I to był właśnie moment, w którym szylkretka zdecydowała się zainterweniować. Cóż, nie spodziewała się, że kiedy Przebiśnieg poczuje zapach innego klanu, ot tak porzuci zadanie i skieruje się w tamtą stronę. Śledziła go jednak do końca, w nadziei, że zawróci, ale jednak teraz musiała się ujawnić.
- Przebiśnieg, stój! - zawołała, wyskakując ze swojej kryjówki, i ruszyła truchtem do swojego terminatora. - Ja... Przepraszam, powinnam zareagować wcześniej. - sapnęła, kiedy już znalazła się obok czarno-białego kocurka. - To, co czujesz, to zapach Klanu Rzeki. Jesteśmy niedaleko ich granicy. - mruknęła, wyjaśniając, co to za woń zapewne przygnała tutaj młodego kocurka.
Jest duży w porównaniu do innych terminatorów, czy wojowników. Niewątpliwie jeden z najwyższych kotów w klanie. Jego ciało pokryte jest długim, czarno-białym włosiem. Przeważa u niego zdecydowanie kolor czarny, który ustępuje między oczami, gdzie ciągnie mu się biała plama, przechodząc następnie przez pysk, omijając tylko brodę i jedną czarną plamę przy nosie, po jego lewej stronie, potem przez krawacik na piersi, a kończąc się na brzuchu. Oprócz tego ma białe palce przednich łap, a tylne dorobiły się skarpetek. Kocur posiada również czarny nos prócz niewielkiej, różowej plamki po prawej jego stronie. Nad nosem iskrzy się para złotych, skośnych oczu. Oprócz olbrzymich gabarytów wzrostowych ma też olbrzymie gabaryty masowe. Nie to, że jest gruby, bo należy do kotów raczej szczupłych, aczkolwiek dzięki treningom nabrał on sporej masy mięśniowej. Ogon, cały czarny. Jeśli zaś wrócimy na chwilę do futra - to zauważymy, iż Przebiśnieg jest niesamowicie pedantyczny.
Właściwie, można go opisać dosłownie jednym stwierdzeniem - istny choleryk. Jest raczej chłodny, nieprzyjaźnie nastawiony do innych, nieco złośliwy, gburowaty, i inne takie, niekoniecznie dobre cechy. Uważa się za lepszego od innych, wiecznie chodzi z głową i ogonem uniesionym, by już z daleka koty mogły widzieć, że idzie, że oto nadchodzi pan, władca lasu. W rozmowach z innymi widać, że jest nieco porywczy, zdarza mu się być agresywnym, łatwo wybucha. Raczej nie da się z nim porozmawiać normalnie, chyba że wiecznie prawi mu się jakieś komplementy. Jest wymagający w stosunku do innych i do siebie. Musi bowiem być najlepszym i daje z siebie wszystko, żeby takim być. Ale, przede wszystkim, strasznie wierzy w swoje umiejętności. Uważa siebie za najlepszego we wszystkim, czego tylko się dotknie - istny kot bez żadnych słabości i z masą talentów. Jest uparty, uważa, że tylko on ma rację - i biada temu kto podważy jego zdanie. Jeśli on powie, że woda jest żółta to taka właśnie jest, i koniec kropka. Byłby dość władczy, chciałby, żeby każdy robił to, co on każe. Oprócz tego, byłby dość żywiołowym kociakiem, niezdolnym do usiedzenia w miejscu, ciągle musiałby coś robić. Cały czas szukałby czegoś w co mógłby włożyć łapy.
Cóż, ów wyczuwalna woń zainteresowała go na tyle, że zamierzał podążyć jej zapachem. Była ona dość charakterystyczna, a on nigdy wcześniej nie miał z nią do czynienia, więc po prostu za nią poszedł, zastanawiając się cóż to za zwierzę może ją wydzielać. A gdy odkrył, że zapach się rozdziela i jest jakby... Wszędzie, to cóż, zaciekawiło go to jeszcze bardziej. Jednak, gdy usłyszał wołanie ciotki posłusznie się zatrzymał, odwracając łeb w jej stronę z ciekawością. Czyżby wiedziała co wydziela taki zapach? Może było to niebezpieczne, skoro tak rzuciła się w jego stronę i nakazała mu się zatrzymać? A gdy usłyszał co to jest od razu zmarszczył nos i odsunął się, nie chcąc narażać niepotrzebnie granicy.
- To oni tak śmierdzą? Fuj - odparł od razu, odwracając głowę. Nah, podążał specjalnie za tym zapachem by znaleźć coś ciekawego, a tu klops, kompletnie nic ciekawego, ot rzeczniacy, pf. - Co by się stało, jakbym przekroczył tę granicę? Jakbym nie wiedział, że nią jest? Byłbym nieświadomy tego?
