Mistrz: Olchowy Szept Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Głos Ojciec: Iglasty Grzbiet Partner: po co to komu?
Ogromna, wysoka wojowniczka o masywnym karku i dobrze zarysowanych mięśniach. Ma długie łapy zakończone ostrymi pazurami. Jej ogon jest długi i gruby, przeważnie uderza nim o ziemię albo macha nim na boki. Jej futro jest krótkie i niezbyt gęste, bure w ciemniejsze, tygrysie pręgi. Jedyne jaśniejsze miejsce to biała plamka na brodzie. Oczy są w jasnym odcieniu zieleni, przypominającym trawę. Często je mruży. Nos jest ceglany, momentami ciemniejszy, a na jej szyi, od czasu walki z bratem, widać gęste zadrapania po pazurach i ślad po ugryzieniu. Nie próbuje zasłaniać blizn, nosi je jak trofeum.
Na pierwszy rzut oka Sowiooka może wydać się nieprzyjemna, zdystansowana i chłodna. No i przede wszystkim złośliwa. Ale jeżeli da się komuś bliżej poznać, okazuje się, że właśnie taka jest. Znaczy może dużo mniej obojętna, ale bardzo złośliwa i uszczypliwa. Lubi łapać innych za słówka i narzekać na wszystko na co tylko się da. Przeważnie jest niecierpliwa i spięta, ale ostatnio udowodniła samej sobie, że potrafi się trochę rozluźnić, a nawet rzucić jakimś głupim żartem. Jeżeli ktoś podejdzie do niej z powagą i będzie chciał kulturalnej i uprzejmej rozmowy, Sowa się dostosuje. Ale jeśli ktoś zagada do niej luźno, koleżeńsko, w ten sposób mu odpowie. Potrafi dbać i troszczyć się o koty, nawet jeśli okazuje to na własny sposób, ale zawsze mówi co myśli, nawet jeżeli rozgniecie tym czyjąś reputację jak robaka. Nie kłamie - najwyżej odrobinę nagina prawdę na własną korzyść. Poza tym rzadko kiedy wybacza i umie długo chować do kogoś urazę - nie bojąc się mu tego wytknąć. Uwielbia rozwiązywać problemy za pomocą walki i jest zwolenniczką krwawych, brutalnych rozwiązań, a mimo to najbardziej boi się śmierci. Szczególnie od kiedy wie, że koty umierają też przez sen. Tym bardziej, że kwestionuje istnienie gwiezdnych ze względu na zniknięcie wszystkich żyć Wężowej Gwiazdy w momencie śmierci. Nienawidzi widoku zwłok i jest jej od nich niedobrze, no i bardzo często zastanawia się co czeka koty po śmierci.
Rydzowe Futro(KG) Kwitnąca Łapa(KW)
Sowia Łapa wyszła dziś rano z obozu z małą chęcią na polowanie. Polowanie phi, lepiej łowienie ryb. O tak, łowienie ryb. To już od razu znacznie lepszy pomysł. Chciała czy nie, łowić akurat umiała. Więc ruszyła od razu w... nieznanym jej kierunku, bo czemu niby nie sprawdzić co nowego ją czeka na terenach klanu cienia. Nie bała się, bo przecież umiała walczyć. Czego się tu bać? Zobaczyła mgłę, a kiedy podeszła nieco bliżej, jakieś jeziorko? Do którego mało co nie wpadła, bo poślizgnęła się przy krawędzi. Wyglądało na naprawdę brudne. Dobrze, że umiała pływać, bo nie chciała zginąć zapomniana na dnie jakiegoś bajora. W ogóle nie chciała zginąć. A szczególnie nie w taki sposób. Zaczęła dokładniej przypatrywać się powierzchni wody. Zobaczyła żabę skaczącą na brzegu, a jednak poza jej zasięgiem. Ciekawe czy w takiej brudnej wodzie w ogóle żyją jakieś ryby. Kotka wiedziała, że było ich pełno w Księżycowym Jeziorze, ale to nie to miejsce. Miała przed sobą Mgielne Bajoro. Coś zupełnie innego. Przykucnęła nad brzegiem. Ta woda, czy cokolwiek to było, na pewno nie mogło być zdatne do picia, o nie. A im dłużej wpatrywała się w taflę wody tym bardziej podawała w wątpliwość obecność ryb. Nagle zobaczyła małą płetwę grzbietową, wystającą z wody. Która zaraz potem zniknęła. Czyli jakieś ryby są.
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
— Uważaj, bo tam wpadniesz.
Lód obserwował. Siedział pod jednym z drzew blisko Mgielnego Bajora, niczym drapieżnik czający się na ofiarę i patrzył. Tą ofiarą okazała się być Sowa, którą dostrzegł już wcześniej, gdy ta dopiero zmierzała w tę stronę. Lustrował ją swoimi głębokimi, chłodnymi oczami, a kotka mogła dostrzec jedynie żółte światełka przebijające się w unoszącej się po niebie porannej mgle. Po wypowiedzeniu swoich słów, milczał dłuższą chwilę. Nie czuł się zobowiązany do rozmawania z brunatną terminatorką, a jednak to robił. Nadal był na nią zdenerwowany, ale z drugiej strony podobał mu się fakt, że miał kogoś, z kim mógł sobie zawsze podokuczać. Terminatorka była takim kotem. Co spotkanie kłócili się, ale potem i tak z tego wychodzili, a po natrafieniu na siebie, znowu ze sobą rozmawiali. Sam wojownik nie miał pojęcia czy powinien mówić o Sowie jako o wrogu, czy wręcz przeciwnie – jakiejś znajomej, z którą relacji nazwać nie potrafił. W każdym razie nie miał nic przeciwko jej towarzystwu, o ile ta nie posuwała się za daleko. Ochrząknął, wstając na równe łapy. Przedtem jednak rozluźnił mięśnie i trochę się powyginał, wobec czego teraz nie był taki drętwy po dopiero co wstaniu. W końcu, leżał tak bardzo długo przy tym drzewie.
Bura kotka mogła wtem zauważyć niebieską sylwetkę kocura zmierzającego w jej stronę. Z każdym krokiem jego obraz ostrzył się, a mgła nie była już takim problemem w odnalezieniu się. Wojownik stanął po przeciwnej stronie bajora, spoglądając ostro w oczy młodszej kocicy. Patrzył się tak na nią jakiś czas. Nie miał problemów z utrzymywaniem kontaktu wzrokowego, a chciał ją przejrzeć.
