Logo Artemidy
Wyprawa Płomykówkowego Lotu
#1
Przygotowywała się. Nie dała swoim towarzyszom podróży zbyt wiele czasu na przygotowanie się, ba, samej sobie nie dała go za dużo, ale zdążyła zjeść, przygotować się i porozmawiać z Ciernistym Kwiatem, a także ułożyć plan podróży. Mogli, teoretycznie, przejść przez tereny Wichru, ale to była opcja ryzykowna. Owszem, mieli prawo, ale nie wiedziała, na kogo trafią za granicą. Mogli natrafić na kogoś, kto nie przywita ich zbyt miło i nie będzie czekał na tłumaczenia, że idą z delegacją do Szepczącej Sadzawki. Dlatego zdecydowała się na przejście terenami niczyimi wzdłuż granicy. Biorąc pod uwagę to, co powiedziała jej Ciernisty Kwiat, tak czy inaczej nie wydłuży im to za bardzo podróży. Woda w Czarnym Ogonie nie była jeszcze na tyle zimna, żeby się jej szczególnie obawiać, a na wysokości Zroszonego Torfowiska mogli przejść przez kładkę, więc nie było co bawić się w naruszanie obcych terenów. Przy wyjściu z obozu zjawiła się jakiś czas przed porą górowania słońca, na wypadek gdyby Topniejący Lód i Mknąca Łapa również zjawili się szybciej. Bo jeśli tak – nie było co zwlekać. Kiedy tylko zjawili się na miejscu, skinęła im głową na przywitanie, a potem, bez żadnych ceregieli, ruszyła poza obóz i w stronę granicy, dając im sygnał, żeby podążali za nią. Później będzie bawić się w ewentualne tłumaczenie. Podczas podróży chciała mieć również czas na wyciszenie się. Odpoczynek i dokładne przemyślenie sobie wszystkiego. Przygotowanie się do roli. Czuła się już lepiej, ale musiała być stuprocentowo pewna, że da sobie radę. Przywyknąć. Czas spędzony na wyprawie będzie na to dobrą szansą. Liczyła też na to, że będzie mogła przemyśleć inne istotne sprawy, jak wybór zastępcy czy kwestię mianowania miotu, który już niedługo będzie gotowy na swoją ceremonię. Ale wszystko w swoim czasie. Na razie czekała, a nuż Topniejący albo Mknący będą mieli do niej jakieś pytania.
<table><td><br>if every night I go to sleep knowing<br>that . I . gave . everything . that . I<br><br>.............「 HAD TO GIVE 」<br><br>≡ then it's all I could've asked for ≡<br>I've . been . standing . u p . beside <br>e v e r y t h i n g I've ever said, but<br><br>OH, IT'S SATURDAY NIGHT, YEAH
</td>
<td><img src='https://i.imgur.com/GtMW6L7.png' height='169px'><br></td></table>
LVL 6 170 / 500
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
15
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#2
Czasu na przygotowanie się owszem, było niewiele, jednak dla mnie był on wystarczający. Pożegnałem się z rodziną, wciąż dumny z tego, że zostałem wybrańcem, jednym z dwóch kotów, które miały towarzyszyć jasnej kotce w tej wędrówce. Więc gdy poczęstowałem się sytym posiłkiem ze stosu, przysiadłem niedaleko wejścia i zacząłem etapami myć swoje futro, układać je, bo podejrzewałem, że w drodze nie będę miał na to czasu. Gdy zjawiła się zastępczyni, akurat powoli kończyłem. Wykonałem jeszcze parę pociągnięć językiem, by moje futro wyglądało nienagannie, po czym wstałem i podszedłem do jasnej kotki. Dziś już się widzieliśmy, całkiem niedawno zresztą, więc po prostu w milczeniu się z nią przywitałem i stanąłem obok w oczekiwaniu na trzeciego członka wyprawy, mojego nauczyciela za kociaka, Topniejącego Loda.
Gdy Płomykówka ruszyła, bez wahania ruszyłem za nią, nie pytając o nic. Nie znałem tej drogi, nie szedłem więc pierwszy, a po prostu szedłem za mistrzynią i ewentualnie za niebieskim wojownikiem, obserwując tereny dookoła. Na razie jeszcze byliśmy u siebie, jednak kto wie, jakie zagrożenia napotkają nas po drodze? Nie miałem pojęcia, bo jeszcze nigdy nie byłem tak daleko.
