Księżyce: 119 Mistrz: Pluskający Potok [*] Płeć: kotka Matka: Krogulczy Szpon [*] Ojciec: Wiewiórczy Ogon [*] Partner: Polna Gwiazda Trwałe urazy: mała blizna na pysku, długa blizna wzdłuż lewego boku i odgryziony kawałek lewego ucha
Wygląd się zbytnio nie zmienił od czasów kocięcych. Jedynie jej oczy już w pełni wybarwiły się na kolor zielony. Mimo, że urosła to nadal nie zaliczała się do wysokich kotów. Uważa swój wzrost jako wadę dlatego więc próbuje odwrócić uwagę kotów czymś innym jak na przykład swoim pięknym i lśniącym futrem które zawsze jest ułożone i czyste. Szylkretka przybrała kobiece kształty i stała się na pewno atrakcyjniejsza. Wręcz jej wygląd był przeciwieństwem jej zadziornego charakteru. (więcej w KP)
Ostra po utracie swojego ojca nieco się zmieniła. Na początku nie było to widoczne ale po kilku księżycach można zauważyć, że stała się lekko buntownicza. Nadal była wesoła jednak potrafiła zadzierać nosa. Jest młodą aktoreczką która kiedy chce zagra każdego. Była mądrzejsza i nie zachowywała się jak mały kociak. Stała się w końcu dojrzałą kotką która chciała pokazać się w jak najlepszym świetle. (więcej w KP)
Popatrzyła się na swoją rodzicielkę z niedowierzaniem. Czy jej mama naprawdę nie rozumiała tego? Jeżeli mu powie, że go bardziej lubi a on powie, że nie do końca to nie da się tak normalnie znów być przyjaciółmi z tą myślą. Poza tym o czym ona w ogóle myśli! Nie powinna sobie tego wmawiać. Musi być twarda a to co czuje do Polnego musi SAMA się dowiedzieć. Bo jak na razie to Krogulec jej wpajała do głowy jakieś bzdury o partnerstwie i, że niby Polnego kocha. Ostra była bardzo zmienna w nastroju. Przed chwilą prawie się poruszała, że może go stracić a teraz wypychała te myśli od siebie i jej postawa była bardziej stanowcza i twarda. Nie po to tyle pracowała by znów się stać słabym, bezwartościowym kotem. Nie może sobie pozwolić by jej uczucia ją kierowały. Co będzę to będzę. Wszystko się okaże jak znów się spotkają a zapewne nie będzę to zbyt szybko gdyż Ostra od tej pory będzę go nieco... omijać by mieć czas na zastanowienie się nad tym wszystkim. - Nie rozumiesz... - westchnęła cicho a następnie popatrzyła się dookoła i na drogę która jeszcze im została. - Ufam. Jest jednym z tych kotów którym ufam najbardziej. Jednak nie wiem jakby mógł na coś takiego zareagować. Ja nawet nie wiem co o tym teraz myśleć. Muszę zostać chwilę z tym wszystkim sama... - odparła gdy ich patrol granicy dobiegł końca. Popatrzyła się ostatni raz na Krogulec ze zamieszaniem w oczach. - Pójdę zapolować. Niedługo wrócę do obozu. Do zobaczenia. - pożegnała się i ruszyła dalej szukając dobrego miejsca do polowania. Nie mogła już dłużej o tym rozmawiać. Musiała to wszystko przetrwić i poukładać się do normalnego stanu.
/z.t dzięki mamo za sesję :3
Kocica nie zmieniła się wiele. Nadal dużo trenuje, przez co jej ciało jest wyćwiczone, sama ma budowę atletyczną. Nadal chodzi pewnym siebie krokiem, a pysk szylkretki często jest zmarszczony, przez co można powiedzieć, że chodzi wiecznie niezadowolona czy naburmuszona, chociaż niekoniecznie tak jest. Obecnie ciało wojowniczki wróciło już do normy po porodzie przez to, że każdą wolną chwilę poświęca doprowadzeniu siebie do porządku. Na ciele widnieje parę blizn - jedna po wyrwanym płacie skóry na karku, druga na lewej tylnej łapie w postaci śladu po ugryzieniu lisa, trzecia to lekko wyszczerbione, prawe ucho po walce treningowej z Lis. A ostatnia jest urwanym ogonem, ostała się jej mniej niż połowa, przez co jej chód stał się bardziej ostrożny.
Krogulec zmieniła swoje nastawienie do innych. Otworzyła się, stała się bardziej rozmowna i nie stawia jedynie na zdobywanie wiedzy. Lubi od czasu do czasu porozmawiać sobie na luźne tematy i czerpać po prostu przyjemność z życia. Jest odpowiedzialną wojowniczką oraz matką, starając się wychować swoje młode najlepiej jak potrafi, pomimo tego, że były lekką wpadką. Często wybucha gniewem, ale nie potrafi być długo obrażona. Nie przyznaje się do błędów i zamiast powiedzieć "przepraszam" woli przejść od razu na neutralny grunt, gdzie zacznie rozmowę o pierdołach. Wypełnia swoje obowiązki z pasją i to najlepiej, jak potrafi!
Czekała na reakcję córki, a gdy ona nadeszła, zdecydowanie Krogulec nie była zadowolona. Wcześniej rozmowa przebiegała bardzo dobrze, a teraz Ostra nagle się zmieniła, co nie podobało się Krogulec. W wyrazie niezadowolenia zmrużyła oczy, podczas gdy jej córka się rozwijała na temat zaufania.
- Jak będziesz czekać, to nigdy się nie dowiesz - odpowiedziała jedynie, kiwając głową na pożegnanie, gdy wojowniczka ruszyła na polowanie. Ona sama ruszyła na kolejny patrol, nie dołączając do żadnego istniejącego, a idąc sama, zaś po zniknięciu z pola widzenia szylkretki, ruszyła mocniejszym tempem, by rozładować emocje, jakie się w niej nagromadziły podczas ostatniego etapu rozmowy. Nie lubiła, gdy jej rozmówca nagle zmienia zdanie i zupełnie skreśla wszystko, co zdołała osiągnąć podczas dialogu, szczególnie że nie była zbyt dobrym negocjatorem i każdy krok był dla niej dużym osiągnięciem.
zt
I look inside myselfand seemy heart is black.
