękitem, choć nie tak chłodnym jak w wypadku Lodowego Kła. Jedym elementem jego wyglądu, gdzie w najbliższym czasie mogą zajść jakieś zmiany jest jego rudą plamką na nosie, która chyba zaczyna... Rosnąć? Albo to tylko niezlizana krew na mordce kociaka.
Charakter kociaka, jest jak ten kociąt dwunogów – nieoczywisty. Prosty, nieukształtowany, trochę nieprzewidywalny, no i rzecz jasna – zmienny. W tym wieku nigdy nie jest on tym ostatecznym. Ulega on mniejszym lub większym przemianom, zarówno przed ukończeniem treningu, jak i po nim. Są z pewnością cechy, które łącza większość młodych znacznej części ssaków. I tak kociaki są ciekawe, skore do zabaw, które pozwolą wykształcić im umiejętności oraz więzi przydatne w przyszłości oraz w wielu przypadkach lekkomyślne. Nie znają jeszcze dobrze świata, więc nie są świadome niebezpieczeństw, postrzegają go inaczej niż dojrzalsze koty, wojownicy, czy nawet terminatorzy. Przez większość czasu mordka malucha się śmieje, jednak niestabilność w emocjach to kolejny element dość częsty w omawianej grupie. I taki bywa również przez większość czasu Dudek.
Wieczór jaki nastąpił po ceremonii był chyba tym najmniej przyjemnym w życiu Dudka. Kiedyś odkrywał czym jest smak snu, teraz poznał zaś brak snu. Nie zdążył się jeszcze przenieść do legowiska terminatorów. Nie wrócił też jednak do chruśniaku, a zamiast tego zajął miejsce za dość obszerną zasłoną bluszczyku przy śpiącym pniu. Z jednej strony bardzo podobało mu się to, że będzie mógł rozpocząć w końcu trening. Jeśli inne koty nie pamiętały o tamtym wydarzeniu, może i on powinien dać sobie spokój i postarać się żyć normalnie? A może jednak mianowanie jego na terminatora było złym pomysłem i któregoś razu sytuacja może się powtórzyć, gdy on będzie już znacznie silniejszy, a niewinny kot skończy znacznie gorzej niż jego siostra? Za żadną cenę nie chciał skończyć z krwią klanowicza na pazurach, nawet gdyby miało to się wiązać z zostaniem wiecznym kociakiem. Ale... Czy na pewno? Czy w ten sposób nie zawiedzie matki.. i ojca? Ojca, którego chciał zostać prawą łapą, chociaż przywódczyni nadała mu miano Dudkowej. Ojca, który chciał by jego kociaki przyniosły mu w przyszłości dumę, zostały kimś ważnym? No i czy jako wieczny kociak byłby nie groźny? Nie miałby może takiej wiedzy i doświadczenia, ale dalej miałby pewną siłę i ostre pazury. A gdyby pazury były tępe zostawały jeszcze zęby. Byłby dalej groźny, a przy tym bezużyteczny. Byłby bezużytecznym zależnym od pracy innych pasożytem, jak kleszcze o których kiedyś opowiadał jeden ze starszych. Jeśli nie chciał stracić rodziny powinien się szkolić... Spróbować zapanować nad swoją siłą, tak. Tylko dlaczego nie został uczniem taty. Czy Lodowy Kieł celowo poprosił ową kocicę, która była przywódcą by nie musiał go trenować, ani żadnego z tych jego żałosnych dzieci? A może to wina tej ciemnej strasznej Gwiazdy, która była zbyt głupia by dokonać właściwego wyboru? Czy przydzielona mu Kosowa Pieśń była kompetentna? Przez wieczór przypomniał sobie skąd ją kojarzył - wzięła kiedyś jego brata z kociarni. Zupełnie jak jego wujek Wschód, czyli najpewniej chciała go nauczać. Czyli brała stronę gorszego z ich dwójki, a wodny robal pewnie zdołał ją zmanipulować przeciwko niemu. Nawet jeśli miała odpowiednią wiedzę pewnie mu jej nie przekaże. A może... Kto wie.
W końcu point zasnął ledwo kilka godzin przed wschodem słońca, z oczami pełnymi łez, które jednak już nie chciały płynąć i głową bardziej pełną lęku i niepewności o własną przyszłość niż kiedykolwiek.
Obudził się z pewnością nieco później niż mogła oczekiwać tego mistrzyni, bo wschód słońca minął, a jego promienie zdążyły przyjemnie zagrzać w okolicy. Jeden z takich zbłąkanych promieni w końcu padł na jego pyszczek, dając mu znać, że porządnie się spóźnił. Zebranie się na łapy po długiej nocy jedynie lekko naznaczonej snem nie należało do najłatwiejszych, ale musiał. Musiał, jeśli chciał cokolwiek popchnąć do przodu. - Witaj.. ko... sikowa pniu - powiedział podchodząc do mistrzyni, już na starcie myląc jej imię przez niedobór snu. Zapowiadało to piękny początek znajomości..
Księżyce: 151
Mistrz: Czaple Skrzydło[*]
Płeć: kotka
Matka: Pierzaste Serce[*]
Ojciec: Trawiastooki[*]
Partner: ...
Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Księżyce: 151
Mistrz: Czaple Skrzydło[*]
Płeć: kotka
Matka: Pierzaste Serce[*]
Ojciec: Trawiastooki[*]
Partner: ...
Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Średniego wzrostu, czarnofutra kotka. Zadbana, pełna gracji. Ma piękne, okrągłe ślepia o szmaragdowej barwie. Na pyszczku i na szyi znajdują się pojedyncze białe włoski. Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę, pamiątkę po dwunogach.
