Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Lawendowy Kwiat doskonale wiedziała gdzie jest i jak iść - więc przynajmniej an to była przygotowana, a to już coś. Po usłyszeniu o samopoczuciu swoich towarzyszy, cała trójka ruszyła wgłąb Borsuczych Pagórków, które cóż...Nie były zbyt ciekawe w porównaniu do przedstawionych przez Lawendowy Kwiat innych znanych jej miejsc znajdujących się w okolicy. Pagórki były nijakie i w większości takie same! Różniły się może tylko ilością roślinności na sobie - tyle! Więc jeżeli nawet jakiś kot rozglądał się wokół, nic ciekawego nie mógł dojrzeć. Wędrówka zaczęła być w końcu odczuwalna. Łapy zaczęły dawać o sobie znać, tak samo jak brzuch - wtedy też nad uszami idących kotami dało się usłyszeć głośny trel...Czyżyka! Ptaszek przeleciał nisko nad nimi jakby kusząc ich coraz bardziej zmęczone łapy i żołądki do pochwycenia go, jednak...Czy to nie było dziwne, że ptak podlatywał tak blisko? Do tego, ten konkretny musnął sierść pomiędzy uszami Lawendowego Kwiatu, ciągnąc nieznacznie za nią w momencie wzbijania się nieco wyżej w niebo. Pląsał i ćwierkał, jednak dalej zachowywał jedną, tylko sobie znaną trasę. Po chwili przed kotami na horyzoncie zaczęły majaczyć...Drzewa! W końcu coś innego niż nijakie Borsucze Pazurki - czyżby to było właśnie miejsce do którego zmierzali?
⚠️ there's a redlight upahead Idrivemy car into it I'm a little kid,bigdeathwish Ibitethe lips, the lipsthatkiss
Księżyce: 148
Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus
Płeć: kotka
Matka: Mknący Ptak
Ojciec: Czyżykowy Głos
Partner: Tonące Słońce
Życia: 1
Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Niebieska kotka kotka wysłuchała odpowiedzi Barwnej Ścieżki. Nie spodziewała się, że ta odbije piłeczkę i też będzie musiała powiedzieć jak się czuje. W sumie mogła to przewidzieć, w końcu kultura wymaga, aby się innymi zainteresować, a nie tylko sobą. - Trochę lepiej-odpowiedziała i zmusiła się delikatnego uśmiechu. Za to jak usłyszała odpowiedź Gronostajowej Łapy to przez moment patrzyła na niego pytająco zastanawiając się, co miał na myśli mówiąc, że bywało gorzej. Szybko jednak jej myśli zostały skierowane na inne tory, dzięki pytaniu Barwnej Ścieżki. Od razu humor jej się odrobinę poprawił. Oczywiście, nadal przerastała ją obecna sytuacja, strata bliskich kotów oraz ogólnie stresowała się odpowiedzialnością jaką ją czeka. Przynajmniej może przez moment oderwać się od rzeczywistości i porozmawiać na tematy, które są bardzo przyjemne i które uwielbia poruszać. - Miejsce, gdzie jest dużo piasku i dochodzi on do wody jeziora. Kawałek dalej są trawy i Wrzosowiska. - opisała, co widywała podczas swoich wycieczek z Tonącym Słońcem. Sama dokładnie nie wie, dlaczego taki kawałek piasku nazywa się Plażą, ale z nazwami nie ma co dyskutować.
Lawenda rozejrzała się dookoła, ale jeszcze nic ciekawego na horyzoncie nie było widać, tylko pagórki o podobnych wielkościach. Już ją łapki zaczynały boleć i pusty żołądek dawał o sobie znać. Samopoczucie było coraz gorsze, kiedy nagle dał się usłyszeć trel Czyżyka. Córka Mknącego Ptaka spojrzała w jego kierunku obojętnie, a on jakby stroił sobie z nich żarty, fruwał nisko i chciał być upolowany. W pewnym momencie ptak przeleciał jej nisko nad głową, muskając delikatnie niebieskie futerko. - Tata?- szepnęła do siebie z nadzieją w oczach. Jeszcze przez chwilę spoglądała na ptaka dopóki nie zniknął jej z pola widzenia. Czyżby to był jakiś znak od Gwiezdnych? Od Czyżykowego Głosu? Wygląda na to, że tata jest z nią i ją wspiera! Nie może go zawieść, będzie dobrą Przywódczynią. Z nową nadzieją, Lawendowy Kwiat odrobinę przyspieszyła kroku. Może i zachowanie ptaka było przypadkowe, ale dla Lawendy miało symboliczne znaczenie i w to wierzyła. Wreszcie krajobraz się zmienił, w oddali pojawiły się drzewa, które wywołały u Lawendy nową falę paniki. To już blisko. - Widać już Zagajnik-powiedziała drżącym głosem.
Nieco poniżej średniej wielkości długowłosa, barwna kotka. Z budowy ciała przypomina kota z klanu gromu niż z wichru; bliżej jej do małego czołgu, niż do wysokiej, smukłej trzcinki. Jest krępa, dzięki treningowi wyrobiła sobie mięśnie, posiada też silne, duże łapy. Żmija jest czarno-rudym dymnym szylkretem ze znaczącą przewagą wyblakłej rudości, które praktycznie całkowicie zdominowała czerń. Blado-czarne delikatne smugi okrywają całe jej ciało (najbardziej widoczne są na ogonie, głowie i łapach). Na mordce czerń przybiera nieregularny kształt ciapek i kropek. Warto też zauważyć, że futro w szczególności jaśnieje na szyi i bokach, ponieważ tam się rozstępuje ukazując podszerstek, który jest praktycznie bezbarwny. Posiada duże niebieskie oczy oraz długi puszysty ogon. Żmija jest jedną z ładniejszych kotek i od kiedy zwrócono jej na to uwagę przywiązuje odrobinkę większą wagę do swojego wyglądu i stara się wyglądać schludniej oraz czyściej niż dawniej.
Wydoroślała i spoważniała. Stała się bardziej konkretna. Nie zalewa już swoich rozmówców nieprzerwanym potokiem słów, jest bardziej stonowana i mądrzejsza niż za młodu. Daleko jej do sztywnego ponuraka; Barwna Ścieżka to optymistycznie nastawiona do życia. Bywa uparta i z niezachwianą pewnością dąży do wyznaczonego celu, jest również bystra. Wciąż jest skłonna do ryzyka, często niepotrzebnego, zaś jej odwaga ociera się o lekkomyślność. Uwielbia spacery i spędzanie czasu w ruchu, bezczynność sprawia, że staje się niespokojna. Od czasu mianowania stała się obowiązkowa i sumienna. Życie u boku ojca obdarzonego trudnym charakterem nauczyło ją dystansu w stosunku do cudzych opinii.
Popielate Niebo (wicher)
- Muszę się tam kiedyś wybrać. Nigdy nie byłam w tych okolicach - mruknęła cicho. Opis brzmiał w miarę ciekawie, ale najbardziej zainteresowała ja wizja samego jeziora. Widziała rzekę, widziała sadzawki, widziała strumienie, lecz nie widziała jeziora, które mialo być niby jakąś tam minimalną imitacją wielkiej słonej wody.
