Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Nie tylko Warchlak miała na głowie samotne patrole - Klacz kiedy mogła, również na takie chodziła. Czasem odłączała się od większego, idąc inną trasą lub kawałek przed albo za pozostałymi kotami. Grupowe patrole ją męczyły, bo nigdy nie miała o czym rozmawiać z grupą i była pomijana, izolowana i koniec końców - stawała się wyalienowana. Czy w pewnej chwili Klacz napotkała drapieżnika albo Warchlak go napotkała? Nie. To były tylko one - dwie kocice, które właśnie szły akurat w przeciwnych kierunkach i mogły właśnie spojrzeć sobie w oczy. Klacz poruszyła wibrysami. Dziki Czart za nią nie przepadała, to było wiadome, ale jeżeli bardzo jej nie lubiła, to najwyżej po prostu każe jej się odwalić, prawda? Szczerość byłą ważna. Klacz przekonała się o tym podczas swojego życia. - Samotne obchody to najlepsze z obchodów. Choć czasem warto otworzyć do kogoś pysk. - Mówiła, idąc po prostu dalej wytyczoną przez granice ścieżką, a że ta prowadziła w stronę szylkretki, to była złośliwość losu. - Na przykład teraz. - Przystanęła. - Zauważyłaś coś, na co mam zwrócić uwagę na dalszej trasie?
Księżyce: 42 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Nakrapiana Mordka (i Zakurzona Ścieżka) Ojciec: kto? [Kudłaty] Trwałe urazy: krótki ogon (od urodzenia); podłużna szrama po lewej stronie szyi
Księżyce: 42 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Nakrapiana Mordka (i Zakurzona Ścieżka) Ojciec: kto? [Kudłaty] Trwałe urazy: krótki ogon (od urodzenia); podłużna szrama po lewej stronie szyi
KRÓTKI OGON (BOBTAIL) | niższa niż przeciętna, szczupła, ale atletyczna | bury klasyk z drobnymi plamkami rudego, ogólnie głównie brązowa | duża głowa, małe uszy, wielkie gały | oczy pomarańczowe | wyraźnie przerzedzona sierść
introwertyczna, wycofana i emocjonalna, łatwo wpada w złość. nie lubi głośnych kotów. poświęca się dbaniu o bezpieczeństwo klanu, przestrzega kodeksu, chociaż z coraz mniejszym entuzjazmem.
prywatnie fanka kopania dołów i bezkręgowców.
Rzepik [KG] | Czwarta Łapa [MG]
Zauważyła Klacz jeszcze z pewnej odległości i zatrzymała się na chwilę, ponuro śledząc kotkę wzrokiem. Życie codzienne Kraśnej Klaczy jej nie interesowało, ale siłą rzeczy, z ułamkowych obserwacji zdawała sobie sprawę – a przynajmniej przeczuwała – że jej również zdarzało się chodzić w pojedynkę po granicy. Starała się tak wybierać pory własnych obchodów, żeby przypadkiem na nią nie trafić, chociaż na dobrą sprawę nie różniło się to bardzo od zgadywanki. Trudno było się więc dziwić, że któregoś dnia w końcu się spotkały. Pytanie brzmiało: co z tym zrobić.
Ruszyła dalej. Swego czasu miała jakieś przemyślenia na temat jej postaci; mgliście przypominała sobie jakieś zajścia w obozie czy na ceremonii, które wprowadziły w jej głowie trochę niuansów do jej dawnego obrazu niereformowalnej arogantki. Ale to wszystko było tak dawno temu, a od tamtego czasu miała stale na głowie inne problemy, niż Klacz. W ostatnim okresie szczególnie. Myśli wyleciały jej z głowy, opinie rozmyły się i pozostał jej z tego wszystkiego tylko nieokreślony niesmak wobec jej osoby, który wzmagał się, kiedy przypomniała sobie jej podejście do Mrówki, a lżał nieco, kiedy zwróciła uwagę na jej wkład w obronę klanu. Ale to wszystko zdarzało się dotąd w urywkach, z daleka; obecnie zaś wszystko wskazywało na to, że o ile nie zamierzała wyminąć jej łukiem jak obrażone kocię, będzie rychło zmuszona stanąć z nią pyskiem w pysk.
Dotąd starała się kontynuować patrol, nadal zwracając nieco rozproszoną uwagę na szczegóły otoczenia, ale wreszcie topniejący dystans między nimi wprawił ją w dyskomfort. Stanęła znowu, czekając z nieprzyjemnym przeczuciem, aż nieustająca na swojej drodze Klacz sama do niej dotrze, a może i minie.
Jednak – odezwała się. Mimowolnie zmarszczyła brwi na te słowa. Nie spodobały jej się; z pyska każdego innego kota wywołałyby w niej od razu reakcję obronną jako ewidentna próba prawienia jej morałów. Kiedy wypowiadała je Kraśna Klacz... przeważało jednak zdziwienie tym, że mówi je właśnie Kraśna Klacz. W pierwszej chwili po prostu popatrzyła na nią nieufnie, trochę z byka, bezskutecznie próbując określić, czemu, po co, na co...