I see my red doorandmust have it painted black.
Maybethen I'll fade awayand not have to face thefacts.
It's not easy facing upwhen your whole world is black.
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
ogromna, masywna czekoladowa szylkretowa z bielą; złote oczy; dużo blizn | KP
communal girlfriend; enigmatyczna, surowa, okrutna wobec słabszych jednostka z tendencjami socjopatycznymi, zapędami sadystycznymi, kompleksem boga i zamiłowaniem do ładnych kotek
Płomykówka rzadko przydzielała ją do patroli z kimkolwiek; tym bardziej z terminatorami, a jednak, proszę, gladiatorka znalazła się w takiej, a nie innej pozycji. Na wieczornym patrolu ze Zwichrzonym Ogonem i Wronią Łapą. Pierwszą jej reakcją i myślą było "hm, ciekawe, jak zareagowałby Szop", szybko to jednak z siebie wyparła i po prostu zgarnęła młodą pannicę z legowiska, aby oświadczyć, że wychodzą. Teraz.
Wieczory były chłodniejsze niż upalne dnie, ale nie były szczególnie zimne. Słońce nie parzyło w grzbiet, mimo majaczenia jeszcze gdzieś na horyzoncie. Cały las spowijał czerwonawy blask promieni zachodu... było przyjemnie, miła atmosfera. Przez większość czasu wraz z Zwichrzonym Ogonem, który definitywnie trzymał dystans, i Wronią Łapą, Bobrzyca nie zamieniła ani słowa. W którymś momencie rdzawy wojownik oświadczył, że spróbuje zapolować kawałek dalej, więc szylkretka i jej siostrzenica ruszyły dalej same.
Dopiero przy Mgielnym Bajorze i Księżycowym Jeziorze w głowie Bobrzego Kła zapaliła się lampka i pojawił pewien pomysł. Psianka sprawiała wrażenie kotki bystrej i, cóż, pragnącej wiedzy i ciekawych doświadczeń w życiu, a nie było szczególnie zimno... starsza kocica przeprowadziła terminatorkę przez Zarośnięty Brzeg, omijając błoto bajora i przystanęła na brzegu jeziora.
- Chciałabyś się nauczyć pływać? - zagaiła do Wroniej Łapy, prosto z mostu, ni z gruchy ni z pietruchy. Ot, tak. Jakoś, po prostu, sama z siebie. - Pluskającemu Potokowi pewnie by to zaimponowało. Wątpię, aby sam posiadał tą umiejętność, a bywa przydatna.
───────────────────
na co dzień jestemxx,,dość s p o k o j n a lekarzxxx,,xmixx,,xxpomaga gdy wpadam czasem w depresyjne stany elektrowstrząsyx,lubx,hipnoza złoty lek na wszystko - pr•zac i znówxxsnuć mogęxxeuforyczne plany o wyzdrowieniu szybkim marzę jak wyjdę jeszcze wam pokażę
nie znasz dnia ani godziny ZNAMxxJE xxTYLKOxxJA
───────────────────
Księżyce: 18 Mistrz: zdechli wszyscy Płeć: kotka Matka: Wydrza Łapa [*] Ojciec: Płonący Las
Wyrosła na średniej wielkości, ale całkiem długonogą koteczkę. Lśniące, dłuższe futerko w kruczoczarnej barwie gładko otula jej szczupłą sylwetkę, a Psianka codziennie dba, by każdy kosmyk układał się idealnie. Uszka ma zakończone małymi pędzelkami, wąsy lekko podkręcone, a puszysty ogon często nosi uniesiony wysoko ponad grzbietem. Oczy Psianki są jasne, żółto-zielone, ze znaczną przewagą tej drugiej barwy. Ogólnie całkiem ładniutka z niej kotka, a przynajmniej tak o sobie myśli i próbuje wszystkich o tym przekonać.
Psianka stara się być uprzejma i słodka. Udaje znacznie bardziej głupiutką niż jest w rzeczywistości, przekonana, że na pozę wielkookiej i uroczej koteczki ugra najwięcej. Lubi zgrywać ofiarę i trochę się ze sobą pieści. Raczej ostrożna, nie jest zainteresowana popełnianiem błędów, a zwłaszcza przyznawaniem się do nich. Za to bardzo chętnie pobiegnie naskarżyć na innych. Najbardziej obchodzi ją czubek własnego, czarnego noska i dążenie do doskonałości, co póki co objawia się głównie w intensywnym pielęgnowaniu futerka.
Kornikowy Konar, Zielna Łapa, Koścista Łapa (KRz)
Płomykówkowa Gwiazda chyba zauważyła, że Wronia Łapa nie ma za wiele do roboty ze względu na niedyspozycję Pluskającego Potoka i stosunkowo często przydzielała ją do patroli. Koteczkę ani to ziębiło, ani grzało - ot, przyjmowała te dyspozycje i grzecznie uczestniczyła w sprawdzaniu granic, obracając się w przeróżnym towarzystwie. Zazwyczaj pozostali uczestnicy nie wymagali od niej zbyt wiele, a ona też się nie wychylała, by przypadkiem nie zdradzić się ze swoimi nikłymi umiejętnościami oraz doświadczeniem. Niektóre koty polubiła, a innych nie chciałaby spotkać już nigdy więcej, jednak cały ten kalejdoskop postaci mógł się schować przy wyrazistości Bobrzego Kła. Córka Wydry była odrobinę zaskoczona, że to z nią ma odbyć jeden z wieczornym patroli, bo już wcześniej zaobserwowała, że potężna wojowniczka jest raczej wolnym strzelcem. Wronka nie wiedziała czego się spodziewać i jaki stosunek do całego przedsięwzięcia ma siostra jej mistrza. Sama miała do kocicy neutralne nastawienie, chociaż za kocięctwa otrzymała przed nią ostrzeżenie. Jednak zła renoma to było wszystko, bowiem Wronia Łapa nie zauważyła, by Bóbr robiła cokolwiek złego, niestosownego, albo chociaż niecodziennego. I nawet trochę żałowała, bo może chociaż coś przełamałoby nudę upływających dni. Tymczasem, wojowniczka milczała całą drogę, podobnie jak Zwichrzony Ogon. W którymś momencie Wronka nawet przestała posyłać w ich stronę ukradkowe spojrzenia, tocząc znudzonym wzrokiem po okolicy. Widoki były piękne, spowite czerwonym światłem, jednak piękno natury tylko przez chwilę przykuło uwagę terminatorki. Potem zaczęło być zwyczajnie powtarzalne.
