Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Patrzył przed siebie i wyłączył wszystkie swoje myśli. Musiał się uciszyć i chociaż na chwilę przestać pracować. Po ostatnim spotkaniu z Wydrą bardziej skupił się na pracy. Nie chodził kompletnie na granice sam by porozmawiać z jakąś kotką. Nie chciał. Postanowił zrobić długą przerwę jeżeli chodzi o to więc był teraz dość widoczny w klanie. Miał pewne wątpliwości jeżeli chodzi o to co się wydarzyło niedawno. Póki co nic nie wskazywało na to, że wojownik wkrótce zostanie ojcem. Miał to na uwadze ale nie chciał się nastawiać na cokolwiek. Pogodzi się ze wszystkim. I tak już nie miał w nikim wsparcia. Wszyscy go ignorowali i została mu tylko Wydra. Może czasem pogada z Bukiem i innymi starymi kumplami. Ale chyba najbardziej brakowało Płomykowi starych czasów. Kiedy to był terminatorem i jakoś... Było lepiej. Popiel miała dla niego czas i czuł się potrzebny. A teraz? Czuł się tylko potrzebny dla Wydry. Nie zamierzał jej zostawić. Była najważniejsza. Słysząc kroki jego ucho lekko się ruszyło ale szybko rozpoznał zapach jak i głos przybysza. Popielny Żar. Mówiąc te słowa lekko go ukło w środku. Żadne " Płomyk" ani "bracie". Najwidoczniej już dla niebieskiej wojowniczki się nie liczy. Zacisnął mocniej szczękę i w końcu postanowił odpowiedzieć. - Jak oficjalnie... Witaj Popielny Żarze. - odpowiedział jej podobnym pociskiem specjalnie podkreślając jej imię. - Ciekawe dlaczego... - burknął w stronę siostry nadal leżąc do niej tyłem. Jak chciała mu robić wyrzuty sumienia to nie będzie jej dłużny.
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana [*] Płeć: kotka Matka: Trzcinowa Sadzawka [*] Ojciec: Miekki Obłok Partner: wspomnienia Trwałe urazy: rozległa blizna na prawym udzie, blizna na kufie, zasłonięte ślady ugryzienia na karku
Wysoka;krótkowłosa;zgrabna.
Kocica ma długie łapy, łabędzią szyje, kształtny łepek i biczowaty ogon. Szatą przypomina dzikiego zająca, a dokładnie jest szaro-niebieska z ciemniejszym nalotem na czole, karku, grzbiecie który stopniowo przechodzi w jaśniejsze tony i zlewa się w ciepły krem na pyszczku, policzkach oraz podbrzuszu i wewnętrznej części łap jak i stopach. Córka Trzcinowej Sadzawki nie ma widocznego pręgowania! (pręgowanie ticked) Jej oczy są żywo pomarańczowe, nosek w kolorze dojrzałej czereśni, a uszy nieco większe niż u przeciętnego kota z różowawym wnętrzem. Porusza się z gracją i pewnością siebie, a na jej pyszczku niezmiennie jawi się spokojny i łagodny uśmiechem.
Opanowana;doświadczona;pewna siebie;silna;
Obecna Popielny Żar w dalszym ciągu jest łagodną i miłą kocicą, jednak o wiele bardziej doświadczoną i ostrożną. Początkowa panika i strach, teraz przerodziły się w siłę, która ułatwiła niebieskiej przebrnięcie przez trudne dla siebie okresy. Dzięki niemu wykształciła większą pewność siebie i inny pogląd na świat. Wyzbyła się tej dziecinnej naiwności, którą kierowała się tyle księżyców. Spokojna i opanowana, jednak wciąż gotowa do skoku prosto do gardła temu, który śmie zagrozić jej najbliższym. Mimo tego, że okres odchowywania kociąt ma daleko za sobą, wciąż poczuwa się do tego, aby figurować jako ktoś kto będzie wsparciem jak i tym wytyczającym jawne granice. Trudno wyprowadzić ją z równowagi przy zwykłej rozmowie, oraz odznacza się sporą wyrozumiałością i poczuciem humoru. Potrafi dosadnie postawić na swoim kiedy wymaga tego sprawa i nie zamierza się przed nikim płaszczyć. Czasy potulnej i przesadnie milutkiej kotki już dawno minęły, jednak pewne lęki wciąż w niej siedzą, nie jest bez wad. Mimo starań, może być czasem nieco zbyt pobłażliwa.
Koteczka westchnęła cicho słysząc odpowiedź swojego brata. Nie rozumiała jego humorków, bo...Nie miał do nich żadnych powodów. Zwracała się tak do praktycznie każdego! Odkąd Dąb otrzymał imię wojownika do niego również zwracała się pełnym imieniem. Oczywiście w późniejszym etapie konwersacji schodziło na kocięce imiona...Jednak na samym początku mogło to brzmieć oficjalnie. No...może jeszcze swojego rodzaju wyjątkiem był Dymne Niebo, do którego zwracała się od razu na Dymku a on do niej Popieliczko. Odzwyczaiła się od swojego poprzedniego imienia. Tyle już księżyców nosiła imię Popielnego Żaru, że tylko Dymne Niebo sprowadzał ją na ziemie przypominając jak niegdyś miała na imię. Jej ogon lekko drgnął, kiedy bury nawet nie odwrócił się podczas odpowiadania na przywitanie. Sierść na jej karku lekko się uniosła, jednak opuściła ją po uderzeniu serca. Nie rozumiała co w sobie ma Płomyk, że jest w stanie wzbudzić w niej irytacje na tyle, aby jej wewnętrzna cierpliwość bez większego problemu oddała wodze złości. Naprawdę! Kotka mogła przysięgać nawet na Gwiezdny Klan, że więcej cierpliwości miała do Buka niż własnego, biologicznego brata, który potrafił ją irytować i wytykać każdy najmniejszy błąd. Pamiętała moment w którym Płonący Las nakrył ją z Niebem. Od jakiegoś czasu czuła, że brat jej nie ufa i jak tylko znajduje moment po cichu ją śledzi. Nie wiedziała ile w tym prawdy, ale mogła się po nim spodziewać wszystkiego. Odczuła mimowolnie lęk na myśl, że kocur wiedział o jej wypadach na Osiedle i znajomości z Lisem. W prawdzie jedno zniknięcie na prawie cały dzień oraz noc mogło wydać mu się podejrzane po tym jak już raz nakrył ją z samotnikiem, jednak...W oczach klanu była porządną i przykładną wojowniczką. Wykonywała wszystkie swoje obowiązki, trenowała terminatorów, zasilała stos...Nie było już tajemnica, że od czasu do czasu wraz z Trzcinową Sadzawką chodzi na spotkania z Miękkim Obłokiem, więc może inni właśnie tak tłumaczyli sobie jej długie nieobecności? Chociaż kto ją tam w tym klanie zauważał! Była szarą, zwykłą wojowniczką. Najwyżej Dąb, Buk, Dymek z Okruchem mogli się o nią martwić. No i oczywiście Płonący Las, jednak...to chyba wiadome. xx- Mnie się pytasz? - uniosła lekko brew i wskoczyła na kamień na którym ten leżał i przysiadła za nim owijając biczowaty ogon wokół łap. Nie tylko ona znikała z obozu od czasu do czasu. Płomyk również nie był święty! Czyżby myślał, że Popiel nie domyślała się co tez robił podczas samotnych patroli? - Nie ja chadzam na granice i podrywam co popadnie. - prychnęła zdegustowana. Nie rozumiała takiego zachowania, a wręcz bolało ją to. Oddalali się coraz bardziej i wychodziło na to, że lepsze kontakty ma z Bukiem niż z Płomykiem. Zresztą, to ona cały czas wokół niego skakała i zabiegała o poprawę relacji. Kiedy przestała - kocur wielce się obraził i uznał, że nie ma dla niego czasu. Te kocury to są jednak głupie! xx- Zresztą, nie sądzisz, że zachowujesz się w kierunku Wydry...niewłaściwie? - i chociaż nie znała córki Krogulczego Szponu, to doskonale pamiętała jak zrozpaczony był jej brat kiedy zniknęła. Nie podobała się jej ta relacja, ale co mogła na nią poradzić? Nic. Teraz kiedy kotka wróciła do obozu, jej brat powinien być szczęśliwy. Nie podobało się jej jednak to, że nie potrafił się zdecydować! Ile to zapachów z jego futra już wyłapała? - Nawet nie masz czasu odwiedzić ojca! I ty się mnie pytasz, dlaczego często nie rozmawiamy?
