No cóż, i tym razem nie trafił. Chociaż mentorka przypomniała mu o jednej ważnej rzeczy - uniki. Je też może przecież stosować. Ale na razie nie będzie robić uników na sucho, skoro może jeszcze raz zaatakować. Znowu ruszył na kotkę i tym razem zamachnął się łapą na jej nos.
Okala ją krótkie, sztywne futerko o jasnej szarej barwie. Budowa smukła, niewielka; jest raczej kimś szybkim i kamuflującym się niżeli silnym, umięśnionym czołgiem. Trójkątna głowa, na niej turkusowe, zimne oczy; nos o zaokrąglonych krawędziach, przypominający rozpłaszczone serduszko, nieco ciemniejszy niż sierść. Broda mała, okrągła. Uszy trójkątne, tylko troszkę zaokrąglone.
Jest spokojna, introwertyczna i raczej małomówna. Lubi obserwować inne koty i ich zachowania. Nie jest kompletnym odludkiem i nie brak jej pewności siebie - po prostu nie czuje potrzeby wyróżniania się w tłumie. Ma słabą inteligencję emocjonalną; brak jej empatii i wyrozumiałości, chociaż próbuje to wszystko zrozumieć. Nie jest robotem bez emocji, jednak rozszyfrowanie ich znaczenia jest dla niej bardzo trudnym zadaniem. Lubi się szlajać i poznawać nowe koty czy rzeczy. Lubi się z wiedzą. Nie straszne jej martwe ciała, a na widok przerażających ran jej oczy lśnią zaciekawieniem. Przestrzega tylko zasad, których znaczenie i potrzebę rozumie. Ma dystans do siebie i świata, nie biorąc za wiele do siebie.
Gdy tak walczyli, wojowniczce przypomniało się, że była jeszcze jedna rzecz, która powinna mu pokazać. W końcu wiedza najlepiej się przyswajała, gdy używało jej się w praktyce. Wróciła więc do ataków - postanowiła ruszyć na czarnego od przodu, przedtem rzucając mu ziemią w oczy. Zebrała więc jej trochę pod pazurami, rzuciła w stronę pyska czarnego, a następnie zaszarżowała, planując przewrócić go na plecy.
Ziemia z powodzeniem wylądowała na pysku - w tym i oczach - terminatora, dezorientując go. Nie wycelował przez to dobrze i tylko delikatnie uderzył mistrzynię w nos, co Bratkowa poczuła, ale niezbyt się tym przejęła. Jej manewr wyszedł za to dobrze i przewróciła swojego ucznia. Była ciekawa, co zrobi, czy zastosuje się do jej poprzednich słów? Miał teraz do tego całkiem dobre warunki.
Nie spodziewał się tego za nic. Myślał, że trafi w mentorkę i ją zdezorientuje, ale tym razem on padł jak ta zwierzyna, jeszcze z ziemią w oczach. No tak by zginąć nie chciał. Ale miał okazję odepchnąć ją od siebie w wrażliwe miejsce. Przednimi sprężył przednie i tylne łapy chcąc odepchnąć ją tylnymi łapami uderzając w brzuch, a przednimi tylko skuteczniej ją posyłając dalej od siebie.
Okala ją krótkie, sztywne futerko o jasnej szarej barwie. Budowa smukła, niewielka; jest raczej kimś szybkim i kamuflującym się niżeli silnym, umięśnionym czołgiem. Trójkątna głowa, na niej turkusowe, zimne oczy; nos o zaokrąglonych krawędziach, przypominający rozpłaszczone serduszko, nieco ciemniejszy niż sierść. Broda mała, okrągła. Uszy trójkątne, tylko troszkę zaokrąglone.
Jest spokojna, introwertyczna i raczej małomówna. Lubi obserwować inne koty i ich zachowania. Nie jest kompletnym odludkiem i nie brak jej pewności siebie - po prostu nie czuje potrzeby wyróżniania się w tłumie. Ma słabą inteligencję emocjonalną; brak jej empatii i wyrozumiałości, chociaż próbuje to wszystko zrozumieć. Nie jest robotem bez emocji, jednak rozszyfrowanie ich znaczenia jest dla niej bardzo trudnym zadaniem. Lubi się szlajać i poznawać nowe koty czy rzeczy. Lubi się z wiedzą. Nie straszne jej martwe ciała, a na widok przerażających ran jej oczy lśnią zaciekawieniem. Przestrzega tylko zasad, których znaczenie i potrzebę rozumie. Ma dystans do siebie i świata, nie biorąc za wiele do siebie.
