Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
*** nie widziałam nieobecności Trawy więc wbijam***
Pogoda była w sam raz na polowanie. Słońce świeciło i było dość ciepło, ale nie na tyle, by się gotować, zwłaszcza pod warstwą długiego futra, jakie posiadał Wiewiórczy Ogon. Dodatkowo wiał przyjemny, chłodny wiaterek, który umilał pobyt na zewnątrz. Grzechem byłoby nie skorzystać z chwili, w której dało się wytrzymać, toteż rudzielec zdecydował się iść na polowanie, mając nadzieję, że będzie ono owocne. Ustawił się więc pod wiatr, by nie zdradzić swej pozycji potencjalnym ofiarom i po cichutku ruszył przed siebie na poszukiwania czegoś do złapania.
Czarno-biały kwiat, który już od jakiegoś czasu rozkwitał i rósł na coraz to większą i większą. Białe plamy zasłaniające czarne futro układają się nieregularnie, granice między bielą a czernią, wędrowały krętą drogą, tworząc zawijasy i ciekawą kompozycję. Największa z owych plam, zaczyna się tuż na prawej stronie pyszczka, ciągnie się przez dolną szczękę, omijając mały element na brodzie z tego oto powodu na brodzie koteczki znajduje się czarne futerko. Biała nieregularna plama ciągnie się przez brzuch aż do wewnętrznej strony ud, ostatecznie jednak wchodzi na zewnętrzną stronę lewego uda, a tam spływa już w dół tworząc swego rodzaju krzywą skarpetkę. Białe skarpetki zostały nałożone również i na pozostałe łapy, na każdej jednak różnej długości. Na pyszczku osadzone żółte oczy. Na jej karku widnieje duża blizna, pamiątka po walce z rzeczną terminatorką. Brak 3/4 małżowiny lewego ucha. Na szyi obroża z pudroworóżową apaszką.
Ze wszystkich sił stara się zaistnieć w oczach wymagającego ojca, nie chce zawieść jego zaufania, ani sprawić, że będzie się jej wstydził. Po długim czasie spędzonym z ojcem zaczęła od siebie sporo wymagać i oczekuje tego również od rodzeństwa. Kwiatuszek nie ma czasu na głupie zabawy - ona jest poważnym kotem - a jeśli już zaplątała się w jakąś zabawę, starała się wyciągnąć z niej coś pożytecznego, coś co przyniesie jej potrzebną wiedzę i umiejętności. Jak na tak młody wiek jest bardzo ambitna i pewna swoich racji, a jej ogromna pewność siebie tylko to pogłębia.
Pogoda była naprawdę idealna by udać się na łowy. Jednak aby coś znaleźć należy się nieco bardziej przyłożyć! Bo póki co, nic się nie nawinęło. Jedynie kilka ptaków przeleciało nad głową cienistego zastępcy, jednak prędko zniknęły i znalazły się poza jego zasięgiem... Trzeba szukać dalej!
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
No tak, pogoda była idealna, ale to nie oznaczało, że zwierzyna sama będzie rudzielcowi się pchała pod łapy. Musiał się odrobinkę bardziej postarać, a przelatujące nad jego głową ptaki jedynie zaostrzyły jego apetyt. Tyle dobrze, że żaden na niego nie narobił, jak to miało miejsce... kiedyś. W każdym razie ugiął łapy i ruszył pod wiatr na poszukiwania czegoś do dołożenia na stos, albo dobrej walki.
Czarno-biały kwiat, który już od jakiegoś czasu rozkwitał i rósł na coraz to większą i większą. Białe plamy zasłaniające czarne futro układają się nieregularnie, granice między bielą a czernią, wędrowały krętą drogą, tworząc zawijasy i ciekawą kompozycję. Największa z owych plam, zaczyna się tuż na prawej stronie pyszczka, ciągnie się przez dolną szczękę, omijając mały element na brodzie z tego oto powodu na brodzie koteczki znajduje się czarne futerko. Biała nieregularna plama ciągnie się przez brzuch aż do wewnętrznej strony ud, ostatecznie jednak wchodzi na zewnętrzną stronę lewego uda, a tam spływa już w dół tworząc swego rodzaju krzywą skarpetkę. Białe skarpetki zostały nałożone również i na pozostałe łapy, na każdej jednak różnej długości. Na pyszczku osadzone żółte oczy. Na jej karku widnieje duża blizna, pamiątka po walce z rzeczną terminatorką. Brak 3/4 małżowiny lewego ucha. Na szyi obroża z pudroworóżową apaszką.
Ze wszystkich sił stara się zaistnieć w oczach wymagającego ojca, nie chce zawieść jego zaufania, ani sprawić, że będzie się jej wstydził. Po długim czasie spędzonym z ojcem zaczęła od siebie sporo wymagać i oczekuje tego również od rodzeństwa. Kwiatuszek nie ma czasu na głupie zabawy - ona jest poważnym kotem - a jeśli już zaplątała się w jakąś zabawę, starała się wyciągnąć z niej coś pożytecznego, coś co przyniesie jej potrzebną wiedzę i umiejętności. Jak na tak młody wiek jest bardzo ambitna i pewna swoich racji, a jej ogromna pewność siebie tylko to pogłębia.