Barwna Ścieżka cieżko zerknęła na czyżyka, który był nadzwyczaj energiczny. Przez moment przeszło jej przez myśl, żeby go upolować i podzielić się z resztą, ale reakcja Lawendy odebrała jej te chęci. Wygląda na to, iż to jakiś znak od gwiezdnego klanu, że są na dobrej drodze. Zjadanie dobrego omenu byłoby źle i głupie, dlatego jedynie patrzyła ją wesołego ćwierka. Im bliżej byli, tym chyba gorzej czuła się Lawenda. Kolorowa wojowniczka miała ochotę zapytać się, czy ta się boi i jak widzi się w nowej roli, jednakże i tym razem powstrzymała się od tych pytań. Przy obecnym stanie niebieskofutrej byłby to strzał w kolano.
- Nie wiem jak wygląda mianowanie na przywódcę... Ale jeśli zobaczysz tam moją rodzinę pozdrowisz ją ode mnie? I Słonecznik - poprosiła cicho Barwną Ścieżka. Nie pozwoliła by emocje wzięły górę, trzymała się twardo, choć zęby miała zaciśnięte, by nie okazać po sobie żalu bardziej niż to konieczne.
/wybacz, grono, za pomijanie w kolejce, ale wiem że potem nie będę mieć czasu na odpisy, a nie chce stopować akcji
Masywny, długowłosy ciemnoniebieski point z białymi i szarymi zaznaczeniami o bladoniebieskich oczach. || KP
Chłodny w obyciu, pozbawiony empatii, a przy tym niezwykle ambitny. Gronostaj może nie zmienił się wiele od wieku kocięcego, jednak z pewnością z każdym księżycem ulatywały z niego resztki frustracji, pozostawiając go opanowanym, pozbywając się agresywnych reakcji na bodźce wyprowadzające go z równowagi. Jego umysł, czysty i klarowny, z umiłowaniem do pracy na wysokich obrotach i poznawaniu tajemnic i mechanik otaczającego go świata, nie jest zmącany żadnymi emocjami; kocur nie odczuwa nic prócz chęci pięcia się na szczyt, perfekcyjnego wypełniania celów i dumy, która jest jedyną rzeczą, którą może wywołać u niego szczery uśmiech. Dalej uważa siebie za perfekcyjnego bez ani jednej skazy, stawia siebie ponad wszystkich, nie osiadając przy tym jednak na laurach, a dalej piąc się wyżej. Mówi tyle, ile uważa za słuszne, nie szczędząc przy tym ironii i szyderstwa.
Drobna Łapa [KRz]
Rozmowa kotek przechodziła mu koło uszy, jedynie tworząc szum, nad którego brzmieniem nie miał ochoty się zastanawiać. Nie sądził, że rozmawiają o czymś ważnym, a wyłapywał jedynie nazwy miejsc, które mijali bądź tych, do których się zbliżali. Szedł przed siebie, ciągle z tym samym wyrazem pyska, z głową podniesioną nieco do góry, od czasu do czasu patrząc na boki.
Uwagę jego przykuła ostatnia wypowiedź Barwnej Ścieżki. Usłyszawszy ją, zadrgał nieznacznie uszami i zamyślił się nieco na ten temat. Nie wiedział, co myśli o Gwiezdnym Klanie, nie wiedział, czy w ogóle on istnieje, czy ceremonia na przywódcę to halucynacja, czy prawdziwe nawiedzenie przez zmarłych... Jednak ostatnie wydarzenia, strata wszystkich żyć jego mistrza, pozbawienie klanu kilku wojowników sprawiło, że ten wątpił w dobroć gwiazdek na Srebrnej Skórce.
<center><span class="gronotlo"><img src="https://thumbs.gfycat.com/FewFittingGibbon-size_restricted.gif" width=380px;></span>
<span class="gronobrazek"><img src="https://i.imgur.com/2Je22hN.png" width="350 px"></span>
<div class="gronocien"></div><span class="gronotext">I COUNT THE CORPSES ON MY L<s>EF</s>T<br>I FIND I'M NOT SO TIDY<br>»★«
SO I BETTER GET AWAY<br>BETTER MAKE IT TODAY BUT I CAN'T CO<s>NTR</s>OL IT<br>MY FACE ISDRAWN</span>
<span class="gronotext1">My instinct still emotes it</span>
</center> <link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=Beth+Ellen&family=Carter+One&display=swap" rel="stylesheet">
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Mimo tego, że na horyzoncie majaczyły drzewa, droga ku skrytej między nimi sadzawce okazała się długa i wyczerpująca, a jak już trójka kotów tam dotarła - zaczynało się ściemniać, a ich łapy tak jak i brzuchy domagały się zarówno odpoczynku - jak i jedzenia. Mimo to, przynajmniej przez większość drogi byli pewni gdzie zmierzają i że już niedługo będą mieli szanse na krótki odpoczynek. Nagle Lawendowy Kwiat, Barwna Ścieżka i Gronostajowa Łapa znaleźli się pomiędzy rosłymi drzewami, w obcym miejscu i daleko od domu, jednak...O dziwo, nie czuli się tu nieswojo. Wręcz przeciwnie! Jakaś przedziwna, ciepła aura bezpieczeństwa otaczała Wichrzaków pozwalając by się rozluźnili czy zapolowali w okolicy. Zagajnik zdawał się tętnić życiem i zapachami, które wesoło łaskotały nosy wojowników jakby specjalnie kusząc ich by coś zjedli po tak długiej drodze. Tym, co jednak wybijało się ponad zapachy zwierzyny była łatwo wyczuwalna w powietrzu siła Przodków emanująca od Szepczącej Sadzawki będącej w centrum zagajnika. Ów moc najbardziej uderzyła jednak w Lawendowy Kwiat, kusząc i zapraszając by przysiadła u jej brzegu, odpoczęła. Pytanie było tylko jedno - czy Lawendowy Kwiat była gotowa, by już teraz podejść do sadzawki i rozpocząć własną ceremonię? Jedno było pewne - Gwiezdni cierpliwie czekali, chcąc w jakimś stopniu uspokoić przerażoną i zdezorientowaną kocicę.
⚠️ there's a redlight upahead Idrivemy car into it I'm a little kid,bigdeathwish Ibitethe lips, the lipsthatkiss
Księżyce: 148
Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus
Płeć: kotka
Matka: Mknący Ptak
Ojciec: Czyżykowy Głos
Partner: Tonące Słońce
Życia: 1
Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Na słowa Barwnej Ścieżki Lawendowy Kwiat kiwnęła potakująco głową. Gdyby nie sytuacja w jakiej się znajduje na pewno pyszczek by jej się nie zamykał od pochwał tego miejsca i, że koniecznie musi je zobaczyć. Nawet udzieliłaby jej specjalnej zgody, zwalniając tym samym na jeden dzień od obowiązków. - Koniecznie- odparła krótko przyjaznym tonem głosu na jaki się zdobyła. Chciała jeszcze dodać, że najlepiej jakby zabrała jeszcze towarzysza w razie czego, ale ostatecznie darowała sobie. Jeszcze nic złego ją nie spotkało na Dzikiej Plaży, więc raczej to bezpieczna okolica. Przynajmniej takie zdanie ma Lawenda. - Jak najbardziej! Obiecuje! O, jeny! Teraz mnie zaciekawiłaś kto podaruje mi żywota!-powiedziała z lekkim entuzjazmem. Zaczęła się zastanawiać kogo może zobaczyć. Ciekawiło ją również czy ktoś z Gwiezdnych ją zaskoczy na przykład Wilczy Pomruk, który jest uważany za zaginionego. Przez moment Lawenda delektowała się myślą o swojej rodzinie, przyjaciołach, kiedy zdała sobie sprawę, że oprócz Dyni i Sadzy to nie wie kto z rodziny kolorowej kotki jest w Gwiezdnym Klanie. Postanowiła, że tym będzie się martwić później. Uważała, że wstyd pytać kogo ma pozdrowić.