<center><table><tr><td><img src="https://i.imgur.com/LO36Vgv.png" height="250"></td><td><center>Here comes the rain again
★ Falling from the stars ★
Drenched in my pain again
Becoming › who we are ‹
As my
?????? rests
But never forgets what I lost
<img src="https://i.imgur.com/T3X9jjD.png" width="150">
???? ?? ?? xxxxxxxxxxxxxxx
xxxxxxxxxx???? ????????? ????</center></td></tr></table></center>
LVL 4 15 / 300
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
10
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#3
Faktycznie – czasu na przygotowanie się nie było zbyt wiele. Prawdę mówiąc, Lód był przez to trochę nerwowy, bo zdążył raptem zjeść posiłek – który miał wystarczyć mu na całą podróż – i przeczesać językiem kłaki. Do stresu dochodziły również słowa, które skierował do niego przyjaciel, bowiem nie dawały mu one spokoju. Czy miał na myśli to, że jako ktoś bliski się martwi, czy może po prostu chciał zakomunikować mu w ten sposób, że wątpi w umiejętności starszego wojownika? Żywił nadzieję, że była to opcja pierwsza, bo z drugiej... nie byłby zadowolony. Nie wiedział jak do końca ma odebrać tę wiadomość, nawet jeśli w głosie buro-białego nie było słychać kpiny ani żartów. Nie był pewien, w jaki sposób żegnają się w takich sytuacjach przyjaciele.
Niemniej jednak, musiał skupić się na wyprawie. Pod wyjście z obozu ruszył jeszcze zanim słońce zaczęło górować. Nie chciał zawieść swojej mistrzyni, która wybrała go zapewne z jakiegoś powodu, którym pewnie było zaufanie. A ten nie chciał go stracić, choćby dlatego, że zastępczyni była jednym z bliższych mu kotów. Na miejscu była już kotka oraz jego dawny uczeń, przez co lekko się zirytował, ponieważ wychodził tutaj najgorzej. Podszedł do dwójki kotów, skinął im łbem na powitanie, a gdy pointka już zadecydowała, że najwyższy czas ruszać, w ciszy zaczął podążać za nią. Nie był raczej typem, który zadaje niepotrzebne pytania. Jeśli będzie miał sprawę – zapyta. Teraz jednak nie miał takiej potrzeby. Wolał skupić się na obserwowaniu okolic, żeby być pewnym, że nie będzie żadnych nieprzyjemnych i niepotrzebnych sytuacji. Właściwie to ufał swojej mentorce i nie wątpił w to, że ta wie co robi. Najwyżej później będą się martwić.
LVL 7 305 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
17
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#4
/kontaktowałam się ze srebsz i umówiłyśmy się, żeby zrobić jeszcze jedną turę bez mg z trasą. uwu

Tak jak się tego spodziewała – milczenie. Dobrze. Topniejący Lód mógł się skupić na patrzeniu na okolice, Mknąca Łapa miał czas i warunki, żeby przyglądać się terenom i zapamiętywać drogę, ona za to zyskała przestrzeń. Na rozmyślanie, bo miała dużo na głowie. Przede wszystkim, choć lęk przeszedł, z każdym kolejnym krokiem powoli, lecz coraz intensywniej wyczuwała ciążącą na niej odpowiedzialność. Nie była już tylko zastępczynią, to znaczy, tak, na razie technicznie rzecz biorąc tak, ale dożyła momentu, w którym faktycznie miała zostać następczynią Wężowej Gwiazdy. Na początku spanikowała i myślała o tym, że wszystko stało się zbyt szybko, ale zdołała się uspokoić. Musiała myśleć. Ponad wszystko o dobrze klanu. Musiała dać sobie radę, a więc nie mogła poddawać się swoim emocjom, mogła zepchnąć je na dalszy plan. Tu trzeba było działać, nie panikować. Planować, a nie poddawać się niepewności. Zamierzała dać z siebie wszystko, a więc przestała skupiać się na śmierci Wężowej Gwiazdy. Zamiast tego myślała o sobie samej. O tym, jak będą wyglądały ceremonie, które będzie musiała prowadzić. O nadawaniu imion. O decyzjach, choć kilka istotnych zdołała już w międzyczasie podjąć. O swoim własnym nowym imieniu, o darze dziewięciu żyć, a także o tym, jak miała właściwie wyglądać jej ceremonia. Musieli znaleźć Szepczącą Sadzawkę, z czym z pewnością dadzą sobie radę, a potem zacznie się dzielenie snu z Gwiezdnymi, co, mimo strachu, całkiem ją interesowało. Była jednak jedna kwestia, która męczyła ją bardziej. Wybór zastępcy. Kto w klanie był na to gotowy? Kto się nadawał? Komu ufała na tyle, żeby powierzyć jej lub jemu klan Cienia? Nie spieszyło jej się do umierania, a jednak śmierć Wężowej Gwiazdy była niespodziewana. Co jeśli jej śmierć też nadejdzie zbyt szybko?