— Co terminatorka robi sama poza obozem? Jeszcze by cię te ryby zjadły, i co wtedy? Musiałbym brudzić swoje futro i ratować kotkę, przez którą od samego patrzenia robi mi się niedobrze — powiedział, posyłając jej podstępny uśmiech. Oczywiście chciał tutaj się wywyższyć swoją rangą, bo w przeciwnym razie raczej by nie zagadywał. Uważała się zawsze za taką mądrą, zatem dlaczego nadal gniła w tej nieszczęsnej randze? Czyżby coś ją powstrzymywało? Och, ale co takiego? Czyżby ona sama?
Mistrz: Olchowy Szept Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Głos Ojciec: Iglasty Grzbiet Partner: po co to komu?
Ogromna, wysoka wojowniczka o masywnym karku i dobrze zarysowanych mięśniach. Ma długie łapy zakończone ostrymi pazurami. Jej ogon jest długi i gruby, przeważnie uderza nim o ziemię albo macha nim na boki. Jej futro jest krótkie i niezbyt gęste, bure w ciemniejsze, tygrysie pręgi. Jedyne jaśniejsze miejsce to biała plamka na brodzie. Oczy są w jasnym odcieniu zieleni, przypominającym trawę. Często je mruży. Nos jest ceglany, momentami ciemniejszy, a na jej szyi, od czasu walki z bratem, widać gęste zadrapania po pazurach i ślad po ugryzieniu. Nie próbuje zasłaniać blizn, nosi je jak trofeum.
Na pierwszy rzut oka Sowiooka może wydać się nieprzyjemna, zdystansowana i chłodna. No i przede wszystkim złośliwa. Ale jeżeli da się komuś bliżej poznać, okazuje się, że właśnie taka jest. Znaczy może dużo mniej obojętna, ale bardzo złośliwa i uszczypliwa. Lubi łapać innych za słówka i narzekać na wszystko na co tylko się da. Przeważnie jest niecierpliwa i spięta, ale ostatnio udowodniła samej sobie, że potrafi się trochę rozluźnić, a nawet rzucić jakimś głupim żartem. Jeżeli ktoś podejdzie do niej z powagą i będzie chciał kulturalnej i uprzejmej rozmowy, Sowa się dostosuje. Ale jeśli ktoś zagada do niej luźno, koleżeńsko, w ten sposób mu odpowie. Potrafi dbać i troszczyć się o koty, nawet jeśli okazuje to na własny sposób, ale zawsze mówi co myśli, nawet jeżeli rozgniecie tym czyjąś reputację jak robaka. Nie kłamie - najwyżej odrobinę nagina prawdę na własną korzyść. Poza tym rzadko kiedy wybacza i umie długo chować do kogoś urazę - nie bojąc się mu tego wytknąć. Uwielbia rozwiązywać problemy za pomocą walki i jest zwolenniczką krwawych, brutalnych rozwiązań, a mimo to najbardziej boi się śmierci. Szczególnie od kiedy wie, że koty umierają też przez sen. Tym bardziej, że kwestionuje istnienie gwiezdnych ze względu na zniknięcie wszystkich żyć Wężowej Gwiazdy w momencie śmierci. Nienawidzi widoku zwłok i jest jej od nich niedobrze, no i bardzo często zastanawia się co czeka koty po śmierci.
Rydzowe Futro(KG) Kwitnąca Łapa(KW)
Sowia Łapa zastrzygła uchem. Znajomy głos. I jak zwykle zawsze wie lepiej. Tak dawno go nie słyszała, można powiedzieć, że była na niego zła? W sensie tak było po prostu łatwiej. Mogła go obwiniać o masę rzeczy, o których nie miał pojęcia. I to ułatwiało całą sprawę. Nie wiedziała co miała względem tego osobnika czuć, a więc się na niego złościła. Bo była zazdrosna. O jego rangę. Nie o żaden tam szacunek czy obowiązki. To wszystko było dla niej obojętne. Tu chodziło o swobodę. No właśnie. Teraz nawet się do niego nie odwróciła, a cofnęła o pół kroku od krawędzi bajora i się wyprostowała. Nadal nawet na niego nie spojrzała.
- Mogę sama wychodzić poza obóz kiedy mi się podoba. Nie zamierzam tam gnić. - z tymi wszystkimi frajerami. - Umiem pływać, więc raczej nie będzie takiej potrzeby. No chyba, że bardzo ci zależy. Panie wielki wojowniku. Ja nawet nie muszę na ciebie patrzeć, żeby zrobiło mi się niedobrze. - odparła, odwracając się do niego ze zjadliwym uśmieszkiem na mordce. Biorąc pod uwagę jego odór, to serio nie trzeba być tropicielem żeby wykryć jego obecność.
- Tym razem uratowało cię tylko to, że to bajoro cuchnie gorzej nawet od ciebie. - zauważyła, przywołując poważą minę, jakby udzielała mu ważnych rad na temat sztuki skradania się w poszyciu.
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
Może i zawsze wiedział lepiej, ale kotka nie mogła się wiecznie opierać i powinna przyznać, że chciała go słyszeć. Kocur był niemal stuprocentowo pewien, że mimo ich trudnej do nazwania relacji, lubiła jego towarzystwo. Bo kto by nie lubił? Na jej słowa, pysk niebieskiego wykrzywił się w niekształtnym uśmiechu. Jak zwykle starała się buntować, chcąc wyjść na poważną, w środku będąc jednocześnie niepewną swoich słów. Był niemal przekonany, że kotka nie była taka twarda, jaką grała.
