W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Praktycznie od razu po patrolu, pożegnała się cicho ze swoimi towarzyszami, po czym ruszyła w kierunku legowiska terminatorów. Miała przyjść po swojego nowego podopiecznego, któremu mogła poświęcić dużo czasu dzisiejszej nocy. Praktycznie, dopóki nie zdecydują się oboje wrócić do obozu, tyle może trening trwać. Podeszła do rudego kocurka, który prawdopodobnie już wybrał sobie legowisko i wysłał je miękkim mchem, mając nadzieję, że nie będzie musiała go budzić. W końcu... Sam chciał, by trening odbył się późną porą. Słońce już dawno zaszło, a wojowniczka wyglądała niczym jak rudy upiór, który kiedyś zmarł z głodu i teraz szuka pożywienia w ciałach innych kotów, by nasycić swoje niezaspokojone za życia żądze. Tylko brakowało jej groźnego pobłysku w oku i piany w ustach, zamiast tego był ciepły wyraz i delikatny uśmiech.
- R-Rabarbarowa Łapo...? J-Jesteś gotowy? - zapytała się po cichu, nie chcąc budzić terminatorów, którzy musieli wstać o świcie, by wypełniać swoje obowiązki.
Księżyce: 151
Mistrz: W-W-Wysoka Fala
Płeć: kocur
Matka: Owocowa Gałązka
Ojciec: Łopianowy Korzeń
Partner: F
Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Księżyce: 151
Mistrz: W-W-Wysoka Fala
Płeć: kocur
Matka: Owocowa Gałązka
Ojciec: Łopianowy Korzeń
Partner: F
Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Jego umaszczenie nie zmieniło się nic a nic - wciąż rudy, z białą plamą na gardle. Długowłose futro jednocześnie jest wadą i zaletą - ze swoimi gabarytami wydaje się jeszcze grubszy, ale z drugiej strony jego wymiary... robią wrażenie. Do tego stopnia, że większości kocurom nie przychodzi do głowy, żeby się z nim bić. Jego klasyczne pręgi, miejscami poprzecinane przez blizny, są ciemniejsze i praktycznie nie odróżniają się od reszty futra, o ile ktoś nie przyjrzy mu się z bliska. Wokół jego noska jest biała pręga, a na samym nosie wciąż widnieją jego młodzieńcze plamki. Jego uszy, dosyć średniej wielkości, nie są już symetryczne - lewe ucho jest dosyć potargane i zdeformowane przez atak z nieporozumienia, a przy białej prędze na szyi biegnie długa, dumna blizna. Jego łapy, dosyć masywne przez uzbierane doświadczenie, oprócz zadrapań i blizn maja niezmiennie swoje słodkie, białe skarpetki.
Jeśli myślisz, że jesteś w stanie się ukryć przed wszystkimi i zaznać trochę prywatności, to jesteś w błędzie! Albowiem Rabarbar, szpieg nad szpiegi, ciekawski i wściubiający nos, ba! cały pyszczek w cudze sprawy, jest zawsze tutaj, by cię nakryć i… rzucić jakąś kąśliwą uwagę, bo cóż, Barbar ma tupet. Niewyparzony jęzor, który mieli i mieli na okrągło słowa potrafią przyprawić o ból głowy. Co oczywiście nie oznacza że jest głupi – no może trochę jest, ale nie na tyle, by nie ukazywać respektu osobom, które na to zasługują (w jego oczach!) i nie uczyć się od starszych, po to by ich w końcu prześcignąć! Może i niektórym się wydaje, że jego (nieznaczne!) osłabienie w początkowych księżycach sprawiło, że jest w tyle w porównaniu do rodzeństwa, lecz nic bardziej mylnego! Barbar prześcignie wszystkich i jeszcze zdetronizuje tę starą prukwę siedzącą na tronie Klanu Rzeki!
- JA SIĘ URODZIŁEM GOTOWY! - krzyknął Rabarbar, nie zaważając na pojękiwania niektórych zbudzonych terminatorów. Słabeusze! Nie spać tylko ćwiczyć! Z radością skoczył na równe łapy, które długo truchtały po legowisku w oczekiwaniu na tę chwilę. Słońce już zaszło, lecz oczy Ababy świeciły jak dwie latarki - intensywnie i uparcie, na pełnych bateryjkach. Wyleciał z miejsca i stanął tuż przed Falą, przeskakując z łapy na łapę, jakby szykując się na jakieś polowanie. - Co robimy teraz Mistrzyni? Jaki mamy plan? Polowanie? Nocny patrol? Ze mną możesz nawet podbić tereny innych Klanów, na wszystko jestem gotowy! - truchtał wokół swojej Mistrzyni, widocznie zniecierpliwiony. Jeszcze trochę, a wokół Wysokiej Fali utworzy się fosa.
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Cofnęła lekko uszy, słysząc krzyk kocurka roznoszący się po legowisku terminatorów i agonalne jęki rzucane przez te koty, których obudził. Już się nawet przyzwyczaiła do krzyków młodych, entuzjastycznie nastawionych terminatorów, których ostatnio dostawała. - Ch-Chodźmy n-najpierw - powiedziała, po czym ruszyła w kierunku Ciemnego Szlaku i wyszła z obozu, czekając chwilę na swojego nowego podopiecznego. Nie chciała przeszkadzać swoim treningiem innym kotom, które potrzebowały odpoczynku po całym dniu pracy, a poza obozem mógł krzyczeć, ile chce, dopóki nie spłoszy zwierzyny z całych terenów Klanu Rzeki. Ostatnie zdanie przyjęła z delikatnym uśmiechem, który utrzymywał się na jej pysku w ciepłym wyrazie przez jeszcze dłuższy czas.
