Świst zdecydował się ruszyć na trening od razu po swojej ceremonii, a srebrna kotka nawet nie miała zamiaru gasić zapału tego uroczego młodzieńca. Wyszli więc z obozu, klucząc wśród rozchodzących się kotów, jednak Mięta nie chciała podejmować żadnych ważniejszych tematów, zanim nie wyjdą we dwójkę poza obóz, by nic nie mogło rozproszyć ich uwagi. Dopiero, kiedy znaleźli się na zewnątrz i ruszyli powolnym krokiem w stronę Wyjących Wzgórz, podczas gdy Mięta prowadziła, zerknęła na burego kocura. Może otrzymała go w zamian za to, że odszedł Żaba? Pustki po tym uroczym, pełnym klasy terminatorze nic nie mogło zapełnić, ale więcej pracy oznaczało mniej myślenia o przykrych rzeczach, a tego w ostatnim czasie miała zbyt wiele.
- I jak się czujesz jako terminator, pierwszy raz poza obozem? - zagadnęła, nie chcąc tak od razu przechodząc do treningu. Owszem, przede wszystkim miała nauczyć Śwista ważnych zasad i umiejętności, ale chciała go też trochę bliżej poznać, nawiązać jakąś więź. Może nawet pewnego dnia zostaną przyjaciółmi, jak ona i Jagódka?
Mały, brudny obszarpaniec.
Niewysoki kocur o szczupłej budowie. Względnie proporcjonalny, nie licząc za dużych, trójkątnych uszu nadających mu wygląd psotnego chochlika. Ppóki nie podejdzie bliżej wygląda na wyższego. Sprawia wrażenie wiecznego terminatora i prawdopodobnie już tak zostanie. Spiczaste, nietoperze uszy, wesoła mordka i psotny, nieco bezczelny uśmiech to połączanie, które nie jednego potrafi wytrącić z równowagi. Dodatkiem do tej chaotycznej mieszanki są dwukolorowe oczy delikwenta - lewe błękitne, a prawe orzechowe - wyglądające, jakby ten przedawkował kofeinę. Świst posiada krótkie, nieco sterczące i wiecznie poczochrane, bure futro o klasycznym pręgowaniu. Biała plama zahacza o pysk kocura, rozlewając się po brodzie i kończąc nad klatką piersiową gdzie przechodzi już naturalnie w beże i brązy.
Pozornie zarozumiały śmieszek z poczuciem humoru i nadpobudliwością psychoruchową | kp
Uroczego młodzieńca? Ta, jak ktoś gustuje w pokurczowatych, chochlikach z nieproporcjonalnymi uszami.
Po opuszczeniu obozu dwukolorowe oczy Śwista łapały wszystko co dało się złapać. Nigdy nie był na zewnątrz, ba, niewiele był nawet poza lecznicą, prawdę powiedziawszy, a co dopiero poza samym Wichrowym Obozem. Tak więc rozproszeń było dużo i w sumie bardzo dobrze, że Mięta zdecydowała się przez pewien czas nic nie mówi i o nic nie pytać - Świst pewnie by nawet nie zarejestrował, że kocica coś do niego mówi, nie mówiąc już o skupieniu się na tym co właściwie mówi. Jej pytanie też prawdę mówiąc dotarło z lekkim opóźnieniem do nietoperzowatych uszu burego.
- Huh? - zareagował jakże elokwentnie, spoglądając na Miętowy Pąk, by łaskawie jego mózg zarejestrował poprawnie wypowiedź wojowniczki. - A, tak! W sumie różnicy nie czuje i tak większość czasu spędziłem w lecznicy, ale rany! Ale tu jest super! - odpowiedział odskakując co jakiś czas od Mięty by sprawdzić to czy owo. Tu jakaś ciekawa norka, tam jakieś inne nietypowe rzeczy - a wszystko trzeba było zbadać, zobaczyć, pacnąć łapą. Oto dzieciak nie widzący za dużo świata, pierwszy raz na otwartej przestrzeni.
trade that typical forsomething colorful and if it'scrazy,live a littlecrazy you can p l a y it sensible, aking ofconventional
oryou can risk it all and see
'causeyoucan do like youdo
or y o u can do like me stay in the cage, or you'll finally take thekey
so come with meand take the r i d e
it'll t a k eyou to the other side
Szylkretka obserwowała kocurka z delikatnym uśmiechem. Oh, miło było widzieć, że podobało mu się to; sama pamiętała własną ekscytację, kiedy po raz pierwszy opuszczała obóz, dała więc Świstowi się tym wszystkim nacieszyć. Nie miała mu też za złe tego niezbyt elokwentnego tonu na początku; wręcz przeciwnie, uważała, że ta reakcja była urocza.
