Średniej wielkości smukła i zgrabna kotka. Stanowi mieszankę obojga rodziców. Po matce dostała w spadku zgrabną sylwetkę oraz przenikliwe, piękne zielone oczy, natomiast po Głogowym Cieniu długie, lśniące czarno-białe futerko. Czerń okrywa większość jej ciała (głównie grzbiet, boki, głowę oraz ogon), ustępując bieli na prawej stronie pyszczka, szyi, piersi oraz na wszystkich czterech łapach. Również wąsy kotki są śnieżnobiałe. Ogon Świetlik jest długi i puszysty, a co ważniejsze: czysty, podobnie jak reszta ciała. Do sierści kotki nie ma prawa przylgnąć żaden kłak, liść czy paproch, ponieważ zostanie szybko unicestwiony. Świetlik dba o swój tytuł ślicznotki i czyścioszki.
Czarno-biała kotka jest ambitna, ma wysokie wymagania od życia. Lubi cyrkować i awanturować się za każdym razem jak coś pójdzie nie po jej myśli lub jej się nie spodoba. Świetlik to kotka sprytna, która próbuje sobie znaleźć silnych sojuszników w klanie, im wyżej postawionych tym lepiej, dlatego też w ich obecności będzie się zachowywać porządnie, a przynajmniej będzie się starać. Gdy wyczuje słabość i uległość będzie starała się kogoś takiego zdominować, zrobić z niego podnóżek i wyciągnąć jak najwięcej korzyści dla siebie. Jej wadą jest marudność, częste humorki i gorsze dni, które nadejdą z nawet najbardziej błahego powodu, jak choćby dlatego, że jest zbyt ciepło, zbyt zimno, zbyt słonecznie lub zbyt deszczowo. Albo nawet wietrznie, trudno powiedzieć co danego dnia nie będzie jej odpowiadać.
Znów znudzone spojrzenie. Świetlikowy Zagajnik westchnęła cicho. Dała Goryczce czas oraz dużo szans i wszystkie zostały zmarnowane. Postanowiła zakończyć temat rang, jako że zostało tu powiedziane wszystko, co trzeba, po czym przejść do kluczowej części tego treningu.
- Oba te pytania dotyczyły medyka. Pomocnik to tak naprawdę wytrenowany medyk, który nie zostanie nim dopóki jego poprzednik nie umrze lub zrezygnuje ze swojej roli. Natomiast terminator jest jak terminator wojownika: uczy się o chorobach, ziołach, o gwiezdnym klanie. Do stosu pierwszeństwo mają nie tylko kocięta, lecz także starszyzna. Natomiast ceremonie może przeprowadzać również medyk - dokończyła. Przez moment wpatrywała się bez słowa w Gorzką Łapę niczym na wyjątkowo interesujący gatunek chrząszcza.
- Jest też inna kwestia. Bycie terminatorem wojownika to coś więcej niż nauka walki oraz polowania. Twoim obowiązkiem jest także pomaganie oraz szacunek wobec starszych i bardziej doświadczonych. Jeśli jesteś znudzona i jeśli nie zaczniesz okazywać mi szacunku możesz od razu wracać do chruśniaka w obozie - połowę wypowiedzi mówiła miękkim, niemalże łagodnym tonem. Ostatnie zdanie wypowiedziała jednak twardo, bez wahania, zaś w jej zielonych ślepiach błysnęła stal.
Księżyce: 118
Mistrz: Księżycowy Pył
Płeć: kotka
Matka: brak
Ojciec: Bukowa Kora
Drobna, koścista, żylasta, z mięśniami jak u wróbla. Ma trójkątną głowę z bardzo mocno uwydatnionymi kośćmi policzkowymi, które niemal przebijają przez gładkie, krótkie futerko. Zajmujące sporą część pyszczka oczy w barwie bladej, niepokojącej żółci są lekko skośne, obrysowane jasnymi obwódkami. Obraz uzupełniają czarne wargi oraz charakterystyczna czarna plamka na języku. Czarne ma również poduszki łap. Uszy kotki rozchodzą się natomiast szeroko na boki, duże oraz szpiczaste jak u nietoperza. Futro Goryczy z wierzchu jest koloru ciemnej rdzy, zaś subtelnie pod brodą i na brzuchu nieco się rozjaśnia. Od nasady głowy aż po kraniec cienkiego ogona ciągnie się z kolei czarny, ostrzegawczy pas. Lekko zadarty, mały nos jest brązowy i okalany krótkimi, sprężystymi wąsikami.