— Możesz? A kto ci pozwolił? — Hej, rozmawiasz z wojownikiem, jedno słowo, a twoja wolność się skończy. Topniejący potrafił kłamać jak z nut, jeśli chciał, a jeśli miał tym sprawić, że bura będzie skazana na gnicie w tym obozie, mógł zagrać przyjemnością na mordzie. Posłał jej zadziorny uśmiech, niewyrażający zgody na sprzeciwianie się, a potem – sprowokowanymi jej kolejnymi słowami – kontynuował: — Może jesteś chora? Wiesz, przeważnie kotom nie robi się niedobrze bez powodu — stwierdził, udając zatroskanego, wykazując ogromną chęć do pomocy jej w przetransportowaniu się do medyczki. Wtedy to już w ogóle sprawiłby, że kotka nie miałaby co myśleć o wychodzeniu z obozu. Och, tyle sposobów, a takie niezdecydowanie! Po chwili ruszył wolno, chcąc obejść całe bajorko dookoła, żeby znaleźć się przy burej terminatorce i spojrzeć na nią poważnie, z lekkim zmartwieniem w oczach. Martwił się o kotkę, co go aż zdziwiło, bo przeważnie nie obchodziły go inne koty. Teraz jednak chodziło o coś bardzo poważnego! — Wszystko w porządku? Obawiam się, że ci się już pomysły kończą, bo te teksty na temat mojego smrodu słyszałem jedenaście księżyców temu — powiedział czuło, stając obok młodszej kotki. Następnie w parę uderzeń serca zmienił swój grymas na nieprzyjemny, a sam posłał jej spojrzenie w stylu: "postaraj się bardziej". Póki co, nie robiła na nim wrażenia.
Mistrz: Olchowy Szept Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Głos Ojciec: Iglasty Grzbiet Partner: po co to komu?
Ogromna, wysoka wojowniczka o masywnym karku i dobrze zarysowanych mięśniach. Ma długie łapy zakończone ostrymi pazurami. Jej ogon jest długi i gruby, przeważnie uderza nim o ziemię albo macha nim na boki. Jej futro jest krótkie i niezbyt gęste, bure w ciemniejsze, tygrysie pręgi. Jedyne jaśniejsze miejsce to biała plamka na brodzie. Oczy są w jasnym odcieniu zieleni, przypominającym trawę. Często je mruży. Nos jest ceglany, momentami ciemniejszy, a na jej szyi, od czasu walki z bratem, widać gęste zadrapania po pazurach i ślad po ugryzieniu. Nie próbuje zasłaniać blizn, nosi je jak trofeum.
Na pierwszy rzut oka Sowiooka może wydać się nieprzyjemna, zdystansowana i chłodna. No i przede wszystkim złośliwa. Ale jeżeli da się komuś bliżej poznać, okazuje się, że właśnie taka jest. Znaczy może dużo mniej obojętna, ale bardzo złośliwa i uszczypliwa. Lubi łapać innych za słówka i narzekać na wszystko na co tylko się da. Przeważnie jest niecierpliwa i spięta, ale ostatnio udowodniła samej sobie, że potrafi się trochę rozluźnić, a nawet rzucić jakimś głupim żartem. Jeżeli ktoś podejdzie do niej z powagą i będzie chciał kulturalnej i uprzejmej rozmowy, Sowa się dostosuje. Ale jeśli ktoś zagada do niej luźno, koleżeńsko, w ten sposób mu odpowie. Potrafi dbać i troszczyć się o koty, nawet jeśli okazuje to na własny sposób, ale zawsze mówi co myśli, nawet jeżeli rozgniecie tym czyjąś reputację jak robaka. Nie kłamie - najwyżej odrobinę nagina prawdę na własną korzyść. Poza tym rzadko kiedy wybacza i umie długo chować do kogoś urazę - nie bojąc się mu tego wytknąć. Uwielbia rozwiązywać problemy za pomocą walki i jest zwolenniczką krwawych, brutalnych rozwiązań, a mimo to najbardziej boi się śmierci. Szczególnie od kiedy wie, że koty umierają też przez sen. Tym bardziej, że kwestionuje istnienie gwiezdnych ze względu na zniknięcie wszystkich żyć Wężowej Gwiazdy w momencie śmierci. Nienawidzi widoku zwłok i jest jej od nich niedobrze, no i bardzo często zastanawia się co czeka koty po śmierci.
Rydzowe Futro(KG) Kwitnąca Łapa(KW)
Sowia Łapa nie lubiła kiedy koty w jakikolwiek sposób ograniczały jej wolność, o nie. Dlatego na stwierdzenie Topielca tylko uniosła lekko brwi. Serio? Czy to była jakaś groźba? No cóż, jeśli tak to chyba się tu nie dogadamy, kolego.
- Tak długo jak terminator umie polować i walczyć może chodzić po terenach klanu. Nigdy nie słyszałam podobnego zakazu. - wyrzuciła z siebie. Niech Topielec nie przesadza, bo nie chciałby oberwać w tę swoją przystojną mordunię. Ona umiała walczyć. Mimowolnie zerknęła na kilka czerwonych kresek na szyi. I to jak.
- Och, nie uważam, żeby to było coś groźnego. Ale dzięki za troskę. - odpowiedziała, unosząc lekko brodę. Taki zwyczaj. Bo z Topielcem była podobnego wzrostu, może on był minimalnie wyższy. Ale kiedy uniosła brodę to już nie.
- No cóż, nie moja wina, że nie zrobiłeś niczego, żeby to się zmieniło. - i nadal otacza cię aura. Taka przypadłość. Kiedy wysoki kocur się do niej zbliżał, milczała. A kiedy był jeszcze bliżej miała ochotę instynktownie się odsunąć. Nie lubiła kiedy ktoś podchodził za blisko. Zwłaszcza kocur. Ale nie przesunęła się, tylko lekko dygnęła.
- Nie pozwalaj sobie. - burknęła na wpół żartem, a na wpół poważnie. No niech wie.
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
— Umiesz walczyć? Niespotykane, gratuluję. A granice chociaż znasz, czy w tej kwestii polegasz na umiejętności polowania? — rzucił w odpowiedzi. Walka i polowanie to jedno, a granice to drugie. Bez posiadania tej wiedzy, możliwe, że kotka nie miałaby pojęcia, kiedy zamiast znaleźć się przy Mgielnym Bajorze, przysiadłaby przy jakiejś innej wodzie, nienależącej do cienistych kotów. Na jej kolejne słowa uniósł jedną z brwi. Paskudne uczucie wewnątrz bez jakichkolwiek powodów nie będące czymś, czym należy się przejmować? Igrała z ogniem. Ale w sumie miała rację, nie było o co się troszczyć. Czym mniej bezużytecznych kotów jej pokroju w klanie, tym lepiej. Najwidoczniej, burej nie zamykał się pysk. Słysząc jej kolejne słowa, westchnął jedynie. Co się dziwić, że uważała go za śmierdzącego, skoro obracała się w towarzystwie niemyjących się kotów? Przez ten spędzony czas, zapewne właśnie w ten sposób wykreowała sobie taki, a nie inny obraz i jego zwykły zapach wzięła za odór. Wyrazy współczucia dla jej nosa.