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Nie musiał długo czekać na reakcję siostry i od razu wiedział, że ta rozmowa nie będzie fajna. Tak samo jak było z ostatnią. Jednak Płomyk nie wiedział czy tak samo się potoczy. Chciał naprawdę się pogodzić z siostrą ale strasznie go wnerwiało to, że wraca tak późno do obozu i chodzi na tereny niczyje. Tam łatwo kogoś zabić bądź wykorzystać. Nie obowiązują tam żadne zasady. A Popiel tak po prostu sobie tam chodzi i pewnie coraz dalej się zapuszcza. Gdy tylko zaczęła mu wspominać, że podrywa każdą kotkę którą napotka od razu się od niej odwrócił z oburzonym wzrokiem. - Wypraszam sobie. Jakbyś była więcej czasu w obozie to zauważyła byś, że ostatnio w ogóle nie chodzę na granice. I nie podrywam co przypadnie mi do łap. Nie uważaj mnie za jakiegoś napaleńca. - burknął w stronę wojowniczki. Jak mogła nawet myśleć, że Płomyk jest takim debilem który tylko i wyłącznie myśli o jednym. No wielkie dzięki! Należy się za takie stwierdzenie po prostu medal. - Co masz na myśli, że się zachowuje "niewłaściwe"? - zapytał. Wydra dobrze wiedziała jak wyglądało jego życie i wiedziała, że przed nią były inne kotki które ubiegły się o względy Płomyka. Mimo to teraz wojownik zaprzestał chodzenia samotnie ba granice. Miał teraz ważniejsze rzeczy na głowie. - Nie zasłaniaj mi się tutaj ojcem. To, że nie odwiedzam go co chwilę to nie znaczy, że o nim zapomniałem i tego nie robię. - popatrzył się surowo na Popiel.
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana [*] Płeć: kotka Matka: Trzcinowa Sadzawka [*] Ojciec: Miekki Obłok Partner: wspomnienia Trwałe urazy: rozległa blizna na prawym udzie, blizna na kufie, zasłonięte ślady ugryzienia na karku
Wysoka;krótkowłosa;zgrabna.
Kocica ma długie łapy, łabędzią szyje, kształtny łepek i biczowaty ogon. Szatą przypomina dzikiego zająca, a dokładnie jest szaro-niebieska z ciemniejszym nalotem na czole, karku, grzbiecie który stopniowo przechodzi w jaśniejsze tony i zlewa się w ciepły krem na pyszczku, policzkach oraz podbrzuszu i wewnętrznej części łap jak i stopach. Córka Trzcinowej Sadzawki nie ma widocznego pręgowania! (pręgowanie ticked) Jej oczy są żywo pomarańczowe, nosek w kolorze dojrzałej czereśni, a uszy nieco większe niż u przeciętnego kota z różowawym wnętrzem. Porusza się z gracją i pewnością siebie, a na jej pyszczku niezmiennie jawi się spokojny i łagodny uśmiechem.
Opanowana;doświadczona;pewna siebie;silna;
Obecna Popielny Żar w dalszym ciągu jest łagodną i miłą kocicą, jednak o wiele bardziej doświadczoną i ostrożną. Początkowa panika i strach, teraz przerodziły się w siłę, która ułatwiła niebieskiej przebrnięcie przez trudne dla siebie okresy. Dzięki niemu wykształciła większą pewność siebie i inny pogląd na świat. Wyzbyła się tej dziecinnej naiwności, którą kierowała się tyle księżyców. Spokojna i opanowana, jednak wciąż gotowa do skoku prosto do gardła temu, który śmie zagrozić jej najbliższym. Mimo tego, że okres odchowywania kociąt ma daleko za sobą, wciąż poczuwa się do tego, aby figurować jako ktoś kto będzie wsparciem jak i tym wytyczającym jawne granice. Trudno wyprowadzić ją z równowagi przy zwykłej rozmowie, oraz odznacza się sporą wyrozumiałością i poczuciem humoru. Potrafi dosadnie postawić na swoim kiedy wymaga tego sprawa i nie zamierza się przed nikim płaszczyć. Czasy potulnej i przesadnie milutkiej kotki już dawno minęły, jednak pewne lęki wciąż w niej siedzą, nie jest bez wad. Mimo starań, może być czasem nieco zbyt pobłażliwa.
Kotka zmarszczyła nos w grymasie niezadowolenia. Czy kocur śmiał jej teraz powiedzieć, że w ogóle nie przebywa w obozie? Kpina! Przecież od spotkania z Lisem minął kawal czasu i jedyne opuszczanie obozu jakie Popielny Żar teraz uskutecznia to patrole, treningi i polowania u boku Dymnego Nieba bądź Dębowego Cienia. Ciekawiło ją bardzo skąd w ogóle wysunął takie a nie inne wnioski. Czyżby jej podejrzenia odnośnie śledzenia jej były prawdą, a Płonący Las nie szanuje jej prywatności? xx- A ja sobie wypraszam mówienia, że nie przebywam w obozie. Wychodzę na patrole, prowadzę równocześnie dwa treningi i chodzę na polowania z Dymnym Niebem. Jesteś wojownikiem, powinieneś wiedzieć, że takie mam obowiązki - prychnęła karcąco w jego kierunku, uderzając ogonem o kamień na którym siedziała z podirytowania. Naprawdę miała dość tego, że gdzie by nie poszła mogłaby się spodziewać brata na ogonie. Nie miała 15 księżyców i rangi terminatora. Była dojrzałą wojowniczką i nie potrzebowała opieki kogoś, kto sam nie ma zbyt dobrej opinii w klanie. Przynajmniej tyle wynikało ze słów Dęba. Jaka była jednak prawda? Wypuściła powietrze z nozdrzy chcąc się jakkolwiek uspokoić, jednak nie potrafiła. Nie wiedziała co też się popsuło między nimi, ale miała mieszane uczucia co do tego wszystkiego. Słysząc odbicie pytania odnośnie niewłaściwego zachowania względem Wydrzej Łapy koteczka wzruszyła barkami. xx- Jaką ma pewność, że po większej kłótni nie pójdziesz do innej kotki na granice? Nie mówię, że chcesz...jednego, ale to jest nieodpowiedzialne tak mieszać każdej w głowie! - mruknęła z niezadowoleniem. Naprawdę nie podobały jej się takie typy kocurów co tylko mieszają, słodzą a potem znikają i robią tak kolejnym i kolejnym kotkom. Skoro Płomyk wytykał jej podróże na Ziemie Niczyje o których nic nie powinien wiedzieć, to czemu ona nie mogła? Jego surowy wzrok nawet w nią nie uderzył. Sama spoglądała na niego podobnie. Jej ogon dalej poruszał się z irytacji. - Nie zasłaniam się ojcem, po prostu mówię jak jest. Zresztą, może powiedziałbyś mi dlaczego mówisz o moich nieobecnościach w taki sposób? - uniosła brew i po chwili jednak obie zmarszczyła. Nie da się kontrolować, prosiła o to już od ich ostatniej kłótni i co? Jak do drzewa...Zarzekał się, że da jej swobodę, że jej ufa. Tsk, a jeże latają. Takie zaufanie to sobie może schować pod ogon. Siedziała tak, wpatrując się w niego wyzywająco chcąc otrzymać odpowiedź.
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Płomyk nie był głupi i wystarczyło, że jej siostry nie było pewnego dnia. Wróciła się późną nocą a Płonący jakoż iż się o nią martwił to nie spał tej nocy i czekał aż wróci. Gdy wróciła mógł od razu zauważyć, że była zadowolona ze swojej wycieczki. A, że tak długo jej nie było istniała opcja, że poszła na tereny niczyje niż na granice. Znał swoją siostrę dobrze i zawsze starała się nie szlajać za bardzo po nocach. Do tego dodajemy dawne sytuację z Niebem. Wszystko idealnie się składa. Nie trzeba być geniuszem by wiedzieć, że Popielny Żar lubi bardzooo tereny niczyje z pewnych powodów. Wiedział, że Popiel miała swoje obowiązki jak i on ale oprócz tego jego siostra chodziła sobie sama na spacerki w niebezpieczne miejsca. Słysząc następne słowa, wojownikowi wyrwało się z gardła warknięcie. Nigdy by nie uciekł po byle jakiej kłótni do innej kotki. Każda inna jest niczym w porównaniu do Wydry. Nigdy by jej nie zostawił. Była najważniejsza i kropka. - Nawet nie waż się tak mówić. Nigdy bym jej nie zostawił. Jest dla mnie ważna i mówiłem ci już kilka razy. Żadna inna kotka się nie liczy i żadna inna kotka nie usłyszała tyle komplementów co Wydrza Łapa. - na koniec się lekko uśmiechnął do samego siebie. - A to, że lubię rozmawiać i czasem powiedzieć coś miłego do płci przeciwnej to nic nie znaczy. Czasem spotykam kotki o bardzo niskiej samoocenie i staram się chociaż dla nich być jakoś... Pożyteczny. Bo tutaj raczej nikt mnie nie potrzebuje. - parsknął i na razie jego złość się nieco uspokoiła chociaż drażnił go ten fakt, że Popiel myślała, że ot tak by zostawił Wydrę. - Nie było cię raz cały dzień. I jak wróciłaś to zauważyłem, że byłaś szczęśliwa... Dziwnie szczęśliwa. Dlatego chyba mam prawo coś przypuszczać i raczej się nie mylę, że byłaś znów gdzieś na terenach niczyich. - odpowiedział po czym szybko dodał. - Szczerze mówiąc to już mnie mało drażni, że chodzisz gdzieś tam do jakiegoś kocura. No może trochę mnie to irytuje lecz nie w tym rzecz. - przerwał na chwilę. - Nie chce żebyś skończyła tak jak nasza matka. - dał wstęp po czym spokojnie wytłumaczył. - Nie chce, żebyś z kimś była kto jest mało dostępny, że tak to ujme. Mimo iż chodzisz z mamą na granice dość często to... Relacja naszych rodziców jest trudna. Nie mogą razem patrzeć jak ich dzieci się rozwijają ani nie mogą leżeć sobie razem wygodnie w ciepłym legowisku. Są oddzieleni. Nie mogą być w pełni szczęśliwi i być razem ze sobą cały czas. Kiedyś rozmawiałem na ten temat z mamą i powiedziała mi, że tęskni za nim niekiedy i chciałaby czasem żyć z nim tak... Zwyczajnie. - odpowiedział po czym lekko posmutniał bo coś podobnego odczuł w swoim życiu. - Sam coś podobnego przeżyłem. Byłem przygotowany na to, że Wydra i ja już nigdy nie będziemy mieli takich samych relacji. Ale jakimś cudem Wydra wróciła. Jednak mimo wszystko chce żebyś miała to co każda kotka prędzej czy później pragnie : Chce żebyś miała szczęśliwą, pełną rodzinę. Jeżeli kiedykolwiek będziesz chciała ją założyć. To tyle co chciałem powiedzieć... - odpowiedział a następnie czekał na odpowiedź Popiel jaka by ona nie była wpatrując się we mgłę.