Położenie czegoś na stos, lub dobra walka... zobaczymy co da się wyczarować! Kocur przeszedł spory kawałek, nim w powietrzu zaczęła unosić się bardzo intensywna woń. Mógł tylko mieć domysły co też wydziela tak specyficzny zapach. Niepewność nie została przy nim jednak zbyt długo, bo lada moment, a przekonał się bardzo dobrze kto też był odpowiedzialny za tę woń. Warkot dobiegł z lewej strony Wiewióra, a jak tylko zdecydował się spojrzeć w owym kierunku, między liśćmi krzaka dało się dostrzec oczy, które intensywnie wpatrywały się w kocura. Warczenie zdecydowanie dobiegało od tego zwierzęcia, którym okazał się być... borsuk. Czarno-biały nie miał zamiaru czekać i dość prędko zaszarżował wprost na cienistego zastępce.
Kocur nie miał za dużo czasu na reakcję, to też nie miał nawet okazji by wykonać unik. Borsuk uderzył w bok cienistego zastępcy, który przez siłę uderzenia odleciał kawałek, uderzając głową o ziemię. Borsuk wydał z siebie ponowny warkot i już przymierzał się do kolejnego ataku!
Kocica nie zmieniła się wiele. Nadal dużo trenuje, przez co jej ciało jest wyćwiczone, sama ma budowę atletyczną. Nadal chodzi pewnym siebie krokiem, a pysk szylkretki często jest zmarszczony, przez co można powiedzieć, że chodzi wiecznie niezadowolona czy naburmuszona, chociaż niekoniecznie tak jest. Obecnie ciało wojowniczki wróciło już do normy po porodzie przez to, że każdą wolną chwilę poświęca doprowadzeniu siebie do porządku. Na ciele widnieje parę blizn - jedna po wyrwanym płacie skóry na karku, druga na lewej tylnej łapie w postaci śladu po ugryzieniu lisa, trzecia to lekko wyszczerbione, prawe ucho po walce treningowej z Lis. A ostatnia jest urwanym ogonem, ostała się jej mniej niż połowa, przez co jej chód stał się bardziej ostrożny.
Krogulec zmieniła swoje nastawienie do innych. Otworzyła się, stała się bardziej rozmowna i nie stawia jedynie na zdobywanie wiedzy. Lubi od czasu do czasu porozmawiać sobie na luźne tematy i czerpać po prostu przyjemność z życia. Jest odpowiedzialną wojowniczką oraz matką, starając się wychować swoje młode najlepiej jak potrafi, pomimo tego, że były lekką wpadką. Często wybucha gniewem, ale nie potrafi być długo obrażona. Nie przyznaje się do błędów i zamiast powiedzieć "przepraszam" woli przejść od razu na neutralny grunt, gdzie zacznie rozmowę o pierdołach. Wypełnia swoje obowiązki z pasją i to najlepiej, jak potrafi!
Krogulec była na spacerze niedaleko, aby rozprostować stare kości podczas dość energicznego marszu w samotności. Jednak długo to nie potrwało, bo gdy weszła na tereny Mgielnego Jeziora, zobaczyła szarżującego borsuka i kępkę rudego futra, który odrzucony był na ziemię niczym listek przed porywisty wiatr. Na początku myślała, że to jakiś początkujący terminator dał się zaskoczyć niebezpieczeństwu i w swojej głupocie ruszył na samotne polowanie. Ale odkryła, że to nie był przypadkowy kot, a zastępca, co spotkał przeciwnika godnego sobie. Mogłaby być to widowiskowa walka, gdyby nie fakt, że byli na terenach klanu i koty rzucą się na pomoc innemu członkowi klanu. Tak samo zrobiła szylkretowa kocica, która zjeżyła sierść na grzbiecie, po czym przyspieszyła kroku do nieco wybujałego biegu, chcąc zaszarżować na drapieżnika, odbić się od ziemi i wylądować na jego plecach, gdzie starałaby się wbić zęby w potężny kark czarno-białego stworzenia. Nie będzie na jej warcie jakiś lisi bobek zjadał zastępcy.
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Wiewiórczy Ogon szedł w poszukiwaniu zwierzyny, uważnie rozglądając się po okolicy. Nie był w stanie wyłapać żadnego dźwięku i zapachu... do czasu. Nagle usłyszał warczenie i gwałtownie zbliżające się do niego kroki, jednak zorientował się za późno i nie miał czasu na reakcję. Borsuk zaatakował go z impetem, powodując chwilowe zawroty głowy, przez co zastępca po wylądowaniu kawałek od drapieżnika, potrzebował dwóch uderzeń serca, by dojść do siebie. Nadal był trochę omamiony, ale zdolny do walki. Rzucił się więc na czarno-białe zwierzę, celując pazurami w jego oczy. Chciał go oślepić i tym samym ułatwić sobie walkę, chroniąc przy tym swój narząd wzroku i starając się jakoś nie dać się złapać za szyję. Byłby w ostrych tarapatach, gdyby borsukowi udało się go tam chwycić.
W całym tym ferworze walki nie dostrzegł nadbiegającej Krogulec, więc przynajmniej na razie miał jedno zmartwienie mniej.