Co by to było, gdyby Przebiśnieg był tutaj sam? Szylkretka nawet nie chciała się nad tym zastanawiać. Począwszy od wrogich kotów w innym klanie, przez różne drapieżniki, na dwunożnych kończąc... Aż jej się sierść wzdłuż kręgosłupa zjeżyła.
- Na pewno jeśli spotkałbyś patrol to przegoniliby cię z powrotem na nasze tereny. - mruknęła poważnie. - Jest o tym w kodeksie, że nie wolno polować i wstępować na tereny innych klanów, a granice muszą być sprawdzane i oznaczane każdego dnia, i należy przeganiać z terenów klanu wszystkich obcych. - wyjaśniła kocurkowi, od razu zapoznając go z kawałkiem kodeksu. - Na pewno o wiele większe problemy miałabym ja, że ci na coś takiego pozwoliłam. - dodała nieco kwaśno.
Jest duży w porównaniu do innych terminatorów, czy wojowników. Niewątpliwie jeden z najwyższych kotów w klanie. Jego ciało pokryte jest długim, czarno-białym włosiem. Przeważa u niego zdecydowanie kolor czarny, który ustępuje między oczami, gdzie ciągnie mu się biała plama, przechodząc następnie przez pysk, omijając tylko brodę i jedną czarną plamę przy nosie, po jego lewej stronie, potem przez krawacik na piersi, a kończąc się na brzuchu. Oprócz tego ma białe palce przednich łap, a tylne dorobiły się skarpetek. Kocur posiada również czarny nos prócz niewielkiej, różowej plamki po prawej jego stronie. Nad nosem iskrzy się para złotych, skośnych oczu. Oprócz olbrzymich gabarytów wzrostowych ma też olbrzymie gabaryty masowe. Nie to, że jest gruby, bo należy do kotów raczej szczupłych, aczkolwiek dzięki treningom nabrał on sporej masy mięśniowej. Ogon, cały czarny. Jeśli zaś wrócimy na chwilę do futra - to zauważymy, iż Przebiśnieg jest niesamowicie pedantyczny.
Właściwie, można go opisać dosłownie jednym stwierdzeniem - istny choleryk. Jest raczej chłodny, nieprzyjaźnie nastawiony do innych, nieco złośliwy, gburowaty, i inne takie, niekoniecznie dobre cechy. Uważa się za lepszego od innych, wiecznie chodzi z głową i ogonem uniesionym, by już z daleka koty mogły widzieć, że idzie, że oto nadchodzi pan, władca lasu. W rozmowach z innymi widać, że jest nieco porywczy, zdarza mu się być agresywnym, łatwo wybucha. Raczej nie da się z nim porozmawiać normalnie, chyba że wiecznie prawi mu się jakieś komplementy. Jest wymagający w stosunku do innych i do siebie. Musi bowiem być najlepszym i daje z siebie wszystko, żeby takim być. Ale, przede wszystkim, strasznie wierzy w swoje umiejętności. Uważa siebie za najlepszego we wszystkim, czego tylko się dotknie - istny kot bez żadnych słabości i z masą talentów. Jest uparty, uważa, że tylko on ma rację - i biada temu kto podważy jego zdanie. Jeśli on powie, że woda jest żółta to taka właśnie jest, i koniec kropka. Byłby dość władczy, chciałby, żeby każdy robił to, co on każe. Oprócz tego, byłby dość żywiołowym kociakiem, niezdolnym do usiedzenia w miejscu, ciągle musiałby coś robić. Cały czas szukałby czegoś w co mógłby włożyć łapy.
Zmarszczył nieco nos, ale w sumie nic nie odpowiedział, zerkając w stronę terenów Rzeki. Czyli w skrócie - byłyby spore problemy, jakby tam przypadkiem zaszedł, nawet nie wiedząc, że to zrobił. Nieciekawie. Znaczy, nie żeby z własnej woli miał zamiar tam wchodzić, ale faktycznie niespecjalnie doszło do niego, że zaraz może być na nielegalu, po drugiej stronie granicy. Kiedyś by się pewnie skapnął, ale teraz? Niekoniecznie. Kiwnął więc tylko krótko głową w stronę Mięty. A nie chcąc robić mistrzyni problemów, bo inaczej jego trening by się opóźnił, natychmiast zrobił parę kroków w środek ich legowiska, po czym zerknął na szylkretową.
