Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.
To typ który nigdy nie mówi niczego wprost. Jest tajemniczy, małomówny, stoicko spokojny i cierpliwy. Nie ma sposobu rozszyfrowania go, a tym bardziej wyciągnięcia z niego jakiejkolwiek informacji.
Trening, niestety, opóźnił się. Głównie dlatego, że Ćma nabawiła się kataru, i czas po ceremonii upłynął jej na kierowaniu patrolami z własnego legowiska. Kierowaniu okraszonemu natrętnej kichawicy.
Wciąż jeszcze kręciło ją w nosie, ale nie na tyle, by pozwolić treningom stać. Poinformowała więc Mglistą Łapę o wznowieniu, a właściwie rozpoczęciu treningu, i nim w pełni wstało słońce, czekała już na swoją najmłodszą terminatorkę u wejścia do obozu.
Była dobrej myśli. Mszar była ogarniętym dzieckiem, podrosła też już trochę od kocięcych nauk. Udało im się przerobić dużo, gdy uczyły się razem. Ćmi Zmierzch miała więc nadzieję, że i trening minie im szybko.
Miała potrzebę prostego, szybkiego treningu. Zwłaszcza, że musiała poświęcić teraz tak dużo czasu i uwagi na sierotkę-Barwinka.
Drobniutka niebieska dymna szylkretka. Mała kluseczka, której ciało zdobi puchate, długie futro. Na jej brodzie, szyi i piersi rozlewa się biel. Nieco krótki pysk zdobi różowy nos z dwoma ciemnymi plamami i duże, jeszcze niewybarwione, niebieskie ślepia.
Idealna córeczka rodziców, a przynajmniej stara się nią być, bowiem momentami ciężko jest jej ukryć swoją prawdziwą naturę. Pewna siebie i żądna wiedzy, a także cholernie ambitna - gotowa zrobić wiele, jeśli nie wszystko, by stać się tą najlepszą. Pragnie wiedzy, pragnie doświadczeń, toteż zasypuje dorosłych pytaniami, by wiedzieć. Wiedzieć dużo, a przynajmniej więcej, niż inni. Nie lubi krytyki, nie bardzo potrafi panować nad złością, która wtedy ją ogarnia, a stąd już krok do tragedii. Ciągnie ją do kotów u władzy, szanowanych przez klan, wartościowych; przy nich stara się zachowywać jak najlepiej, by i ją szanowano, postrzegano jak najlepiej. Gorzej przy tych stojących u samych stóp hierarchii, tych zapomnianych przez świat i klan, nieposiadających zbyt wielkiej wartości. Przy nich nie stara się zatrzymać swojego paskudnego jęzora, potrafi rzucić niestosowną uwagą, nieprzyjemną i raniącą, pławiąc się przy tym w satysfakcji, zupełnie, jakby postrzegała siebie za kogoś lepszego, jakby oni nie byli w stanie jej nic z tego powodu zrobić, nijak zaszkodzić. Nie przepada za obcymi, woli trzymać się swoich, czyli własnego rodzeństwa i rodziców. Lubi zabawy, lubi przepychanki, choć nie z byle kim. Uwielbia stroić sobie żarty z innych, zostawiać "niespodzianki" w ich legowiskach, by potem z miną niewiniątka twierdzić, jakoby to nie ona była odpowiedzialna za takie wybryki. Ona? To jej przecież nie przystoi.
Miała wrażenie, że nie dotrwa do tego dnia. Była niecierpliwa, nienawidziła czekać, a jednak los skutecznie wystawiał ją na próbę. Ale nie narzekała, przynajmniej nie głośno, bowiem zdawała sobie sprawę z tego, że nie mogła. Nie wypadało jej narzekać, nie w sytuacji, kiedy jej mistrzynią była sama zastępczyni, a potencjalne słowa Mglistej Łapy mogły do niej dotrwać. Inna sprawa byłaby, kiedy Mszar miałaby trening z kimś innym - wtedy jej nastawienie z pewnością różniłoby się od tego aktualnego. Ale nie miała i, niezależnie od okoliczności, chwała Gwiezdnym za to.