- Cieszę się. - zamruczała, śledząc wzrokiem młodego terminatora, kiedy tak odbiegał od niej i wracał. Zdecydowała się dać mu nacieszyć okolicą, póki nie dotarli do terenów treningowych, gdzie wspięła się z terminatorem na jeden z pagórków.
- To są właśnie Wyjące Wzgórza. Tutaj trenujemy, i myślę, że tutaj spotkamy się już następnym razem, co ty na to? - zapytała burego i cierpliwie poczekała na odpowiedź, w razie potrzeby powtarzając pytanie. - Chciałbyś mieć chwilę na rozejrzenie się dookoła? - zapytała jeszcze spokojnie. Była gotowa mu tą chwilę dać, to był przecież jego czas!
Mały, brudny obszarpaniec.
Niewysoki kocur o szczupłej budowie. Względnie proporcjonalny, nie licząc za dużych, trójkątnych uszu nadających mu wygląd psotnego chochlika. Ppóki nie podejdzie bliżej wygląda na wyższego. Sprawia wrażenie wiecznego terminatora i prawdopodobnie już tak zostanie. Spiczaste, nietoperze uszy, wesoła mordka i psotny, nieco bezczelny uśmiech to połączanie, które nie jednego potrafi wytrącić z równowagi. Dodatkiem do tej chaotycznej mieszanki są dwukolorowe oczy delikwenta - lewe błękitne, a prawe orzechowe - wyglądające, jakby ten przedawkował kofeinę. Świst posiada krótkie, nieco sterczące i wiecznie poczochrane, bure futro o klasycznym pręgowaniu. Biała plama zahacza o pysk kocura, rozlewając się po brodzie i kończąc nad klatką piersiową gdzie przechodzi już naturalnie w beże i brązy.
Pozornie zarozumiały śmieszek z poczuciem humoru i nadpobudliwością psychoruchową | kp
Gdy Miętowy Pąk zaczęła konstruować dłuższą wypowiedź, Świst doskoczył do niej by wyłapać informacje, jaką ze sobą niosła. Musiał iść żwawszym krokiem by utrzymać tempo wojowniczki, ale nie przeszkadzało mu to - z reguły poruszał się dość szybko. — Nah, jutro się mogę porozglądać przed treningiem — odpowiedział szczerząc kły, chociaż mimo to i tak się rozglądał. Wyjące wzgórze były blisko obozu, raczej się nie zgubi, tak więc wystarczy, że wylezie z Wichrowego Obozu ciut wcześniej i pozwiedza na własną łapę, a wciąż w sensownej odległości. Teraz trzeba przecież zacząć trening! A ten nie będzie zbyt prosty biorąc pod uwagę upośledzoną umiejętność słuchania Świszczącej Łapy. W sumie to jest coś, co chyba taka mistrzyni powinna wiedzieć. — Eee... To może być problematyczne, ale mam mały kłopot z koncentracją — powiedział chociaż zrobił to niezbyt chętnie. Nie lubił opowiadać o swoich wadach, a to zdecydowanie podchodziło pod ta kategorię. Świst miał problemy na skupieniu się na czymś dłużej, głównie, jeśli to coś go średnio interesowało i szybko się nudził. Poza tym Miętowy Pąk mogła już zauważyć nadpobudliwość swojego nowego terminatora, więc cóż... Trening zapowiada się długo i zapewne męcząco, ale na pewno też będzie w pewien sposób interesujący.
trade that typical forsomething colorful and if it'scrazy,live a littlecrazy you can p l a y it sensible, aking ofconventional
oryou can risk it all and see
'causeyoucan do like youdo
or y o u can do like me stay in the cage, or you'll finally take thekey
so come with meand take the r i d e
it'll t a k eyou to the other side
Mięta starała się dopasować swoje tempo do takiego, by Świst bez problemu za nią nadążył. Była jednak dorosła i mogła mieć nieco skrzywione pojęcie na temat tego, jak szybko się porusza. Dopóki jednak Świst dotrzymywał jej kroku i się nie skarżył, nie miała pojęcia, czy to tempo nie było zbyt szybkie. Jeśli jednak powie tylko słowo, srebrna wojowniczka była gotowa dostosować tempo do niego.
Odpowiedziała uśmiechem na jego uśmiech. Skoro tak, to miło usłyszeć, to Mięta specjalnie nie będzie przychodzić szybciej, by Świst miał wystarczającą ilość czasu, by móc poznać ten teren tak, jak będzie chciał. Na następne słowa jednak czujniej nastawiła uszu. Kłopot z koncentracją? Oh, biedny Świst! To przecież nie była jego wina. Całe szczęście trafił na cierpliwą i przystępną mistrzynię, może więc będzie im się dobrze pracować.