Kiedy tak myślała, doszli już praktycznie do Zroszonego Torfowiska. Nie odezwała się dotąd ani razu, ale stwierdziła, że dobrze byłoby przynajmniej poinformować Mknącą Łapę i Topniejącego, jaki miała plan.
– Jesteśmy prawie przy granicy. Idziemy do Kładki, będziemy musieli przekroczyć Czarny Ogon... a potem pójdziemy wzdłuż granic naszych terenów i terenów klanu Wichru. W stronę Grzmiącej Ścieżki. Będziemy musieli przeprawić się przez Czarny Ogon drugi raz, przejść przez Grzmiącą Ścieżkę i ruszyć dalej, przez Borsucze Pagórki. Do zagajnika, zdaje się, w którym mieści się Szepcząca Sadzawka – powiedziała, a potem spojrzała na swoich towarzyszów podróży, szczególnie długo zatrzymując wzrok na Mknącej Łapie. Była ciekawa, czy miał jakieś pytania. O tych wszystkich rzeczach chciała z nim jeszcze kiedyś porozmawiać na treningu, ale póki czekała ich długa droga, tylko na razie łatwa i stosunkowo jej znana, mogli wykorzystać okazję, żeby zrobić sobie mały trening. W końcu między innymi po to w ogóle go wzięła, aby zdobywał doświadczenie. A ponieważ przejście przez Kładkę raczej trudne nie było, minie trochę czasu, nim dotrą do jakiejś poważnej przeszkody.
<table><td><br>if every night I go to sleep knowing<br>that . I . gave . everything . that . I<br><br>.............「 HAD TO GIVE 」<br><br>≡ then it's all I could've asked for ≡<br>I've . been . standing . u p . beside <br>e v e r y t h i n g I've ever said, but<br><br>OH, IT'S SATURDAY NIGHT, YEAH
</td>
<td><img src='https://i.imgur.com/GtMW6L7.png' height='169px'><br></td></table>
LVL 6 170 / 500
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
15
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#5
Wszyscy szliśmy w ciszy. Mnie to nie przeszkadzało nawet w najmniejszym stopniu, bo w klanie trudno było znaleźć towarzystwo, które akceptowało moją małomówność i nie zmuszało do wypowiadania słów. Właściwie to po treningach wydawało mi się, że Płomykówka wydaje jasne komunikaty i mówi o konkretnych rzeczach, a jak widać, Topniejący Lód też milczał, kiedy była taka potrzeba. Cóż, może jasna kotka wybrała właśnie nas właśnie dlatego, że też chciałaby niezbyt wiele rozmawiać.
Rozglądałem się cały czas dookoła, jednak pilnując, by nie odłączyć się od dwójki wojowników, skierowałem jednak swoje oczy na Płomykówkowy Lot, kiedy zaczęła mówić. Cóż, te nazwy jeszcze niewiele mi mówiły, nawet jeśli kiedyś niektóre słyszałem. Nie widziałem jeszcze niczego z wymienionych nazw, więc przyjąłem je z obojętnością, chociaż na jedną z nich zastrzygłem uchem z cieniem ciekawości, a wzrok zastępczyni na sobie przekonał mnie do tego, że mogłem zapytać o to, co mnie zaintrygowało. Przyspieszyłem więc kroku, by znaleźć się obok kotki.
- Co to jest Grzmiąca Ścieżka? - zapytałem. Do tej pory grzmot kojarzył mi się z burzą i z błyskawicami. Czy ta ścieżka to jakaś specjalna okolica, w której cały czas szaleją burze? Jeśli tak, to ciekawe, czy jakieś koty tam żyją, choć wątpiłem, bo dlaczego chcieliby żyć w takich warunkach?
