Mistrz: Kosowa Pieśń
Płeć: kotka
Matka: Kosowa Pieśń
Ojciec: Głogowy Cień
Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
xx— No właśnie! — odparła, po czym delikatnie uniosła brew i zerknęła na biało-czarnego kocurka. Czyżby polubił się z Barwinkiem? Kociakiem jej siostry? Ten klan jest naprawdę bardzo mały! Nie powiedziała jednak nic więcej aż do momentu omawiania nagłego wystrzelenia Kapustki w górę. Zachichotała cicho na słowa rodziców kocurka, które tez zostały tu przytoczone i posłała w jego kierunku delikatny i wyrozumiały uśmiech. xx— Kiedyś i ciebie to dopadnie Srocza Łapo, zobaczysz. — zamruczała ze szczerym rozbawieniem i poczuła jak w jej brzuchu uruchamiają się motylki. Nie rozumiała, dlaczego tak gładko przeszła na ten trudny dla siebie temat i to jeszcze w towarzystwie swojego terminatora! Może to przez to, że on sam jakoś to...rozpoczął? Jedno jednak było pewne, jakby Sroczka był innym kocurem, Śliwkowa Pestka pewnie dawno siedziałaby cicho, zawstydzona i chcąca stąd jak najszybciej się ulotnić. Nic nie mogła poradzić na fakt, że była w tych tematach wstydliwa! Chyba faktycznie jej stosunek do syna Lisiego Ogona utrzymujący się blisko tego, jakim obdarzyła własnego, rodzonego brata pomógł jej w otworzeniu się i swobodnej rozmowie na taki a nie inny temat. Jednak mimo to szybko go zakończyła i wybuchła cichym, aczkolwiek szczerym śmiechem na wizje przygniatania Sroki przez Barwinka. Czyżby i on zaczął rosnąć jak na drożdżach? Nie zdziwiłaby się, aż serce jej rosło jak widziała kocięta swojej siostry w pełni zdrowe i dobrze rozwijające się. Nie mogła jednak powstrzymać się od wizji długołapego Kapustki, leżącego pod wielkim Barwinkiem, który przykrywa go futerkiem. Dlatego tez przez dobre kilka uderzeń serca chichotała nie mogąc się powstrzymać. Przestała dopiero jak przysiadli i zadała pytania co do powiedzianych wcześniej przez siebie dwóch punktów kodeksu, który...Naprawdę niespodziewanie ruszył z kopyta! Spodziewała się, że Sroka pozapomina, bądź zwyczajnie nie będzie wiedział i będzie spokojnie przerabiała cały kodeks. A tu taka przyjemna niespodzianka! Pokiwała łebkiem na interpretacje terminatora, mając podobną we własnej głowie, po czym owinęła ciaśniej ogon wokół łap i odchrząknęła cichutko. xx— Zgadzam się z tobą, sądzę...Naprawdę podobnie. —[/i] odparła i nieco poruszyła wibrysami po chwili dodając. — Milczące czuwanie moim zdaniem jest po to, aby zobaczyć, czy kot jest wystarczająco dojrzały aby móc zostać wojownikiem. Milczenie i pilnowanie obozu przez całą noc jest bardzo męczące, ale...daje czas na wiele przemyśleń. Przynajmniej tak było u mnie. — wyznała, na moment cofając się nieco aby powspominać spędzoną noc u boku Mrozika, bowiem to z nim przyszło jej być mianowaną. Po chwili ciszy, którą przerwał świst wiatru - Owocówka się wybudziła i mruknęła, podając kocurkowi kolejne dwa punkty do analizy. xx— "Kot nie może być pasowany zastępcą, dopóki nie uczył choć jednego terminatora" i "Zastępca zostaje przywódcą, kiedy poprzedni przywódca umiera"
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Trudno oczekiwać po wysokich rodzicach niskiego kociaka, zatem Kapustka, zgodnie ze wszystkimi zasadami taki nie jest. Wysoki, przeciętnej budowy, wychudzony. Pokryty jest białym, krótkim futerkiem (które po pobycie u dwunogów znacznie zmatowiało) z nielicznymi plamami czerni, z czego najbardziej w oczy rzuca się ta największa, ciągnąca się od nasady do samego czubka ogona. Następnie kleksy na obu piętach tylnych nóg i ten na prawym nadgarstku. Potem prawe ucho i pyszczek, zwieńczony mniejszymi łatkami na brwiach, sprawiając, że Sroczka wygląda na wiecznie zmartwionego bądź zdziwionego, oraz pod osmolonym nosem, dając mu mało eleganckiego, nierównego wąsa z bródką. Całość dopełniają złote, okrągłe oczy, obojętnie patrzące na otaczający zmęczonego wojownika świat.
Minęło JESZCZE więcej czasu, od kiedy Sroczy Ogon był terminatorem i spokojnie żył w Klanie Rzeki, tak odległego dla łaciatego łba. Porwania skutecznie utemperowały kocura, spychając w kąt jego żywiołowość i życzliwość. Wprawdzie nie zmienił się w zgorzkniałego starca, jednak widać znaczącą różnicę. Nieco mniej się udziela, nieco mniej pierwszy wyciąga pierwszy łapę do pomocy, nieco mniej chce zmieniać świat na lepsze. W końcu ile można poświęcać czasu na innych, kiedy samemu ma się na karku strach przed kolejną tragedią? Oczywiście, jeśli ktoś poprosi, to z mniejszym lub większym entuzjazmem pomoże, nie można się jednak spodziewać, że zrobi to z szerokim uśmiechem na pysku. Zwyczajnie wypustoszał, czując skrawki radości jedynie na myśl o Barwnej Wodzie i rodzicach.