- Oh, nie szkodzi. - zamruczała pogodnie. - Postaram się dopasować trening tak, żeby dobrze ci szło, dobra? A jak będziesz miał jakiekolwiek pytania albo uwagi, to śmiało mów. - dodała. Nie chciała wcale jakoś gnać z materiałem czy robić ze Śwista wojownika lada dzień, nie. Chciała, by czuł się komfortowo na treningu, by nie był przytłoczony, aby pewnego dnia, kiedy będzie mianowany, faktycznie był na to gotowy. - To na początek chciałbyś zacząć od czegoś konkretnego? - zamruczała. Na początek chciała go zapytać o to, czy miał nauki i co na nich przerabiał, ale to mogło poczekać.
Mały, brudny obszarpaniec.
Niewysoki kocur o szczupłej budowie. Względnie proporcjonalny, nie licząc za dużych, trójkątnych uszu nadających mu wygląd psotnego chochlika. Ppóki nie podejdzie bliżej wygląda na wyższego. Sprawia wrażenie wiecznego terminatora i prawdopodobnie już tak zostanie. Spiczaste, nietoperze uszy, wesoła mordka i psotny, nieco bezczelny uśmiech to połączanie, które nie jednego potrafi wytrącić z równowagi. Dodatkiem do tej chaotycznej mieszanki są dwukolorowe oczy delikwenta - lewe błękitne, a prawe orzechowe - wyglądające, jakby ten przedawkował kofeinę. Świst posiada krótkie, nieco sterczące i wiecznie poczochrane, bure futro o klasycznym pręgowaniu. Biała plama zahacza o pysk kocura, rozlewając się po brodzie i kończąc nad klatką piersiową gdzie przechodzi już naturalnie w beże i brązy.
Pozornie zarozumiały śmieszek z poczuciem humoru i nadpobudliwością psychoruchową | kp
Póki co terminator nie narzekał na tempo wycieczki, mimo, że musiał podbiegać co jakiś czas by się zrównać z kocicą. Może takie codzienne spacerki z Miętowym Pąkiem pomogą mu rozładować nadmiar energii jaki w sobie posiadał? No miejmy nadzieję.
— Dzięki! — odpowiedział szczerząc kły. Okej, dostał wyrozumiałą i cierpliwą mistrzynię, należało więc ją dopisać do listy kotów, z której nie należy robić sobie żartów w przyszłości czy teraźniejszości, chociażby ze względu na to jak traktowała Śwista przez ostatnie parę minut. Była uprzejma i sympatyczna, a do tego chciała dostosować wszystko do burego tak, by nawet po powtórzenie czegoś pięć razy, kocurek w końcu zapamiętał.
On sam też nie miał parcia na wojownikowanie, nie był z tych wielce ambitnych kotów, które chciałyby skończyć trening w pół dnia najlepiej i jeszcze tego samego dostać swoją ceremonie. Co to, to nie, Świst mógł sobie wisieć z ranga łapy i następne dwadzieścia księżyców, jeśli trzeba, doprawdy.
— W sumie to nie mam konkretnych pytań, bo ja nawet nie miałem nauk. Mam takie bardzo minimalne podstawy — odpowiedział kocurek robiąc przy tym poważną minę, co wypadku Śwista było z góry skazane na porażkę. — Znam parę rang, inne klany, cośtam o Gwiezdnych i eeee, nie wiem czy się na tym nie kończy — dodał dla uściślenia zatrzymując się na chwilę, by podrapać się pod brodą, a następnie doskoczyć jednym susem do boku Mięty.
trade that typical forsomething colorful and if it'scrazy,live a littlecrazy you can p l a y it sensible, aking ofconventional
oryou can risk it all and see
'causeyoucan do like youdo
or y o u can do like me stay in the cage, or you'll finally take thekey
so come with meand take the r i d e
it'll t a k eyou to the other side
Kiedy kocurek na chwilę przystanął, by się podrapać, wręcz instynktownie Mięta zwolniła kroku, by ponownie nieco przyspieszyć, kiedy już Świst znalazł się znowu obok niej. To przecież nie miały być żadne wyścigi, a po prostu spacer połączony z treningiem.
- Zawsze to coś. Nie przejmuj się, wszystkiego z czasem na pewno się nauczysz. - zamruczała. Nic nie szkodzi w tym, że nie miał nauk! Mięta przecież po to była, by mógł od niej zdobywać wiedzę i umiejętności. - To może dzisiaj przespacerujemy się wzdłuż granic z innymi klanami, co ty na to? - zaproponowała, zerkając na kocurka. Miała nadzieję, że ta propozycja mu będzie odpowiadała, a nawet jeśli nie, to wymyślą coś innego, nie było problemu!