Nie była przyzwyczajona do tak wczesnego wstawania. Oczy zamykały jej się same, pragnąć z powrotem zaciągnąć ją w odmęty snu. Walczyła z nimi. Nie pozwoliła samej sobie na nowo położyć się, wiedząc, iż wtedy zwyczajnie na nowo zaśnie. Nie ociągała się. Wybyła prędko z legowiska, pozwalając świeżemu, jeszcze nie tak ciepłemu powietrzu ją rozbudzić.
— Dzień dobry — przywitała się, kiwając jednocześnie głową. — Jak się czujesz, mistrzyni? — zapytała całkiem uprzejmie, jednocześnie czując się dziwnie z takim tytułowaniem kogoś. Samym pytaniem starała się wybadać grunt, po którym miała stąpać. Czy mogła liczyć tego dnia na coś więcej, niż samą teorię?
<p class='msar'><table><td></td><td><p class='hop'>★★★<br> we all pretendto be theheroes on thegood side<br> <br> some things areblack<br> some things arewhite<br> you shouldn’t look throughcolored lenses<br> you’re the good guy<br> he’s the bad guy<br> your boring world is in black and white<br> <br> but what if we’re the villains on the other?</p><br><br><br><br><br><br></td></table> </p><br><br><br><br><br>
Drobniutka niebieska dymna szylkretka. Mała kluseczka, której ciało zdobi puchate, długie futro. Na jej brodzie, szyi i piersi rozlewa się biel. Nieco krótki pysk zdobi różowy nos z dwoma ciemnymi plamami i duże, jeszcze niewybarwione, niebieskie ślepia.
Idealna córeczka rodziców, a przynajmniej stara się nią być, bowiem momentami ciężko jest jej ukryć swoją prawdziwą naturę. Pewna siebie i żądna wiedzy, a także cholernie ambitna - gotowa zrobić wiele, jeśli nie wszystko, by stać się tą najlepszą. Pragnie wiedzy, pragnie doświadczeń, toteż zasypuje dorosłych pytaniami, by wiedzieć. Wiedzieć dużo, a przynajmniej więcej, niż inni. Nie lubi krytyki, nie bardzo potrafi panować nad złością, która wtedy ją ogarnia, a stąd już krok do tragedii. Ciągnie ją do kotów u władzy, szanowanych przez klan, wartościowych; przy nich stara się zachowywać jak najlepiej, by i ją szanowano, postrzegano jak najlepiej. Gorzej przy tych stojących u samych stóp hierarchii, tych zapomnianych przez świat i klan, nieposiadających zbyt wielkiej wartości. Przy nich nie stara się zatrzymać swojego paskudnego jęzora, potrafi rzucić niestosowną uwagą, nieprzyjemną i raniącą, pławiąc się przy tym w satysfakcji, zupełnie, jakby postrzegała siebie za kogoś lepszego, jakby oni nie byli w stanie jej nic z tego powodu zrobić, nijak zaszkodzić. Nie przepada za obcymi, woli trzymać się swoich, czyli własnego rodzeństwa i rodziców. Lubi zabawy, lubi przepychanki, choć nie z byle kim. Uwielbia stroić sobie żarty z innych, zostawiać "niespodzianki" w ich legowiskach, by potem z miną niewiniątka twierdzić, jakoby to nie ona była odpowiedzialna za takie wybryki. Ona? To jej przecież nie przystoi.
To prawda, nie miały czasu na chorowanie. Najwyższy czas, by wreszcie zacząć się uczyć. Nie odpowiedziała, kiwnęła jedynie głową na znak, że rozumie i zgadza się z jej słowami. Kiedy Ćmi Zmierzch zaczęła mówić o standardowym przebiegu treningu, poczuła w sercu ukłucie zawodu. Kolejne jednak słowa kotki sprawiły jednak, że uczucie to szybko zniknęło, a miast niego wkradło się zadowolenie. Polowanie. Dokładnie to, czego chciała już od wczesnych księżyców, podczas których jej ofiarami stawały się maleńkie robaki, niezdolne do ucieczki. Jak żuki, chociażby. I sądziła, że na tym poprzestaną i wezmą się do pracy, jednak mistrzyni mówiła dalej, a na pysk Mszar wkroczyła konsternacja. Reguły? Nie tego się spodziewała, ale nie przerwała córce Czerwonej Gwiazdy. Może tak właśnie wyglądał każdy trening, ku jej, oczywiście, udręce. Nie lubiła, gdy narzucano na nią własną wolę.