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana [*] Płeć: kotka Matka: Trzcinowa Sadzawka [*] Ojciec: Miekki Obłok Partner: wspomnienia Trwałe urazy: rozległa blizna na prawym udzie, blizna na kufie, zasłonięte ślady ugryzienia na karku
Wysoka;krótkowłosa;zgrabna.
Kocica ma długie łapy, łabędzią szyje, kształtny łepek i biczowaty ogon. Szatą przypomina dzikiego zająca, a dokładnie jest szaro-niebieska z ciemniejszym nalotem na czole, karku, grzbiecie który stopniowo przechodzi w jaśniejsze tony i zlewa się w ciepły krem na pyszczku, policzkach oraz podbrzuszu i wewnętrznej części łap jak i stopach. Córka Trzcinowej Sadzawki nie ma widocznego pręgowania! (pręgowanie ticked) Jej oczy są żywo pomarańczowe, nosek w kolorze dojrzałej czereśni, a uszy nieco większe niż u przeciętnego kota z różowawym wnętrzem. Porusza się z gracją i pewnością siebie, a na jej pyszczku niezmiennie jawi się spokojny i łagodny uśmiechem.
Opanowana;doświadczona;pewna siebie;silna;
Obecna Popielny Żar w dalszym ciągu jest łagodną i miłą kocicą, jednak o wiele bardziej doświadczoną i ostrożną. Początkowa panika i strach, teraz przerodziły się w siłę, która ułatwiła niebieskiej przebrnięcie przez trudne dla siebie okresy. Dzięki niemu wykształciła większą pewność siebie i inny pogląd na świat. Wyzbyła się tej dziecinnej naiwności, którą kierowała się tyle księżyców. Spokojna i opanowana, jednak wciąż gotowa do skoku prosto do gardła temu, który śmie zagrozić jej najbliższym. Mimo tego, że okres odchowywania kociąt ma daleko za sobą, wciąż poczuwa się do tego, aby figurować jako ktoś kto będzie wsparciem jak i tym wytyczającym jawne granice. Trudno wyprowadzić ją z równowagi przy zwykłej rozmowie, oraz odznacza się sporą wyrozumiałością i poczuciem humoru. Potrafi dosadnie postawić na swoim kiedy wymaga tego sprawa i nie zamierza się przed nikim płaszczyć. Czasy potulnej i przesadnie milutkiej kotki już dawno minęły, jednak pewne lęki wciąż w niej siedzą, nie jest bez wad. Mimo starań, może być czasem nieco zbyt pobłażliwa.
xx- Co ty wygadujesz w ogóle, masz pszczoły zamiast mózgu? - miauknęła oburzona słowami własnego brata. Nie wiedziała, czy ona sama miała jakiś inny pogląd na sprawy sercowe, czy po prostu jej brat trochę za bardzo się w te własne wkręcił i zasłaniał nimi czyny, które nie były ani trochę dobre i odpowiedzialne. Owszem, poprawianie komuś samooceny jest dobrym uczynkiem, jednak! Kocur nie powinien chodzić na granice aby spotykać smutne i niekochane kocice. Powinien je sprawdzać, oznaczać, polować dla klanu! Zasłanianie się dobrymi intencjami w momencie mieszania w głowach nieznajomych kotek było zwyczajnie żałosne. - Byłbyś pożyteczny, gdybyś dawał cokolwiek od siebie, Płomyku! Chodzisz na granice i rozmawiasz z kotkami aby poprawić im humor. Pragnę ci przypomnieć, że jako wojownik masz obowiązki co czyni cię potrzebnym klanowi. Zamiast tego użalasz się nad sobą i obwiniasz cały świat za swoje niepowodzenia, chociaż sam go odtrącasz i prychasz! - sama kiedyś miała podobny problem. Było to po nieprzyjemnej sytuacji z Pustułką, kiedy Popiel w naiwnej próbie pomocy wepchała się prosto w paszcze rozwścieczonej bestii gotowej ją rozszarpać. Wtedy też jej światopogląd się zachwiał jednak po dwóch księżycach wstępnego pogrążenia się w beznadziei - udało jej się z tego wybrnąć! Dlaczego więc jej brat dalej i dalej grzązł w bagnie i sprawiał, że sam zakopuje się coraz głębiej? Kolejne słowa uderzyły w nią i grzbiet jej nosa zmarszczył się a sierść na grzbiecie uniosła. Zauważył, że była szczęśliwa? Naprawdę? Szkoda, że nagle oślepł, kiedy Popielica była smutna a jej życie powoli zaczynało się walić. I nie, nie jej własny brat jej pomógł a Dymne Niebo i Dąb z Bukiem. Płonący Las wolał to przemilczeć a potem rzucić w niebieską córkę Trzciny oskarżeniami, że go ignoruje i nie poświęca odpowiedniej ilości uwagi. Niczym rozwydrzone kocię! To ona od samego początku zabiegała o jego uwagę. Skakała, rozmawiała, przychodziła, próbowała pocieszyć...Jak on się jej odwdzięczał? Uderzyła biczowatym ogonem o ziemię, z każdym następnym słowem odczuwając coraz to większą irytacje. Jej przypuszczenia się boleśnie potwierdziły. Jej brat musiał ją śledzić, albo chociażby obserwować aby wysunąć takie wnioski. Gdzie zaufanie o które prosiła? Nawet ten skończony mysi bobek nie miał odwagi aby spojrzeć jej w pysk i powiedzieć jej to wszystko w oczy. To, zabolało ją najbardziej. Słowa o szczęśliwej i pełnej rodzinie brzmiały okropnie sztucznie. Kiedy próbowała, Płomyk krzywo na nią spoglądał. Cóż, teraz nawet nie chciał tego zrobić. Poczuła się urażona, nawet nie samymi słowami o zachowaniem swojego brata. Wypuściła powietrze przez nozdrza i cicho prychnęła, wstając i przecinając powietrze ogonem. xx- Jaka szkoda, że nie widziałeś kiedy byłam smutna. Kiedy potrzebowałam pomocy i wsparcia. Wtedy ty wolałeś oskarżać mnie o to, że nie spędzam z tobą czasu jak robisz to teraz. To ja skakałam wokół ciebie od samego początku a i tak miałeś do tego zastrzeżenia. Mimo naszej poprzedniej rozmowy nie zaufałeś mi tak jak cię o to prosiłam, a do tego wysuwasz w moim kierunku swoje podejrzenia. Nawet gdybym spotykała się z kimś na Ziemiach Niczyich, nie robię nic złego. W przeciwieństwie do ciebie wiem kiedy przestać! - syknęła oskarżycielsko i odwróciła się gotowa aby odejść. W jej pomarańczowych oczach pojawiły się łzy, jednak szybko się ich pozbyła. - Przestań traktować mnie jak kocię i ogarnij własne życie zamiast próbować psuć moje. Mam nadzieje, że relacja z Wydrzą Łapą pomoże ci się ogarnąć. - dodała smętnie i zniknęła w krzakach, nie mając najmniejszej ochoty kontynuować tej wymiany zdań. Zawiodła się, tak bardzo się zawiodła! Myślała, że Płonący Las w końcu jej zaufał na tyle, aby przestać ją kontrolować. Cóż, znowu się pomyliła.
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana [*] Płeć: kotka Matka: Trzcinowa Sadzawka [*] Ojciec: Miekki Obłok Partner: wspomnienia Trwałe urazy: rozległa blizna na prawym udzie, blizna na kufie, zasłonięte ślady ugryzienia na karku
Wysoka;krótkowłosa;zgrabna.