<center><table><tr><td><img src="https://i.imgur.com/LO36Vgv.png" height="250"></td><td><center>Here comes the rain again
★ Falling from the stars ★
Drenched in my pain again
Becoming › who we are ‹
As my
?????? rests
But never forgets what I lost
<img src="https://i.imgur.com/T3X9jjD.png" width="150">
???? ?? ?? xxxxxxxxxxxxxxx
xxxxxxxxxx???? ????????? ????</center></td></tr></table></center>
LVL 4 15 / 300
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
10
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#6
Chyba nie było tutaj kota, któremu nie pasowałaby cisza. Zarówno wojownik, jak i dwójka towarzyszących mu kotów, ceniła sobie milczenie; mogli się dzięki temu skupić, a w szczególności przyszła przywódczyni, w której potrzebę spokoju nie wątpił. Z całą pewnością, potrzebowała w tym momencie przestrzeni, żeby przygotować się do tak ważnej roli, jaką jest wzięcie na siebie całej odpowiedzialności za klan i podejmowanie istotnych decyzji. Wobec tego, kocur tym bardziej nie zadawał głupich pytań. Wiedział gdzie są, chodził tędy praktycznie codziennie, więc nie miał żadnych nurtujących go wątpliwości. Możliwe, że schody po jakimś czasie się zaczną, niemniej teraz obserwował tylko okolice, w celu wypatrywania niekorzystnych dla nich sytuacji, bo żadnych ważnych kwestii do obgadania nie miał. Jedynie postawione wysoko uszy dawały towarzyszom znać, że w razie czego ich słucha, bo tęczówkami lustrował tereny wokoło. Odwrócił się w stronę mistrzyni dopiero, kiedy zaczęła mówić. Szedł dalej, spoglądając w jej pysk, a po jej słowach kiwnął jedynie głową. Plan zdawał się być dość prosty. Miał tylko nadzieję, że nie natrafią wzdłuż terenów Wichru na żadnych idiotów, którzy uznają, że ci magicznym sposobem przekroczyli granice. Wchodzenie na tereny innych klanów nie mieściło się w ich rozkładzie, z tego co do niego doszło, więc wierzył, że naprawdę jedyny kontakt jaki będą mieć z tym klanem, to przechodzenie obok. Już nie wspominając, że miał nadzieję, że w ogóle na nikogo nie trafią, bo nigdy nie był typem, który chodzi na granice i poznaje sąsiadów. Poza tym, przedłużyłoby to jedynie niepotrzebnie ich wędrówkę, którą wojownik miał nadzieję szybko skończyć.
Miał już odwracać głowę ponownie w stronę okolic, kiedy nie doszedł do niego głos Zawieruchy. Zerknął na niego zaciekawionymi oczyma i już miał się odezwać, kiedy ugryzł się w język. Lubił wchodzić innym w zdanie, ale pytanie to było skierowane do Płomykówkowego Lotu, przy której starał się być zawsze kulturalny, wobec czego nie odpowiedział na zagwozdkę terminatora, a jedynie leniwie obrócił głowę w drugą stronę, chcąc rozejrzeć się scenerii. Zaraz jednak czmychnął spojrzeniem gdzieś przed siebie, bo mimo wszystko chciał wiedzieć, gdzie dokładnie są. Choć zastępczyni już to powiedziała, wolał się upewnić, ponieważ obszar był zadziwiająco spory.
LVL 7 305 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
17
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#7
Trasa przemarszu była zatem znana i czysto teoretycznie - całkiem prosta. Na razie mogli przekroczyć Czarny Ogon suchą łapą, problemy z pewnością pojawią się dopiero później, gdy będą wędrowali dalej wzdłuż terenów Klanu Wichru. Och i Grzmiąca Ścieżka! A teraz sprawy przedstawiały się nieco inaczej, zaczęła się już Pora Opadających Liści, robiło się wcześniej ciemno i zimno, do tego wszystkie wszędzie zaczynały sypać się liście właśnie i zdarzało się, że padał deszcz, czasem nawet naprawdę intensywny. Na razie nic nie wskazywało na to, by miała czekać ich podróż w strugach wody, ale cóż, bywało naprawdę różnie. Wiatr już się zrywał kołysząc nieznacznie koronami drzew, liście szumiały opadając w dół, ale mimo wszystko było dość przyjemnie, jakby na razie Gwiezdny Klan sprzyjał tej ekspedycji. I tak - przekroczenie Czarnego Ogona nie było problemem, a w okolicy nie roznosiła się żadna woń drapieżników, czy innych przeciwników, na których powinni uważać. Zatem w drogę.