— Nie pozwalaj sobie? Na co? Patykiem bym cię nie dotknął — powiedział lekko obrzydzony. Nie lubił bliskości, a gdy patrzył na córkę Iglastego Grzbietu, ta niechęć się mnożyła. Momentalnie zrobiło mu się niedobrze, już po samych jej słowach.
Mistrz: Olchowy Szept Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Głos Ojciec: Iglasty Grzbiet Partner: po co to komu?
Ogromna, wysoka wojowniczka o masywnym karku i dobrze zarysowanych mięśniach. Ma długie łapy zakończone ostrymi pazurami. Jej ogon jest długi i gruby, przeważnie uderza nim o ziemię albo macha nim na boki. Jej futro jest krótkie i niezbyt gęste, bure w ciemniejsze, tygrysie pręgi. Jedyne jaśniejsze miejsce to biała plamka na brodzie. Oczy są w jasnym odcieniu zieleni, przypominającym trawę. Często je mruży. Nos jest ceglany, momentami ciemniejszy, a na jej szyi, od czasu walki z bratem, widać gęste zadrapania po pazurach i ślad po ugryzieniu. Nie próbuje zasłaniać blizn, nosi je jak trofeum.
Na pierwszy rzut oka Sowiooka może wydać się nieprzyjemna, zdystansowana i chłodna. No i przede wszystkim złośliwa. Ale jeżeli da się komuś bliżej poznać, okazuje się, że właśnie taka jest. Znaczy może dużo mniej obojętna, ale bardzo złośliwa i uszczypliwa. Lubi łapać innych za słówka i narzekać na wszystko na co tylko się da. Przeważnie jest niecierpliwa i spięta, ale ostatnio udowodniła samej sobie, że potrafi się trochę rozluźnić, a nawet rzucić jakimś głupim żartem. Jeżeli ktoś podejdzie do niej z powagą i będzie chciał kulturalnej i uprzejmej rozmowy, Sowa się dostosuje. Ale jeśli ktoś zagada do niej luźno, koleżeńsko, w ten sposób mu odpowie. Potrafi dbać i troszczyć się o koty, nawet jeśli okazuje to na własny sposób, ale zawsze mówi co myśli, nawet jeżeli rozgniecie tym czyjąś reputację jak robaka. Nie kłamie - najwyżej odrobinę nagina prawdę na własną korzyść. Poza tym rzadko kiedy wybacza i umie długo chować do kogoś urazę - nie bojąc się mu tego wytknąć. Uwielbia rozwiązywać problemy za pomocą walki i jest zwolenniczką krwawych, brutalnych rozwiązań, a mimo to najbardziej boi się śmierci. Szczególnie od kiedy wie, że koty umierają też przez sen. Tym bardziej, że kwestionuje istnienie gwiezdnych ze względu na zniknięcie wszystkich żyć Wężowej Gwiazdy w momencie śmierci. Nienawidzi widoku zwłok i jest jej od nich niedobrze, no i bardzo często zastanawia się co czeka koty po śmierci.
Rydzowe Futro(KG) Kwitnąca Łapa(KW)
Sowia Łapa machnęła lekceważąco burym ogonem. A niech mu tam. Zadrgały jej wąsy, jakby nawet nie brała jego słów na poważnie. Co go to w ogóle obchodzi! Mogła się nawet czuć lepsza, bo miała ślady po walce. Co to za wojownik, który nie ma blizn! Zupełnie jak wojownik, który nie umie walczyć. Ha!
- Co za pytanie! A gdybym nawet nie znała to co? Zaciągniesz mnie do obozu siłą, wspaniały wojowniku? To twój pech, bo znam dobrze granice klanu. Przykro mi, ale nie musisz się o mnie bać. Ja rozumiem, że gdybyś nie był Topielcem, to byłbyś Troskliwym Sercem, bardzo to do ciebie pasuje... Ale niestety martwisz się nie o tego kota... - zapewniła, rzucając mu spojrzenie błyszczących oczu. A skoro teraz on próbował przejąć pałeczkę i kierować tokiem rozmowy, to... hmn... Sowa właśnie wpadła na pewien pomysł.
- Och, oczywiście, nie ma nawet takiej potrzeby. Bo myślę, że nie chciałbyś zawieść mojego brata... Wiem, że między wami iskrzy, nie przejmuj się. Twój sekret jest bezpieczny. - odparła, kiwając powoli głową i przyglądając mu się ze złośliwym uśmieszkiem. Ona chyba nie umiała się inaczej uśmiechać. Na ostatnie swoje słowo położyła szczególny nacisk. Niech Topielec sam się domyśla dlaczego. Och, ona tylko eksperymentowała.
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
Zdaniem Topniejącego Lodu blizny były szpetne. Jedynie popsułyby jego idealny wizerunek. On w przeciwieństwie do niej nie potrzebował żadnych szram, żeby wzbudzać grozę. No, ale cóż, może z tymi draśnięciami po pazurach, terminatorka przestraszy kogoś, kto nie jest małą myszką.
— Nie słyszałem nigdy o tym, żebym był Topielcem. To tylko ty, moja droga fanko, wymyśliłaś mi taki pseudonim — powiedział, pozwalając sobie nawet na powrót do ich ostatniego spotkania. Sowa nie zaprzeczy, że szalała na jego punkcie i tylko zasłaniała się tym określeniem, które kocur miał odebrać jako obelgę, w rzeczywistości tak naprawdę podniecając się faktem, że jako pierwsza nadała mu taki uroczy przydomek, jak to robiły te wszystkie kocice szalejące na czyimś punkcie. Na jej kolejne słowa, niemal nie zwymiotował jej na łapy. Że co proszę? To było obrzydliwie. Ale co się dziwić po kotce, która zatrzymała się mentalnie na rozumowaniu pełzającego bachora.
— A co, zazdrościsz? — Nawet jeśli te całe rzekome iskry go obrzydzały, nie mógł dać jej za wygraną. Przynajmniej się przy tym dobrze bawił.