Kocica ma długie łapy, łabędzią szyje, kształtny łepek i biczowaty ogon. Szatą przypomina dzikiego zająca, a dokładnie jest szaro-niebieska z ciemniejszym nalotem na czole, karku, grzbiecie który stopniowo przechodzi w jaśniejsze tony i zlewa się w ciepły krem na pyszczku, policzkach oraz podbrzuszu i wewnętrznej części łap jak i stopach. Córka Trzcinowej Sadzawki nie ma widocznego pręgowania! (pręgowanie ticked) Jej oczy są żywo pomarańczowe, nosek w kolorze dojrzałej czereśni, a uszy nieco większe niż u przeciętnego kota z różowawym wnętrzem. Porusza się z gracją i pewnością siebie, a na jej pyszczku niezmiennie jawi się spokojny i łagodny uśmiechem.
Opanowana;doświadczona;pewna siebie;silna;
Obecna Popielny Żar w dalszym ciągu jest łagodną i miłą kocicą, jednak o wiele bardziej doświadczoną i ostrożną. Początkowa panika i strach, teraz przerodziły się w siłę, która ułatwiła niebieskiej przebrnięcie przez trudne dla siebie okresy. Dzięki niemu wykształciła większą pewność siebie i inny pogląd na świat. Wyzbyła się tej dziecinnej naiwności, którą kierowała się tyle księżyców. Spokojna i opanowana, jednak wciąż gotowa do skoku prosto do gardła temu, który śmie zagrozić jej najbliższym. Mimo tego, że okres odchowywania kociąt ma daleko za sobą, wciąż poczuwa się do tego, aby figurować jako ktoś kto będzie wsparciem jak i tym wytyczającym jawne granice. Trudno wyprowadzić ją z równowagi przy zwykłej rozmowie, oraz odznacza się sporą wyrozumiałością i poczuciem humoru. Potrafi dosadnie postawić na swoim kiedy wymaga tego sprawa i nie zamierza się przed nikim płaszczyć. Czasy potulnej i przesadnie milutkiej kotki już dawno minęły, jednak pewne lęki wciąż w niej siedzą, nie jest bez wad. Mimo starań, może być czasem nieco zbyt pobłażliwa.
Minęło kilka wschodów słońca od wypadu na Osiedle, spotkania z Lisem, spaceru i...Och, i właśnie czego? Popielny Żar zupełnie nie mogła pojąć tego co wydarzyło się tamtego wieczoru. A może wiedziała, tyle że nie potrafiła sobie przez pierwsze wschody słońca tego poukładać? Teraz jednak jej się to udało i...Czuła ogromne obrzydzenie w swoim kierunku. Wszystko to co wydawało jej się, że czuła do samotnika pękło i pokruszyło się na malutkie kawałeczki. Jak tylko wróciła na tereny klanu zamiast poczuć ulgę z powrotu do domu, odczuwała narastającą panikę i mdłości. Jaką miała pewność, że za dwa księżyce znów spotka się z kocurem? Nawet jej przez myśl nie przeszło, aby przyprowadzać go przed obliczę Płomykówkowej Gwiazdy. Nie po tym co się stało. Obawiała się tego jak mogłoby to wpłynąć na jej opinie w klanie. Była...okropnie rozdarta. Teraz już nie tylko pomiędzy Dymnym Niebem a Lisem, ale i tym co mu powiedziała a tym co chciałaby zrobić. Była okropnie zagubiona i niepewna, jednak przełknęła gorzki smak pomyłki i postanowiła stawić temu wszystkiemu czoła. A było czemu! Nie była już tą młodą kocicą, która nie wiedziała skąd biorą się kocięta i jakie konsekwencje idą za tym, kiedy dwa koty się o nie starają. Nie mogła pozbyć się wrażenia, że mimo niechęci przyzwoliła na to wszystko i sama skazała się na taką a nie inną sytuacje. Czuła się brudna i odpowiedzialna za to. Uczestniczyła w tym, dała się ponieść emocjom i nie zareagowała na tyle stanowczo aby jakoś spróbować to wszystko zakończyć. Co gorsza - podobało jej się to! Do czasu, aż Lis zrobił co zrobił. Jednak wcześniej dawała się wodzić za nos aż w końcu uległa i wypowiedziała słowa, które...nigdy nie powinny opuścić jej pyszczka. I co ona mogła teraz zrobić? Zdecydowała się na bardzo ryzykowny krok, jednak...Większej głupoty nie może już zrobić. Poprosiła Dymne Niebo aby poszedł z nią na wspólny, wcześniej obiecany spacer. Jak tylko ustała przed czarno-białym jej łapy stały się dziwnie ciężkie a gardło ścisnęło poczucie winy. To co robiła było jak zdrada, chociaż nie byli partnerami. Niebieska kocica jednak nie mogła zaprzeczyć, że od samego początku jej uczucia były bliższe właśnie synowi Traszki. To co zrobiła i na co pozwoliło uderzyło w nią jeszcze bardziej. Skierowała swoje kroki w stronę Mgielnego Bajora. Miejsca, gdzie pokłóciła się z bratem o ironio, o relacje z samotnikiem, oraz gdzie znalazła martwą, całą w błocie Bzową Łapę. Nie wiedziała sama dlaczego akurat tutaj skierowały ją łapy, ale...Było to wystarczająco daleko od obozu aby przeprowadzić tą trudną rozmowę i poprosić o...wsparcie. xx- Dymku, musimy...o czymś porozmawiać. - miauknęła odwracając niepewnie wzrok jak już dotarli na miejsce. Przez całą drogę kocica zdawała się być nieobecna. Układała sobie w głowie możliwą reakcje i słowa, tworzyła własne argumenty i zdania. Coś okropnego! Zatrzymała się i wypuściła powietrze przez nozdrza, patrząc prosto w oczy kocura. - To bardzo ważne.
Krótkowłosy kocur przeciętnego wzrostu. Nie jest gruby, jednak ma dość masywną budowę ciała, co jest jeszcze podkreślone przez jego umaszczenie. Jest w większości czarny, ale posiada również charakterystyczne białe znaczenia - białe skarpetki, podbrzusze, rozległą białą plamę na klatce piersiowej i połowie szyi oraz białą plamkę na głowie, która otacza cały pyszczek kończąc się charakterystyczną strzałką między oczami. Ma czarny nos i zielone oczy. Jego futro prawie zawsze jest dokładnie wyczyszczone i dobrze ułożone.
Dymne Niebo jest kotem, który nie rzuca się za bardzo w oczy. Rzadko odzywa się nie pytany - i to bynajmniej nie dlatego, że nie lubi rozmawiać; po prostu woli spokojnie obserwować i podchodzić do wszystkiego z dystansem. Bardzo uważa też na swoje słowa i zwykle stara się formułować swoje wypowiedzi tak, żeby brzmieć jak najbardziej poprawnie. Nie w jego stylu są kąśliwe komentarze czy wybuchy emocji. Jedynie w stosunku do bliskich kotów potrafi sobie pozwolić na małe złośliwości, ale głównie w celach humorystycznych i tylko wtedy gdy wie, że zostanie prawidłowo odebrany. Jest bardzo ciekawy; chętnie poznaje inne koty oraz ich opinie na mniej lub bardziej ważne tematy, przez co rozmowa z nim często jest po prostu przyjemna. Potrafi dogadać się z wieloma kotami, starając się zawsze nieco wczuć w ich pozycję i dostosowywać sposób i treść wypowiedzi do drugiego kota. Zależy mu na tym, jak zostanie odebrany przez drugą stronę - zawsze stara się sprawiać dobre wrażenie. (-> KP)
Ognistopręga, Kamienna Łapa, Kacza Łapa
Spotkanie sam na sam z Popieliczką było czymś, na co czarno-biały zdecydowanie czekał. Zwłaszcza po tym, jak nie tak dawno temu pozwoliła mu na parę kroków więcej, i to niemalże w centrum Obozu Klanu Cienia. Potem widywali się jedynie w przelocie, zajęci wojowniczymi obowiązkami (no, kotka była zajęta również czymś innym, ale tego zielonooki nie wiedział - obserwował czasami jej zachowania w Obozie, ale nie był stalkerem i nie pilnował, gdzie i kiedy dokładnie znika jego przyjaciółka). W każdym razie gdy zaproponowała spacer tylko we dwoje, był bardziej niż gotowy. Po drodze na tereny wojowniczka była dziwnie cicha - stanowiło to ogromny kontrast w stosunku do jej zwykle wyjątkowo gadatliwego sposobu bycia. Zdziwiło to nieco syna Traszkowego Grzbietu, ale pomyślał sobie, że być może zjadał ją nieco stres. Co prawda znali się bardzo dobrze od wielu księżyców, ale chyba pierwszy raz szli tak daleko sami, i to nie w celu upolowania zwierzyny czy sprawdzenia granic. Wojownik zakładał, że pomarańczowooka nigdy wcześniej nie była blisko z kocurem i być może to było powodem jej nietypowego zachowania.
Z tego też powodu nawet sposób, w jaki zaczęła rozmowę, nie bardzo zmartwił kocura. W odpowiedzi uśmiechnął się do niej zalotnie. - Słucham cię piękna - odpowiedział i zbliżył pysk do jej pyszczka. Delikatnie otarł się bokiem pyska o jej policzek i zamruczał cicho prosto do ucha młodszej kotki. Czuł rosnące podekscytowanie całą sytuacją; w końcu to ona sama wyciągnęła go na spacer sam na sam, a teraz jeszcze zaczynała budować napięcie. Przez chwilę poczuł, że wszystkie jego zaloty, wszystkie ostrożnie stawiane kroki w końcu przyniosły mu coś, czego pragnął od wielu księżyców.