Bratek tym razem nic nie robiła. Była ciekawa, co zrobi Węgorzowa Łapa w takiej sytuacji, więc zwyczajnie nad nim stała i czekała.
węgorz: udany (100%)
Kopniak w brzuch się udał - nie był to żaden wyczyn, bo Bratkowa Łąka zwyczajnie mu na to pozwoliła. Niebieska przez siłę kopniaka wylądowała kilka mysich długości dalej, czując delikatny ból w brzuchu, który znikł po chwili.
— Koniec — mruknęła w końcu, uznając, że Węgorzowa Łapa w miarę opanował ten materiał. Jeszcze to sobie powtórzą przez następne księżyce. — Oprócz tego, co ci mówiłam przed walką, możesz rzucać piaskiem lub ziemią w oczy. Słońce też dobrze oślepia, więc warto się odwrócić tak, by świeciło przeciwnikowi w oczy. Pachwiny też są dosyć wrażliwe. I ogon, bo pomaga w utrzymaniu równowagi...ale wątpię, że masz siłę, by komuś go odgryźć. To raczej robią drapieżnicy — dodała w formie ciekawostki, bo, kto wie, może syn Wydmowego Wiatru połączy kiedyś podczas walki kilka faktów i wykorzysta tą wiedzę w jakiś sposób.
Jeżeli zielonooki nie miał żadnych pytań czy czegokolwiek innego, co zatrzymałoby ich w przerabianiu materiału, Bratkowa ruszyła na wschód. Postanowiła powtórzyć sobie tutaj granice i ogólnie wiedzę. Szli więc, miejmy nadzieję że w milczeniu, dopóki nie pojawiły się przed nimi Szare Brzozy. Tu pierwszy raz spotkała się z Wróbelek! Uśmiechnęła się pod nosem, ale szybko zmiotła tą ekspresję z pyska. Czemu na tą myśl się tak cieszyła? Potrząsnęła głową.
— To granica z Szarymi Brzozami, czyli Ziemiami Niczyimi. Pamiętasz, kto sprawuje władzę w poszczególnych klanach? — spytała nagle. Kodeksu nie zamierzała ruszać, bo przypominanie sobie tych regułek samą ją doprowadzało do bólu głowy. Chciała sprawdzić tą najbardziej podstawową wiedzę.
No to cóż, walka za nimi. Musiał przyznać, że było całkiem fajnie. Nauczył się więcej w zakresie obrony napewno. Raczej trudno by było na obcego kota zrobić przyczajkę jak do myszy. Jeszcze by ktoś pomyślał, że Klan Rzeki tak głoduje, że potrzebuje innych kotów do pożywienia. Chociaż przez ciekawostkę mistrzyni o odgryzieniu ogona poczuł dziwną ochotę na rybę. Może później zapoluje taktyką Klanu Rzeki na to zwierzątko, ale nie teraz. Wysłuchał uważnie następnych słów Bratki i skinął jej głową na to, że rozumie. Podążył za nią do następnej granicy obwąchują ją uważnie. Ziemie Niczyje, byli by takich granicach wcześniej. Kiedy wojowniczka zapytała o to, kto sprawuje władzę w klanach, przytaknął głową na to, że pamięta. Ale przecież musi też powiedzieć, nie? - W Klanie Wichru przywódcą jest Porywista Gwiazda, a zastępcą Lawendowy Kwiat. W Klanie Gromu przywódcą jest Trzmiela Gwiazda, a zastępca to Żubrze Gardło. W Klanie Cienia władzę sprawuje Płomykówkowa Gwiazda z Krogulczym Szponem, a u nas Czerwona Gwiazda i Ćmi Zmierzch - miał nadzieję, że niczego nie pokręcił. Dopiero by się wstydu najadł, gdyby swojego klanu nie wymienił.