- A... C-Co byś chciał r-robić? J-Jestem o-otwarta na t-twoje propozycje - miauknęła w jego stronę, jak zawsze pozwalając swoim terminatorom wybrać, co chcą robić najpierw. Ćwiczenie umiejętności praktycznych w mroku było nie lada wyzwaniem, co prawda, koty widziały w ciemności, ale zdecydowanie lepiej widziały przy świetle dziennym. Prawdopodobnie Rabarbarowa Łapa wybierze albo naukę polowania, albo naukę walki, dlatego ruszyła ku Kociemu Grzbietowi, by ewentualnie stamtąd rozpocząć patrol.
Księżyce: 151
Mistrz: W-W-Wysoka Fala
Płeć: kocur
Matka: Owocowa Gałązka
Ojciec: Łopianowy Korzeń
Partner: F
Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Księżyce: 151
Mistrz: W-W-Wysoka Fala
Płeć: kocur
Matka: Owocowa Gałązka
Ojciec: Łopianowy Korzeń
Partner: F
Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Jego umaszczenie nie zmieniło się nic a nic - wciąż rudy, z białą plamą na gardle. Długowłose futro jednocześnie jest wadą i zaletą - ze swoimi gabarytami wydaje się jeszcze grubszy, ale z drugiej strony jego wymiary... robią wrażenie. Do tego stopnia, że większości kocurom nie przychodzi do głowy, żeby się z nim bić. Jego klasyczne pręgi, miejscami poprzecinane przez blizny, są ciemniejsze i praktycznie nie odróżniają się od reszty futra, o ile ktoś nie przyjrzy mu się z bliska. Wokół jego noska jest biała pręga, a na samym nosie wciąż widnieją jego młodzieńcze plamki. Jego uszy, dosyć średniej wielkości, nie są już symetryczne - lewe ucho jest dosyć potargane i zdeformowane przez atak z nieporozumienia, a przy białej prędze na szyi biegnie długa, dumna blizna. Jego łapy, dosyć masywne przez uzbierane doświadczenie, oprócz zadrapań i blizn maja niezmiennie swoje słodkie, białe skarpetki.
Jeśli myślisz, że jesteś w stanie się ukryć przed wszystkimi i zaznać trochę prywatności, to jesteś w błędzie! Albowiem Rabarbar, szpieg nad szpiegi, ciekawski i wściubiający nos, ba! cały pyszczek w cudze sprawy, jest zawsze tutaj, by cię nakryć i… rzucić jakąś kąśliwą uwagę, bo cóż, Barbar ma tupet. Niewyparzony jęzor, który mieli i mieli na okrągło słowa potrafią przyprawić o ból głowy. Co oczywiście nie oznacza że jest głupi – no może trochę jest, ale nie na tyle, by nie ukazywać respektu osobom, które na to zasługują (w jego oczach!) i nie uczyć się od starszych, po to by ich w końcu prześcignąć! Może i niektórym się wydaje, że jego (nieznaczne!) osłabienie w początkowych księżycach sprawiło, że jest w tyle w porównaniu do rodzeństwa, lecz nic bardziej mylnego! Barbar prześcignie wszystkich i jeszcze zdetronizuje tę starą prukwę siedzącą na tronie Klanu Rzeki!
Rabarbar posłusznie potruchtał za swoją Mistrzynią ku wyjściu z Obozu. Poczuł dreszczyk ekscytacji - nareszcie! Czekał na tę chwilę 15 księżyców, caluśkie swoje męczeńskie życie w lecznicy, dlatego też z trudem powstrzymywał się, by nie puścić się pędem przed Mistrzynię, wprost w gęstą ciemność.
Po pytaniu Wysokiej Fali kilka razy otwierał i zamykał pyszczek. - Ale mnie załatwiłaś! Normalnie sam nie wiem co wybrać! Polowanie czy walka, polowanie czy walka... - mruczał - Myślę że walka! Przyda mi się to z tymi wariatami co leżą w legowisku! Zwłaszcza jak rano im się przypomni kto zakłócił ich sen! - wyszczerzył zębiska, a po nim nie było widać ani śladu skruchy - Gdzie idziemy? Będziemy tam-- - po tych słowach Rabarbar potknął się, przeturlał kilka razy po czym wylądował pyskiem do ziemi. - Nic mi nie jes! - zawołał radośnie.
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
- W p-porządku, b-będzie walka... A-Ale wiesz, j-jak ch-chcesz rozwiązać s-sprawy z k-kotami z l-legowiska, p-poszukaj najpierw ł-łagodniejszych rozwiązań... - powiedziała, delikatnie chcąc zachęcić rudego do rozwiązywania spraw poprzez dyskusje. A przynajmniej tych wewnątrz klanu, by się Czerwona Gwiazda ani Księżycowy Pył nie denerwowały, że bezpodstawnie ktoś marnuje zioła przed Porą Nagich Drzew.
- I-Idziemy na... K-Koci G... - nie zdążyła dokończyć, bo syn Owocowej Gałązki upadł na pysk. Podeszła bliżej, zaniepokojona nagłym wypadkiem swojego podopiecznego, jednak ten uniósł dziarsko mordkę i ruszył dalej z okrzykiem, że nic mu nie jest, na co ruda spuściła nieco powietrza z płuc. Całe szczęście. Jeszcze by tego brakowało, żeby sobie coś zrobił i ponownie wrócił do lecznicy, tym razem z ranami lub ukruszonym zębem.