[Obrazek: PMixttm.png]

We came all this way
But now comes the day
To bid you farewell

Many places I have been
Many sorrows I have seen
But I don’t regret
Nor will I forget
All who took the road with me

LVL 6 255 / 500
MedLVL 0 0 / 100
22
Siła
S
10
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#8
Szło gładko. Chociaż pora Opadających Liści nie była jeszcze taka zła, a znacznie bardziej uciążliwie szłoby się pewnie porą Nagich Drzew, ona też potrafiła mieć swoje kaprysy. Zdarzały się dni, kiedy lało, wiało i było nieprzyjemnie, a jednak teraz faktycznie nie było źle. Cieszyło ją to; w deszczu byłoby znacznie gorzej, może jeszcze by się pochorowali od przemoczenia i co wtedy? W takich warunkach nie musiała się jednak tym przejmować, a przez Czarny Ogon też mogli przejść bez moczenia łap, póki co, tak więc na razie było wręcz idealnie. Miała dobre warunki nie tylko do myślenia, ale do przeprowadzenia lekcji Mknącemu również, tak więc postanowiła to wykorzystać. Bo, tak jak oczekiwała, miał pytanie.
– Słyszałeś coś kiedyś o dwunożnych? Duże, bezwłose istoty, które poruszają się na dwóch łapach i czasem porywają koty albo zostawiają dziwne przedmioty w lesie – powiedziała, nie czekając na odpowiedź. Jeśli słyszał, to mała powtórka nie zaszkodzi, jeśli nie – to teraz już wiedział. – Grzmiąca Ścieżka to ich twór. Droga, po której poruszają się potwory. Olbrzymie i szybkie. Głośne i śmierdzące. Kot nie ma z nimi szans, dlatego będziemy musieli przez nią przejść bardzo ostrożnie – dodała po krótkiej chwili milczenia i zamilkła, dając terminatorowi czas na zadanie ewentualnych pytań. W międzyczasie zdążyli już w spokoju przejść przez Kładkę, a więc Płomykówka rozejrzała się kontrolnie. Na ziemiach niczyich wolała być szczególnie ostrożna, ale nie czuła żadnego zapachu drapieżników, Mknący ani Topniejący też nie wydawali się zaalarmowani, tak więc ruszyli dalej wzdłuż rzeki. Dość szybkim tempem, jednak nie przesadnie, bo mieli dużo do przejścia i marnowanie energii na chodzenie byłoby głupie.
<table><td><br>if every night I go to sleep knowing<br>that . I . gave . everything . that . I<br><br>.............「 HAD TO GIVE 」<br><br>≡ then it's all I could've asked for ≡<br>I've . been . standing . u p . beside <br>e v e r y t h i n g I've ever said, but<br><br>OH, IT'S SATURDAY NIGHT, YEAH
</td>
<td><img src='https://i.imgur.com/GtMW6L7.png' height='169px'><br></td></table>
LVL 6 170 / 500
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
15
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#9
Nie myślałem o pogodzie. Było dość pogodnie, nie padało, a wiatr nie był jakiś mocny, więc nie było w tym nic, co by mi przeszkadzało. Poza tym, pogoda czy nie, musieliśmy dotrzeć do Szepczącej Sadzawki, by Płomykówka stała się pełnoprawną przywódczynią, a Klan Cienia znów zyskał opiekę.
Wysłuchałem słów kotki. A więc jednak to było zupełnie coś innego, niż zakładałem. To był twór dwunożnych, którzy z opisu wydawali się większymi drapieżnikami niż my, czy choćby borsuk. Nie potrafiłem zrozumieć w sumie, dlaczego porywali koty zamiast je zabijać. Po co im były?
Sam opis Grzmiącej Ścieżki nie brzmiał zbyt zachęcająco. Nie rozumiałem tych bezwłosych istot. Po co im było coś takiego?