Rozsądek. To jedno słowo sprawiło, że kolejne już nie zapowiadały jej udręki. Była rozsądna, przynajmniej tak właśnie myślała. Musiała być, jeśli nie chciała, by jej obraz został jakkolwiek naruszony w oczach innych. Kiwnęła powoli głową, zaś Ćma kontynuowała.
— Nie jestem głupia — odparła wreszcie, kiedy zastępczyni wspomniała o głupocie kociąt i zadała pytanie. — I nie planuję samotnych schadzek poza obóz, ani awantur. Będę rozsądna, Ćmi Zmierzchu — dodała jeszcze, zgodnie zresztą z prawdą. Nie planowała wychodzić samej poza obóz, a do szukania Wietrznego Wąsa i tak miała do spełnienia warunki postawione przez Świetlikowy Zagajnik.
<p class='msar'><table><td></td><td><p class='hop'>★★★<br> we all pretendto be theheroes on thegood side<br> <br> some things areblack<br> some things arewhite<br> you shouldn’t look throughcolored lenses<br> you’re the good guy<br> he’s the bad guy<br> your boring world is in black and white<br> <br> but what if we’re the villains on the other?</p><br><br><br><br><br><br></td></table> </p><br><br><br><br><br>
Drobniutka niebieska dymna szylkretka. Mała kluseczka, której ciało zdobi puchate, długie futro. Na jej brodzie, szyi i piersi rozlewa się biel. Nieco krótki pysk zdobi różowy nos z dwoma ciemnymi plamami i duże, jeszcze niewybarwione, niebieskie ślepia.
Idealna córeczka rodziców, a przynajmniej stara się nią być, bowiem momentami ciężko jest jej ukryć swoją prawdziwą naturę. Pewna siebie i żądna wiedzy, a także cholernie ambitna - gotowa zrobić wiele, jeśli nie wszystko, by stać się tą najlepszą. Pragnie wiedzy, pragnie doświadczeń, toteż zasypuje dorosłych pytaniami, by wiedzieć. Wiedzieć dużo, a przynajmniej więcej, niż inni. Nie lubi krytyki, nie bardzo potrafi panować nad złością, która wtedy ją ogarnia, a stąd już krok do tragedii. Ciągnie ją do kotów u władzy, szanowanych przez klan, wartościowych; przy nich stara się zachowywać jak najlepiej, by i ją szanowano, postrzegano jak najlepiej. Gorzej przy tych stojących u samych stóp hierarchii, tych zapomnianych przez świat i klan, nieposiadających zbyt wielkiej wartości. Przy nich nie stara się zatrzymać swojego paskudnego jęzora, potrafi rzucić niestosowną uwagą, nieprzyjemną i raniącą, pławiąc się przy tym w satysfakcji, zupełnie, jakby postrzegała siebie za kogoś lepszego, jakby oni nie byli w stanie jej nic z tego powodu zrobić, nijak zaszkodzić. Nie przepada za obcymi, woli trzymać się swoich, czyli własnego rodzeństwa i rodziców. Lubi zabawy, lubi przepychanki, choć nie z byle kim. Uwielbia stroić sobie żarty z innych, zostawiać "niespodzianki" w ich legowiskach, by potem z miną niewiniątka twierdzić, jakoby to nie ona była odpowiedzialna za takie wybryki. Ona? To jej przecież nie przystoi.
