Wysoki, masywny kocur o długim, miękkim futrze w rudym kolorze, na którym malują się ciemniejsze grube zawijasy, a na łapach - grube pasy. Ma białe znaczenia na wszystkich łapach (na tylnych trochę więcej), części brzucha, klatce piersiowej, szyi i brodzie. Jego oczy są barwy soczystej zieleni, a nos ciemnoróżowy.
Odważny, lojalny wobec klanu i swoich bliskich kocur. Jest spokojny i opanowany, chociaż nie sprawia wrażenia sztywności i jest w stanie żartować. Z głośnego, energicznego, impulsywnego i niecierpliwego kociaka z wygórowanym mniemaniem o sobie wyrósł rozważny wojownik, który jednak potrafi momentami zareagować ostro i się unieść, gdy ktoś powie lub zrobi coś niewłaściwego. Zależy mu na świetnym wywiązywaniu się w obowiązków, ma też w sobie spore ambicje i w przyszłości widzi siebie na stanowisku zastępcy, a potem przywódcy, jednak jest świadomy, że jest w stanie to osiągnąć tylko i wyłącznie ciężką pracą już teraz, jako wojownik. Nie stroni od towarzystwa, wręcz przeciwnie, podobnie lubi też mieć zajęcie, jednak wyraźnie nie wie, jak zachowywać się w towarzystwie kociąt.
Obudził się z rangą wojownika, opuszczał obóz jako zastępca… a powrócić miał jako przywódca. Ten awans, równie szybki, co w przypadku jego matki, budził w nim na razie ambiwalentne uczucia. Choć wiedział, że zbliża się do celu, który chciał osiągnąć, odkąd był kociakiem, i wierzył w to, że sobie poradzi w ten czy inny sposób, to jednak podskórnie wątpił sam w siebie, świadom, że nie należy jeszcze do bardzo doświadczonych wojowników… i że nie zdążył pobyć zastępcą, co z pewnością bardzo mu to wszystko ułatwiło. Ale nie mógł przecież zmusić swojej matki do dzierżenia rangi przywódczyni, gdy jasnym było, że podupadła na zdrowiu i nie była w stanie funkcjonować tak, jak kiedyś.
Nie miał pojęcia, gdzie znajduje się Szepcząca Sadzawka, jednak był pewien dwóch rzeczy: pierwsza to taka, że należało się kierować za Grzmiącą Ścieżkę i Borsucze Pagórki, druga natomiast – Malinowa Gwiazda na pewno wiedziała, gdzie dokładnie znajdowało się to miejsce. O ile ciało jej powoli nie domagało, zmęczeniem i chorobą krzycząc o odpoczynek, o tyle na demencję raczej nie cierpiała, więc w tej kwestii Porywisty Wiatr się nie martwił. Martwił się za to o inne, na czele z tym, jak wiele księżyców pozostanie jego matce po tym, jak odda mu swoje dodatkowe życia. Właściwie… odda mu swoje? To nie była zbyt standardowa sytuacja, z tego co się orientował, i nie wiedział, jak Gwiezdny Klan się na to zapatruje, nie wspominając o technicznych szczegółach. A co, jeśli przodkowie nie pozwolą jej zrezygnować? Cała ta wyprawa, która z pewnością będzie obciążająca dla białej kocicy, na nic.
Wyruszyli niezwłocznie, a kocur, przechodząc przez Kłujący Korytarz, zmarszczył lekko pysk pod wpływem tej myśli. Stanąwszy po drugiej stronie zrobił miejsce, by kocice, które miały iść razem z nim, mogły swobodnie wyjść z korytarza. Dopiero wtedy się odezwał:
– Z tego co wiem, Szepcząca Sadzawka znajduje się za Grzmiącą Ścieżką. – Grzmiącą Ścieżką, na której jego brat stracił władzę w dwóch łapach, na której Sadzowa Łapa została przejechana przez potwora… respektował Grzmiącą Ścieżkę. Obawiał się potworów i nigdy się za nią nie zapuszczał, ale to była jedyna możliwa teraz trasa. – Przejdziemy skrajem Świszczących Traw i przez Bylicowe Łąki, potem przez Ścieżkę na Borsucze Pagórki… i wtedy będę musiał oddać ci prowadzenie, mamo – odezwał się bezpośrednio do Malinowej Gwiazdy. Miał do niej pytania, wiele pytań, jednak nie wiedział jeszcze, czy chciał je zadawać w towarzystwie… kogokolwiek, bo nie miał nic osobistego przeciwko Lawendzie i Gwiazdce, które sam wybrał na wyprawę. Miał też wiele spraw do przemyślenia, jednak na razie skupiał się przede wszystkim na zadaniu, jakim było dotarcie do miejsca spotkań z Gwiezdnym Klanem – i zamierzał wyruszyć jak najszybciej wybraną trasą, gdy jego towarzyszki już załatwiły wszystko, co musiały przed opuszczeniem obozu, i się stawiły.
Nieszczęściu, imię twoje - kobieta! Nie zmieniła się zbyt wiele od swojej ceremonii na terminatora, niestety, a może i na szczęście, za wyjątkiem nabycia kilku centymetrów wzwyż. Kolokwialnie rzecz biorąc - urosła, i tyle. Teraz plasuje się gdzieś w granicach średniego wzrostu, ale wyżej niż niżej, chociaż nie można też jej nazwać gigantem. Śnieżnobiałe futerko, szczególnie gęste i nieco dłuższe na piersi i przy uszach dość gładko przylega do ciała na długich, zgrabnych łapach. Oczy duże, jadowicie zielone, pełne roztańczonych iskierek, a barwą przywodzące na myśl świeżą trawę Porą Młodych Liści. Na środku mordki intensywnie jasnoróżowy nos, od którego kocica wzięła zresztą swoje miano. Oj, wygląda jak anioł, ale nawet anioły mogą pokazać czasem zęby. W uśmiechu - słodkim jak maliny i ostrym jak ciernie. W starciu z lisem straciła ogon.
Znacie ten cichy głos, który czasem uświadamia wam, że czegoś nie jesteście w stanie zrobić, a co za tym idzie - ratuje wam skórę od kłopotów? Malinowa Łapa nie posiada takiego głosu. Ona czegoś nie zrobi? Ona? A jakże, owszem, zrobi! - i to lepiej od ciebie. Dobiegnie szybciej, uderzy mocniej, skoczy wyżej. Wszystko, żeby udowodnić swoją wartość. Zdeterminowana i zawzięta, a przy tym uparta jak diabli, zwyczajnie nie wie, kiedy przestać, nawet kiedy na szali jest jej własne dobro. Rzadko kiedy mówi co naprawdę myśli. Malinocentryzm nie wylazł z niej z wiekiem, dalej przepada za byciem w centrum uwagi, a smykałka do aktorstwa tylko głębiej zapuściła korzenie. Bystre i przebiegłe to stworzenie, nigdy nie możesz być do końca pewny, czy to co mówi i robi jest szczere... czy to tylko kolejny akt gry. Przyjmuje maski z łatwością, łże jak z nut i gra innymi jak marionetkami na sznurkach, świadomie bądź przypadkiem - niektóre nawyki wchodzą głęboko w krew. Można długo mówić o jej wadach, ale mimo monstrualnego ego... serce ma porównywalnie wielkie, jeśli nie większe, a lojalność jest u niej równie potężna co determinacja.