Nieważne co mi powiesz Nie słyszę twoich słów
Stoję tam gdzie stoję Nie tam gdzie bym chciał
Wolny od urojeń twych Absurdalny ż a r t
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana [*] Płeć: kotka Matka: Trzcinowa Sadzawka [*] Ojciec: Miekki Obłok Partner: wspomnienia Trwałe urazy: rozległa blizna na prawym udzie, blizna na kufie, zasłonięte ślady ugryzienia na karku
Wysoka;krótkowłosa;zgrabna.
Kocica ma długie łapy, łabędzią szyje, kształtny łepek i biczowaty ogon. Szatą przypomina dzikiego zająca, a dokładnie jest szaro-niebieska z ciemniejszym nalotem na czole, karku, grzbiecie który stopniowo przechodzi w jaśniejsze tony i zlewa się w ciepły krem na pyszczku, policzkach oraz podbrzuszu i wewnętrznej części łap jak i stopach. Córka Trzcinowej Sadzawki nie ma widocznego pręgowania! (pręgowanie ticked) Jej oczy są żywo pomarańczowe, nosek w kolorze dojrzałej czereśni, a uszy nieco większe niż u przeciętnego kota z różowawym wnętrzem. Porusza się z gracją i pewnością siebie, a na jej pyszczku niezmiennie jawi się spokojny i łagodny uśmiechem.
Opanowana;doświadczona;pewna siebie;silna;
Obecna Popielny Żar w dalszym ciągu jest łagodną i miłą kocicą, jednak o wiele bardziej doświadczoną i ostrożną. Początkowa panika i strach, teraz przerodziły się w siłę, która ułatwiła niebieskiej przebrnięcie przez trudne dla siebie okresy. Dzięki niemu wykształciła większą pewność siebie i inny pogląd na świat. Wyzbyła się tej dziecinnej naiwności, którą kierowała się tyle księżyców. Spokojna i opanowana, jednak wciąż gotowa do skoku prosto do gardła temu, który śmie zagrozić jej najbliższym. Mimo tego, że okres odchowywania kociąt ma daleko za sobą, wciąż poczuwa się do tego, aby figurować jako ktoś kto będzie wsparciem jak i tym wytyczającym jawne granice. Trudno wyprowadzić ją z równowagi przy zwykłej rozmowie, oraz odznacza się sporą wyrozumiałością i poczuciem humoru. Potrafi dosadnie postawić na swoim kiedy wymaga tego sprawa i nie zamierza się przed nikim płaszczyć. Czasy potulnej i przesadnie milutkiej kotki już dawno minęły, jednak pewne lęki wciąż w niej siedzą, nie jest bez wad. Mimo starań, może być czasem nieco zbyt pobłażliwa.
Poczuła się jeszcze gorzej, kiedy czarno-biały zwrócił się do niej w ten sposób. To wszystko co wydarzyło się wcześniej ciążyło jej okropnie na żołądku, a teraz to już najpewniej gdyby naprawdę się tam znajdowało; rozerwałoby go. Z tyłu głowy jednak przeszła jej jeszcze inna myśl; w końcu z czasem w jej brzuchu będzie ciążyć zupełnie coś innego. Coś czego nie chciała tak szybko. Wpadła jak śliwka w kompot i nie miała teraz odwrotu. Musiała sobie z tym poradzić, czy tego chciała czy nie. Nie mogła się przecież załamać i popadać w paranoje - owszem, to wszystko wydawało jej się okropnie nierealne i straszne, a w jej głowie panował bałagan, jednak mimo wszystko była dorosła i nie mogła nazwać tego nieświadomym błędem. Był on jak najbardziej świadomy z częściowym przyzwoleniem na to. Czując dotyk Dymka i słysząc jego mruczenie, delikatnie się napięła. Nie wiedziała co siedziało w jego głowie, ale jakby to usłyszała, na pewno nie skończyłoby się na grzecznej rozmowie. Westchnęła smętnie i przymknęła na moment pomarańczowe ślepia, wciągając jego sapach w nozdrza. Musiała powstrzymywać drżenie ogona aby nie wydać swojej niepewności, chociaż mogła się założyć, że i tak wojownik coś wyczuł. Zachowywała się inaczej niż zawsze. Jej uśmiech był niepewny, wzrok uciekał a sama milczała przez większość drogi tutaj. Tak jak kocur czuł rosnące w nim podekscytowanie i oczekiwał tego, co zostało przerwane przez samą kocicę dużo wcześniej; tak Popielny Żar miała wrażenie, że za moment zemdleje ze stresu. Nigdy się tak nie stresowała! Nawet na pierwszym dniu treningu, nawet podczas swojego mianowania czy pierwszego dnia treningu z Głuszą. To, co zaraz miała powiedzieć było poważniejsze niż to wszystko razem wzięte. Nie umywało się nawet do sytuacji z Pustułką. Okłamywała czarno-białego wojownika. Wtulała się w tym samym czasie w dwa futra, mruczała, ocierała się i ufała dwóm kocurom na raz! Co on sobie o niej pomyśli? Czy...dobrym pomysłem jest w ogóle mówić mu o tym? Zacisnęła zęby i delikatnie się cofnęła, spoglądając na pysk wojownika z błyskającym w ślepiach smutkiem. xx- To naprawdę ważne, Dymku. - miauknęła a jej ogon drgnął delikatnie, kiedy usiadła i owinęła go wokół łap. W momencie w którym już miała to z siebie wydusić, wszystko się skomplikowało i rozwiało a ta zrozumiała, że chyba nie jest na to gotowa. Jednak kiedy miałaby to powiedzieć? Jak już jej brzuch będzie zaokrąglony? Nie mogła dłużej ciągnąć tego wszystkiego. Potrzebowała ratunku- Popełniłam ogromny błąd, którego teraz żałuje i...potrzebuje twojej pomocy i wsparcia.
Krótkowłosy kocur przeciętnego wzrostu. Nie jest gruby, jednak ma dość masywną budowę ciała, co jest jeszcze podkreślone przez jego umaszczenie. Jest w większości czarny, ale posiada również charakterystyczne białe znaczenia - białe skarpetki, podbrzusze, rozległą białą plamę na klatce piersiowej i połowie szyi oraz białą plamkę na głowie, która otacza cały pyszczek kończąc się charakterystyczną strzałką między oczami. Ma czarny nos i zielone oczy. Jego futro prawie zawsze jest dokładnie wyczyszczone i dobrze ułożone.
Dymne Niebo jest kotem, który nie rzuca się za bardzo w oczy. Rzadko odzywa się nie pytany - i to bynajmniej nie dlatego, że nie lubi rozmawiać; po prostu woli spokojnie obserwować i podchodzić do wszystkiego z dystansem. Bardzo uważa też na swoje słowa i zwykle stara się formułować swoje wypowiedzi tak, żeby brzmieć jak najbardziej poprawnie. Nie w jego stylu są kąśliwe komentarze czy wybuchy emocji. Jedynie w stosunku do bliskich kotów potrafi sobie pozwolić na małe złośliwości, ale głównie w celach humorystycznych i tylko wtedy gdy wie, że zostanie prawidłowo odebrany. Jest bardzo ciekawy; chętnie poznaje inne koty oraz ich opinie na mniej lub bardziej ważne tematy, przez co rozmowa z nim często jest po prostu przyjemna. Potrafi dogadać się z wieloma kotami, starając się zawsze nieco wczuć w ich pozycję i dostosowywać sposób i treść wypowiedzi do drugiego kota. Zależy mu na tym, jak zostanie odebrany przez drugą stronę - zawsze stara się sprawiać dobre wrażenie. (-> KP)
Ognistopręga, Kamienna Łapa, Kacza Łapa
Spodziewał się, że kotka zaraz również się o niego otrze, może poliże go po policzku, a może nieśmiało zachichocze zmieszana tym, że w końcu są sam na sam z dala od Obozu i w warunkach zdecydowanie sprzyjających pogłębianiu relacji. Nic podobnego jednak się nie stało i o ile chwilę temu kocur mógł po prostu zakładać, że kotka stresuje się swoim pierwszym zbliżeniem z kocurem, tak gdy nagle odsunęła się i spojrzała na niego smętnie dotarło w końcu do niego, że to było zupełnie coś innego.
Na chwilę zamknął oczy, by szybko je otworzyć i spojrzeć łagodnie na kotkę. - Co się stało? - zapytał, a jego głos brzmiał czule i niemalże słodko. Chętnie dodałby do tego jakąś fizyczną bliskość, ale wojowniczka przed chwilą właśnie się od takiej bliskości odsunęła. Usiadła, więc i on usiadł, patrząc jej cały czas w oczy. Był nieco podirytowany, że schadzka nie polegała na jego korzystaniu z urody i bliskości kotki. W głowie krążyła mu natrętna myśli pod tytułem co znowu jest nie tak że tego nie chce, ale syn Ostrego Ciernia zepchnął ją na dalszy plan. Starał się mimo wszystko zachować spokój i być dla kotki wsparciem, o które prosiła. W końcu co mogła zrobić źle? Co mogło być tym ogromnym błędem? Powiedziała komuś coś niemiłego? Zrobiła jakiś błąd w treningu terminatora? Powiedziała komuś coś, czego nie powinna, i komuś było smutno? Wygadała komuś za wiele o Klanie Cienia? Popieliczka często wydawała mu się być w dużym stopniu uosobieniem dobroduszności i ciepła i zakładał, że jedynie tego typu ogromne błędy były w jej zasięgu.