Posiada harmonijną budowę, średni wzrost i szczupłą sylwetkę z dobrze rozwiniętą tkanką mięśniową. To wszystko pokrywa gęste, długie futro mieniące się w barwach czarnej i rudej tygrysio pręgowanej. Na mordce samotniczki dwie barwy się równoważą - lewa strona pokryta czernią, zaś prawa rudością. Na scene wkracza jednak trzeci kolor - biel, która ujawnia się pod postacią kreski na brodzie Pustułki oraz jako większa plama na jej szyi. Centralnym obiektem na mordce szylkretki są dwa, okrągłe, świdrujące oczy - prawe złotobursztynowe, natomiast lewe niebieskie. Pod ślepiami znajduje się różowo-czarny nos otoczony białymi, lekko powyginanymi wąsami. Jedna z blizn znajduję się na lewej tylnej stopie, zaraz pod piętą - ślad po ugryzieniu; kolejna blizna to niewielkie rozerwanie prawej małżowiny usznej; trzecia z blizn to ślad po pazurze na grzbiecie nosa; ostatnia, najbardziej widoczna z blizn to szrama przecinająca lewe oko i pod nim zmieniająca się w dwie, lekko wykrzywione.
xxTymczasem Pustułcza Pieśń, jak ostatnio miała w zwyczaju, przechadzała się samotnie po cienistych granicach szukając (guza) przygody, a konkretniej jakiegoś nieznajomego, z którym mogłaby się "zakolegować", ewentualnie czegokolwiek ciekawego do roboty. Z grymasem na dwubarwnym pysku rozpoznała woń swojego ojca, który zapewne polował gdzieś niedaleko, po czym zatrzymała się i rozejrzała, zastanawiając się, czy zawrócić czy iść dalej. Wtedy do jej nosa dotarł również kolejny, jeszcze mniej przyjemny zapach innego drapieżnika, którego jednak nie potrafiła od razu rozpoznać. Wiedziała jednak, że to coś dużego i niebezpiecznego jak lis. Zdecydowała się iść dalej w stronę tych dwóch woni i wkrótce, gdy wyszła zza jednego z drzew, ujrzała przed sobą istne pole walki: tatko, na którego rzucił się wielki borsuk, a żeby było śmieszniej, do całego przedstawienia dołączyła mamusia Krogulec. Oh jej, spotkanie rodzinne i chimera nie została zaproszona? Widząc całą sytuację poczuła jakieś ukłucie i złość, jednak nie chciała przyznać sama przed sobą, że martwi się o rodziców. Pff niee, ona się o nich nie martwi, ma ich głęboko pod ogonem. Borsuk wyglądał jednak na silnego i niebezpiecznego, może by tak... coś pomóc? Nah, sami sobie poradzą. Aczkolwiek Pustułka jeszcze nigdy z niczym nie walczyła na poważnie i ta perspektywa brzmiała dość zachęcająco. Może nie zaszkodzi spróbować? W końcu jest wojowniczką, czyli powinna wojować. Mając w głowie myśl o nowej przygodzie (i ukrywając prawdziwą motywację chęci pomocy rodzicom) rzuciła się w kierunku walki, wysuwając pazury, po czym wyskoczyła na czarno-szaro-białego zwierza celując w jego szyję. Miała zamiar chwycić się borsuka pazurami i wbić kły w jego szyję, w końcu był to słaby punkt. Ciekawe, czy jej się to uda.
leavebehindyourheartandcastaway ratherbethe.h un te r.thantheprey «.you.are.n atura l.» abeatingheartofstone you.gotta.be.so.cold to.make.it.in.this.world
Czarno-biały kwiat, który już od jakiegoś czasu rozkwitał i rósł na coraz to większą i większą. Białe plamy zasłaniające czarne futro układają się nieregularnie, granice między bielą a czernią, wędrowały krętą drogą, tworząc zawijasy i ciekawą kompozycję. Największa z owych plam, zaczyna się tuż na prawej stronie pyszczka, ciągnie się przez dolną szczękę, omijając mały element na brodzie z tego oto powodu na brodzie koteczki znajduje się czarne futerko. Biała nieregularna plama ciągnie się przez brzuch aż do wewnętrznej strony ud, ostatecznie jednak wchodzi na zewnętrzną stronę lewego uda, a tam spływa już w dół tworząc swego rodzaju krzywą skarpetkę. Białe skarpetki zostały nałożone również i na pozostałe łapy, na każdej jednak różnej długości. Na pyszczku osadzone żółte oczy. Na jej karku widnieje duża blizna, pamiątka po walce z rzeczną terminatorką. Brak 3/4 małżowiny lewego ucha. Na szyi obroża z pudroworóżową apaszką.
Ze wszystkich sił stara się zaistnieć w oczach wymagającego ojca, nie chce zawieść jego zaufania, ani sprawić, że będzie się jej wstydził. Po długim czasie spędzonym z ojcem zaczęła od siebie sporo wymagać i oczekuje tego również od rodzeństwa. Kwiatuszek nie ma czasu na głupie zabawy - ona jest poważnym kotem - a jeśli już zaplątała się w jakąś zabawę, starała się wyciągnąć z niej coś pożytecznego, coś co przyniesie jej potrzebną wiedzę i umiejętności. Jak na tak młody wiek jest bardzo ambitna i pewna swoich racji, a jej ogromna pewność siebie tylko to pogłębia.