Trzepnęła uchem na słowa mistrzyni. To dobrze, że ta zdawała sobie z tego sprawę, jednak kwestią, która bardziej poruszyła kotką, była ta późniejsza. Ćmi Zmierzch sama prosiła o Mszar? Była przekonana, że to był zwyczajny zbieg okoliczności, a tu proszę - zaskoczenie. W dodatku całkiem miłe, poczuła się połechtana po własnym ego. Kiwnęła głową, dając znak, że to rozumiała. Nie miała zamiaru się sprzeczać.
Polowanie. Jej ślepia rozszerzyły się delikatnie na samo to słowo. Wsłuchała się uważnie, już po chwili próbując sobie przypomnieć wszystkie swoje próby niewielkich polowań na robaki. Nie było to najlepsze odwzorowanie rzeczywistości, bowiem stworzenia te raczej łatwo było złapać, ale przynajmniej miała coś, na czym mogła oprzeć własną odpowiedź.
— Każdy wojownik musi polować, by zapewnić pożywienie dla klanu, głównie dla tych, którzy nie mogą polować sami — zaczęła zatem wolno, w zastanowieniu układając kolejne słowa. — Trzeba być cicho. Skradać się tak, by ofiara niczego nie zauważyła, uważać, by na nic nie nadepnąć, bo wtedy się spłoszy. Najlepiej zajść ją od tyłu. — Tak, jak własne rodzeństwo, by to nie dostrzegło, co je dopadło. — Nie można wykonywać gwałtownych ruchów, ani rwać się do przodu, trzeba być cierpliwym — rzekła jeszcze, machając końcówką ogona. Już kilka razy zdarzyło jej się poruszyć zbyt szybko przy owadzie, zbyt gwałtownie, a ten płoszył się prędko. Wyjątkiem były żuki, które raczej nie potrafiły uciekać zbyt prędko... Chociaż i tak największą satysfakcję czerpała wtedy, kiedy stworzenie nawet nie zdążyło zorientować się o jej obecności.
<p class='msar'><table><td></td><td><p class='hop'>★★★<br> we all pretendto be theheroes on thegood side<br> <br> some things areblack<br> some things arewhite<br> you shouldn’t look throughcolored lenses<br> you’re the good guy<br> he’s the bad guy<br> your boring world is in black and white<br> <br> but what if we’re the villains on the other?</p><br><br><br><br><br><br></td></table> </p><br><br><br><br><br>
Drobniutka niebieska dymna szylkretka. Mała kluseczka, której ciało zdobi puchate, długie futro. Na jej brodzie, szyi i piersi rozlewa się biel. Nieco krótki pysk zdobi różowy nos z dwoma ciemnymi plamami i duże, jeszcze niewybarwione, niebieskie ślepia.
Idealna córeczka rodziców, a przynajmniej stara się nią być, bowiem momentami ciężko jest jej ukryć swoją prawdziwą naturę. Pewna siebie i żądna wiedzy, a także cholernie ambitna - gotowa zrobić wiele, jeśli nie wszystko, by stać się tą najlepszą. Pragnie wiedzy, pragnie doświadczeń, toteż zasypuje dorosłych pytaniami, by wiedzieć. Wiedzieć dużo, a przynajmniej więcej, niż inni. Nie lubi krytyki, nie bardzo potrafi panować nad złością, która wtedy ją ogarnia, a stąd już krok do tragedii. Ciągnie ją do kotów u władzy, szanowanych przez klan, wartościowych; przy nich stara się zachowywać jak najlepiej, by i ją szanowano, postrzegano jak najlepiej. Gorzej przy tych stojących u samych stóp hierarchii, tych zapomnianych przez świat i klan, nieposiadających zbyt wielkiej wartości. Przy nich nie stara się zatrzymać swojego paskudnego jęzora, potrafi rzucić niestosowną uwagą, nieprzyjemną i raniącą, pławiąc się przy tym w satysfakcji, zupełnie, jakby postrzegała siebie za kogoś lepszego, jakby oni nie byli w stanie jej nic z tego powodu zrobić, nijak zaszkodzić. Nie przepada za obcymi, woli trzymać się swoich, czyli własnego rodzeństwa i rodziców. Lubi zabawy, lubi przepychanki, choć nie z byle kim. Uwielbia stroić sobie żarty z innych, zostawiać "niespodzianki" w ich legowiskach, by potem z miną niewiniątka twierdzić, jakoby to nie ona była odpowiedzialna za takie wybryki. Ona? To jej przecież nie przystoi.
