Warkot już od pierwszych chwil życia był imponujący. Jeszcze nie wyrósł do końca, a już jest wielki. Nie. Ogromny. Nie tylko wzwyż, a również wszerz. Oczywiście nie przez tłuszcz, a mięśnie, które skryte są pod burą szatą. Nawet pobyt w lecznicy nie sprawił, że kocur stracił choć grama swojego uroku. No, może oprócz tego, że minimalnie schudł. Jego łapy są potężne, a barki szerokie. Bure futro przyozdobione jest tygrysimi pręgami, które z wiekiem coraz bardziej zanikają, zapewne przez jego gęstość i długość. Oczy kocura już całkiem wybarwiły się z szaroniebieskiego na zielony, natomiast jego nos od zawsze i na zawsze pozostanie jasnoróżowy. Jeśli chodzi o drobne szczegóły, nie wolno zapomnieć o króciutkich pędzelkach na uszach oraz końcówce ogona, która jest w całości czarna. Oprócz tego na jego futrze, w niektórych miejscach, widoczne są przejaśnienia.
Warkot może i groźnie wygląda, lecz z natury wcale taki nie jest. Można by się nawet sporo zdziwić. Tak naprawdę jest to kot niezwykle wrażliwy na krzywdę innych, jest empatyczny i zazwyczaj rozgadany. Jest troskliwy, zawsze stara się pomóc, nawet gdy pomoc nie jest konieczna. Gdy trzeba, bez wahania stawia się w obronie słabszych, nie przejmując się, że może mu się oberwać. Zdecydowanie, najczęściej patrzy pierwsze na innych, niż na siebie. Cierpliwości można byłoby mu pozazdrościć. Praktycznie nigdy, ale to nigdy się nie denerwuje. Po co? Uważa się za kota inteligentnego, używającego rozumu. Nie zależy mu na pełnieniu wysokiej rangi, ani na ciągłym udowadnianiu że jest się najlepszym. Wyznaje zasadę, że najlepiej jest po prostu być sobą, a nie udawać kogoś innego. Kodeks, jak i gwiezdni są dla niego rzeczą niezmiernie ważną. Oprócz tego, jest dosyć towarzyskim kotem, odważnym i przede wszystkim przyjaznym. Jest zdecydowany i wie czego chce. Nie boi się bronić swoich racji i przekonań, a gdy okaże się, że nie ma racji, z łatwością przeprosi. Ot, taka mieszanka cech. Coś z tego wyjdzie, ale co?
brak
/Nowy dzień
Kolejnego dnia treningu Warkot przed południem znalazł się przed obozem. Tam miał się spotkać ze Śliwkową Pestką. Poprzedniego dnia ustalili, że dzisiaj przejdą się na granice i Warkot dowie się czegoś o polowaniu albo o walce. Miał wybrać. Tak właściwie to wybrał niemalże od razu, gdy mistrzyni mu o tym powiedziała. To było jasne, że wybierze walke. Przecież to tego chcial się tak bardzo nauczyć. Będzie mógł iść gdzieś poza obóz i w razie niebezpieczeństwa będzie w stanie się samemu obronić.
Usiadł przed obozem i szybko się rozejrzał. Przyszedł za wcześnie? Pewnie tak. Przecież nigdy się nie spóźnia i zawsze jest przed czasem. To chyba na plus dla niego.
Mistrz: Kosowa Pieśń
Płeć: kotka
Matka: Kosowa Pieśń
Ojciec: Głogowy Cień
Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Nie spóźniła się - no, może tylko chwilkę! Mimo to nie była to spora obsuwa czasowa i Śliwkowa Pestka dosłownie chwilkę po Warkoczącej Łapie zjawiła się przed obozem i przywitała burego terminatora lekkim uśmiechem. xx— Dzień dobry, Warkocząca Łapo! Mam nadzieje, że jesteś wypoczęty i najedzony — zamruczała łagodnie i poruszyła delikatnie wibrysami dając krągłym łebkiem znak do ruszenia i skręciła w kierunku zachodnich Łęgów, aby przez nie dostać się bliżej Bobrowej Tamy i ruszyć albo wzdłuż granicy z Ziemiami Niczyimi, bądź pokazać kocurowi granice z Klanem Gromu i Czterema Dębami. Nie wiedziała jeszcze dokładnie gdzie się dzisiaj udadzą, jednak tak jak obiecała; kocur na pewno pozna dzisiaj dwie granice. Idąc tak spokojnym tempem, już kawałek od obozu, uszy Śliwkowej Pestki zadrżały delikatnie tak jak i końcówka jej ogona. Wtedy też odwróciła lekko łebek w stronę terminatora i uniosła nieznacznie obie brwi. — Podjąłeś już decyzje czym chciałby się dzisiaj zająć? Walką, czy polowaniem? — wczoraj ustalili, że Warkot będzie miał w tej kwestii wybór i Śliwkowa Pestka miała zamiar to uszanować. Podskórnie domyślała się co takiego wybierze rosły syn Barwnego Nieba, jednak...Milczała z lekkim, uroczym uśmiechem dalej lekkim spacerkiem prowadząc kocura w stronę Bobrowej Tamy.