Co mogła powiedzieć, w Klanie Wichru w tempie ekspresowym można ukręcić karierę. Spójrz tylko na swoją matkę, Porywisty Wietrze! Podczas gdy ty kwękasz po cichutku, że przyjdzie ci piastować stanowisko Zastępcy przez ledwo jeden wschód słońca... ona nad tym etapem przeskoczyła zupełnie, jak nad kałużą w deszczowy dzień. Może to i lepiej? Za pojedynczym wyjątkiem Sokolego Cienia dotychczasowi Zastępcy Klanu Wichru byli jakby urodzeni pod ciemną gwiazdą. Jeden odszedł z Klanu w niesławie, przez własny Klan zwolniony ze stanowiska, natomiast jego poprzedniczka dzierżyła rangę przez dosłownie dwa i pół uderzenia serca. Hej, bądź co bądź, Porywisty Wiatr martwić się nie miał czym - nieważne jak krótko by na tym stanowisku nie siedział, szybciej i gwałtowniej niż Krzykliwa Mewa i tak z niego nie zejdzie. Ba, wyruszając na wyprawę już zaszedł dalej na ścieżce do Przywódcowania niż Gradowy Podmuch zdążył kiedykolwiek, więc… można powiedzieć, że na tle poprzedników zbierał noty wręcz spektakularne. Teraz tylko pozostaje trzymać kciuki, by nikt przeprowadził im jakiegoś coup d'etat pod ich nieobecność. I nie staczać się z klifu jak niegdyś Poranna Rosa, co powinno być łatwe biorąc pod uwagę brak klifów, ale… no, uważajmy na wszelki wypadek.
- Mhm. - odpowiedziała niezbyt elokwentnie, acz pogodnie, kiwając krótko głową. Nie miała nic do dodania jeśli chodzi o trasę, a prawdę mówiąc - było jej wszystko jedno którędy. Nie była jeszcze tak stara… no dobrze, może i była trochę stara,poza tym czuła się zdecydowanie średniawo, ale nie na tyle by marsz był dla niej taką znowu straszną niedogodnością, dziękuję bardzo. Na demencję również nie cierpiała i nie wyglądało, by miała na nią zapaść - chociaż wizja wodzenia syna i nieświadomej niczego delegacji po polach i lasach pod przykrywką nagłego zaniku pamięci wydawała się cokolwiek zabawna. Może innym razem. - Póki co prowadź, w takim razie. Potrenujesz umiejętności przywódcze. - Malinowa Gwiazda wykazała się poczuciem humoru, trzepiąc lekko puszystą pozostałością po ogonie niczym króliczą kitą. Oddychaj, Kjanek. Wszystko będzie w porządku.
Gwiazdka odziedziczyła po ojcu nie tylko gęste, długie i wyjątkowo puszyste futro, ale również niewielkie trójkątne uszy o bujnych włosach wyrastających z ich środka oraz niewielkich pędzelkach na ich czubkach w brawie pomiędzy ciemną szarością a czernią. Na srebrzystym, nieco ciemniejszym, niż na reszcie ciała czole, widnieje zgrabna M-ka. Sierść na pysku Gwiazdki jest ciemniejsza - chodzi o gęste i liczne pręgi na jej mordce w barwie zbliżonej do czarnej. Uroku dodają jej oczy w kształcie migdałów, lekko skośne o barwie soczystej zieleni. Koteczka ma również krótki, zgrabny pyszczek ozdobiony symetrycznym białym znaczeniem, ciągnącym się szerokim pasmem od jej brwi do różowego, niewielkiego noska, przez kryzę, aż po brzuch, gdzie zlewa się z jasnym, srebrzystym futrem. Po tacie odziedziczyła też długie, proste wąsy skierowane bardziej ku dołowi. Grzbiet oraz boki kocicy pokrywają czarne klasyczne pręgi. Biel na przednich łapach obejmuje same stópki, a na tylnych sięga do pięt.
Rzadko kiedy mówi co naprawdę myśli, a zazwyczaj opowiada takie rzeczy, które rozmówca chce usłyszeć. Już teraz zalążek talentu aktorskiego wyszedł na powierzchnię i zaczął się prężnie rozwijać. Kłamstwo? Łgarstwo? Przychodzą jej z łatwością. Zmienia maski tak lekko, że wręcz niezauważalnie. Oprócz tego jest bystra i można ją nawet nazwać przebiegłą, dlatego nigdy nie można być pewnym, czy to co robi, czy mówi, jest szczere, chociaż na pewno na takie wygląda. Potrafi być naprawdę słodziutka i to nawet dla gorszych od siebie, mimo że w środku ma dla nich wiele współczucia i poczuwa się lepsza. Tyle, że to nie ich wina, że urodzili się właśnie tacy, prawda?
Im dłużej myślała o tej jakże urokliwej wycieczce, tym bardziej była jej ciekawa. Ba, doszła do wniosku, że właściwie chciałaby zobaczyć ceremonię nadania imienia przywódcy. Szkoda, że za życia nie będzie miała na to szansy. Mimo iż była uparta, to wiedziała, że czasami nie warto się pchać tam, gdzie jej nie chcą. Inna sprawa, to fakt, że Gwieździsta Łapa miała nieco sceptyczny stosunek do Gwiezdnego Klanu, Srebrnej Skórki i kwestii dotyczących wiary, o czym wspomniała kiedyś na treningu z Zawilcową Skórką, nim ta zniknęła z klanu, a słuch po niej zaginął. Obecnie była przede wszystkim ciekawa, jak zaprezentuje się Szepcząca Sadzawka i czy żebyście będzie pod jakimś kątem niezwykła. Zaintrygowanie pilnowało, by była skupiona na tym, co mówił rudy kocur. Och, już chciał dowodzić, ale tylko do pewnego momentu. Właściwie całą trasę mógłby zostawić pod opieką Malinowej Gwiazdy, a drogę powrotną samemu poprowadzić. Z pewnością symbolika byłaby wtedy bardziej wzruszająca i przekonująca. — Właściwie... czy nie lepiej by było, gdyby teraz przez całą drogę dowodziła Malinowa Gwiazda, a podczas powrotu ty, Porrrywisty Wietrze? Przodkowie z pewnością doceniliby taki zabieg i jego symbolikę — odezwała się z propozycją. Być może Gwiezdni przyjęliby go wtedy chętniej, gdyby wdrożył coś takiego w życie? Nie wiedziała. Nawet nie była do końca pewna tego, że rzeczywiście po śmierci koty odchodzą na Srebną Skórke, o ile były prawe, szlachetne i żyły zgodnie z kodeksem. Miała ochotę wywrócić oczami na samą myśl, jednak gdzieś w środku pragnęła przekonać się o tym... jak jest naprawdę.