Akt zabójstwa.
Poczuła, jak jej serce na moment staje, by zaraz ruszyć biegiem w przedziwnej ekscytacji. Wstrzymała oddech, wysłuchując słów Ćmiego Zmierzchu. Nigdy o tym nie myślała, o odbieraniu życia ofierze; ledwo postrzegała robactwo jako coś, co było tak samo jak ona napędzane własnym istnieniem. To była po prostu... Zabawka. Zabawka, która szybko się psuła, którą wystarczyło lekko docisnąć, by pękła, eksplodowała. Zwierzyna na stosie była tylko pożywieniem, sztywnym i zimnym, czymś, nad czym nie musiała wiele zastanawiać się, po prostu je spożywała. A cały proces jej zdobywania? Nie aż tak istotny, w głowie Mglistej Łapy. Przecież i tak by sobie poradziła.
Obserwowała uważnie mistrzynię, kiedy ta podeszła bliżej. Uniosła łapę, ułożyła ją na karku, a sama córka Świetlikowego Zagajnika odruchowo spięła się. Łapać za kark, własny chronić. Kiwnęła wolno głową, przetrawiając wszystkie słowa kotki w głowie. Skrzydła, gdy miała do czynienia z ptakami. Wyciągnąć na brzeg ryby. Czy miała jakieś pytania?
— A... Drapieżniki? — zapytała, mrużąc lekko ślepia. — Co oprócz nich może mnie spotkać? — dodała jeszcze zaciekawiona, chociaż nie mogła doczekać się, by spróbować samej polować. Ale najpierw musiała dowiedzieć się wszystkiego, bo nagle miała wrażenie, iż wiedziała zwyczajnie mało. Za mało.
<p class='msar'><table><td></td><td><p class='hop'>★★★<br> we all pretendto be theheroes on thegood side<br> <br> some things areblack<br> some things arewhite<br> you shouldn’t look throughcolored lenses<br> you’re the good guy<br> he’s the bad guy<br> your boring world is in black and white<br> <br> but what if we’re the villains on the other?</p><br><br><br><br><br><br></td></table> </p><br><br><br><br><br>
Drobniutka niebieska dymna szylkretka. Mała kluseczka, której ciało zdobi puchate, długie futro. Na jej brodzie, szyi i piersi rozlewa się biel. Nieco krótki pysk zdobi różowy nos z dwoma ciemnymi plamami i duże, jeszcze niewybarwione, niebieskie ślepia.
Idealna córeczka rodziców, a przynajmniej stara się nią być, bowiem momentami ciężko jest jej ukryć swoją prawdziwą naturę. Pewna siebie i żądna wiedzy, a także cholernie ambitna - gotowa zrobić wiele, jeśli nie wszystko, by stać się tą najlepszą. Pragnie wiedzy, pragnie doświadczeń, toteż zasypuje dorosłych pytaniami, by wiedzieć. Wiedzieć dużo, a przynajmniej więcej, niż inni. Nie lubi krytyki, nie bardzo potrafi panować nad złością, która wtedy ją ogarnia, a stąd już krok do tragedii. Ciągnie ją do kotów u władzy, szanowanych przez klan, wartościowych; przy nich stara się zachowywać jak najlepiej, by i ją szanowano, postrzegano jak najlepiej. Gorzej przy tych stojących u samych stóp hierarchii, tych zapomnianych przez świat i klan, nieposiadających zbyt wielkiej wartości. Przy nich nie stara się zatrzymać swojego paskudnego jęzora, potrafi rzucić niestosowną uwagą, nieprzyjemną i raniącą, pławiąc się przy tym w satysfakcji, zupełnie, jakby postrzegała siebie za kogoś lepszego, jakby oni nie byli w stanie jej nic z tego powodu zrobić, nijak zaszkodzić. Nie przepada za obcymi, woli trzymać się swoich, czyli własnego rodzeństwa i rodziców. Lubi zabawy, lubi przepychanki, choć nie z byle kim. Uwielbia stroić sobie żarty z innych, zostawiać "niespodzianki" w ich legowiskach, by potem z miną niewiniątka twierdzić, jakoby to nie ona była odpowiedzialna za takie wybryki. Ona? To jej przecież nie przystoi.