Szczęśliwie i całkiem niespodziewanie, Bobrzy Kieł przerwała tę monotonnie. Całkiem zaskakując kotkę, która nie okazała tego tylko przez swoją naturalną powściągliwość. - Nie myślałam o tym wcześniej. - Przyznała, głównie po to by zyskać na czasie. Popatrzyła na tafle wody, wciąż w czerwieni od zachodu słońca. Pomyślała o wilgoci, ryzyku utopienia i po plecach przeszedł jej równocześnie dreszcz obrzydzenia i ekscytacji. - Czemu nie spróbować. - Przystała na propozycję, podciągając zdawkowo do góry kąciki czarnego pyszczka. Puszysty ogon, w lekko nerwowym ruchu, zafalował za jej plecami.
Gdybytak choćjeden raznam się zatrzęsłaziemia Przerwałasenoderwałanas odniechcenia Nic nasnie ziębiani nic nasnie parzy
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
ogromna, masywna czekoladowa szylkretowa z bielą; złote oczy; dużo blizn | KP
communal girlfriend; enigmatyczna, surowa, okrutna wobec słabszych jednostka z tendencjami socjopatycznymi, zapędami sadystycznymi, kompleksem boga i zamiłowaniem do ładnych kotek
Często myślała o tym, jak bardzo chciałaby potrafić czytać myśli innych kotów. Mogłaby się dowiedzieć co o niej myślały - i byłaby zadowolona, gdyby była świadoma tego, za jak wyrazistą miała ją Psianka. Cóż, to dobrze, chciała uchodzić za kogoś specjalnego na tle reszty Klanu Cienia. Dla niej samej większość z nich było miałkimi robakami bez kręgosłupa. Z drugiej strony życie widma gdzieś w tle również jej odpowiadało. Nikt jej nie wchodził z łapami w życie, ale jednak, było nudno a gladiatorka lubiła rozrywkę.
Może dlatego, ponieważ było aż tak nudno i zbyt... rutynowo, przeciętnie, postanowiła zabrać swoją siostrzenicę nad jezioro i kolokwialnie mówiąc zaszpanować umiejętnością, którą nabyła księżyce temu od swojej kochanki po drugiej stronie granicy. Miała wrażenie, że mało który kot z Klanu innego, niż Rzeka mógł pochwalić się umiejętnością pływania. Sama Bobrzyca nawet nie umywała się do stworzeń pokroju wydry lub samej Ćmy, które w wodzie poruszały się równie zgrabnie, co ryba, ale była przekonana, że jej doświadczenie na tym polu to więcej niż pół jej rodzimego Klanu.
Bobrzy Kieł poruszyła lekko kosmatymi, naderwanymi uszami widząc, jak panna Ą Ę bez większego zastanowienia przystaje na jej propozycje. Gruby ogon wojowniczki zawirował leniwie, nisko nad ziemią. Posłała Wroniej Łapie lekki uśmiech, postępując do przodu i zanurzając się w wodzie Księżycowego Jeziora po nadgarstki przednich łap. Kiedyś nagła zmiana temperatury była dla niej szokująca, teraz w pełni przywykła. A i tak woda nie była lodowata, jak... kiedyś, gdy dopiero uczyła się pływać, bardzo głupio w Porze Nagich Drzew. - Zapraszam, woda do pływania idealna - odparła gładkim głosem, zerkając na siostrzenicę przez ramię, aby zaraz znaleźć się w jeziorze już po same łokcie, jeszcze stojąc na mulistym gruncie. - To jak bieg przez las; ale woda stawia opór. Wystarczy mocno przebierać wszystkimi łapami, młócąc wodę, łeb trzymać nad powierzchnią.
───────────────────
na co dzień jestemxx,,dość s p o k o j n a lekarzxxx,,xmixx,,xxpomaga gdy wpadam czasem w depresyjne stany elektrowstrząsyx,lubx,hipnoza złoty lek na wszystko - pr•zac i znówxxsnuć mogęxxeuforyczne plany o wyzdrowieniu szybkim marzę jak wyjdę jeszcze wam pokażę
nie znasz dnia ani godziny ZNAMxxJE xxTYLKOxxJA
───────────────────
Księżyce: 18 Mistrz: zdechli wszyscy Płeć: kotka Matka: Wydrza Łapa [*] Ojciec: Płonący Las
Wyrosła na średniej wielkości, ale całkiem długonogą koteczkę. Lśniące, dłuższe futerko w kruczoczarnej barwie gładko otula jej szczupłą sylwetkę, a Psianka codziennie dba, by każdy kosmyk układał się idealnie. Uszka ma zakończone małymi pędzelkami, wąsy lekko podkręcone, a puszysty ogon często nosi uniesiony wysoko ponad grzbietem. Oczy Psianki są jasne, żółto-zielone, ze znaczną przewagą tej drugiej barwy. Ogólnie całkiem ładniutka z niej kotka, a przynajmniej tak o sobie myśli i próbuje wszystkich o tym przekonać.