Wyjaśnienie okazało się jednak dosyć pragmatyczne.
–...W okolicy Ukrytego Pagórka leży trochę większych śmieci Dwunożnych, jakieś rozwalone pudła, ale sprawdzałam je i nie wydają się niebezpieczne. – Uspokoiło ją nieco, że zostały przy czysto praktycznych kwestiach. Mimo rezerwy wobec kotki nie miała powodów, żeby cokolwiek przed nią na tym polu zatajać. – Poza tym czułam w tamtej okolicy kunę, chociaż ślad nie był bardzo świeży. Ale uważałabym na to. Poza tym nic szczególnego.
Wahała się, czy nie spytać o to samo, kiedy uświadomiła sobie wreszcie pewien prosty fakt.
– Naprawdę zamierzasz iść tam, skąd ja przed chwilą przyszłam?
Mogło wypaść trochę ostro, chociaż nie było w tym wyrzutu czy kpiny. Patrolowanie tej samej ścieżki dwa razy bez żadnych odstępów nie było może bezcelowe, ale mało efektywne; istniały bardziej sensowne sposoby, żeby w służbie klanu spożytkować czas. Jednocześnie nie winiłaby jej, gdyby chciała. Rozumiała pociąg do samotnych patroli... który Kraśna Klacz najwyraźniej również odczuwała, skoro tak nagle się nim podzieliła.
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Klacz za to nie zastanawiała się za bardzo nad tym, że spotkała Warchlak. Były w jednym klanie, krótki ogon od zawsze tu żyła, była wichrzakiem i wykonywała obowiązki tak jak zresztą teraz. Kraśna miała lepsze rzeczy do przejmowania się nimi niż czarcia osoba.
Wbiła sobie do głowy, że gdzieś na trasie dwunodzy zrobili sobie wysypisko odpadów i tak je zostawili. Kuna natomiast nie była żadnym problemem i jedynie krótko wzruszyła barkiem i skinęła. Nim jednak zdążyła się odezwać, Dziki Czart podjęła znów rozmowę po swojej stronie. Dała Klaczy bardzo głupie pytanie - na tyle głupie, żeby wojowniczka uniosła jedną brew ze zdziwienia. - Dlaczego miałabym nie? Spytała krótko, ale że nie chciała zostawiać otwartego pola dla drugiej, to dodała - Przede wszystkim uprzątnę teren wokół pagórka. Nie chcę ohydnych śmieci dwunożnych obok klanu. - Mruknęła, choć na język cisło jej się w reprymendzis na pytanie czy naprawdę tam idzie odpowiedź czy na prawdę nie posprzątała tego co widziała, tylko tak to zostawiła. Jej pytanie było też na tyle dziwne, że brzmiało, jakby zrobiła po drodze coś złego i chciała to ukryć, a to warto było zbadać. - Poza tym podczas polowania można w każdej chwili natknąć się na coś, czego się nie spodziewasz. A to wszystko wchodzi właśnie wtedy, kiedy granice są puste. Może właśnie lis wchodzi nam na tereny, bo zobaczył, że już jest pusto. - I choć Warchlak pewnie nie chciała tego zaakceptować, to musiała - Klacz ani razu na nią nie naskoczyła w tej krótkiej rozmowie, skupiła się głównie na rzeczach związanych z klanem oraz mówiła spokojnie, choć miała w wyrazie mimiki lekkie zdziwienie, a potem takie swoje zwyczajne, codzienne. Głos za to Klaczowy. Ani szorstki, ani lekki jak skowronek, ani ostry jak kły. - Lub nie. - Dodała jeszcze w kontekście lisa. Może tak, może nie, ogólnie to - niewiadomo. Na tym polega życie i patrole. To dodała jednak dużo lżejszym głosem, jakby jej się nie chciało dalej nad tym dywagować.
Księżyce: 42 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Nakrapiana Mordka (i Zakurzona Ścieżka) Ojciec: kto? [Kudłaty] Trwałe urazy: krótki ogon (od urodzenia); podłużna szrama po lewej stronie szyi
Księżyce: 42 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Nakrapiana Mordka (i Zakurzona Ścieżka) Ojciec: kto? [Kudłaty] Trwałe urazy: krótki ogon (od urodzenia); podłużna szrama po lewej stronie szyi
KRÓTKI OGON (BOBTAIL) | niższa niż przeciętna, szczupła, ale atletyczna | bury klasyk z drobnymi plamkami rudego, ogólnie głównie brązowa | duża głowa, małe uszy, wielkie gały | oczy pomarańczowe | wyraźnie przerzedzona sierść
introwertyczna, wycofana i emocjonalna, łatwo wpada w złość. nie lubi głośnych kotów. poświęca się dbaniu o bezpieczeństwo klanu, przestrzega kodeksu, chociaż z coraz mniejszym entuzjazmem.
prywatnie fanka kopania dołów i bezkręgowców.