Pełna ciepła i miłości i w końcu z ułożonymi rzeczami w głowie. Ma serce po dobrej stronie, jest lojalna, obowiązkowa. Łatwo stracić jej zaufanie, nie ma już w niej tak wiele naiwności jak kiedyś. [WIP]
Nie nastawiała się w żaden sposób na charakter i sposób bycia swojego terminatora. Nie spodziewała się też spóźnienia, choć na pewno nie miała za złe tego czynu. Przecież jeszcze wczoraj był kocięciem. Musiał przeżywać wiele emocji, nie tylko związanych z ceremonią samą w sobie, ale też ze spóźnieniem się na nią. Ona sama była zestresowana dość mocno pierwszym dniem treningu z Czaplim Skrzydłem, co prawda nie doprowadzając do spóźnienia się na niego, ale jednak czując dużą obawę.
- Słucham, Dudkowa Łapo? - zapytała delikatnie, dając młodemu kocurkowi drugą szansę. Była wyrozumiała, mogła wybaczyć większość rzeczy, nadal pozostając na wyższej pozycji mistrza. Jej pierwszy terminator, Koniczyna, nauczyła ją, że czasem wyrozumiałość i odrobina luzu była ważniejsza niż czysty autorytet. Najwięcej osiągnęła z nią poprzez zabawę i prowokację. Miała jednak nadzieję, że Dudek będzie trochę poważniejszy. Dlatego zaplanowała rozpoczęcie od teorii, od zapoznania się, od dostosowania treningu do niego.
- Coś cię gryzie - powiedziała bardziej, niż zapytała patrząc uważnie na podopiecznego - Powiesz mi o co chodzi? - zapytała. Taka jestem straszna? Tak bardzo się denerwujesz? Chciałeś kogoś innego na mistrza i padło na mnie?
Wraz z upływem księżyców nic nie zwiastowało by Dudek miał utracić miano najwyższego w miocie. Długie, pokryte gęstym, długim futrem, białym jak śnieżny puch, który otoczył świat, gdy przyszło mu go poznawać poraz pierwszy, dalej prowadzą dumnym krokiem resztę kocurka przez obóz klanu rzeki. Czyli właściwie niewiele się zmieniło. Podobny brak zmian można zauważyć w jego oczach, dalej naznaczonych głębokim błękitem, choć nie tak chłodnym jak w wypadku Lodowego Kła. Jedym elementem jego wyglądu, gdzie w najbliższym czasie mogą zajść jakieś zmiany jest jego rudą plamką na nosie, która chyba zaczyna... Rosnąć? Albo to tylko niezlizana krew na mordce kociaka.
Charakter kociaka, jest jak ten kociąt dwunogów – nieoczywisty. Prosty, nieukształtowany, trochę nieprzewidywalny, no i rzecz jasna – zmienny. W tym wieku nigdy nie jest on tym ostatecznym. Ulega on mniejszym lub większym przemianom, zarówno przed ukończeniem treningu, jak i po nim. Są z pewnością cechy, które łącza większość młodych znacznej części ssaków. I tak kociaki są ciekawe, skore do zabaw, które pozwolą wykształcić im umiejętności oraz więzi przydatne w przyszłości oraz w wielu przypadkach lekkomyślne. Nie znają jeszcze dobrze świata, więc nie są świadome niebezpieczeństw, postrzegają go inaczej niż dojrzalsze koty, wojownicy, czy nawet terminatorzy. Przez większość czasu mordka malucha się śmieje, jednak niestabilność w emocjach to kolejny element dość częsty w omawianej grupie. I taki bywa również przez większość czasu Dudek.
- Prz-praszam, Kos.. owa Pieśni - poprawił się, chociaż dalej lepiąc jedno słowo z kilku części i robiąc co krok przerwy. Taki sposób mówienia bardziej kojarzył się z młodymi kociakami i na pewno nie odpowiadał terminatorowi. Wypoczętemu i spokojnemu terminatorowi, do których teraz raczej nie można było zaliczyć Dudka. - W-wolałbym jakby mówić do mnie.. imieniem. - dodał, znowu sącząc powoli wypowiedź jak żywice z drzewa. Uroki stanu częściowej świadomości prawda? Kto by przejmował się tym, że ma nowe imię, czy powinien trzymać jakiś poziom składni.
Kiedy jednak padło pytanie o problemy młody dość energicznie w opozycji do tego co prezentował sobą wcześniej pokiwał głową na boki w celu udzielenia negatywnej odpowiedzi - Nie.. nie.
Księżyce: 151
Mistrz: Czaple Skrzydło[*]
Płeć: kotka
Matka: Pierzaste Serce[*]
Ojciec: Trawiastooki[*]
Partner: ...
Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Księżyce: 151
Mistrz: Czaple Skrzydło[*]
Płeć: kotka
Matka: Pierzaste Serce[*]
Ojciec: Trawiastooki[*]
Partner: ...
Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Średniego wzrostu, czarnofutra kotka. Zadbana, pełna gracji. Ma piękne, okrągłe ślepia o szmaragdowej barwie. Na pyszczku i na szyi znajdują się pojedyncze białe włoski. Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę, pamiątkę po dwunogach.
Pełna ciepła i miłości i w końcu z ułożonymi rzeczami w głowie. Ma serce po dobrej stronie, jest lojalna, obowiązkowa. Łatwo stracić jej zaufanie, nie ma już w niej tak wiele naiwności jak kiedyś. [WIP]
Poprawił się. Wykorzystał drugą szansę i siępoprawił, co ją dość ucieszyło. Pozwoliła sobie na uśmiech, ciepły i opiekuńczy, tym bardziej, gdy usłyszała słowa o imieniu.
- Oczywiście Dudku - poprawiła się od razu, patrząc uważnie jak kręci głową. Wstała i machnęła lekko ogonem strącając z niego piach.
- Chodź - zakomendowała po jego przeczącej odpowiedzi. Ruszyła powoli przed siebie, by w pełnych gracji ruchach rozpocząć ich spacer - Zaufanie. Wiesz co oznacza to słowo? - zaczęła spokojnym tonem, przekraczając wyjście z obozu. Chciała zacząć od czegoś prostego. Chciała zacząć od Kodeksu, od granic, opowieści o Gwiezdnych i podstawach życia w klanie.