- D-Dobrze... U-Uważaj na s-siebie - powiedziała, cichym głosem, po czym ruszyła w dalszą podróż. Już im oczom mogły się okazać tereny treningowe, które były położone niedaleko obozu, ale w wystarczającej odległości, aby nikomu nie przeszkadzać. A jednocześnie Wysoka sobie układała plan wstępnej pracy.
- T-Tu jest K-Koci G-Grzbiet. J-Jeśli chcesz, n-na następnych s-spotkaniach m-możemy się s-spotykać tutaj, a-a nie p-przed w-wejściem d-do obozu, j-jak z-zwykle się r-robi - zaproponowała kocurkowi, który był bardzo energiczny i takie posunięcie w oczach rudej będzie dobrym krokiem. Szczególnie że dawało to Rabarbarowej Łapie trochę swobody w poruszaniu się po terenach i mógł emanować dumą, że będzie się spotykał ze swoją mistrzynią właśnie tutaj.
Księżyce: 151
Mistrz: W-W-Wysoka Fala
Płeć: kocur
Matka: Owocowa Gałązka
Ojciec: Łopianowy Korzeń
Partner: F
Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Księżyce: 151
Mistrz: W-W-Wysoka Fala
Płeć: kocur
Matka: Owocowa Gałązka
Ojciec: Łopianowy Korzeń
Partner: F
Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Jego umaszczenie nie zmieniło się nic a nic - wciąż rudy, z białą plamą na gardle. Długowłose futro jednocześnie jest wadą i zaletą - ze swoimi gabarytami wydaje się jeszcze grubszy, ale z drugiej strony jego wymiary... robią wrażenie. Do tego stopnia, że większości kocurom nie przychodzi do głowy, żeby się z nim bić. Jego klasyczne pręgi, miejscami poprzecinane przez blizny, są ciemniejsze i praktycznie nie odróżniają się od reszty futra, o ile ktoś nie przyjrzy mu się z bliska. Wokół jego noska jest biała pręga, a na samym nosie wciąż widnieją jego młodzieńcze plamki. Jego uszy, dosyć średniej wielkości, nie są już symetryczne - lewe ucho jest dosyć potargane i zdeformowane przez atak z nieporozumienia, a przy białej prędze na szyi biegnie długa, dumna blizna. Jego łapy, dosyć masywne przez uzbierane doświadczenie, oprócz zadrapań i blizn maja niezmiennie swoje słodkie, białe skarpetki.
Jeśli myślisz, że jesteś w stanie się ukryć przed wszystkimi i zaznać trochę prywatności, to jesteś w błędzie! Albowiem Rabarbar, szpieg nad szpiegi, ciekawski i wściubiający nos, ba! cały pyszczek w cudze sprawy, jest zawsze tutaj, by cię nakryć i… rzucić jakąś kąśliwą uwagę, bo cóż, Barbar ma tupet. Niewyparzony jęzor, który mieli i mieli na okrągło słowa potrafią przyprawić o ból głowy. Co oczywiście nie oznacza że jest głupi – no może trochę jest, ale nie na tyle, by nie ukazywać respektu osobom, które na to zasługują (w jego oczach!) i nie uczyć się od starszych, po to by ich w końcu prześcignąć! Może i niektórym się wydaje, że jego (nieznaczne!) osłabienie w początkowych księżycach sprawiło, że jest w tyle w porównaniu do rodzeństwa, lecz nic bardziej mylnego! Barbar prześcignie wszystkich i jeszcze zdetronizuje tę starą prukwę siedzącą na tronie Klanu Rzeki!
- Spokojnie! Zwykle potrafię ich przegadać do tego stopnia, że zirytowani sami odchodzą! - Rabarbar był zadowolony z tej jakże przydatnej umiejętności, jednak chyba nie zdawał sobie sprawę, że jest dla niektórych zwyczajnie irytujący. Dla niego - był to dar wygrania każdej dyskusji. - Tutaj? Pewnie! Już wiem jak tu dotrzeć, raczej się nie zgubię! - na pewno się zgubi. Nie ma bladego pojęcia gdzie zaszli, jest ciemno jak w d... dosyć głębokiej grocie, zaś jego oczy nie zdążyły się jeszcze dobrzy przystosować do ciemności, czego dowodem był jego wcześniejszy fikołek. Jednak starał się jak najmocniej pamiętać sposób, w jaki tutaj doszli. Obawiam się, że aby tu dotrzeć, za każdym razem będę musiał się ny pysk wywalić. - pomyślał. No cóż! Trening nie może się obejść bez ofiar! Tyle że w tym przypadku to nie zwierzyna będzie ofiarą lecz on sam! - Tutaj ćwiczą wszystkie koty? Znaczy, terminatory? Znaczy, terminatorzy? - zadarł głowę do góry - Woooooo! Jak fajnie widać niebo! - zawołał zachwycony.
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Cichutko parsknęła śmiechem na odpowiedź ze strony rudego. Nie wątpiła w to, że byłby w stanie wszystkich przegadać i do tego jeszcze zdenerwować na tyle, że by go więcej nie zaczepiali. Wysokiej nie denerwowało to, jak ktoś mówił, wręcz przeciwnie. Lubiła słuchać innych, samej nie bardzo się odzywając, cierpliwie wyłapując wszystkie informacje, jakie ktoś chciał jej przekazać. Przytaknęła z lekkim uśmiechem głową na wieść, że syn Owocowej Gałązki już się nie zgubi. To się ceniło.
- W r-razie, g-gdybyś j-jednak s-się zgubił... T-To pójdę c-cię szukać, j-jakbyś nie p-przychodził - zaproponowała, chcąc dać Rabarbarowej Łapie jeszcze większe poczucie bezpieczeństwa. Co prawda, był już wyrośniętym kocurem i pewno dałby sobie na spokojnie radę z podstawowymi zagrożeniami, ale nie chciała ryzykować jego zdrowia i życia tylko dlatego, że chciała, by przyszedł sam na Koci Grzbiet.