x— No nie wiem, nie wiem — miauknął, unosząc wysoko ogon i poruszając jego końcówką. ON był poważnym młodzieńcem, skupionym na karierze i samodoskonaleniu. W końcu, gdy już będzie poważanym wojownikiem, to kotki same zaczną się za nim oglądać, prawda? Sroka niezbyt widział się w roli podrywacza, który z odwagą podchodził do, powiedzmy... Szarotkowej Łapy. Albo Czereśniowej Łapy. Musiał przyznać, że nie znał zbyt wielu kotek, a przynajmniej nie tak dobrze, jak Rabarbara, czy Barwinka. Jakoś tak, nie wchodziły mu w drogę tak łatwo, jak kocury. Z drugiej strony, rudzielcowi mógłby oświadczyć się z miejsca, tak jak teraz stał! I łaciaty nie wątpił, że zostałoby to przyjęte. Ale, ale! Był teraz na treningu - to nie czas na rozmyślanie o niebieskich migdałach, powinien się skupić! Uśmiechnął się pod nosem, słysząc śmiech Śliwkowej Pestki i poruszył wąsami z dumą. Widać w Królikarni nie zatracił poczucia humoru! Bardzo dobrze, bo wtedy czułby się absolutnie pusty i smutny, bo nic nie cieszyło go tak, jak radość drugiego kota. x— W takim razie nie mogę się doczekać, żeby poczuć jego wpływ na własnej skórze — przyznał, nakrywając łapy ogonem. Pewnie będzie to dla niego oznaczało trochę nudy, jednak umiał bawić się w swoim własnym towarzystwie. Być może odkryje wtedy jakieś niesamowite prawdy życiowe, które zmienią go na zawsze? — O, to pierwsze znowu jest łatwe! Kot może zostać zastępcą, jeśli uczył jednego terminatora. To chyba dlatego, że będzie wiedział, z czym się mierzy, gdy wychowywał już jednego kota - wtedy będzie mieć pod sobą cały klan! I to drugie też - zastępca może zostać przywódcą, gdy ówczesny przywódca umrze i ani trochę wcześniej! — miauknął nieco pewniej. Dobrze mu szło, więc nie miał czego się obawiać. W dodatku kodeks nie był taki trudny. — Ale Śliwkowa Pestko, co jeśli przywódca jest złym przywódcą? Wtedy chyba ta zasada nie powinna obowiązywać. To może osłabić klan! — zapytał nagle, strosząc końcówkę ogona. W końcu niekompetentna Gwiazda mogła stanowić koniec klanu!
Mistrz: Kosowa Pieśń
Płeć: kotka
Matka: Kosowa Pieśń
Ojciec: Głogowy Cień
Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
A nawet i takich poważnych młodzieńców może pochwycić w swoje sidła ta nieznana, pradawna siła zwana miłością! Potrafi zmiękczyć serce nie jednemu kotu. Czy to byłby ogromny i twardy jak głaz kocur, czy stroniąca od kontaktu z innymi kotka; prędzej czy później każdego to kiedyś spotka. A...przynajmniej tak to postrzegała kocica. W końcu koty się ze sobą wiązały i...tak też powstawały kolejne pokolenia. Ta tajemnicza siła była nad logicznym myśleniem i coś o tym wiedziała. Kiedy tez uświadomiła sobie parę rzeczy, ogromne ciepło zapiekło jej policzki i uszy, którymi nerwowo poruszyła. To...chyba nie jest odpowiedni temat na trening! xx— T-to uczucie może być nieoczywiste i bolesne, ale...Na pewno nie będziesz go żałować — zamruczała, spoglądając na terminatora troskliwie. Wolałaby aby on nie miał trudności nawet w tym temacie. Mówiąc szczerze to...Nikomu takowych nie życzyła! Jej idealny pogląd na to nieco gryzł się z faktem w jaką to relacje ona sama się wplątała i nie zamierzała sobie odpuszczać. A...przynajmniej nie teraz. Było to na tyle poplątane, że wolała się trzymać tych nikłych informacji jakie udało jej się połączyć. Wróciła jednak na ziemię kiedy to kocurek rozpoczął odpowiadać co do podanych kolejnych, dwóch punktów kodeksu! Pokiwała mu łebkiem a na pytanie....Nieco się zamyśliła. Poruszyła ogonem niepewnie i westchnęła chcąc poukładać sobie własne zdanie na ten temat. xx— Gdyby przywódca faktycznie był zły, na pewno jego zastępca coś by w tym kierunku zrobił. T-tak sądzę. Wiesz, jako klan i żyjące w nim koty również mamy prawo o pewnych rzeczach decydować. Każdy kot ma wolny umysł i...Jak rzeczywiście coś byłoby nie tak to...ktoś by się odezwał. — odparła, przypominając sobie nieprzyjemną sytuacje na pogrzebie, gdzie Zachodząca Łapa, teraz Światło zaczęła podburzać koty przeciwko obecnej przywódczyni. Jednak było to głupie i nie przelewało się na prawdziwą sytuacje. Kocica po prostu wzięła problem masowych śmierci przez przypadki i oskarżyła o to kota, który był wysoko. Po chwili ciszy i przeliczania pozostałych punktów kodeksu, kocica zamrugała zaskoczona. Wydała również ciche westchnięcie zaskoczenia i zerknęła na Srokę z uniesioną brwią i wesołym uśmiechem. xx— Poszło nam zaskakująco...szybko! Zostały nam...aż trzy punkty kodeksu. — to poszło im naprawdę bardzo szybko i aż kocica się przyjemnie zaskoczyła.
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Trudno oczekiwać po wysokich rodzicach niskiego kociaka, zatem Kapustka, zgodnie ze wszystkimi zasadami taki nie jest. Wysoki, przeciętnej budowy, wychudzony. Pokryty jest białym, krótkim futerkiem (które po pobycie u dwunogów znacznie zmatowiało) z nielicznymi plamami czerni, z czego najbardziej w oczy rzuca się ta największa, ciągnąca się od nasady do samego czubka ogona. Następnie kleksy na obu piętach tylnych nóg i ten na prawym nadgarstku. Potem prawe ucho i pyszczek, zwieńczony mniejszymi łatkami na brwiach, sprawiając, że Sroczka wygląda na wiecznie zmartwionego bądź zdziwionego, oraz pod osmolonym nosem, dając mu mało eleganckiego, nierównego wąsa z bródką. Całość dopełniają złote, okrągłe oczy, obojętnie patrzące na otaczający zmęczonego wojownika świat.
Minęło JESZCZE więcej czasu, od kiedy Sroczy Ogon był terminatorem i spokojnie żył w Klanie Rzeki, tak odległego dla łaciatego łba. Porwania skutecznie utemperowały kocura, spychając w kąt jego żywiołowość i życzliwość. Wprawdzie nie zmienił się w zgorzkniałego starca, jednak widać znaczącą różnicę. Nieco mniej się udziela, nieco mniej pierwszy wyciąga pierwszy łapę do pomocy, nieco mniej chce zmieniać świat na lepsze. W końcu ile można poświęcać czasu na innych, kiedy samemu ma się na karku strach przed kolejną tragedią? Oczywiście, jeśli ktoś poprosi, to z mniejszym lub większym entuzjazmem pomoże, nie można się jednak spodziewać, że zrobi to z szerokim uśmiechem na pysku. Zwyczajnie wypustoszał, czując skrawki radości jedynie na myśl o Barwnej Wodzie i rodzicach.
x— Haha, jak już go doświadczę, to ci powiem, Śliwkowa Pestko, czy go żałuję. Mam szczerą nadzieję, że nie będę — odparł pogodnie, przybierając na pyszczek delikatny uśmiech. Pożyjemy, zobaczymy, jak to mówią. A skoro dookoła niemal wszyscy mówią, że kiedyś się zakocha - musiało coś w tym być. Nie zamierzał uciekać, a jedynie siedzieć w miejscu. W końcu nie było to nic potrzebnego do życia, więc nie zamierzał gonić, ani uciekać. Swoją drogą, ciekawe, czy jego mistrzyni miała doświadczenie w tym temacie? Będzie musiał o to zapytać później. Na przykład, gdy będą wracać z Kociego Grzbietu, do którego właśnie dotarli! Długie łapy - krótka podróż.