Rzepik [KG] | Czwarta Łapa [MG]
Odbicie pytania jej nie poruszyło. Nie zależało jej szczególnie na tym, żeby Klacz skierowała się w jedną albo w drugą stronę; jej powód był sensowny, nawet jeśli nie podzielała jej chęci. Nie wyczuła nawet przytyku, którego mogłaby się doszukiwać za tymi słowami. Skupiła się na czymś innym i już otwierała pysk, żeby zwrócić na to uwagę, kiedy kotka zaczęła mówić dalej.
Zmarszczyła brwi jeszcze bardziej. Nie mogła stwierdzić, czy zamiarem Klaczy jest pouczać ją, czy pogadać sobie... dla samego gadania, tak właściwie, bo wyglądało na to, że to lubiła. Czy nie miała racji? Oczywiście, że tak, byłaby głupia, żeby próbować zaprzeczyć, ale mimo to nie zgadzała się z jej wnioskami – że powinny patrolować wszystko, zawsze, bo coś takiego zdawała się sugerować. Na chwilę obecną nie umiała tego jednak dobrze wyrazić, co tylko dokładało się do jej frustracji. Poprzestała na lekkim prychnięciu przez nos w charakterze komentarza.
– To nie są pospolite śmieci jak butelki czy foliowe torby – wytknęła zamiast tego, wracając do poprzedniego tematu. – Mówiłam, że są duże. Szczególnie jest tam jedno pudło większe od kota, z doczepionymi odłamkami szkła. To nie coś, co możesz tak po prostu przesunąć w pojedynkę.
Dlatego ona nie zabierała się do tego sama – pomijając to, że jej sprawdzenie większego odcinka granic wydało się w oczywisty sposób ważniejsze, niż przerzucenie paru śmieci z jednego miejsca w drugie. I nadal tak myślała. Nie chciała do nich wracać... ale iść dalej już także nie. Właściwie nie wiedziała, czego chciała. Miała wrażenie, że w jakąkolwiek stronę teraz nie pójdzie, to spotkanie z Klaczą będzie jej w jakiś sposób zatruwać myśli. Dlatego na razie po prostu stała i czekała nieufnie na jej reakcję.
╭ Co my tu mamy?
Nasz majestatyczny, zapyziały grajdoł.
Jesteśmy tak nisko w łańcuchu pokarmowym, że to już podziemie ╮
〰 〰 〰 ๑ï 〰 〰 〰
≽(•⩊ •マ≼
Kopcie, robiąc największy gest
Nasze życie tunelem jest
O kopaniu śpiewamy dziś
Ma kopanie do przodu iść ─╮
╰─ Glina tu, mokry piasek tam
Wcale to nie przeszkadza nam
A kiedy koniec zaskoczy nas
To kopiemy kolejny raz
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
- Nie ma proble- - Przerwała gdy usłyszała, że jest tam pudło większe od kota z odłamkami szkła. - Huh? - Zdziwiła się i spojrzała gdzieś za Warchlak. W takim wypadku faktycznie sama się tego nie pozbędzie. - Szkło... Szkło. Przypomnij mi co to szkło? - Spytała calkowicie luźno, wyczekując na małą pomoc ze strony wojowniczki. Kiedyś coś słyszała, ale widziała to tak rzadko, że nie była pewna czy chodzi o te dziwne ostre odłamki, przez które widać drugą stronę, czy może te całkowicie zabarwione ale dość miękkie, a może w ogóle jakieś jedzenie?
Księżyce: 42 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Nakrapiana Mordka (i Zakurzona Ścieżka) Ojciec: kto? [Kudłaty] Trwałe urazy: krótki ogon (od urodzenia); podłużna szrama po lewej stronie szyi
Księżyce: 42 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Nakrapiana Mordka (i Zakurzona Ścieżka) Ojciec: kto? [Kudłaty] Trwałe urazy: krótki ogon (od urodzenia); podłużna szrama po lewej stronie szyi
KRÓTKI OGON (BOBTAIL) | niższa niż przeciętna, szczupła, ale atletyczna | bury klasyk z drobnymi plamkami rudego, ogólnie głównie brązowa | duża głowa, małe uszy, wielkie gały | oczy pomarańczowe | wyraźnie przerzedzona sierść
introwertyczna, wycofana i emocjonalna, łatwo wpada w złość. nie lubi głośnych kotów. poświęca się dbaniu o bezpieczeństwo klanu, przestrzega kodeksu, chociaż z coraz mniejszym entuzjazmem.
prywatnie fanka kopania dołów i bezkręgowców.