Psianka stara się być uprzejma i słodka. Udaje znacznie bardziej głupiutką niż jest w rzeczywistości, przekonana, że na pozę wielkookiej i uroczej koteczki ugra najwięcej. Lubi zgrywać ofiarę i trochę się ze sobą pieści. Raczej ostrożna, nie jest zainteresowana popełnianiem błędów, a zwłaszcza przyznawaniem się do nich. Za to bardzo chętnie pobiegnie naskarżyć na innych. Najbardziej obchodzi ją czubek własnego, czarnego noska i dążenie do doskonałości, co póki co objawia się głównie w intensywnym pielęgnowaniu futerka.
Kornikowy Konar, Zielna Łapa, Koścista Łapa (KRz)
Nie myślała o pływaniu wcześniej w kontekście umiejętności rzeczywiście wartej nauczenia. Owszem, interesowała się nim poprzez zwykłą ciekawość odkrywcy, jednak w przeciwieństwie do, chociażby, wspinania po drzewach wydawało się mało przydatne. Nie wyobrażała sobie, by uciec w niepewną toń wody przed jakimkolwiek drapieżnikiem, nie zapowiadało się to też na szczególnie przyjemne zajęcie... chociaż o tym miała się jeszcze przekonać.
Patrzyła jak bez wahania Bobrzyca wchodzi po kostki w wodę i uśmiechnęła się nieszczerze na jej zachętę. Wiedziała, że wilgoć zaraz zniszczy cały wypracowany przez nią image i przeobrazi ją w zmokłą kurę. Całe szczęście, oprócz ciotki nikogo nie było na horyzoncie, więc Wrona po prostu przełknęła powstałą w gardle gulę i skupiła się na tkwiącej w niej ciekawości i potrzebie adrenaliny. Postąpiła kilka kroków do przodu, aż księżycowe jezioro obmyło paluszki jej przednich łap. Była lekko chłodna, ale nie lodowata, nawet przyjemna po upalnym dniu. Wronka zrobiła jeszcze kilka drobnych kroczków do przodu, a muliste dno obrzydliwie uginało się pod jej opuszkami. Cofnęła uszy, przełykając ślinę wraz z obrzydzeniem. - I to wystarczy? - Upewniła się. Brzmiało... za łatwo? Jak na umiejętność, którą teoretycznie dysponowali tylko wojownicy jednego Klanu.
Gdybytak choćjeden raznam się zatrzęsłaziemia Przerwałasenoderwałanas odniechcenia Nic nasnie ziębiani nic nasnie parzy
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Płomyk jak to on ostatnio nie miał nawet czasu dla samego siebie. Krogulec ciągle go męczyła na tych niby treningach. W skrócie wyżywała się na nim. Był zawsze padnięty po nich i jedyne co potem robił to szedł spać bądź coś zjeść a następnie zajmował się swoimi obowiązkami. Ciężka była jego rutyna ale dziś w końcu miał spokój. Najwidoczniej Krogulec postanowiła mu dać chwilę oddechu bądź zapomniała o nim. Wszystko było możliwe. Dlatego więc postanowił się wybrać do Mgielnego Bajora i połowić trochę ryb a przy okazji się trochę ochłodzić. Droga tam szybko zleciała kocurowi i szybko mógł spostrzec zbiornik wody. Przyspieszył tępa a następnie usiadł przy brzegu stawu. Nachylił się i zaczął pić wodę myśląc sobie co jego dzieci teraz robią. Trochę było mu wstyd, że ostatnio nie miał dla nich za dużo czasu i nadal nie ma. Chciał jakoś być dobrym ojcem ale czy się do tego nadawał?
Jak jego dzieci były młodsze to jakoś lepiej mu szło w byciu ojcem a teraz są one już dorosłe więc raczej nie potrzebują takiej opieki co kiedyś. Żyły swoim życiem i Płomyk jedynie co robił to starał się być przy nich i w razie problemu jakoś pomóc.
Podniósł głowę i usiadł. Następnie podrapał się po głowie. - Myślałem, że to będzę łatwiejsze... - mruknął cicho do siebie a następnie trzepnął uchem i zaczął spokojnie siedzieć, czekając aż jakaś ryba się pojawi.
/córeczki :3
Księżyce: 18 Mistrz: zdechli wszyscy Płeć: kotka Matka: Wydrza Łapa [*] Ojciec: Płonący Las
Wyrosła na średniej wielkości, ale całkiem długonogą koteczkę. Lśniące, dłuższe futerko w kruczoczarnej barwie gładko otula jej szczupłą sylwetkę, a Psianka codziennie dba, by każdy kosmyk układał się idealnie. Uszka ma zakończone małymi pędzelkami, wąsy lekko podkręcone, a puszysty ogon często nosi uniesiony wysoko ponad grzbietem. Oczy Psianki są jasne, żółto-zielone, ze znaczną przewagą tej drugiej barwy. Ogólnie całkiem ładniutka z niej kotka, a przynajmniej tak o sobie myśli i próbuje wszystkich o tym przekonać.
Psianka stara się być uprzejma i słodka. Udaje znacznie bardziej głupiutką niż jest w rzeczywistości, przekonana, że na pozę wielkookiej i uroczej koteczki ugra najwięcej. Lubi zgrywać ofiarę i trochę się ze sobą pieści. Raczej ostrożna, nie jest zainteresowana popełnianiem błędów, a zwłaszcza przyznawaniem się do nich. Za to bardzo chętnie pobiegnie naskarżyć na innych. Najbardziej obchodzi ją czubek własnego, czarnego noska i dążenie do doskonałości, co póki co objawia się głównie w intensywnym pielęgnowaniu futerka.
Kornikowy Konar, Zielna Łapa, Koścista Łapa (KRz)
Wroniej Łapie wydawało się, że była jednym z ostatnich kotów, który miał kontakt z Bobrzym Kłem, przed jej zniknięciem. Uczestniczyła z nią w patrolu, przy okazji którego Gladiatorka podzieliła się z siostrzenicą umiejętnością pływania, którą sama przejęła od swojej Rzecznej kochanki. Wronce pływanie się nie podobało, chociaż odkryła, że błyskawicznie ściąga z futra brud, a ponadto wyrywa nieco z marazmu jej emocje, mieszaniną obrzydzenia i adrenaliny. Dlatego torturowała samą siebie i przychodziła ćwiczyć nad wodę Księżycowego Jeziora. Wcześniej upewniała się, że nie będzie miała widowni, spacerując niespiesznie nad brzegiem.