Księżyce: 148
Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus
Płeć: kotka
Matka: Mknący Ptak
Ojciec: Czyżykowy Głos
Partner: Tonące Słońce
Życia: 1
Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Lawendowy Kwiat zaraz po zebraniu była zwarta i gotowa do drogi. Próbowała jeszcze namierzyć Fiołkową Łapę, ale nigdzie jej nie wypatrzyła. Poprosiła Miękki Obłok, aby przekazał wszystkie informacje córce Krokusowej Łąki. Dzięki temu z czystym sumieniem wyruszyła z towarzyszami na wyprawę. Ogólnie Lawenda bardzo się cieszyła, że spotkał ją taki zaszczyt. Nigdy nie przypuszczała, że zostanie wybrana, aby uczestniczyć w takim wydarzeniu. Jak wróci to będzie miała o czym opowiadać! Niebieska kotka z uwagą wysłuchała trasy jaką zaplanował Porywisty Wiatr i kiwnęła potakująco głową. Było jej obojętne którędy pójdą, bo i tak nie zna drogi, a przejście przez Grzmiącą Ścieżkę ją nie ominie. Pierwszy raz będzie ją przekraczać bez Tonącego Słońca. Zawsze to kocur decydował, kiedy przebiec i jak widać do tej pory nic im się nie stało. Dziś wyjątkowo Lawendzie przyjdzie zaufać przyszłemu Przywódcy, chyba, że każdy sam będzie musiał przekroczyć Grzmiącą Ścieżkę. Na tę drugą myśl niebieska kotka przełknęła głośno ślinę. Gdy Gwieździsta Łapa przemówiła, córka Mknącego Ptaka przez parę uderzeń serca rozważała jej propozycję. Argument, który przytoczyła w pełni przekonał ją. Uważała, że Malinowa Gwiazda powinna ich od początku do końca jako Przywódczyni poprowadzić. Później wrócą pod opieką Porywistego Wiatru. - Popieram propozycję Gwieździstej Łapy- zareagowała wesoło. Ogólnie starała się hamować całą swoją radość i podekscytowanie. Najchętniej to poruszałaby się w podskokach, aż wyczerpałaby się jej energia oraz entuzjam.
Wysoki, masywny kocur o długim, miękkim futrze w rudym kolorze, na którym malują się ciemniejsze grube zawijasy, a na łapach - grube pasy. Ma białe znaczenia na wszystkich łapach (na tylnych trochę więcej), części brzucha, klatce piersiowej, szyi i brodzie. Jego oczy są barwy soczystej zieleni, a nos ciemnoróżowy.
Odważny, lojalny wobec klanu i swoich bliskich kocur. Jest spokojny i opanowany, chociaż nie sprawia wrażenia sztywności i jest w stanie żartować. Z głośnego, energicznego, impulsywnego i niecierpliwego kociaka z wygórowanym mniemaniem o sobie wyrósł rozważny wojownik, który jednak potrafi momentami zareagować ostro i się unieść, gdy ktoś powie lub zrobi coś niewłaściwego. Zależy mu na świetnym wywiązywaniu się w obowiązków, ma też w sobie spore ambicje i w przyszłości widzi siebie na stanowisku zastępcy, a potem przywódcy, jednak jest świadomy, że jest w stanie to osiągnąć tylko i wyłącznie ciężką pracą już teraz, jako wojownik. Nie stroni od towarzystwa, wręcz przeciwnie, podobnie lubi też mieć zajęcie, jednak wyraźnie nie wie, jak zachowywać się w towarzystwie kociąt.
Na słowa swojej matki już miał ruszać i ustawiać się na czele tego małego pochodu, gdy odezwały się jednak dwie kocice – jego własna terminatorka oraz Lawendowy Kwiat. Na początku nieco się obruszył w środku, bo przecież miał być przywódcą, a już teraz ktoś podważał jego decyzje, co źle wróżyło na przyszłość… nie zdążył nawet się skrzywić czy jakkolwiek zmienić wyrazu pyska czy otworzyć mordki, by zanegować ten pomysł, bo zaraz jednak stwierdził, że przecież nie ma do tego podstaw. Teraz był zastępcą, a nie przywódcą, nie prowadził jeszcze klanu, więc czemu miałby prowadzić do miejsca spotkań z Gwiezdnym Klanem, gdy i tak nie znał pewnie ponad połowy drogi… i w tej chwili, gdyby ktoś do nich podszedł i poprosił o podjęcie jakiejś decyzji, to wciąż należałaby ona do jego matki. W tej chwili był jej cieniem, a nie głównym mózgiem operacji… zresztą, hej, Malinowa Gwiazda sama to wszystko wymyśliła. Nie myślał o tym długo i zaraz się odezwał:
– Właściwie czemu nie? Ja mam na trenowanie umiejętności przywódczych całe życie – parsknął z jednej strony lekko rozbawiony, z drugiej z pewnym żalem, chociaż to drugie zachowywał dla siebie. Żal ten nie był skierowany na matkę rudo-białego, raczej wynikał z rozwijającej się w nim świadomości, że to ostatnie chwile, ostatni okres, gdy faktycznie mogli polegać na poleceniach Malinowej Gwiazdy… zamiast na, co najwyżej, radach i sugestiach Malinowego Nosa. W każdym razie Porywisty Wiatr był gotowy do drogi, czy to w wariancie zaproponowanym przez jego terminatorkę, czy to w wersji, w której to on prowadzi przez ten początkowy etap drogi.
Nieszczęściu, imię twoje - kobieta! Nie zmieniła się zbyt wiele od swojej ceremonii na terminatora, niestety, a może i na szczęście, za wyjątkiem nabycia kilku centymetrów wzwyż. Kolokwialnie rzecz biorąc - urosła, i tyle. Teraz plasuje się gdzieś w granicach średniego wzrostu, ale wyżej niż niżej, chociaż nie można też jej nazwać gigantem. Śnieżnobiałe futerko, szczególnie gęste i nieco dłuższe na piersi i przy uszach dość gładko przylega do ciała na długich, zgrabnych łapach. Oczy duże, jadowicie zielone, pełne roztańczonych iskierek, a barwą przywodzące na myśl świeżą trawę Porą Młodych Liści. Na środku mordki intensywnie jasnoróżowy nos, od którego kocica wzięła zresztą swoje miano. Oj, wygląda jak anioł, ale nawet anioły mogą pokazać czasem zęby. W uśmiechu - słodkim jak maliny i ostrym jak ciernie. W starciu z lisem straciła ogon.