Mały, brudny obszarpaniec.
Niewysoki kocur o szczupłej budowie. Względnie proporcjonalny, nie licząc za dużych, trójkątnych uszu nadających mu wygląd psotnego chochlika. Ppóki nie podejdzie bliżej wygląda na wyższego. Sprawia wrażenie wiecznego terminatora i prawdopodobnie już tak zostanie. Spiczaste, nietoperze uszy, wesoła mordka i psotny, nieco bezczelny uśmiech to połączanie, które nie jednego potrafi wytrącić z równowagi. Dodatkiem do tej chaotycznej mieszanki są dwukolorowe oczy delikwenta - lewe błękitne, a prawe orzechowe - wyglądające, jakby ten przedawkował kofeinę. Świst posiada krótkie, nieco sterczące i wiecznie poczochrane, bure futro o klasycznym pręgowaniu. Biała plama zahacza o pysk kocura, rozlewając się po brodzie i kończąc nad klatką piersiową gdzie przechodzi już naturalnie w beże i brązy.
Pozornie zarozumiały śmieszek z poczuciem humoru i nadpobudliwością psychoruchową | kp
Dla Mięty, Świst był czystą, białą kartką.
Mogła włożyć, a przynajmniej spróbować włożyć mu całą wiedze do głowy w taki sposób w jaki jej odpowiadał nie musząc przy tym stawiać czoła innym sposobom nauczania, które ktoś mógł uskutecznić. To w sumie całkiem wygodne.
— Nie przejmuje — zapewnił bury terminator szczerząc kły. Świst z reguły się nie przejmował, a przynajmniej nie dawał tego po sobie nigdy poznać, chowając wszystkie negatywne emocje, które się w nim kotłowały, głęboko pod warstwą humoru i psot, których się dopuszczał. — No pewnie, pokażesz mi gdzie leżą te wszystkie Grzmoty, Strumyczki i inne Cieniasy — powiedział Świst rozglądając się mimowolnie jakby granica z innym klanem miała mu się zmaterializować jak jakaś wyraźna ściana, dostrzegalna z dużej odległości. Co oczywiście nie miało miejsca. — Z czym my w ogóle graniczymy? Z Cieniem i Rzeką? Czy Cieniem i Gromem...? Ojciec kiedyś mówił, ale zapomniałem — zapytał zaraz bury, podnosząc kolorowe oczy na Miętowy Pąk. Nazwy może poprawnie znał, ale granice, huh, no gdzieś mu się w tej główce zatarły.
trade that typical forsomething colorful and if it'scrazy,live a littlecrazy you can p l a y it sensible, aking ofconventional
oryou can risk it all and see
'causeyoucan do like youdo
or y o u can do like me stay in the cage, or you'll finally take thekey
so come with meand take the r i d e
it'll t a k eyou to the other side
Może nie do końca chciała obrać sposób nauczania, który by po prostu jej odpowiadał; dla niej najważniejsze było wybranie takiej metody, by to Świstowi przede wszystkim odpowiadało. Czy to miał być materiał przekazywany w mniejszych partiach, ale treściwie, czy przeplatany między luźną rozmową, to już miała nadzieję, że dopasuje się w trakcie całego treningu. Oczywiście nie chciała tylko rzucać suchą teorią, ale też chciała poznać Śwista i no, zdobyć jego zaufanie jako mistrzyni. W końcu będą się w najbliższych księżycach spotykać regularnie, i to dość często.
- Tak, i do tego wszystkiego pokażę ci takie ciekawe drzewo. Cztery Dęby, słyszałeś coś o nich kiedyś? - zagaiła. To naprawdę wyglądało ciekawie, szczególnie kiedy wcześniej się nawet o tym nie słyszało.
- Takie bezpośrednie granice to mamy z Klanem Rzeki oraz Klanem Cienia, w którego stronę teraz idziemy. Właściwie jesteśmy jeszcze dość daleko. Ta okolica, w której jesteśmy, to są Ziołorośla, o a te drzewka tam, to Płaczące Wierzby. Wyglądają dość charakterystycznie. A ten las przed nami nazywamy po prostu Wysokimi Drzewami. - powiedziała, nazwy wymawiając nieco wolniej i przede wszystkim wyraźnie, by Świst mógł się na nich skupić i je zapamiętać, może niekoniecznie potrafić je nazwać, ale przede wszystkim za jakiś czas odnaleźć się na terenach.