Chochliczka nie zmieniła się za bardzo, odkąd ślad po niej zaginął. W dalszym ciągu chodzi najczęściej skrzywiona, urażona tępotą otoczenia, które nie czyta jej w myślach; nienawidzi niczego tłumaczyć ani tym bardziej tłumaczyć z czegoś siebie. Słów używa zdawkowo, komunikuje się powłóczystymi spojrzeniami i mimiką. Interesuje ją tylko wiedza i eksperymenty. Gdyby dodać do tego spore uszczerbki w emocjach, klaruje nam się wzorowy asperger. Jest arogancką, pewną siebie, denerwującą wszą, która - gdy ktoś jej podpadnie - może próbować się mścić. Czuje się bardzo pewnie na pozycji samozwańczej medyczka-znachorki i doskonale wie, że ma właściwie monopol na decydowanie kto umrze, a kto przeżyje. Lepiej niż dawniej znosi wszechobecne dźwięki i zapachy, które przez wzgląd na doskonałe zmysły były w przeszłości jej utrapieniem i źródłem bólu. Niemniej, podczas tułaczki zdołała się zahartować.
Widmo (kc) l Szara Kora (gk)
Czyli najwięcej luk informacyjnych posiadała w kwestii Medyków, logiczne, skoro ci robili ze swojego istnienia oraz prowadzonych obrządków jakieś tajemnice skrzętnie ukrywane przed resztą klanu. Nawet dostęp do ziółek musiała negocjować z piaskowym kocurem, a to był jak się okazuje ledwo wierzchołek góry lodowej - dziwne sny, prowadzenie ceremonii za Gwiazdę, własny pomocnik... Ciekawe, ciekawe. Nie od dziś wiadomo, że trawa po drugiej stronie płotu zawsze była bardziej zielona; dla rdzawej drobiny wiedza dedykowana takiemu Barwinkowi, a przed nią podle ukrywana, przedstawiała się znacznie lepiej niż wszystko, o czym bez przekonania ględziła Świetlikowy Zagajnik. Niemniej wysłuchała kotki, a gdy ta na dłużej zamilkła, przeniosła na nią spłowiałe oczy, ani trochę nie pesząc się przeciągłym kontaktem wzrokowym. Wkrótce słowa ponownie popłynęły, więc Goryczka założyła, że nie ma po co dłużej podziwiać pyska Mistrzyni, bo i nie było czego tam podziwiać. Jej spojrzenie swobodnie odbiło w dal, klucząc po cienkich pniach młodych drzew, podczas gdy ostry, analityczny umysł pochłaniał definicję terminatorstwa, aż tu nagle dopłynęło do niej roszczenie tak absurdalne i tak od podstaw niezrozumiałe, że w pierwszej chwili wąsy kotki zadrgały. W czym problem? Miała się dokształcać, czy włazić Świetlikowi w ten szeroki tyłek, aby kocica była należycie usatysfakcjonowana? A może nie dostała półmózga za ucznia i bolało ją, że nie ma przed kim poszpanować regułkami? Też westchnęła, choć tylko w duchu. Słuchała się, nieźle walczyła, zgodnie z umową przyszła tu dzisiaj, odpowiadała na wszystkie pytania najlepiej jak potrafiła, ale tej to nie pasowało, potrzebowała szacunku, jakby umknęła jej stara, poczciwa prawda, iż na takowy należało najpierw zasłużyć.
- Jakiego szacunku oczekujesz? - zapytała beznamiętnie, już tylko w myślach rozwijając postawione pytanie w atrakcyjniejszy, humorystyczny sposób. No, jakiego, Świetlik? Może powinna każde spotkanie zaczynać od płomiennej ody do Mistrzyni?