Znacie ten cichy głos, który czasem uświadamia wam, że czegoś nie jesteście w stanie zrobić, a co za tym idzie - ratuje wam skórę od kłopotów? Malinowa Łapa nie posiada takiego głosu. Ona czegoś nie zrobi? Ona? A jakże, owszem, zrobi! - i to lepiej od ciebie. Dobiegnie szybciej, uderzy mocniej, skoczy wyżej. Wszystko, żeby udowodnić swoją wartość. Zdeterminowana i zawzięta, a przy tym uparta jak diabli, zwyczajnie nie wie, kiedy przestać, nawet kiedy na szali jest jej własne dobro. Rzadko kiedy mówi co naprawdę myśli. Malinocentryzm nie wylazł z niej z wiekiem, dalej przepada za byciem w centrum uwagi, a smykałka do aktorstwa tylko głębiej zapuściła korzenie. Bystre i przebiegłe to stworzenie, nigdy nie możesz być do końca pewny, czy to co mówi i robi jest szczere... czy to tylko kolejny akt gry. Przyjmuje maski z łatwością, łże jak z nut i gra innymi jak marionetkami na sznurkach, świadomie bądź przypadkiem - niektóre nawyki wchodzą głęboko w krew. Można długo mówić o jej wadach, ale mimo monstrualnego ego... serce ma porównywalnie wielkie, jeśli nie większe, a lojalność jest u niej równie potężna co determinacja.
Przez uderzenie serca popatrzyła kątem oka na Gwieździstą Łapę, jej przekonania na temat Przodków uznając za cokolwiek... urocze. Symbolika? Gesty? Ależ moja droga. Gwiazdom nie zależy na żadnym z powyższych. Gwiazdy handlują życiami i przeznaczeniem, a należną im zapłatę zbierają grzmotem i krwią. Doświadczenie już dawno oduczyło ja naiwnej wiary w dobroduszność niebios. Jeśli będą chwili odesłać ją z kwitkiem to nie oszukujmy się, zrobią to, a jeśli ich wniosek nieopatrznie rozgniewa Przodków to z pewnością odczują efekty. I na nic zdadzą się ładne słowa czy symboliczne gesty. Malinowa Gwiazda uznała jednak, że nie ma co deptać po cudzym wyobrażeniu świata, a im dużej Gwieździsta Łapa będzie myślała, że gesty mają dla Przodków jakiekolwiek znaczenie... tym lepiej dla niej. Wzruszyła więc ramionami, bo w sumie czemu nie. Raczej nie pomoże, ale przynajmniej nie zaszkodzi.
- Nie oddałam jeszcze na dobre stanowiska, a już zostałam przegłosowana. - westchnęła teatralnie, by wysunąć się zaraz przed ich małą kolumnę, po drodze jeszcze zderzając się lekko ramieniem z Porywistym Wiatrem. Głowa do góry, pierś do przodu, ogon ku niebu, mój drogi. Swoją drogą Kijankowi chyba trochę naiwnie wydawało się, że jego matka nie znajdzie sposobu by wydawać polecenia nawet jako Malinowy Nos. O co jak o co, ale o to martwić się nie musiał, także spokojna twoja ruda głowa. - Postarajcie się nadążać. - dodała jeszcze pogodnie, zupełnie jakby to oni byli staruszkami z przewlekłym, męczącym ją okresowo bólem stawów. Komu w drogę temu czas, jak to mówią.
Gwiazdka odziedziczyła po ojcu nie tylko gęste, długie i wyjątkowo puszyste futro, ale również niewielkie trójkątne uszy o bujnych włosach wyrastających z ich środka oraz niewielkich pędzelkach na ich czubkach w brawie pomiędzy ciemną szarością a czernią. Na srebrzystym, nieco ciemniejszym, niż na reszcie ciała czole, widnieje zgrabna M-ka. Sierść na pysku Gwiazdki jest ciemniejsza - chodzi o gęste i liczne pręgi na jej mordce w barwie zbliżonej do czarnej. Uroku dodają jej oczy w kształcie migdałów, lekko skośne o barwie soczystej zieleni. Koteczka ma również krótki, zgrabny pyszczek ozdobiony symetrycznym białym znaczeniem, ciągnącym się szerokim pasmem od jej brwi do różowego, niewielkiego noska, przez kryzę, aż po brzuch, gdzie zlewa się z jasnym, srebrzystym futrem. Po tacie odziedziczyła też długie, proste wąsy skierowane bardziej ku dołowi. Grzbiet oraz boki kocicy pokrywają czarne klasyczne pręgi. Biel na przednich łapach obejmuje same stópki, a na tylnych sięga do pięt.
Rzadko kiedy mówi co naprawdę myśli, a zazwyczaj opowiada takie rzeczy, które rozmówca chce usłyszeć. Już teraz zalążek talentu aktorskiego wyszedł na powierzchnię i zaczął się prężnie rozwijać. Kłamstwo? Łgarstwo? Przychodzą jej z łatwością. Zmienia maski tak lekko, że wręcz niezauważalnie. Oprócz tego jest bystra i można ją nawet nazwać przebiegłą, dlatego nigdy nie można być pewnym, czy to co robi, czy mówi, jest szczere, chociaż na pewno na takie wygląda. Potrafi być naprawdę słodziutka i to nawet dla gorszych od siebie, mimo że w środku ma dla nich wiele współczucia i poczuwa się lepsza. Tyle, że to nie ich wina, że urodzili się właśnie tacy, prawda?
Aprobata ze strony Lawendy była przyjemna i Gwiazdka nawet uraczyła ją lekkim, przyjaznym uśmiechem. Och, gdyby tylko Malinowa Gwiazda wiedziała, że dla Gwiazdki kwestia Gwiezdnych jest drugorzędna i że wątpi w jej istnienie, to z pewnością inaczej by to wszystko odebrała, a tak? Pozostała jej słodka nieświadomość i życie w przekonaniu, że aprobata przodków była czymś, na czym srebrzystej zależało. Co prawda, nie miała takiego doświadczenia jak biała kocica, ale nie potrzebowała tego. Sama po prostu doceniłaby taki gest, jednakże... koty są różne, o czym chyba każdy zdążył się już przekonać. Dziwne tylko, że Malinowa Gwiazda wzięła Gwiazdkę tak, jak stała, choć miała okazję poznać ją już wcześniej z nieco kapryśniejszej, bardziej cwanej strony. Niemniej srebrzysta pogodnie uśmiechnęła się do starej przywódczyni na jej jakże teatralne westchnięcie. — Och, nie pędź tak, bo naprawdę nie nadążymy — miauknęła z żartem w głosie. Chwilę później szła już w pochodzie prowadzonym przez matkę, która miała zamiar przekazać swój życiowy dorobek synowi. Prawdę mówiąc, lepszego syna nie miała. Szkoda, że i córki też nie. Oczywiście nie miała żadnego problemu ze Ślimak albo Pijawką, ale wydawały jej się zdecydowanie zbyt delikatne na piastowanie jakiegokolwiek stanowiska.