Odsiecz przybyła jak na zawołanie. Borsuk nawet nie zdołał ruszyć w stronę zastępcy, a już warknął i wydał z siebie donośny odgłos. Bowiem jego karku uczepiła się cienista wojowniczka. Cała uwaga borsuka przeszła teraz właśnie na nią i na próbach pozbycia się szylkretki z jego grzbietu. Kłapał szczękami, wił się, aż w końcu złapał. Zęby borsuka wbiły się w tylną łapę Krogulec, by kolejno szarpać tak mocno i na tyle długo, dopóki wojowniczka nie puści się jego karku. Skóra z karku bestii zaczęła się... rwać, co spowodowało tylko większą wściekłość drapieżnika i gdy następny raz szarpnął pyskiem, a sama kotka – z oderwanym fragmentem skóry – odleciała kawałek, lądując na ziemi. Jednak to nie koniec zabawy, z innej strony nadleciała i kolejna wojowniczka. Pustułka celowała w jedno z delikatniejszych miejsc, które wiązało się ze sporym ryzykiem... w końcu znajdowało się blisko szczęk rozwścieczonej bestii, która wciąż stanowiła zagrożenie. Udało jej się dostać do szyi borsuka i pozostawić po sobie krwawiące ślady po zębach. Większych szkód Pustułka jednak nie zdołała zrobić, gdyż Wiewiór wciąż się nie poddawał i podjął próbę ataku... udaną próbę ataku. Doskoczył do drapieżnika i jednym, celnym ciosem, pozbawił go wzroku na jedno oko. Zwierz wydał z siebie kolejny, przeraźliwy odgłos i wyrwał się z uścisku córki zastępcy, odsuwając o dwa kroki.
Wiewiór: lvl: 7 | S: 26 | Zr: 12 | Sz: 11 | Zm: 8 | HP: 69/95 | W: 65-4=61/65
• przerzuty: 0/6
○ rana 2 stopnia; mocne uderzenie w głowę; -2 do celności Krogulec: lvl: 6 | S: 18 | Zr: 12 | Sz: 8 | Zm: 11 | HP: 85-15=70 | W: 62-4=58/65
• przerzuty: 0/5
○ rana 2 stopnia; rozerwana skóra na prawej, tylnej łapie, krwawi; w pierwszej kolejce 3HP, w kolejnych po 2HP aż do końca walki Pustułka: lvl: 3 | S: 10 | Zr: 10 | Sz: 8 | Zm: 5 | HP: 70 | W: 50-4=46/50
• przerzuty: 0/2
Borsuk: S: 19 (25) | Zr: 9 (12) | Sz: 5 (7) | HP: 100-32-24-14=38/100 | W: 60-5=55
• spadek HP o połowę; statystyki obniżone o 1/4 (od następnej tury)
○ rana 2 stopnia; rozcięta gałka oczna, w pierwszej kolejce 3HP, w kolejnych po 2HP aż do końca walki, -2 do celności
○ rana 2 stopnia; oderwany fragment skóry z karku; w pierwszej kolejce 3HP, w kolejnych po 2HP aż do końca walki
○ rana 1 stopnia; ślady zębów na szyi, krwawi; -1HP do końca walki
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Nim Wiewiór zdołał dolecieć do borsuka, na miejscu zjawiła się Krogulec, która drapieżnika, a po tym także i Pustułka, która rzuciła się na szyję. Czarno-biały został przez kocice spacyfikowany, a na dokładkę, swoje trzy grosze dołożył także i rudzielec, rozcinając gałkę oczną agresora, pozbawiając go wzroku, przynajmniej częściowo. Widząc, jak czekoladowo-ruda obrywa w... łapę, znowu, zastępcy na moment stanęło serce w gardle. Na szczęście szylkretce nic poważnego się nie znała, miała jedynie rozerwaną skórę na łapie, a z gorszych ran już się wylizywała. Pustułka też była na ten moment bezpieczna, więc, przynajmniej chwilowo, nie było się o co martwić.
Syn Świerkowej Igły zamierzał skorzystać z okazji i skoro czarno-ruda córka zwolniła szyję, to właśnie tam wycelował tęgi kocur. Zamierzał wbić swoje zęby w szyję borsuka jak najmocniej i zacząć się szarpać, chcąc wyrządzić zwierzęciu jak największa krzywdę. Tak kończą frajerzy.
Posiada harmonijną budowę, średni wzrost i szczupłą sylwetkę z dobrze rozwiniętą tkanką mięśniową. To wszystko pokrywa gęste, długie futro mieniące się w barwach czarnej i rudej tygrysio pręgowanej. Na mordce samotniczki dwie barwy się równoważą - lewa strona pokryta czernią, zaś prawa rudością. Na scene wkracza jednak trzeci kolor - biel, która ujawnia się pod postacią kreski na brodzie Pustułki oraz jako większa plama na jej szyi. Centralnym obiektem na mordce szylkretki są dwa, okrągłe, świdrujące oczy - prawe złotobursztynowe, natomiast lewe niebieskie. Pod ślepiami znajduje się różowo-czarny nos otoczony białymi, lekko powyginanymi wąsami. Jedna z blizn znajduję się na lewej tylnej stopie, zaraz pod piętą - ślad po ugryzieniu; kolejna blizna to niewielkie rozerwanie prawej małżowiny usznej; trzecia z blizn to ślad po pazurze na grzbiecie nosa; ostatnia, najbardziej widoczna z blizn to szrama przecinająca lewe oko i pod nim zmieniająca się w dwie, lekko wykrzywione.