Mistrz: Olchowy Szept Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Głos Ojciec: Iglasty Grzbiet Partner: po co to komu?
Ogromna, wysoka wojowniczka o masywnym karku i dobrze zarysowanych mięśniach. Ma długie łapy zakończone ostrymi pazurami. Jej ogon jest długi i gruby, przeważnie uderza nim o ziemię albo macha nim na boki. Jej futro jest krótkie i niezbyt gęste, bure w ciemniejsze, tygrysie pręgi. Jedyne jaśniejsze miejsce to biała plamka na brodzie. Oczy są w jasnym odcieniu zieleni, przypominającym trawę. Często je mruży. Nos jest ceglany, momentami ciemniejszy, a na jej szyi, od czasu walki z bratem, widać gęste zadrapania po pazurach i ślad po ugryzieniu. Nie próbuje zasłaniać blizn, nosi je jak trofeum.
Na pierwszy rzut oka Sowiooka może wydać się nieprzyjemna, zdystansowana i chłodna. No i przede wszystkim złośliwa. Ale jeżeli da się komuś bliżej poznać, okazuje się, że właśnie taka jest. Znaczy może dużo mniej obojętna, ale bardzo złośliwa i uszczypliwa. Lubi łapać innych za słówka i narzekać na wszystko na co tylko się da. Przeważnie jest niecierpliwa i spięta, ale ostatnio udowodniła samej sobie, że potrafi się trochę rozluźnić, a nawet rzucić jakimś głupim żartem. Jeżeli ktoś podejdzie do niej z powagą i będzie chciał kulturalnej i uprzejmej rozmowy, Sowa się dostosuje. Ale jeśli ktoś zagada do niej luźno, koleżeńsko, w ten sposób mu odpowie. Potrafi dbać i troszczyć się o koty, nawet jeśli okazuje to na własny sposób, ale zawsze mówi co myśli, nawet jeżeli rozgniecie tym czyjąś reputację jak robaka. Nie kłamie - najwyżej odrobinę nagina prawdę na własną korzyść. Poza tym rzadko kiedy wybacza i umie długo chować do kogoś urazę - nie bojąc się mu tego wytknąć. Uwielbia rozwiązywać problemy za pomocą walki i jest zwolenniczką krwawych, brutalnych rozwiązań, a mimo to najbardziej boi się śmierci. Szczególnie od kiedy wie, że koty umierają też przez sen. Tym bardziej, że kwestionuje istnienie gwiezdnych ze względu na zniknięcie wszystkich żyć Wężowej Gwiazdy w momencie śmierci. Nienawidzi widoku zwłok i jest jej od nich niedobrze, no i bardzo często zastanawia się co czeka koty po śmierci.
Rydzowe Futro(KG) Kwitnąca Łapa(KW)
Sowia Łapa mogła sobie pozwolić na wszelkiego rodzaju żarty. Bo hej, to był Topielec. Można było go obrażać i podśmiewać się z niego przy każdej sposobności, a on i tak wracał i stroszył się jak paw. To było po prostu... zabawne. I Sowa mogła tak się bawić dalej. Chociaż odrobinę jej się to nudziło. Ale Topielec wcale się nie zmieniał. Ciągle zachowywał się jak ten mały, napuszony kociak, który ją denerwował. A to było po części żałosne. Jednak skoro mogła się dalej tym tak bawić, to czemu nie.
- Czuję się zaszczycona, że mnie zauważono. To jaki jest kolejny krok? A czekaj, wyrywanie ci kłaków kiedy śpisz, a potem ozdabianie nimi posłania. Jesteś chętny? - zauważyła natychmiastowo. Okazuje się, że nawet ten napuszony, wypięty kłak, chcący na siłę pchać się na podium, mimo że znudził się już publiczności, tak nawet on mógł na luzie podejść do takiej sprawy.
- Bezustannie. Też bym chciała mieć związek z kimś tak... fascynującym jak mój brat. O, ale to czyni mnie twoją szwagierką, prawda? Jesteś na pewno wniebowzięty, mój idolu. - odpowiedziała, całkowicie delektując się każdym swoim słowem. Usiłowała nacieszyć się sposobością do mówienia głosem przesiąkniętym sarkazmem i ironią, bez żadnych konsekwencji. A może Topielec był tak głupi, że nie łapał docinek? Nie, o coś takiego nie podejrzewałaby nawet jego.
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
Po prostu kocur nie lubił dawać za wygraną, więc wiadomym było, że zawsze wróci i będzie dodawał swoje trzy grosze, byle tylko nie przegrać. Mimo wszystko mógł powiedzieć o kotce to samo – jej zachowanie było żałosne; to że tylko brnęła w tę dyskusję i nakłaniała wojownika do walki było dziecinne. Całe szczęście, że kocur wiedział, z kim ma do czynienia i dobrze zdawał sobie sprawę z braku inteligencji burej kocicy, zatem nie przejmował się zbytnio jej obelgami rzucanymi w jego stronę.
— Och, to że cię zauważyłem, wystarczy w zupełności — mruknął, szczerząc zęby w złośliwym uśmiechu. Sama się przyznała, że jest tylko nic niewartym, szarym na tle społeczeństwa kotem, niezasługującym na niczyje towarzystwo. Na jej kolejne słowa zamrugał parokrotnie. Och nie, ona jego szwagierką! Cóż, musi zerwać ze swoim nieistniejącym partnerem, byle tylko nie mieć jej w rodzinie.
— Nie wiedziałem, że kręcą cię związki kazirodcze. W takim razie jestem skłonny ci go odstąpić — stwierdził, posyłając jej szczery, przyjemny uśmiech. Jeśli tak bardzo jej na nim zależy, proszę bardzo. Jak sama to ujęła, chciałaby być w związku z kimś tak fantastycznym... droga wolna!
Mistrz: Olchowy Szept Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Głos Ojciec: Iglasty Grzbiet Partner: po co to komu?