- T-Tak. T-Teraz n-nie ma ich z-zbyt dużo, bo... B-Bo późna p-pora - powiedziała, po czym również zadarła głowę, gdzie gwiazdy pięknie błyszczały na nocnym niebie. Ruda kotka przymknęła lekko oczy, wspominając cicho tych, którzy już zdążyli odejść, a z którymi się związała. Mama, siostry, mistrz, przyjaciele. Dużo istnień niezasłużenie przeżyła.
- T-To... C-Co w-wiesz o w-walce? - zadała pytanie po chwili ciszy, próbując dojść do siebie po natłoku myśli, który opanował jej głowę, przez co spojrzenie stało się na moment smutniejsze i bardziej melancholijne, niż kiedykolwiek pokazała przy terminatorze. Teraz czas się zająć obowiązkami i walką pod gwiazdami.
Księżyce: 151
Mistrz: W-W-Wysoka Fala
Płeć: kocur
Matka: Owocowa Gałązka
Ojciec: Łopianowy Korzeń
Partner: F
Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Księżyce: 151
Mistrz: W-W-Wysoka Fala
Płeć: kocur
Matka: Owocowa Gałązka
Ojciec: Łopianowy Korzeń
Partner: F
Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Jego umaszczenie nie zmieniło się nic a nic - wciąż rudy, z białą plamą na gardle. Długowłose futro jednocześnie jest wadą i zaletą - ze swoimi gabarytami wydaje się jeszcze grubszy, ale z drugiej strony jego wymiary... robią wrażenie. Do tego stopnia, że większości kocurom nie przychodzi do głowy, żeby się z nim bić. Jego klasyczne pręgi, miejscami poprzecinane przez blizny, są ciemniejsze i praktycznie nie odróżniają się od reszty futra, o ile ktoś nie przyjrzy mu się z bliska. Wokół jego noska jest biała pręga, a na samym nosie wciąż widnieją jego młodzieńcze plamki. Jego uszy, dosyć średniej wielkości, nie są już symetryczne - lewe ucho jest dosyć potargane i zdeformowane przez atak z nieporozumienia, a przy białej prędze na szyi biegnie długa, dumna blizna. Jego łapy, dosyć masywne przez uzbierane doświadczenie, oprócz zadrapań i blizn maja niezmiennie swoje słodkie, białe skarpetki.
Jeśli myślisz, że jesteś w stanie się ukryć przed wszystkimi i zaznać trochę prywatności, to jesteś w błędzie! Albowiem Rabarbar, szpieg nad szpiegi, ciekawski i wściubiający nos, ba! cały pyszczek w cudze sprawy, jest zawsze tutaj, by cię nakryć i… rzucić jakąś kąśliwą uwagę, bo cóż, Barbar ma tupet. Niewyparzony jęzor, który mieli i mieli na okrągło słowa potrafią przyprawić o ból głowy. Co oczywiście nie oznacza że jest głupi – no może trochę jest, ale nie na tyle, by nie ukazywać respektu osobom, które na to zasługują (w jego oczach!) i nie uczyć się od starszych, po to by ich w końcu prześcignąć! Może i niektórym się wydaje, że jego (nieznaczne!) osłabienie w początkowych księżycach sprawiło, że jest w tyle w porównaniu do rodzeństwa, lecz nic bardziej mylnego! Barbar prześcignie wszystkich i jeszcze zdetronizuje tę starą prukwę siedzącą na tronie Klanu Rzeki!
Na obietnicę Rudej Barbar wesoło zamachał ogonkiem. Jest naprawdę miła, uznał. Bardzo opiekuńcza, co prawda, ale w dobrej wierze. Rabarbar naprawdę ją polubił, chociaż wydawała mu się jego kompletnym przeciwieństwem. - Jak się zgubię, będę wył. O, ustalmy jakieś wspólne hasło! Coś, co da ci znać, że się zgubiłem! - tu zamyślił się na chwilę - Co powiesz na "RATUJ NA GWIEZDNYCH, ZNOWU SIĘ ZGUBIŁEM?!" hm? Wydaje mi się to dosyć trafnie oddające sytuację w której bym się znajdował. - powiedział przesadnie dobitnie, jednocześnie na serio zastanawiając się nad tym, czy to odpowiednie hasło - Tak, zdecydowanie myślę że będzie działać. Zapamiętasz to? W razie czego tak będę krzyczeć. Jeśli będzie ktoś krzyczał coś innego, to nie będę ja tylko ktoś, kto będzie się pode mnie podszywał i będzie próbował cię zwabić! - w tym samym momencie Rabarbar mocno skupił się na powtarzaniu Tajemnego Hasła Przyzwania Mistrzyni, by przypadkiem tego nie poknocić. W innym przypadku już nigdy by nie powrócił do Obozu. - Co wiem o walce? O rany, wiem całe mnóstwo rzeczy! Ja wręcz wywalczyłem sobie rangę terminatora! Otóż wiem to, że - nie wiedział kompletnie nic. Nawet z rodzeństwem nie walczył, przecież leżał jak długi w tej lecznicy - żeeee trzeba atakować. Wwww jakiś punkt. Słaby. Słaby punkt! Tak! - zawołał triumfalnie. Kurczę, on to jednak jest - I takimi punktami są, na przykład, no, ten, oczy są takim punktem. Bardzo. Albo, no, nie wiem, ogon na przykład jest dla mnie takim miejscem. Dla ciebie też? Bo jeśli nie, to poproszę Dużego to ci nadepnie, wtedy można poczuć że się żyje. - wspomniał sobie ową sytuację. Sztormowa Łapa jaki jest, każdy widzi, a jest duży. - Cóż więcej trzeba o walce wiedzieć? Macha się łapami i syczy na przeciwnika, ewentualnie zagaduje na śmierć. Ja bym tak zrobił.