xxHa! Kto by pomyślał, że walka z borsukiem może być taka ekscytująca i przyjemna? Szczególnie teraz, gdy Pustułka z chęcią wyładowałaby swoje żale na czymś, a że akurat pod łapy napatoczył się jej ten oto zwierz, szkoda było nie wykorzystać okazji. Dobrze wycelowała i już po chwili poczuła na języku gorącą, metaliczną posokę wypływającą z rany, którą żądała na szyi przeciwnika. Ten wydał z siebie głośny wrzask i niestety wyrwał się z uścisku szczęk chimery, na co nie była bardzo zadowolona, ale sam fakt, iż zdołała wyrządzić borsukowi krzywdę, napawał ją satysfakcją. Zdecydowanie nie żałowała, że tu przyszła. Oblizała się, smakując krwi szaro-czarnego drapieżnika, by dobrze zapamiętać ten smak. Jej pierwsza w życiu prawdziwa walka, z pewnością utkwi jej w pamięci. Nie miała czasu na więcej przemyśleń, bowiem zaraz Rudzielec rzucił się tam, gdzie przed chwilą Pustułka zadała ranę, więc młodsza wojowniczka musiała poszukać innego celu na ciele przeciwnika. Skoro tata zajął jej miejsce, ona zajmie miejsce mamusi, a co. Zaraz wycelowała i wskoczyła borsukowi na kark, by następnie chcieć zatopić zęby w okolicy rany, którą wcześniej wyrządziła Krogulec, a może nawet powiększy właśnie tamtą. Miała zamiar się wgryźć jak najmocniej i szarpnąć. Krew szumiała jej w uszach i adrenalina napędzała cale jej ciało oraz umysł do działania. Podobała jej się ta przygoda.
leavebehindyourheartandcastaway ratherbethe.h un te r.thantheprey «.you.are.n atura l.» abeatingheartofstone you.gotta.be.so.cold to.make.it.in.this.world
Kocica nie zmieniła się wiele. Nadal dużo trenuje, przez co jej ciało jest wyćwiczone, sama ma budowę atletyczną. Nadal chodzi pewnym siebie krokiem, a pysk szylkretki często jest zmarszczony, przez co można powiedzieć, że chodzi wiecznie niezadowolona czy naburmuszona, chociaż niekoniecznie tak jest. Obecnie ciało wojowniczki wróciło już do normy po porodzie przez to, że każdą wolną chwilę poświęca doprowadzeniu siebie do porządku. Na ciele widnieje parę blizn - jedna po wyrwanym płacie skóry na karku, druga na lewej tylnej łapie w postaci śladu po ugryzieniu lisa, trzecia to lekko wyszczerbione, prawe ucho po walce treningowej z Lis. A ostatnia jest urwanym ogonem, ostała się jej mniej niż połowa, przez co jej chód stał się bardziej ostrożny.
Krogulec zmieniła swoje nastawienie do innych. Otworzyła się, stała się bardziej rozmowna i nie stawia jedynie na zdobywanie wiedzy. Lubi od czasu do czasu porozmawiać sobie na luźne tematy i czerpać po prostu przyjemność z życia. Jest odpowiedzialną wojowniczką oraz matką, starając się wychować swoje młode najlepiej jak potrafi, pomimo tego, że były lekką wpadką. Często wybucha gniewem, ale nie potrafi być długo obrażona. Nie przyznaje się do błędów i zamiast powiedzieć "przepraszam" woli przejść od razu na neutralny grunt, gdzie zacznie rozmowę o pierdołach. Wypełnia swoje obowiązki z pasją i to najlepiej, jak potrafi!
Udało jej się wskoczyć na grzbiet drapieżnika, ba! Całkiem głęboko wbiła zęby w jego kark, nie chcąc go puścić. jednak w pewnym momencie poczuła ból, gdy borsuk skupił uwagę na niej i zacisnął zęby na brązowo-rudej łapie. Chcąc nie chcąc, została z przeciwnika zrzucona, jednak nie bez nagrody. Trzymała w ustach całkiem pokaźny płat skóry, który po chwili wypluła, dodatkowo spluwając sierścią biało-czarnego. Przeanalizowała sytuację na placu boju, stawiając krwawiącą łapę na ziemi i, nie bacząc na płonący ból w okolicach rany, odbiła się od ziemi i zdecydowała się zająć miejsce Wiewióra, skoro Pustułka wskoczyła na grzbiet. Oby tylko jej tak nie ściągnął, jak Krogulec, bo to nie musiało być dla szylkretki zbyt przyjemnym przeżyciem. Chociaż matka by była z niej dumna, jakby dorobiła się blizny, chyba pierwsza ze swojego rodzeństwa. Przeniosła ciężar ciała na tył, aby lepiej móc manewrować swoich punktem równowagi, po czym podniosła się na tylnych łapach, by przednią od góry wycelować w pysk borsuka. Chciała przejechać mu pazurami od czoła do nosa, używając prawej łapy, która w teorii była silniejsza. Zdawała sobie jednak sprawę z tego, że była to praktycznie jej pierwsza walka od chwili utraty ogona, a jej nowy styl walki jeszcze się klarował. Dodatkowo uważała na to, aby nie zrobić rudzielcowi krzywdy. Co jak co, ale swoich atakować nie zamierzała.
I look inside myselfand seemy heart is black.
I see my red doorandmust have it painted black.
Maybethen I'll fade awayand not have to face thefacts.
It's not easy facing upwhen your whole world is black.