Pokiwał głową, słuchając słów czarno-białej kotki, a jego ogon powrócił do suchej, niemal biczowatej formy. Cóż, nie mógł zaprzeczyć. Klan to koty, które na pewno będą wyrażały swoje niezadowolenie, gdy organizm zacznie chorować przez jedną, dość problematyczną jednostkę. Tak, jak chorych zamyka się w Królikarni, usuwając ich z codziennego życia, żeby zminimalizować ryzyko epidemii kaszli i innych kolorowych katarów - tak Gwiazdy można zdegradować. Po grzbiecie Sroczej Łapy przeszedł dreszcz - "zamykać chorych", to brzmiało tak strasznie i ponuro. Zupełnie, jak coś czego Barwinek by NIE ZROBIŁ. x— Szczęśliwie Czerwona Gwiazda raczej nie jest złym przywódcą. Jest blisko z klanem, widziałem, że często podchodzi do zwykłych kotów — zauważył, pozbywając się negatywnych myśli. Na przykład miała dobry kontakt z jego tatą. Kapustka potajemnie pękał z dumy, że Lisiego Ogona kopnął taki zaszczyt. — Aż tylko! Pędzimy jak burza. — Uniósł radośnie wąsy. Ze Śliwkową Pestką zawsze pracowało mu się zaskakująco szybko i sprawnie, nawet na samym początku.
Mistrz: Kosowa Pieśń
Płeć: kotka
Matka: Kosowa Pieśń
Ojciec: Głogowy Cień
Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
xx— Ja również mam taką nadzieje — odparła i delikatnie musnęła kocurka w opiekuńczym geście ogonem. Naprawdę i szczerze nikomu nie życzyła problemów miłosnych. Bo...tak nie można. Raz niesiona zazdrością przyłapała się na nieprzyjemnych myślach i nie zamierzała tego powtarzać, bowiem to było po prostu złe i...Nie w jej stylu. Przez jej ciało przeszedł nieprzyjemny dreszcz związany z tą nieprzyjemną sytuacją, której nie chciała już nigdy powtarzać. Gryzło ją to i szarpało wewnętrznie, dlatego nawet niewinne wspomnienia przyprawiały ją o nawroty tego nieprzyjemnego stanu zwanego poczuciem winy. Pomimo tego, że tak naprawdę Szarotkę przeprosiła. Ba! Szylkretowa kocica nawet powiedziała, że nie była na nią w ogóle zła! Lepiej jednak dmuchać na zimne jak to się mówi. Z pomocą aby wyrwać się z nieprzyjemnych myśli przyszedł jej Sroka, który podpiął się co do jej wypowiedzi odnośnie władzy i pokiwała na jego słowa łbem. Widziała Czerwoną Gwiazdę na samym początku jako kogoś z kim nigdy nie zamieni słowa. Pomimo tego, że były jakkolwiek spokrewnione dzięki Pierzastemu Sercu, to...Zdawała jej się być nieosiągalna. A wcale nie tak dawno rozmawiały i zdawać by się mogło, że znalazła z przywódczynią wspólny język i zaistniała między nimi nić porozumienia oraz sympatii. Przynajmniej ze strony Śliwki! Sądzi jednak, że popielata kocica musi żywić do niej przyjazne uczucia, bowiem powierzyła jej nie tylko jednego terminatora, ale również i Pajęczą Łapę! To jakiś znak. xx— Tak, Czerwona Gwiazda jest w moim odczuciu bardzo dobrą przywódczynią. — potwierdziła i delikatnie skinęła łebkiem, po chwili dodając. — Co do podchodzenia do...zwykłych kotów, to niedawno z nią rozmawiałam. Dowiedziałam się dzięki temu, że za czasów poprzedniego przywódcy, czyli Świetlikowej Gwiazdy, brata Czerwonej Gwiazdy, było...dość krucho z wyborem odpowiedniego zastępcy, wiesz? — cenne informacje które też udało się koteczce wyciągnąć, sprawnie wcisnęła i przekazała dalej aby to Sroczka mógł później przekazać je swojemu terminatorowi. Bo jak wiadomo; Śliwka stawiała na jak najlepszy trening! To samo chciała powtórzyć z Pająk i...szczerze liczyła, że tak się stanie. W końcu jednak uśmiechnęła się na słowa o szybkości treningu i zachichotała powoli kiwając na to łebkiem. Oj tak. Jak burza! xx— Sam wymieniłeś całkiem sporo punktów, wiesz? Hm, więc posłuchaj i zapamiętaj tej ostatniej trójki, dobrze? — uniosła brew rozbawiona i wzięła wdech aby móc zakończyć temat kodeksu, który...Był jak najbardziej zrozumiały. — "Kocię musi mieć przynajmniej sześć księżyców, by zostać terminatorem" , "Po śmierci lub odejściu zastępcy, nowy zastępca musi zostać wyznaczony nim księżyc dojdzie do szczytu nieba" , "Zgromadzenie czterech klanów odbywa się z woli przywódców podczas pełni księżyca, kiedy trwa rozejm". I-i to wszystko z Kodeksu Wojownika!
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Trudno oczekiwać po wysokich rodzicach niskiego kociaka, zatem Kapustka, zgodnie ze wszystkimi zasadami taki nie jest. Wysoki, przeciętnej budowy, wychudzony. Pokryty jest białym, krótkim futerkiem (które po pobycie u dwunogów znacznie zmatowiało) z nielicznymi plamami czerni, z czego najbardziej w oczy rzuca się ta największa, ciągnąca się od nasady do samego czubka ogona. Następnie kleksy na obu piętach tylnych nóg i ten na prawym nadgarstku. Potem prawe ucho i pyszczek, zwieńczony mniejszymi łatkami na brwiach, sprawiając, że Sroczka wygląda na wiecznie zmartwionego bądź zdziwionego, oraz pod osmolonym nosem, dając mu mało eleganckiego, nierównego wąsa z bródką. Całość dopełniają złote, okrągłe oczy, obojętnie patrzące na otaczający zmęczonego wojownika świat.