Księżyce: 148
Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus
Płeć: kotka
Matka: Mknący Ptak
Ojciec: Czyżykowy Głos
Partner: Tonące Słońce
Życia: 1
Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
I tak jak Gwieździsta Łapa zaproponowała, tak się stało. Porywisty Wiatr przekazał swojej matce prowadzenie wyprawy do Szepczącej Sadzawki. Niebieska kotka widząc uśmiech córki Trawiastej Polany, mrugnęła do niej okiem. Gdy tylko Malinowa Gwiazda odezwała się, to Lawendzie zrobiło się głupio. Niby zdawała sobie sprawę, że Przywódczyni mówi pół żartem, pół serio, ale i tak czuła się nieswojo. Córka Czyżyka spuściła głowę i patrzyła w ziemię. Z Gwiazdką miały najmniej do powiedzenia, a tu obie wymusiły taką decyzję. Ogólnie Lawendowy Kwiat bardzo szanowała rangę Przywódcy i uważała, że jakikolwiek kontakt z takim kotem to niesłychanie ogromny zaszczyt, co ją onieśmielało. Teraz też czuła pewien dyskomfort związany z tym, że jest w towarzystwie obecnej oraz przyszłej Gwiazdy. Na kolejną wypowiedź Malinowej Gwiazdy, Lawenda wyprostowała i uśmiechnęła się promiennie. Z tym to akurat nie powinno być problemu. Na pewno za nią nadąży, w końcu jest w dobrej formie. Na żart Gwieździstej Łapy zachichotała cicho. Ta wyprawa coraz bardziej się rozkręca, najpierw przegłosowują Przywódczynie, a potem jeszcze padają dowcipy. Nieźle! Lawendowy Kwiat nieco przyspieszyła kroku, aby być bliżej Gwiazdki. Korzystając z tego, że są jeszcze na własnych terenach i nie muszą zachowywać szczególnej ostrożności, postanowiła uciąć sobie małą pogawędkę, aż do Grzmiącej Ścieżki. -Jak ci idzie trening?- zagadała przyjaźnie. W sumie zadała najbardziej pospolite pytanie, ale jakoś inne na rozpoczęcie rozmowy nie przychodziło jej do głowy.
Wysoka (jedna z najwyższych w Cieniu, jak nie w całym lesie), dobrze zbudowana, długowłosa ruda pointka o głębokich, niebieskich oczach. | KP
Co kryje się pod powłoką powagi i lodowatym spojrzeniem? Równie zimny i twardy charakter, można by rzec, choć wcale nie do końca. Płomykówka nie jest dobrym towarzystwem, jeśli szuka się kogoś do dobrej zabawy i pogaduszek. Chociaż potrafi mówić całkiem dużo i tłumaczyć całkiem dobrze, kiedy jest taka potrzeba, na ogół woli się za wiele nie odzywać. Ogranicza się do zwięzłych komunikatów i prostych przekazów, a przy rozmowach zwykle ma jakiś konkretny cel. Jaki? Najczęściej dowiedzenie się czegoś. Uwielbia badać i testować koty, zbierając informacje i tworząc sobie w głowie ich obraz. Nigdy nie wiadomo w końcu, kiedy i jaka wiedza mogłaby jej się przydać. Zadanie to ułatwia z pewnością fakt, że Płomykówkowy Lot jest kocicą inteligentną, która szybko się uczy i z łatwością zapamiętuje rzeczy. O sobie stara się mówić jak najmniej, często w niejasny sposób, pozostawiając wiadomości do odczytania między wersami. Nie czuje się komfortowo z rozmawianiem o sobie otwarcie. Uważa, żeby nie okazać niczego, co można by naznaczyć jako jej słabość i wykorzystać. Bardzo dba o swoją opinię, stąd też zwraca uwagę na każdy detal. Szczególnie ukrywa swoje uczucia. Traktuje je jak największą słabość, więc zazwyczaj nie da się wyczuć ich w jej głosie czy zobaczyć na jej pysku, chyba że celowo daje innym coś odczytać. | KP
Nadeszła pora Młodych Liści, a wraz z nią – zmiany. Rozkwitały drzewa i kwiaty, dni były coraz dłuższe. Choć pogoda często nie rozpieszczała, ten dzień należał do przyjemniejszych. Wiał łagodny wiatr, a nad nimi rozciągało się błękitne niebo, po którym snuły się nieliczne chmury. Zdaje się, że wszystko im sprzyjało. Że był to dobry czas na wprowadzenie zmian również w klanie Wichru. Malinowa Gwiazda, choć już niedługo zapewne Malinowy Nos, wysunęła się na przód kolumny i spokojnie prowadziła całą delegację przez dobrze znane im wszystkim ziemie. Jak można się było spodziewać, na swoich własnych terenach nie czekało ich zbyt wiele przeszkód. Jedynym, co mogło im w całej wyprawie przeszkadzać, były jak na razie kałuże po niedawnych deszczach i trochę błota tu i ówdzie. Nie było to jednak nic poważnego, a więc póki co spokojnie zmierzali w stronę Szarych Topól, które już niedługo ukazały się przed nimi. Moment, w którym mieli wkroczyć na ziemie niczyje, był coraz bliżej. Czy tam również czekał na nich taki spokój, bezproblemowa wędrówka? Z pewnością przekonają się już niedługo.
<table><td><br>if everynightI goto sleepknowing<br>that.I.gave.everything.that.I<br><br>.............「HADTOGIVE」<br><br>≡then it's allI could'veasked for≡<br>I've.been.standing.u p.beside <br>e v e r y t h i n gI'veeversaid, but<br><br>OH,IT'SSATURDAYNIGHT,YEAH </td>
<td><img src='https://i.imgur.com/GtMW6L7.png' height='169px'><br></td></table>
Wysoki, masywny kocur o długim, miękkim futrze w rudym kolorze, na którym malują się ciemniejsze grube zawijasy, a na łapach - grube pasy. Ma białe znaczenia na wszystkich łapach (na tylnych trochę więcej), części brzucha, klatce piersiowej, szyi i brodzie. Jego oczy są barwy soczystej zieleni, a nos ciemnoróżowy.
Odważny, lojalny wobec klanu i swoich bliskich kocur. Jest spokojny i opanowany, chociaż nie sprawia wrażenia sztywności i jest w stanie żartować. Z głośnego, energicznego, impulsywnego i niecierpliwego kociaka z wygórowanym mniemaniem o sobie wyrósł rozważny wojownik, który jednak potrafi momentami zareagować ostro i się unieść, gdy ktoś powie lub zrobi coś niewłaściwego. Zależy mu na świetnym wywiązywaniu się w obowiązków, ma też w sobie spore ambicje i w przyszłości widzi siebie na stanowisku zastępcy, a potem przywódcy, jednak jest świadomy, że jest w stanie to osiągnąć tylko i wyłącznie ciężką pracą już teraz, jako wojownik. Nie stroni od towarzystwa, wręcz przeciwnie, podobnie lubi też mieć zajęcie, jednak wyraźnie nie wie, jak zachowywać się w towarzystwie kociąt.