Poczuła się nieco zawiedziona odpowiedzią mistrzyni, a przynajmniej jej pierwszymi słowami. Jak to nie walczyć w ogóle? Jej jeszcze dziecięcy umysł nie potrafił tego zrozumieć; chciała czuć posmak zwycięstwa, kiedy drapieżnik padałby u jej łap. Nie myślała o tym nawet pod kątem obrony klanu; chciała czuć się silna. Silniejsza, niż ktokolwiek inny. Dopiero kolejne słowa córki Czerwonej Gwiazdy dały jej do myślenia. Walka, której udało się uniknąć, to wygrana walka. Może i faktycznie było w tym nieco racji. Może i samo uniknięcie walki pokazywałoby jej umiejętności, a nie sama walka, która być może mogła nieść więcej złego, niż dobrego.
— A tobie, Ćmi Zmierzchu, zdarza się często walczyć? — zapytała, kiedy starsza kocica skończyła mówić. — Często napotyka się samotników? — dodała jeszcze, a nuta niechęci zatańczyła w jej głosie wbrew jej woli. Nie była przyjaźnie nastawiona do obcych, jednak jednocześnie intrygowały ją koty spoza klanu. Jak żyły? Jakie miały cele, wartości? A może były tylko bezmyślnymi kukiełkami popychanymi przez los pod łapy klanów? Wciągnęła powietrze do płuc, na nowo nieco zesztywniała przy dotyku (choć już mniej, niż wcześniej), po czym zastanowiła się. — ...Chciałabym usłyszeć podpowiedź — rzuciła po chwili milczenia, nieco mniej pewnym siebie głosem.
<p class='msar'><table><td></td><td><p class='hop'>★★★<br> we all pretendto be theheroes on thegood side<br> <br> some things areblack<br> some things arewhite<br> you shouldn’t look throughcolored lenses<br> you’re the good guy<br> he’s the bad guy<br> your boring world is in black and white<br> <br> but what if we’re the villains on the other?</p><br><br><br><br><br><br></td></table> </p><br><br><br><br><br>
Drobniutka niebieska dymna szylkretka. Mała kluseczka, której ciało zdobi puchate, długie futro. Na jej brodzie, szyi i piersi rozlewa się biel. Nieco krótki pysk zdobi różowy nos z dwoma ciemnymi plamami i duże, jeszcze niewybarwione, niebieskie ślepia.
Idealna córeczka rodziców, a przynajmniej stara się nią być, bowiem momentami ciężko jest jej ukryć swoją prawdziwą naturę. Pewna siebie i żądna wiedzy, a także cholernie ambitna - gotowa zrobić wiele, jeśli nie wszystko, by stać się tą najlepszą. Pragnie wiedzy, pragnie doświadczeń, toteż zasypuje dorosłych pytaniami, by wiedzieć. Wiedzieć dużo, a przynajmniej więcej, niż inni. Nie lubi krytyki, nie bardzo potrafi panować nad złością, która wtedy ją ogarnia, a stąd już krok do tragedii. Ciągnie ją do kotów u władzy, szanowanych przez klan, wartościowych; przy nich stara się zachowywać jak najlepiej, by i ją szanowano, postrzegano jak najlepiej. Gorzej przy tych stojących u samych stóp hierarchii, tych zapomnianych przez świat i klan, nieposiadających zbyt wielkiej wartości. Przy nich nie stara się zatrzymać swojego paskudnego jęzora, potrafi rzucić niestosowną uwagą, nieprzyjemną i raniącą, pławiąc się przy tym w satysfakcji, zupełnie, jakby postrzegała siebie za kogoś lepszego, jakby oni nie byli w stanie jej nic z tego powodu zrobić, nijak zaszkodzić. Nie przepada za obcymi, woli trzymać się swoich, czyli własnego rodzeństwa i rodziców. Lubi zabawy, lubi przepychanki, choć nie z byle kim. Uwielbia stroić sobie żarty z innych, zostawiać "niespodzianki" w ich legowiskach, by potem z miną niewiniątka twierdzić, jakoby to nie ona była odpowiedzialna za takie wybryki. Ona? To jej przecież nie przystoi.