- To mogę wracać do polowania? - zagadnął, a gdy dostał pozwolenie, ruszył przed siebie na ugiętych nogach; gdyby nie i kotka powiedziała, że czas wracać, albo jeszcze coś dodać, to najzwyczajniej w świecie dostosował się do jej słów.
- Tak. - odpowiedziała wojowniczka. W sumie chciała przejść się już z Przebiśniegiem po granicach, skoro do jednej z nich dotarł, jednak w sumie tematem tego dnia miało być polowanie. Kocica nie chciała też naraz wymagać od terminatora zbyt dużo, więc bez oporów zgodziła się na kontynuację. Cóż, zawsze to więcej jedzenia dla klanu, czyż nie?
Kocica odczekała chwilę, po czym ruszyła za terminatorem, by pilnować go podczas polowania, a gdy zdobył kolejną zwierzynę, po prostu ruszyła z nim do obozu, oczywiście chwaląc go za ogrom zdobyczy.
* * *
I tak oto nadszedł kolejny dzień treningu. Miętowy Pąk zjawiła się na Wyjących Wzgórzach parę chwil przed umówioną porą i po prostu usiadła, czekając na Przebiśniegową Łapę. Polowanie mieli już za sobą, ciekawiła się więc, czy terminator da się namówić tego dnia na spacer w połączeniu z teorią, czy jednak będzie zabiegał o trening walki? Co się odwlecze to nie uciecze, jednak Przebiśnieg miał to szczęście, że wojowniczka nie zamierzała zmuszać go do robienia czegoś, czego nie chciał, więc jeśli wyrazi wolę na trening walki, nie będzie się długo opierała.
Jest duży w porównaniu do innych terminatorów, czy wojowników. Niewątpliwie jeden z najwyższych kotów w klanie. Jego ciało pokryte jest długim, czarno-białym włosiem. Przeważa u niego zdecydowanie kolor czarny, który ustępuje między oczami, gdzie ciągnie mu się biała plama, przechodząc następnie przez pysk, omijając tylko brodę i jedną czarną plamę przy nosie, po jego lewej stronie, potem przez krawacik na piersi, a kończąc się na brzuchu. Oprócz tego ma białe palce przednich łap, a tylne dorobiły się skarpetek. Kocur posiada również czarny nos prócz niewielkiej, różowej plamki po prawej jego stronie. Nad nosem iskrzy się para złotych, skośnych oczu. Oprócz olbrzymich gabarytów wzrostowych ma też olbrzymie gabaryty masowe. Nie to, że jest gruby, bo należy do kotów raczej szczupłych, aczkolwiek dzięki treningom nabrał on sporej masy mięśniowej. Ogon, cały czarny. Jeśli zaś wrócimy na chwilę do futra - to zauważymy, iż Przebiśnieg jest niesamowicie pedantyczny.
Właściwie, można go opisać dosłownie jednym stwierdzeniem - istny choleryk. Jest raczej chłodny, nieprzyjaźnie nastawiony do innych, nieco złośliwy, gburowaty, i inne takie, niekoniecznie dobre cechy. Uważa się za lepszego od innych, wiecznie chodzi z głową i ogonem uniesionym, by już z daleka koty mogły widzieć, że idzie, że oto nadchodzi pan, władca lasu. W rozmowach z innymi widać, że jest nieco porywczy, zdarza mu się być agresywnym, łatwo wybucha. Raczej nie da się z nim porozmawiać normalnie, chyba że wiecznie prawi mu się jakieś komplementy. Jest wymagający w stosunku do innych i do siebie. Musi bowiem być najlepszym i daje z siebie wszystko, żeby takim być. Ale, przede wszystkim, strasznie wierzy w swoje umiejętności. Uważa siebie za najlepszego we wszystkim, czego tylko się dotknie - istny kot bez żadnych słabości i z masą talentów. Jest uparty, uważa, że tylko on ma rację - i biada temu kto podważy jego zdanie. Jeśli on powie, że woda jest żółta to taka właśnie jest, i koniec kropka. Byłby dość władczy, chciałby, żeby każdy robił to, co on każe. Oprócz tego, byłby dość żywiołowym kociakiem, niezdolnym do usiedzenia w miejscu, ciągle musiałby coś robić. Cały czas szukałby czegoś w co mógłby włożyć łapy.
Przybył na trening widocznie pełen energii. Tempo treningu nie było specjalnie wolne, nie mógł na nie narzekać, w końcu do ceremonii zostało trochę czasu, a patrząc na to jak im szło, raczej na spokojnie uda im się wyrobić z całym materiałem, więc czarno-biały się cieszył. Co prawda, zasłyszał od Węglowego Pyłu, że Kwitnącej Łapie nie zostało wiele na treningu, więc mogła go nieco wyprzedzić, bo w końcu była starsza, szybciej zaczęła, a i szybciej może skończyć - bo jednak 12 księżyców będzie miała szybciej niż on, to wierzył, że jakoś uda mu się podgonić starszą siostrę i kto wie, może nawet wyprzedzić? Może akurat tak się zdarzy, że siostra i jej mistrz będą musieli zwolnić z jakiegoś powodu? Hmhm? Oby, oby!