Minęło JESZCZE więcej czasu, od kiedy Sroczy Ogon był terminatorem i spokojnie żył w Klanie Rzeki, tak odległego dla łaciatego łba. Porwania skutecznie utemperowały kocura, spychając w kąt jego żywiołowość i życzliwość. Wprawdzie nie zmienił się w zgorzkniałego starca, jednak widać znaczącą różnicę. Nieco mniej się udziela, nieco mniej pierwszy wyciąga pierwszy łapę do pomocy, nieco mniej chce zmieniać świat na lepsze. W końcu ile można poświęcać czasu na innych, kiedy samemu ma się na karku strach przed kolejną tragedią? Oczywiście, jeśli ktoś poprosi, to z mniejszym lub większym entuzjazmem pomoże, nie można się jednak spodziewać, że zrobi to z szerokim uśmiechem na pysku. Zwyczajnie wypustoszał, czując skrawki radości jedynie na myśl o Barwnej Wodzie i rodzicach.
Zastrzygł uchem z ciekawością na nieznaną informację i przymknął oczy. Ah, tak! Świetlikowa Gwiazda, ponoć cały czarny przywódca Rzeczniaków, którego Sroka nigdy nie miał okazji poznać. A szkoda, bo ponoć władał równie dobrze, co Czerwona Gwiazda. Skoro było tak krucho, to kiedy już była gotowa na zostanie zastępcą, musiała być prawdziwym darem od Gwiezdnych! x— Podobno Świetlikowa Gwiazda rządził bardzo długo. Jeszcze na starych terenach, przed przenosinami. — O których łaciaty kocur nie wiedział oszałamiająco wiele. Mówiono mu, że spowodowały je katastrofy zsyłane przez Gwiezdnych jako ostrzeżenie, bo na poprzednich terenach (rozciągających się nad wielką słoną wodą, w której codziennie topiło się słońce) miało stać się coś bardzo złego... a może jakoś inaczej? Opowieści pamiętał jak przez mgłę, jednak wciąż przywoływały w nim pragnienie zobaczenia tych legendarnych i odległych ziem. Może kiedyś... nie teraz! Jak będzie stary, zafunduje sobie ostatnią rozrywkę życia, o której będzie mógł opowiadać kociakom, jako bajkę. — Śliwkowa Pestko, opowiesz mi coś o terenach sprzed przenosin? Albo wszystko, co wiesz o tamtych czasach! — poprosił, błyskając ciekawością w oczach. Śliwkowa Pestka mogła urodzić się już tutaj, ale to nie oznaczało, że nie wiedziała co było wcześniej! Skoro mówiła mu o średnim wyborze zastępcy, to może trzymała inne sekrety? Gdy wojowniczka wymieniała kolejne, ostatnie już, zasady Kodeksu Wojownika, Kapustka pochylił się do przodu, z uwagą zapamiętując każdą z nich. Były całkiem proste, na tyle, że nie potrzebowały interpretacji. Na punkt o mianowaniu dopiero w wieku sześciu księżyców lekko pokręcił głową i przymknął oczy. No tak, jak mógł zapomnieć! Tyle razy słyszał “ nie możesz zostać terminatorem, nie masz jeszcze sześciu księżyców!” a i tak wyleciało mu to z głowy. Kapusta głowa pusta! x— Ale szybko! Czyli teraz co, Śliwkowa Pestko? — zapytał w napięciu, jeszcze bardziej się pochylając i patrząc z dołu na mistrzynię. Przerobili prawie wszystko! Prawie, bo została im jeszcze… — Walka! Będziemy się bić? — miauknął, przebierając przednimi łapami. Nie to, że rwał się, żeby zbić córkę Kos - gdyby ktoś podniósł na nią łapę, Sroka byłby pierwszy (cóż, może drugi, czy trzeci wliczając Kosową Pieśń, Sokolą Łapę i ich troskę o wojowniczkę) do sprania go po pysku, ale wizja zdobycia tak ważnych umiejętności? Jasne, do niej już się rwał, bez ukrywania tego!
Mistrz: Kosowa Pieśń
Płeć: kotka
Matka: Kosowa Pieśń
Ojciec: Głogowy Cień
Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
xx— O tak, masz rację. Świetlikowa Gwiazda rządził długo. — przytaknęła z uśmiechem i delikatnie poruszyła uchem, a jej zielono-żółte ślepia podniosły się na niebo, po którym leniwie poruszały się białe brzuchy chmur. Sroka nie miał się jednak co krępować, bowiem i łaciata nie wiedziała o dawnym przywódcy za wiele naprawdę szczegółowych informacji. Wiedziała tyle, że był bratem Czerwonej Gwiazdy, rządził Klanem Rzeki długo i sprawiedliwie oraz imię "Gwiazdy" otrzymał będąc niewiele od niej starszym! O, a jako, że Czerwona Gwiazda była z nią spokrewniona w jakimś stopniu, tak też kocica mogła się poszczycić barwnym i dostojnym drzewkiem, mającym na swoich gałęziach naprawdę wiele ważnych kotów (najwięcej medyków). — Wiem, że pomimo dość młodego wieku, odnalazł się w nowej randze i pomógł powoli stawać klanowi na łapy. Tyle wywnioskowałam z opowieści zarówno Czerwonej Gwiazdy jak i Pierzastego Serca, mojej babci, a siostry Czerwonej Gwiazdy. — zamruczała, wracając spojrzeniem do biało-czarnego kocurka z przyjaznym i subtelnym uśmiechem na krągłym pyszczku. Kiedy też padło następne pytanie, zamrugała nieco zaskoczona jego...znaczeniem? Nie była przecież taka stara, aby to pamiętać. Urodziła się już na obecnych terenach, chociaż...Wątpiła, aby Sroczka wierzył w jej podeszły wiek w takim wypadku. Pewnie sprytnie wywnioskował, że Głogówna może co nie co wiedzieć, skoro miała do czynienia z przywódczynią. Sprytna sroczka. Chwile milczała, układając swoje myśli tak, aby...Powiedzieć kocurkowi wszystko najjaśniej jak też udało jej się spamiętać. Czerwona Gwiazda dołożyła wszelkich starań, aby opowiedzieć młodziutkiej Śliwce jak najwięcej, za co też Owocówka ją ogromnie szanowała i...Nie wstydźmy się tego powiedzieć; polubiła! Popielata kocica stała jej się bliższa i bardziej osiągalna? Przyziemna? Zwyczajni rozmawiało się z nią bardzo przyjemnie i...Miała nadzieje, że i Czerwona Gwiazda miała względem niej przyjazne odczucia. xx— Wiesz... Wiem na pewno, że poprzedni obóz Klanu Rzeki, na starych terenach był położony przy starorzeczu nazywanym Srebrnym Pazurem. Było to stare koryto Grzmiącej Rzeki, czyli...takie jezioro w kształcie półksiężyca, przypominające swoim kształtem również pazur. P-pamiętam również, że jego polowa należała do nas, druga zaś do Klanu Cienia. O! Na starych terenach również mieszkaliśmy niedaleko Wielkiej Wody. Było to wielkie, ba! Ogromne jezioro, którego drugiego brzegu nie dane było zobaczyć nikomu. Również nigdy nie zamarzało w całości. Woda z niego nie nadawała się do picia a w niektórych porach jego poziom podnosił się a czasem opadał. — odparła i dumnie poruszyła wibrysami kiedy gładko wyrzuciła z siebie przekazaną, a nawet wlaną wiedzę przez popielata przywódczynię. Oblizała białe wargi i już miała odpowiadać na kolejne pytanie, chociaż czuła jak zaczyna boleć ja język, kiedy sam Sroka odpowiedział na...własne pytanie. Zaśmiała się cicho i pokiwała łebkiem na potwierdzenie, jednak...Podniosła się, dając kocurkowi znak, że wracają do obozu. xx— Tak, została nam walka i...Parę dodatków tak jak chociażby nauka pływania czy polowania na ryby. — nie było to obowiązkowe, jednak czarno-biała chciała postawić na dobre wychowanie swojego terminatora. W każdym razie powoli skierowała się w stronę obozu. — Dzisiaj jednak nie zajmiemy się walką. Dopiero wyzdrowiałeś! M-masz...może jakieś pytania? Walką z-zajmiemy się za dwa wschody słońca, dobrze?