Ogromna, wysoka wojowniczka o masywnym karku i dobrze zarysowanych mięśniach. Ma długie łapy zakończone ostrymi pazurami. Jej ogon jest długi i gruby, przeważnie uderza nim o ziemię albo macha nim na boki. Jej futro jest krótkie i niezbyt gęste, bure w ciemniejsze, tygrysie pręgi. Jedyne jaśniejsze miejsce to biała plamka na brodzie. Oczy są w jasnym odcieniu zieleni, przypominającym trawę. Często je mruży. Nos jest ceglany, momentami ciemniejszy, a na jej szyi, od czasu walki z bratem, widać gęste zadrapania po pazurach i ślad po ugryzieniu. Nie próbuje zasłaniać blizn, nosi je jak trofeum.
Na pierwszy rzut oka Sowiooka może wydać się nieprzyjemna, zdystansowana i chłodna. No i przede wszystkim złośliwa. Ale jeżeli da się komuś bliżej poznać, okazuje się, że właśnie taka jest. Znaczy może dużo mniej obojętna, ale bardzo złośliwa i uszczypliwa. Lubi łapać innych za słówka i narzekać na wszystko na co tylko się da. Przeważnie jest niecierpliwa i spięta, ale ostatnio udowodniła samej sobie, że potrafi się trochę rozluźnić, a nawet rzucić jakimś głupim żartem. Jeżeli ktoś podejdzie do niej z powagą i będzie chciał kulturalnej i uprzejmej rozmowy, Sowa się dostosuje. Ale jeśli ktoś zagada do niej luźno, koleżeńsko, w ten sposób mu odpowie. Potrafi dbać i troszczyć się o koty, nawet jeśli okazuje to na własny sposób, ale zawsze mówi co myśli, nawet jeżeli rozgniecie tym czyjąś reputację jak robaka. Nie kłamie - najwyżej odrobinę nagina prawdę na własną korzyść. Poza tym rzadko kiedy wybacza i umie długo chować do kogoś urazę - nie bojąc się mu tego wytknąć. Uwielbia rozwiązywać problemy za pomocą walki i jest zwolenniczką krwawych, brutalnych rozwiązań, a mimo to najbardziej boi się śmierci. Szczególnie od kiedy wie, że koty umierają też przez sen. Tym bardziej, że kwestionuje istnienie gwiezdnych ze względu na zniknięcie wszystkich żyć Wężowej Gwiazdy w momencie śmierci. Nienawidzi widoku zwłok i jest jej od nich niedobrze, no i bardzo często zastanawia się co czeka koty po śmierci.
Rydzowe Futro(KG) Kwitnąca Łapa(KW)
Sowia Łapa nie zamierzała być ani trochę gorsza i jako, że Topielec nie przestawał być złośliwy i uszczypliwy, to ona sama też nie czuła potrzeby, aby przestać. Mogła odpowiadać na wszelkie jego złośliwości jeszcze przez tyle czasu. Poza tym na razie wystarczała jej przewaga w zasadzie "on zaczął".
- Ale gdybyś kiedyś zmienił zdanie, wiesz gdzie mnie szukać. - odpowiedziała nadal zasłaniając się niemiłym uśmieszkiem i zielonymi oczkami jak twardą maską, którą trzymała wysoko, przed pyskiem. W ten sposób nic nigdy jej nie bolało. A jako, że Topielec stracił u niej wszelkie możliwe szanse na jakikolwiek, przynajmaniej minimalny szacunek, dawno temu. Niech sobie zna Sówkę, na wylot. Wiecznie niemiłego kociaka, lubiącego posługiwać się słowami, których nawet do końca nie rozumie. Ale za to Sowiej Łapy... raczej, raczej nie pozna. Jak usłyszała własne, kolejne słowa, chciało jej się wymiotować.
- Na pewno w kolejce do niego stoi już tyle kocic. I to jeszcze z tego miotu - jej uśmiech odrobinę osłabł. -w połowie samotników. Co ja będę się wcinać, jeszcze skończę na czyimś celowniku. - odpowiedziała, chociaż perspektywa jej, LUBIĄCEJ Chwasta była... odrażająca. Polny był w porządku, ale to był jej BRAT. Nie do końca wiedziała co znaczy to "kazirodcze", ale będzie próbowała się domyślać. Chociaż nie była do końca pewna czy chce to wiedzieć.
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
Akurat złośliwości ze strony Sowy były jedynymi, których Lód się nie bał. Mógł bawić się w to dalej, zadowolony i czerpiący z tego korzyści bez strachu, że naprawdę myśli ona o nim w ten sposób. Był już przyzwyczajony do jej towarzystwa na tyle, że nie przejmował się niczym, o czym mówiła, bo potrafił wyczytać z niej, kiedy mówi poważnie, a kiedy nie, zaś gdy była to opcja pierwsza, nie czuł się z jej strony zagrożony. Mógł śmiało stwierdzić, że obrażanie się nawzajem było dla niego pewną formą rozrywki; nie zamartwiał się tak, jak wtedy, gdy ktoś otwarcie mówił o jego wadach. Mimo to nigdy nie dawał za wygraną i – nawet jeśli podchodził do tego jak do zabawy – nie odpuszczał, chcąc być górą.
— Niestety wiem — oświadczył gardłowo. Z jednej strony trudno było nie wiedzieć, gdzie znaleźć kota, z którym zna się praktycznie od kołyski, z kolei z drugiej – kocur bez wątpienia wolałby nie mieć o tym pojęcia, żeby spotkanie burej kotki było jedynie pomyłką. W końcu terminatorka może sobie jeszcze ubzdurać, że złotooki specjalnie tędy chodzi, w końcu fanki mają różne dziwne pomysły, a w połączeniu z jej osobą, nic by go nie zaskoczyło.
Na jej kolejne słowa, uniósł pytająco brwi. Pierwsze pytanie brzmiało: czemu uśmiech jej osłabł przed wypowiedzeniem słowa "samotników"? Szczerze mówiąc, półkrwiści, zarówno jak pełnokrwiści byli dla niego tak samo żałośni, więc szufladkowanie ich nie miało sensu, poza tym dodatkowa para łap zawsze się przydawała. Drugie pytanie wówczas brzmiało: po co ona mu o tym mówi. Uważała się zawsze za kocicę silną i mądrą, więc rywalizacja z – jak ona to ujęła – miotem samotników nie powinien stanowić jej problemu. Jednak Lód postanowił nie zostawiać tego bez odpowiedzi, a użyć jak pretekstu do kolejnej kpiny w jej stronę.