- Potwory nie wchodzą do lasu? - zadałem pytanie, które mi się nasunęło najbardziej. Dlaczego miały ścieżkę, nie znajdowały się w lesie? W sumie żadnego potwora nie widziałem... Nie rozumiałem tego wszystkiego, a to wszystko sprawiało, że nie czułem się do końca komfortowo.
<center><table><tr><td><img src="https://i.imgur.com/LO36Vgv.png" height="250"></td><td><center>Here comes the rain again
★ Falling from the stars ★
Drenched in my pain again
Becoming › who we are ‹
As my
?????? rests
But never forgets what I lost
<img src="https://i.imgur.com/T3X9jjD.png" width="150">
???? ?? ?? xxxxxxxxxxxxxxx
xxxxxxxxxx???? ????????? ????</center></td></tr></table></center>
LVL 4 15 / 300
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
10
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#10
Pogoda była wręcz sprzyjająca ich wędrówce. Całe szczęście, bo niebieski nie miał zamiaru moknąć w deszczu jak ostatni idiota. To zepsułoby jedynie jego wizerunek; istnieje przecież spora szansa na to, że naprawdę kogoś spotkają. Na razie jednak było wręcz pomyślnie i nie musieli martwić się o to, że coś nie pójdzie po ich myśli. Drapieżników również nie było widać ani czuć, więc póki co nie było o co się martwić. Cudownie.
Droga przez kładkę nie była szczególnie wymagająca. Uciążliwe natomiast były słowa Płomykówkowego Lotu, na które kocur aż uniósł brwi. Grzmiąca Ścieżka była tworem dwunogów? Sam wojownik tego nie wiedział, niemniej postanowił sobie to zapamiętać. Możliwe, że kiedyś przyda mu się ta informacja, a nie miał również powodów do tego, aby mistrzyni nie wierzyć. Była już doświadczoną wojowniczką i zdawała się mieć dużą wiedzę na temat tego wszystkiego. Kocura nurtował jednak fakt w jaki sposób wówczas to powstało. Kiedy bury zadał pytanie, Lód ponownie postanowił je zignorować, ponieważ było ono skierowane w stronę zastępczyni, jak się zdaje. Zamiast tego szedł wyprostowany w ciszy; to kontrolując okolicę, to patrząc przed siebie. Nie byli już na ziemiach swojego klanu, wobec czego teraz ostrożność była jeszcze ważniejsza. Nie chciał być czyimś obiadem.
LVL 7 305 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
17
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#11
Przez kładkę przeszli suchą łapą, a droga wzdłuż granicy Klanu Wichru wydawała się być dość spokojna. Wiatr co prawda się wzmagał, ale było nadal dość ciepło i przyjemnie, nie mogli zatem właściwie narzekać. Zrobiła się w gruncie rzeczy całkiem piękna, jesienna pogoda, którą warto było chwytać nim ostatecznie nadejdzie słota i deszcze, które prędko przegnają ich do bezpiecznych legowisk. Można zatem powiedzieć, że Płomykówka miała doskonały czas na swą podróż, która choć stresująca, przebiegała całkiem miło. Problem pojawił się dopiero przy Czarnym Ogonie, gdzie nie znajdowała się już kładka, a rzeczka nieco wezbrała po wcześniejszych deszczach, brzeg był tutaj również nieco błotnisty, wszystko wyglądało zatem, że będą musieli uważać, jak stawiać łapy. Wejdą do wody, spróbują skakać? Wszystko zależało od nich. Było jeszcze na tyle ciepło, że wiatr powinien zdążyć ich wysuszyć.
[Obrazek: PMixttm.png]

We came all this way
But now comes the day
To bid you farewell

Many places I have been
Many sorrows I have seen
But I don’t regret
Nor will I forget
All who took the road with me

LVL 6 255 / 500
MedLVL 0 0 / 100
22
Siła
S
10
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#12
Topniejący Lód spełniał swoją rolę wyśmienicie i dbał o bezpieczeństwo, a więc ona miała czas, żeby skupić się na trasie oraz na "treningu" Mknącej Łapy. Idealny układ, w dodatku poza tym panowała wręcz idealna cisza. Właśnie o to jej chodziło.
– Nie. Na ogół nie schodzą z Grzmiących Ścieżek. Nie bardzo mogą. To dziwna rzecz. W końcu odpowiadają za nie dwunożni – mruknęła. A to były naprawdę dziwne kreatury. Nigdy nie była przy Grzmiącej Ścieżce, chociaż trochę już o niej słyszała, ale była na siedlisku koni, a więc mogła stwierdzić, że dwunożni w istocie nie należeli do najprostszych do zrozumienia.