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Trudno oczekiwać po wysokich rodzicach niskiego kociaka, zatem Kapustka, zgodnie ze wszystkimi zasadami taki nie jest. Wysoki, przeciętnej budowy, wychudzony. Pokryty jest białym, krótkim futerkiem (które po pobycie u dwunogów znacznie zmatowiało) z nielicznymi plamami czerni, z czego najbardziej w oczy rzuca się ta największa, ciągnąca się od nasady do samego czubka ogona. Następnie kleksy na obu piętach tylnych nóg i ten na prawym nadgarstku. Potem prawe ucho i pyszczek, zwieńczony mniejszymi łatkami na brwiach, sprawiając, że Sroczka wygląda na wiecznie zmartwionego bądź zdziwionego, oraz pod osmolonym nosem, dając mu mało eleganckiego, nierównego wąsa z bródką. Całość dopełniają złote, okrągłe oczy, obojętnie patrzące na otaczający zmęczonego wojownika świat.
Minęło JESZCZE więcej czasu, od kiedy Sroczy Ogon był terminatorem i spokojnie żył w Klanie Rzeki, tak odległego dla łaciatego łba. Porwania skutecznie utemperowały kocura, spychając w kąt jego żywiołowość i życzliwość. Wprawdzie nie zmienił się w zgorzkniałego starca, jednak widać znaczącą różnicę. Nieco mniej się udziela, nieco mniej pierwszy wyciąga pierwszy łapę do pomocy, nieco mniej chce zmieniać świat na lepsze. W końcu ile można poświęcać czasu na innych, kiedy samemu ma się na karku strach przed kolejną tragedią? Oczywiście, jeśli ktoś poprosi, to z mniejszym lub większym entuzjazmem pomoże, nie można się jednak spodziewać, że zrobi to z szerokim uśmiechem na pysku. Zwyczajnie wypustoszał, czując skrawki radości jedynie na myśl o Barwnej Wodzie i rodzicach.
Uśmiechnął się, gdy wojowniczka przyznała mu rację i poruszył delikatnie ogonem. Nic dziwnego, że w Rzece ktoś odziedziczył imię po poprzedniej Gwieździe - był to zasłużony szacunek. Świetlikowy Zagajnik musiała dostąpić niemałego zaszczytu, a w dodatku nie plamiła członu hańbą! Była młoda, ale zdolna. x— W takim razie Czerwona Gwiazda jest twoją ciotką! — zawołał zaskoczony kocur i westchnął w zaskoczeniu. Cóż, to by wyjaśniało, dlaczego Śliwkowa Pestka była świetną wojowniczką - w końcu pochodziła z rodziny jednych z najlepszych przywódców! Kapustka nie miał bladego pojęcia. Proszę bardzo, jakich niespodziewanych rzeczy można się dowiedzieć na treningu. Nawet, jeśli dotyczą pozornie nieistotnego szczegółu życia w klanie. Ale przecież, czy to nie znaczy, że i Barwinek miał w sobie coś z przywódcy? No proszę... Z wyczekiwaniem spojrzał na czarno-białą, mając nadzieję na chociaż strzępek informacji o dawnych terenach. Przecież były tak interesujące, a nic o nich nie wiedział! Do teraz. Przymknął oczy i z rozmarzeniem na twarzy wysłuchiwał opowieści o Srebrnym Pazurze, Wielkiej Wodzie... która nigdy nie marzła! Niesamowite! Uniósł się, drepcząc za wojowniczką i raz za razem wzdychając do historii o zamierzchłych czasach. x— No tak, rzeczywiście... jak się pierwszy raz od dawna wychodzi poza obóz, to można się zapędzić! — miauknął, falując ogonem. Najpierw kurowanie się, a potem wyczerpujące aktywności! — Nie, Śliwkowa Pestko, nie mam pytań. I dobrze!
Mistrz: Kosowa Pieśń
Płeć: kotka
Matka: Kosowa Pieśń
Ojciec: Głogowy Cień
Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
xx— Można tak powiedzieć. N-na pewno jesteśmy w jakimś stopniu rodziną. — potwierdziła koteczka, posyłając w kierunku terminatora delikatny uśmiech. Czerwona Gwiazda przedstawiła koteczce całkiem pokaźne i ubrane w wiele imion drzewo genealogiczne. Za sprawą pytania czarno-białej, ta również dowiedziała się co nie co o rodzinie ze strony Głogowego Cienia, chociaż...niektórych aspektów wolałaby nie znać do dzisiaj. Delikatnie przybliżyło jej to ojca, bowiem znała jakkolwiek imiona jej babci a matki długowłosego kocura, jednak na tym też się to wszystko skończyło. Czy wystarczyło to Śliwce? Jak najbardziej. Przecież Głogowy Cień tak czy siak był jej jakkolwiek bliski. Chociażby przez fakt, że był jej ojcem! Poza tym nie łączyło ich zbyt wiele. Owocówka nie poszłaby do niego po radę, nie prosiła o pomoc w ważnej sprawie ani też nie składowała sekretów w jego pamięci. Od tego miała Kos, jednak ta...teraz bardzo ciężko przezywała utratę córki co gdzieś wewnętrznie gryzło Głogówne. Dlaczego? Kos przekładała śmierć Nurt nad pozostałą przy życiu garstkę kociąt. Fakt, przez moment interesowała się kociętami Świetlik, jednak nic nie zrobiła w kierunku oddalającej się Pąk czy zaginionej Łabądek. Poszła jej szukać? Niestety nie. Jednak Śliwka nawet gdyby mogła, nie wytknęłaby tego matce. Kocha ją i nie chce robić jej niepotrzebnych problemów. W końcu...to ona jest tą bezproblemową i grzeczną, prawda? W każdym razie, Śliwka zarządziła powrót do obozu z czym też Sroka bez wahania się zgodził. Tak samo też na propozycje przerobienia walki za dwa wschody słońca. Tak, aby już na pewno był zdrowy i silny do potyczki! Kiedy też padł komunikat, że kocurek nie miał żadnych pytań, koteczka uśmiechnęła się i przed samym obozem dopiero się odezwała. xx— Zatem do zobaczenia za dwa wschody słońca, Srocza Łapo. S-spotkamy się tym razem nie przy wyjściu a na Kocim Grzbiecie. — zamruczała przyjaźnie i otarła się troskliwie bokiem o jego bok, w ten sposób również się z nim żegnając aby po chwili upewnienia się, że wszedł do obozu odejść na polowanie.