Rzepik [KG] | Czwarta Łapa [MG]
– Um, no... To coś przezroczystego, czasem kolorowego, z czego... zrobione są butelki. Te długie i puste w środku śmieci, ale nie te lekkie, które może toczyć wiatr, tylko cięższe. – Okropnie dziwnie było tłumaczyć coś Klaczy. – Może się też rozbić... połamać... na takie drobne odłamki. Mają ostre krawędzie. Trochę jak lód, ale twardsze?
To stało się dla niej już tak powszednią wiedzą, że w pierwszej chwili nie zrozumiała, czemu Klacz w ogóle pyta. Ale rzeczywiście – ona sama też przecież by tego nie wiedziała, gdyby nie usłyszała tego od kotów jak Pomarańczowa Łapa, albo nie wypytała o to wcześniej Mrówki.
Mrówka...
Złowrogi impuls przeszył całe jej ciało. Co ona robiła? Klacz była przeciwnikiem, była wrogiem, była kimś, kto zatruwał życie Szlak, kto ją poniżał przed klanowiczami. Nie rozmawiała z Mrówką już od... może od księżyca właściwie, a teraz to właśnie z nią ucinała sobie pogawędkę? Gwiezdni. Była... okropna. Beznadziejna. Nie zasługiwała na nic.
Nie miała pojęcia, co robić. Wydrzeć się nagle na Klacz? Zacząć ją wyzywać? Jak by to wyglądało? Nie mogła. Położyła uszy po sobie z bardzo nieswoim wyrazem pyska, nie odzywając się.
╭ Co my tu mamy?
Nasz majestatyczny, zapyziały grajdoł.
Jesteśmy tak nisko w łańcuchu pokarmowym, że to już podziemie ╮
〰 〰 〰 ๑ï 〰 〰 〰
≽(•⩊ •マ≼
Kopcie, robiąc największy gest
Nasze życie tunelem jest
O kopaniu śpiewamy dziś
Ma kopanie do przodu iść ─╮
╰─ Glina tu, mokry piasek tam
Wcale to nie przeszkadza nam
A kiedy koniec zaskoczy nas
To kopiemy kolejny raz
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Wsłuchała się w wyjaśnienie Warchlak i faktycznie przypomniało jej się. Zwizualizowane w głowie kawałki szkła nieprzyjemnie odbijały się od wyimaginowanego słońca. - Brpghh... dzięki. - Zareagowała nieprzyjemnie na to wyobrażenie. - Po co w ogóle dwunodzy robią takie rzeczy. A jak już muszą to niech trzymają to u siebie, a nie podrzucają nam. - Przekręciła oczami, patrząc gdzieś w przestrzeń obok. Prychnęła nosem cicho. - W takim razie możemy spróbować we dwójkę. Może to odsuniemy dalej, żeby jakiś kot w to nie wdepnął, jeśli jakieś dzikie zwierzę to rozsypie. Omijając to "szkło", oczywiście. - Zaproponowała, patrząc w jej oczy i nie mając pojęcia o czym myśli wojowniczka. Ciekawe czy znajdzie jakieś zabawną wymówkę, żeby nie iść z Klaczą? Dla pointki próba pozbycia się tego z dala od terenów była istotna. Nie byłą matką dla nieudanych terminatorów, ale myśl, że jej córka czy syn mogliby w zamyśleniu nadepnąć na to cholerstwo nie podobała jej się wcale. Gołąb też by mogła. Zresztą ktokolwiek by na to nadepnął to byłoby to nieszczęśliwe, bo trzeba by było pomóc, a strata czasu na takie rzeczy, których można uniknąć w prosty sposób. - Jeśli będzie zbyt ciężkie, to pomyślę potem nad tym. - Dodała jeszcze na koniec, na wypadek, gdyby usłyszała, że dla dwóch kotów to też za wiele. Tylko dla niej liczyło się spróbować. Może Dziki Czart nie chciała aż tak się w to bawić, to wtedy cóż, mają inne podejście i zasady pilnowania terenów. Każda po swojemu...
Księżyce: 42 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Nakrapiana Mordka (i Zakurzona Ścieżka) Ojciec: kto? [Kudłaty] Trwałe urazy: krótki ogon (od urodzenia); podłużna szrama po lewej stronie szyi
Księżyce: 42 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Nakrapiana Mordka (i Zakurzona Ścieżka) Ojciec: kto? [Kudłaty] Trwałe urazy: krótki ogon (od urodzenia); podłużna szrama po lewej stronie szyi
KRÓTKI OGON (BOBTAIL) | niższa niż przeciętna, szczupła, ale atletyczna | bury klasyk z drobnymi plamkami rudego, ogólnie głównie brązowa | duża głowa, małe uszy, wielkie gały | oczy pomarańczowe | wyraźnie przerzedzona sierść
introwertyczna, wycofana i emocjonalna, łatwo wpada w złość. nie lubi głośnych kotów. poświęca się dbaniu o bezpieczeństwo klanu, przestrzega kodeksu, chociaż z coraz mniejszym entuzjazmem.
prywatnie fanka kopania dołów i bezkręgowców.
Rzepik [KG] | Czwarta Łapa [MG]
Ten jeden raz było jej na rękę, że Klacz trochę się rozgadała. Słowa płynęły, a ona przez jakiś czas nie musiała odpowiadać, podczas gdy w chaosie własnych myśli szukała jakiegoś rozwiązania. Problem był jednak na tyle niecodzienny, że trzy zdania okazały się kompletnie niewystarczające i wkrótce znowu stanęła przed wyborem, nadal zupełnie do niego nieprzygotowana.
– Ykhm. – Przerwała ciszę, kiedy ta zaczynała robić się niezręczna. – Kh-khm. Tak. Znaczy... tak by było dobrze. O ile się przesunie, a nie... okaże za ciężkie. Ale można.
Co miała zrobić? Pomysł Klaczy był sensowny. O czającym się w szkle zagrożeniu sama nie pomyślała (chociaż w pojedynkę i tak nie mogła w tej sprawie zrobić wiele), ale trudno było na nie machnąć łapą, skoro już zostało zauważone i wytknięte jej wprost. Takie było jej uzasadnienie. Stres wwiercał się jej we wnętrzności, każąc wymigać się i zmyć przy najbliższej okazji, ale zdrowemu rozsądkowi udało się na razie przytrzymać ją na miejscu. Być może popełniała w ten sposób tylko kolejny błąd.
– ...Chodźmy – wymamrotała, odwracając się nieco niepewnie, żeby ruszyć tam, gdzie zostawiła śmieci.
╭ Co my tu mamy?
Nasz majestatyczny, zapyziały grajdoł.
Jesteśmy tak nisko w łańcuchu pokarmowym, że to już podziemie ╮
〰 〰 〰 ๑ï 〰 〰 〰
≽(•⩊ •マ≼
Kopcie, robiąc największy gest
Nasze życie tunelem jest
O kopaniu śpiewamy dziś
Ma kopanie do przodu iść ─╮
╰─ Glina tu, mokry piasek tam
Wcale to nie przeszkadza nam
A kiedy koniec zaskoczy nas
To kopiemy kolejny raz
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Kręciła się wśród wypowiadanych słów. Klacz to zauważyła, ale nie skomentowała. Kiwnęła jedynie głową i po drodze nie odezwała się ani razu, chyba, że Warchlak rozpoczęła rozmowę. Chociaż tego się nie spodziewała - trasa zapewne była cicha i spokojna. Nie odczuwała żadnych konkretnych emocji związanych z tym, że szła tam z Dzikim Czartem. Obchód jak obchód dla wojownika Klanu Wichru.
Po dojściu na miejsce faktycznie zauważyła duży karton i to "szkło". Podeszła bliżej uważnie i obwąchała znalezisko. - Spore, ale może jak podejdziemy bokami i popchniemy to się uda. - Powiedziała i spojrzała na szylkretkę. Stanęła faktycznie po jednej ze stron i czekała, aż tamta stanie obok, by mogły wypchnąć śmieci z terenów.
Księżyce: 42 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Nakrapiana Mordka (i Zakurzona Ścieżka) Ojciec: kto? [Kudłaty] Trwałe urazy: krótki ogon (od urodzenia); podłużna szrama po lewej stronie szyi
Księżyce: 42 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Nakrapiana Mordka (i Zakurzona Ścieżka) Ojciec: kto? [Kudłaty] Trwałe urazy: krótki ogon (od urodzenia); podłużna szrama po lewej stronie szyi
KRÓTKI OGON (BOBTAIL) | niższa niż przeciętna, szczupła, ale atletyczna | bury klasyk z drobnymi plamkami rudego, ogólnie głównie brązowa | duża głowa, małe uszy, wielkie gały | oczy pomarańczowe | wyraźnie przerzedzona sierść
introwertyczna, wycofana i emocjonalna, łatwo wpada w złość. nie lubi głośnych kotów. poświęca się dbaniu o bezpieczeństwo klanu, przestrzega kodeksu, chociaż z coraz mniejszym entuzjazmem.
prywatnie fanka kopania dołów i bezkręgowców.
Rzepik [KG] | Czwarta Łapa [MG]
Droga, choć nie tak długa, dała jej trochę czasu na poukładanie myśli. Poczucie winy nadal potrafiło wrócić nagłą falą, ale początkowy chaos powoli ustępował miejsca bardziej racjonalnemu podejściu do sprawy. Tak jak stwierdziła na początku – miotanie się i rzucanie nie miało najmniejszego sensu. Ostatecznie sytuacja, w której się znalazła, nosiła znamiona zwykłego wypełniania obowiązków i w tym świetle bez znaczenia było, że znalazła się w niej akurat z Kraśną Klaczą, a nie kimkolwiek innym. W pierwszej kolejności miała zwyczajnie wykonać swoją powinność, a potem mogła teoretycznie odejść w swoją stronę bez uszczerbku na honorze, wizerunku czy na polu moralnym.