Dalsza podróż przebiegała spokojnie, ale... Jak to mówią? Wszystko, co dobre, kiedyś się kończy? Czy coś w tym stylu. Wzdłuż granic szło się super, ale kiedy doszli do Czarnego Ogona i po raz kolejny musieli go przekroczyć, pojawiła się przeszkoda. Wezbrana rzeka nie była problemem; strumień był i tak na tyle płytki, że daliby sobie radę, ale zastanawiała się, czy brodzenie na pewno będzie dobrym pomysłem. Im więcej wody było, tym wyżej im się nie, a więc tym trudniej będzie wyschnąć, a pogoda potrafiła być nieobliczalna. Nie mogli jednak maszerować wzdłuż Czarnego Ogona, zawracanie byłoby zbyt kłopotliwe i zajęłoby zbyt dużo cennego czasu, a nie mogli też raczej przeskoczyć, bo brzegi były zabłocone, a więc przy okazji śliskie i łatwo było o błąd. Spojrzała krótko po swoich towarzyszach podróży, a potem bez słowa postanowiła wdrożyć w życie swój oryginalny plan – zignorowała brud i weszła do wody, żeby przez rzeczkę przeprawić się tak. Nie była ani zbyt szeroka, ani zbyt głęboka, a więc nie powinno to zająć zbyt długo. Uważnie stawiała jednak łapy, bo skoro wody było więcej, to musiała być też ostrożniejsza, a i nie chciała się poślizgnąć wchodząc, czy wychodząc z Czarnego Ogona. Co zrobią Topniejący i Mknący, to już ich decyzja, ale ona nie zamierzała długo się wahać. Klan Cienia czekał na swojego przywódcę. Nie mogła tracić czasu.
<table><td><br>if every night I go to sleep knowing<br>that . I . gave . everything . that . I<br><br>.............「 HAD TO GIVE 」<br><br>≡ then it's all I could've asked for ≡<br>I've . been . standing . u p . beside <br>e v e r y t h i n g I've ever said, but<br><br>OH, IT'S SATURDAY NIGHT, YEAH
</td>
<td><img src='https://i.imgur.com/GtMW6L7.png' height='169px'><br></td></table>
LVL 6 170 / 500
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
15
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#13
Na moim pysku pojawiło się zamyślenie. Co to musiał być za twór, ta Grzmiąca Ścieżka, i co to za potwory? Skoro były okropne, to jakim cudem bezwłose dwunogi tak ich wytrenowały, by nie schodziły ze swojej ścieżki? Doprawdy, to wszystko było dla mnie dziwne, wręcz niezrozumiałe. Nie potrafiłem tego pojąć, ale cóż, do tego pory tego nie widziałem. Może więcej się wyjaśni, gdy ujrzę to, o czym była mowa na własne oczy.
Nie odezwałem się później, bo nie miałem żadnych pytań w tym momencie. Nic nie nasunęło mi się do głowy, a przynajmniej nic, na co Płomykówka mogłaby odpowiedzieć. Doszliśmy jednak do miejsca, w którym musieliśmy się przeprawić na drugi koniec Czarnego Ogona, tylko tutaj nie było wygodnej kładki.
Przystanąłem, nie bardzo wiedząc, co zrobić. Naprawdę nie chciałem moczyć futra, poza tym nie potrafiłem pływać. Płomykówka jednak zdecydowała się przeprawić w ten sposób przez rzekę. Spojrzałem na Topniejącego Loda dość niepewnie, co było rzadko spotykane u mnie, po czym ruszyłem w ślad za jasną kotką.
Stawiałem ostrożnie łapy, najpierw na błotnistym wybrzeżu, a potem na dnie rzeczki, nie potrafiąc do końca zignorować nieprzyjemnych dreszczy, które przeleciały wzdłuż mojego kręgosłupa w momencie zanurzenia. Trzymałem głowę wysoko, na wszelki wypadek. Uważałem cały czas na to, gdzie kroczyłem, bym się nie potknął przez całą drogę; w tamtej chwili kwestię mokrego, nieurodziwie wyglądającego futra zostawiłem na później.