/W takim razie zacznij następny dzień! I lecimy pranie pyszczków >:)
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Trudno oczekiwać po wysokich rodzicach niskiego kociaka, zatem Kapustka, zgodnie ze wszystkimi zasadami taki nie jest. Wysoki, przeciętnej budowy, wychudzony. Pokryty jest białym, krótkim futerkiem (które po pobycie u dwunogów znacznie zmatowiało) z nielicznymi plamami czerni, z czego najbardziej w oczy rzuca się ta największa, ciągnąca się od nasady do samego czubka ogona. Następnie kleksy na obu piętach tylnych nóg i ten na prawym nadgarstku. Potem prawe ucho i pyszczek, zwieńczony mniejszymi łatkami na brwiach, sprawiając, że Sroczka wygląda na wiecznie zmartwionego bądź zdziwionego, oraz pod osmolonym nosem, dając mu mało eleganckiego, nierównego wąsa z bródką. Całość dopełniają złote, okrągłe oczy, obojętnie patrzące na otaczający zmęczonego wojownika świat.
Minęło JESZCZE więcej czasu, od kiedy Sroczy Ogon był terminatorem i spokojnie żył w Klanie Rzeki, tak odległego dla łaciatego łba. Porwania skutecznie utemperowały kocura, spychając w kąt jego żywiołowość i życzliwość. Wprawdzie nie zmienił się w zgorzkniałego starca, jednak widać znaczącą różnicę. Nieco mniej się udziela, nieco mniej pierwszy wyciąga pierwszy łapę do pomocy, nieco mniej chce zmieniać świat na lepsze. W końcu ile można poświęcać czasu na innych, kiedy samemu ma się na karku strach przed kolejną tragedią? Oczywiście, jeśli ktoś poprosi, to z mniejszym lub większym entuzjazmem pomoże, nie można się jednak spodziewać, że zrobi to z szerokim uśmiechem na pysku. Zwyczajnie wypustoszał, czując skrawki radości jedynie na myśl o Barwnej Wodzie i rodzicach.
Pokiwał głową energicznie, gdy Śliwkowa Pestka zapowiedziała nowy trening. I to w dodatku zaczynający się w nowym miejscu - bo przecież zawsze czekali na siebie przy wyjściu z obozu! Dotarcie na Koci Grzbiet nie było jednak dla Kapustki trudne, bo niejednokrotnie chodził tam i z mistrzynią, i z innymi kotami. W dodatku był dość blisko obozu, ot, rzut kamieniem. Zamruczał przyjaźnie, gdy czarno-biała otarła się o bokiem. x— Do zobaczenia, Śliwkowa Pestko! — miauknął pogodnie i podreptał do obozu. Dzisiejsza nauka nie trwała zbyt długo, ani nie była wyczerpująca, więc pewnie zdąży jeszcze pogawędzić ze znajomymi.
__________
Kolejny dzień, kolejna przygoda! Od ich ostatniego treningu wiele się wydarzyło, na przykład taka ceremonia. Czerwona Gwiazda ogłosiła na niej nową terminatorkę medyka w Klanie Wichru - Olchową Łapę, a Sroka zaobserwował Śliwkową Pestkę spoufalającą się z Sokolim Skrzydłem. Tego drugiego nie zamierzał jednak poruszać, a tym bardziej podczas nauki - w końcu o była prywatna sprawa, z kim się zadaje, a on nie był matką wojowniczki. Ciekawość miała swoje granice! Przed wyjściem z obozu łaciaty posilił się w towarzystwie Lisiego Ogona, a następnie grzecznie zabrał się w drogę. Pora nagich drzew powoli dobiegała końca, co było czuć w niemal wiosennych podmuchach wiatru. Jednak skoro przebiegła tak łagodnie, to czy można powiedzieć, że w ogóle przyszła? Może to była wyjątkowo długa pora opadających liści? Nie miało to dla łaciatego terminatora większego znaczenia, w końcu skoro potrafił się rozchorować nawet teraz, to co by było gdyby nadeszły prawdziwe mrozy i zawieje? Nie wyszedłby z Królikarni do końca życia! Po dotarciu na miejsce przygładził liźnięciem futerko na piersi i usiadł, rozglądając się za Śliwką.
Mistrz: Kosowa Pieśń
Płeć: kotka
Matka: Kosowa Pieśń
Ojciec: Głogowy Cień
Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Koteczka była w cudownym nastroju. Nie tylko dlatego, że Czerwona Gwiazda postanowiła obdarować ją jeszcze jednym terminatorem do szkolenia, ale i przez fakt, że...Sokole Skrzydło zgodził się na to aby byli parą! W prawdzie prosił o dyskrecje, a Śliwka przed wszystkimi na ceremonii polizała go w nosek...Jednak gdyby nie to, że to odwzajemnił jak najbardziej czułym liźnięciem po jej czarno-białym pyszczku; nikt nie zwróciłby na to uwagi! I...miała szczerą nadzieje, że tak czy siak nikt nie zwrócił na to uwagi. Mimo to, gołym okiem było widać, że trzecia córka Kosowej Pieśni ma świetny humor. Chodziła z wysoko uniesionym ogonem a jej pyszczek świecił pogodnym uśmiechem nawet jak było ciemno! Czuła jak pewność siebie jej nieco podskoczyła a samo postrzeganie siebie stało się takie...znośniejsze. No skoro Sokół odwzajemnił uścisk i zgodził się być jej para w tajemnicy...Musiała być w jego oczach całkiem ładna! xx— Srocza Łapo! Tutaj! — kocurek mógł usłyszeć za sobą i po uderzeniu serca zza małego pagórka wyłoniła się czarno-biała sylwetka kotki. Była tu nieco wcześniej niż umówiła się z kocurkiem. Dlaczego? Właściwie to kręciła się w okolicy od rana, bowiem została wysłana na patrol i odłączyła się z niego dla polowania. Dlatego też kotka już czekała na przyjście biało-czarnego i proszę! Zawołała go ogonem i kiedy podszedł ponownie dotknęła nosem jego czoła w przyjaznym geście, musząc się nieźle wygimnastykować. Kiedy już się przywitali, kotka odsunęła się i zaprowadziła terminatora wgłąb Kociego Grzbietu gdzie też się zatrzymali i tu; rozpoczną naukę walki! Ostatniego szczebelka jaki też został Kapustce do ukończenia treningu. xx— Mam nadzieje, że się wyspałeś! Dzisiaj jak obiecałam, n-nauczę cię walki. Wiesz coś o niej?