W każdym razie, ekhem, przybył na ten trening, a gdy przystanął przy Miętowym Pąku, kiwając jej delikatnie głową na przywitanie, zaczął niecierpliwie przebierać łapami.
- Co będziemy dzisiaj robić? Przejdziemy się trochę? O, a może powalczymy? O, o! A może jedno i drugie? - zagadnął z nadzieją, mając nadzieję na ZNACZNE przyspieszenie treningu. Nie to, żeby faktycznie miało gdzie mu się spieszyć, bo dopiero zbliżał się do 10 księżyców, ale hej, im szybciej tym lepiej, a może Malinowa Gwiazda widząc jego, hehe, cudowność, mianuje go szybciej?
Cieszyła się, że Przebiśnieg przybył na trening pełen energii. Już na wstępie mógł zasłużyć na uśmiech mistrzyni, kiedy tylko pojawił się na horyzoncie, i uśmiech nie zniknął, kiedy usłyszała entuzjazm kocurka.
- Myślałam o tym, żeby dzisiaj przejść się po granicach i porozmawiać o kodeksie i rangach, co ty na to? Walkę zostawimy sobie jako taką przyjemność na sam koniec. - zaproponowała, po czym, jeśli terminator nie wyraził sprzeciwu, ruszyła w spacerowym tempie w stronę granicy z Klanem Rzeki. Skoro Przebiśnieg już ostatnio poznał ich zapach, to warto zacząć od tamtego miejsca.
Jest duży w porównaniu do innych terminatorów, czy wojowników. Niewątpliwie jeden z najwyższych kotów w klanie. Jego ciało pokryte jest długim, czarno-białym włosiem. Przeważa u niego zdecydowanie kolor czarny, który ustępuje między oczami, gdzie ciągnie mu się biała plama, przechodząc następnie przez pysk, omijając tylko brodę i jedną czarną plamę przy nosie, po jego lewej stronie, potem przez krawacik na piersi, a kończąc się na brzuchu. Oprócz tego ma białe palce przednich łap, a tylne dorobiły się skarpetek. Kocur posiada również czarny nos prócz niewielkiej, różowej plamki po prawej jego stronie. Nad nosem iskrzy się para złotych, skośnych oczu. Oprócz olbrzymich gabarytów wzrostowych ma też olbrzymie gabaryty masowe. Nie to, że jest gruby, bo należy do kotów raczej szczupłych, aczkolwiek dzięki treningom nabrał on sporej masy mięśniowej. Ogon, cały czarny. Jeśli zaś wrócimy na chwilę do futra - to zauważymy, iż Przebiśnieg jest niesamowicie pedantyczny.
Właściwie, można go opisać dosłownie jednym stwierdzeniem - istny choleryk. Jest raczej chłodny, nieprzyjaźnie nastawiony do innych, nieco złośliwy, gburowaty, i inne takie, niekoniecznie dobre cechy. Uważa się za lepszego od innych, wiecznie chodzi z głową i ogonem uniesionym, by już z daleka koty mogły widzieć, że idzie, że oto nadchodzi pan, władca lasu. W rozmowach z innymi widać, że jest nieco porywczy, zdarza mu się być agresywnym, łatwo wybucha. Raczej nie da się z nim porozmawiać normalnie, chyba że wiecznie prawi mu się jakieś komplementy. Jest wymagający w stosunku do innych i do siebie. Musi bowiem być najlepszym i daje z siebie wszystko, żeby takim być. Ale, przede wszystkim, strasznie wierzy w swoje umiejętności. Uważa siebie za najlepszego we wszystkim, czego tylko się dotknie - istny kot bez żadnych słabości i z masą talentów. Jest uparty, uważa, że tylko on ma rację - i biada temu kto podważy jego zdanie. Jeśli on powie, że woda jest żółta to taka właśnie jest, i koniec kropka. Byłby dość władczy, chciałby, żeby każdy robił to, co on każe. Oprócz tego, byłby dość żywiołowym kociakiem, niezdolnym do usiedzenia w miejscu, ciągle musiałby coś robić. Cały czas szukałby czegoś w co mógłby włożyć łapy.