Tym razem z obozu wyszła nie do końca legalnie, w towarzystwie Okopconego Źdźbła, którego swoim urokiem przekonała, że nic się jej nie stanie na terenach. Partner Wrzosowej Ścieżki niekoniecznie chciał spuścić z nią ślepia ale wtedy oboje dojrzeli, że ktoś ubiegł zielonooką i zajął miejsce nad migoczącą taflę wody. Wronka przymrużyła ślepia, rozpoznając w kocich kształtach swojego ojca. Koteczka wiedziała, że kocurowi zależy na kontaktach z nią oraz resztą żyjących dzieci, chociaż nie zawsze miał na to czas i wiedział jak się do tego sensownie zabrać. Natomiast Wronia Łapa nie potrafiła określić co właściwie czuje wobec Płonącej Łapy i co o nim myśli, chociaż niedalekie to było do obojętności, którą darzyła wszystkich kolejno. - Łowisz ryby, tato? - Miauknęła, podchodząc bliżej i uśmiechając się. Okopcony wycofał się taktownie.
Gdybytak choćjeden raznam się zatrzęsłaziemia Przerwałasenoderwałanas odniechcenia Nic nasnie ziębiani nic nasnie parzy
Liliowa kotka o złocistych oczach. Średnich rozmiarów, o krótkim ogonie.
Słodziutka i milutka. Pomaga, nie robi kłopotów, zdobywa znajomych w klanie Cienia... Idealna wręcz. Tylko czy mówi to wszystko prawdziwie?
Wydmowy Wiatr (KRz), Ważkowa Sadzawka (S)
Kalina, widząc wychodzącą z obozu parkę nie mogła się powstrzymać przed wyjściem z obozu. Wcześniej usłyszała od Jałowcowej Jagody, że będzie wychodzić ze swoim partnerem na polowanie. Jako, że Kalinowa Łapa dziś nie polowała, a akurat miała na to ochotę, postanowiła się dołączyć. Problem był taki, że... nie spodziewała się, iż to może być randka. Dopiero w ostatniej chwili, szeptem Zroszony Pąk powiedział jej, iż to nie jest takie o, zwykłe polowanie. Chciał porozmawiać ze swoją partnerką. Pomimo to, liliowa przekonała parkę, że nie będzie im przeszkadzać. Wszyscy wiedzieli o zakazie jej babki, więc wojownicy zrozumieli jej prośbę. Westchnęli w tym samym momencie i pozwolili jej pójść z nimi. Jednakże polowanie nie trwało długo. Przybyli nad Mgielne Bajoro... a Kalina zauważyła dwa znajome kolory futra, płomienno-czerwony i kruczo-czarny. Coś się w niej ruszyło. Kotka daleko nie musiała szukać, szybko znalazła zakochanych i oznajmiła im, że idzie się spotkać z ojcem i siostrą, których wypatrzyła kawałek dalej. Kiwnęli głową, pierwsze się pytając, czy mają ją odprowadzić, ta jednak odmówiła. Powiedziała, że są dosłownie parę uderzeń serca stąd.
Nie rozumiała samej siebie - czasem zdarzało jej się wypatrzyć któreś z ich futer, nigdy jednak nie czuła tak dużej potrzeby rozmowy. Może to głupi fart, a może czytała w myślach Psiance, jednakże... Miała wrażenie, że dowie się czegoś o Bóbr. Zależało jej na szylkretce - była jej ciotką, dodatkowo mistrzynią. Więc... chciała się dowiedzieć, czemu zniknęła.
W końcu dotarła na miejsce i po chwili czekania, wynurzyła się z gąszczu, otrzepując futro z kurzu, gałązek i listków, które zdobyła docierając tutaj, zwróciła wzrok na 2/3 jej najbliższej rodziny.
- Tato, siostro. - zaczęła, dość formalnie, nie będąc pewna co powiedzieć. Nie zdarzało jej się rozmawiać, ani z Wroną, ani z Płonącym. Jakoś tak... nie czuła potrzeby. Dziś jednak było inaczej, może przez to, że zobaczyła rodzinkę prawie w komplecie, obok siebie? - Mogę się dosiąść? - nie pytała już o to, czy ojciec łowi ryby. Bo to widocznie robił, no a Psianka właśnie się ognistorudego o to zapytała.
primadonnagirl, yeah all i everwanted wastheworld ican't helpthat.i.n e e d it all theprimadonnalife, theriseandfall
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Siedział sobie spokojnie nad taflą wody. Wybrał sobie dobre miejsce bo jego cień nie był widoczny na tafli wody i mógł spokojnie złowić trochę ryb. On stosował metodę wypychania ryby na brzeg łapą gdy takowa się pojawia ale pewnie inni inaczej to robią. Czekał w ciszy chcąc coś złowić ale nic się nie pojawiało. Może nie było dziś dnia na łowienie. Nagle usłyszał kroki, które kierowały się w jego stronę. Odwrócił najpierw ucho w tą stronę a następnie głowę i zobaczył Wronę. Uśmiechnął się do niej pogodnie a następnie pokiwał głową. - Cześć, Wrona i tak, moja mistrzyni Grzybowa Polana mnie kiedyś tego nauczyła. - odpowiedział a kiedy to powiedział, zobaczył jak jego druga córka, Kalina zmierza w ich kierunku. - Cześć Kalino. - przywitał się z drugą córką. Jak dawno jej nie widział. Najwidoczniej jego wszystkie dzieci lubiły żyć podobnym stylem co on. -Oczywiście. Zawsze możecie się dosiąść do swojego ojczulka. - mruknął sympatycznie do swoich córek i poklepał ogonem miejsce obok niego. - Widzę, że miałyście teraz trochę wolnego czasu. - odparł. Wiedział, że jego córki miały wstrzymane teraz treningi ze względu na to, że no cóż ich mistrzowie skończyli jak skończyli. Wronka straciła Pluska a Kalina nie mogła ostatnio znaleźć swojej mistrzyni Bóbr, która zaginęła. Nie wiedział jednak czy mógł o tym z córkami rozmawiać.