Musiała zacząć od czegoś trudniejszego. Musiała zacząć od szczegółu, od czegoś, co dotyczyło kotów samych w sobie, a nie ogólnie przyjętych zasad. Musiała zacząć od pogadanki.
Wraz z upływem księżyców nic nie zwiastowało by Dudek miał utracić miano najwyższego w miocie. Długie, pokryte gęstym, długim futrem, białym jak śnieżny puch, który otoczył świat, gdy przyszło mu go poznawać poraz pierwszy, dalej prowadzą dumnym krokiem resztę kocurka przez obóz klanu rzeki. Czyli właściwie niewiele się zmieniło. Podobny brak zmian można zauważyć w jego oczach, dalej naznaczonych głębokim błękitem, choć nie tak chłodnym jak w wypadku Lodowego Kła. Jedym elementem jego wyglądu, gdzie w najbliższym czasie mogą zajść jakieś zmiany jest jego rudą plamką na nosie, która chyba zaczyna... Rosnąć? Albo to tylko niezlizana krew na mordce kociaka.
Charakter kociaka, jest jak ten kociąt dwunogów – nieoczywisty. Prosty, nieukształtowany, trochę nieprzewidywalny, no i rzecz jasna – zmienny. W tym wieku nigdy nie jest on tym ostatecznym. Ulega on mniejszym lub większym przemianom, zarówno przed ukończeniem treningu, jak i po nim. Są z pewnością cechy, które łącza większość młodych znacznej części ssaków. I tak kociaki są ciekawe, skore do zabaw, które pozwolą wykształcić im umiejętności oraz więzi przydatne w przyszłości oraz w wielu przypadkach lekkomyślne. Nie znają jeszcze dobrze świata, więc nie są świadome niebezpieczeństw, postrzegają go inaczej niż dojrzalsze koty, wojownicy, czy nawet terminatorzy. Przez większość czasu mordka malucha się śmieje, jednak niestabilność w emocjach to kolejny element dość częsty w omawianej grupie. I taki bywa również przez większość czasu Dudek.
Zachowanie Kosowej Pieśni było z jednej strony bardzo.. miłe, wyrozumiałe dla niego i przyjazne, jednak z drugiej było dla niego po tym czasie tak... Nienaturalne i niekomfortowe, przez co Dudek zupełnie nie wiedział jak się zachować. Dlaczego ktoś obcy był dla niego taki.. dobry? To nie miało sensu. Niemrawo spróbował odwzajemnić uśmiech, ruszając powolnym i zdecydowanie pozbawionym gracji krokiem za mistrzynią.
Mityczna bariera jaką był koniec ciemnego szlaku, za którym znajdował się cały wielki świat, została przekroczona.. Bez jakiś szczególnych emocji. Nie poczuł nagle rozdzierającego bólu w plecach, który mogłyby wywołać skrzydła wydostające się na zewnątrz. Łapy również nie stały się lżejsze, by pozwolić mu unosić się w powietrzu. Co najwyżej mogły zdawać się nieco cięższe z każdym kolejnym krokiem. Serce nie rozgrzało się też jakoś szczególnie.. Było po prostu zwyczajnie. Jedynie oczom ukazało się w jednym momencie więcej drzew niż przez całe życie widział. Super, tylko to też jakoś go nie obeszło. Wtedy padło tamto pytanie, które raczej nie zaliczało się do podstawy treningowej i było naprawdę ciężkie. - To.. barrdzo trudne słowo... Jest też bardzo ważne. Bardzo, bardzo ważne. Jest podstawą tego j-jak powinien działać klan.. Wiąże się z pozytywną relacją, gdy.. komuś ufamy... możemy przewidywać... jak ten kot zachowa się... w konkretnej sytuacji i... - powiedział po chwili namysłu, z widocznie rosnącym oporem, aż do momentu gdy zrobił krótką przerwę - nie zrobi nam nic złe.. złego... -w przeciwieństwie do mnie dokończył w myślach, po czym odwrócił pysk gdzieś na bok, byle nie spoglądać w stronę mistrzyni. Trafiła w jeden z bardziej niewygodnych dla niego tematów, aspekt w którym czuł swoją porażkę intensywniej niż smród zgniłej ryby. Nie był godny zaufania innego kota, z pewnością nie po tym co uczynił, co w kontraście z wręcz z rysującą się perfekcyjnie Kos sprawiało mu jeszcze większy ból.
Księżyce: 151
Mistrz: Czaple Skrzydło[*]
Płeć: kotka
Matka: Pierzaste Serce[*]
Ojciec: Trawiastooki[*]
Partner: ...
Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Księżyce: 151
Mistrz: Czaple Skrzydło[*]
Płeć: kotka
Matka: Pierzaste Serce[*]
Ojciec: Trawiastooki[*]
Partner: ...
Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Średniego wzrostu, czarnofutra kotka. Zadbana, pełna gracji. Ma piękne, okrągłe ślepia o szmaragdowej barwie. Na pyszczku i na szyi znajdują się pojedyncze białe włoski. Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę, pamiątkę po dwunogach.
Pełna ciepła i miłości i w końcu z ułożonymi rzeczami w głowie. Ma serce po dobrej stronie, jest lojalna, obowiązkowa. Łatwo stracić jej zaufanie, nie ma już w niej tak wiele naiwności jak kiedyś. [WIP]
Bo Kos miała to do siebie, że była miła. Zbyt miła. Miła aż bolało. Nie potrafiłaby nikogo bez powodu skrzywdzić, nie potrafiła przejść obojętnie obok kogoś widocznie smutnego. Mówi się, że jeśli po kimś nie widaćżadnych negatywnych emocji, musi jednocześnie ukrywać coś mrocznego, żeby balans był zachowany. Jako terminatorka ukrywała siebie. Krzywdziła się swoimi myślami, karała za każde niepowodzenie. Rzucała się w wir obowiązków. Kiedy jako ciężarna nie mogła już biegać po terenach, zaczęły się zmartwienia i umęczanie się do tego stopnia, że pierwsza część ciąży mogła ją po prostu wykończyć, gdyby ten stan utrzymał się dłużej. Akceptacja jaką wykazała się Kukułka, zadowolenie jakie pokazał Głóg, rozmowa z bratem w lecznicy... to pozwoliło jej urodzić sześć zdrowych córek i pięknego syna, bez konsekwencji dla niej samej. Jej negatywność objawiała się tylko i wyłącznie w relacji z Pierzastym Sercem, która najpierw odwróciła się od córki, a potem powoli wracała. Mroczność uczuć jakie czuła po tym incydencie do matki, pozwoliła jej bezpiecznie i ciepło przetrwać początki siedzenia w kociarni. A teraz... teraz mogła się znów wyżywać w obowiązkach. Wszystko w balansie. Perfekcyjnym.