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
- W... W p-porządku... - powiedziała, będąc początkowo lekko w szoku, by potem powoli zacząć się przyzwyczajać do myśli, że trafił jej się akurat ten] typ terminatora. Przytaknęła głową na jego następne słowa. Czy zapamięta? Oczywiście. Tego nie dało się nie zapamiętać. Szczególnie, jak kocurek zaczął od razu wyć wniebogłosy. Chciała dodać, że raczej nikt nie będzie się pod niego podszywać, bo w końcu jest na terenach własnego klanu, gdzie nie są raczej popularne kradzieże tożsamości. Następnie słuchała jego opowieści o walce, nadstawiając uszy i pozwalając rudemu opowiadać o swojej wiedzy, jedynie przytakując głową. Do momentu ogona.
- D-Dużego...? C-Cóż... W o-ogon ciężej j-jest a-atakować... P-Przeciwnik r-raczej s-stara się ciebie t-trzymać p-przed sobą... A-Ale jak masz o-okazję, t-to warto też a-atakować tylne łapy. F-Formalnie cz-czułymi p-punktami jest p-pysk, g-gardło i b-brzuch - odpowiedziała, próbując się połapać w natłoku tematów, Rabarbarowa Łapa przeskakiwał prawie jak z kwiatka na kwiatek. Bardzo lekko się poruszał po różnych dziedzinach, a jego mistrzyni próbowała się w tym połapać. Musiała też go jakoś wyszkolić i nie mogła dawać się ponosić za bardzo rozmowom.
- W-Walka t-to coś w-więcej niż m-machanie łapami... Cz-Czasami t-trzeba w-walczyć p-po to, ż-żeby ochronić klan... T-Trzeba go chronić n-nawet k-kosztem swojego ż-życia, t-tak mówi k-kodeks w-wojownika. D-Dodatkowo h-honorowy w-wojownik n-nie musi z-zabijać, b-by wygrywać - miauknęła, chcąc przekazać synowi Łopianowego Korzenia, że to jest coś więcej, niż bicie się z losowymi kotami. Nie zdziwiłaby się jednak, gdyby Rabarbarowa Łapa musiał jeszcze do tego dorosnąć.
- T-Trzeba z-zawsze w-walczyć c-całym s-sobą... J-Jak się p-przegra... T-To zazwyczaj s-się ginie... D-Drapieżniki lub s-samotniki nie mają n-najczęściej litości. G-Gdy widzisz, ż-że nie m-masz sz-szans w s-starciu, l-lepiej uciekać, n-niż głupio t-tracić życie...
Księżyce: 151
Mistrz: W-W-Wysoka Fala
Płeć: kocur
Matka: Owocowa Gałązka
Ojciec: Łopianowy Korzeń
Partner: F
Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Księżyce: 151
Mistrz: W-W-Wysoka Fala
Płeć: kocur
Matka: Owocowa Gałązka
Ojciec: Łopianowy Korzeń
Partner: F
Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Jego umaszczenie nie zmieniło się nic a nic - wciąż rudy, z białą plamą na gardle. Długowłose futro jednocześnie jest wadą i zaletą - ze swoimi gabarytami wydaje się jeszcze grubszy, ale z drugiej strony jego wymiary... robią wrażenie. Do tego stopnia, że większości kocurom nie przychodzi do głowy, żeby się z nim bić. Jego klasyczne pręgi, miejscami poprzecinane przez blizny, są ciemniejsze i praktycznie nie odróżniają się od reszty futra, o ile ktoś nie przyjrzy mu się z bliska. Wokół jego noska jest biała pręga, a na samym nosie wciąż widnieją jego młodzieńcze plamki. Jego uszy, dosyć średniej wielkości, nie są już symetryczne - lewe ucho jest dosyć potargane i zdeformowane przez atak z nieporozumienia, a przy białej prędze na szyi biegnie długa, dumna blizna. Jego łapy, dosyć masywne przez uzbierane doświadczenie, oprócz zadrapań i blizn maja niezmiennie swoje słodkie, białe skarpetki.
Jeśli myślisz, że jesteś w stanie się ukryć przed wszystkimi i zaznać trochę prywatności, to jesteś w błędzie! Albowiem Rabarbar, szpieg nad szpiegi, ciekawski i wściubiający nos, ba! cały pyszczek w cudze sprawy, jest zawsze tutaj, by cię nakryć i… rzucić jakąś kąśliwą uwagę, bo cóż, Barbar ma tupet. Niewyparzony jęzor, który mieli i mieli na okrągło słowa potrafią przyprawić o ból głowy. Co oczywiście nie oznacza że jest głupi – no może trochę jest, ale nie na tyle, by nie ukazywać respektu osobom, które na to zasługują (w jego oczach!) i nie uczyć się od starszych, po to by ich w końcu prześcignąć! Może i niektórym się wydaje, że jego (nieznaczne!) osłabienie w początkowych księżycach sprawiło, że jest w tyle w porównaniu do rodzeństwa, lecz nic bardziej mylnego! Barbar prześcignie wszystkich i jeszcze zdetronizuje tę starą prukwę siedzącą na tronie Klanu Rzeki!