Czarno-biały kwiat, który już od jakiegoś czasu rozkwitał i rósł na coraz to większą i większą. Białe plamy zasłaniające czarne futro układają się nieregularnie, granice między bielą a czernią, wędrowały krętą drogą, tworząc zawijasy i ciekawą kompozycję. Największa z owych plam, zaczyna się tuż na prawej stronie pyszczka, ciągnie się przez dolną szczękę, omijając mały element na brodzie z tego oto powodu na brodzie koteczki znajduje się czarne futerko. Biała nieregularna plama ciągnie się przez brzuch aż do wewnętrznej strony ud, ostatecznie jednak wchodzi na zewnętrzną stronę lewego uda, a tam spływa już w dół tworząc swego rodzaju krzywą skarpetkę. Białe skarpetki zostały nałożone również i na pozostałe łapy, na każdej jednak różnej długości. Na pyszczku osadzone żółte oczy. Na jej karku widnieje duża blizna, pamiątka po walce z rzeczną terminatorką. Brak 3/4 małżowiny lewego ucha. Na szyi obroża z pudroworóżową apaszką.
Ze wszystkich sił stara się zaistnieć w oczach wymagającego ojca, nie chce zawieść jego zaufania, ani sprawić, że będzie się jej wstydził. Po długim czasie spędzonym z ojcem zaczęła od siebie sporo wymagać i oczekuje tego również od rodzeństwa. Kwiatuszek nie ma czasu na głupie zabawy - ona jest poważnym kotem - a jeśli już zaplątała się w jakąś zabawę, starała się wyciągnąć z niej coś pożytecznego, coś co przyniesie jej potrzebną wiedzę i umiejętności. Jak na tak młody wiek jest bardzo ambitna i pewna swoich racji, a jej ogromna pewność siebie tylko to pogłębia.
Atak Wiewióra: w ogóle się nie udał[0%] > przerzut > udał się dobrze[100%] > (15 + 26) - (11 + 9) = 21 Atak Krogulec: udał się dobrze[100%] > (17 + 18) - (12 + 9) = 14 Atak Pustułki: krytyczny[150%] > (12 + 10) - (14 + 9) * 1.5 = -2 Atak borsuka: udał się słabo[50%] > (15 + 19) - (8 + 12) * 0.5 = 7
Atak Pustułki okazał się być nieudany. Plan miała dobry, dobrać się do grzbietu przeciwnika, jednak ten zaszarżował na już poszkodowaną Krogulczy Szpon, sprawiając, że młoda wojowniczka wylądowała twardo na ziemi, tuż za nim. Najstarsza z towarzystwa nie miała za wiele czasu na reakcję i pomimo bólu w łapie, podjęła próbę ataku. Krogulec udało się pazurami rozerwać skórę na głowię przeciwnika, co prawda nie dojechała nimi aż do nosa, jednak pozostawiła po sobie bolesną i krwawiącą ranę. A czemu jej się nie udało? Otóż borsuk pozostawał jeszcze żywy i nie zamierzał się poddawać, chwycił więc w szczęki głowę wojowniczki, która teraz mogła przyjrzeć się dokładniej zawartości pyska borsuka, a nawet i niuchnąć jakie królują tam zapaszki. Wtedy też do akcji wkroczył były(??) partner szylkretki i korzystając z nieuwagi borsuka, wbił się kłami w szyję przeciwnika i następnie rozerwał skórę. Okazało się to być ostatnim co borsuk poczuł, gdyż lada moment, a padł martwy na ziemię, ciągnąc za sobą głowę wojowniczki. Szczęki rozluźniły się po chwili, więc Krogulczy Szpon mogła w końcu oswobodzić się z dość niekomfortowej sytuacji.
Wiewiór: lvl: 7 | S: 26 | Zr: 12 | Sz: 11 | Zm: 8 | HP: 69/95 | W: 61-4=57/65
• przerzuty: 1/6
○ rana 2 stopnia; mocne uderzenie w głowę; -2 do celności Krogulec: lvl: 6 | S: 18 | Zr: 12 | Sz: 8 | Zm: 11 | HP: 70-7-3=60/85 | W: 58-3=55/65
• przerzuty: 0/5
○ rana 2 stopnia; rozerwana skóra na prawej, tylnej łapie, krwawi; w pierwszej kolejce 3HP, w kolejnych po 2HP aż do końca walki
○ rana 1 stopnia; ślady zębów na żuchwie i czole; -1HP do końca walki Pustułka: lvl: 3 | S: 10 | Zr: 10 | Sz: 8 | Zm: 5 | HP: 70 | W: 46-2=44/50
• przerzuty: 0/2
Borsuk: S: 19 (25) | Zr: 9 (12) | Sz: 5 (7) | HP: 38-21-14-3-3-1=-4śmierć/100 | W: 60-5=55
• spadek HP o połowę; statystyki obniżone o 1/4 (od następnej tury)
○ rana 2 stopnia; rozcięta gałka oczna, w pierwszej kolejce 3HP, w kolejnych po 2HP aż do końca walki, -2 do celności
○ rana 2 stopnia; oderwany fragment skóry z karku; w pierwszej kolejce 3HP, w kolejnych po 2HP aż do końca walki
○ rana 1 stopnia; ślady zębów na szyi, krwawi; -1HP do końca walki
○ rana 2 stopnia; rozerwana skóra na szyi; w pierwszej kolejce 3HP, w kolejnych po 2HP aż do końca walki
○ rana 2 stopnia; rozerwana skóra od czoła do pyska; w pierwszej kolejce 3HP, w kolejnych po 2HP aż do końca walki
Krogulec: rzut na infekcję > 1k6 rana 1 stopnia 1-5 – brak infekcji; 6 – infekcja > wypada 3 > brak infekcji rana 2 stopnia 2-5 – brak infekcji; 1, 6 – infekcja > wypada 5 > brak infekcji
Kocica nie zmieniła się wiele. Nadal dużo trenuje, przez co jej ciało jest wyćwiczone, sama ma budowę atletyczną. Nadal chodzi pewnym siebie krokiem, a pysk szylkretki często jest zmarszczony, przez co można powiedzieć, że chodzi wiecznie niezadowolona czy naburmuszona, chociaż niekoniecznie tak jest. Obecnie ciało wojowniczki wróciło już do normy po porodzie przez to, że każdą wolną chwilę poświęca doprowadzeniu siebie do porządku. Na ciele widnieje parę blizn - jedna po wyrwanym płacie skóry na karku, druga na lewej tylnej łapie w postaci śladu po ugryzieniu lisa, trzecia to lekko wyszczerbione, prawe ucho po walce treningowej z Lis. A ostatnia jest urwanym ogonem, ostała się jej mniej niż połowa, przez co jej chód stał się bardziej ostrożny.