O Mistrzyni, tak bardzo Cię szanuję,
kto Cię zobaczy,
nie obejmie całej wzrokiem,
trzeba Cię obchodzić doprawdy szerokim krokiem.
Kreatywna Chochliczka zachichotała w głowie, patrząc jednocześnie z powagą na Mistrzynię. Może znajdzie legendarny szacunek, kto wie?
✺ ✺ ✺ ✺ myślisz, że mnie znasz
że ze mnie już jest mokry ślad
że na pamięci płodny pająk siadł
licho złego nie bierze
nici mam w złej wierze a ty
zaraz się poplujesz
Średniej wielkości smukła i zgrabna kotka. Stanowi mieszankę obojga rodziców. Po matce dostała w spadku zgrabną sylwetkę oraz przenikliwe, piękne zielone oczy, natomiast po Głogowym Cieniu długie, lśniące czarno-białe futerko. Czerń okrywa większość jej ciała (głównie grzbiet, boki, głowę oraz ogon), ustępując bieli na prawej stronie pyszczka, szyi, piersi oraz na wszystkich czterech łapach. Również wąsy kotki są śnieżnobiałe. Ogon Świetlik jest długi i puszysty, a co ważniejsze: czysty, podobnie jak reszta ciała. Do sierści kotki nie ma prawa przylgnąć żaden kłak, liść czy paproch, ponieważ zostanie szybko unicestwiony. Świetlik dba o swój tytuł ślicznotki i czyścioszki.
Czarno-biała kotka jest ambitna, ma wysokie wymagania od życia. Lubi cyrkować i awanturować się za każdym razem jak coś pójdzie nie po jej myśli lub jej się nie spodoba. Świetlik to kotka sprytna, która próbuje sobie znaleźć silnych sojuszników w klanie, im wyżej postawionych tym lepiej, dlatego też w ich obecności będzie się zachowywać porządnie, a przynajmniej będzie się starać. Gdy wyczuje słabość i uległość będzie starała się kogoś takiego zdominować, zrobić z niego podnóżek i wyciągnąć jak najwięcej korzyści dla siebie. Jej wadą jest marudność, częste humorki i gorsze dni, które nadejdą z nawet najbardziej błahego powodu, jak choćby dlatego, że jest zbyt ciepło, zbyt zimno, zbyt słonecznie lub zbyt deszczowo. Albo nawet wietrznie, trudno powiedzieć co danego dnia nie będzie jej odpowiadać.
Blah blah blah, ponownie.
- Jakiego? - powtórzyła. Ani myślała patyczkować się z kotką w tymże tańcu i dać się wodzić za nos. - Jesteś inteligentna. Doskonale wiesz o co mi chodzi. Widzę twoje znudzenie, wywracanie oczami oraz aroganckie miny. A jeżeli nie wiesz czym dokładnie jest szacunek i w jaki sposób go okazywać być może nie dorosłaś do swojej roli - odparła chłodno. Wszelkie talenty Goryczki były absolutnie nieprzydatne i można się było nimi podetrzeć jeśli terminatorka nie nauczy się słuchać, nie podporządkuje się klanowym zasadom i nie przestanie ociekać bezpodstawnym niezadowoleniem okazywanym w każdy możliwy sposób, często złośliwym. W obecnej chwili była zwyczajnie dla klanu bebezużyteczna. Natomiast jeśli podobne szyderstwo jak wierszyki kotka uznawała za szacunek, to być może należy jej odebrać również tytył inteligentnej. A wtedy Goryczka nie będzie miała już żadnej karty przetargowej.