— Muszę przyznać ci rację. Nie masz szans — powiedział, uśmiechając się. Zawsze była słaba w jego oczach, a kolejna okazja do powiedzenia jej tego, bardzo wojownika zadowoliła. Poza tym miał nadzieję, że ich rozmowa przejdzie na inny temat, bo nie dość, że sama wizja bycia z kocurem go obrzydzała, to niekoniecznie chciał rozmawiać o Chwaście. I tak często go widywał. Jak na siebie, miał go w nadmiarze. Tyle mu wystarczało.
Mistrz: Olchowy Szept Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Głos Ojciec: Iglasty Grzbiet Partner: po co to komu?
Ogromna, wysoka wojowniczka o masywnym karku i dobrze zarysowanych mięśniach. Ma długie łapy zakończone ostrymi pazurami. Jej ogon jest długi i gruby, przeważnie uderza nim o ziemię albo macha nim na boki. Jej futro jest krótkie i niezbyt gęste, bure w ciemniejsze, tygrysie pręgi. Jedyne jaśniejsze miejsce to biała plamka na brodzie. Oczy są w jasnym odcieniu zieleni, przypominającym trawę. Często je mruży. Nos jest ceglany, momentami ciemniejszy, a na jej szyi, od czasu walki z bratem, widać gęste zadrapania po pazurach i ślad po ugryzieniu. Nie próbuje zasłaniać blizn, nosi je jak trofeum.
Na pierwszy rzut oka Sowiooka może wydać się nieprzyjemna, zdystansowana i chłodna. No i przede wszystkim złośliwa. Ale jeżeli da się komuś bliżej poznać, okazuje się, że właśnie taka jest. Znaczy może dużo mniej obojętna, ale bardzo złośliwa i uszczypliwa. Lubi łapać innych za słówka i narzekać na wszystko na co tylko się da. Przeważnie jest niecierpliwa i spięta, ale ostatnio udowodniła samej sobie, że potrafi się trochę rozluźnić, a nawet rzucić jakimś głupim żartem. Jeżeli ktoś podejdzie do niej z powagą i będzie chciał kulturalnej i uprzejmej rozmowy, Sowa się dostosuje. Ale jeśli ktoś zagada do niej luźno, koleżeńsko, w ten sposób mu odpowie. Potrafi dbać i troszczyć się o koty, nawet jeśli okazuje to na własny sposób, ale zawsze mówi co myśli, nawet jeżeli rozgniecie tym czyjąś reputację jak robaka. Nie kłamie - najwyżej odrobinę nagina prawdę na własną korzyść. Poza tym rzadko kiedy wybacza i umie długo chować do kogoś urazę - nie bojąc się mu tego wytknąć. Uwielbia rozwiązywać problemy za pomocą walki i jest zwolenniczką krwawych, brutalnych rozwiązań, a mimo to najbardziej boi się śmierci. Szczególnie od kiedy wie, że koty umierają też przez sen. Tym bardziej, że kwestionuje istnienie gwiezdnych ze względu na zniknięcie wszystkich żyć Wężowej Gwiazdy w momencie śmierci. Nienawidzi widoku zwłok i jest jej od nich niedobrze, no i bardzo często zastanawia się co czeka koty po śmierci.
Rydzowe Futro(KG) Kwitnąca Łapa(KW)
Sowia Łapa uderzyła ogonem o ziemię, jak zwykle. Wpatrywała się w Topielca, bo niegrzecznie by było gdyby nie patrzyła na swojego rozmówcę. Nie skomentowała już jego ostatniej odzywki, bo nic w sumie nie wnosiły do rozmowy jego słowa. Poczuła, że ma kontrolę nad piłeczką. To od niej teraz zależało wokół jakiego tematu będzie się kręcić ta konwersacja.
- No właśnie wiem. - zmrużyła oczy. - Jedna rada na przyszłość. Nie mów od razu wszystkim fankom, że nie mają szans, bo sobie pójdą. Dla lepszego efektu powinieneś najpierw udawać, że jesteś w ich zasięgu, a dopiero potem z podwójną siłą posłać je na ziemię. Żeby bardziej bolało. - poradziła mu, a wąsy zadrgały jej z rozbawienia. Topielec był zabawny. Po prostu zabawny. Ostatnie jego słowa w konwersacji były tylko pustymi potaknięciami, bez wyrazu. Bez wyrazu. Nie schodź na psy, Topielec, bo staniesz się nieciekawy.
- Hmn, może już pójdę jeśli naprawdę nie masz mi nic interesującego do powiedzenia. - powiedziała z teatralnym żalem, wzdychając nawet ciężko. Albo jej znowu bezmyślnie przytaknie, a ona odejdzie w chwale, albo zacznie się ciekawie. Ale raczej jej nie zaskoczy... W końcu ciężko nauczyć starego kota nowych sztuczek, a Topielcowi najwyraźniej wiek bardzo uderzył do głowy. Jak tak dalej pójdzie to w ogóle nie będzie umiał jej zaskoczyć.
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Nasz podrywacz następnego dnia po tym wszystkim wybrał się nad Mgielne Bajoro. Tak to było dość daleko od obozu ale miał zadanie oznaczyć tam granice więc... Musiał je wykonać. Krok za krokiem był coraz bliżej granic z terenami niczyjimi. Gdy tylko je widział od razu myślał o samotnikach. Czy było gorsi od kotów z klanu? Tak bynajmniej mówi większość ale według Płomyka wszyscy są na równi tylko większość samotników których wojownik spotkał byli bardzo upierdliwi i egoistyczni. Dlatego też nie przepadał za nimi zbytnio. Dlatego też miał same zdanie na ich temat. Oznaczył dokładnie granice i postanowił przejść się do tego bajora które było nieopodal. Było tam bardzo błotnisto ale dzisiaj też o tajemniczo ponieważ był wczesny ranek i nad zbiornikiem wodnym unosiła się mgła. Był to nie częsty widok i dopiero teraz Płomyk takowy widział. W końcu teraz jest jakoś zimno co nie? Przysiadł się gdzieś z boku na kamieniu na którym się położył i obserwował zjawisko przy okazji wyłączając swój umysł i nasłuchując wszystkie dźwięki.
/sis Popiel >:3
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana [*] Płeć: kotka Matka: Trzcinowa Sadzawka [*] Ojciec: Miekki Obłok Partner: wspomnienia Trwałe urazy: rozległa blizna na prawym udzie, blizna na kufie, zasłonięte ślady ugryzienia na karku
Wysoka;krótkowłosa;zgrabna.