Istniała jednak jeszcze druga warstwa, którą trudno było zignorować. Skoro szła obok Kraśnej Klaczy i skoro weszła już z nią w rozmowę, napięta sytuacja między nią a Mrówczym Szlakiem wymagała wręcz, żeby odnieść się do niej w ten czy inny sposób. O ile czynienie Klaczy znienacka przytyków z tego powodu byłoby niedorzecznością, o tyle przemilczenie wszystkiego zakrawało na zignorowanie cierpień przyjaciółki – coś, czego zdecydowanie zrobiła już za dużo. Musiała nawiązać, musiała coś wyjaśnić, musiała reagować. Pytanie brzmiało: jak?
Nadal próbowała sobie na nie odpowiedzieć, kiedy po milczącym marszu dotarły w końcu na miejsce.
– Mhm. – Nagłe wyrwanie z myśli ją zdekoncentrowało, ale plan był na tyle prosty, że nie miało to zaważyć na jego wykonaniu. Z wahaniem odwzajemniła spojrzenie, po czym powoli podeszła do tej samej strony pudełka. Znalazła się dużo bliżej Kraśnej Klaczy, niż by chciała. Gwiezdni – pudełko było tak bezlitośnie krótkie, że musiała właściwie wejść w jej sierść.
– Na trzy? – wymamrotała, starając się utrzymać pysk poza tą... miękkością. Czy to ona odliczyła, czy Klacz, czy obydwie, na ostatni sygnał naparła na kartonową ściankę, wkładając całą siłę w to, by ją przesunąć.
Powiedzmy, że pudełko kosztuje 14 punktów siły bo tak <3 jak będzie remis to nwm przechyliły zamiast przesunąć czy coś
Rolling 1d10+6: 10 +6 = 16
╭ Co my tu mamy?
Nasz majestatyczny, zapyziały grajdoł.
Jesteśmy tak nisko w łańcuchu pokarmowym, że to już podziemie ╮
〰 〰 〰 ๑ï 〰 〰 〰
≽(•⩊ •マ≼
Kopcie, robiąc największy gest
Nasze życie tunelem jest
O kopaniu śpiewamy dziś
Ma kopanie do przodu iść ─╮
╰─ Glina tu, mokry piasek tam
Wcale to nie przeszkadza nam
A kiedy koniec zaskoczy nas
To kopiemy kolejny raz
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Kiwnęła głową i po odliczeniu pchnęła z całych sił karton wraz z drugą klanowiczką. Koniec końców siły wystarczyło na dziwne znalezisko, na drodze nie było żadnych przeszkód i po pewnym czasie zmagań z przesuwaniem, karton wylądował dobry kawałek za granicami klanu. - Zrobione. - Skomentowała, spoglądając jeszcze chwilę na karton, a potem zwróciła się do granicy, by wrócić na tereny. - Zobaczmy co jest w pozostałych - Spytała nieco głośniej, oddalając się od Warchlaka, ale w końcu przystanęła, jeśli szylkretka nie była tuż obok i zaczekała na nią, by się zejść w jednej linii. Zostały jeszcze 3 inne, którymi należało się zająć, ale z nich nie wystawały butelki. Może były puste? Albo było w nich coś cięższego, ale było tego mniej?
Po dojściu do jednego z nich - mniejszego, acz wypchanego dość mocno - Klacz nachyliła się, powąchała i zaczęła wytężać mózgownicę. - Tutaj... są... - Zastrzygła uchem. - Błyszczące... kamienie. Płaskie. - Przechyliła lekko łeb. - Szczerze - nie mam pojęcia co to. - Skrzywiła pysk, dalej wpatrując się w srebrne dyski, od których odbijało się słońce. Karton był wypełniony nimi do połowy, ale dużo łatwiej było go przechylić, co Klacz czuła pod łapami, gdy uginała się nad zwierciadłem. - Ale można się w nich przejrzeć, prawie tak samo dobrze jak w tafli wody. - Obróciła kilka razy głowę, dostrzegając urwany kawałek ucha. Lubiła go.
Księżyce: 42 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Nakrapiana Mordka (i Zakurzona Ścieżka) Ojciec: kto? [Kudłaty] Trwałe urazy: krótki ogon (od urodzenia); podłużna szrama po lewej stronie szyi
Księżyce: 42 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Nakrapiana Mordka (i Zakurzona Ścieżka) Ojciec: kto? [Kudłaty] Trwałe urazy: krótki ogon (od urodzenia); podłużna szrama po lewej stronie szyi
KRÓTKI OGON (BOBTAIL) | niższa niż przeciętna, szczupła, ale atletyczna | bury klasyk z drobnymi plamkami rudego, ogólnie głównie brązowa | duża głowa, małe uszy, wielkie gały | oczy pomarańczowe | wyraźnie przerzedzona sierść
introwertyczna, wycofana i emocjonalna, łatwo wpada w złość. nie lubi głośnych kotów. poświęca się dbaniu o bezpieczeństwo klanu, przestrzega kodeksu, chociaż z coraz mniejszym entuzjazmem.
prywatnie fanka kopania dołów i bezkręgowców.