Im bardziej zbliżali się do drzew tym zmęczenie i głód dawał się we znaki. Lawenda powoli traciła siły, jednak wiedziała, że nie może się poddać. W końcu dotarli do tego magicznego miejsca. Znów dało się odczuć spokój, ciepło i... zwierzynę. Niebieskiej kotce kiszki grały wspaniały koncert, jednak psychicznie nie miała apetytu. Lawendowy Kwiat podeszła do Szepczącej Sadzawki nie odrywając od niej wzroku. Kusiła ją bardzo. Czuła się jakby była w transie. - Niech się dzieje wola Gwiezdnego Klanu! Możecie rozejrzeć się po okolicy, ale też pilnujcie bezpieczeństwa- powiedziała patrząc to na Gronostaj to na Żmije. Następnie skierowała wzrok na wodę, położyła się przy brzegu i upiła parę razy machając swoim różowym języczkiem.
Nieco poniżej średniej wielkości długowłosa, barwna kotka. Z budowy ciała przypomina kota z klanu gromu niż z wichru; bliżej jej do małego czołgu, niż do wysokiej, smukłej trzcinki. Jest krępa, dzięki treningowi wyrobiła sobie mięśnie, posiada też silne, duże łapy. Żmija jest czarno-rudym dymnym szylkretem ze znaczącą przewagą wyblakłej rudości, które praktycznie całkowicie zdominowała czerń. Blado-czarne delikatne smugi okrywają całe jej ciało (najbardziej widoczne są na ogonie, głowie i łapach). Na mordce czerń przybiera nieregularny kształt ciapek i kropek. Warto też zauważyć, że futro w szczególności jaśnieje na szyi i bokach, ponieważ tam się rozstępuje ukazując podszerstek, który jest praktycznie bezbarwny. Posiada duże niebieskie oczy oraz długi puszysty ogon. Żmija jest jedną z ładniejszych kotek i od kiedy zwrócono jej na to uwagę przywiązuje odrobinkę większą wagę do swojego wyglądu i stara się wyglądać schludniej oraz czyściej niż dawniej.
Wydoroślała i spoważniała. Stała się bardziej konkretna. Nie zalewa już swoich rozmówców nieprzerwanym potokiem słów, jest bardziej stonowana i mądrzejsza niż za młodu. Daleko jej do sztywnego ponuraka; Barwna Ścieżka to optymistycznie nastawiona do życia. Bywa uparta i z niezachwianą pewnością dąży do wyznaczonego celu, jest również bystra. Wciąż jest skłonna do ryzyka, często niepotrzebnego, zaś jej odwaga ociera się o lekkomyślność. Uwielbia spacery i spędzanie czasu w ruchu, bezczynność sprawia, że staje się niespokojna. Od czasu mianowania stała się obowiązkowa i sumienna. Życie u boku ojca obdarzonego trudnym charakterem nauczyło ją dystansu w stosunku do cudzych opinii.
Popielate Niebo (wicher)
Raczej nie zabierze, głównie dlatego, że zwyczajnie nie miała kogo i od dawna przyzwyczaiła się do wędrówek wyłącznie w swoim towarzystwie. Kiedyś mogłaby jeszcze spróbować wyciągnąć Słonecznik, nawet jeśli byłoby to trudne przez fakt posiadanie młodszego z rodzeństwa, z którym zapewne wolała spędzać czas, ale przynajmniej miałaby jakiś wybór. Teraz już go nie miała, ale wolała o tym nie myśleć. Jeszcze nie w tej chwili.
- Dziękuję, Lawendo. Powodzenia - wymruczała cicho. Czuła aurę tego miejsca i oczywistym było, iż trafili w dobre miejsce. Prawdopodobnie była teraz obserwowana przez Sadzę i Jesion, lecz nie miała możliwości by z nimi porozmawiać. O Dyni nie myślała. Nie obchodził jej jego los, ale może pośród gwiezdnych był też Puszczyk i Szept, może nawet Kolec. Tak wielu...
- Odpocznij. Ja będę czuwać - poinformowała Gronostaja. Była głodna i zmeczona, ale wciąż była potrzebna. Nie widziała jej się próba polowania w takim miejscu, a Lawenda zapadnie teraz w sen czy może raczej trans i pozostanie bezbronna. Wypadałoby pilnować i ją i młodszego terminatora, który nie był zbyt rozrywkowym towarzyszem podróży.
Masywny, długowłosy ciemnoniebieski point z białymi i szarymi zaznaczeniami o bladoniebieskich oczach. || KP
Chłodny w obyciu, pozbawiony empatii, a przy tym niezwykle ambitny. Gronostaj może nie zmienił się wiele od wieku kocięcego, jednak z pewnością z każdym księżycem ulatywały z niego resztki frustracji, pozostawiając go opanowanym, pozbywając się agresywnych reakcji na bodźce wyprowadzające go z równowagi. Jego umysł, czysty i klarowny, z umiłowaniem do pracy na wysokich obrotach i poznawaniu tajemnic i mechanik otaczającego go świata, nie jest zmącany żadnymi emocjami; kocur nie odczuwa nic prócz chęci pięcia się na szczyt, perfekcyjnego wypełniania celów i dumy, która jest jedyną rzeczą, którą może wywołać u niego szczery uśmiech. Dalej uważa siebie za perfekcyjnego bez ani jednej skazy, stawia siebie ponad wszystkich, nie osiadając przy tym jednak na laurach, a dalej piąc się wyżej. Mówi tyle, ile uważa za słuszne, nie szczędząc przy tym ironii i szyderstwa.
Drobna Łapa [KRz]
Czuł się dziwnie, obserwując entuzjazm Lawendy. Rozumiał radość związaną z objęciem takiego stanowiska jak przywódca, mimo to on sam nie czuł zupełnie nic, a już na pewno nie nic pozytywnego. Miał nadzieję, że wszystko pójdzie bez problemowo i Klan Wichru zyska nowego przywódcę, bo wiedział, że mimo wszystko potrzebują nowej Gwiazdy. Choć dla niego dalej jego mistrz nosił miano gwiazdy i ciężko będzie mu się przyzwyczaić do tego, że zasiadł na Srebrnej Skórce z imieniem Porywistego Wiatru. – Powodzenia – rzucił, właściwie dość szczerze, jednak nie brzmiał donośnie i pewnie. Jego ton był nieco cichszy niż zwykle, a ślepia wlepione w sylwetkę niebieskiej kotki, która za moment ma przecież spotkać się z członkami Gwiezdnego Klanu. Gdyby tylko on mógł zamienić z nimi słowo... Nie byłaby to najprzyjemniejsza rozmowa.