Księżyce: 118
Mistrz: Księżycowy Pył
Płeć: kotka
Matka: brak
Ojciec: Bukowa Kora
Drobna, koścista, żylasta, z mięśniami jak u wróbla. Ma trójkątną głowę z bardzo mocno uwydatnionymi kośćmi policzkowymi, które niemal przebijają przez gładkie, krótkie futerko. Zajmujące sporą część pyszczka oczy w barwie bladej, niepokojącej żółci są lekko skośne, obrysowane jasnymi obwódkami. Obraz uzupełniają czarne wargi oraz charakterystyczna czarna plamka na języku. Czarne ma również poduszki łap. Uszy kotki rozchodzą się natomiast szeroko na boki, duże oraz szpiczaste jak u nietoperza. Futro Goryczy z wierzchu jest koloru ciemnej rdzy, zaś subtelnie pod brodą i na brzuchu nieco się rozjaśnia. Od nasady głowy aż po kraniec cienkiego ogona ciągnie się z kolei czarny, ostrzegawczy pas. Lekko zadarty, mały nos jest brązowy i okalany krótkimi, sprężystymi wąsikami.
Chochliczka nie zmieniła się za bardzo, odkąd ślad po niej zaginął. W dalszym ciągu chodzi najczęściej skrzywiona, urażona tępotą otoczenia, które nie czyta jej w myślach; nienawidzi niczego tłumaczyć ani tym bardziej tłumaczyć z czegoś siebie. Słów używa zdawkowo, komunikuje się powłóczystymi spojrzeniami i mimiką. Interesuje ją tylko wiedza i eksperymenty. Gdyby dodać do tego spore uszczerbki w emocjach, klaruje nam się wzorowy asperger. Jest arogancką, pewną siebie, denerwującą wszą, która - gdy ktoś jej podpadnie - może próbować się mścić. Czuje się bardzo pewnie na pozycji samozwańczej medyczka-znachorki i doskonale wie, że ma właściwie monopol na decydowanie kto umrze, a kto przeżyje. Lepiej niż dawniej znosi wszechobecne dźwięki i zapachy, które przez wzgląd na doskonałe zmysły były w przeszłości jej utrapieniem i źródłem bólu. Niemniej, podczas tułaczki zdołała się zahartować.
Widmo (kc) l Szara Kora (gk)
l shiet, nie zauważyłam odpisu :')
Sęk w tym, że to, co tak gryzło Mistrzynię po oczach, autentycznie leżało poza sferą jurysdykcji Goryczki. Od urodzenia operowała stałym wachlarzykiem min - czasem był to krzywy grymas, jakby coś ją bolało, czasem znudzenie, a czasem złość. Nigdy nie wyglądała neutralnie. W szczytowej formie potrafiła się uśmiechać, ale wtedy z kolei zawsze z jakimś kwaśnym, niepokojącym akcentem. W ludzkich realiach określało się to chyba jako permanentny bitch face, zaś w kocich... Spotykało z niezrozumieniem. Ostro wyżynające się spod futerka barki wzniosły się i opadły na słowa Świetlikowego Zagajnika. Przeszkadzały biedaczce przewroty oczami, ale buraska miała świadomość, że tak serio nie może jej niczego specjalnie zarzucić. Przyszła na kolejny trening, odpowiadała na pytania, a poprzednio udowodniła również, że słucha, wykorzystując wskazówki długofutrej w walce. Jedyną niesubordynację Goryczka dopuszczała w bezpiecznych zakamarkach własnej głowy, gdyż właśnie dlatego, że była inteligentna, wiedziała, co należy zachować dla siebie. Równie dobrze cofnięte do kociarni powinni zostać te wszystkie jąkały trzęsidupy, albo nawet jej brat Wieczór, który usiłował sobie wydłubać ostatnio oczy. To dopiero dorosłe zachowanie. Rzece na pewno przyda się ślepy wojownik. Żenada. Chochliczka patrzyła jej zdaniem obojętnie na starszą, chociaż kąciki jej warg niebezpiecznie drgały, zawieszone między skruchą a świeżym gniewem.
- Taka jestem - skwitowała krótko, wycofując okazałe uszy. Nie akceptowała jej to nie, wzajemnie, ale naprawdę będą ścierać się o mimikę? To dopiero, he, niedorosłe.