Przekręcił delikatnie głowę, gdy Miętowy Pąk oznajmiła, że wolałaby się przejść. Tylko że przy okazji porozmawiać o teorii. NUUUDAAAA. Syn Lśniącej Sadzawki westchnął długo i przeciągle, odchylając łeb do tyłu i wpatrując się pusto w niebo nad ich głowami. O dziwo zupełnie prawie czyste. A następnie spojrzał znów na szylkretową, a w jego głowie zasadził się iście genialny plan. Który zamierzał wykorzystać, ale nieco później. Tymczasem, kiwnął głową, że mogą ruszać, po czym gdy Mięta ruszyła, on ruszył za nią, sprawnie dotrzymując jej kroku.
- A musimy rozmawiać o tej nudnej teorii teraz? O! Może, jak już musisz mi suszyć teorią, to chociaż poopowiadasz mi o walce? Albo wiem, o, ja ci trochę poopowiadam, bo nauczyłem się tego i owego. Od mamy, jeszcze nikogo nie pobiłem - zaczął nawijać. Co prawda, ostatnie zdanie było delikatnym kłamstwem, bo on i Konwalia zdążyli się już kiedyś pobić, wcale nie jakoś bardzo na żarty, a na poważnie, ale oboje średnio wiedzieli co w ogóle robią, więc welp, chyba nie mógł tego zaliczyć do tego, że cokolwiek z tej walki wyniósł. Oprócz oczywistej WYGRANEJ, mimo tego co sądziła jego siostra. HA.
Niestety, teoria też musi być przerobiona na treningu. Ale też kodeks nie zając, nie ucieknie, a granice też mogą trochę poczekać.
Srebrna kocica uśmiechnęła się delikatnie, po czym zwolniła kroku, by zerknąć na pałającego entuzjazmem Przebiśniega. On naprawdę aż tak chciał przeciągać poznanie tych nudniejszych w jego mniemaniu rzeczy?
- Przebiśniegowa Łapo - zamruczała pogodnie, nadal się uśmiechając - jak chcesz, to możemy już dziś porozmawiać o walce i przeprowadzić mały sparing, ale najlepiej do tego zostać na Wyjących Wzgórzach, tu najlepiej się będzie ćwiczyć. Ale na pewno wiesz, że i tak będziemy musieli porozmawiać o kodeksie, o rangach, i muszę pokazać ci granice. Tylko od ciebie zależy, czy chcesz dziś to przyswoić a przyjemniejsze rzeczy zostawić na koniec, czy chcesz dziś nauczyć się walczyć, a teorią zająć od następnego razu. - wytłumaczyła spokojnie, dając młodemu kocurkowi wybór. Nie była szczególnie nastawiona na żadne z tych wyjść, wychodziła bowiem z założenia, że terminatorowi trening powinien sprawić przyjemność, a więc jeśli Przebiśnieg nie czuł się na siłach tego dnia na spacer dookoła wichrowych terenów, albo nie miał ochoty na wysłuchiwanie kodeksu, to nie chciała go do tego zmuszać.
Jest duży w porównaniu do innych terminatorów, czy wojowników. Niewątpliwie jeden z najwyższych kotów w klanie. Jego ciało pokryte jest długim, czarno-białym włosiem. Przeważa u niego zdecydowanie kolor czarny, który ustępuje między oczami, gdzie ciągnie mu się biała plama, przechodząc następnie przez pysk, omijając tylko brodę i jedną czarną plamę przy nosie, po jego lewej stronie, potem przez krawacik na piersi, a kończąc się na brzuchu. Oprócz tego ma białe palce przednich łap, a tylne dorobiły się skarpetek. Kocur posiada również czarny nos prócz niewielkiej, różowej plamki po prawej jego stronie. Nad nosem iskrzy się para złotych, skośnych oczu. Oprócz olbrzymich gabarytów wzrostowych ma też olbrzymie gabaryty masowe. Nie to, że jest gruby, bo należy do kotów raczej szczupłych, aczkolwiek dzięki treningom nabrał on sporej masy mięśniowej. Ogon, cały czarny. Jeśli zaś wrócimy na chwilę do futra - to zauważymy, iż Przebiśnieg jest niesamowicie pedantyczny.