Okala ją krótkie, sztywne futerko o jasnej szarej barwie. Budowa smukła, niewielka; jest raczej kimś szybkim i kamuflującym się niżeli silnym, umięśnionym czołgiem. Trójkątna głowa, na niej turkusowe, zimne oczy; nos o zaokrąglonych krawędziach, przypominający rozpłaszczone serduszko, nieco ciemniejszy niż sierść. Broda mała, okrągła. Uszy trójkątne, tylko troszkę zaokrąglone.
Jest spokojna, introwertyczna i raczej małomówna. Lubi obserwować inne koty i ich zachowania. Nie jest kompletnym odludkiem i nie brak jej pewności siebie - po prostu nie czuje potrzeby wyróżniania się w tłumie. Ma słabą inteligencję emocjonalną; brak jej empatii i wyrozumiałości, chociaż próbuje to wszystko zrozumieć. Nie jest robotem bez emocji, jednak rozszyfrowanie ich znaczenia jest dla niej bardzo trudnym zadaniem. Lubi się szlajać i poznawać nowe koty czy rzeczy. Lubi się z wiedzą. Nie straszne jej martwe ciała, a na widok przerażających ran jej oczy lśnią zaciekawieniem. Przestrzega tylko zasad, których znaczenie i potrzebę rozumie. Ma dystans do siebie i świata, nie biorąc za wiele do siebie.
— Ehe — potwierdziła jego słowa. Dobrze, że nie musiała nic mówić sama: wszystko pamiętał. Jak uroczo. — A teraz rangi ogólnie — poleciła, po czym skręciła na południe. Trenowanie zdecydowanie nie było jej ulubionym zajęciem, ale czuła się usatysfakcjonowana. Sama doświadczyła długiego treningu i zwyczajnie nie spodziewała się, że pójdzie jej tak...łatwo. Najwyraźniej, mimo częstych irytacji, była w tym całkiem dobra, huh?
Słuchając odpowiedzi Węgorza szła i szła, aż do jej nosa nie dotarła woń Klanu Wichru. Zatrzymała się i usiadła, skinieniem głowy proponując czarnemu to samo.
— Tutaj zaczyna się granica z Klanem Wichru. Powąchaj sobie, i powiedz mi jeszcze co pamiętasz z teorii polowania — mruknęła i uniosła przednią łapę, po czym zaczęła ją sobie myć. Nie lubiła chodzić brudna. Już się tego nie brzydziła i właściwie to bez problemu, jeżeli musiała, mogła przejść przez błoto. Zwyczajnie wolała, gdy jej futerko było ładne i czyste - gdy podobało się jej samej, bo jak się można po niej spodziewać, nie robiła tego na pokaz.
Był zadowolony z tego, że niczego nie pomieszał niczego we władzach w klanach. Jednak dobrze to zapamiętał. Chociaż wymieniał je z imienia, to nigdy żadnego nie spotkał na oczy, oprócz Ćmiego Zmierzchu i Czerwonej Gwiazdy. Może kiedyś będzie miał taką okazję. Wędrował spokojnie za swoją mistrzynią, aż ta zadała kolejne pytanie dotyczące rang. Okej z tym, to też dobrze pamięta. - Najważniejszą rangą w klanie jest przywódca. Stoi na czele swojego klanu. Kiedy odbiera to stanowisko, otrzymuje dar dziewięciu żywotów, a jego imię kończy się na -Gwiazda - powiedział, ale to zaledwie początek z jego odpowiedzią na rangi. Niestety, jest ich jeszcze więcej. - Tuż po przywódcy jest zastępca. Organizuje patrole i pomaga przywódcy w dokonywaniu ważnych decyzji. Potem jest medyk, który zajmuje się leczeniem kotów z klanu oraz kontaktem z Gwiezdnym Klanem. Potem są wojownicy w klanie, którzy bronią swojego klanu oraz dla niego polują, a czasem dostają swojego ucznia i są jego mentorami. Są też królowe, które opiekują się kociakami. Pod nimi są terminatorzy i kociaki. Kociaki zostają terminatorami w wieku 6 księżyców albo później, jeśli wcześniej nie mogli - odpowiedział kotce starając się zapamiętać wszystko, co mu przekazała wcześniej nauczycielka. Kiedy dotarli do granicy Klanu Wichru, zaciągnął się tutejszym zapachem. Czuł tu wyraźnie zapach wiatru, wrzosowisk i królików. Dość... Ciekawy zapach. I teraz jeszcze musiał powiedzieć coś z teorii. - Trzeba przede wszystkim pamiętać o odpowiedniej pozycji. Trzeba mieć niezachwiany krok, a ogon nisko, żeby zwierzyna nas po tym nie zauważyła. Do ptaków można przejść po łuku, chowając się za jakimiś rzeczami, a podchodząc do myszy należy przenieść ciężar ciała na tylne łapy, żeby przednie nas nie zdradziły. Oraz trzeba uważać na wiatr, żeby nie iść z wiatrem bo wyczuje nas zapach, tak samo z królikiem. A kiedy polujemy na rybę trzeba siedzieć spokojnie przy brzegu tak, żeby nasz cień nie padał na wodę - powiedział. Miał nadzieję, że chociaż dobrze.