Mały, brudny obszarpaniec.
Niewysoki kocur o szczupłej budowie. Względnie proporcjonalny, nie licząc za dużych, trójkątnych uszu nadających mu wygląd psotnego chochlika. Ppóki nie podejdzie bliżej wygląda na wyższego. Sprawia wrażenie wiecznego terminatora i prawdopodobnie już tak zostanie. Spiczaste, nietoperze uszy, wesoła mordka i psotny, nieco bezczelny uśmiech to połączanie, które nie jednego potrafi wytrącić z równowagi. Dodatkiem do tej chaotycznej mieszanki są dwukolorowe oczy delikwenta - lewe błękitne, a prawe orzechowe - wyglądające, jakby ten przedawkował kofeinę. Świst posiada krótkie, nieco sterczące i wiecznie poczochrane, bure futro o klasycznym pręgowaniu. Biała plama zahacza o pysk kocura, rozlewając się po brodzie i kończąc nad klatką piersiową gdzie przechodzi już naturalnie w beże i brązy.
Pozornie zarozumiały śmieszek z poczuciem humoru i nadpobudliwością psychoruchową | kp
Sucha teoria nie byłaby dobrą opcją w wypadku tego terminatora. Takie przekazywanie informacji przeplatane jakąś niezobowiązującą rozmową mogło się sprawdzić, przynajmniej na razie zdawało egzamin. Świst w ten sposób może połączy sobie zdobywane informacje na zasadzie łańcucha skojarzeń? No zobaczymy, wyjdzie w praniu. Byle nie za dużo w jednym zdaniu i powinno jakoś to być... Poza tym jak znajdzie się coś, co naprawdę burego zainteresuje to Miętowy Pąk może być pewna, że jego problem z koncentracją nagle zniknie jak łapą odjął. Tak to działa, stety lub nie.
— Nie jestem pewny, więc załóżmy, że nie słyszałem — powiedział śmiejąc się pod nosem. Nazwa zdawała mu się niby znajoma, ale jakoś nie bardzo kojarzył jakąkolwiek rozmowę na ten temat. Może tylko usłyszał jednym uchem będąc w lecznicy? Kto wie. — Rzeki i Cienia, jasne — przytaknął szybko powtarzając po wojowniczce, co możliwe, że mu pomoże w zapamiętaniu i nie pomyleniu informacji.
— O rany, to dużo nazw — rzucił, gdy Miętowy Pąk wymieniła mu określenia na okolice, w jakiej się znajdowali. A to dopiero początek! Cóż, Świszcząca Łapa raczej tego nie zapamięta, prawdę mówiąc, ale przynajmniej będzie wzrokowo wiedział gdzie co jest na zasadzie "no tam no, pod tym lasem". Rzecz jasna parę nazw siłą rzeczy zostanie mu w głowie, bo były po prostu oczywiste - jak Płaczące Wierzby, które no były właśnie wierzbami. — Ziołorośla, huh... — mruknął pod nosem rozglądając się, po czym doskoczył do pierwszej lepszej rośliny, która nie była trawą, w celu powąchania jej. — To stąd Lśniąca ma te wszystkie zielska? — zapytał przekrzywiając lekko głowę, co wyglądało dość zabawnie w połączeniu z jego wielkimi uszami. Cóż, nazwa Ziołorośla samoistnie mu nasunęła taki wniosek. Ciekawe na ile prawdziwy.
trade that typical forsomething colorful and if it'scrazy,live a littlecrazy you can p l a y it sensible, aking ofconventional
oryou can risk it all and see
'causeyoucan do like youdo
or y o u can do like me stay in the cage, or you'll finally take thekey
so come with meand take the r i d e
it'll t a k eyou to the other side
Uśmiechnęła się delikatnie, słysząc o tym, żeby uznać, że nie słyszał. Może być i tak.
- To może opowiem ci o nich, jak już tam będziemy. - zamruczała, nie chcąc teraz pakować w głowę kocura wiedzy, teorii o tym, że tylko tam graniczą z Klanem Gromu. O wiele lepiej będzie, jeśli zostawi to na potem, kiedy już będą na miejscu i będzie mogła sama mu to pokazać.
- No, troszkę dużo. Ale spokojnie, najważniejsze żebyś kojarzył mniej więcej ich wygląd, żebyś się nie zgubił na naszych terenach. Na pewno jeszcze tu będziemy przychodzić, pewnie też podczas patrolu będziesz się oswajał z tymi nazwami. Nie bój się, po dzisiaj nie będę wymagała żebyś znał całe tereny. - wyjaśniła dość szybko. Nie chciała, żeby tak wyszło, że już na starcie tak go zarzuca wiedzą, ale chciała po prostu wszystko ponazywać.