Właściwie, można go opisać dosłownie jednym stwierdzeniem - istny choleryk. Jest raczej chłodny, nieprzyjaźnie nastawiony do innych, nieco złośliwy, gburowaty, i inne takie, niekoniecznie dobre cechy. Uważa się za lepszego od innych, wiecznie chodzi z głową i ogonem uniesionym, by już z daleka koty mogły widzieć, że idzie, że oto nadchodzi pan, władca lasu. W rozmowach z innymi widać, że jest nieco porywczy, zdarza mu się być agresywnym, łatwo wybucha. Raczej nie da się z nim porozmawiać normalnie, chyba że wiecznie prawi mu się jakieś komplementy. Jest wymagający w stosunku do innych i do siebie. Musi bowiem być najlepszym i daje z siebie wszystko, żeby takim być. Ale, przede wszystkim, strasznie wierzy w swoje umiejętności. Uważa siebie za najlepszego we wszystkim, czego tylko się dotknie - istny kot bez żadnych słabości i z masą talentów. Jest uparty, uważa, że tylko on ma rację - i biada temu kto podważy jego zdanie. Jeśli on powie, że woda jest żółta to taka właśnie jest, i koniec kropka. Byłby dość władczy, chciałby, żeby każdy robił to, co on każe. Oprócz tego, byłby dość żywiołowym kociakiem, niezdolnym do usiedzenia w miejscu, ciągle musiałby coś robić. Cały czas szukałby czegoś w co mógłby włożyć łapy.
Słysząc, że wymawia jego imię, odwrócił łeb w jej stronę spoglądając na nią pytająco. A gdy powiedziała mu, żeby zdecydował się, czy najpierw chce przejść przez przyjemne rzeczy, a potem te słabsze, teoretyczne, to nieco opadł mu ogon, a sam kocur westchnął, spoglądając w stronę terenów. Owszem, nie brzmiało to fajnie, żeby zostawić teorię na sam koniec, ale zależało mu w sumie, żeby jak najszybciej nauczyć się walczyć. Zresztą, zwiedzanie terenów nie było aż tak nudne, jak siedzenie i słuchanie kodeksu, więc... Może jak się będą przemieszczać to minie mu szybciej, czy coś. Zerknął w stronę, gdzie mniej więcej były Wyjące Wzgórza, a potem zerknął w stronę w którą szli.
- Dzisiaj wolę się pouczyć walki. Chciałbym to już umieć, w razie czego - odparł całkiem poważnie, unosząc wyżej łeb. To wydawało mu się jak najbardziej logiczne - bo po co mu wiedzieć gdzie są granice, jak nie będzie mógł ich obronić, bo jedyna walka, jaką stoczył kiedykolwiek, to z siostrą, gdzie oboje walczyli na wyczucie, nie wiedząc co właściwie robią?
Cóż, to musiał być dla czarno białego trudny wybór, ale kocur ostatecznie zdecydował się jednak na walkę, z własnych powodów. Szylkretka więc położyła mu ogon na barkach i wskazała na Wyjące Wzgórza, które mieli niedaleko, by się wrócili.
- A zatem, powiedz mi, co już wiesz o walce. - poprosiła, gdy tak szli. Cóż, dziwnie się czuła, mając ćwiczyć walkę z takim młodym kocurkiem. Gdyby wiedziała wcześniej, może poprosiłaby innego terminatora o towarzyszenie, by mogła przyglądać się zmaganiom Przebiśniega z boku? Sytuacja jednak wynikła samoistnie i kocica zwyczajnie nie miała na to już czasu. Cóż, mogła tylko mieć nadzieję, że Przebiśnieg ją oszczędzi i da jej możliwość zaobserwowania jego posunięć.
Jest duży w porównaniu do innych terminatorów, czy wojowników. Niewątpliwie jeden z najwyższych kotów w klanie. Jego ciało pokryte jest długim, czarno-białym włosiem. Przeważa u niego zdecydowanie kolor czarny, który ustępuje między oczami, gdzie ciągnie mu się biała plama, przechodząc następnie przez pysk, omijając tylko brodę i jedną czarną plamę przy nosie, po jego lewej stronie, potem przez krawacik na piersi, a kończąc się na brzuchu. Oprócz tego ma białe palce przednich łap, a tylne dorobiły się skarpetek. Kocur posiada również czarny nos prócz niewielkiej, różowej plamki po prawej jego stronie. Nad nosem iskrzy się para złotych, skośnych oczu. Oprócz olbrzymich gabarytów wzrostowych ma też olbrzymie gabaryty masowe. Nie to, że jest gruby, bo należy do kotów raczej szczupłych, aczkolwiek dzięki treningom nabrał on sporej masy mięśniowej. Ogon, cały czarny. Jeśli zaś wrócimy na chwilę do futra - to zauważymy, iż Przebiśnieg jest niesamowicie pedantyczny.