Wysłuchała odpowiedzi Dudka. Uśmiechnęła się.
- Tak. To podstawa na jakiej opiera się klan. Dzięki zaufaniu, klanowicze nie mordują przywódców, idą leczyć się do medyka... dzięki zaufaniu są pewni, że nikt nie odwróci się przeciw nim w walce. Że mimo różnic i waśni, w razie czego staną łapę w łapę z niebezpieczeństw takim jak pies, lis, ryś, czy inny klan. Dzięki zaufaniu mogłam zostawić moje dzieci w kociarni z innymi matkami. A mistrz i terminator? Myślisz, że czemu powinni sobie ufać? - zapytała poważnie, zwracając łepek w stronę podopiecznego i kierując się w stroną Bobrowej Tamy. Granice. Tereny. Rozmowa. Plan na dziś.
Wraz z upływem księżyców nic nie zwiastowało by Dudek miał utracić miano najwyższego w miocie. Długie, pokryte gęstym, długim futrem, białym jak śnieżny puch, który otoczył świat, gdy przyszło mu go poznawać poraz pierwszy, dalej prowadzą dumnym krokiem resztę kocurka przez obóz klanu rzeki. Czyli właściwie niewiele się zmieniło. Podobny brak zmian można zauważyć w jego oczach, dalej naznaczonych głębokim błękitem, choć nie tak chłodnym jak w wypadku Lodowego Kła. Jedym elementem jego wyglądu, gdzie w najbliższym czasie mogą zajść jakieś zmiany jest jego rudą plamką na nosie, która chyba zaczyna... Rosnąć? Albo to tylko niezlizana krew na mordce kociaka.
Charakter kociaka, jest jak ten kociąt dwunogów – nieoczywisty. Prosty, nieukształtowany, trochę nieprzewidywalny, no i rzecz jasna – zmienny. W tym wieku nigdy nie jest on tym ostatecznym. Ulega on mniejszym lub większym przemianom, zarówno przed ukończeniem treningu, jak i po nim. Są z pewnością cechy, które łącza większość młodych znacznej części ssaków. I tak kociaki są ciekawe, skore do zabaw, które pozwolą wykształcić im umiejętności oraz więzi przydatne w przyszłości oraz w wielu przypadkach lekkomyślne. Nie znają jeszcze dobrze świata, więc nie są świadome niebezpieczeństw, postrzegają go inaczej niż dojrzalsze koty, wojownicy, czy nawet terminatorzy. Przez większość czasu mordka malucha się śmieje, jednak niestabilność w emocjach to kolejny element dość częsty w omawianej grupie. I taki bywa również przez większość czasu Dudek.
Szli dalej przez tereny, które Dudek widział poraz pierwszy, chociaż nie zwracał szczególnej uwagi na otoczenie. To było jedynie tłem.dla jego myśli, które powoli znowu staczały na ten sam kierunek co wieczorem. Kos jednak zdołała go szybko wybić swoją wypowiedzią i powstrzymać przed kolejnym pogorszeniem stanu, kolejnym płaczem i blokadą umysłu. Była trochę jak członek rodziny, który w ostatnim momencie wytrąca potencjalnemu samobójcy nóż z ręki.
Mówiła też rzeczy prawdziwie z sensem, chociaż nieco oczywiste. Gdyby padły one bez tego prostego poprzedzonego uśmiechem tak na początku, które w jego głowie wybiło jasnym światłem Tak Dudek, masz rację! mogłyby być zupełnie pozbawione tego zbawiennego działania. Naprowadziły by go z siłą neonowej strzałki na to, że to on jest zaburzającym to wszystko ogniwem, pogarszając całą sprawę. Jednak to jedno proste słowo, które przyjemnie podziałało na jego ego pozwoliło mu zgodzić się z resztą wypowiedzi bez większego problemu. - Na pewno terminator powinien mieć.. zaufanie wobec mistrza... Że ten nie żartuje sobie z niego. Uczy go prawidłowych zasad, by ten mógł jak najlepiej wykonywać zadania wojownika w przyszłości. Jeśli terminator nie udałoby mistrzowi... Miałby problem. Nie będąc pewien czy ten przekazuje mu.. rzetelną..? wiedzę miałby problem z nauką. - wyjaśnił, w przypływie energii. Ten jeden fragment odbiegł trochę od wcześniejszego charakteru ich rozmowy, z tej sfery uczuciowej w bardziej praktyczną. - Jeśli chodzi o mistrza.. chyba też powinien mieć pewność, że gdy terminator powie, że coś zrozumiał, ten nie chce tylko jak najszybciej przejść.. dalej. Nie wiem. - tu już nie był pewny o co dokładnie chodziło czarnej, jak zresztą w całym pytaniu. Wytężył swój ospały umysł jak umiał, starając się również wykrzesać coś więcej z języka by nabrać płynności, ale nic nie zmieniało faktu, że przespał może trzecią część tego co powinien kot w jego wieku. - Zau-fanie chyba powinno działać w dwie strony.. - dodał po chwili zawahania, ni to stwierdzając ni to pytając.
Księżyce: 151
Mistrz: Czaple Skrzydło[*]
Płeć: kotka
Matka: Pierzaste Serce[*]
Ojciec: Trawiastooki[*]
Partner: ...
Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Księżyce: 151
Mistrz: Czaple Skrzydło[*]
Płeć: kotka
Matka: Pierzaste Serce[*]
Ojciec: Trawiastooki[*]
Partner: ...
Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Średniego wzrostu, czarnofutra kotka. Zadbana, pełna gracji. Ma piękne, okrągłe ślepia o szmaragdowej barwie. Na pyszczku i na szyi znajdują się pojedyncze białe włoski. Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę, pamiątkę po dwunogach.
Pełna ciepła i miłości i w końcu z ułożonymi rzeczami w głowie. Ma serce po dobrej stronie, jest lojalna, obowiązkowa. Łatwo stracić jej zaufanie, nie ma już w niej tak wiele naiwności jak kiedyś. [WIP]
Członek rodziny... tak, to mogło być to. Może gdyby była młodsza, przymknęłaby oko na gorsze samopoczucie swojego ucznia, może przeszłaby od razu do trenowania go i sprawdzania jego wiedzy i myślenia. Może nie byłoby tu całego tego wstępu. Była jednak matką. To doświadczenie, to patrzenie na własne kocięta (i burza oksytocyny) sprawiły, że już nie mogła patrzeć na terminatora jak na terminatora. Był rodziną. Klanowiczem, którym miała się zając. Tak jakby chciała żeby ktoś zajął się kiedyś jej dziećmi.
Słuchając jego słów zbliżała się powoli do Grzmiącej Rzeki, która faktycznie grzmiała i zmuszała do wytężania uszu, by słyszeć co mówi jej terminator. Gdy była przy Bobrowej Tamie, zatrzymała się i usiadła, kierując całą sylwetkę i uwagę na ucznia.
- O to chodzi. Mógłbyś więc bez problemu powiedzieć, że mi ufasz i że jesteś godzien zaufania? - zapytała na koniec, stawiając najtrudniejsze przed nim. Cieszyły ją poprzednie słowa, które wykazywały, że brat Ważki nie jest głupi, że syn Lodowego Kła ma w sobie materiał na Wojownika przez duże 'W'. Cieszyło ją to, że nie poddawał się i udzielał odpowiedzi, że starał się i myślał. Stwierdziła, że przyjemnie będzie go trenować. Jeśli tylko przełamią pierwsze lody, jeśli tylko zdoła do niego dotrzeć w odpowiednim momencie, jeszcze zanim zaczną meritum treningu.
Wraz z upływem księżyców nic nie zwiastowało by Dudek miał utracić miano najwyższego w miocie. Długie, pokryte gęstym, długim futrem, białym jak śnieżny puch, który otoczył świat, gdy przyszło mu go poznawać poraz pierwszy, dalej prowadzą dumnym krokiem resztę kocurka przez obóz klanu rzeki. Czyli właściwie niewiele się zmieniło. Podobny brak zmian można zauważyć w jego oczach, dalej naznaczonych głębokim błękitem, choć nie tak chłodnym jak w wypadku Lodowego Kła. Jedym elementem jego wyglądu, gdzie w najbliższym czasie mogą zajść jakieś zmiany jest jego rudą plamką na nosie, która chyba zaczyna... Rosnąć? Albo to tylko niezlizana krew na mordce kociaka.
Charakter kociaka, jest jak ten kociąt dwunogów – nieoczywisty. Prosty, nieukształtowany, trochę nieprzewidywalny, no i rzecz jasna – zmienny. W tym wieku nigdy nie jest on tym ostatecznym. Ulega on mniejszym lub większym przemianom, zarówno przed ukończeniem treningu, jak i po nim. Są z pewnością cechy, które łącza większość młodych znacznej części ssaków. I tak kociaki są ciekawe, skore do zabaw, które pozwolą wykształcić im umiejętności oraz więzi przydatne w przyszłości oraz w wielu przypadkach lekkomyślne. Nie znają jeszcze dobrze świata, więc nie są świadome niebezpieczeństw, postrzegają go inaczej niż dojrzalsze koty, wojownicy, czy nawet terminatorzy. Przez większość czasu mordka malucha się śmieje, jednak niestabilność w emocjach to kolejny element dość częsty w omawianej grupie. I taki bywa również przez większość czasu Dudek.
Szum rzeki narastał z każdą chwilą, będąc jak werble przed kluczowym momentem, którym było zadanie zdawałoby się prostego pytania - Mógłbyś więc bez problemu powiedzieć, że mi ufasz i że jesteś godzien zaufania? Pytanie to musiało w końcu paść. Było ono bardzo niewygodne dla jego osoby, bo zmuszało go do odsłonięcia się przed innym kotem. Musiał powiedzieć Kosowej prosto w twarz co się stało i jak się z tym czuje. Wytłumaczyć, dlaczego odpowiedź niestety musiała brzmieć nie. Albo też, spróbować wyminąć ten temat, co z pewnością przyniesie mu te chwilową ulgę, lecz długoterminowo będzie sporym błędem.