Krogulec zmieniła swoje nastawienie do innych. Otworzyła się, stała się bardziej rozmowna i nie stawia jedynie na zdobywanie wiedzy. Lubi od czasu do czasu porozmawiać sobie na luźne tematy i czerpać po prostu przyjemność z życia. Jest odpowiedzialną wojowniczką oraz matką, starając się wychować swoje młode najlepiej jak potrafi, pomimo tego, że były lekką wpadką. Często wybucha gniewem, ale nie potrafi być długo obrażona. Nie przyznaje się do błędów i zamiast powiedzieć "przepraszam" woli przejść od razu na neutralny grunt, gdzie zacznie rozmowę o pierdołach. Wypełnia swoje obowiązki z pasją i to najlepiej, jak potrafi!
Pan wielki drapieżnik oczywiście ponownie uwziął się na nią. Czy to już tradycja, że zawsze, jak musi ratować tę rudą dupę z kłopotów, to staje się nagle celem? Może jest większym zagrożeniem według nich niż Wiewiór? Ha! A to dopiero! Poczuła, jak pazury zatapiają się w skórę czarno-białego, tworząc pręgę ciągnącą się przez środek pyska, co przyjęła z zadowoleniem. Była dość spektakularna, widocznie nowy styl walki, nad którym pracowała, dawał efekty. Jednak nie zdołała wycofać się przed ponownym atakiem borsuka, przez co jej pysk na moment zagościł w jego zębach. Poczuła, jak dreszcz przechodzi po jej grzbiecie, gdy fala adrenaliny przeszła przez ciało wojowniczki, oczy się rozwarły bardziej oraz na moment wstrzymała oddech. Bycie głową w paszczy drapieżnika było dość... Osobliwym, jednak niezwykle pociągającym doświadczeniem. Czuła, jak jego ostre zęby wbijają się w żuchwę oraz w czoło, jednak już po uderzeniu serca, zanim borsuk zdołał zacisnąć szczęki mocniej, nagle ucisk ustąpił, uwalniając głowę Krogulec. Zaciągnęła się niestety powietrzem z jamy ustnej biało-czarnego padalca, co nie było zbyt mądre. Odsunęła się szybko od ust borsuka, po czym spojrzała na zastępcę, który wgryzł się w szyję przeciwnika, a następnie ją rozerwał, przez co borsuk padł tak szybko, jak zaatakował Wiewióra. Tuż po chwili, gdy zamglony umysł pragnieniem walki zdołał się przetrzeć i ukazać trochę rozsądku, na pysku szylkretki pojawił się zadziorny uśmiech, który krył w sobie jednocześnie wiele zadowolenia. Spojrzała na resztę towarzyszy, którzy pomogli dobić rozbójnika, mierząc ich wzrokiem. Niby nic się nie stało, widziała, że Pustułki raczej nie atakował, nie mogła tego powiedzieć o synu Świerkowej Igły.
- Świetna walka, oboje bardzo dobrze walczyliście. Pustułko, szczególnie ty. Dumna jestem z ciebie — powiedziała, ostatnie słowa kierując w stronę córki, a uśmiech matki nieco się ogrzał, jednak jedynie na chwilę. Zaraz potem spojrzała na kogoś w rodzaju partnera, ale takiego nie do końca.
- Pomożesz mi dojść do lecznicy? Pustułko, zakopałabyś ciało? - zadała pytanie, wiedząc jednocześnie, że szylkretka sobie poradzi. Jak nie potrafiłaby zakopać poległego przeciwnika, to po co by się na niego rzucała? Przy pytaniu kierowanym do córki, skierowała ku niej głowę, by potem powrócić wzrokiem do Wiewióra. Idziem?
I look inside myselfand seemy heart is black.
I see my red doorandmust have it painted black.
Maybethen I'll fade awayand not have to face thefacts.
It's not easy facing upwhen your whole world is black.
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Wszystko poszło jak po maśle. Pustułce się co prawda nie udało tym razem zranić borsuka, a Krogulec na chwilę wylądowała w jego paszczy, ale ostatecznie wszystko dobrze się skończyło i czarno-biały padł martwy na ziemię. Gdy to nastąpiło, Wiewiórczy Ogon natychmiast spojrzał najpierw na czekoladowo-rudą, by upewnić się, że poza zranioną łapą nic jej nie jest, a następnie wzrok przeniósł na córkę, której na szczęście też nic nie dolegało. Uff. Wszyscy byli cali i zdrowi.