Właściwie, można go opisać dosłownie jednym stwierdzeniem - istny choleryk. Jest raczej chłodny, nieprzyjaźnie nastawiony do innych, nieco złośliwy, gburowaty, i inne takie, niekoniecznie dobre cechy. Uważa się za lepszego od innych, wiecznie chodzi z głową i ogonem uniesionym, by już z daleka koty mogły widzieć, że idzie, że oto nadchodzi pan, władca lasu. W rozmowach z innymi widać, że jest nieco porywczy, zdarza mu się być agresywnym, łatwo wybucha. Raczej nie da się z nim porozmawiać normalnie, chyba że wiecznie prawi mu się jakieś komplementy. Jest wymagający w stosunku do innych i do siebie. Musi bowiem być najlepszym i daje z siebie wszystko, żeby takim być. Ale, przede wszystkim, strasznie wierzy w swoje umiejętności. Uważa siebie za najlepszego we wszystkim, czego tylko się dotknie - istny kot bez żadnych słabości i z masą talentów. Jest uparty, uważa, że tylko on ma rację - i biada temu kto podważy jego zdanie. Jeśli on powie, że woda jest żółta to taka właśnie jest, i koniec kropka. Byłby dość władczy, chciałby, żeby każdy robił to, co on każe. Oprócz tego, byłby dość żywiołowym kociakiem, niezdolnym do usiedzenia w miejscu, ciągle musiałby coś robić. Cały czas szukałby czegoś w co mógłby włożyć łapy.
Cofnął delikatnie uszy po sobie, gdy dotknęła go ogonem i delikatnie się odsunął. Darzył Miętę szacunkiem, jako mistrza, ale nie lubił żadnego rodzaju dotyku, więc gdy tylko poczuł jej ogon na barkach poczuł się na tyle nieswojo, by od razu się odsunąć.
Nie miał nic przeciwko walce z mistrzynią, już doświadczoną wojowniczką, ani trochę. Wręcz przeciwnie - mógłby teraz udowodnić jakie to ma świetnie umiejętności walki, a jeśli uda mu się jej chociaż dotknąć, a tym bardziej coś zrobić, to byłby jeszcze dumniejszy z siebie niż normalnie - w końcu, ha, który terminator daje radę pokonać mistrza w pierwszej walce sparingowej?
- W walce należy również wykorzystywać otoczenie. Skorzystać z niego i na przykład sypnąć śniegiem, piachem, kamieniami, liśćmi, wodą, błotem, czymkolwiek co jest pod łapą, a także ustawiać się pod słońce. Przy atakowaniu powinno się celować w gardło, brzuch, oczy, uszy, nos, ogon. Nie powinno się też patrzeć w miejsce, które chce się uderzyć, by nie dać przeciwnikowi chwili na domyślenie się gdzie zostanie zastosowany atak. Trzeba wykorzystywać swoje atuty - gdy jest się silnym używać więcej siły, stosować mocniejsze ataki; takie przytrzymywanie, podduszanie, napieranie, a gdy jest się zwinnym - częściej robić ataki i atakować celnie, ale nie mocno.
Przebiśnieg, cóż, nie był pierwszym kotem, który nie lubił dotyku. Szylkretka po tylu księżycach życia z Zaśnieżoną Ścieżką to rozumiała, choć nieco smutniała, odkrywając taką informację. Jednak zanotowała sobie w pamięci, że choć czarno-biały kocur nie był jej prawdziwym synem, to po niej odziedziczył niechęć do dotyku. I zamierzała już więcej nie ofiarować takich przelotnych gestów kocurkowi.
- Dobrze, Przebiśniegowa Łapo. Naprawdę dużo już wiesz. - pochwaliła kocurka. - Tak, bardzo to ważne, żeby wykorzystywać to, co nas otacza, zarówno do oślepienia przeciwnika czymś, jak i na przykład do ukrycia się i ataku z zaskoczenia. Co do słabych punktów u kota, masz rację. Szyja i brzuch są wrażliwymi miejscami, możesz je atakować ale pamiętaj też, żeby chronić je u siebie. Pachwiny też są zaliczane do wrażliwych miejsc. I tak, to ważne, by stosować swoje atuty w walce. Jeśli wiesz, że nie jesteś zbyt dobry ani silny, lepiej nawet robić uniki i tak zmęczyć przeciwnika. - uzupełniła, ale musiała przyznać, że Przebiśnieg przygotował się do tej lekcji. - Jak myślisz, jaki jest twój największy atut? - zapytała, zerkając na terminatora. Wiedza o umiejętnościach była niepotrzebna, jeśli nie znało się siebie.