Księżyce: 18 Mistrz: zdechli wszyscy Płeć: kotka Matka: Wydrza Łapa [*] Ojciec: Płonący Las
Wyrosła na średniej wielkości, ale całkiem długonogą koteczkę. Lśniące, dłuższe futerko w kruczoczarnej barwie gładko otula jej szczupłą sylwetkę, a Psianka codziennie dba, by każdy kosmyk układał się idealnie. Uszka ma zakończone małymi pędzelkami, wąsy lekko podkręcone, a puszysty ogon często nosi uniesiony wysoko ponad grzbietem. Oczy Psianki są jasne, żółto-zielone, ze znaczną przewagą tej drugiej barwy. Ogólnie całkiem ładniutka z niej kotka, a przynajmniej tak o sobie myśli i próbuje wszystkich o tym przekonać.
Psianka stara się być uprzejma i słodka. Udaje znacznie bardziej głupiutką niż jest w rzeczywistości, przekonana, że na pozę wielkookiej i uroczej koteczki ugra najwięcej. Lubi zgrywać ofiarę i trochę się ze sobą pieści. Raczej ostrożna, nie jest zainteresowana popełnianiem błędów, a zwłaszcza przyznawaniem się do nich. Za to bardzo chętnie pobiegnie naskarżyć na innych. Najbardziej obchodzi ją czubek własnego, czarnego noska i dążenie do doskonałości, co póki co objawia się głównie w intensywnym pielęgnowaniu futerka.
Kornikowy Konar, Zielna Łapa, Koścista Łapa (KRz)
Proszę, proszę. Nieoczekiwanie samotny z założenia wypad nad wodę przeistoczył się w rodzinne spotkanie. Wronia Łapa ledwo zdążyła uzyskać odpowiedź od ojca, a nieoczekiwanie dołączyła do niech Kalina. Czarnofutra stłumiła zaskoczone uniesienie brwi. Do tej pory siostra wydawała się unikać jej towarzystwa - a przynajmniej go nie poszukiwać. Wronka widywała ją tak rzadko, że czasem wydawało się, że druga z córek Płomyka jest tylko widmem, senną marą i tak naprawdę nie istnieje, albo dawno odeszła na "Srebrną Skórę" razem z matką. - Kalinowa Łapo! - Wygięła wargi w szerokim uśmiechu, krzesając w swój głos niezwykły dla siebie entuzjazm. Była nawet ciekawa co spowodowało, że Kalina nagle zdecydowała się nadrobić rodzinne kontakty, dlatego postanowiła ociekać słodyczą i zachętą. Niech lilijce się wydaje, że naprawdę cieszy się na jej widok. - Oczywiście, dołącz do nas. - Miauknęła, odsuwając się o krok by symbolicznie zrobić miejsce drugiej kotce. Na uwagę Płonącej Łapy spoważniała wyraźnie. - Niestety, nie da się ukryć. - Odparła beznamiętnie. Nie zamierzała kolejny raz wałkować tematu treningu. Większość kotów pytała ją o jej przebieg, a ona lawirowała w odpowiedziach, by nie wyznać jak bardzo jest do tyłu z materiałem. Niedobrze jej się robiło od w kółko powtarzanej rozmowy. - Wracając do twojego łowienia ryb, tato... Trzymałeś taką umiejętność dla siebie? - Poruszyła wąsami i zawiesiła na Płomyku spojrzenie zielonkawych oczu.
Gdybytak choćjeden raznam się zatrzęsłaziemia Przerwałasenoderwałanas odniechcenia Nic nasnie ziębiani nic nasnie parzy
Liliowa kotka o złocistych oczach. Średnich rozmiarów, o krótkim ogonie.
Słodziutka i milutka. Pomaga, nie robi kłopotów, zdobywa znajomych w klanie Cienia... Idealna wręcz. Tylko czy mówi to wszystko prawdziwie?
Wydmowy Wiatr (KRz), Ważkowa Sadzawka (S)
Jeszcze niech tylko zjawi się tu Jastrzębiec to już w ogóle, rodzinka w komplecie. No, przynajmniej ta najbliższa. Chyba, że mają ochotę tu zapraszać jeszcze Krogulczy Szpon i jej dzieci, wtedy będzie jeszcze zabawniej. Może niech jeszcze jej matka i brat zstąpią z niebios?
Czasami nie rozumiała konceptu rodziny. Może temu, że nigdy go nie doświadczyła w takiej formie, w jakiej się spodziewała? W końcu jej matka zmarła przy porodzie, ojciec... był ojcem... Szczyra już nie było, a Psianka i Jastrzębiec byli zawsze daleko. Nie miała najważniejszego elementu rodziny, matki. Nigdy jej nie znała, a to ona powinna być pierwszą, która przekaże swoim kociakom czułość. Nawet nie pamiętała, kiedy ostatnio gadała z bratem. Zdecydowała się to naprawić, przynajmniej spróbować się nauczyć, czym powinna być rodzina.
Nie miała co robić, a jedyne co umiała, to polować. Prędzej czy później jednak Bóbr się znajdzie, w ostateczności Kalina będzie miała innego mistrza, który zajmie się jej treningiem. Będzie mogła robić coś innego, niż biegać za zwierzyną w kółko.
— Polowałam, jakoś tak wpadłam na was, ale tak, nie mam zbytnio nic do roboty oprócz łapania piszczków. Rozmowa zawsze jest miłą odskocznią. — zawsze jednak była zbyt dumna, by poprosić jakiegoś wojownika o pomoc z rzeczami, których powinna się nauczyć na treningu. Nie tak jak Mleczna Łapa, która skakała po kotach, aby pozyskać wiedzę. Kalina nie będzie się zniżać do takiego poziomu.