W tym samym czasie sam Porywisty Wiatr nie sądził, żeby Gwiezdni szczególnie się tym przejęli; bardziej wydawało mu się, że to była symbolika dla nich samych, dla niego i Malinowej Gwiazdy, ot, wyrażenie przejścia z jednego etapu na drugi. Każdy mógł to jednak interpretować tak, jak chciał, nawet jego matka, która jeszcze była przywódczynią. Posłał jej nieco rozbawiony uśmiech, gdy kocica zderzyła się z nim ramieniem, mijając go, i w skupieniu ruszył za nią, pozwalając, by Gwieździsta Łapa i Lawendowy Kwiat w dowolnej kolejności zamykały ten mały pochód. Rozglądał się uważnie, licząc na to, że delegacja obędzie się bez jakichkolwiek problemów – jednak nawet teraz musieli zachować czujność, co dopiero na terenach poza granicami klanu Wichru. Na razie jednak wszystko wyglądało spokojnie, więc kocur przyspieszył kroku, żeby prawie zrównać się z matką.
– Były już przypadki dobrowolnego oddania żyć? – spytał ściszonym głosem, zastanawiając się, czy Gwiezdni aby na pewno byli skłonni puścić coś takiego.
Nieszczęściu, imię twoje - kobieta! Nie zmieniła się zbyt wiele od swojej ceremonii na terminatora, niestety, a może i na szczęście, za wyjątkiem nabycia kilku centymetrów wzwyż. Kolokwialnie rzecz biorąc - urosła, i tyle. Teraz plasuje się gdzieś w granicach średniego wzrostu, ale wyżej niż niżej, chociaż nie można też jej nazwać gigantem. Śnieżnobiałe futerko, szczególnie gęste i nieco dłuższe na piersi i przy uszach dość gładko przylega do ciała na długich, zgrabnych łapach. Oczy duże, jadowicie zielone, pełne roztańczonych iskierek, a barwą przywodzące na myśl świeżą trawę Porą Młodych Liści. Na środku mordki intensywnie jasnoróżowy nos, od którego kocica wzięła zresztą swoje miano. Oj, wygląda jak anioł, ale nawet anioły mogą pokazać czasem zęby. W uśmiechu - słodkim jak maliny i ostrym jak ciernie. W starciu z lisem straciła ogon.
Znacie ten cichy głos, który czasem uświadamia wam, że czegoś nie jesteście w stanie zrobić, a co za tym idzie - ratuje wam skórę od kłopotów? Malinowa Łapa nie posiada takiego głosu. Ona czegoś nie zrobi? Ona? A jakże, owszem, zrobi! - i to lepiej od ciebie. Dobiegnie szybciej, uderzy mocniej, skoczy wyżej. Wszystko, żeby udowodnić swoją wartość. Zdeterminowana i zawzięta, a przy tym uparta jak diabli, zwyczajnie nie wie, kiedy przestać, nawet kiedy na szali jest jej własne dobro. Rzadko kiedy mówi co naprawdę myśli. Malinocentryzm nie wylazł z niej z wiekiem, dalej przepada za byciem w centrum uwagi, a smykałka do aktorstwa tylko głębiej zapuściła korzenie. Bystre i przebiegłe to stworzenie, nigdy nie możesz być do końca pewny, czy to co mówi i robi jest szczere... czy to tylko kolejny akt gry. Przyjmuje maski z łatwością, łże jak z nut i gra innymi jak marionetkami na sznurkach, świadomie bądź przypadkiem - niektóre nawyki wchodzą głęboko w krew. Można długo mówić o jej wadach, ale mimo monstrualnego ego... serce ma porównywalnie wielkie, jeśli nie większe, a lojalność jest u niej równie potężna co determinacja.
Cóż, jeśli mają do wyboru maszerować w milczeniu a spędzić wędrówkę w lżejszej, w miarę przyjemnej atmosferze... Malinowa Gwiazda stanowczo wybierała do drugie. Niejeden lider Klanu Wichru wolałby zejść ze sceny z uśmiechem na mordce zamiast mieć dar dziewięciu żyć wydarty z niego siłą lub zakończyć panowanie przedwczesną śmiercią... co wśród Przywódców tego Klanu było już niejako tradycją.
- Żadnych z tego co mi wiadomo, nie. - odpowiedziała, zgodnie z prawdą zresztą, bo kto wie co się działo w takim na przykład Klanie Cienia za dziada pradziada? - Ale zdarzały się już przypadki wyruszania na wyprawę po dar dziewięciu żyć zanim jeszcze poprzednik zdążył oddać swoje. Jednym była zdaje się Poranna Rosa. Drugi masz przed sobą. - powiedziała ot, konwersacyjnie. Co do tego, że Kruczy Ogon jeszcze żył kiedy ona dostawała swoje dary miała absolutną pewność. Bluszczowy Syk w końcu nie omieszkała rzucić jej tego faktu w twarz. Ale mniejsza o to. Za to hej, anegdota pierwsza klasa! By the way, mojemu poprzednikowi musieli żywcem wyrwać jego życia żebym ja mogła dostać swoje. Jest co opowiadać młodszym pokoleniom. Zaczęła mimochodem zastanawiać się, zdradliwie i wbrew sobie, czy Kruczego Ogona bolało przedwczesne odebranie mu daru żywotów. Czy i ją to zaboli. - Uprzedzę pytanie, które komuś z was na pewno kręci się po głowie i nie, nie dostaniesz tych samych żyć co ja. - dodała jeszcze mimochodem, zerkając przez ramię na podążającego za nią syna. - Każdy dostaje inne.
Gwiazdka odziedziczyła po ojcu nie tylko gęste, długie i wyjątkowo puszyste futro, ale również niewielkie trójkątne uszy o bujnych włosach wyrastających z ich środka oraz niewielkich pędzelkach na ich czubkach w brawie pomiędzy ciemną szarością a czernią. Na srebrzystym, nieco ciemniejszym, niż na reszcie ciała czole, widnieje zgrabna M-ka. Sierść na pysku Gwiazdki jest ciemniejsza - chodzi o gęste i liczne pręgi na jej mordce w barwie zbliżonej do czarnej. Uroku dodają jej oczy w kształcie migdałów, lekko skośne o barwie soczystej zieleni. Koteczka ma również krótki, zgrabny pyszczek ozdobiony symetrycznym białym znaczeniem, ciągnącym się szerokim pasmem od jej brwi do różowego, niewielkiego noska, przez kryzę, aż po brzuch, gdzie zlewa się z jasnym, srebrzystym futrem. Po tacie odziedziczyła też długie, proste wąsy skierowane bardziej ku dołowi. Grzbiet oraz boki kocicy pokrywają czarne klasyczne pręgi. Biel na przednich łapach obejmuje same stópki, a na tylnych sięga do pięt.