Jest duży w porównaniu do innych terminatorów, czy wojowników. Niewątpliwie jeden z najwyższych kotów w klanie. Jego ciało pokryte jest długim, czarno-białym włosiem. Przeważa u niego zdecydowanie kolor czarny, który ustępuje między oczami, gdzie ciągnie mu się biała plama, przechodząc następnie przez pysk, omijając tylko brodę i jedną czarną plamę przy nosie, po jego lewej stronie, potem przez krawacik na piersi, a kończąc się na brzuchu. Oprócz tego ma białe palce przednich łap, a tylne dorobiły się skarpetek. Kocur posiada również czarny nos prócz niewielkiej, różowej plamki po prawej jego stronie. Nad nosem iskrzy się para złotych, skośnych oczu. Oprócz olbrzymich gabarytów wzrostowych ma też olbrzymie gabaryty masowe. Nie to, że jest gruby, bo należy do kotów raczej szczupłych, aczkolwiek dzięki treningom nabrał on sporej masy mięśniowej. Ogon, cały czarny. Jeśli zaś wrócimy na chwilę do futra - to zauważymy, iż Przebiśnieg jest niesamowicie pedantyczny.
Właściwie, można go opisać dosłownie jednym stwierdzeniem - istny choleryk. Jest raczej chłodny, nieprzyjaźnie nastawiony do innych, nieco złośliwy, gburowaty, i inne takie, niekoniecznie dobre cechy. Uważa się za lepszego od innych, wiecznie chodzi z głową i ogonem uniesionym, by już z daleka koty mogły widzieć, że idzie, że oto nadchodzi pan, władca lasu. W rozmowach z innymi widać, że jest nieco porywczy, zdarza mu się być agresywnym, łatwo wybucha. Raczej nie da się z nim porozmawiać normalnie, chyba że wiecznie prawi mu się jakieś komplementy. Jest wymagający w stosunku do innych i do siebie. Musi bowiem być najlepszym i daje z siebie wszystko, żeby takim być. Ale, przede wszystkim, strasznie wierzy w swoje umiejętności. Uważa siebie za najlepszego we wszystkim, czego tylko się dotknie - istny kot bez żadnych słabości i z masą talentów. Jest uparty, uważa, że tylko on ma rację - i biada temu kto podważy jego zdanie. Jeśli on powie, że woda jest żółta to taka właśnie jest, i koniec kropka. Byłby dość władczy, chciałby, żeby każdy robił to, co on każe. Oprócz tego, byłby dość żywiołowym kociakiem, niezdolnym do usiedzenia w miejscu, ciągle musiałby coś robić. Cały czas szukałby czegoś w co mógłby włożyć łapy.
Wyprężył dumnie pierś i uniósł ogon, zdecydowanie ciesząc się z pochwały kocicy. Nie to, żeby tego nie wiedział, bo był przekonany o swoich umiejętnościach teoretycznych, i praktycznych, jeśli chodzi o walkę, ale mimo wszystko; komplementy to coś, co kochał i on i jego ego, które gdyby je z niego wyciągnąć, było równie wielkie jak on, więc mogłoby robić za drugiego kota, więc bardzo chętnie je przyjmował i się z nich radował. Miętowy Pąk nieco rozszerzyła jego wypowiedź, do dodatkowych punktów jak atak z zaskoczenia, czy ukrycia się. Fakt. W sumie, jakby tak wskoczyć w krzaki, to przeciwnik mało co by widział - oprócz tego że on sam też widziałby w większości włażące mu do oczu gałęzie i listowie, ale hej, czego wróg nie widzi tego nie zaatakuje. To co, że działa to w obie strony?
- Zdecydowanie siła - odpowiedział nawet się nie zastanawiając. Nie był dobry w szybkich unikach i atakach, za to zdecydowanie lepiej wychodziło mu cokolwiek, co brało się z siły. Jak mocne ataki, próba obalenia, czy przytrzymania, zdecydowanie.
Szylkretka lubiła komplementować inne koty. Wtedy poprawiał im się humor, a więc i ona czuła się lepiej. Poza tym z natury była miła i uprzejma, więc to wszystko leżało w jej codziennym zachowaniu. Przebiśniegowi chyba to odpowiadało, co dla Mięty było widać po jego zachowaniu a także tym, że się nie skarżył.
- W takim razie najlepiej, jakbyś otwarcie atakował, zamiast bawić się w podchody, kryjówki i unikanie, jeśli przeciwnik nie jest od ciebie silniejszy. - zamruczała, doradzając kocurowi. - Dobra, to teraz poćwiczymy walkę, chcę zobaczyć jak jesteś pomysłowy. Pamiętaj, walczymy bez pazurów i gryzienia. Do ciebie należy pierwszy ruch, zaatakuj mnie. - zamruczała, po czym ustawiła się pięć ogonów długości od terminatora i na ugiętych łapach czekała na jego ruch, chcąc się ratować od ewentualnego ciosu skokiem w bok.