Rzepik [KG] | Czwarta Łapa [MG]
Odsapnęła, odsuwając się od kartonu. Kiedy zaczynały, nie była pewna, czy w ogóle uda im się zdziałać cokolwiek i sukces całkiem ją zaskoczył. Prawie tak szybko, jak skończyły pchać, wrócił też jednak do niej niepokój. Wykonały zadanie. Być może były to jej ostatnie momenty, aby określić, co dalej...
A jednak nie. Przez chwilę po prostu stała tam, gdzie Klacz ją zostawiła, z niejasnym wyrazem pyska obserwując, jak kotka dobiera się do zawartości pudeł. Na jej czoło powoli nasunęła się zmarszczka. O tym nikt nie wspominał. I o ile nie potrafiła całkiem skreślić tej czynności jako bezsensownej, o tyle nie mogła odeprzeć wrażenia, że całe to zainteresowanie jest swego rodzaju unikiem – patrzyła dalej, jak Klacz pochyla nad pudełkiem głowę – ucieczką przed tym, co miała jej powiedzieć, ale nie wiedziała jeszcze, jak.
Skonfliktowana, ale wreszcie ruszyła się i powoli podeszła bliżej.
– ...To mogą być "lustra" – stwierdziła z wahaniem po chwili obserwacji. Połysk, odbicie, płaska powierzchnia – kojarzyła te cechy z opowieści Mrówki. Dziurek pośrodku? Już wcale, podobnie jak tęczowych odblasków, dla których na chwilę zapomniała o wszystkich swoich dylematach. Takiego efektu nie dawała żadna tafla wody. Patrzyła jak zahipnotyzowana, jak kolory zmieniają się i tańczą wraz z ruchem jej głowy. Czy to naprawdę było możliwe, żeby stworzyć coś takiego?
– Dziwne – skomentowała w końcu cicho, po czym zwróciła się do Klaczy, która stała bliżej pudła od niej. – Są ze sobą połączone? Czy osobno od siebie?
╭ Co my tu mamy?
Nasz majestatyczny, zapyziały grajdoł.
Jesteśmy tak nisko w łańcuchu pokarmowym, że to już podziemie ╮
〰 〰 〰 ๑ï 〰 〰 〰
≽(•⩊ •マ≼
Kopcie, robiąc największy gest
Nasze życie tunelem jest
O kopaniu śpiewamy dziś
Ma kopanie do przodu iść ─╮
╰─ Glina tu, mokry piasek tam
Wcale to nie przeszkadza nam
A kiedy koniec zaskoczy nas
To kopiemy kolejny raz
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Uniosła brew, słysząc kolejną dziwną nazwę. - Lustra. - Powtórzyła po niej. - Są... - wysunęła łapę przed siebie w dół, by poruszyć tym znaleziskiem. To rozsypało się na boki. - ... oddzielnie. Można nimi poruszać. - Klacz zabrała łapę, nachyliła się bardziej i stwierdziła, że to bardzo fajne i jej się podoba. Było to ciekawe, coś innego, podobnego do szkła, ale nie wydawało się niebezpieczne. - Myślisz, że nadałoby się na zabawkę dla kociąt? Mogłyby się przeglądać. I robić durne miny. - Mruknęła i uśmiechnęła się zadziornie. - Znaczy głupie miny. - Poprawiła się po chwili, już bez uśmiechu. Jej to w sumie nie było nic do tego, że kocięta się bawiły, bo po to była młodość. Od swoich kociąt oczekiwała, że będą interesować się życiem klanowym, ale nie odmawiała im zabawy, a gdy były nieco głośniejsze z uwagi na harce, to często dawała im wolną łapę. - Nie wygląda jak coś niebezpiecznego. - Dodała jeszcze, ale może Warchlak ją oświeci, że to broń zagłady?
Księżyce: 42 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Nakrapiana Mordka (i Zakurzona Ścieżka) Ojciec: kto? [Kudłaty] Trwałe urazy: krótki ogon (od urodzenia); podłużna szrama po lewej stronie szyi
Księżyce: 42 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Nakrapiana Mordka (i Zakurzona Ścieżka) Ojciec: kto? [Kudłaty] Trwałe urazy: krótki ogon (od urodzenia); podłużna szrama po lewej stronie szyi
KRÓTKI OGON (BOBTAIL) | niższa niż przeciętna, szczupła, ale atletyczna | bury klasyk z drobnymi plamkami rudego, ogólnie głównie brązowa | duża głowa, małe uszy, wielkie gały | oczy pomarańczowe | wyraźnie przerzedzona sierść
introwertyczna, wycofana i emocjonalna, łatwo wpada w złość. nie lubi głośnych kotów. poświęca się dbaniu o bezpieczeństwo klanu, przestrzega kodeksu, chociaż z coraz mniejszym entuzjazmem.
prywatnie fanka kopania dołów i bezkręgowców.