— Mogłeś przynajmniej powiedzieć, nie miałam pojęcia, że ktokolwiek w Klanie Cienia posiada taką umiejętność. Ukrywasz coś jeszcze, tato? — dokończyła za Wroną, mając ochotę dopełnić jej pytanie. Liliowa sama była ciekawa tego, co i jak. Ale nie rwała się do pytań, nie była taka. Jeśli ojciec sam będzie chciał przekazać tą wiedzę, to to zrobi.
primadonnagirl, yeah all i everwanted wastheworld ican't helpthat.i.n e e d it all theprimadonnalife, theriseandfall
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Widząc entuzjazm Wrony na przybycie Kaliny, kocur w środku nieco się zdziwił. Jeszcze nigdy nie widział jak się tak uśmiechała. Może chciała jakoś zachęcić siostrę żeby dołączyła do nich. Machnął na to jedynie uchem. Dobrze, że jego córki jakoś próbują ze sobą rozmawiać. Znał swoje dzieci, wszystkie wolały jakoś żyć w mało rodzinny sposób. Zajmowali się tym na czym im zależało najbardziej i chyba to był trening. Chcieli zostać szybko wojownikami. Był ciekaw jakie imiona otrzymają.
Jeżeli chodzi o trening to Płomyk również nie zamierzał pytać jak tam u nich leci i tak dalej bo wiedział, że teraz czekają aż ich mistrzowie się znajdą bądź dostaną nowych. Więc jedynie kiwnął czarnej córce głową i już nic więcej nie pytał.
Uśmiechnął się delikatnie słysząc, że Kalina polowała. To dobrze, że chociaż tyle Bóbr ją nauczyła zanim zniknęła. Mogła w końcu przynajmniej coś robić a nie więdnąć i czekać.
Zaśmiał się na słowa córek. Tak jakoś wyszło, że nie miał okazji pochwalić się swoją dodatkową umiejętnością swoim dzieciom. - Tak jakoś nie było okazji żebym się wam pochwalił, że wasz ojciec potrafi coś więcej niż inni. - mruknął a następnie dodał -Może jeszcze ukrywam to, że macie przystojnego ojca. - zaśmiał się i uśmiechnął się pokazując swoje białe kły. - Nie no, tak naprawdę to tylko umiem to co każdy wojownik i dodatkowo to łowienie ryb. Jeszcze nie miałem okazji nauczyć się pływania. - odparł a następnie spytał - Może chcecie się nauczyć a następnie spróbować same szczęścia?
Księżyce: 18 Mistrz: zdechli wszyscy Płeć: kotka Matka: Wydrza Łapa [*] Ojciec: Płonący Las
Wyrosła na średniej wielkości, ale całkiem długonogą koteczkę. Lśniące, dłuższe futerko w kruczoczarnej barwie gładko otula jej szczupłą sylwetkę, a Psianka codziennie dba, by każdy kosmyk układał się idealnie. Uszka ma zakończone małymi pędzelkami, wąsy lekko podkręcone, a puszysty ogon często nosi uniesiony wysoko ponad grzbietem. Oczy Psianki są jasne, żółto-zielone, ze znaczną przewagą tej drugiej barwy. Ogólnie całkiem ładniutka z niej kotka, a przynajmniej tak o sobie myśli i próbuje wszystkich o tym przekonać.
Psianka stara się być uprzejma i słodka. Udaje znacznie bardziej głupiutką niż jest w rzeczywistości, przekonana, że na pozę wielkookiej i uroczej koteczki ugra najwięcej. Lubi zgrywać ofiarę i trochę się ze sobą pieści. Raczej ostrożna, nie jest zainteresowana popełnianiem błędów, a zwłaszcza przyznawaniem się do nich. Za to bardzo chętnie pobiegnie naskarżyć na innych. Najbardziej obchodzi ją czubek własnego, czarnego noska i dążenie do doskonałości, co póki co objawia się głównie w intensywnym pielęgnowaniu futerka.
Kornikowy Konar, Zielna Łapa, Koścista Łapa (KRz)
O tym jaka była z nich "rodzina" najlepiej świadczył fakt, że ani Kalina, ani ojciec nie przejrzeli jej gry. Nie wpadli na to, że pod tym słodkim uśmiechem nie kryło się żadne uczucie. Czarnofutrej wcale nie zależało na zadzierzgnięciu bliskich relacji z siostrą i nawet jeżeli ciekawił ją nagły kontakt z jej strony, nie spodziewała się, że odkryje w Kalinowej Łapie cokolwiek, co zaciekawi ją na dłużej. I ona nie rozumiała konceptu rodziny i co raz mniej chciało się jej sprawiać wrażenie, że jest inaczej. Oprócz mistycznych "więzów krwi" co ich ze sobą łączyło? Z Kaliną wyłącznie utrata mistrza, z Ojcem wypluwanie z pyszczka gładkich słówek, a z Pokrzykiem? Kiedyś wydawało się, że dużo, w końcu dzielili wspólne ambicje, ale teraz, Wrona myślała, że brat jest przede wszystkim okrutnie nudny.
Z głęboko tłumionym ukuciem zazdrości wysłuchała zeznania Kaliny, że polowała zanim do nich dołączyła. Nie zazdrościła brudzenia sobie łap krwią piszczków i szarpania futra o krzaki, na ostry i ciernie!, ale samego faktu, że siostrzyczka najwyraźniej była o krok przed nią i wyniosła z treningu chociaż polowania. Wypuściła odrobinę irytacji z pyszczka, formując je na kształt chichotu, gdy tymczasem Ojciec zarzucił żarcikiem o swojej urodzie.
- Cudownie się składa. - Zaświergotała, rozszerzając pyszczek w uroczym uśmiechu. - Bo z kolei ja umiem pływać, tato. Możemy się wymienić umiejętnościami.