Nieważne co mi powiesz Nie słyszę twoich słów
Stoję tam gdzie stoję Nie tam gdzie bym chciał
Wolny od urojeń twych Absurdalny ż a r t
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana [*] Płeć: kotka Matka: Trzcinowa Sadzawka [*] Ojciec: Miekki Obłok Partner: wspomnienia Trwałe urazy: rozległa blizna na prawym udzie, blizna na kufie, zasłonięte ślady ugryzienia na karku
Wysoka;krótkowłosa;zgrabna.
Kocica ma długie łapy, łabędzią szyje, kształtny łepek i biczowaty ogon. Szatą przypomina dzikiego zająca, a dokładnie jest szaro-niebieska z ciemniejszym nalotem na czole, karku, grzbiecie który stopniowo przechodzi w jaśniejsze tony i zlewa się w ciepły krem na pyszczku, policzkach oraz podbrzuszu i wewnętrznej części łap jak i stopach. Córka Trzcinowej Sadzawki nie ma widocznego pręgowania! (pręgowanie ticked) Jej oczy są żywo pomarańczowe, nosek w kolorze dojrzałej czereśni, a uszy nieco większe niż u przeciętnego kota z różowawym wnętrzem. Porusza się z gracją i pewnością siebie, a na jej pyszczku niezmiennie jawi się spokojny i łagodny uśmiechem.
Opanowana;doświadczona;pewna siebie;silna;
Obecna Popielny Żar w dalszym ciągu jest łagodną i miłą kocicą, jednak o wiele bardziej doświadczoną i ostrożną. Początkowa panika i strach, teraz przerodziły się w siłę, która ułatwiła niebieskiej przebrnięcie przez trudne dla siebie okresy. Dzięki niemu wykształciła większą pewność siebie i inny pogląd na świat. Wyzbyła się tej dziecinnej naiwności, którą kierowała się tyle księżyców. Spokojna i opanowana, jednak wciąż gotowa do skoku prosto do gardła temu, który śmie zagrozić jej najbliższym. Mimo tego, że okres odchowywania kociąt ma daleko za sobą, wciąż poczuwa się do tego, aby figurować jako ktoś kto będzie wsparciem jak i tym wytyczającym jawne granice. Trudno wyprowadzić ją z równowagi przy zwykłej rozmowie, oraz odznacza się sporą wyrozumiałością i poczuciem humoru. Potrafi dosadnie postawić na swoim kiedy wymaga tego sprawa i nie zamierza się przed nikim płaszczyć. Czasy potulnej i przesadnie milutkiej kotki już dawno minęły, jednak pewne lęki wciąż w niej siedzą, nie jest bez wad. Mimo starań, może być czasem nieco zbyt pobłażliwa.
Oj jak kocur się mylił.
Popielny Żar naprawdę by chciała aby jej jedynym problemem jaki chciała przedstawić tu i teraz, Dymnemu Niebu było złe słowo bądź błąd na treningu. Równie dobrze mogła przyjść do niego z prośbą o pomoc bo się z kimś pokłóciła a nie dała omamić i teraz chodziła z tykającą bombą w brzuchu. Poczuła jak dreszcze przechodzą jej przez grzbiet, bowiem doskonale wyczuła zniecierpliwienie i irytacje starszego wojownika tym...co nie nadeszło tak jak oczekiwał. Kocica stresowała się coraz bardziej, a jakby mogła się pocić; najpewniej już by z niej kapało! Pomimo czułego brzmienia głosu kocura, nie mogła się przełamać aby od razu opowiedzieć o wszystkim co się stało. Czuła jednak, że im później to zrobi, będzie tylko i wyłącznie gorzej. Czuła jak piecze ją poczucie winy i zżera jad wyrzutów sumienia połączonych z obrzydzeniem. Wysunęła pazury i wbiła je w ziemię. Jaka ona była głupia!. Westchnęła jednak i koniuszek jej ogona drgnął niespokojnie. Gdzie te słowa, które układała odkąd opuścili obóz? Gdzie ta siła, która początkowo zbierała się w niej specjalnie na tę okazję? Gdzie to wszystko się podziało w momencie w którym było potrzebne? Irytowało ją to okropnie, bowiem z jednej strony pragnęła milczeć i zapomnieć tak jakby nic wielkiego się nie stało, a z drugiej... Nie otrzyma pomocy jeżeli będzie milczeć. Musiała zaryzykować. Ufała przecież kocurowi jak mało komu. Znali się naprawdę długo i łączyło ich coś, co Popielny Żar teraz straci przez własną głupotę i naiwne serce. Potrzebowała silniejszego bodźca aby zrozumieć, że to co czuła do Lisa było jedynie przelotnym zauroczeniem. Dlaczego ten bodziec, musiał mieć takie konsekwencje? xx- Kilkanaście księżyców temu, jak nasze relacje się oziębiły, poszłam na Osiedle i spotkałam tam kocura. - w końcu słowa ułożyły się same, jak tylko niebiesko-kremowa otworzyła pyszczek aby opowiedzieć o tym co zamierzała. Czuła przeszywający ją chłód i lęk, jednak nie odwracała wzroku od pyska kocura. Nie mogła, nie teraz... - Spotykaliśmy się co dwa księżyce i wtedy też nasze relacje się na nowo ociepliły i poprawiły. Ja... - przełknęła ciężej ślinę i pokręciła łbem spuszczając wzrok na moment wbijając go w swoje łapy. I co dalej? Co powiedzieć? Jak to odpowiednio opisać? Co dalej? Czuła jak irytacja znowu wzrasta w jej ciele. Nie była kociakiem, a dorosłą i dojrzałą kocicą! Ale za to jak głupią... xx- ...Spotkałam się z nim ponownie kilka wschodów słońca temu i...
Krótkowłosy kocur przeciętnego wzrostu. Nie jest gruby, jednak ma dość masywną budowę ciała, co jest jeszcze podkreślone przez jego umaszczenie. Jest w większości czarny, ale posiada również charakterystyczne białe znaczenia - białe skarpetki, podbrzusze, rozległą białą plamę na klatce piersiowej i połowie szyi oraz białą plamkę na głowie, która otacza cały pyszczek kończąc się charakterystyczną strzałką między oczami. Ma czarny nos i zielone oczy. Jego futro prawie zawsze jest dokładnie wyczyszczone i dobrze ułożone.
Dymne Niebo jest kotem, który nie rzuca się za bardzo w oczy. Rzadko odzywa się nie pytany - i to bynajmniej nie dlatego, że nie lubi rozmawiać; po prostu woli spokojnie obserwować i podchodzić do wszystkiego z dystansem. Bardzo uważa też na swoje słowa i zwykle stara się formułować swoje wypowiedzi tak, żeby brzmieć jak najbardziej poprawnie. Nie w jego stylu są kąśliwe komentarze czy wybuchy emocji. Jedynie w stosunku do bliskich kotów potrafi sobie pozwolić na małe złośliwości, ale głównie w celach humorystycznych i tylko wtedy gdy wie, że zostanie prawidłowo odebrany. Jest bardzo ciekawy; chętnie poznaje inne koty oraz ich opinie na mniej lub bardziej ważne tematy, przez co rozmowa z nim często jest po prostu przyjemna. Potrafi dogadać się z wieloma kotami, starając się zawsze nieco wczuć w ich pozycję i dostosowywać sposób i treść wypowiedzi do drugiego kota. Zależy mu na tym, jak zostanie odebrany przez drugą stronę - zawsze stara się sprawiać dobre wrażenie. (-> KP)
Ognistopręga, Kamienna Łapa, Kacza Łapa
Patrzył cały czas w pysk kotki, i tylko z biegiem jej słów zielone oczy rozszerzały się bardziej i bardziej, a trzeba pamiętać o tym, że Dymek był już przeszło sześćdziesiąt księżyców na tym świecie, widział wiele, słyszał jeszcze więcej i na co dzień mało co było go w stanie zdziwić. To, że spotykała się z kimś innym przez jakiś czas nie było niczym zaskakującym. Popieliczka była młoda, atrakcyjna, łatwo nawiązywała kontakty z innymi kotami. Ale jakiegoś Pieszczoszka z Osiedla? Miał o niej zdecydowanie lepsze zdanie i zakładał, że jeśli jednak wybierze innego kocura, to na pewno będzie to jakiś Cienisty wojownik, po prostu za pewne młodszy i w jakimś sensie atrakcyjniejszy od Dymka. Nie spodziewał się tego, że pomarańczowooka będzie zadawać się z kimś spoza ich klanu...