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Warkot już od pierwszych chwil życia był imponujący. Jeszcze nie wyrósł do końca, a już jest wielki. Nie. Ogromny. Nie tylko wzwyż, a również wszerz. Oczywiście nie przez tłuszcz, a mięśnie, które skryte są pod burą szatą. Nawet pobyt w lecznicy nie sprawił, że kocur stracił choć grama swojego uroku. No, może oprócz tego, że minimalnie schudł. Jego łapy są potężne, a barki szerokie. Bure futro przyozdobione jest tygrysimi pręgami, które z wiekiem coraz bardziej zanikają, zapewne przez jego gęstość i długość. Oczy kocura już całkiem wybarwiły się z szaroniebieskiego na zielony, natomiast jego nos od zawsze i na zawsze pozostanie jasnoróżowy. Jeśli chodzi o drobne szczegóły, nie wolno zapomnieć o króciutkich pędzelkach na uszach oraz końcówce ogona, która jest w całości czarna. Oprócz tego na jego futrze, w niektórych miejscach, widoczne są przejaśnienia.
Warkot może i groźnie wygląda, lecz z natury wcale taki nie jest. Można by się nawet sporo zdziwić. Tak naprawdę jest to kot niezwykle wrażliwy na krzywdę innych, jest empatyczny i zazwyczaj rozgadany. Jest troskliwy, zawsze stara się pomóc, nawet gdy pomoc nie jest konieczna. Gdy trzeba, bez wahania stawia się w obronie słabszych, nie przejmując się, że może mu się oberwać. Zdecydowanie, najczęściej patrzy pierwsze na innych, niż na siebie. Cierpliwości można byłoby mu pozazdrościć. Praktycznie nigdy, ale to nigdy się nie denerwuje. Po co? Uważa się za kota inteligentnego, używającego rozumu. Nie zależy mu na pełnieniu wysokiej rangi, ani na ciągłym udowadnianiu że jest się najlepszym. Wyznaje zasadę, że najlepiej jest po prostu być sobą, a nie udawać kogoś innego. Kodeks, jak i gwiezdni są dla niego rzeczą niezmiernie ważną. Oprócz tego, jest dosyć towarzyskim kotem, odważnym i przede wszystkim przyjaznym. Jest zdecydowany i wie czego chce. Nie boi się bronić swoich racji i przekonań, a gdy okaże się, że nie ma racji, z łatwością przeprosi. Ot, taka mieszanka cech. Coś z tego wyjdzie, ale co?
brak
Na szczęście Śliwkowa Pestka po chwili się pojawiła. Miała uśmiech na twarzy i Warkot zauważył, że kotka jest w dobry, humorze. To bardzo dobrze, bo dzięki temu on też mogł się poczuć lepiej. Już nie mógł się doczekać dzisiejszego dnia. W końcu nauczy się walki, a to mu otworzy duże możliwości. W końcu będzie mógł iść gdzieś dalej niż na tereny Klanu Rzeki. Pójdzie na granice, a później gdzieś dalej. Na pewno będzie bezpiezniejszy.
- Dzień dobry, Śliwkowa Pestko. Bardziej gotowy niż teraz nie mógłbym być - powiedział łagodnie i skusił się na mały uśmiech. Był lekko podekscytowany. Pewnie jego radość wzrośnie jeszcze bardziej, gdy rzeczywiście zacznie sie praktyka, a nie teoria. Lubi słuchać, ale... W końcu chciałby spróbować czegoś, niż tylko siedzieć i sie uczyć. Wstał od razu po Śliwkowej Pestce i ruszył za nią. Ciekawe gdzie idą. Pewnie pozna jakieś nowe tereny, na których wczoraj nie byli. - Tak. Chciałbym nauczyć się walki - miał nadzieje, że Śliwkowa Pestka nie ma nic przeciwko i że sie zgodzi. Jeśli nie to... Trudno. Nie bedzie sie z nią kłócił, przecież i tak musi przerobić i walke i polowanie. Na wszystko przyjdzie czas, nic ich nie goni. Warkot mimo, że bardzo chce zostać wojownikiem, nie zależy mu aby ukonczyć trening jak najszybciej. To nie są żadne wyścigi.