Gdybytak choćjeden raznam się zatrzęsłaziemia Przerwałasenoderwałanas odniechcenia Nic nasnie ziębiani nic nasnie parzy
Chłodna Łapa cały czas rośnie. Jest niezwykle masywnym (ale nie grubym) kocurem. Jest szeroki w barkach, a pod gęstą sierścią można by ujrzeć powoli wyrabiające mięśnie, które kiedyś mogą dać mu nieprzeciętną siłę. Jego łapy nie dość, że są masywne i grube, to na dodatek długie co sprawia, że kocur ma też słuszny wzrost. Jego futro jest długie i gęste, przez co wydaje się być jeszcze większym. Zapewnia mu ono świetną ochronę przed mrozami, ale w Porze Zielonych Liści niewątpliwie będzie to dla Chłodu udręka. Jako jedyny z miotu wdał się w matkę - jego sierść w każdym calu jest w kolorze kruczoczarnym. Jedynym punktem odcinającym się od czerni są jego duże, zielono-żółte oczy.
Czy rozpoczęcie treningu jakkolwiek zahamowało wygórowane ambicje kocura? W żadnym wypadku, ba! Apetyt Chłodnej Łapy na zostanie przywódcą tylko rósł. Starał się jak mógł, próbował się wykazywać i nie znosił porażek. Choć w jego mniemaniu on w ogóle ich nie ponosił. Nawet jeśli nie zawsze po sobie to pokazywał, bo nie chciał wyjść na gbura i narcyza, to zdecydowanie tak myślał. On był najlepszy i nieomylny, szkoda, że nikt tego nie zauważał! Nie był już tak energiczny jak za czasów kociaka, stał się nieco poważniejszy i dorosły, lecz dalej lubił zawierać nowe znajomości. Starał się być wesoły i optymistyczny, jego lico często zdobił szarmancki uśmieszek - uważał, że przyjaznym usposobieniem zjedna sobie klan i stanie się przywódcą będzie jeszcze łatwiejsze! Jego największym problemem było zachowywanie spokoju. Chłodną Łapę bardzo łatwo wytrącić z równowagi, nienawidzi krytyki, lubił głupie, niegroźne bójki. Musiał udowadniać swoją wyższość na każdej płaszczyźnie. Krytyczne słowa? Niewiele wystarczyło, by zdjął swoją przyjazną maskę. Na pewno był kotem inteligentnym, ale jego wygórowane ambicje i mniemanie o sobie mogły go kiedyś zgubić.
Jagodowa Gałązka [GK]
Chciałem być sam. Byłem zupełnie przybity i nie wiedziałem, jak pozbyć się tego uczucia. Często zaszywałem się w jakichś kątach w obozie, do których raczej mało kto zagląda, lub po prostu wychodziłem stamtąd na długie, samotne spacery. Tak było i tym razem. Śmierć brata sprawiła, że coś we mnie pękło; zupełnie rozsypałem się wewnętrznie. Najpierw z tego świata odeszli Olchowy Szept oraz moja jedyna siostra. Teraz padło na Mroza, brata, z którym chyba najlepiej się dogadywałem. Dodatkowo od dawna już nie widziałem Ciemnej Toni. Odkąd porwali mnie Dwunożni, nie miałem najlepszego kontaktu z matką. Teraz plułem sobie w brodę. Nagła śmierć medyka skłoniła mnie do rozmyślań nad tym, co się z nią stało, gdzie teraz była. Czy w ogóle żyła? Choć uważałem, że życie z tymi łysymi, obrzydliwymi stworami było koszmarem, miałem nadzieję, że czarną kocicę właśnie to spotkało. Wydawało mi się, że inna opcja była tylko jedna i cóż... Dużo mniej kolorowa. Nasza rodzina robiła się coraz to mniejsza. Bałem się, że niedługo stracę wszystkich braci i zostanę sam. Oczywiście - cały czas miałem przy sobie Mleko. Doceniałem jej obecność, widziałem, jak cały czas starała się mnie wspierać w tej trudnej sytuacji i próbowała jakoś pocieszać. Przez to wszystko zdarzało mi się być wobec niej nieco oschłym, z czego nie byłem dumny, lecz zwyczajnie potrzebowałem więcej przestrzeni, niż zwykle. Na szczęście biała kotka to rozumiała. W każdym razie, wiedziałem, że może nie zostanę na tym świecie tak całkowicie sam, ale nieprzyjemnie byłoby nie mieć wokół już rodziców ani żadnego rodzeństwa, skoro wcześniej była ich aż siódemka.
Szedłem w stronę Mgielnego Bajora nie mogąc się pozbyć krążących w mojej głowie myśli. Nie potrafiłem się na niczym skupić, byłem rozkojarzony i markotny, miałem wrażenie, że na nic zdawałem się klanowi. Nawet polowanie mi nie szło. Zadanie miałem bardzo trudne, bo nie dość, że zwierzyny było zwyczajnie mało, to do tego wprost świetnie kamuflowałem się w tym śniegu. Idealnie wręcz. Nie znosiłem polować w Porze Nagich Drzew, dlatego tego dnia nawet nie próbowałem. Po prostu szedłem przed siebie z nadzieją, że choć na chwilę uda mi się oderwać myśli od nieprzyjemnych spraw. Dotarłszy do celu, przysiadłem na zimnym podłożu, całkiem spory kawałek od brzegu Mgielnego Bajora. Było dziwne i obrzydliwe. Miało brzydki kolor, do tego wszędzie było błoto, choć teraz w dużej mierze przysłonięte przez śnieg. Nie było mowy o zbliżaniu się do niego, moczenia się w nim czy picia. Po co komu zbiornik wodny, skoro nie można było z niego pić? Ten twór był dla mnie niezrozumiały. Swoją drogą ciekawe, że wcześniej tyle się starałem, a w końcu zapomniałem na chwilę o niedawnej tragedii przez jakieś głupie bagno.