- I? - zapytał, a jego głos brzmiał nagle zdecydowanie twardo i stanowczo. Wojownik wbijał intensywne spojrzenie w kotkę, spojrzenie, które samo w sobie byłoby w stanie wywrzeć presję. Czuł nieprzyjemny ucisk w żołądku, a w jego głowie kłębiły się natrętne myśli, ale całą siłą woli starał się jak najmniej zdradzać swój stan i tkwić w neutralnej pozycji. Powoli domyślał się, co się wydarzyło, ale po pierwsze - jeszcze nie do końca wierzył, bo wszystkie te informacje były dla niego dość zaskakujące, a po drugie - chciał z niej wycisnąć prawdę. Jeśli popełniła błąd, to powinna ponieść jego konsekwencje w pełni, i nie zamierzał tutaj odpuszczać. Jemu się oberwało za próbę uwiedzenia jej gdy była jeszcze nastolatką, a on już dojrzałym kocurem - wiec dlaczego ona miałaby nie odpowiedzieć za swoje czyny? Czarno-biały siedział w tej samej pozycji, cały czas patrząc się oczekująco w mordkę Popieliczki, i poruszał się jedynie jego ogon, który dość zamaszyście uderzał co chwilę o podłoże; ten dość regularny odgłos słychać było szczególnie wtedy, gdy kotka na chwilę zamilknęła, a Dymek nerwowo oczekiwał na jej odpowiedź.
Nieważne co mi powiesz Nie słyszę twoich słów
Stoję tam gdzie stoję Nie tam gdzie bym chciał
Wolny od urojeń twych Absurdalny ż a r t
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana [*] Płeć: kotka Matka: Trzcinowa Sadzawka [*] Ojciec: Miekki Obłok Partner: wspomnienia Trwałe urazy: rozległa blizna na prawym udzie, blizna na kufie, zasłonięte ślady ugryzienia na karku
Wysoka;krótkowłosa;zgrabna.
Kocica ma długie łapy, łabędzią szyje, kształtny łepek i biczowaty ogon. Szatą przypomina dzikiego zająca, a dokładnie jest szaro-niebieska z ciemniejszym nalotem na czole, karku, grzbiecie który stopniowo przechodzi w jaśniejsze tony i zlewa się w ciepły krem na pyszczku, policzkach oraz podbrzuszu i wewnętrznej części łap jak i stopach. Córka Trzcinowej Sadzawki nie ma widocznego pręgowania! (pręgowanie ticked) Jej oczy są żywo pomarańczowe, nosek w kolorze dojrzałej czereśni, a uszy nieco większe niż u przeciętnego kota z różowawym wnętrzem. Porusza się z gracją i pewnością siebie, a na jej pyszczku niezmiennie jawi się spokojny i łagodny uśmiechem.
Opanowana;doświadczona;pewna siebie;silna;
Obecna Popielny Żar w dalszym ciągu jest łagodną i miłą kocicą, jednak o wiele bardziej doświadczoną i ostrożną. Początkowa panika i strach, teraz przerodziły się w siłę, która ułatwiła niebieskiej przebrnięcie przez trudne dla siebie okresy. Dzięki niemu wykształciła większą pewność siebie i inny pogląd na świat. Wyzbyła się tej dziecinnej naiwności, którą kierowała się tyle księżyców. Spokojna i opanowana, jednak wciąż gotowa do skoku prosto do gardła temu, który śmie zagrozić jej najbliższym. Mimo tego, że okres odchowywania kociąt ma daleko za sobą, wciąż poczuwa się do tego, aby figurować jako ktoś kto będzie wsparciem jak i tym wytyczającym jawne granice. Trudno wyprowadzić ją z równowagi przy zwykłej rozmowie, oraz odznacza się sporą wyrozumiałością i poczuciem humoru. Potrafi dosadnie postawić na swoim kiedy wymaga tego sprawa i nie zamierza się przed nikim płaszczyć. Czasy potulnej i przesadnie milutkiej kotki już dawno minęły, jednak pewne lęki wciąż w niej siedzą, nie jest bez wad. Mimo starań, może być czasem nieco zbyt pobłażliwa.
Z każdym słowem i gestem, Popielny Żar miała ochotę zapaść się pod ziemię. Czuła się jak na składaniu zeznań. Niczym złoczyńca, który z własnej woli kładzie wszystko co wie o zbrodni na stole a policjant wpatruje się w niego tym morderczym spojrzeniem, żądając dalszych wyjaśnień. Tak tez było teraz. Dymne Niebo patrzył na niebiesko-kremową kocicę wilkiem, chcąc wyciągnąć z niej jak najwięcej. Kotka przełknęła jeszcze ciężej ślinę, kiedy padło twarde "i" nie zwiastujące nic dobrego. Nagle poczuła się naprawdę źle. Tak głupio... Wywierał na niej presje, a ona nie mogła się jej poddać. Gdyby tak się stało, najpewniej już dawno płakałaby i błagała o pomoc, jednak nie mogła sobie an to pozwolić. Zacisnęła zęby i wypuściła powietrze przez nozdrza tworząc przed swoim pyszczkiem jasną chmurę pary. I co dalej? Co chciała wtedy powiedzieć? Jak to ubrać w słowa? Nie mogła zaprzeczyć, że twarda i karcąca reakcja kocura wcale jej nie pomagała. Teraz strach i ból na myśl tego, że wojownik zwyczajnie ją od siebie odtrąci i zostawi samą po tylu księżycach znajomości i...głębszej relacji. Czy to możliwe, aby to wszystko również było sztuczne? Tym razem jednak ze strony czarno-białego syna Traszkowego Grzbietu? Odrzuciła to od siebie, nie chciała oskarżać kocura o niestworzone rzeczy. Teraz to ona była tą złą i zamierzała zapłacić całą cenę za swoje czyny. Chciała przyjąć lincz, jednak...Nie zwróciła się do niego bez powodu. Długo milczała po naglącym "i", łącząc i dzieląc słowa w swojej głowie. Jak dobrze to opisać? Jak nazwać? Jak...zacząć? Chciała mieć to już za sobą, chcieć poznać reakcje wojownika do którego żywiła uczucia, chciała....Usłyszeć jego krzyki, jak nazywa ją bezmyślną i głupią. Chciała mieć to za sobą, móc poprosić o pomoc, propozycje i rozwiązania. Chciała, aby dochował tajemnicy. To wszystko nie powinno się wydarzyć. Była bezmyślna i głupia, zresztą i naiwna. Lis podszedł ją i zagrał na jej emocjach i dobrym sercu. Podpuścił i omotał a teraz to kocica musi za to wszystko płacić. Nic dziwnego. Wzięła głębszy wdech i wyprostowała się patrząc prosto w ślepia starszego kocura z minimalną pewnością siebie. Widać było, że jest okropnie spięta i ledwo powstrzymuje się od wybuchu większych emocji. Długo jednak jej wyprostowana sylwetka nie trwała, bowiem po uderzeniu sera zgarbiła się i w końcu uraczyła kocura wyjaśnieniem. Ciężkim, trudnym i...niespodziewanym. xx- W-wydarzyło się coś, czego nie chciałam, nie planowałam. On... - odchrząknęła i zmarszczyła nos w bezsilności. - ...Mogę się spodziewać kociąt, Dymne Niebo. Nie wiem co robić...
Krótkowłosy kocur przeciętnego wzrostu. Nie jest gruby, jednak ma dość masywną budowę ciała, co jest jeszcze podkreślone przez jego umaszczenie. Jest w większości czarny, ale posiada również charakterystyczne białe znaczenia - białe skarpetki, podbrzusze, rozległą białą plamę na klatce piersiowej i połowie szyi oraz białą plamkę na głowie, która otacza cały pyszczek kończąc się charakterystyczną strzałką między oczami. Ma czarny nos i zielone oczy. Jego futro prawie zawsze jest dokładnie wyczyszczone i dobrze ułożone.
Dymne Niebo jest kotem, który nie rzuca się za bardzo w oczy. Rzadko odzywa się nie pytany - i to bynajmniej nie dlatego, że nie lubi rozmawiać; po prostu woli spokojnie obserwować i podchodzić do wszystkiego z dystansem. Bardzo uważa też na swoje słowa i zwykle stara się formułować swoje wypowiedzi tak, żeby brzmieć jak najbardziej poprawnie. Nie w jego stylu są kąśliwe komentarze czy wybuchy emocji. Jedynie w stosunku do bliskich kotów potrafi sobie pozwolić na małe złośliwości, ale głównie w celach humorystycznych i tylko wtedy gdy wie, że zostanie prawidłowo odebrany. Jest bardzo ciekawy; chętnie poznaje inne koty oraz ich opinie na mniej lub bardziej ważne tematy, przez co rozmowa z nim często jest po prostu przyjemna. Potrafi dogadać się z wieloma kotami, starając się zawsze nieco wczuć w ich pozycję i dostosowywać sposób i treść wypowiedzi do drugiego kota. Zależy mu na tym, jak zostanie odebrany przez drugą stronę - zawsze stara się sprawiać dobre wrażenie. (-> KP)
Ognistopręga, Kamienna Łapa, Kacza Łapa
Tym razem nie wytrzymał napięcia; nie był w stanie dłużej siedzieć w jednej pozycji. Jego organizm zareagował jak gdyby sam i kocur podniósł się nagle na równe łapy. Czarny ogon zaczął jak gdyby jeszcze bardziej zamaszyście chodzić na boki.