Bielinek? Przyjaźnię? Zamrugała kilkukrotnie, zaskoczona. Jej uwadze nie umknął fakt, iż zastępczyni, pomimo swojej pozycji, właściwie nigdy nie stawiła czoła większemu przeciwnikowi. To nieco zaburzyło jej postrzeganie świata, wszakże wojownik miał rzekomo walczyć, oddać swoje życie za klan, musiał być potężny, by osiągnąć cokolwiek, ale jak widać... Nie musiał wcale. Ćma była niska, nie walczyła, unikała walki. A mimo to była zastępczynią klanu, a już wkrótce - Gwiazdą. Odetchnęła.
— Można przyjaźnić się z samotnikami? — zapytała, marszcząc brwi w zwątpieniu. — Co to był za kocur? — Bobrzy Kieł? Pominęła kwestię wojowniczki Cienia, bardziej zaciekawiona owym niebezpiecznym kocurem. Jak mogło się skończyć spotkanie z nim? Jej końcówka ogona podrygiwała lekko, chociaż nie dawała po sobie poznać tego, co czuła.
Dalej skupiła się na poradach kotki, które, w gruncie rzeczy, nie były wybujałe, ani ciężkie. Były logiczne i nagle, oczywiście, pomyślała, że przecież mogła sama się tego domyślić. Ptak zobaczy, zając usłyszy, mysz wyczuje. Kiwnęła głową.
— Zapamiętam — mruknęła, by odwrócić wzrok od mistrzyni. Odetchnęła, zerknęła jedynie z powrotem na kocicę na ułamek uderzenia serca, by znaleźć w jej oczach ewentualną zgodę, po czym... Ruszyła. Wolnym krokiem, czując, jak wiatr delikatnie wieje w jej pysk. Zaciągnęła się powietrzem, próbując wyczuć jakikolwiek zapach. Stawiała łapy ostrożnie, bojąc się, że już teraz mogłaby spłoszyć potencjalną zwierzynę, chociaż nawet jej nie widziała. Schyliła nieco łeb, zgarbiła się, rozejrzała dookoła, po czym przeniosła ciężar ciała na tylne łapy, próbując przećwiczyć pozycję; wciąż szła do przodu, z każdym krokiem coraz pewniej, wytężając własne zmysły, by wyczuć jakiekolwiek oznaki obecności zwierzyny.
<p class='msar'><table><td></td><td><p class='hop'>★★★<br> we all pretendto be theheroes on thegood side<br> <br> some things areblack<br> some things arewhite<br> you shouldn’t look throughcolored lenses<br> you’re the good guy<br> he’s the bad guy<br> your boring world is in black and white<br> <br> but what if we’re the villains on the other?</p><br><br><br><br><br><br></td></table> </p><br><br><br><br><br>
Drobniutka niebieska dymna szylkretka. Mała kluseczka, której ciało zdobi puchate, długie futro. Na jej brodzie, szyi i piersi rozlewa się biel. Nieco krótki pysk zdobi różowy nos z dwoma ciemnymi plamami i duże, jeszcze niewybarwione, niebieskie ślepia.