Rzadko kiedy mówi co naprawdę myśli, a zazwyczaj opowiada takie rzeczy, które rozmówca chce usłyszeć. Już teraz zalążek talentu aktorskiego wyszedł na powierzchnię i zaczął się prężnie rozwijać. Kłamstwo? Łgarstwo? Przychodzą jej z łatwością. Zmienia maski tak lekko, że wręcz niezauważalnie. Oprócz tego jest bystra i można ją nawet nazwać przebiegłą, dlatego nigdy nie można być pewnym, czy to co robi, czy mówi, jest szczere, chociaż na pewno na takie wygląda. Potrafi być naprawdę słodziutka i to nawet dla gorszych od siebie, mimo że w środku ma dla nich wiele współczucia i poczuwa się lepsza. Tyle, że to nie ich wina, że urodzili się właśnie tacy, prawda?
Srebrzysta westchnęła w duchu niezadowolona z faktu, że Malinowa Gwiazda nie odpowiedziała na jej żarcik. Najwyraźniej tylko Lawendowy Kwiat doceniała tutaj jej poczucie humoru i zamierzała jej dotrzymywać towarzystwa. Szara wojowniczka wraz z nią trzymała się z tyłu, gdy z przodu szła staruszka ze swoim synem. Gwiazdka spojrzała na Lawendę na moment.
- W swoim tempie, Lawendowy Kwiecie. Chcę osiągnąć poziom bliski perfekcji, dlatego to trochę trwa. Żałuję, że nigdy wcześniej nie miałyśmy okazji ze sobą porozmawiać - odezwała się do szarej wojowniczki. Wydawała się sympatyczna, a przydadzą jej się nowi znajomi. A jednak cały czas zerkała w stronę Zrywka i Maliny, idacych przed nimi. Ba, wsłuchiwała się nawet w ich rozmowę, chociaż nie kojarzyła w znanej sobie historii Porannej Rosy. Nie można było mówić o tym, że podsłuchiwała, skoro przywódczyni zwracała się do nich wszystkich, a nie jedynie do rudego rodzynka w towarzystwie. Gwiazdka nie chciała się wtrącać w ich rozmowę, dlatego wypowiadane słowa skupiała na Lawendzie. Wkrótce ujrzała Szare Topole.
Księżyce: 148
Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus
Płeć: kotka
Matka: Mknący Ptak
Ojciec: Czyżykowy Głos
Partner: Tonące Słońce
Życia: 1
Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Przyjemnie się słucha, kiedy terminator nie spieszy się z treningiem i nie wyczekuje rangi wojownika. Od razu widać, że Gwieździsta Łapa jest rozważną i ambitną kotką, a do tego z poczuciem humoru! Już Lawenda zaczyna ją lubić! Szkoda, że wcześniej nie miały okazji się poznać! W Klanie jest tyle kotów, że ciężko z wszystkimi zamienić słowo, także nie trudno się dziwić, że nie było sposobności. Wstyd się przyznać, ale córka Mknącego Ptaka jeszcze nie ogarnęła całej rodziny, a co dopiero inne koty. Zna wszystkich swoich krewnych z widzenia, ale z nie wszystkimi udało jej się porozmawiać. Jak zaczyna interesować się jednym miotem to zaraz pojawia się drugi i przez to Lawenda nie daje rady całej rodzinki bezpośrednio poznać. - To dobrze! Widzę, że bardzo poważnie podchodzisz do całej sprawy. Słusznie. Szkoda, ale za to teraz mamy okazję i mam nadzieję, że po wyprawie również znajdziemy czas. A kto jest twoim mentorem?-odpowiedziała pogodnie. Odkąd Lawenda przestała zajmować się miotem Zaśnieżonej Ścieżki ma sporo wolnego czasu i dla niej nie będzie problemu znaleźć chwilkę na rozmowę z Gwieździstą Łapą. Co prawda od nie dawna prowadzi trening Fiołkowej Łapy i regularnie stara się spotykać z Tonącym Słońcem, to jednak czas się zawsze znajdzie. W międzyczasie Lawendowy Kwiat jeszcze jednym uchem przysłuchiwała się rozmowie Porywistego Wiatru i Malinowej Gwiazdy. Nie słyszała pytania rudego kocura, ale za to dobrze usłyszała imię Porannej Rosy. Niebieska kotka uśmiechnęła się do siebie i nawet chciała oznajmić, że słyszała o dawnej Przywódczyni od Krzykliwej Mewy, jednak ostatecznie się powstrzymała. Nie chciała, żeby wyszło, że podsłuchuje. - Ale jak inne?- zareagowała na kolejne słowa Malinowej Gwiazdy. Nie za bardzo wiedziała, co biała kotka ma na myśli. Rozumiała, że Przywódczyni straci swoje żywota i myślała, że otrzyma je jej syn. Nie mogła pojąć jak Porywisty Wiatr może dostać inne. A tamte mają się jakoś zmarnować?
Wysoka (jedna z najwyższych w Cieniu, jak nie w całym lesie), dobrze zbudowana, długowłosa ruda pointka o głębokich, niebieskich oczach. | KP
Co kryje się pod powłoką powagi i lodowatym spojrzeniem? Równie zimny i twardy charakter, można by rzec, choć wcale nie do końca. Płomykówka nie jest dobrym towarzystwem, jeśli szuka się kogoś do dobrej zabawy i pogaduszek. Chociaż potrafi mówić całkiem dużo i tłumaczyć całkiem dobrze, kiedy jest taka potrzeba, na ogół woli się za wiele nie odzywać. Ogranicza się do zwięzłych komunikatów i prostych przekazów, a przy rozmowach zwykle ma jakiś konkretny cel. Jaki? Najczęściej dowiedzenie się czegoś. Uwielbia badać i testować koty, zbierając informacje i tworząc sobie w głowie ich obraz. Nigdy nie wiadomo w końcu, kiedy i jaka wiedza mogłaby jej się przydać. Zadanie to ułatwia z pewnością fakt, że Płomykówkowy Lot jest kocicą inteligentną, która szybko się uczy i z łatwością zapamiętuje rzeczy. O sobie stara się mówić jak najmniej, często w niejasny sposób, pozostawiając wiadomości do odczytania między wersami. Nie czuje się komfortowo z rozmawianiem o sobie otwarcie. Uważa, żeby nie okazać niczego, co można by naznaczyć jako jej słabość i wykorzystać. Bardzo dba o swoją opinię, stąd też zwraca uwagę na każdy detal. Szczególnie ukrywa swoje uczucia. Traktuje je jak największą słabość, więc zazwyczaj nie da się wyczuć ich w jej głosie czy zobaczyć na jej pysku, chyba że celowo daje innym coś odczytać. | KP
Dotarcie do Szarych Topól oraz ich przejście było jedynie kwestią czasu. Tu jednak kończyły się ziemie dobrze znane Wichrzakom, a zaczynały się schody. Po pierwsze – brudny i śliski Rów, który był zwyczajnie... nieco uciążliwy i niezbyt przyjemny. Po drugie – co ważniejsze – Grzmiąca Ścieżka. Miejsce, które z pewnością nie kojarzyło im się dobrze nie tylko ze względu na realne niebezpieczeństwo, ale i to, że jeszcze niedawno to właśnie w tej okolicy wydarzył się cały bałagan z Dyniową, Sadzową i Żabią Łapą. Jak na razie i tu było jednak spokojnie. Kiedy znaleźli się na skraju Rowu, po Grzmiącej Ścieżce przemknął stosunkowo wolno jeden potwór. I to tyle. Kiedy tylko przejechał, wszystko ucichło. Żadnego innego potwora nie było w pobliżu ani widać, ani słychać, ale musieli się pospieszyć, jeśli nie chcieli, żeby jakiś się pojawił.