Kocica ma długie łapy, łabędzią szyje, kształtny łepek i biczowaty ogon. Szatą przypomina dzikiego zająca, a dokładnie jest szaro-niebieska z ciemniejszym nalotem na czole, karku, grzbiecie który stopniowo przechodzi w jaśniejsze tony i zlewa się w ciepły krem na pyszczku, policzkach oraz podbrzuszu i wewnętrznej części łap jak i stopach. Córka Trzcinowej Sadzawki nie ma widocznego pręgowania! (pręgowanie ticked) Jej oczy są żywo pomarańczowe, nosek w kolorze dojrzałej czereśni, a uszy nieco większe niż u przeciętnego kota z różowawym wnętrzem. Porusza się z gracją i pewnością siebie, a na jej pyszczku niezmiennie jawi się spokojny i łagodny uśmiechem.
Opanowana;doświadczona;pewna siebie;silna;
Obecna Popielny Żar w dalszym ciągu jest łagodną i miłą kocicą, jednak o wiele bardziej doświadczoną i ostrożną. Początkowa panika i strach, teraz przerodziły się w siłę, która ułatwiła niebieskiej przebrnięcie przez trudne dla siebie okresy. Dzięki niemu wykształciła większą pewność siebie i inny pogląd na świat. Wyzbyła się tej dziecinnej naiwności, którą kierowała się tyle księżyców. Spokojna i opanowana, jednak wciąż gotowa do skoku prosto do gardła temu, który śmie zagrozić jej najbliższym. Mimo tego, że okres odchowywania kociąt ma daleko za sobą, wciąż poczuwa się do tego, aby figurować jako ktoś kto będzie wsparciem jak i tym wytyczającym jawne granice. Trudno wyprowadzić ją z równowagi przy zwykłej rozmowie, oraz odznacza się sporą wyrozumiałością i poczuciem humoru. Potrafi dosadnie postawić na swoim kiedy wymaga tego sprawa i nie zamierza się przed nikim płaszczyć. Czasy potulnej i przesadnie milutkiej kotki już dawno minęły, jednak pewne lęki wciąż w niej siedzą, nie jest bez wad. Mimo starań, może być czasem nieco zbyt pobłażliwa.
Można powiedzieć, że kotka od jakiegoś czasu często kręciła się zarówno w okolicach obozu jak i Ziem Niczyich czy tych, przy których mogła sprawnie znaleźć drogę na Osiedle. Nie było to coś czym powinna się chwalić, jednak... Posiadała taką wiedzę i jakieś umiejętności przemykania bez zadarcia z jakimś gorzej nastawionym samotnikiem przez cala ich długość tak samo jak już bywała na Osiedlu. Najgroźniejsze spotkanie stoczyła z małym psem na dziwnej lince przytwierdzonej zarówno do niego jak i do młodego dwunoga, który starał się odciągnąć zaślinione psisko od stroszącej się bojowo wojowniczki. Dzisiaj jednak padło na spacer po drugiej stronie Ziem Niczyich bliżej Czernego Ogona. Dlaczego? Cóż, Popiel nie miała szczególnych planów, po prostu chciała trochę zapolować i sprawdzić granice w pojedynkę sprawnym i ostrożnym krokiem. Było to lekkomyślne, jednak żadna z ostatnio wykonanych czynności w jej wykonaniu nie była ani trochę rozsądna! Od Lisa po Dymne Niebo włącznie. Czuła się okropnie, chociaż coraz bardziej dochodziło do niej, że to co wydarzyło się na Osiedlu było...przelotne. Zetknięcie z kocurem w obozie otworzyło jej nieco oczy, chociaż nadal myślała o Lisie jako kimś bliższym...miała wątpliwości. Czuła się rozdarta i nieszczera, a taką nie powinna być! Jej rozemocjonowane serce, które w przeszłości było łamane wiele razy - może nawet i nieświadomie - wzdychało do dwóch kocurów jednocześnie! Tylko...które z tych szybszych uderzeń, piekących policzków i szczęśliwych uśmiechów było prawdziwe? Na całe szczęście coś, a może raczej ''ktoś'' wyrwał wojowniczkę z zawirowań miłosnych na tyle, aby na jakiś czas rzucić to w kąt - był to jej brat, Płonący Las. A dokładniej - plotki krążące na temat jego i Wydrzej Łapy, która ledwo zdążyła powrócić do klanu po długiej nieobecności i...Jej brat magicznie zmaterializował się obok. Nie podobało jej się to, ani trochę! Odczuwała mieszane uczucia do tego wszystkiego od zawodu przez złość po poczucie niesprawiedliwości. Zdawała sobie sprawę z tego, że jej brat...cóż, jest swego rodzaju bajerantem. Nie raz dało się od niego wyczuć zapach różnych kotek. Tym samym kocur udowodnił, że sformułowanie hipokryta jak najbardziej do niego pasuje. Z jednej strony sam jej zabraniał bliższych kontaktów z kocurami, kiedy on...On sobie skakał z kwiatka na kwiatek! Musiała wyjaśnić z nim też inną kwestię - albowiem szacunku w klanie. Od Dębowego Cienia na treningu usłyszała, że bury kocur nie cieszy się powszechnym szacunkiem w Klanie Cienia co zmartwiło jedyną córkę Trzcinowej Sadzawki. Mimo planów na spokojny spacer, gdzieś z tyłu głowy miała nadzieje, że na terenach spotka brata i dane będzie jej zamienić z nim parę słów. Tak tez się stało, kiedy po polowaniu na zagubioną kaczkę gdzieś przy Księżycowym Jeziorze, dotarła do Mgielnego Bajora. Nie było wcale tak trudno go dojrzeć. Wyróżniał się kolorem futra i to Popielnemu Żarowi o wiele bardziej udało się wtopić w szaro-mglistą atmosferę i otoczenie. Zakradła się od tyłu do wylegującego się kocura i usiadła za kamieniem wlepiając w niego dwa płonące, pomarańczowe ślepia. xx- Płonący Lesie - zaczęła, poruszając delikatnie uszami a na jej pysku malował się spokój. - Dawno nie rozmawialiśmy.