<center><table><tr><td><img src="https://i.imgur.com/LO36Vgv.png" height="250"></td><td><center>Here comes the rain again
★ Falling from the stars ★
Drenched in my pain again
Becoming › who we are ‹
As my
?????? rests
But never forgets what I lost
<img src="https://i.imgur.com/T3X9jjD.png" width="150">
???? ?? ?? xxxxxxxxxxxxxxx
xxxxxxxxxx???? ????????? ????</center></td></tr></table></center>
LVL 4 15 / 300
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
10
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#14
Kocur nie widział póki co powodów do rozmowy. Obserwowanie okolic w celu zachowania bezpieczeństwa, a przy tym podziwianie widoków brzmiało jak dobry plan na tę podróż. Trzeba było przyznać, że ładna pogoda współgrała z krajobrazem, który był zadziwiająco piękny. Wojownik lubił podziwiać widoki, a fakt, że był tutaj po raz pierwszy, dodawał temu więcej wrażeń. Najgorsze miało dopiero nadejść, ponieważ kiedy przeszli całą granicę z Wichrem, czekała na nich niespodzianka. Wezbrana woda, a co gorsze – błotnisty brzeg. Brud był czymś, czego kocur szczerze nienawidził. Stanął zaraz za zastępczynią i terminatorem, przyglądając się lepkiej rzece. Aż ciarki przechodziły go na samą myśl, że musi przez nią przejść. Co prawda mógłby jeszcze skoczyć, ale zdawał sobie sprawę, że było dosyć ślisko, i zamiast ładnie przeskoczyć przez wodę, mógłby do niej wpaść w trakcie realizowania swojego planu. Kiedy kotka rozejrzała się po swoich towarzyszach, by po chwili po prostu wejść do tego czegoś, gula zastygła mu w gardle. Wtedy też Zawierucha posłał mu spojrzenie, po czym również poszedł w ślad za zastępczynią. Wojownik nie miał wyjścia. Podszedł jeszcze parę kroków, by przyjrzeć się bardziej ubłoconej tafli, a następnie przełknął z trudem ślinę. Zamknął oczy i przechylił głowę, nie chcąc na to patrzeć, ale musiał być silny. Z powrotem powrócił spojrzeniem do rzeki, po czym powolnym krokiem, po prostu do niej wszedł. Całe szczęście, że było dosyć płytko. Przynajmniej ubrudzi się jedynie na łapach, choć i to nie brzmiało zbyt pocieszająco. Szedł więc dalej za swoimi towarzyszami wolnym krokiem. Choć chciał przeprawić się przez to jak najszybciej, nie miał zamiaru też zrobić sobie krzywdy poślizgnięciem się czy czymś w tym rodzaju. Z każdym kolejnym krokiem wyobrażał sobie jak okropnie będą wyglądać teraz jego białe łapy.
Co za upokorzenie.
LVL 7 305 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
17
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#15
Niewątpliwie wybrali dobrze. Gdyby próbowali skakać, mogliby poślizgnąć się na błocie, stracić równowagę i na dokładkę wpaść z impetem prosto w wodę. Na dnie znajdowały się tam różne kamyczki i piach, więc spotkanie takie na pewno nie należałoby do najprzyjemniejszych. Mimo wszystko nieco inaczej przedstawiała się sprawa, kiedy szli spokojnie po dnie. Muł co najwyżej mógł wpychać się w ich łapy, utrudniać nieco podróż i spowolnić ich na dłuższą chwilę. Teraz, gdy byli w wodzie, podmuchy wiatru nie były już takie miłe, bo zrobiło się jakby chłodniej. Z wyjściem na brzeg mieli nieco problemu, bo zaczęli się ślizgać, ale ostatecznie wszyscy stali po drugiej stronie Czarnego Ogona i mogli ruszać dalej. Nie wyglądali zbyt pięknie, ale kto wie, co czeka ich dalej? W końcu rów przed Grzmiącą Ścieżką z całą pewnością również był zabłocony, a porastająca go roślinność mogła być wilgotna. Nie uprzedzajmy jednak faktów, czas w dalszą drogę.
[Obrazek: PMixttm.png]

We came all this way
But now comes the day
To bid you farewell

Many places I have been
Many sorrows I have seen
But I don’t regret
Nor will I forget
All who took the road with me

LVL 6 255 / 500
MedLVL 0 0 / 100
22
Siła
S
10
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości