W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
I Rabarbar ruszył. Wysoka zdołała go jeszcze powiadomić, że w razie czego, to będzie w pobliżu, po czym odczekała chwilę, nim ruszyła za nim. Za to rudy kocurek nie starał się za bardzo, rozmowa na pewno przepłoszyła praktycznie wszystko, co żyło z okolicy. Jednak czy aby na pewno? Wróbelek, który wylądował na gałązce krzaka nie wyglądał na zaniepokojonego, głównie dlatego, że raczej tej rozmowy nie słyszał. Rozglądał się jednak uważnie, zachowując czujność i pewno nie da się tak łatwo podejść.
Księżyce: 151
Mistrz: W-W-Wysoka Fala
Płeć: kocur
Matka: Owocowa Gałązka
Ojciec: Łopianowy Korzeń
Partner: F
Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Księżyce: 151
Mistrz: W-W-Wysoka Fala
Płeć: kocur
Matka: Owocowa Gałązka
Ojciec: Łopianowy Korzeń
Partner: F
Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Jego umaszczenie nie zmieniło się nic a nic - wciąż rudy, z białą plamą na gardle. Długowłose futro jednocześnie jest wadą i zaletą - ze swoimi gabarytami wydaje się jeszcze grubszy, ale z drugiej strony jego wymiary... robią wrażenie. Do tego stopnia, że większości kocurom nie przychodzi do głowy, żeby się z nim bić. Jego klasyczne pręgi, miejscami poprzecinane przez blizny, są ciemniejsze i praktycznie nie odróżniają się od reszty futra, o ile ktoś nie przyjrzy mu się z bliska. Wokół jego noska jest biała pręga, a na samym nosie wciąż widnieją jego młodzieńcze plamki. Jego uszy, dosyć średniej wielkości, nie są już symetryczne - lewe ucho jest dosyć potargane i zdeformowane przez atak z nieporozumienia, a przy białej prędze na szyi biegnie długa, dumna blizna. Jego łapy, dosyć masywne przez uzbierane doświadczenie, oprócz zadrapań i blizn maja niezmiennie swoje słodkie, białe skarpetki.
Jeśli myślisz, że jesteś w stanie się ukryć przed wszystkimi i zaznać trochę prywatności, to jesteś w błędzie! Albowiem Rabarbar, szpieg nad szpiegi, ciekawski i wściubiający nos, ba! cały pyszczek w cudze sprawy, jest zawsze tutaj, by cię nakryć i… rzucić jakąś kąśliwą uwagę, bo cóż, Barbar ma tupet. Niewyparzony jęzor, który mieli i mieli na okrągło słowa potrafią przyprawić o ból głowy. Co oczywiście nie oznacza że jest głupi – no może trochę jest, ale nie na tyle, by nie ukazywać respektu osobom, które na to zasługują (w jego oczach!) i nie uczyć się od starszych, po to by ich w końcu prześcignąć! Może i niektórym się wydaje, że jego (nieznaczne!) osłabienie w początkowych księżycach sprawiło, że jest w tyle w porównaniu do rodzeństwa, lecz nic bardziej mylnego! Barbar prześcignie wszystkich i jeszcze zdetronizuje tę starą prukwę siedzącą na tronie Klanu Rzeki!
Rabarbar zobaczył ptaszora. Co to był za ptak? A na co mu to wiedzieć, ważne, że lata, że żyje, że jest w zasięgu i że można go zjeść. Nie może dać się pokonać jakiemuś tam wróbelkowi, prawda? Prawda?
Rabarbar przypomniał sobie wszystko, co mówiła jeszcze przed chwilą Wysoka Fala i przestał oddychać. Nie chciał, by odgłos oddechu przepłoszył zwierzątko, to byłaby druzgocąca porażka! Nie spuszczał go z oka, ugiął łapy, upewnił się, że ani jego ogon, ani brzuch nie szura po podłożu, co też mogłoby przepłoszyć zwierzynę i utrudnić mu złapanie. Wstrzymał oddech i nie wydobywał z siebie żadnego dźwięku, próbował również wyczuć, w którą stronę wieje wiatr - i zaczął skradać się, wyrównując głowę i ogon. Starał się pozostać niezauważonym i nieruchomiał za każdym razem, gdy tylko spojrzało w stronę kocura. W końcu, gdy był odpowiednio blisko, skoczył, wysuwając pazury, próbując upolować małe zwierzątko.
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Całkowite zaprzestanie oddychania nie było dobrym wyborem. Pomimo że nie wydawał z siebie absolutnie żadnego dźwięku, tak jego łapy już tak - nieostrożność i zbytnie skupienie się na zwierzynie sprawiły, że rudy kocur nadepnął na suchą gałązkę, która wydała z siebie głośny trzask rozchodzący się po okolicy, na co wróbel zareagował momentalnie - odleciał tak szybko, jak przyleciał, wydając z siebie ostrzegawczy krzyk, który spowodował, że reszta jego stadka również wzniosła się w powietrze. Dodatkowo Rabarbar nie poczynił niczego, co mogłoby skorektować podejście pod wiatr - wiał w jego bok nieco od tyłu, co zapewne mogło spłoszyć część zwierzyny i pewno na nic ciekawego by nie natrafił, gdyby kontynuował poruszanie się w tamtym kierunku.
Księżyce: 151
Mistrz: W-W-Wysoka Fala
Płeć: kocur
Matka: Owocowa Gałązka
Ojciec: Łopianowy Korzeń
Partner: F
Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Księżyce: 151
Mistrz: W-W-Wysoka Fala
Płeć: kocur
Matka: Owocowa Gałązka
Ojciec: Łopianowy Korzeń
Partner: F
Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Jego umaszczenie nie zmieniło się nic a nic - wciąż rudy, z białą plamą na gardle. Długowłose futro jednocześnie jest wadą i zaletą - ze swoimi gabarytami wydaje się jeszcze grubszy, ale z drugiej strony jego wymiary... robią wrażenie. Do tego stopnia, że większości kocurom nie przychodzi do głowy, żeby się z nim bić. Jego klasyczne pręgi, miejscami poprzecinane przez blizny, są ciemniejsze i praktycznie nie odróżniają się od reszty futra, o ile ktoś nie przyjrzy mu się z bliska. Wokół jego noska jest biała pręga, a na samym nosie wciąż widnieją jego młodzieńcze plamki. Jego uszy, dosyć średniej wielkości, nie są już symetryczne - lewe ucho jest dosyć potargane i zdeformowane przez atak z nieporozumienia, a przy białej prędze na szyi biegnie długa, dumna blizna. Jego łapy, dosyć masywne przez uzbierane doświadczenie, oprócz zadrapań i blizn maja niezmiennie swoje słodkie, białe skarpetki.
Jeśli myślisz, że jesteś w stanie się ukryć przed wszystkimi i zaznać trochę prywatności, to jesteś w błędzie! Albowiem Rabarbar, szpieg nad szpiegi, ciekawski i wściubiający nos, ba! cały pyszczek w cudze sprawy, jest zawsze tutaj, by cię nakryć i… rzucić jakąś kąśliwą uwagę, bo cóż, Barbar ma tupet. Niewyparzony jęzor, który mieli i mieli na okrągło słowa potrafią przyprawić o ból głowy. Co oczywiście nie oznacza że jest głupi – no może trochę jest, ale nie na tyle, by nie ukazywać respektu osobom, które na to zasługują (w jego oczach!) i nie uczyć się od starszych, po to by ich w końcu prześcignąć! Może i niektórym się wydaje, że jego (nieznaczne!) osłabienie w początkowych księżycach sprawiło, że jest w tyle w porównaniu do rodzeństwa, lecz nic bardziej mylnego! Barbar prześcignie wszystkich i jeszcze zdetronizuje tę starą prukwę siedzącą na tronie Klanu Rzeki!
Rabarbar wykrzywił się, wraz z dźwiękiem wydanym przez jego łapę, po czym naburmuszony wydął wargi, obserwując odlatującego ptaka. Jeszcze głupek krzyknął ostrzegawczo! Co za ciołek! Rabarbar miał ochotę powykrzykiwać coś w jego stronę, ale właściwie nic by to nie dało.
Za to postanowił szukać dalej - skoro ptak wydał ostrzegawczy znak, to znaczy, że w większości ptaki już się spakowały i wyniosły, ostrzeżone przez rudym kocurem. A niech to! To trudniejsze, niż myślał.
Skupił swoje zmysły i znów zaczął szukać, mając nadzieję, że Gwiezdni tym razem ześlą mu coś mniej czułego na jego stąpanie - głuchą mysz albo ślepego ptaka. Chociaż w tym przypadku, jeśli Rabarbar chciał coś upolować, zwierzyna musiałaby poruszać się na wózku inwalidzkim.
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Ptaka w okolicy żadnego nie spotkał. Nawet śpiew ptaszków pobrzmiewający gdzieś w tle ucichł, gdy przepłoszony wróbel zerwał do lotu całą swoja gromadę. Jednak za to zwierzyna lądowa zaczęła powoli wychodzić. Z jednego z drzew zeszła jeszcze zaspana wiewiórka, która szybko się rozejrzała po okolicy, po czym zaczęła szukać swojego pierwszego, wiosennego posiłku.
Księżyce: 151
Mistrz: W-W-Wysoka Fala
Płeć: kocur
Matka: Owocowa Gałązka
Ojciec: Łopianowy Korzeń
Partner: F
Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Księżyce: 151
Mistrz: W-W-Wysoka Fala
Płeć: kocur
Matka: Owocowa Gałązka
Ojciec: Łopianowy Korzeń
Partner: F
Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Jego umaszczenie nie zmieniło się nic a nic - wciąż rudy, z białą plamą na gardle. Długowłose futro jednocześnie jest wadą i zaletą - ze swoimi gabarytami wydaje się jeszcze grubszy, ale z drugiej strony jego wymiary... robią wrażenie. Do tego stopnia, że większości kocurom nie przychodzi do głowy, żeby się z nim bić. Jego klasyczne pręgi, miejscami poprzecinane przez blizny, są ciemniejsze i praktycznie nie odróżniają się od reszty futra, o ile ktoś nie przyjrzy mu się z bliska. Wokół jego noska jest biała pręga, a na samym nosie wciąż widnieją jego młodzieńcze plamki. Jego uszy, dosyć średniej wielkości, nie są już symetryczne - lewe ucho jest dosyć potargane i zdeformowane przez atak z nieporozumienia, a przy białej prędze na szyi biegnie długa, dumna blizna. Jego łapy, dosyć masywne przez uzbierane doświadczenie, oprócz zadrapań i blizn maja niezmiennie swoje słodkie, białe skarpetki.
Jeśli myślisz, że jesteś w stanie się ukryć przed wszystkimi i zaznać trochę prywatności, to jesteś w błędzie! Albowiem Rabarbar, szpieg nad szpiegi, ciekawski i wściubiający nos, ba! cały pyszczek w cudze sprawy, jest zawsze tutaj, by cię nakryć i… rzucić jakąś kąśliwą uwagę, bo cóż, Barbar ma tupet. Niewyparzony jęzor, który mieli i mieli na okrągło słowa potrafią przyprawić o ból głowy. Co oczywiście nie oznacza że jest głupi – no może trochę jest, ale nie na tyle, by nie ukazywać respektu osobom, które na to zasługują (w jego oczach!) i nie uczyć się od starszych, po to by ich w końcu prześcignąć! Może i niektórym się wydaje, że jego (nieznaczne!) osłabienie w początkowych księżycach sprawiło, że jest w tyle w porównaniu do rodzeństwa, lecz nic bardziej mylnego! Barbar prześcignie wszystkich i jeszcze zdetronizuje tę starą prukwę siedzącą na tronie Klanu Rzeki!
Naburmuszony, nie poddawał się - jeszcze nie! Przecież tak długo czekał na ten dzień, nie da plamy na jakimś głupim polowaniu! Jest dziesięć razy większy od swojej zwierzyny, więc czysto technicznie powinien być już dawno na wygranej pozycji, z ptaszorem w pysku, zakopując go gdzieś po drodze, hurr durr! Zmrużył oczy i rozglądał się, aż w końcu... Tak! Wiewiórka? Da radę! Zjeść da się zjeść, nie licząc tego ogona, pfe! No ale, najpierw trzeba ją upolować.
Skupił się - tym razem starał się nie powielić swoich błędów i rozpoczął skradanie, przybierając pozycję łowiecką - ugiął łapy i uważał, znowu, na swój ogon i brzuch, by nie szurały po ziemi. Zrównał łeb i ogon, nie spuszczając swojej ofiary z oczu, starając się zachować jak największą ciszę, uważając, gdzie kładzie łapy. Oprócz tego zwrócił też uwagę na wiatr i starał się podejść do zwierzyny pod wiatr - by nie zaniósł jego zapachu. Jest to wiewiórka, dlatego Ababa przeniósł ciężar na tylne łapy i gdy był dostatecznie blisko, skoczył na zwierzynę z pazurami, z zamiarem szybkiego mordu.
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Rabarbar bezszelestnie zaczął podchodzić do zwierzyny, uważając na wszystkie zasady polowanie, jakie tylko znał. Czy uda mu się pochwycić zaspane, rude stworzenie, które nawet nie zauważyło jego obecności? Prawdopodobnie gdyby ją spłoszył, uciekłaby prędko na drzewo, przeganiając przy tym resztki snu, jednak terminator niczym się nie zdradził. Powoli podkradł się do rudego stworzenia, by odbić się od ziemi w odpowiedniej odległości i prędko uśmiercił gryzonia, który nawet nie zdołał pisnąć, będąc w szoku, że coś go mogło zaatakować podczas bezpiecznego spaceru. Cóż, takie życie, prawda?
Wysoka Fala obserwowała starania kocura, dlatego też po tym, jak pochwycił zwierzynę, wyszła z ukrycia z delikatnym uśmiechem na mordce, zadowolona, że jej terminator upolował pierwszą swoją ofiarę. Od dzisiaj będzie musiał pracować dla klanu, by złapać tyle zwierzyny, ile starczy w celu wyżywienia klanu.
- B-Bardzo dobrze, R-Rabarbarowa Ł-Łapo... Ś-Świetnie sobie poradziłeś j-jak na p-pierwsze p-polowanie. S-Spróbujesz u-upolować t-też co innego? - zadała pytanie przyciszonym głosem, by nie spłoszyć większości zwierzyny z jednego z najbardziej obfitych w zwierzynę terenów, przekrzywiając delikatnie głowę. Miała nadzieję, że syn Owocowej Gałązki się zgodzi, bo i tak musiał upolować trochę więcej zwierzyny, by Wysoka uznała, że opanował umiejętność i dobrze ją sobie przyswoił.
Księżyce: 151
Mistrz: W-W-Wysoka Fala
Płeć: kocur
Matka: Owocowa Gałązka
Ojciec: Łopianowy Korzeń
Partner: F
Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Księżyce: 151
Mistrz: W-W-Wysoka Fala
Płeć: kocur
Matka: Owocowa Gałązka
Ojciec: Łopianowy Korzeń
Partner: F
Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Jego umaszczenie nie zmieniło się nic a nic - wciąż rudy, z białą plamą na gardle. Długowłose futro jednocześnie jest wadą i zaletą - ze swoimi gabarytami wydaje się jeszcze grubszy, ale z drugiej strony jego wymiary... robią wrażenie. Do tego stopnia, że większości kocurom nie przychodzi do głowy, żeby się z nim bić. Jego klasyczne pręgi, miejscami poprzecinane przez blizny, są ciemniejsze i praktycznie nie odróżniają się od reszty futra, o ile ktoś nie przyjrzy mu się z bliska. Wokół jego noska jest biała pręga, a na samym nosie wciąż widnieją jego młodzieńcze plamki. Jego uszy, dosyć średniej wielkości, nie są już symetryczne - lewe ucho jest dosyć potargane i zdeformowane przez atak z nieporozumienia, a przy białej prędze na szyi biegnie długa, dumna blizna. Jego łapy, dosyć masywne przez uzbierane doświadczenie, oprócz zadrapań i blizn maja niezmiennie swoje słodkie, białe skarpetki.
Jeśli myślisz, że jesteś w stanie się ukryć przed wszystkimi i zaznać trochę prywatności, to jesteś w błędzie! Albowiem Rabarbar, szpieg nad szpiegi, ciekawski i wściubiający nos, ba! cały pyszczek w cudze sprawy, jest zawsze tutaj, by cię nakryć i… rzucić jakąś kąśliwą uwagę, bo cóż, Barbar ma tupet. Niewyparzony jęzor, który mieli i mieli na okrągło słowa potrafią przyprawić o ból głowy. Co oczywiście nie oznacza że jest głupi – no może trochę jest, ale nie na tyle, by nie ukazywać respektu osobom, które na to zasługują (w jego oczach!) i nie uczyć się od starszych, po to by ich w końcu prześcignąć! Może i niektórym się wydaje, że jego (nieznaczne!) osłabienie w początkowych księżycach sprawiło, że jest w tyle w porównaniu do rodzeństwa, lecz nic bardziej mylnego! Barbar prześcignie wszystkich i jeszcze zdetronizuje tę starą prukwę siedzącą na tronie Klanu Rzeki!
Wyszczerzył zęby, widząc, że to zadziałało. Idealnie. Jednak jest urodzonym łowcą, ha! Kiedy usłyszał szelest, odwrócił się, i uśmiechnął szerzej, słysząc jej komplementy. Miał nadzieję, że przespała moment polowania na wcześniejszą zwierzynę. Miał ochotę głośno jej odpowiedzieć, rozpierany dumą i podekscytowaniem, lecz załapał, dlaczego szepcze - no tak, wszystko może spłoszyć. Dlatego tylko pokiwał łebkiem z uśmiechem i zabrał się za węszenie. Może znowu coś mu się trafi? Może coś tłuściutkiego i smacznego? Ha, dobrze żeby nie było to byle co, najchętniej upolowałby dzika i pokazał Przepiórce. To raczej wywarło by na niej wrażenie, nie?
Szedł powoli do przodu, węsząc i patrząc uważnie, czy coś znowu się nie nawinie pod pazur.
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Rabarbar ruszył więc dalej. I być może teraz ma szansę upolować większą zwierzynę, bo tuż przed jego nosem, może w odległości dwóch lisów od niego, wylądował dość spory ptak. Tułów miał jasnoszary, a głowę, część skrzydeł i ogon - czarne. Wrona rozejrzała się uważnie, nim przystąpiła do przeszukiwania podszycia swoim dużym dziobem, którym pewno mogłaby wyrządzić drobną krzywdę, gdyby tylko zechciała. Była sama, bez zbędnego towarzystwa, chociaż to nie oznaczało, że rudy nie musiał się pilnować.
Księżyce: 151
Mistrz: W-W-Wysoka Fala
Płeć: kocur
Matka: Owocowa Gałązka
Ojciec: Łopianowy Korzeń
Partner: F
Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Księżyce: 151
Mistrz: W-W-Wysoka Fala
Płeć: kocur
Matka: Owocowa Gałązka
Ojciec: Łopianowy Korzeń
Partner: F
Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Jego umaszczenie nie zmieniło się nic a nic - wciąż rudy, z białą plamą na gardle. Długowłose futro jednocześnie jest wadą i zaletą - ze swoimi gabarytami wydaje się jeszcze grubszy, ale z drugiej strony jego wymiary... robią wrażenie. Do tego stopnia, że większości kocurom nie przychodzi do głowy, żeby się z nim bić. Jego klasyczne pręgi, miejscami poprzecinane przez blizny, są ciemniejsze i praktycznie nie odróżniają się od reszty futra, o ile ktoś nie przyjrzy mu się z bliska. Wokół jego noska jest biała pręga, a na samym nosie wciąż widnieją jego młodzieńcze plamki. Jego uszy, dosyć średniej wielkości, nie są już symetryczne - lewe ucho jest dosyć potargane i zdeformowane przez atak z nieporozumienia, a przy białej prędze na szyi biegnie długa, dumna blizna. Jego łapy, dosyć masywne przez uzbierane doświadczenie, oprócz zadrapań i blizn maja niezmiennie swoje słodkie, białe skarpetki.
Jeśli myślisz, że jesteś w stanie się ukryć przed wszystkimi i zaznać trochę prywatności, to jesteś w błędzie! Albowiem Rabarbar, szpieg nad szpiegi, ciekawski i wściubiający nos, ba! cały pyszczek w cudze sprawy, jest zawsze tutaj, by cię nakryć i… rzucić jakąś kąśliwą uwagę, bo cóż, Barbar ma tupet. Niewyparzony jęzor, który mieli i mieli na okrągło słowa potrafią przyprawić o ból głowy. Co oczywiście nie oznacza że jest głupi – no może trochę jest, ale nie na tyle, by nie ukazywać respektu osobom, które na to zasługują (w jego oczach!) i nie uczyć się od starszych, po to by ich w końcu prześcignąć! Może i niektórym się wydaje, że jego (nieznaczne!) osłabienie w początkowych księżycach sprawiło, że jest w tyle w porównaniu do rodzeństwa, lecz nic bardziej mylnego! Barbar prześcignie wszystkich i jeszcze zdetronizuje tę starą prukwę siedzącą na tronie Klanu Rzeki!
Ptak. Ababa zmrużył oczy. Tak, miał pewne niewyrównane rachunki z tym gatunkiem. Tym razem nie zamierza się poddać - właściwie, on nigdy się nie poddaje! Ale choćby mu miały skrzydła wyrosnąć, by dogonić tego ptaszora, upoluje go! Przed chwilą mu się udało - teraz też musi!
Zaczął się skradać - ugiął łapy, zwrócił uwagę na ogon i brzuch - który na szczęście jeszcze nie szurał po podłożu, jeszcze tyle nie przytył. Wyrównał łeb i ogon, obserwując czujnie zwierzynę i zważając na swoje kroki - nie mógł dopuści do spłoszenia jej. Dlatego bardzo ostrożnie szedł i za każdym razem, gdy ptak miał popatrzyć w jego stronę, nieruchomiał, mając wrażenie, że samo serce przystaje na moment. Starał się być niewidocznym dla niego, chowając się za kępkami traw i idąc bardzo ostrożnie. Wybrał również odpowiednią trasę - aby wiatr nie zaniósł jego zapachu do ptaka, po raz kolejny rujnując jego podejście. Gdy już był dostatecznie blisko, odbił się mocno tylnymi łapami i skoczył w stronę ptaka z wysuniętymi już pazurami, celując prosto w jego skrzydła.
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Rachunki zostały wyrównane. Wrona nie dostrzegła na czas drapieżnika, który się do niej skradał, a gdy rudy kocur już wyskoczył z zarośli, zdążyła jedynie krzyknąć po swoim języku, prostując skrzydła i chcąc odlecieć, jednak Rabarbar był szybszy i przygniótł ptaka do ziemi. Zwierzę strasznie się miotał, próbując uwolnić się z uścisku pazurów, które czuł na swoich skrzydłach, a dziobem nie mógł dosięgnąć swojego oprawcy, głównie z powodu przymusowego przytulenia się brzuchem do podłoża.
Księżyce: 151
Mistrz: W-W-Wysoka Fala
Płeć: kocur
Matka: Owocowa Gałązka
Ojciec: Łopianowy Korzeń
Partner: F
Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Księżyce: 151
Mistrz: W-W-Wysoka Fala
Płeć: kocur
Matka: Owocowa Gałązka
Ojciec: Łopianowy Korzeń
Partner: F
Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Jego umaszczenie nie zmieniło się nic a nic - wciąż rudy, z białą plamą na gardle. Długowłose futro jednocześnie jest wadą i zaletą - ze swoimi gabarytami wydaje się jeszcze grubszy, ale z drugiej strony jego wymiary... robią wrażenie. Do tego stopnia, że większości kocurom nie przychodzi do głowy, żeby się z nim bić. Jego klasyczne pręgi, miejscami poprzecinane przez blizny, są ciemniejsze i praktycznie nie odróżniają się od reszty futra, o ile ktoś nie przyjrzy mu się z bliska. Wokół jego noska jest biała pręga, a na samym nosie wciąż widnieją jego młodzieńcze plamki. Jego uszy, dosyć średniej wielkości, nie są już symetryczne - lewe ucho jest dosyć potargane i zdeformowane przez atak z nieporozumienia, a przy białej prędze na szyi biegnie długa, dumna blizna. Jego łapy, dosyć masywne przez uzbierane doświadczenie, oprócz zadrapań i blizn maja niezmiennie swoje słodkie, białe skarpetki.