On się jednak przemógł. Może przez swoje zmęczenie nie był zdolny do takiego krążenia wokół tematu jakiego wymagałaby druga opcja. Może i przez jego nienajlepszy stan Kosowa zdołała tak szybko zdobyć jego zaufanie. Gdyby się głębiej zastanowić, nie miał on żadnej odpowiedniej osoby, której mógł się zwierzyć. Rodzeństwo odpadało na starcie z wiadomych powodów, a o mówieniu o swoich przeżyciach Ojcu mógł zapomnieć. Z jednej strony nie chciał mu zawracać głowy czymś tak mało znaczącym, z drugiej duża część niepewności dotyczyła samego Lodowego Kła. Jego koleżanka z dzieciństwa jak i Matka były znowuż typem kota, który zdecydowanie więcej gadał niż słuchał, a ta pierwsza była zbyt.. radosna by nakładać na nią ten ciężar. Za to Kos.. Od początku zaimponowała mu pewną dozą wyrozumiałości i spokoju, cierpliwości, która była w tej sytuacji bardzo ważna. No i.. nie była jego rówieśniczką, która mogła go wyśmiać. Chyba. - Nie. - zaczął powoli. - Nie chodzi o Ciebie.. mistrzyni, ale o mnie. Mi nie można ufać. Czuję się... Niebezpieczny to złe słowo. Czuję, że.. mogę stwarzać zagrożenie. Zwłaszcza dla kociaków.. zawsze łatwo dawałem się sprowokować i wtedy ten jeden, jedyny raz straciłem nad sobą panowanie. Chciałbym wierzyć... wierzyć, że to był tylko incydent, chciałbym włożyć w to swoje starania, by można było mi ufać... Zwyczajnie, jak drobny tchórz pokroju Ważki boję się trenować. Boję się, że gdy teraz wszystko skończyło się dobrze, kiedyś... Mógłbym zrobić komuś dużą krzywdę. - wyznał w końcu. Nigdy wcześniej, przez całe swoje krótkie życie nie przyznał się do błędu. Nigdy nie mówił, przez dłuższy czas nawet otwarcie przed sobą, że robi coś chociaż odrobinę gorzej niż ktoś inny. Udawał tego najlepszego, chociaż wcale nie musiał nim być. To było przełamaniem tego trendu, kto wie... Może i krokiem w dobrą stronę. On na pewno poczynił kilka kroków przed siebie gdy mówił, próbując oddalić się od mistrzyni. Na końcu przysiadł, tylko po to by zaraz się położyć kładąc głowę na łapach.
Księżyce: 151
Mistrz: Czaple Skrzydło[*]
Płeć: kotka
Matka: Pierzaste Serce[*]
Ojciec: Trawiastooki[*]
Partner: ...
Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Księżyce: 151
Mistrz: Czaple Skrzydło[*]
Płeć: kotka
Matka: Pierzaste Serce[*]
Ojciec: Trawiastooki[*]
Partner: ...
Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Średniego wzrostu, czarnofutra kotka. Zadbana, pełna gracji. Ma piękne, okrągłe ślepia o szmaragdowej barwie. Na pyszczku i na szyi znajdują się pojedyncze białe włoski. Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę, pamiątkę po dwunogach.
Pełna ciepła i miłości i w końcu z ułożonymi rzeczami w głowie. Ma serce po dobrej stronie, jest lojalna, obowiązkowa. Łatwo stracić jej zaufanie, nie ma już w niej tak wiele naiwności jak kiedyś. [WIP]
Nie. Zabolało. Cios prosto w niewinne, Kosowe serduszko. Spięła się, zaczynała automatycznie szukać argumentów, pytań, usprawiedliwień, zaczynała myśleć, gdzie popełniła błąd, dwa razy przemknęła jej przez głowę wizja wygnania... gdy nagle Dudek zaczął kontynuować. Otworzył się. Uzewnętrznił. I bardzo, bardzo zmartwił młodą wojowniczkę. Słuchała go. Milczała, patrząc uważnie na każdy jego krok, na każdy ruch pyszczka, trzepnięcie uchem, ruch wąsów, mrugnięcie okiem. Martwiła się. Nie wiedziała o co dokładnie mu chodzi. Musiała się zastanowić bardziej. Głębiej wsłuchać w swoją własną intuicję. Wdech. Wydech...
Podeszła te kilka kroków do niego, położyła się obok stykając nieznacznie swój ciepły, matczyny jeszcze bok, z jego, tak naprawdę kocięcym jeszcze bokiem.
- Dudku - zaczęła spokojnie, ciepłym kojącym głosem, jakim została obdarzona, widocznie nie bez celu. Oddychała spokojnie, ważyła na języku każde słowo, poświęcając na wypowiedź więcej uwagi niż zwykle - Po pierwsze... Ważka nie jest drobnym tchórzem. Poznałam twojego brata i wiem, że kryje się w nim odwaga nawet większa niż u Lodowego Kła. Po drugie, Dudku, ty też nie jesteś drobnym tchórzem, jak to ująłeś. Jesteś terminatorem. Przyszedłeś na trening. Więc nie ma możliwości, żebyś bał się czegoś, co już robisz, bać można się tylko przed. Można też bać się swoich czynów, co najwidoczniej cię trapi. Posłuchaj - zatrzymała się, by przykuć uwagę pointa - Wszystkie kocięta myślą, że wojownicy to koty z kamienia. Nic bardziej mylnego. Wojownicy się boją. Wojownicy płaczą. Wojownicy potrafią unikać rzeczy, które wzbudzają ich strach, by nie musieć się z nimi mierzyć. Ty zmierzyłeś się ze swoim strachem przychodząc dziś do mnie. Jesteś odważny, Dudku. A teraz, zmierz się z tym co zrobiłeś. Powiedz, o co chodzi. Czemu dręczy cię jedna rzecz, jeden błąd, który na szczęście nie był zbyt duży? Jaki jest twój problem Dudku? - zapytała delikatnie, ale jednak z mocą, wymagając odpowiedzi. Bez tego nie ruszą dalej. Bez tego nie opowie mu o granicach, o Kodeksie, o polowaniu. Bez tego nie powie mu jak uczyni z niego wojownika.
Wraz z upływem księżyców nic nie zwiastowało by Dudek miał utracić miano najwyższego w miocie. Długie, pokryte gęstym, długim futrem, białym jak śnieżny puch, który otoczył świat, gdy przyszło mu go poznawać poraz pierwszy, dalej prowadzą dumnym krokiem resztę kocurka przez obóz klanu rzeki. Czyli właściwie niewiele się zmieniło. Podobny brak zmian można zauważyć w jego oczach, dalej naznaczonych głębokim błękitem, choć nie tak chłodnym jak w wypadku Lodowego Kła. Jedym elementem jego wyglądu, gdzie w najbliższym czasie mogą zajść jakieś zmiany jest jego rudą plamką na nosie, która chyba zaczyna... Rosnąć? Albo to tylko niezlizana krew na mordce kociaka.