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Trudno oczekiwać po wysokich rodzicach niskiego kociaka, zatem Kapustka, zgodnie ze wszystkimi zasadami taki nie jest. Wysoki, przeciętnej budowy, wychudzony. Pokryty jest białym, krótkim futerkiem (które po pobycie u dwunogów znacznie zmatowiało) z nielicznymi plamami czerni, z czego najbardziej w oczy rzuca się ta największa, ciągnąca się od nasady do samego czubka ogona. Następnie kleksy na obu piętach tylnych nóg i ten na prawym nadgarstku. Potem prawe ucho i pyszczek, zwieńczony mniejszymi łatkami na brwiach, sprawiając, że Sroczka wygląda na wiecznie zmartwionego bądź zdziwionego, oraz pod osmolonym nosem, dając mu mało eleganckiego, nierównego wąsa z bródką. Całość dopełniają złote, okrągłe oczy, obojętnie patrzące na otaczający zmęczonego wojownika świat.
Minęło JESZCZE więcej czasu, od kiedy Sroczy Ogon był terminatorem i spokojnie żył w Klanie Rzeki, tak odległego dla łaciatego łba. Porwania skutecznie utemperowały kocura, spychając w kąt jego żywiołowość i życzliwość. Wprawdzie nie zmienił się w zgorzkniałego starca, jednak widać znaczącą różnicę. Nieco mniej się udziela, nieco mniej pierwszy wyciąga pierwszy łapę do pomocy, nieco mniej chce zmieniać świat na lepsze. W końcu ile można poświęcać czasu na innych, kiedy samemu ma się na karku strach przed kolejną tragedią? Oczywiście, jeśli ktoś poprosi, to z mniejszym lub większym entuzjazmem pomoże, nie można się jednak spodziewać, że zrobi to z szerokim uśmiechem na pysku. Zwyczajnie wypustoszał, czując skrawki radości jedynie na myśl o Barwnej Wodzie i rodzicach.
Usłyszawszy głos, drgnął i odkręcił się, szukając jego źródła. Jest, nigdzie nie uciekła, ani się nie spóźniła! I bardzo dobrze, bo siedzenie w samotności nie brzmiało jak dobra rozrywka. Wstał i truchtem dołączył do wojowniczki, pochylając się, by mogli się przywitać. No, no, jak tak dalej pójdzie, to on będzie musiał zacząć dotykać Śliwkową Pestkę nosem w czoło. Pytanie tylko, czy tak wypadało? Jak już będzie wojownikiem, to chyba nie będzie to problem? Z drugiej strony, to Śliwkowa Pestka go uczyła, a nie na odwrót! Z uniesionym ogonem podreptał za czarno-białą i westchnął. Uczyła, a niedługo przestanie. Jak ten czas szybko leci, niedawno jeszcze był kociakiem i smarkał w lecznicy. A teraz? Przerósł Głogównę, prawie skończył naukę. Rodzice mieli racje, niedługo zacznie przyprowadzać sobie... no, kogoś z pewnością. x— Wyspałem się, jak nic, Śliwkowa Pestko! — miauknął wesoło, strzygąc uchem. Czy wiedział coś o walce? Zastanowił się chwilę nad zadanym pytaniem, mrużąc oczy. No, cóż... tyle, co powiedzieli mu rodzice i znajomi. Same ogólniki. — Trzeba uderzać w słabe punkty przeciwnika. Cały pysk, brzuch, ogon... ważne jest wykorzystywanie swoich mocnych stron. I... to tyle, co wiem — przyznał, wypuszczając z płuc powietrze. Jeszcze chwilę przed wschodem słońca było tak zimno, że ciepło zmieniało się w białe kłęby, a teraz? Upał, prawie pora zielonych liści!
Mistrz: Kosowa Pieśń
Płeć: kotka
Matka: Kosowa Pieśń
Ojciec: Głogowy Cień
Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Uśmiechnęła się pogodnie na słowa o tym, że jej podopieczny wyspał się jak nigdy! Cieszyła się, bowiem to oznaczało, że będzie jak najbardziej sprawny przy dzisiejszej nauce walki! Sama Śliwka walki nie lubiła i pamiętała, jak Kosowa Pieśń pewnego dnia oznajmiła jej, że będzie się jej uczyła u boku kuzyna - Trującej Łapy, teraz już wojownika. Brązowy kocurek wydał jej się naprawdę przyjazny i...Chyba wypadałoby od czasu do czasu zamienić z nim parę słów? Całkiem ambitny pomysł, aż ją ciekawiło kiedy to uda jej się go zrealizować w satysfakcjonujący dla niej sposób. Uniosła ogon wyżej i promieniejąc zaprowadziła kocurka w odpowiednie miejsce które już zdążyła wybadać, znajdujące się na Kocim Grzbiecie. Kiedy tez tam dotarli i padło pytanie o walkę jak i odpowiedź, poruszyła uszami i skinęła krągłym łebkiem. xx— Tak, dobrze zacząłeś! — pochwaliła pogodnie i poruszyła wibrysami, po chwili dodając. — Uderzanie w nos, uszy, oczy czy własnie ogon, może służyć do lekkiego ogłuszenia bądź n-nastraszenia przeciwnika. Rany na uszach czy nosie podobno okropnie bolą. Jak chodzi o brzuch, to jest on bardzo delikatny. Tak jak i gardło! Rany w tych miejscach mogą być nawet śmiertelne. Dlatego należy je chronić, ale o tym później. — zapewniła i owinęła ogon ciaśniej wokół łap, robiąc chwile przerwy, aby kocurkowi mogło się wszystko ładnie poukładać w łebku. Chciała, aby zapamiętał to na długo! W końcu chciała, aby został jak najlepszym wojownikiem i kto wie, może nawet sam dostał jakiegoś terminatora? Śliwkowej Pestce w młodym wieku się tak poszczęściło, więc czemu nie Kapustce? xx— Co do słabych i mocnych stron, zgodzę się z tobą. Jak kot jest szybki i zwinny, powinien stawiać bardziej na uniki i doskoki niż ataki siłowe. —no na przykład ja. Dodała cicho w myślach i nabrała głębszy wdech, bo czekał ją kolejny, długi wywód. — Pozycja do walki to...łeb nisko aby chronić gardło, lekko ugięte łapy w delikatnym rozkroku, uszy położone przy czaszce. W takiej pozycji łatwiej zachować równowagę, wiesz? A...jak z-zostaniesz powalony na plecy i odsłonisz brzuch, dociskasz brodę do klatki piersiowej i kopiesz przeciwnika z całej siły w brzuch. W-warto korzystać również z otoczenia. Sypnąć przeciwnikowi piaskiem w oczy, woda, błotem...Oślepić go słońcem i tym podobne. — i...to był koniec! Wtedy też, czarno biała podniosła się szybko na równe łapy i przyjęła pozycje; łapy ugięte w lekkim rozkroku, łeb nisko z uszami płasko przylegającymi do czaszki. Uśmiechnęła się w kierunku kocurka i dała ogonem sygnał, aby zaatakował jak poczułby się już na siłach - chyba! Chyba, że miałby jeszcze jakieś pytania, wtedy przed rozpoczęciem walki, Śliwkowa Pestka udzieliła mu na nie odpowiedzi, a później oczekiwała na atak.