<center><span class="gronotlo"><img src="https://thumbs.gfycat.com/FewFittingGibbon-size_restricted.gif" width=380px;></span>
<span class="gronobrazek"><img src="https://i.imgur.com/2Je22hN.png" width="350 px"></span>
<div class="gronocien"></div><span class="gronotext">I COUNT THE CORPSES ON MY L<s>EF</s>T<br>I FIND I'M NOT SO TIDY<br>»★«
SO I BETTER GET AWAY<br>BETTER MAKE IT TODAY BUT I CAN'T CO<s>NTR</s>OL IT<br>MY FACE ISDRAWN</span>
<span class="gronotext1">My instinct still emotes it</span>
</center> <link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=Beth+Ellen&family=Carter+One&display=swap" rel="stylesheet">
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Jak tylko kocica podeszła układając się przy brzegu Szepczącej Sadzawki a językiem dotknęła lodowatej tafli stojącej wody, od razu poczuła jak ogarnia ją twardy, ciężki sen, a jej powieki natychmiastowo opadają skazując przyszłą przywódczynię na chwilową ciemność. Jednak nie na długo. Nie minęło parę uderzeń serca, a ślepia Lawendowego Kwiatu otworzyły się, a sama kocica mogła zdać sobie sprawę, że nie znajdowała się już przy tym samym jeziorze. Przed oczami miała trawę pokrytą gwiezdnym połyskiem, a zaraz dalej - kojąco pachnące Wrzosowisko. Oprócz utkanej z samych gwiazd Srebrnej Skórki, jaka otoczyła Lawendę, pojawił się również doskonale znany jej z ostatnich księżyców rudo-biały kocur. Masywny, zielonooki wojownik o długim, migoczącym futrze mógł w ostatnich dniach swego życia nie mówić, mieć paraliż tylnych łap, robić pod siebie, kaszleć, kichać, nie być w stanie jeść, mdleć i mieć silne duszności… ale teraz stał przed swoją następczynią dumny i wyprostowany, a przede wszystkim: zdrowy i silny, choć na jego pysku tańczył melancholijny uśmiech.
– Lawendowy Kwiecie – odezwał się Porywisty Wiatr z nutką ciepła w swoim głębokim, poważnym głosie. Miał… wiele do powiedzenia i przez chwilę nie wiedział nawet, od czego zacząć, co mogło się wydawać nieco dziwną sprawą, gdy znało się trochę syna Fiołkowego Świtu. – Pomyśleć, że zaledwie kilka księżyców temu… to ja stałem na twoim miejscu. Pomyśleć, że jeszcze mniej jak księżyc temu rozmawialiśmy o tylu sprawach, a zaledwie wczoraj wciąż byłem w obozie… a nie pod ziemią na naszych terenach – zaczął być może patetycznie i melancholijnie. Czuł… żal. Żal do samego siebie, tak przede wszystkim, bo doprowadził się do takiego stanu, że jak trafił do lecznicy to prawie nie było co zbierać, ale i żal wobec tego, że najwyraźniej taki los… był mu pisany. W końcu nie zabił go tylko czarny kaszel, a coś o wiele głębszego, poważnego, być może wrodzonego, co sprawiło, że dołączył do swojej matki, brata… i Słonecznikowej Pestki w Gwiezdnym Klanie. Brakowało jedynie reszty rodziny i w jakimś odległym zakamarku serca kocura również Gwieździstej Nocy. – Wiesz, gdy przez czarny kaszel straciłem pierwsze życie, drugie, nawet trzecie… sądziłem jeszcze, że się z tego wykaraskam. Że wyzdrowieję i będziemy w dalszym ciągu razem prowadzić klan Wichru, ale każda kolejna wizyta na Srebrnej Skórce utwierdzała mnie w przekonaniu, że to koniec. Że trawi mnie nie tylko czarny kaszel, ale i jakaś o wiele gorsza choroba… bo czarny kaszel nie robi tego, co działo się ze mną, i nie chodzi mi tylko o pozbawienie młodego przywódcy wszystkich darów – stwierdził nieco posępnie. Lawenda widziała, w jakim stanie znajdował się w ostatnich dniach swego życia, a on sam nie wiedział, co dokładnie mu niedomagało, jaki organ zawinił, ale był przekonany, że nie była to choroba, którą mógł wyleczyć klanowy medyk, nawet tak uzdolniony, jak Lśniąca Sadzawka. W końcu nie poradzili sobie z nią sami Gwiezdni. – I wreszcie: w przekonaniu, że zostaniesz przywódczynią, choć tak naprawdę… jeszcze kilka dni przed tym byłem przekonany, że doskonale sprawdzasz się w roli zastępcy i to w tej roli będziesz trwała przy moim boku do końca, albo chociaż przez wiele księżyców, gdybym stracił swe życia jak prawdziwy wojownik, walcząc w obronie naszych ziem – przyznał szczerze z nieco przepraszającym uśmiechem na pysku. Może było to nawet brutalne, ale tak naprawdę nigdy nie widział Lawendowego Kwiatu w roli przywódczyni. Był przekonany, że wybranie bardziej doświadczonej wojowniczki na zastępczynię, przy tym sporo od niego starszej, będzie nie tylko korzystne dla klanu, ale i pozwoli mu na zorientowanie się w młodszych kotach w klanie, by wreszcie, gdy Lawenda przejdzie do starszyzny – a być może wcześniej, jeżeli oboje uznaliby to za stosowne – wybrać na swego zastępcę i przyszłego przywódcę kogoś idealnie skrojonego pod tę rolę, a przynajmniej do ideału zbliżonego. Teraz jednak… byli tutaj.
– Ale nie przyszedłem tu smęcić. Chciałem tylko powiedzieć, że dziękuję ci za te księżyce, Lawendowy Kwiecie i wierzę, że będziesz dla naszego klanu najlepszą przywódczynią, jaką jesteś w stanie być – powiedział mocniejszym głosem. – Niestety, i moja matka, i ja, pozostawiliśmy niedokończone sprawy. Mam nadzieję, że ty sobie z nimi poradzisz. O większości z nich wiesz, o innych powie ci Lśniąca Sadzawka. Z pewnością będzie wiedziała, o co chodzi, jak pójdziesz z nią porozmawiać po swoim powrocie. Teraz chcę tylko powiedzieć, że kocięta Zaśnieżonej Ścieżki – ale nie tylko one – w dużej części potrzebują nie tylko współczucia, zrozumienia i wytłumaczenia wielu kwestii, ale i twardszej łapy, bo chociażby Popielate Niebo, Różana Łapa i Przebiśniegowa Łapa są gotowi do wejścia ci na głowę, snucia intryg, kłamania i unikania konsekwencji niczym ognia, jeżeli zobaczą, że mogą to zrobić. Tak samo, jak twoja przyjaciółka, która obecnie praktycznie nie wypełnia nawet swoich obowiązków jako wojowniczka, co dopiero jako matka. – Nie bał się przed wygłaszaniem tych opinii, bo był przekonany, że zarówno Zaśnieżoną Ścieżkę, jak i jej kocięta, trzeba obserwować, pilnować, naprowadzić ku lepszemu zachowaniu, a jeżeli się nie uda… pozbyć się ich z klanu, choć tu nie był akurat pewien, czy Lawendowy Kwiat byłaby do tego zdolna. Klan nie mógł składać się z jednostek, które nie potrafiły współpracować, które grały tylko na swoją korzyść, które gardziły innymi kotami i nie zaprzestawały swoich szkodliwych działań nawet po tym, jak przywódca już na to zwrócił uwagę, a w przypadku Przebiśniegowej Łapy i Zaśnieżonej Ścieżki dotychczas wielkiej poprawy nie widział i wiedział, że dla dobra klanu trzeba się tą sprawą dalej interesować, dalej pracować. – I ostatnia rzecz, jaką chciałbym powiedzieć od siebie… tak prywatnie. Gronostajowa Łapa zapowiada się na świetnego wojownika, kto wie – być może nawet na więcej. Ma wielki potencjał, ale i brak mu zdrowego rozsądku, jeżeli chodzi o jego osąd siebie samego. Nikt nie jest bez skazy i niezniszczalny, a już na pewno nie tak młody terminator, którym jest Gronostaj. Ja kiedyś też tak sądziłem o sobie, i interesowałem się o wiele bardziej sobą i swoją ambicją, niż klanem i dobrem kotów wokół mnie, ale tak… daleko nie zajdzie. Możesz mu to przekazać w tej formie albo łagodniej, a możesz po prostu powiedzieć to jego nowemu mistrzowi, jeżeli wolisz.