Rzepik [KG] | Czwarta Łapa [MG]
Jej samej również chodziło po głowie zabranie kilku krążków – dlatego właśnie spytała – ale z całkowicie egoistycznych pobudek. Na sugestię Klaczy poruszyła uchem.
– Pewnie... pewnie tak. – Trochę dziwnie było jej widzieć, jak ta się uśmiecha. Nie, żeby nie była tego świadkiem nigdy wcześniej – po prostu nie działo się tak... blisko niej. Może nawet sama uniosłaby nieco kąciki pyska, bo wizja była nawet miła, gdyby mina Klaczy nie zrzedła tak szybko, jak się pojawiła, z jakichś zupełnie niezrozumiałych dla Warchlaka powodów. Stwierdziła, że nie może się wygłupiać, czy jak?
Zachowanie Klaczy o czymś jej jednak przypomniało. Zatarte wspomnienie nagle odżyło i wróciła do tego dziwnego dnia, w którym kotka z niewyjaśnioną pokorą zwróciła się do niej o pomoc w dosięgnięciu piórka. Zabawki dla kociąt, tak samo, jak teraz. Zależało jej na dzieciach. Czy to one sprawiały, że robiła się łagodniejsza? Czy to, jak mówiła, było jedynie przejściowe? W jej głowie wróciły echem jakieś stare przemyślenia, strzępki teorii dwóch Klaczy – ale po tym czasie sama nie wiedziała już dobrze, o co jej chodzi, gubiła się w poszlakach. A przede wszystkim zorientowała się, że czas płynął dalej.
– Um... nie, raczej... chyba nie – wypowiedziała się w końcu, z opóźnieniem wyciągając treść jej zdania z podświadomości. – Jeśli pod spodem nie ma czegoś dziwnego, to... myślę, że kilka można wziąć. Tylko nie wiem jak. Może coś przewlec przez dziurkę w środku, albo włożyć patyk...?
Sposób wynaleziony kiedyś dla przenoszenia ryb wydawał się tutaj idealnym rozwiązaniem, o ile tylko znaleźć odpowiednie narzędzie – to znaczy patyk z odpowiednim rozgałęzieniem, tak, by krążki się nie pozsuwały. Koncepcja była. Naturalnym kolejnym krokiem było rozejście się, by wprowadzić ją w życie, a na to Warchlak nie mogła pozwolić. Nie, jeśli nie chciała do zachodu słońca bawić się w kotka i myszkę.
– Kraśna Klaczy – zaczepiła, unosząc głowę, by spojrzeć na kotkę twardo. Czuła, jak rośnie w niej napięcie. Wiedziała od dłuższej chwili, że będzie musiała to zrobić, ale nadal nie było w niej pewności, jak. – Mam pytanie.
╭ Co my tu mamy?
Nasz majestatyczny, zapyziały grajdoł.
Jesteśmy tak nisko w łańcuchu pokarmowym, że to już podziemie ╮
〰 〰 〰 ๑ï 〰 〰 〰
≽(•⩊ •マ≼
Kopcie, robiąc największy gest
Nasze życie tunelem jest
O kopaniu śpiewamy dziś
Ma kopanie do przodu iść ─╮
╰─ Glina tu, mokry piasek tam
Wcale to nie przeszkadza nam
A kiedy koniec zaskoczy nas
To kopiemy kolejny raz
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Dziki Czart podzieliła jej pomysł i Klacz chciała początkowo przenieść je po prostu w pysku, ale może faktycznie byłoby to mało wygodne. Choć też nie była pewna co Warchlak miała na myśli mówiąc o kijku... to znaczy - rozumiała zamysł, ale jak to potem łatwo przenieść? Przechylając głowę, by lustra opierały się o pyszczek? Meh, może? Sam pomysł nie był taki najgorszy. Chociaż bardziej spodobał jej się pomysł przewleczenia. Na to Klacz rozszerzyła nieco oczy, bo widziała gdzieś obok idealną trawę. - Chwi... la... mam, te źdźbła. - Powiedziała i wyrwała u samej nasady naprawdę długi kawał grubej trawy. To się z pewnością nada. Podeszła z powrotem do kartonu, gdy usłyszała swoje imię i poważny początek jakiejś rozmowy. Oho, będzie się działo. Narazie nie nastawiała się na nic konkretnego, więc tylko odłożyła źdźbło pod łapami i skierowała głowę w jej stronę, wpatrując się. Kiwnęła głową, żeby Dziki Czart mówiła co jej na śledzionie leży.