Jeśli myślisz, że jesteś w stanie się ukryć przed wszystkimi i zaznać trochę prywatności, to jesteś w błędzie! Albowiem Rabarbar, szpieg nad szpiegi, ciekawski i wściubiający nos, ba! cały pyszczek w cudze sprawy, jest zawsze tutaj, by cię nakryć i… rzucić jakąś kąśliwą uwagę, bo cóż, Barbar ma tupet. Niewyparzony jęzor, który mieli i mieli na okrągło słowa potrafią przyprawić o ból głowy. Co oczywiście nie oznacza że jest głupi – no może trochę jest, ale nie na tyle, by nie ukazywać respektu osobom, które na to zasługują (w jego oczach!) i nie uczyć się od starszych, po to by ich w końcu prześcignąć! Może i niektórym się wydaje, że jego (nieznaczne!) osłabienie w początkowych księżycach sprawiło, że jest w tyle w porównaniu do rodzeństwa, lecz nic bardziej mylnego! Barbar prześcignie wszystkich i jeszcze zdetronizuje tę starą prukwę siedzącą na tronie Klanu Rzeki!
Z niedowierzaniem wręcz patrzył na przyciśniętą do podłoża wronę. T a k. Tak dokładnie miało być! Udało się! Patrzył jednak na szamocącą się zwierzynę i szybko i z grymasem zakończył jej cierpienia, przekręcając jej łeb. Nie chciał, by cierpiała z bólu i strachu dłużej, niż to konieczne. Podziękował Gwiezdnym za tą ofiarę, po czym rozejrzał się i wzniósł alarm: - WysOOOOKA FALO! UDAŁO MI SIĘ! - zaczął skakać w miejscu właśnie jak ta wrona przed chwilą, z uciechą patrząc na to, co udało mu się osiągnąć. Zanim ją zakopie, chce, aby mistrzyni ją zobaczyła i poklepała go po łebku - bo właśnie teraz tego potrzebował, dobitnej pochwały. Zwłaszcza, że cały czas miał wspomnienie nieudanego pierwszego polowania na ptaka. - To co, rybki teraz, tak? Trudniej się je łapie? - pytał z okrągłymi z ciekawości oczami, nabuzowany energią od swojego sukcesu.
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Na dźwięk wołania rudego kocura, wyłoniła się z zarośli z delikatnym uśmiechem. Była taka dumna ze swojego terminatora! Pomimo że na początku troszeczkę mu nie szło, ale pokonał te przeszkody i wszystko ułożyło się tak, jak Rabarbar i jego mistrzyni sobie wymarzyli.
- G-Gratuluje, Rabarbarowa Ł-Łapo... T-Tak, chodźmy n-nad G-Grzmiącą R-Rzekę - powiedziała, ruszając w stronę jednego z brzegów przecinającej ich terenów wody, kierując się na bardziej stabilną część brzegu, by przypadkiem terminator nie zsunął się do wody i nie spłoszył przy tym wszystkich ryb.
- R-Ryby ł-łowi się... T-Trochę p-prościej. W-Wystarczy u-usiąść na brzegu z zanurzonym o-ogonem i cz-czekać aż r-ryba podpłynie... T-Trzeba z-zachować nieruchomość i d-dbać o to, b-by t-twój cień nie p-padał na wodę... G-Gdy ryba podpłynie na w-wysokość łapy, m-musisz uderzyć j-ją z wyciągniętymi p-pazurami, z-zahaczając nimi o łuski... I t-tym sposobem w-wyłowić ją na l-ląd i t-tam... T-Tam dobić - wyjaśniła podczas krótkiego spaceru, po czym przeniosła wzrok na otoczenie, pozostając czujna na wszelkie sygnały, które mógłby wydawać drapieżnik czający się na parkę kotów.