Po tym Porywisty Wiatr kiwnął lekko głową, jakby na znak, że zakończył bardziej osobistą część tego spotkania, a pora przejść do ceremonii… choć w pewnym stopniu to, co właśnie powiedział, mogło się pokrywać z darem, jaki miał dla kocicy. Wokół pojawili się inni Gwiezdni, lecz nim ktokolwiek wypowiedział choćby słowo, ciało Lawendowego Kwiatu przeszył potężny ból. Całkiem jakby nie tylko coś miała teraz dostać… ale jakby i oddawała cząstkę siebie. Jakby oddawała własne życie, nim otrzymała dziewięć nowych, symbolizujących jej nową rolę. W końcu jednak minęło, a zmarły przywódca zwrócił się do swojej następczyni:
– Bycie przywódcą to często trudne decyzje… i dylematy, w których musisz wybrać to, co najlepsze dla dobra klanu. Czasami nie będą to najlepsze decyzje dla ciebie samej, albo dla konkretnego kota i jego rodziny… ale konieczne. Wraz z pierwszym życiem dostajesz ode mnie dar zdecydowania. Podejmuj decyzje rozsądnie i wtedy, gdy masz wszystkie potrzebne dane, owszem, ale… tu nie ma miejsca na słabość i wahanie bez końca, bo w pewnym momencie może być za późno. – wtedy też kocur dotknął nosem nosa swojej dawnej zastępczyni, a ciało kocicy wypełniła siła rozlewająca się od samego nosa po końcówki palców u jej wszystkich łap. Czuła się pewnie, a na krótki moment z jej głowy zniknęły wszelakie dylematy jakie w sobie nosiła. Nie czuła rozterek i paniki, wiedziała co powinna robić. Jak tylko Porywisty Wiatr odsunął się, kocica mogła poczuć zalewające ją zmęczenie, chociaż nie było ono tak silne jak wcześniej odczuwany ból przed samym nadaniem jej pierwszego życia. Kiedy rudo-biały kocur wrócił do zebranych, z tłumu wysunął się krępy, długowłosy kocur, którego Lawenda na pewno bez problemu poznała.
– Ciesze się, że trafiłaś, Lawendo – zamruczał czule, dotykając czołem czoła swojej córki w którym, rodzinnym pozdrowieniu by po chwili się cofnąć i wyprostować, a jego puchaty ogon zafalował w powietrzu. – Ja, Czyżykowy Głos chciałbym ci ofiarować dar opanowania i spokoju. Wiem, że ta sytuacja jest dla ciebie niekomfortowa i nowa, jednak nie możesz dać zmącić sobie w głowie emocjami. Klan Wichru cię potrzebuje tak, jak ty jego. Tylko spokój pomoże ci przetrwać najgorsze, nie stres. – po chwili dotknął nosem Lawendowego Kwiatu, a przez ciało kocicy przeszedł subtelny, lekki dreszczyk jak smagnięcie porannego, słodkiego wiatru, unoszącego jej furo. Jej umysł oczyścił się ze stresu i lęku, a sama niebieska kocica poczuła lekki spokój goszczący w jej wnętrzu. Żadnego bólu czy drgawek - kolejny dar dodał jej tylko sił na krótki moment, a kiedy Czyżykowy Głos odsunął się by wrócić, nowe, mieniące się futro ustało przed przyszłą przywódczynią, a należało ono do Miętowego Pąku.
–Witaj, Lawendowy Kwiecie – mruknęła przyjaźnie kocica, poruszając wibrysami. Nie przypominała siebie chwilę przed śmiercią, czy już po niej. Była zdrowa i dumna, a w jej ślepiach błyskała ekscytacja. – Ja chciałabym ci ofiarować współczucie, abyś otaczała nim koty, które go potrzebują. Przywódca nie może być tylko twardy i konsekwentny. Z czasem przyjdzie ci podejmować decyzje w których to nie rozum będzie potrzebny, a serce. – po tych słowach Lawendowy Kwiat mogła poczuć ukłucie, które przerodziło się w coraz bardziej pulsujący ból w okolicach jej serca, a jej ciałem wstrząsnął nieprzyjemny dreszcz. Był to pierwszy dar, który faktycznie był dla kocicy bolesny. Wtedy Miętowy Pąk odsunęła się i zerknęła ciepło na mordkę kocicy, pochylając się do jej ucha. – Miałabym do ciebie małą prośbę... Zaopiekuj się Zaśnieżoną Ścieżką, ona...Trochę się zagubiła. – dopiero po tych słowach odeszła, wracając do siedzących nieco dalej kotów. Następnie pojawiła się dwójka dobrze znanych Lawendzie kocurów – jeden, masywny, złotooki, o smoliście czarnym futrze, i sporo od niego mniejszy buro-biały o łagodnym wyrazie pyska. Stali stykając się ze sobą bokami i ogonami, a w ślepiach obu widoczny był spokój. Był to mistrz nowej przywódczyni, a także jej starszy brat. Zajęczy Sus posłał nieco pytające spojrzenie swojemu partnerowi, po czym odezwał się jako pierwszy:
– Lawendo – zwrócił się ciepło do swojej dawnej terminatorki. Kto by pomyślał, że to właśnie on wytrenuje nową przywódczynię… – Moim darem dla ciebie jest cierpliwość… Pewnych spraw nie przyspieszysz. – Zawsze powinien o tym pamiętać, w końcu wśród jego terminatorów był chociażby Borsucze Futro… ale w ostatnich księżycach jego życia robił się zgorzkniały i chciał mieć już spokój, przez to nie traktował najlepiej Białego Puchu i Szybującej Łapy. – Nie podejmuj też decyzji pochopnie – dodał z uśmiechem, a przez ciało niebieskiej przeszedł ciepły prąd, a po chwili sama kotka poczuła się lekko jak ptak, który w spokoju unosi się nad bezkresem zielonej trawy niepospieszany żadnymi, negatywnymi myślami. W momencie jak Zajęczy Sus się cofnął, wewnętrzny ptak Lawendy wylądował, a sama kocica musiała wziąć głęboki wdech gdyż zapiekły ją płuca. Prawie tak, jakby ona sama właśnie odbyła długi lot nad Wichrowymi włościami!