Rabarbar był zdecydowanie tym typem terminatora. Można by wręcz rzec, że Czerwona Gwiazda w tym treningu próbuje połączyć ogień i wodę. Albo może wodę i olej? Gryźć się nie gryzie, ale nie miesza. - Tylne łapy-pysk-gardło-brzuch! Tylne łapy-pysk-gardło-brzuch! - Rabarbar powtarzał jak mantrę, robiąc jeden mały kroczek za każdym razem gdy wymieniał słabe punkty. Można wiele o nim powiedzieć, jednak co jak co, do nauki miał chęć. Zdecydowanie ma zamiar zrobić wszystko, by jego Mistrzyni była z niego dumna. - Zabijać... - tutaj Rabarbar lekko się zamyślił. Zdecydowanie zamierzał tego unikać. Nie był brutalny. Nie zamierzał być. Otrząsnął się ze swoich myśli. - Tak! Klan przede wszystkim! Chyba jeszcze się nie zdarzyło żeby jakichś Klan został unicestwiony przez inny Klan? - zapytał z zapałem w oczach. O tak, jakaś interesująca opowiastka z przeszłości, to jest coś co potrzebuje! - Rzeka, Grom, Wicher, Cień... Nie no, taki chyba był komplet od wiek wieków, no nie?
Po kolejnych słowach Mistrzyni Rabarbar znowu się uruchomił - To nie jest jakoś hańbiące, jeśli się ucieka? W sensie, pewnie bym uciekł, gdyby taka była konieczność, ale jednak... Pozostawia to niesmak. Ucieczka przed walką jest zgodna z Kodeksem?
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
- N-Nie nie... W-Wiesz... Ł-Łapy to tak t-tylko... Okazjonalnie. J-Jak nie m-możesz dostać s-się do gardła, p-pyska lub b-brzucha - chciała naprostować, chociaż słowa rudej kotki nie były zbyt przekonujące. Czuła się bardzo źle, że wprowadziła kocurka w błąd, przez co się zestresowała i próbowała jakoś to naprawić, ale nie szło jej za dobrze. Poruszyła nerwowo ogonem, łypiąc okiem na syna Łopianowego Korzenia, gdy przeszli do następnej kwestii.
- N-Nie... O-Od kiedy p-pamiętam istniały cz-cztery klany... Z-Zawsze tak było. T-To z w-woli Gwiezdnego Klanu p-powstały cz-cztery klany i t-tak pozostanie n-na zawsze... T-Tak samo k-kodeks został przez n-nich zesłany... W-Wspomina on, ż-żeby nie w-wstępować a-ani nie polować n-na terenach i-innego klanu... K-Klan G-Gromu p-przekraczał n-nasze g-granice, p-przez co zostały o-one ciężko r-ranne... Z t-tego, co słyszałam - powiedziała, dodając jako przestrogę dla swojego terminatora, aby nie próbował robić sobie wycieczek na tereny innych klanów. Na pewno wtedy nie będą przyjaźnie nastawieni, a dodatkowo mogą im grozić przez to konsekwencje, których Wysoka wolała uniknąć. Już i tak była na celowniku Czerwonej Gwiazdy. Przytaknęła głową na pytanie kocurka, poruszając lekko ogonem. Nic mniej, nic więcej.
- W-Wiesz co... Najważniejsza j-jest o-ocena sił... G-Gdybyś j-jako j-już doświadczony w-wojownik u-uciekał p-przed łasicą l-lub kulił s-się przed pieszczochem n-na terenach, t-to byłoby r-raczej h-hańbiące... A-Ale j-jak jeszcze n-nie p-potrafisz d-do końca walczyć i m-miałbyś podczas walki s-stracić ż-życie... T-To lepiej u-uciec i powiadomić k-kogoś silniejszego... A-Albo chodzić z k-kimś s-silnym po terenach... N-Na przykład z w-wojownikiem - odpowiedziała na jego pytanie po krótkiej chwili zastanowienia, w której przeanalizowała pytanie i próbowała prawidłowo na nie odpowiedzieć. Niestety, długa przerwa od prowadzenia treningów nie działała na jej korzyść, czuła się zagubiona i do jej głowy przychodziły myśli, że może lepiej byłoby, gdyby takie aktywne jednostki trafiały pod oko bardziej ambitnych wojowników, a nie do niej.
- J-Jeśli chcesz, m-możemy przećwiczyć p-praktykę walki. Podczas n-niej, m-możesz wykorzystywać otoczenie... T-Tak samo jak p-podczas prawdziwej... I-I b-będziemy w-walczyć bez p-pazurów i kłów.
Księżyce: 151
Mistrz: W-W-Wysoka Fala
Płeć: kocur
Matka: Owocowa Gałązka
Ojciec: Łopianowy Korzeń
Partner: F
Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Księżyce: 151
Mistrz: W-W-Wysoka Fala
Płeć: kocur
Matka: Owocowa Gałązka
Ojciec: Łopianowy Korzeń
Partner: F
Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Jego umaszczenie nie zmieniło się nic a nic - wciąż rudy, z białą plamą na gardle. Długowłose futro jednocześnie jest wadą i zaletą - ze swoimi gabarytami wydaje się jeszcze grubszy, ale z drugiej strony jego wymiary... robią wrażenie. Do tego stopnia, że większości kocurom nie przychodzi do głowy, żeby się z nim bić. Jego klasyczne pręgi, miejscami poprzecinane przez blizny, są ciemniejsze i praktycznie nie odróżniają się od reszty futra, o ile ktoś nie przyjrzy mu się z bliska. Wokół jego noska jest biała pręga, a na samym nosie wciąż widnieją jego młodzieńcze plamki. Jego uszy, dosyć średniej wielkości, nie są już symetryczne - lewe ucho jest dosyć potargane i zdeformowane przez atak z nieporozumienia, a przy białej prędze na szyi biegnie długa, dumna blizna. Jego łapy, dosyć masywne przez uzbierane doświadczenie, oprócz zadrapań i blizn maja niezmiennie swoje słodkie, białe skarpetki.