Charakter kociaka, jest jak ten kociąt dwunogów – nieoczywisty. Prosty, nieukształtowany, trochę nieprzewidywalny, no i rzecz jasna – zmienny. W tym wieku nigdy nie jest on tym ostatecznym. Ulega on mniejszym lub większym przemianom, zarówno przed ukończeniem treningu, jak i po nim. Są z pewnością cechy, które łącza większość młodych znacznej części ssaków. I tak kociaki są ciekawe, skore do zabaw, które pozwolą wykształcić im umiejętności oraz więzi przydatne w przyszłości oraz w wielu przypadkach lekkomyślne. Nie znają jeszcze dobrze świata, więc nie są świadome niebezpieczeństw, postrzegają go inaczej niż dojrzalsze koty, wojownicy, czy nawet terminatorzy. Przez większość czasu mordka malucha się śmieje, jednak niestabilność w emocjach to kolejny element dość częsty w omawianej grupie. I taki bywa również przez większość czasu Dudek.
Ciepło Kosowej Pieśni powinno być mu na pewien sposób znajome, jednak jemu wydało się... Obce. Obce jak dotyk innego kota w ostatnim czasie. Odsunął się od wszystkich łącznie z matką i powoli zaczynał zapominać o takich gestach. Nie zmieniało to jednak jednego - dotyk ten był bardzo miły i uspokajający. Choć obcy.
Podobne odczucia miał odnośnie głosu czarnej wojowniczki. Nie można powiedzieć, że nie słyszał takiego głosu, jednak od dawna nie był on kierowany do jego osoby. Znowu więc uspokajał i był przyjemny, a przy tym obcy. Wsłuchiwał się w ów kojący ton, pozwalając mistrzyni na dokończenie swojej odpowiedzi bez żadnych przeszkód, chociaż w pewnych momentach pojawiała się pokusa by przerwać wpół zdania i zaprotestować. - Kosowa Pieśni.. - zaczął powoli, dalej nie będąc pewnym jak powinien zwracać się do starszej kotki. Czy dodatkowe mistrzyni jest dobrze widziane, a może wystarczyłoby mówić prosto na ty, a imię skracać do prostego Kos. Po prostu nie wiedział. - Ja... Po prostu zrobiłem krzywdę siostrze. Ona chciała się tylko pobawić.. pomóc mi się zmienić na lepsze. W pewnym momencie jednak wyciągnęła pazury a mi nie szło najlepiej i... Straciłem nad sobą kontrolę. Jak dziki zwierz rzuciłem się na nią i skończyło się dwoma długimi szramami na piersi. Ma blizny. Do końca życia będzie oszpecona przeze mnie. - powiedział, jednak nieco chaotycznie. Z pewnością nie zarysował dobrze okoliczności zdarzenia. Skupił się na swojej winie i na tym co zrobił, zamiast wytłumaczyć dokładnie, o co chodziło mu z ich zabawą, jak wyglądała i właściwie co odczuwał. Pytanie z jednej strony nie dotykało konkretnie tych kwestii, jednak było z nimi blisko związane. - Dlatego nie można mi ufać. - dodał cicho wtulając głowę we własne łapki i skupiając się na cieple młodej matki. Nie chciał tego tracić. Chciał by została przy nim i go zrozumiała.
Księżyce: 151
Mistrz: Czaple Skrzydło[*]
Płeć: kotka
Matka: Pierzaste Serce[*]
Ojciec: Trawiastooki[*]
Partner: ...
Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Księżyce: 151
Mistrz: Czaple Skrzydło[*]
Płeć: kotka
Matka: Pierzaste Serce[*]
Ojciec: Trawiastooki[*]
Partner: ...
Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Średniego wzrostu, czarnofutra kotka. Zadbana, pełna gracji. Ma piękne, okrągłe ślepia o szmaragdowej barwie. Na pyszczku i na szyi znajdują się pojedyncze białe włoski. Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę, pamiątkę po dwunogach.
Pełna ciepła i miłości i w końcu z ułożonymi rzeczami w głowie. Ma serce po dobrej stronie, jest lojalna, obowiązkowa. Łatwo stracić jej zaufanie, nie ma już w niej tak wiele naiwności jak kiedyś. [WIP]
Może nie było to tematem rozmowy, ale... czarna wojowniczka lubiła swoje pełne imię. Lubiła, gdy ktoś mówił do niej "Kosowa Pieśni". Lubiła, gdy ktoś zwracał się do niej w ten sposób, czuła wtedy pewien rodzaj dumy, ale też połączenia z rodziną. Lubiła też, gdy mówiono do niej "Kos", ale tylko, gdy mówiły to niektóre koty - jak Kukułka, Głóg, ojciec... dlatego, gdy Dudek zaczął swoją wypowiedź od jej imienia, postawiła uszy i drgnęła delikatnie. Gdy słuchała reszty, zadrgała znowu. Milczała przez chwilę. A potem jeszcze jedną... dla Dudka mogła milczeć nawet wieki... ale faktycznie myślała intensywnie, oddychając spokojnie i dalej leżąc przy boku swojego terminatora.
- Cieszę się, że mi to powiedziałeś... bo to oznacza, że się mylisz. Ufam ci, Dudku. Mówiąc o co chodzi, dowiodłeś mi, że jesteś godny zaufania i coś zupełnie innego jest twoim problemem. Co prawda krzywda, którą zrobiłeś swojej siostrze nie zostanie nigdy odwrócona... mimo to... mimo to, z moją pomocą i swoją własną zawziętością, możemy sprawić, że coś takiego się nie powtórzy. Że już nigdy nie będziesz przyczyną blizn u innego klanowicza. Pytanie tylko, czy tego chcesz. Czy chcesz mojej pomocy Dudku? - zapytała poważnie, patrząc swoimi szmaragdowymi oczami w oczy swojego ucznia. Od tej odpowiedzi zależała niemal cała przyszłośćrudego pointa. Miał ją w swoich łapach. Calusieńką.