Sokoli Cień zdawał się czekać spokojnie. Nie musiał przemawiać pierwszy, wierzył w to, że jego partner ofiaruje nowej przywódczyni wspaniały dar, ale sam chciał jeszcze powiedzieć kilka ważnych słów swej siostrze, by na pewno się nie wahała. Była co prawda łagodna, ale była zawsze odpowiedzialną wojowniczką, więc nie wierzył w to, że teraz nagle się to z jakiegoś powodu zmieni.
– Lawendo – odezwał się, gdy nadeszła jego kolej i stanął przed siostrą. – Chcę ofiarować ci coś bardzo ważnego dla każdego przywódcy. Rozwagę. Zając podarował ci cierpliwość, a rozwaga idzie z nią w parze, dodaje jedynie blasku i powoduje, że jako przywódczyni jesteś w stanie wydawać słuszne decyzje. Nie spiesz się, rozważaj wszystko i pamiętaj, że decydujesz nie za siebie, lecz za cały Klan – dodał spokojnie i nachylił się, by dotknąć nosem jej nosa, po czym spojrzał na nią jeszcze, bardzo poważnie, ale uśmiechnął się lekko, po swojemu, krzywo. – Wierzę w ciebie, Lawendo. Pamiętaj o wszystkich kotach i o sobie, pamiętaj, że tragedie się zdarzają, ale my wszyscy jesteśmy tu i czuwamy. Tata też będzie ku tobie spoglądał, miej to zawsze na uwadze – rzekł dość cicho, a później ustąpił miejsca kolejnym kotom, a kolejnym kotem okazała się... Drobna, płowa koteczka o zielonkawych ślepiach, która o dziwo pewnym krokiem przemknęła tuż obok Sokoła i Zająca, zajmując miejsce przed Lawendowym Kwiatem.
– W-witaj siostro. Dawno się...nie widziałyśmy. Chciałabym podarować ci coś, czego mnie samej zabrakło za życia, Lawendowy Kwiecie. Przyjmij ode mnie odwagę, abyś mogła stawić czoło temu, co cię czeka i nie ugiąć karku, jak...jak robiłam to ja. – odezwała się cicho Gruszkowa Łapa, wyciągając się by móc zetknąć się nosami z przyszłą przywódczynią. Przy tym darze nie było niczego specjalnego, chociaż kocica mogła poczuć nagły przypływ sił i odwagi przepełniający jej ciało. Płowa terminatorka szybko się ulotniła a w jej miejscu pojawił się kolejny kot. Była to kotka, Piaszczysty Brzeg, która nieznacznie pochyliła się nad Lawendą z ciepłym uśmiechem. Bez zbędnego przedłużania, dotknęła czoła kocicy i wymruczała gardłowo.
– Wyrozumiałość – krótka, ciepła fala przeszła wzdłuż kręgosłupa niebieskiej unosząc jej futro, a łapy powoli zaczęły uginać się przez zmęczenie jakie odczuwała przez fakt otrzymywania nowych żyć. Piaszczysty Brzeg zrobiła krok w tył, wymijając się jakoś z przedostatnim już kocurem, który podszedł do niebieskiej zastępczyni z drgającym z dumy ogonem i połyskującym od gwiezdnego pyłu futerkiem.
– Oh, Lawendo! – odparł, patrząc prosto w ślepia córki Czyżyka. – Ja chciałbym ci dać dar pomysłowości! Abyś zawsze miała plan i pomysł na wyjście z danej sytuacji bądź...hihi, wymyślne kary dla niesfornych terminatorów! – tu również poszło sprawnie, i wreszcie podszedł do niej ostatni kot, jakże podobny do jej samej. Średni wzrost, krótkie, szare futerko, zielone oczy – Żonkilowa Łapa we własnej osobie. Przyjście tu... trochę ją kosztowało. O ile pogodziła się z Lawendą pod koniec swojego życia, zmarła jako terminatorka, choć zawsze miała ambicje na coś więcej. Widząc, jak jej siostra odnosi sukcesy, które sama chciała odnieść za życia, czuła dumę, ale też zazdrość. Ją jednak przełknęła. W końcu były rodziną. – Siostro. – Miała swój standardowy, poważny ton... ale na jej pyszczku widniał lekki uśmiech, a jej spojrzenie zmiękło, kiedy patrzyła na Lawendę. – Cieszę się, że znów cię widzę. Ja... – zaczęła, ale cokolwiek chciała powiedzieć, po chwili zdążyła się rozmyślić. Pokręciła głową do samej siebie i odchrząknęła. Nie czas na sentymenty. – Zawsze uważałam, że jesteś wrażliwa. To nie jest zła cecha, bo zawsze byłaś też miła i współczująca, ale czasem wydawałaś mi się zbyt wrażliwa, wiesz? – Słaba. Dokładnie dlatego z początku jej nie lubiła. Jednak ten okres, na szczęście, miała już dawno za sobą. Teraz była tu dla niej, a nie po to, żeby ją wyzywać. – Porywisty Wiatr ma rację. W byciu przywódcą nie ma miejsca na słabość, a z pewnością czeka cię wiele prób. Dlatego wraz z ostatnim życiem dostaniesz ode mnie wytrzymałość, żebyś miała twardy grzbiet i nie dała go sobie złamać – oznajmiła poważnie, a następnie dotknęła nosem nosa Lawendy. Ciałem kotki wstrząsnęło, mocniej niż wcześniej, jednak...Mniej boleśnie. Jej ciało wypełniło się przytłaczającą siłą, która zdawała się umożliwiać jej noszenie największych, Wichrowych pagórów! Mimo to niosła za sobą i zmęczenie, którego niebieska na pewno doświadczy gdy przyjdzie jej wykorzystać dar od siostry. Kiedy wrażenia przeminęły, zanim Żonkilowa Łapa odeszła, nachyliła się nad uchem Lawendowego Kwiatu, nie, Lawendowej Gwiazdy i dodała szeptem: – Kiedyś ty uwierzyłaś we mnie, więc ja wierzę w ciebie. Powodzenia, siostro. – A następnie z kamiennym pyskiem odsunęła się od nowej przywódczyni klanu Wichru.
– Dokonało się! – nagle po Wrzosowisku poniósł się donośny, pewny siebie głos, który uderzył w uszy Lawendowej Gwiazdy. – Lawendowa Gwiazda! Lawendowa Gwiazda! – w tym momencie niebieska kocica już oficjalnie stała się nową przywódczynią swojego klanu. To jednak nie był koniec ceremonii - a przynajmniej nie tej nieoficjalnej części, rzecz jasna. Gdzieś za zebranymi kotami, które przyszły podarować przywódczyni jej życia, zamigotały trzy sylwetki z czego jedna, należąca do sporego, rudego kocura wyrwała się do przodu i już po chwili ciężkim krokiem spadła tuż przed nos Lawendowej Gwiazdy. Był to Dynia. Za nim przytruchtała Sadzowa Łapa i Jesionowa Łapa. Rudzielec nawet nie obejrzał się za siebie na zebranych, a jego zielone, szczęśliwe z widoku Lawendy ślepia były utkwione w jej zmęczonym pyszczku. Jego futro zdrowo połyskiwało, w oczach dało się wyłapać nie tylko szczęście, ale i - utracony przez nieprzychylne wypadki rozum! A sylwetka wcale nie była już tak opłakana, bo młodemu kocurowi wróciły dawne krągłości.