- Dziwnym by było, gdyby po takich rodzicach nie potrafiła sobie poradzić z zagrożeniem - odpowiedział na słowa starszej z wojowniczek. - Ja także jestem dumny. Świetnie sobie poradziłaś - pochwalił córkę, zerkając na ciało drapieżnika. No tak, trzeba będzie je zakopać. Już się do tego zabierał, kiedy córka Traszkowego Grzbietu poprosiła go o pomoc w dotarciu do lecznicy. Cóż, Pustułcza Pieśń będzie musiała sobie poradzić z tym zadaniem sama, w takim razie. Ale hej, skoro tak dobrze poradziła sobie w walce, to teraz będzie jeszcze lepiej! Ojciec z zawrotami głowy tylko by jej przeszkadzał.
- Oczywiście - zwrócił się do ukochanej, po czym na uderzenie serce przeniósł wzrok na czarno-rudą. - Chciałbym potem z tobą porozmawiać, Pustułko - oznajmił poważnym tonem. Kocica powinna się w związku z tym przygotować, bo to, co miało miejsce między nią a Popielnym Żarem wymagało jakiegoś wyjaśnienia.
Potem tak jak obiecał pomógł Krogulec dotrzeć do lecznicy. Zresztą, on sam potrzebował pomocy od Ciernistego Kwiatu.
Posiada harmonijną budowę, średni wzrost i szczupłą sylwetkę z dobrze rozwiniętą tkanką mięśniową. To wszystko pokrywa gęste, długie futro mieniące się w barwach czarnej i rudej tygrysio pręgowanej. Na mordce samotniczki dwie barwy się równoważą - lewa strona pokryta czernią, zaś prawa rudością. Na scene wkracza jednak trzeci kolor - biel, która ujawnia się pod postacią kreski na brodzie Pustułki oraz jako większa plama na jej szyi. Centralnym obiektem na mordce szylkretki są dwa, okrągłe, świdrujące oczy - prawe złotobursztynowe, natomiast lewe niebieskie. Pod ślepiami znajduje się różowo-czarny nos otoczony białymi, lekko powyginanymi wąsami. Jedna z blizn znajduję się na lewej tylnej stopie, zaraz pod piętą - ślad po ugryzieniu; kolejna blizna to niewielkie rozerwanie prawej małżowiny usznej; trzecia z blizn to ślad po pazurze na grzbiecie nosa; ostatnia, najbardziej widoczna z blizn to szrama przecinająca lewe oko i pod nim zmieniająca się w dwie, lekko wykrzywione.
xxPlan był dobry, ale coś nie pykło. Wymierzyła w grzbiet borsuka, lecz ten wymknął jej się spod łap i chimera wyładowała twardo na ziemi, wbijając pazury w glebę. A niech to szlag. Zazgrzytała zębami i machnęła rudą kitą, patrząc, co wielki drapieżnik robi i nie miała już nawet jak zaatakować, bowiem jej rodzice bardzo szybko rozprawili się z potworem. Rachu ciachu i po strachu. No, nie do końca. Gdy Pustułka zobaczyła, jak głowa czekoladowo-rudej ląduje w paszczy przeciwnika, jej serce na moment podeszło jej do gardła. Ogarnął ją strach, którego nie czuła wcześniej podczas tej walki, jakby dopiero dotarła do niej powaga sytuacji, jednak na szczęście zaraz borsuk padł martwy, a Krogulec uwolniła się z uścisku. Wtedy też najmłodsza z trójki wojowników odetchnęła w myślach i szybko wymazała resztki strachu z dwubarwnego oblicza. A więc to koniec bójki? Szkoda, dopiero się rozkręcała. No trudno. Stanęła kawałek od martwego zwiedzania rodziców, kierując na nich wzrok, gdy mama się do niej zwróciła. Oh jej, była z niej dumna. Oh jej, cóż za odmiana. Zaraz Wiewiór również dołączył się do granulacji, na co chimera nic nie odpowiedziała, tylko patrzyła spode łba na rodziców, a jej rudy ogon chodził nieznacznie na boki. Ah jej, jacy oni wspaniali rodzice, ah jej, są cudowni i najlepsi w całym lesie, dlatego ona też ma zaszczyt być taka dobra. Wow, niesamowite. Ale oczywiście to ona miała oddalić brudną robotę i zakopać ciało, a oni sobie pójdą do obozu, bo przecież są tacy genialni, że hańbą byłoby pobrudzenie sobie łapek ziemią. Gdy rudzielec dodał, że będzie chciał z nią porozmawiać, Pustułka uniosła nieznacznie jedną brew. Niby o czym chciał rozmawiać? Ona nie miała nic do powiedzenia, a tym bardziej ojcu. Gdy gołąbki już sobie poszły, szylkretka zmierzyła wzrokiem truchło borsuka, myśląc, co z nim zrobić. Przyjrzała się bliżej jego ranom, z zaciekawieniem przyglądając się wypływającej, jeszcze gorącej krwi. Szkoda, że borsuki nie były zjadliwe. Strzepnęła ogonem, po czym chwyciła truchło za kark i wywlokła na drugi brzeg Czarnego Ogona. Nie będzie się męczyć i kopać dziury, jeszcze czego. Ostatni raz spojrzała na martwego zwierza, oblizała się, po czym wróciła na tereny Cienia i potem udała się w ich głąb, a gdzie dokładnie, wie tylko ona sama.
Zt.
leavebehindyourheartandcastaway ratherbethe.h un te r.thantheprey «.you.are.n atura l.» abeatingheartofstone you.gotta.be.so.cold to.make.it.in.this.world