Jeśli myślisz, że jesteś w stanie się ukryć przed wszystkimi i zaznać trochę prywatności, to jesteś w błędzie! Albowiem Rabarbar, szpieg nad szpiegi, ciekawski i wściubiający nos, ba! cały pyszczek w cudze sprawy, jest zawsze tutaj, by cię nakryć i… rzucić jakąś kąśliwą uwagę, bo cóż, Barbar ma tupet. Niewyparzony jęzor, który mieli i mieli na okrągło słowa potrafią przyprawić o ból głowy. Co oczywiście nie oznacza że jest głupi – no może trochę jest, ale nie na tyle, by nie ukazywać respektu osobom, które na to zasługują (w jego oczach!) i nie uczyć się od starszych, po to by ich w końcu prześcignąć! Może i niektórym się wydaje, że jego (nieznaczne!) osłabienie w początkowych księżycach sprawiło, że jest w tyle w porównaniu do rodzeństwa, lecz nic bardziej mylnego! Barbar prześcignie wszystkich i jeszcze zdetronizuje tę starą prukwę siedzącą na tronie Klanu Rzeki!
Gdy Wysoka Fala zaczęła prostować swoje zdania, Rabarbar zmienił płytę. - Gardło-pysk-brzuch-ewentualniełapy. Dobra, zapamiętam! W sensie, pewnie jak będę atakować, to jakoś instynktownie, nie? W sensie tak mi się wydaje. Bo jak tak sobie to wyobrażałem, to jednak czuję, że to jest bardzo też na wyczucie. - nie potrafił tego wytłumaczyć. Zawsze jak wyobrażał sobie jakieś walki czy polowania, czuł, że wszystko zależy od chwili, od tego, jak do ciebie obrócona jest ofiara, jak daleko jesteś... Czy w ogóle da się nauczyć walki w teorii? - No i dobrze, to nauczka dla nich! Trzeba wiedzieć gdzie się idzie. Właśnie, rozumiem że wycieczkę po terenach też sobie zrobimy, nie? Chociaż pewnie nie wieczorem, bo za dnia to będzie wyglądać zupełnie inaczej i jeszcze ja się, nie daj Gwiezdni, wdepnę w jakieś kłopoty z Klanami i wywołam jakąś wojnę. Ale by było. Wtedy to już bym na pewno dostał ochrzan od Czerwonej Gwiazdy! - zaśmiał się nerwowo. O kurde, ale by było. Brr.
Na kolejne słowa Wysokiej Fali kiwał głową energicznie. - Czyli, jak spotkam jakieś duże zagrożenie, tylu, nie wiem, jakiś wielki wieeeelki najedzony i nafaszerowany makiem wojownik z Gromu wjedzie tutaj podczas gdy ja będę na patrolu, to będę mógł przybiec do Ciebie o pomoc? - zapytał, jakby się zastanawiając, gdzie to właściwie zgłosić. Pewnie do Przywódcy albo Zastępcy, żeby mogli wszcząć alarm. - Poćwiczyć? Pewnie! Myślę że tak nawet lepiej się nauczę! - powiedział z entuzjazmem. Praktyka to coś, na co czeka z niecierpliwością na tym treningu.
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
- T-Tak... Ważne jest t-też, b-by wykorzystywać s-słabości p-przeciwnika i s-swoje zalety. D-Dlatego w-walkę się d-dość długo ć-ćwiczy, p-podobnie jak p-polowanie... B-By c-cała t-teoria i w-wyuczone na s-sucho ruchy, w-weszły w krew... - odpowiedziała już dużo spokojniej, bo Rabarbarowa Łapa zszedł na bezpieczniejsze dla niej tematy. Mięśnie ramion nieco się rozluźniłīy, przez co nie widać było już takiego spięcia.
- T-Tak... P-Poznasz całość t-terenów i g-granice z innymi k-klanami... N-Na razie n-nie odchodź z-zbyt daleko o-od obozu... Ż-Żebyś n-nie miał p-potem problemów - powiedziała z nutą troski w głosie, łypiąc na rudego podczas ich spacerku. Troszczyła się zarówno o kocurka, jak i o siebie, nie chcąc pokazać się jako absolutnie okropna mistrzyni. Chciała być przydatna dla klanu, a jak mogła to inaczej zrobić, jak nie szkoląc nowych wojowników? Sama nie bardzo wiedziała, jak inaczej mogła być przydatna.
- O... O-Oczywiście - odpowiedziała, chociaż sama nie była pewna, czy by poradziła sobie z takim zagrożeniem. Prawdopodobnie by zabrała ze sobą jakiegoś towarzysza, który jest znacznie silniejszy i lepszy w walce, niż ona, która niewiele potrafi, jeśli chodzi o walkę. Lub po prostu nie doceniała swoich umiejętności, jakie zdobyła podczas księżyców treningu i bycia wojownikiem. Na entuzjastyczne przytaknięcie ze strony swojego podopiecznego, również kiwnęła głową, po czym rozpoczęła atak. Zdecydowała się na prosty ruch łapą z ukrytymi pazurami, wycelowany w policzek syna Owocowej Gałązki.