✺ ✺ ✺ ✺ myślisz, że mnie znasz
że ze mnie już jest mokry ślad
że na pamięci płodny pająk siadł
licho złego nie bierze
nici mam w złej wierze a ty
zaraz się poplujesz
Średniej wielkości smukła i zgrabna kotka. Stanowi mieszankę obojga rodziców. Po matce dostała w spadku zgrabną sylwetkę oraz przenikliwe, piękne zielone oczy, natomiast po Głogowym Cieniu długie, lśniące czarno-białe futerko. Czerń okrywa większość jej ciała (głównie grzbiet, boki, głowę oraz ogon), ustępując bieli na prawej stronie pyszczka, szyi, piersi oraz na wszystkich czterech łapach. Również wąsy kotki są śnieżnobiałe. Ogon Świetlik jest długi i puszysty, a co ważniejsze: czysty, podobnie jak reszta ciała. Do sierści kotki nie ma prawa przylgnąć żaden kłak, liść czy paproch, ponieważ zostanie szybko unicestwiony. Świetlik dba o swój tytuł ślicznotki i czyścioszki.
Czarno-biała kotka jest ambitna, ma wysokie wymagania od życia. Lubi cyrkować i awanturować się za każdym razem jak coś pójdzie nie po jej myśli lub jej się nie spodoba. Świetlik to kotka sprytna, która próbuje sobie znaleźć silnych sojuszników w klanie, im wyżej postawionych tym lepiej, dlatego też w ich obecności będzie się zachowywać porządnie, a przynajmniej będzie się starać. Gdy wyczuje słabość i uległość będzie starała się kogoś takiego zdominować, zrobić z niego podnóżek i wyciągnąć jak najwięcej korzyści dla siebie. Jej wadą jest marudność, częste humorki i gorsze dni, które nadejdą z nawet najbardziej błahego powodu, jak choćby dlatego, że jest zbyt ciepło, zbyt zimno, zbyt słonecznie lub zbyt deszczowo. Albo nawet wietrznie, trudno powiedzieć co danego dnia nie będzie jej odpowiadać.
- Taka jesteś, czy taka chcesz być? - pytanie retoryczne. Świetliczka pokręciła głową, ubolewając nad głupotą swej terminatorki. Taka mądra, a jednak całkiem niedojrzała. Wojowniczka nie zamierzała się z nią użerać. Nie zamierzała się nad nią pochylać i pozwolić sobie na rozstawianie po kątach. Nie miała cierpliwości ani ochoty na użeranie się z jej fochami, absurdalnym zachowaniem, na humorki i dziecinne kręcenie nosem. - Wygląda na to, że nie dorosłaś do swojej roli, Goryczko. Nasz trening zostanie zawieszony do czasu, aż zmienisz swoje nastawienie i dowiesz się czym jest szacunek i jak go okazywać. Do tego czasu możesz wychodzić z obozu tylko w towarzystwie innego wojownika. Gdy zapragniesz wznowić trening wiesz gdzie mnie szukać - zamruczała nisko i wróciła z terminatorką do obozu. Bo ani myślała pozwolić jej odbiec w randomową stronę, przykładowo na granicę, gdzie mogłaby narobić problemów sobie i swojemu klanowi z powodu gówniarskich motywów.
Księżyce: 118
Mistrz: Księżycowy Pył
Płeć: kotka
Matka: brak
Ojciec: Bukowa Kora
Drobna, koścista, żylasta, z mięśniami jak u wróbla. Ma trójkątną głowę z bardzo mocno uwydatnionymi kośćmi policzkowymi, które niemal przebijają przez gładkie, krótkie futerko. Zajmujące sporą część pyszczka oczy w barwie bladej, niepokojącej żółci są lekko skośne, obrysowane jasnymi obwódkami. Obraz uzupełniają czarne wargi oraz charakterystyczna czarna plamka na języku. Czarne ma również poduszki łap. Uszy kotki rozchodzą się natomiast szeroko na boki, duże oraz szpiczaste jak u nietoperza. Futro Goryczy z wierzchu jest koloru ciemnej rdzy, zaś subtelnie pod brodą i na brzuchu nieco się rozjaśnia. Od nasady głowy aż po kraniec cienkiego ogona ciągnie się z kolei czarny, ostrzegawczy pas. Lekko zadarty, mały nos jest brązowy i okalany krótkimi, sprężystymi wąsikami.