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Trudno oczekiwać po wysokich rodzicach niskiego kociaka, zatem Kapustka, zgodnie ze wszystkimi zasadami taki nie jest. Wysoki, przeciętnej budowy, wychudzony. Pokryty jest białym, krótkim futerkiem (które po pobycie u dwunogów znacznie zmatowiało) z nielicznymi plamami czerni, z czego najbardziej w oczy rzuca się ta największa, ciągnąca się od nasady do samego czubka ogona. Następnie kleksy na obu piętach tylnych nóg i ten na prawym nadgarstku. Potem prawe ucho i pyszczek, zwieńczony mniejszymi łatkami na brwiach, sprawiając, że Sroczka wygląda na wiecznie zmartwionego bądź zdziwionego, oraz pod osmolonym nosem, dając mu mało eleganckiego, nierównego wąsa z bródką. Całość dopełniają złote, okrągłe oczy, obojętnie patrzące na otaczający zmęczonego wojownika świat.
Minęło JESZCZE więcej czasu, od kiedy Sroczy Ogon był terminatorem i spokojnie żył w Klanie Rzeki, tak odległego dla łaciatego łba. Porwania skutecznie utemperowały kocura, spychając w kąt jego żywiołowość i życzliwość. Wprawdzie nie zmienił się w zgorzkniałego starca, jednak widać znaczącą różnicę. Nieco mniej się udziela, nieco mniej pierwszy wyciąga pierwszy łapę do pomocy, nieco mniej chce zmieniać świat na lepsze. W końcu ile można poświęcać czasu na innych, kiedy samemu ma się na karku strach przed kolejną tragedią? Oczywiście, jeśli ktoś poprosi, to z mniejszym lub większym entuzjazmem pomoże, nie można się jednak spodziewać, że zrobi to z szerokim uśmiechem na pysku. Zwyczajnie wypustoszał, czując skrawki radości jedynie na myśl o Barwnej Wodzie i rodzicach.
Brzuch był delikatny? Oh, o tym Sroka dowiedział się już jakiś czas temu, gdy Czereśnia zdecydowała się na niego zwalić całym ciężarem, pikując jak drapieżny ptak, by upolować swoją zwierzynę. Wprawdzie był od niej wtedy sporo większy i prędzej on mógłby ją upolować, jednak ból wbijanych z całej siły kocięcych łapek zagnieździł się w pamięci łaciatego, jak Gwiezdni na Srebrnej Skórce. Bał się rzeczywistości, w której szylkretowe dziecko Świetlik zbacza z toru i miażdży mu tchawicę, a potem dusi gęstym futerkiem. Bał się jak niczego. Podczas, gdy Śliwkowa Pestka mówiła o mocnych i słabych stronach, Kapustka sam zastanowił się nad własnymi atutami. Był raczej... przeciętny, chociaż zapowiadał się na zwinnego i prędkiego, niż Goliata z siłą mogącą powalić rysia. Jego mentorka również nie wyglądała na jeden z czołgów. Czekała ich prawie wyrównana walka - prawie, bo jedno z nich potrafiło walczyć i zdecydowanie nie był to syn Lisiego Ogona. x— Sprytne — skomentował radę o wykorzystywaniu otoczenia i poruszył końcówką ogona. Ale czy honorowe? Z drugiej strony, jeśli walczy się o życie, to honor nie gra zbyt dużej roli, ZWŁASZCZA, jeśli przeciwnik ewidentnie go nie posiada. Powtórzył ruchy Głogówny, stając w rozkroku na ugiętych łapach, obniżając głowę i przyklejając uszy do czaszki. Pozycja różniła się od tej łowieckiej, w której najważniejsze było wyczuwanie otoczenia. W końcu trudno byłoby cokolwiek usłyszeć gdy uszy przylegają do łba! Na znak wojowniczki wypuścił powietrze z płuc, jednak nie zaatakował. Przecież ważny jest element zaskoczenia! Jeśli pójdzie na granicę z Klanem Gromu i trafi się jakiś mysi móżdżek, to nie będzie go ostrzegał przed szarżą, prawda? Po chwili wybił się na tylnych łapach i celując między uszy Śliwkowej Pestki zamachnął się w nią.
Mistrz: Kosowa Pieśń
Płeć: kotka
Matka: Kosowa Pieśń
Ojciec: Głogowy Cień
Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Kotka uśmiechnęła się pod nosem i oczekiwała na pierwszy ruch swojego terminatora po długim omawianiu teorii ostatniej do przerobienia, obowiązkowej rzeczy w treningu pstrokatego terminatora. Kiedy to ustawił się w odpowiedniej pozycji i stał przez chwile w bezruchu, czarno-białej nieznacznie drgnęło ucho i kiedy miała pytać; czy wszystko dobrze...Kocurek wyskoczył! Źrenice starszej wojowniczki nieco się zmniejszyły i również wybiła się w jego kierunku w podobnym zamiarze co terminator. Chciała uderzyć łapą w głowę syna Lisiego Ogona. Delikatnie bo delikatnie, ale...Chciała, aby to poczuł.
Atak Sroczej Łapy: Nieudany! (0%)
Atak Śliwkowej Pestki: Udany! (100%)
Niestety atak Sroczej Łapy nie powiódł się tak jak sobie to zaplanował. Wybił się słabo i zamiast musnąć łapą swoją mistrzynię między uszami, ledwo musnął powietrze! Co za tym idzie? Jego atak w ogóle się nie udał. Więcej szczęścia miała za to Śliwkowa Pestka, której to bez problemu udało się do kocurka doskoczyć i pomimo faktu, że był od niej większy; uderzyć go w głowę. Nie był to silny cios, ale bez dwóch zdań udany. Pomiędzy Sroczą Łapą a jego mistrzynią był ledwo kawałek miejsca, stali naprzeciwko siebie.
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l