Okala ją krótkie, sztywne futerko o jasnej szarej barwie. Budowa smukła, niewielka; jest raczej kimś szybkim i kamuflującym się niżeli silnym, umięśnionym czołgiem. Trójkątna głowa, na niej turkusowe, zimne oczy; nos o zaokrąglonych krawędziach, przypominający rozpłaszczone serduszko, nieco ciemniejszy niż sierść. Broda mała, okrągła. Uszy trójkątne, tylko troszkę zaokrąglone.
Jest spokojna, introwertyczna i raczej małomówna. Lubi obserwować inne koty i ich zachowania. Nie jest kompletnym odludkiem i nie brak jej pewności siebie - po prostu nie czuje potrzeby wyróżniania się w tłumie. Ma słabą inteligencję emocjonalną; brak jej empatii i wyrozumiałości, chociaż próbuje to wszystko zrozumieć. Nie jest robotem bez emocji, jednak rozszyfrowanie ich znaczenia jest dla niej bardzo trudnym zadaniem. Lubi się szlajać i poznawać nowe koty czy rzeczy. Lubi się z wiedzą. Nie straszne jej martwe ciała, a na widok przerażających ran jej oczy lśnią zaciekawieniem. Przestrzega tylko zasad, których znaczenie i potrzebę rozumie. Ma dystans do siebie i świata, nie biorąc za wiele do siebie.
Pamiętał całkiem dużo...ale nadal nie wszystko, na co Bratkowa Łąka zmarszczyła nos. Westchnęła.
— Medyk może mieć również terminatora medyka, który uczy się ziół, jakichś tam medycznych zasad i tak dalej. Jeżeli taki terminator skończy trening, to najczęściej zostaje pomocnikiem medyka, czyli takim drugim, nieco...mniej ważnym medykiem. Gdy umrze medyk, pomocnik medyka siada na jego miejsce. Oprócz tego terminatorzy, ci zwykli, zajmują się drobnymi pracami i gdy już nauczą się polować, mają obowiązek łapania zwierzyny dla klanu. A matki, nie królowe, oprócz opiekowania się kociakami razem z nimi mają pierwszeństwo do jedzenia, a gdy ich dzieci staną się terminatorami, one wracają do bycia wojownikiem. Są też matki, które są nimi na stałe, bo odnalazły...szczęście życiowe w opiekowaniu się kociakami. Na przykład mój brat, Trzaskający Mróz jest matkiem — parsknęła.
Tutaj też trochę pozapominał. Co było trudnego w zapamiętaniu kilku regułek? Przecież już polował, powinien wszystko wiedzieć.
— Przede wszystkim to musisz mieć ugięte łapy, tak żeby brzuch był nisko, ale nie szurał o ziemię. Ogon oraz głowa muszą być na równej linii z grzbietem. Królik cię usłyszy, więc przede wszystkim zwracasz uwagę na to co masz pod łapami. Pod wiatr idziesz zawsze. Reszta dobrze — mruknęła.
— Ach, jeszcze jedno. U nas medykiem jest Księżycowy Pył i ma terminatora, Barwną Łapę. Grom ma tylko terminatora, Truskawkową Łapę, która uczy się u Lśniącej Sadzawki, czyli medyczki w Wichrze. W Wichrze jest też terminator, Krwawnikowa Łapa. W Cieniu sam medyk, Szczypiący Mróz. — dodała. Następnie powtórzyli sobie jeszcze kilka rzeczy i wrócili do obozu.