Chochliczka nie zmieniła się za bardzo, odkąd ślad po niej zaginął. W dalszym ciągu chodzi najczęściej skrzywiona, urażona tępotą otoczenia, które nie czyta jej w myślach; nienawidzi niczego tłumaczyć ani tym bardziej tłumaczyć z czegoś siebie. Słów używa zdawkowo, komunikuje się powłóczystymi spojrzeniami i mimiką. Interesuje ją tylko wiedza i eksperymenty. Gdyby dodać do tego spore uszczerbki w emocjach, klaruje nam się wzorowy asperger. Jest arogancką, pewną siebie, denerwującą wszą, która - gdy ktoś jej podpadnie - może próbować się mścić. Czuje się bardzo pewnie na pozycji samozwańczej medyczka-znachorki i doskonale wie, że ma właściwie monopol na decydowanie kto umrze, a kto przeżyje. Lepiej niż dawniej znosi wszechobecne dźwięki i zapachy, które przez wzgląd na doskonałe zmysły były w przeszłości jej utrapieniem i źródłem bólu. Niemniej, podczas tułaczki zdołała się zahartować.
Widmo (kc) l Szara Kora (gk)
Taka jesteś, czy taka chcesz być?
Dlaczego nikt nie kierował takich pytań do nadpobudliwego, infantylnego Ciernika? Albo żyjącego we własnym świecie Amura? Albo, coby szukać przykładów po jednej linii pokrewieństwa, do dramatycznego i mazgajowatego do ugięcia łap Wieczora? To są przecież pytania z serii: dlaczego słońce świeci? Idiotyczne.
Wątłe ciałko szczelnie wypełniła gorąca wściekłość. Jajo, Skra, czy nawet ktoś zupełnie dorosły jak tata jakoś nie robili jej wyrzutów z tego, jaka była, a Świetlikowy Zagajnik ni stąd, ni zowąd... Tak. I to dokładnie w momencie, kiedy ich współpraca zaczynała się układać, a Goryczka wywiązywała się przecież z umowy i robiła wszystko, o co została poproszona, na swój sposób doceniając, że pierwszego dnia treningu Świetlik nie kładła jej do głowy zbyt wiele, gdy nie miała na to najmniejszej ochoty. Niespodziewanie teraz, być może omotana ciążowymi hormonami, córka Kos bardzo pragnęła wymusić na niej NIEMOŻLIWE zmiany, zaciągając hamulec na drodze do jej rozwoju. Ach tak? Proszę bardzo.
Mały czarny irokezik postawił się na kręgosłupie koteczki, podczas gdy bladożółte oczy zwęziły się do ciasnych szparek. Została zaatakowana, w jej mniemaniu totalnie niesłusznie i totalnie z dupy. Jeśli Włochata naprawdę zakładała, że tak coś wskóra, cokolwiek, to nie powinna robić sobie kociąt, bo szkoda rozsiewać dalej po klanie taką tępotę. Wysłuchała Mistrzyni w grobowym milczeniu, a na koniec uniosła kącik wargi po jednej stronie pyszczka w zgorzkniałym, niesymetrycznym grymasie. Oby Świetlkowy Zagajnik nie czekała z zapartym tchem, aż rdzawa do niej wróci, bo się zwyczajnie udusi, a Goryczki i tak nie doczeka. Całe szczęście ta łaciata kłoda nie miała wyłączności na wiedzę i głodna jej sierotka z powodzeniem obejdzie się bez zabierającego jej czas i nerwy treningu.
W drodze do obozu stąpała cicho obok dawnej Mistrzyni, nie kierując jednak do niej ani jednego spojrzenia, ani tym bardziej słowa.
z/t
✺ ✺ ✺ ✺ myślisz, że mnie znasz
że ze mnie już jest mokry ślad
że na pamięci płodny pająk siadł
licho złego nie bierze
nici mam w złej wierze a ty
zaraz się poplujesz