Zachichotała, słysząc pytanie Śwista. Czy stąd Lśniąca Sadzawka mogła mieć absolutnie wszystkie zioła? Mocno wątpliwe, ale nie niemożliwe.
- Wydaje mi się, że szuka ich po całym terytorium, ale pewnie to miejsce ma tą nazwę skądś, może faktycznie bardzo dużo tutaj ziół? - zamruczała, rozglądając się dookoła, choć niewiele jej to dało, bo sama przecież ziół nie znała!
- Świszcząca Łapo, zanim jeszcze dojdziemy do granicy, chciałam zacząć już troszkę omawiać teorię. W każdym klanie, jak na pewno wiesz, jest przywódca, zastępca i medyk. U nas przywódcą jest od całkiem niedawna Porywista Gwiazda a zastępczynią jest Lawendowy Kwiat. Lśniąca Sadzawka jest medyczką, a pamiętasz imiona jej terminatorów? - na początku wspomniała imię kocura, by zwrócić na siebie jego uwagę, a potem zaczęła mówić. Pomyślała też o zadaniu pytania, żeby nie było, że tylko ona gada, bo w efekcie mogła zanudzić burego kocurka!
Mały, brudny obszarpaniec.
Niewysoki kocur o szczupłej budowie. Względnie proporcjonalny, nie licząc za dużych, trójkątnych uszu nadających mu wygląd psotnego chochlika. Ppóki nie podejdzie bliżej wygląda na wyższego. Sprawia wrażenie wiecznego terminatora i prawdopodobnie już tak zostanie. Spiczaste, nietoperze uszy, wesoła mordka i psotny, nieco bezczelny uśmiech to połączanie, które nie jednego potrafi wytrącić z równowagi. Dodatkiem do tej chaotycznej mieszanki są dwukolorowe oczy delikwenta - lewe błękitne, a prawe orzechowe - wyglądające, jakby ten przedawkował kofeinę. Świst posiada krótkie, nieco sterczące i wiecznie poczochrane, bure futro o klasycznym pręgowaniu. Biała plama zahacza o pysk kocura, rozlewając się po brodzie i kończąc nad klatką piersiową gdzie przechodzi już naturalnie w beże i brązy.
Pozornie zarozumiały śmieszek z poczuciem humoru i nadpobudliwością psychoruchową | kp
Bury przytaknął w ramach zgody, na opowiedzenie historii o tych czterech ważnych drzewkach w momencie jak do niech dotrą. Będzie w stanie lepiej sobie zwizualizować otoczenie no i przede wszystkim - ogrom tych drzew. Jak Miętowy Pąk mówiła "Cztery Dęby" brzmiało to strasznie dostojnie! Jakby te drzewa miały nie wiadomo ile lat, wieków, zobaczymy na ile są one zgodne z pierwsza wizją Świszczącej łapy...
— Całe szczęście, bo gwarantuje, że bym oblał jutrzejszy sprawdzian — odpowiedział terminator szczerząc kły w uśmiechu. Nie ma opcji by to wszystko spamiętać za pierwszym razem i całe szczęście jego mistrzyni absolutnie tego nie wymagała. Ale im częściej będą pojawiać się na danym terenie i nazywać miejsce, w którym aktualnie są, tym lepiej dla Śwista - wtedy na pewnie w końcu mu się wszystko utrwali! Nie od razu, ale powoli, systematycznie.
— Ja w sumie... Imion to nie pamiętam... — zaczął trochę niepewnie, co do tej pory w towarzystwie mistrzyni się nie zdarzyło. Uchylił rąbka swoich wewnętrznych lęków - przecież powinien ich znać! Tyle czasu leżał w lecznicy, wiedział ich nawet. Zamienili parę zdań... A on nie pamiętał imion. Żałosne. Kocurek skrzywił się próbując za wszelką cenę przypomnieć sobie terminatorów Lśniącej. — Oboje mają dziwne oczy jak ja... I kotka jest taka pstrokata, a kocur biały, ale imiona... Raaaaany! No nie mogę. Nie pamiętam. Coś od roślin? Kwiatów? Roślin-i-Kwiatów? — zaczął się trochę miotać, ale naprawdę próbował sobie przypomnieć. Nie wyszło, no trudno... Wiedział przynajmniej, że mu Miętowy Pąk uszy nie urwie za brak podstawowej wiedzy.
trade that typical forsomething colorful and if it'scrazy,live a littlecrazy you can p l a y it sensible, aking ofconventional
oryou can risk it all and see
'causeyoucan do like youdo
or y o u can do like me stay in the cage, or you'll finally take thekey
so come with meand take the r i d e
it'll t a k eyou to the other side
Oczywiście, że brzmiało dostojnie, bo tak wyglądało! Nie chciała jednak wyprzedzać faktów i nic opowiadać teraz Świszczącej Łapie. Musi sam to zobaczyć na własne oczy, by mógł sam ocenić, co sądzi o tym miejscu!