– La-wen-da! Jak się cieszę, że znów cię widzę! – zamruczał ocierając się o nią czołem z niskim, gardłowym pomrukiem. Cóż, kocica zamartwiała się o niego odkąd został odprowadzony przez Porywisty Wiatr na granicę. Lawenda cicho sądziła, że Dynia sobie poradził, jednak...on już dawno spoglądał na nią z góry wraz z dwójka swoich sióstr. Odsunął się, a jego kudłaty ogon zafalował, kiedy ten zadreptał podekscytowany. Dawny, uśmiechnięty Dynia powrócił! – Przyszedłem by ci pogratulować, La-wen-do! I...powiedzieć, że jest mi tu dobrze! Nie zamartwiaj się o mnie, tu jest super i...i, będziesz super przywódczynią! – zapewnił posyłając kocicy szeroki uśmiech, a stojąca obok niego Sadza, uśmiechnęła się lekko spoglądając na przywódczynię.
– A my... – zaczęła Sadza, jednak w słowo weszła jej Jesionowa Łapa, robiąc krok przed siebie, zerkając prosto w ślepia przywódczyni. – Przekaż Barwnej Ścieżce, że wszyscy jesteśmy z niej dumni, dobrze? – brwi kotki lekko się zmarszczyły, a Sadza, kiedy pewna siła wypychała z Wrzosowiska Lawendową Gwiazdę, rzuciła jeszcze na szybko.
– I że ją kochamy! – wtedy niebieska kocica otworzyła oczy wciągając świszcząco powietrze przez nozdrza. Obudziła się i wróciła do rzeczywistości. Wokół panowała ciemność, kiedy to kocica możliwie się podniosła. Była Gwiazda, nową nadzieją dla Klanu Wichru. Ceremonia dobiegła końca - najwyższy czas, by wracać do domu.
[ zt ]
Lawenda + 15 exp
Barwna i Gronostaj + 10 exp
⚠️ there's a redlight upahead Idrivemy car into it I'm a little kid,bigdeathwish Ibitethe lips, the lipsthatkiss
Księżyce: 148
Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus
Płeć: kotka
Matka: Mknący Ptak
Ojciec: Czyżykowy Głos
Partner: Tonące Słońce
Życia: 1
Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Lawendowy Kwiat natychmiast zasnęła zamykając oczy, które po chwili otworzyła. Była nieco zdezorientowana, gdyż znajdowała się w zupełnie innym miejscu. Rosła tam bujna trawa oraz kawałek dalej wrzosy, które od razu skojarzyły jej się z Tonącym Słońcem oraz wycieczkami na Dziką Plaże. Lawenda rozejrzała się i nagle zobaczyła Porywisty Wiatr, z którym o poranku się żegnała. Był teraz w świetnej kondycji, nie to co przez ostatnie parę wschodów słońca. Gdy tylko padły pierwsze słowa z jego pyszczka, w szmaragdowych oczach Lawendy zaczęły gromadzić się łzy. Gardło zacisnęło jej się i nie mogła wydobyć żadnego słowa, toteż tylko kiwała głową. Po dłuższej chwili łzy zaczęły spływać jej po policzkach i uśmiechała się jako reakcja na stres. Zabolało ją jak były Przywódca oznajmił, że umrze jako Zastępczyni. Oczywiście, to zawsze było logiczne i dobrze zdawała sobie z tego sprawę, jednak jak powiedział to na głos to nie było przyjemne. Lawenda zaśmiała się cicho, gdy usłyszała, że Kijanek nie przybył tu smęcić. Rzeczywiście ma coś dzisiaj dużo do powiedzenia, co nawet cieszyło niebieską kotkę. Jednak jej radość nie trwała długo, gdyż została uświadomiona ile jeszcze spraw do rozwiązania ją czeka i z jakimi trudnościami musi się zmierzyć. - Powiem mu!- powiedziała uśmiechając się od ucha do ucha. Ach, tego Gronostaja to dużo zaszczytów spotyka! Najpierw nauki, potem trening z Przywódcą, teraz wyprawa i do tego pochwała od samego Gwiezdnego! Nie do wiary! Po tych słowach pojawili się inni Gwiezdni, a ona doznała bólu. Początkowo nie rozumiała o co chodzi. Czyżby tak otrzymywało się dary? W bólu i cierpieniu? Po styknięciu się nosami poczuła siłę i łzy przestały spływać jej po policzkach. Po całym przemówieniu Zrywka i otrzymaniu daru poczuła się lekka jak piórko, jakby wszystkie problemy zniknęły, wyparowały. Potem poczuła zmęczenie i ból, wtedy podszedł do niej... tata! Jej kochany tatuś, który podczas przeprowadzki na obecne tereny poświęcił życie i ochronił swoim ciałem inne koty, przyjmując kopnięcie Dwunożnego na siebie. - Dziękuje, tato- powiedziała drżącym z emocji głosem. Znowu zalała się łzami, lecz tym razem szybko je wytarła łapką i postanowiła wziąć się w garść. Następnie podeszła do niej Miętowy Pąk. Lawenda poczuła lekkie ukłucie żalu, że nie zdążyła z kotką porozmawiać. Znały się tylko z widzenia. - Zaopiekuje się, zrobię wszystko, co w mojej mocy!- zareagowała pewnym tonem głosu. Zrobi wszystko, aby Zaśnieżona Ścieżka wróciła do dawnej formy. Na pewno otoczy ją opieką i może jeszcze poprosi, aby Trawka wraz z Gałązką i Krwawnikową Łapą spędzali czas z matka wspierając ją. Może dwójka terminatorów Medyka będzie wiedziało jak działać, gdy kot jest w takim stanie. Może są jakieś specjalne ziółka na kiepski stan psychiczny? Na widok kolejnych kotów, Lawendzie zrobiło się cieplutko na serduszku. Jeszcze rano razem z Szybująca Łapą zanosiła ich ciała na środek Obozu, a teraz stoją przed nią w całej okazałości. Kiwnęła głową w ramach odpowiedzi na słowa Zająca i poczuła się lekka jak ptak, aż ją dziwnie płuca zapiekły, przez co musiała wziąć głęboki oddech. - Dziękuje wam!