Księżyce: 151
Mistrz: W-W-Wysoka Fala
Płeć: kocur
Matka: Owocowa Gałązka
Ojciec: Łopianowy Korzeń
Partner: F
Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Księżyce: 151
Mistrz: W-W-Wysoka Fala
Płeć: kocur
Matka: Owocowa Gałązka
Ojciec: Łopianowy Korzeń
Partner: F
Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Jego umaszczenie nie zmieniło się nic a nic - wciąż rudy, z białą plamą na gardle. Długowłose futro jednocześnie jest wadą i zaletą - ze swoimi gabarytami wydaje się jeszcze grubszy, ale z drugiej strony jego wymiary... robią wrażenie. Do tego stopnia, że większości kocurom nie przychodzi do głowy, żeby się z nim bić. Jego klasyczne pręgi, miejscami poprzecinane przez blizny, są ciemniejsze i praktycznie nie odróżniają się od reszty futra, o ile ktoś nie przyjrzy mu się z bliska. Wokół jego noska jest biała pręga, a na samym nosie wciąż widnieją jego młodzieńcze plamki. Jego uszy, dosyć średniej wielkości, nie są już symetryczne - lewe ucho jest dosyć potargane i zdeformowane przez atak z nieporozumienia, a przy białej prędze na szyi biegnie długa, dumna blizna. Jego łapy, dosyć masywne przez uzbierane doświadczenie, oprócz zadrapań i blizn maja niezmiennie swoje słodkie, białe skarpetki.
Jeśli myślisz, że jesteś w stanie się ukryć przed wszystkimi i zaznać trochę prywatności, to jesteś w błędzie! Albowiem Rabarbar, szpieg nad szpiegi, ciekawski i wściubiający nos, ba! cały pyszczek w cudze sprawy, jest zawsze tutaj, by cię nakryć i… rzucić jakąś kąśliwą uwagę, bo cóż, Barbar ma tupet. Niewyparzony jęzor, który mieli i mieli na okrągło słowa potrafią przyprawić o ból głowy. Co oczywiście nie oznacza że jest głupi – no może trochę jest, ale nie na tyle, by nie ukazywać respektu osobom, które na to zasługują (w jego oczach!) i nie uczyć się od starszych, po to by ich w końcu prześcignąć! Może i niektórym się wydaje, że jego (nieznaczne!) osłabienie w początkowych księżycach sprawiło, że jest w tyle w porównaniu do rodzeństwa, lecz nic bardziej mylnego! Barbar prześcignie wszystkich i jeszcze zdetronizuje tę starą prukwę siedzącą na tronie Klanu Rzeki!
Aby poskładać nieco poprzerywane zdania Wysokiej Fali Rabarbar musiał wlepić wzrok w swoje łapy i przetwarzać informacje powoli i składać je w jedną całość. Nie było to łatwe, bo im bardziej Wysoka się denerwowała tym bardziej się zacinała a Rabarbar coraz gorzej ją rozumiał. - Dosyć długo... - powtórzył za nią, niezbyt zadowolony z tego zdania. Chciał ekspresowo zostać mianowany na wojownika, a tutaj się okazuje że jego trening może się przedłużyć przez ćwiczenie walki. Nie był pewny czy jest w tym dobry, ale miał nadzieję że jest, ponieważ chciał przyspieszyć trening najszybciej jak się da. - Jasne jasne, nigdzie nie odejdę, spokojnie, nawet nie wiem gdzie mam leźć! - powiedział wesoło, chociaż nie był pewny czy dotrzyma słowa, jeśli napatoczy się taka Sztormowa Łapa z jakąś niemoralną propozycją złamania jakiegoś zakazu, nie jest pewny czy się powstrzyma.
Widząc, że zaraz się przekona o swoich umiejętnościach, odsunął się lekko i spróbował przyjąć jakąś obronną pozycję - łapy lekko ugięte, aby mógł w każdej chwili rzucić się do ucieczki lub też zaatakować. Głowę trzymał nisko, by nie ułatwić dostępu o jego szyi.
Gdy Mistrzyni zaatakowała, spróbował odskoczyć w bok po czym zrobił susa w stronę jej grzbietu - słowem, próbował się na nią rzucić. Jak z rozmachem to z rozmachem.
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Niestety, rozmowy z Wysoką Falą nigdy nie były łatwe, głównie dlatego, że ta się jąkała i urywała zdania, przez co dużo trudniej było ją zrozumieć. Nie było to jednak coś, na co miała wpływ, jej myśli przychodziły do głowy chaotycznie i nawet wcześniej ustalone zdania wyparowywały z głowy rudej kotki.
- T-Tak… A-Ale za t-to możesz u-ufać w-wtedy własnym u-umiejętnościom… I d-dlatego d-dobrze, ż-że od niej z-zaczęliśmy – powiedziała z delikatnym uśmiechem w kierunku swojego podopiecznego. Sama nie była pewna, czy będzie w stanie przeprowadzić trening syna Owocowej Gałązki tak szybko, jak to zrobiła z Deszczową Doliną, nie czuła się w pełni sił psychicznych, by wytrzymać ciągnącą się przez trening presję. Na odpowiedź kocura lekko się uśmiechnęła, po czym przystąpili do walki, która jest nieodzowną częścią treningu.
Atak Wysokiej Fali: krytyczny! (150%)
Unik Rabarbarowej Łapy: krytyczny! (150%)
Ostateczny atak Wysokiej Fali: 150%-150% -> nieudany
Mistrzyni zamachnęła się na swojego terminatora łapą, jednak ten był znacznie szybszy, niż mogło się wydawać. Pomimo że atak był doskonale wymierzony, rudy kocur zręcznie odskoczył w bok, lądując poza zasięgiem ciosu wojowniczki. Nie zmieniało to faktu, że obecnie byli blisko siebie i pomimo że Wysoka Fala była nisko na łapach z opuszczoną standardowo głową i czujnym wzrokiem wlepionym w kocura, jej bok bliższy rudzielcowi wyglądał na odsłonięty.