Księżyce: 151
Mistrz: W-W-Wysoka Fala
Płeć: kocur
Matka: Owocowa Gałązka
Ojciec: Łopianowy Korzeń
Partner: F
Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Księżyce: 151
Mistrz: W-W-Wysoka Fala
Płeć: kocur
Matka: Owocowa Gałązka
Ojciec: Łopianowy Korzeń
Partner: F
Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Jego umaszczenie nie zmieniło się nic a nic - wciąż rudy, z białą plamą na gardle. Długowłose futro jednocześnie jest wadą i zaletą - ze swoimi gabarytami wydaje się jeszcze grubszy, ale z drugiej strony jego wymiary... robią wrażenie. Do tego stopnia, że większości kocurom nie przychodzi do głowy, żeby się z nim bić. Jego klasyczne pręgi, miejscami poprzecinane przez blizny, są ciemniejsze i praktycznie nie odróżniają się od reszty futra, o ile ktoś nie przyjrzy mu się z bliska. Wokół jego noska jest biała pręga, a na samym nosie wciąż widnieją jego młodzieńcze plamki. Jego uszy, dosyć średniej wielkości, nie są już symetryczne - lewe ucho jest dosyć potargane i zdeformowane przez atak z nieporozumienia, a przy białej prędze na szyi biegnie długa, dumna blizna. Jego łapy, dosyć masywne przez uzbierane doświadczenie, oprócz zadrapań i blizn maja niezmiennie swoje słodkie, białe skarpetki.
Jeśli myślisz, że jesteś w stanie się ukryć przed wszystkimi i zaznać trochę prywatności, to jesteś w błędzie! Albowiem Rabarbar, szpieg nad szpiegi, ciekawski i wściubiający nos, ba! cały pyszczek w cudze sprawy, jest zawsze tutaj, by cię nakryć i… rzucić jakąś kąśliwą uwagę, bo cóż, Barbar ma tupet. Niewyparzony jęzor, który mieli i mieli na okrągło słowa potrafią przyprawić o ból głowy. Co oczywiście nie oznacza że jest głupi – no może trochę jest, ale nie na tyle, by nie ukazywać respektu osobom, które na to zasługują (w jego oczach!) i nie uczyć się od starszych, po to by ich w końcu prześcignąć! Może i niektórym się wydaje, że jego (nieznaczne!) osłabienie w początkowych księżycach sprawiło, że jest w tyle w porównaniu do rodzeństwa, lecz nic bardziej mylnego! Barbar prześcignie wszystkich i jeszcze zdetronizuje tę starą prukwę siedzącą na tronie Klanu Rzeki!
Czuł się jakby mistrzyni co najmniej go pogłaskała, dlatego zrobił zadowoloną minę. Nie usiedział tak długo, bo prędko przeszli do kolejnej części treningu. Truchtał za nią wesoło, ciesząc się, że najcięższe za nimi - a przynajmniej tak mu się zdawało. Słuchał z uwagą i kiwał głową - wszystko zdawało się jakby banalnie proste! Ale czy faktycznie tak będzie?
Gdy dotarli nad brzeg, ostrożnie wysunął się i popatrzył w odbicie. Ach, tak, nic się nie zmieniło - wciąż przystojny i młody. - Zatem usiąść i czekać... - mruknął i posłuchał jej rozkazów. Usiadł tyłkiem na brzegu i zsunął swój ogon w zimną wodę. Nie mógł powstrzymać się od lekkiego zadrżenia, gdy tylko dotknął zimnej toni, lecz siedział dzielnie - chłód nie powstrzyma go od ukończenia treningu. Zerknął na swoje łapy, jakby chciał się upewnić, że wysunął pazury i był w zupełnej gotowości. Starał się siedzieć kompletnie nieruchomo, nawet nie ruszając zbytnio gałkami ocznymi, wpatrując się w wodę, jakby z nadzieją, że jakaś ryba się nad nim ulituje. Wysoka Fala mogłaby z powodzeniem jednym ruchem wepchnąć go do wody!
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Wysoka zdecydowanie lubiła chwalić swoich terminatorów, nie miała w tym umiaru praktycznie i chciałaby to robić cały czas, ale coś z tyłu jej głowy podpowiadało, że to mogłoby głupio wyglądać u innych wojowników, którzy wymagają od swoich podopiecznych i stawiają im coraz wyżej poprzeczkę. Zamiast wpychać rudego do wody, przeszła się trochę dalej, kucając przy brzegu w wygodnej pozycji i zanurzając ogon, uważnie śledząc pomarańczowymi ślepiami wodę.
W pewnym momencie do Rabarbara podpłynęła malutka rybka, która widocznie była zaciekawiona nowym przedmiotem, który wpadł do wody. Chwilę mu się przyglądała, nim ruszyła na spotkanie części ciała terminatora, zaczynając go delikatnie podskubywać, jakby udało jej się podpłynąć na taką odległość.