Idealna córeczka rodziców, a przynajmniej stara się nią być, bowiem momentami ciężko jest jej ukryć swoją prawdziwą naturę. Pewna siebie i żądna wiedzy, a także cholernie ambitna - gotowa zrobić wiele, jeśli nie wszystko, by stać się tą najlepszą. Pragnie wiedzy, pragnie doświadczeń, toteż zasypuje dorosłych pytaniami, by wiedzieć. Wiedzieć dużo, a przynajmniej więcej, niż inni. Nie lubi krytyki, nie bardzo potrafi panować nad złością, która wtedy ją ogarnia, a stąd już krok do tragedii. Ciągnie ją do kotów u władzy, szanowanych przez klan, wartościowych; przy nich stara się zachowywać jak najlepiej, by i ją szanowano, postrzegano jak najlepiej. Gorzej przy tych stojących u samych stóp hierarchii, tych zapomnianych przez świat i klan, nieposiadających zbyt wielkiej wartości. Przy nich nie stara się zatrzymać swojego paskudnego jęzora, potrafi rzucić niestosowną uwagą, nieprzyjemną i raniącą, pławiąc się przy tym w satysfakcji, zupełnie, jakby postrzegała siebie za kogoś lepszego, jakby oni nie byli w stanie jej nic z tego powodu zrobić, nijak zaszkodzić. Nie przepada za obcymi, woli trzymać się swoich, czyli własnego rodzeństwa i rodziców. Lubi zabawy, lubi przepychanki, choć nie z byle kim. Uwielbia stroić sobie żarty z innych, zostawiać "niespodzianki" w ich legowiskach, by potem z miną niewiniątka twierdzić, jakoby to nie ona była odpowiedzialna za takie wybryki. Ona? To jej przecież nie przystoi.
To była... Interesująca kwestia, choć jednocześnie wywoływała w niej mieszane uczucia. Temat samotników i obcych kotów z automatu wywoływał w niej niechęć. Nie potrafiła jednak jeszcze dokładnie określić tego, co czuła względem klanowiczów przyjaźniących się z obcymi. Postanowiła zostawić przemyślenia w tejże kwestii na później. Zamiast tego zaciekawiona poruszyła uchem na wspomnienie wchodzenia na drzewa. Zawahała się.
— Nauczyłabyś mnie chodzenia na drzewach, Ćmi Zmierzchu? — zapytała jeszcze, nim ostatecznie przeszła do tego, co miała do zrobienia.
Szybko zauważyła, że los postanowił najpierw przetestować jej cierpliwość. Kroczyła przed siebie, pod wiatr, z każdym uderzeniem serca czując, jak irytacja powoli się w nie wkrada. Nie czuła nic. Kompletnie nic. Wypuściła powietrze z płuc, uspokajając samą siebie, aż wreszcie... Rozszerzyła powieki. Zapach. Specyficzny. Nie zastanawiała się długo - od razu wiedziała, że coś znalazła. Odruchowo zwolniła kroku, niemalże się zatrzymując. Jej spojrzenie momentalnie zatrzymało się na zającu, a serce zabiło szybciej. Skubał trawę, jednak zdawała sobie sprawę, że nie mogła popełnić błędu, bowiem zwierzę od razu zerwałoby się i uciekło. Nic dziwnego, zresztą. To była walka o własne życie. Zając usłyszy. Ruszyła powoli, przenosząc ciężar własnego ciała na tylne łapy, zaczynając zbliżać się do stworzenia. Szła nisko na łapach, kryjąc się też przed spojrzeniem stworzenia. Chciała zajść je tak, by nie mogło jej dostrzec; jednocześnie musiała mieć na uwadze wiatr, bowiem jej zapach zdradziłby ją, a zając uciekłby, zaalarmowany.
Kiedy (jeśli) znalazła się odpowiednio blisko, wybiła się z tylnych łap, by spróbować doskoczyć do stworzenia. By dopaść do niego, przybić do ziemi swoim ciężarem i pazurami, a kłami złapać za szyję i ścisnąć szczękę, pozbawiając zwierzę życia. A taki był przynajmniej plan, a to, jak miał wyjść... To już zupełnie inna sprawa.
<p class='msar'><table><td></td><td><p class='hop'>★★★<br> we all pretendto be theheroes on thegood side<br> <br> some things areblack<br> some things arewhite<br> you shouldn’t look throughcolored lenses<br> you’re the good guy<br> he’s the bad guy<br> your boring world is in black and white<br> <br> but what if we’re the villains on the other?</p><br><br><br><br><br><br></td></table> </p><br><br><br><br><br>