- Kociąt - wypowiedział twardo, patrząc na kotkę chłodno. Nigdy wcześniej tak na nią nie patrzył. Padło tylko jedno słowo, bo w pierwszej chwili nie był w stanie pozbierać galopujących myśli. Więc to tak; pani strażniczka moralności, pani byłam-wtedy-za-młoda, pani nie-w-obozie-bo-są-tu-kocięta, po prostu wyszła i przeżyła przygodę z losowym Pieszczoszkiem. Nawet nie z żadnym klanowym kocurem! Prawdopodobnie nosiła w sobie kociaki Gwiezdny Klan wie z jakimi genami. Gdyby wybrała innego wojownika Klanu Cienia, Dymkowi byłoby bardzo przykro, ale może jakoś przełknąłby taką porażkę. Czułby się wówczas jak przegrany w pojedynku, jak czuje się ktoś, kto traci coś po równej i sprawiedliwej walce. Teraz jednak duma czarno-białego była złamana jak gdyby podwójnie i... to dokładnie w takim momencie, w którym wszystko miało już być dobrze, w której spodziewał się, że dzisiejszy spacer sam na sam będzie spijaniem śmietanki powstałej na powierzchni relacji, którą budował przez wiele księżyców, o którą starał się i dla której praktycznie nie zwracał uwagi na inne klanowe kotki.
Po chwili ciszy, w której można było niemalże wyczuć rosnącą atmosferę, kocur zaśmiał się w głos. - Czego oczekujesz? Mam ci pogratulować? - zapytał i prychnął, pozwalając sobie na tak bardzo jadowitą i szorstką wypowiedź, na jaką nie pozwolił sobie nigdy. Do tej pory nawet, jeśli się denerwował, jeśli był zły, starał się zachowywać możliwie neutralnie, powstrzymywać swoje odruchy i starać się robić dobrą minę do złej gry i łagodzić całą sytuację. Nie dlatego, żeby był jakimś wielkim altruistą - wręcz przeciwnie, sam nie chciał się wciągać w żadne awantury i wolał wychodzić z trudnych sytuacji obronną łapą, nie dawać się całkowicie ponieść emocjom. Teraz było jednak inaczej. Czuł się skrzywdzony; tak bardzo, jak nigdy wcześniej się nie czuł. Nie chodziło tylko o odrzucenie, o wybranie innego, ale o to, że kotka cały czas go wykorzystywała. Robiła złudne nadzieję, kusiła, nie pozwalała na bliskość i na to, na co pozwoliła jakiemuś Pieszczoszkowi. Patrzył na nią z jawnym wyrzutem w spojrzeniu, dalej nerwowo machając ogonem. Miał wrażenie, że nawet jakby uciekła teraz gdzieś z podkulonym ogonem, to nie byłoby mu jej szkoda. W końcu miała swojego cudownego kocura z Osiedla, i skoro był na tyle idealny, że pozwoliła mu zrobić sobie kociaki, to na pewno będzie też na tyle cudowny, żeby teraz się nią zaopiekować.
Nieważne co mi powiesz Nie słyszę twoich słów
Stoję tam gdzie stoję Nie tam gdzie bym chciał
Wolny od urojeń twych Absurdalny ż a r t
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana [*] Płeć: kotka Matka: Trzcinowa Sadzawka [*] Ojciec: Miekki Obłok Partner: wspomnienia Trwałe urazy: rozległa blizna na prawym udzie, blizna na kufie, zasłonięte ślady ugryzienia na karku
Wysoka;krótkowłosa;zgrabna.
Kocica ma długie łapy, łabędzią szyje, kształtny łepek i biczowaty ogon. Szatą przypomina dzikiego zająca, a dokładnie jest szaro-niebieska z ciemniejszym nalotem na czole, karku, grzbiecie który stopniowo przechodzi w jaśniejsze tony i zlewa się w ciepły krem na pyszczku, policzkach oraz podbrzuszu i wewnętrznej części łap jak i stopach. Córka Trzcinowej Sadzawki nie ma widocznego pręgowania! (pręgowanie ticked) Jej oczy są żywo pomarańczowe, nosek w kolorze dojrzałej czereśni, a uszy nieco większe niż u przeciętnego kota z różowawym wnętrzem. Porusza się z gracją i pewnością siebie, a na jej pyszczku niezmiennie jawi się spokojny i łagodny uśmiechem.
Opanowana;doświadczona;pewna siebie;silna;
Obecna Popielny Żar w dalszym ciągu jest łagodną i miłą kocicą, jednak o wiele bardziej doświadczoną i ostrożną. Początkowa panika i strach, teraz przerodziły się w siłę, która ułatwiła niebieskiej przebrnięcie przez trudne dla siebie okresy. Dzięki niemu wykształciła większą pewność siebie i inny pogląd na świat. Wyzbyła się tej dziecinnej naiwności, którą kierowała się tyle księżyców. Spokojna i opanowana, jednak wciąż gotowa do skoku prosto do gardła temu, który śmie zagrozić jej najbliższym. Mimo tego, że okres odchowywania kociąt ma daleko za sobą, wciąż poczuwa się do tego, aby figurować jako ktoś kto będzie wsparciem jak i tym wytyczającym jawne granice. Trudno wyprowadzić ją z równowagi przy zwykłej rozmowie, oraz odznacza się sporą wyrozumiałością i poczuciem humoru. Potrafi dosadnie postawić na swoim kiedy wymaga tego sprawa i nie zamierza się przed nikim płaszczyć. Czasy potulnej i przesadnie milutkiej kotki już dawno minęły, jednak pewne lęki wciąż w niej siedzą, nie jest bez wad. Mimo starań, może być czasem nieco zbyt pobłażliwa.
Nie spodziewała się niczego innego. Właściwie to...Czekała na to. Chciała to usłyszeć jednak...Zabolało ją to mocniej niż się spodziewała. Zacisnęła zęby i położyła po sobie uszy, jednak siedziała w miejscu z bólem obserwując reakcje kocura. Miał do tego prawo, miał prawo czuć się oszukany i wykorzystany. Sama Popielny Żar czuła się przez to okropnie a co miała na swoją obronę? Praktycznie nic dobrego, na co Dymne Niebo mógłby się chociażby obejrzeć. Wzięła głębszy wdech i milczała, nie chcąc przerywać. Nie chciała również robić gwałtowniejszych ruchów. Miała najgorsze za sobą. Powiedziała na głos to, czego obawiała się najbardziej. Coś, co nie dawało jej spać. Wyobrażała sobie tę rozmowę przed jak i w trakcie podążania tutaj, jednak...Przerosła ją i naprawdę nie mogła odpowiednio pozbierać do tego wszystkiego słów. Zagryzła mocniej zęby a jej ogon niespokojnie szamotał się po ziemi obserwując jak kocur rzuca w jej kierunku jadowitymi słowami. xx- Nie. - odparła krótko i również się podniosła. Powoli, nie spuszczając z niego wzroku. Oszukała go, wykorzystała a teraz chciała prosić o pomoc? Faktycznie, to było głupie...Jednak, ona tak tego nie widziała. Była rozdarta na dwóch, jednak to Dymne Niebo zwyciężał. Wiedziała, że to cale zauroczenie niedługo minie, właściwie już prawie minęło! Nie pojawiłaby się na następnym spotkaniu, zapomniałaby i poświęciła całą swoją uwagę dla czarno-białego kocura. Teraz jednak było na to za późno i syn Traszki był zły. Oj miał o co! - Ja...naprawdę przepraszam. Rozumiem twoją złość, możesz na mnie krzyczeć aż zrobi ci się lepiej. Zasłużyłam na to. - miauknęła i zrobiła krok w jego stronę, ponownie zastygając. Chciała być spokojna w tej sytuacji, ale nie dawała rady. Jej kąciki ust drgały, ogon szamotał się z boku na bok a oczy powoli zaczęły się szklić. Nie panowała nad tym. Te krótkie wypowiedzi rzucone w jej kierunku w tak nienaturalny i niepodobny do Dymka sposób ubodły ją prosto w serce. Nie potrafiła sobie wyobrazić jak kocur musiał się teraz czuć, a ona...Zaczęła powoli panikować. xx- Nie okłamywałam cię jednak co do moich uczuć, Dymku. T-to było chwilowe zauroczenie jeszcze sprzed momentu jak bardzo się do siebie zbliżyliśmy. - miauknęła błagalnie i pochyliła się delikatnie łeb, patrząc w jego stronę. Kosztowało ją to zdecydowanie za dużo. Pokręciła łebkiem i wysunęła pazury orząc nimi ziemię. - Przysięgam na wszystko, że tego nie chciałam. Zadziało się to za szybko, nie zdążyłam zareagować i... Proszę, pozwól mi to wszystko naprawić. Zrobię wszystko, n-nie chce cię stracić. - wzięła głębszy wdech i delikatnie się wyprostowała, patrząc na kocura. Tyle głupoty, tyle błędów... Wszystko sypało się jej na barki. Nie chciała zostać sama, nie chciała stracić kocura, który tyle dla niej robił od samego początku!