Zachichotała, słysząc uwagę kocurka. Oh, nie była taka ostra, by robić sprawdziany! Szczerze mówiąc sama księżyce temu po pierwszym spacerze podobny test na pewno też by zawaliła. W końcu nazw było tak wiele na tak różnorodne miejsca, że nie dało się tego spamiętać za pierwszym razem!
- Hej, nie stresuj się tak. Nic nie szkodzi. - zamruczała, wkładając w ton tyle łagodności, ile zdołała. Aż jej było głupio, że zadała Świstowi takie pytanie, chciała mu po prostu dać, jak jej się wydawało, łatwą szansę na zabłyśnięcie wiedzą, a zamiast tego sprawiła, że się zmieszał. - Ta pstrokata kotka to Olchowa Łapa, biały kocur to Krwawnikowa Łapa. - powiedziała więc, by już móc zamknąć ten temat, jednak imiona wypowiedziała wolniej, by Świst na pewno tym razem mógł je zapamiętać. Albo chociaż spróbować.
Mały, brudny obszarpaniec.
Niewysoki kocur o szczupłej budowie. Względnie proporcjonalny, nie licząc za dużych, trójkątnych uszu nadających mu wygląd psotnego chochlika. Ppóki nie podejdzie bliżej wygląda na wyższego. Sprawia wrażenie wiecznego terminatora i prawdopodobnie już tak zostanie. Spiczaste, nietoperze uszy, wesoła mordka i psotny, nieco bezczelny uśmiech to połączanie, które nie jednego potrafi wytrącić z równowagi. Dodatkiem do tej chaotycznej mieszanki są dwukolorowe oczy delikwenta - lewe błękitne, a prawe orzechowe - wyglądające, jakby ten przedawkował kofeinę. Świst posiada krótkie, nieco sterczące i wiecznie poczochrane, bure futro o klasycznym pręgowaniu. Biała plama zahacza o pysk kocura, rozlewając się po brodzie i kończąc nad klatką piersiową gdzie przechodzi już naturalnie w beże i brązy.
Pozornie zarozumiały śmieszek z poczuciem humoru i nadpobudliwością psychoruchową | kp
— Staram się, ale wiesz... Jak się podstaw nie zna to nie wygląda to najlepiej — odpowiedział terminator z lekkim westchnięciem. Nie było mu jakoś bardzo wstyd z tego powodu, wiedział już, że Miętowy Pąk przecież za to go nie zgani ani nic z tych rzeczy. Jednak mimo wszystko bury spędził sporo czasu w Lecznicy, a mimo to nie pamiętał imion terminatorów Lśniącej Sadzawki, chociaż widział ich z trylion razy! — Krwawnikowa i Olchowa Łapa, dobra — powtórzył po wojowniczce by lepiej utrwalić sobie tą dwójkę. Wiedział, że przed nim jeszcze masa informacji do poznania i co gorsza - zapamiętania. Zgrozo. Oby on nigdy nie został czyimś mistrzem bo to dopiero będzie cyrk na kółkach...
Trening szedł powoli, ale to Świszczącej Łapie w ogóle nie przeszkadzało. Póki co wraz z Miętą utrwalał wszystkie nazwy na terenach, w których już był co było dobrym pomysłem - uczenie syna Pszenicznego stopniowo. Świst znał już na pamięć drogę do Czterech Dębów, chociaż wciąż nie usłyszał od wojowniczki tej historii, którą miała mu opowiedzieć - oboje stwierdzili, że to będzie następny punkt nauki, gdy bury terminator opanuje już tereny wokół niego, wiedząc co gdzie leży. I dziś miał być ten dzień! Wejście na wyższy stopień wtajemniczenia i takie tam! Był to jednak pierwszy dzień gdy Miętowy Pąk... Nie przyszła na trening. Świszcząca Łapa czekał i czekał, znajdował sobie zajęcia, aż w końcu wrócił do obozu z myślą, że kocica po prostu zapomniała lub miała coś ważnego na głowie i chociaż nie znalazł jej tego dnia, poszedł spać z nadzieją na jutro.