<table><td><br>if everynightI goto sleepknowing<br>that.I.gave.everything.that.I<br><br>.............「HADTOGIVE」<br><br>≡then it's allI could'veasked for≡<br>I've.been.standing.u p.beside <br>e v e r y t h i n gI'veeversaid, but<br><br>OH,IT'SSATURDAYNIGHT,YEAH </td>
<td><img src='https://i.imgur.com/GtMW6L7.png' height='169px'><br></td></table>
Nieszczęściu, imię twoje - kobieta! Nie zmieniła się zbyt wiele od swojej ceremonii na terminatora, niestety, a może i na szczęście, za wyjątkiem nabycia kilku centymetrów wzwyż. Kolokwialnie rzecz biorąc - urosła, i tyle. Teraz plasuje się gdzieś w granicach średniego wzrostu, ale wyżej niż niżej, chociaż nie można też jej nazwać gigantem. Śnieżnobiałe futerko, szczególnie gęste i nieco dłuższe na piersi i przy uszach dość gładko przylega do ciała na długich, zgrabnych łapach. Oczy duże, jadowicie zielone, pełne roztańczonych iskierek, a barwą przywodzące na myśl świeżą trawę Porą Młodych Liści. Na środku mordki intensywnie jasnoróżowy nos, od którego kocica wzięła zresztą swoje miano. Oj, wygląda jak anioł, ale nawet anioły mogą pokazać czasem zęby. W uśmiechu - słodkim jak maliny i ostrym jak ciernie. W starciu z lisem straciła ogon.
Znacie ten cichy głos, który czasem uświadamia wam, że czegoś nie jesteście w stanie zrobić, a co za tym idzie - ratuje wam skórę od kłopotów? Malinowa Łapa nie posiada takiego głosu. Ona czegoś nie zrobi? Ona? A jakże, owszem, zrobi! - i to lepiej od ciebie. Dobiegnie szybciej, uderzy mocniej, skoczy wyżej. Wszystko, żeby udowodnić swoją wartość. Zdeterminowana i zawzięta, a przy tym uparta jak diabli, zwyczajnie nie wie, kiedy przestać, nawet kiedy na szali jest jej własne dobro. Rzadko kiedy mówi co naprawdę myśli. Malinocentryzm nie wylazł z niej z wiekiem, dalej przepada za byciem w centrum uwagi, a smykałka do aktorstwa tylko głębiej zapuściła korzenie. Bystre i przebiegłe to stworzenie, nigdy nie możesz być do końca pewny, czy to co mówi i robi jest szczere... czy to tylko kolejny akt gry. Przyjmuje maski z łatwością, łże jak z nut i gra innymi jak marionetkami na sznurkach, świadomie bądź przypadkiem - niektóre nawyki wchodzą głęboko w krew. Można długo mówić o jej wadach, ale mimo monstrualnego ego... serce ma porównywalnie wielkie, jeśli nie większe, a lojalność jest u niej równie potężna co determinacja.
Trzepnęła lekko uchem w stronę szarej wojowniczki, uśmiechając się do niej przez ramię.
- Inne dary. - doprecyzowała. 101 Przywódcowania z Malinową Gwiazda, seminaria czas zacząć. Można robić notatki, pytania mile widziane. - Każdy Przywódca dostaje dar dziewięciu żywotów w trakcie swojej ceremonii, ale każdy z darów coś oznacza. Dar lojalności, dar ambicji, dar wiary... i tak dalej. Uwierz lub nie, ale ja na swojej dostałam również dar poczucia humoru. - Malinowa Gwiazda wydała z siebie ciche, rozbawione parsknięcie. - Do teraz nie wiem, czy nie powinnam się za to obrazić. Tędy. - pokierowała delegację przez opuszczoną przez Przodków zmorę jej życia zwaną Rowem, starając się przejść przez to przykre doświadczenie z umiarkowanym wdziękiem i gracją. Kiedy było po wszystkim - otrzepała futro i jakby nic pomaszerowała dalej, przy okazji ciągnąc temat. - Możliwe, że niektóre z moich się powtórzą, ale... nie spodziewałabym się tego. Podekscytowany? Perspektywą dodatkowych bonusów do twojej ujmującej osobowości? - uniosła lekko brew w stronę syna, świadomie lub nie ciągnąc go odrobinę za wąsy. Jak będzie się zastanawiał jaki dostanie rewelacyjny pakiet prezentów może będzie się mniej stresował... całą resztą atrakcji. Taki był główny zamiar za tym jej paplaniem... a poza tym zwyczajnie lubiła ciągnąć Kjanka za wąsy. Od czegoś ma się dzieci, co nie.
- Oczy i uszy otwarte, przechodzimy przez Grzmiącą Ścieżkę. - mruknęła mimochodem, ignorując nieprzyjemne mrowienie łap i łomotanie serca. Nigdy wcześniej nie odczuwała lęku przez Grzmiącą Ścieżką... ale też nigdy wcześniej nie musiała nikogo z niej zdrapywać. Przełknęła żółć podchodzącą jej do gardła wprawnym, wytrenowanym ruchem - sporo żółci już w życiu przełknęła - i otarła się lekko o Kijankowy bark. Nie zdziwiłaby się, gdyby on czuł to samo. Raz, dwa. Jak wyrwanie kleszcza. Stanęła na progu Grzmiącej Ścieżki, kołysząc się lekko na palcach, a kiedy upewniła się, że nie zbliża się żaden Potwór - puściła się przez jej powierzchnię biegiem, ile fabryka dała, by - miejmy nadzieję - zatrzymać się dopiero po drugiej stronie. A później, jeśli wszyscy bezpiecznie wylądowali za Grzmiącą Ścieżką - kiwnęła głową, prowadząc wesołą brygadę dalej, wgłąb Borsuczych Pagórków.