Wraz z upływem księżyców nic nie zwiastowało by Dudek miał utracić miano najwyższego w miocie. Długie, pokryte gęstym, długim futrem, białym jak śnieżny puch, który otoczył świat, gdy przyszło mu go poznawać poraz pierwszy, dalej prowadzą dumnym krokiem resztę kocurka przez obóz klanu rzeki. Czyli właściwie niewiele się zmieniło. Podobny brak zmian można zauważyć w jego oczach, dalej naznaczonych głębokim błękitem, choć nie tak chłodnym jak w wypadku Lodowego Kła. Jedym elementem jego wyglądu, gdzie w najbliższym czasie mogą zajść jakieś zmiany jest jego rudą plamką na nosie, która chyba zaczyna... Rosnąć? Albo to tylko niezlizana krew na mordce kociaka.
Charakter kociaka, jest jak ten kociąt dwunogów – nieoczywisty. Prosty, nieukształtowany, trochę nieprzewidywalny, no i rzecz jasna – zmienny. W tym wieku nigdy nie jest on tym ostatecznym. Ulega on mniejszym lub większym przemianom, zarówno przed ukończeniem treningu, jak i po nim. Są z pewnością cechy, które łącza większość młodych znacznej części ssaków. I tak kociaki są ciekawe, skore do zabaw, które pozwolą wykształcić im umiejętności oraz więzi przydatne w przyszłości oraz w wielu przypadkach lekkomyślne. Nie znają jeszcze dobrze świata, więc nie są świadome niebezpieczeństw, postrzegają go inaczej niż dojrzalsze koty, wojownicy, czy nawet terminatorzy. Przez większość czasu mordka malucha się śmieje, jednak niestabilność w emocjach to kolejny element dość częsty w omawianej grupie. I taki bywa również przez większość czasu Dudek.
Tylko łapki miał on wątłe, zwłaszcza zaś te moralne. Położenie czegoś o takim ciężarze na czymś tak słabym sprowadzało się do próby utrzymania dużej gałęzi na dwóch cienkich wiązkach pajęczyny. Ciężar nie został upuszczony, ale mocno ugniótł młodego kota, zwłaszcza gdy położono na nim jeszcze ten kamień, jakim było oczekiwanie na odpowiedź mistrzyni. Niepewność z o ironio pewnością można było zaliczyć do jednych z gorszych uczuć, stanów jakie mogły towarzyszyć kotu. Zwłaszcza, gdy niepewność nie dotyczyła sprawy błahej, pokroju smaku ryby trafionej na stosie, który mógł być po prostu lepszy lub gorszy. Niepewność swoją najpodlejszą formę przybierała gdy wiązała się z oczekiwaniem i dotyczyła sprawy dla nas ważnej, na którą jednak nie mieliśmy już żadnego wpływu. Mogliśmy rodzić w naszych głowach kolejne wariacje efektu i przewidywać najgorsze, mogliśmy gdybać czy mogliśmy zrobić coś lepiej. Jednak w jego wypadku, gdy tylko padły pierwsze słowa czarnej wojowniczki całe to negatywne zjawisko znikło, by zostać zastąpione przez skupienie, bardzo pomocne w tej sytuacji.
Słowa Kosowej Pieśni nie były płaskie. Nie były często słyszanym i nieco wyśmiewanym matczynym wybielaniem. Nie można było się w nich dopatrzeć bezkrytycznego spojrzenia na jego osobę i prostych zapewnień, że przecież nic się nie stało, to nie jego wina i wszystko jakoś samo się ułoży. Nie. Znalazła się za to w nich duża porcja realizmu, odcień lekkiej szarości z perspektywą pozytywnego zakończenia i to z pewnością dawało kolejny dowód tego jak godną zaufania kotką jest jego mistrzyni. - Tak. - odpowiedział krótko po chwili zastanowienia, spoglądając w oczy wojowniczki. Chyba Był gotowy.
Księżyce: 151
Mistrz: Czaple Skrzydło[*]
Płeć: kotka
Matka: Pierzaste Serce[*]
Ojciec: Trawiastooki[*]
Partner: ...
Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Księżyce: 151
Mistrz: Czaple Skrzydło[*]
Płeć: kotka
Matka: Pierzaste Serce[*]
Ojciec: Trawiastooki[*]
Partner: ...
Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Średniego wzrostu, czarnofutra kotka. Zadbana, pełna gracji. Ma piękne, okrągłe ślepia o szmaragdowej barwie. Na pyszczku i na szyi znajdują się pojedyncze białe włoski. Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę, pamiątkę po dwunogach.
Pełna ciepła i miłości i w końcu z ułożonymi rzeczami w głowie. Ma serce po dobrej stronie, jest lojalna, obowiązkowa. Łatwo stracić jej zaufanie, nie ma już w niej tak wiele naiwności jak kiedyś. [WIP]
Skoro tylko wyraził gotowość, skoro faktycznie czuł się gotowy - wszak ptaszyna wierzyła całym sercem w jego odpowiedź - Kos wstała delikatnie i poleciła to samo zrobić swojemu podopiecznemu.
- Podejdź kawałek tutaj - zaczęła o wiele weselszym tonem, jak gdyby nie było wcześniejszej rozmowy, choć po jej oczach widać było czujność i powagę, a także nić niemego porozumienia, więzi mistrza i ucznia, całkowitego zrozumienia - i powąchaj, tylko niezbyt mocno. Tutaj jest granica z Klanem Gromu, a zaraz obok mamy Bobrową Tamę, jedno z dwóch miejsc, gdzie można przekroczyć Grzmiącą Rzekę suchą łapą. Choć pływania też cię nauczę, a raczej pokażę - powiedziała, w końcu przechodząc do Treningu. I choć oczywiście była gotowa wrócić do rozmów bardziej wychowawczych, niż "lekcyjnych", to opowiadanie o rzeczach związanych z codziennością było przemiłą pestką - miałeś może nauki? - zapytała, gdy kocurek już wykonał zadanie.