"Jutro" było dokładnie tak samo. Tak jak i następnego dnia. Możliwe, że to właśnie od tego siedzenia na Wyjących Wzgórzach niezależnie od pogody i czekania na mistrzynie kocur się pochorował... Mięty jednak wciąż nie było. Nigdzie.
Mimo nieobecności na pogrzebie, wieść o śmierci mistrzyni dotarła do Śwista lotem błyskawicy. A raczej lotem Lśniącej Sadzawki, która to rzuciła na wejściu "Mięta nie żyje, smarku", chociaż nie użyła dokładnie tych słów (aczkolwiek w głowie Śwista tak to właśnie wyglądało). Przez chwile kocur myślał, że medyczce udzieliła się jego skłonność do żartów i najwyraźniej lubiła czarny humor - dwie rzeczy temu przeczyły; ciężka atmosfera oraz fakt, że mowa tu o Lśniącej Sadzawce. Świszcząca Łapa przyjął to nie najgorzej, przynajmniej z pozoru starał się by tak to wyglądało. Faktycznie jednak bury był w rozsypce.
Porywista Gwiazda przydzielił mu nowego mistrza - Jasne Serce, o którym ten nie wiedział absolutnie nic. W sumie chyba pierwszy raz słyszał to imię... Nie wiedział czego się spodziewać jednocześnie czując się fatalnie. Idąc na Wyjące Wzgórza miał chwilę czasu by przywdziać swoją typową maskę i postarać się zrobić nie najgorsze pierwsze wrażenie. Pozostało mu jedynie poczekać, a ostatnimi czasy nabierał w tym wprawy.
trade that typical forsomething colorful and if it'scrazy,live a littlecrazy you can p l a y it sensible, aking ofconventional
oryou can risk it all and see
'causeyoucan do like youdo
or y o u can do like me stay in the cage, or you'll finally take thekey
so come with meand take the r i d e
it'll t a k eyou to the other side
Jasny nie wyróżnia się w tłumie. Jest zwykłym niebieskim pregowanym kotem który spokojnie prowadzi życie. Jego futerko jest długie a pregi są klasyczne. Posiada białe odmianiki na wszystkich łapkach. Są one do palców kocurka. Oprócz tego ma jeszcze biały kołnierz który wyróżnia się od niebieskiego pregowanego futra. Puki co Jasny ma niebieskie oczy lecz niedługo zmienią barwę na żółte.
Jasny... Również nie czuł się dobrze. Ciągle umierały mu znajome osoby a teraz Mięta! Jej kochana kuzynka na której pogrzeb nie mógł przyjść na czas. Gdy wrócił z długiego patrolu, jedynie usłyszał o śmierci Mięty i skierował się od razu do miejsca gdzie ją pogrzebano i tam się z nią pożegnał. Bolało to bardzo kocura bo była mu Mięta bliska. Nie mógł nawet przed śmiercią ją pocieszyć kiedy razem niedawno rozmawiali. Była wtedy smutna i żadne słowa niebieskiego kocura nie działały.
Dowiedział się również, że właśnie to on dostał pod opiekę jej terminatora - Świszczącą Łapę. To go jeszcze bardziej dobiło. Musiał jednak założyć to brzemię na swoje barki i jakoś poprowadzić dalszy trening terminatora. Starał się być w dobrej myśli. Szedł spokojnie do Wyjących Wzgórz gdzie właśnie tam miał się spotkać z jego nowym uczniem. Starał się nie pokazywać smutku ale wojownik nie był również szczęśliwy. Był spokojny i przywdział neutralną minę by dobrze wypaść jako jego nowy mistrz.
Gdy dotarł punktualnie na miejsce, zobaczył brązowe, krótkie futro i parę kolorowych źrenic. Uśmiechnął się delikatnie do terminatora. - Cześć Świszcząca Łapo. Cieszę się, że cię widzę. - przywitał się miło. - Od dziś to ja będę prowadził twój trening. Na pewno to nie jest łatwa zmiana ale wierz mi nie tylko tobie nie jest łatwo oswoić się ze stratą Mięty. Również była mi bliska. - wzdychnął a następnie znów się uśmiechnął. - Ale głowa do góry! Na pewno teraz się na nas patrzy i czeka aż znów rozpoczniemy twoją naukę. - chciał tymi słowami pocieszyć terminatora. Co jak co ale mistrz dla terminatora jest kimś bliskim i zwykle terminatorzy tęsknią za nimi gdy oni odchodzą. - Więc Świszcząca Łapo... Powiedz mi czego się nauczyłeś do tej pory? - zapytał.
Notxknowingxwhatxitxwas
i willnotgiveyouup thistime butdarling,justkissmeslow,
your heart isall I own
andinyour eyesyou're holding mine