- odpowiedziała łamiącym się głosem. Jak ona będzie tęsknić za tymi kotami! Tyle dla niej znaczyły! Na zawsze pozostaną w jej serduszku i będzie je dobrze wspominać. Kolejnej kotki, Lawenda w ogóle nie kojarzyła. Dopiero, gdy się do niej zwróciła, przedstawiając się jako siostra, wtedy ją olśniło. Poznała Gruszkową Łapę na... jej pogrzebie, który był pierwszym tego typu wydarzeniem w życiu niebieskiej kotki. Lawenda była wtedy kociakiem i z wielu spraw nie zdawała sobie sprawy. Córka Mknącego Ptaka uśmiechnęła się zakłopotana i kiwnęła potakująco głową. Zaraz poczuła napływ siły oraz odwagi. W mgnieniu oka na miejscu Gruszkowej Łapy pojawiła się Piaszczysty Brzeg. Ją też Lawenda poznała za kociaka i bardzo przeżyła jej śmierć. Biało- ruda kotka była drugą wojowniczką jaką poznała w życiu. Do tego Piaszczysty Brzeg podczas zebrania zwołanego przez Zająca i Sokoła, na spokojnie wytłumaczyła jej kim jest ryś, dzięki czemu w pełni zdawała sobie sprawę z powagi sytuacji jaka miała miejsce w Tymczasowym Obozie Klanu Wichru. Jak szybko Piasek się pojawiła tak szybko zniknęła. Wylewna to ona nie była. Zresztą podczas ich pierwszej rozmowy też raczej gadulstwem się nie wykazywała. Kolejnym Gwiezdnym okazał się jej brat Szafran. Lawenda ucieszyła się bardzo, że go widzi. Był taki jak go zapamiętała za kociaka. Wesoły i z błyskiem w oczach. Pasowało od niego otrzymanie daru pomysłowości, gdyż on miał same ciekawe pomysły na przykład słynne dzieci z siana. Podziękowała mu ładnie za dar i mrugnęła okiem. Zaraz po bracie przed oczami niebieskiej kotki pojawiła się Żonkilowa Łapa! - Żonkil!- zareagowała z entuzjazmem. Ach, jej siostra nic się nie zmieniła. Jej ton głosu pozostawał wciąż taki sam! Niebieska kotka zaśmiała się słysząc wahanie siostry. Czyżby zgubiła język w pyszczku? Dobrze zdawała sobie sprawę, że Żonkil pewnie nie wie jak odpowiednio dobrać słowa. - Domyślam się- odparła rozbawiona. Siostra zawsze miała o niej nie najlepsze zdanie, za to ona ją bardzo kochała, zawsze, bez względu na jej nie chęć. - Dziękuje ci-odpowiedziała. Po dotknięciu się z siostrą nosami poczuła taką siłę, że mogła by przenieść Wyjące Wzgórza i Borsucze Pagórki gdzie indziej. Kiedy wszystkie wrażenia przeminęły Żonkil znów przemówiła. W życiu nie spodziewała się takich słów od siostry, przez co nie była w stanie zareagować. Nawet nie zdążyła, gdyż rozległy się głos, a po nim skandowano jej nowe imię. Gdy już myślała, że to koniec ceremonii pojawiły się trzy koty. Jednego rozpoznała od razu. Dynia! W pierwszym momencie zalała ją fala szczęścia, że go widzi, jednak po chwili dotarło do niej, że nie żyje. Może to dla niego lepiej? Nie jest przynajmniej skazany na samotność. - Och, Dynia! Ja... Myślałam... Też bardzo się cieszę, że cię widzę- odpowiedziała zmieszana. Wysłuchała rudego kocurka z uśmiechem na pyszczku. Wspomniała w myślach jaki był cudowny oraz jak otrzymywała od niego bukiety kwiatów. - Już nie będę. Widzę, że jesteś szczęśliwy i dziękuje. Aha! I macie wszyscy pozdrowienia od Barwnej Ścieżki- oznajmiła pogodnie. Następnie wysłuchała siostry Dyni. Zabawnie było widzieć jak jedna mówi przez drugą. Nie zdążyła im odpowiedzieć, gdy pewna siła zabrała ją z Wrzosowisk. Obudziła się i znów była przy sadzawce. Przez dłuższą chwilę wpatrywała się w tafle wody analizują wszystko, co się przed chwilą wydarzyło. W końcu podniosła się i spojrzała uśmiechnięta na Barwną Ścieżkę oraz Gronostajową Łapę. Czuła się po ceremonii dużo lepiej i odzyskała trochę swojego dawnego wigoru. - Barwna Ścieżko! Rozmawiałam z Dynią i Sadzą i Jesionową Łapą! Przekazałam twoje pozdrowienia! Dynia jest tam szczęśliwy i nie mam się nim martwić! Twoje siostry poprosiły mnie, aby przekazać ci, że są z ciebie dumni i, że cię kochają!- mówiła cała podekscytowana. Nawet nie analizowała, jakie słowa padają z jej pyszczka, tylko chciała się wszystkim jak najszybciej podzielić. - A dla ciebie Gronostajowo Łapo mam słowa od Porywistego Wiatru. Powiedział, że masz duży potencjał! Powinieneś również bardziej interesować się Klanem i innymi kotami, a konkretniej ich dobrem, bo inaczej daleko nie zajdziesz - powiedziała wesoło. Gdy już wszystko przekazała, ochłonęła trochę i dała znak, że mogą wracać do Obozu.
Masywny, długowłosy ciemnoniebieski point z białymi i szarymi zaznaczeniami o bladoniebieskich oczach. || KP
Chłodny w obyciu, pozbawiony empatii, a przy tym niezwykle ambitny. Gronostaj może nie zmienił się wiele od wieku kocięcego, jednak z pewnością z każdym księżycem ulatywały z niego resztki frustracji, pozostawiając go opanowanym, pozbywając się agresywnych reakcji na bodźce wyprowadzające go z równowagi. Jego umysł, czysty i klarowny, z umiłowaniem do pracy na wysokich obrotach i poznawaniu tajemnic i mechanik otaczającego go świata, nie jest zmącany żadnymi emocjami; kocur nie odczuwa nic prócz chęci pięcia się na szczyt, perfekcyjnego wypełniania celów i dumy, która jest jedyną rzeczą, którą może wywołać u niego szczery uśmiech. Dalej uważa siebie za perfekcyjnego bez ani jednej skazy, stawia siebie ponad wszystkich, nie osiadając przy tym jednak na laurach, a dalej piąc się wyżej. Mówi tyle, ile uważa za słuszne, nie szczędząc przy tym ironii i szyderstwa.
Drobna Łapa [KRz]
Siedział w melancholii, pozwalając, by wiatr delikatnie poruszał jego wibrysami i mierzwił gęste futro, patrząc przy tym przed siebie, od czasu do czasu przekrzywiając głowę na boki, by ostatecznie i tak zawiesić wzrok na Lawendzie. Był ciekaw, jak przebiega jej ceremonia, czy naprawdę ma do czynienia ze zmarłymi i jak zapatrują się oni na los jego mistrza. Czy go tam spotkała?
Gdy tylko niebieska kotka obudziła się, Gronostaj machinalnie spiął mięśnie. Czyli od teraz to ona nosi miano Gwiazdy. W dalszym ciągu odrzucał od siebie tą informacje, nawet zdając sobie sprawę, że nigdy więcej nie zobaczy rudego kocura. Lawenda... była dla niego w dalszym ciągu dość obca, nawet, jeżeli podczas ostatniej rozmowy całkiem dobrze się dogadali, to nie znał jej dogłębnie i nie był w stanie oceniać, jaką przywódczynią będzie. Ufał jednak wyborowi, który poczynił Porywisty, a i sam nie chciał jej od razu skreślać. Jej wiek pozwalał w końcu na posiadanie całego worka doświadczenia, które wiąże się z wiedzą, a to już bardzo dużo, jeżeli chodzi o stanowisko przywódcy. Liczył że pójdzie jej dobrze. Ciężko mówić o tym, by miał nadzieję, czy szczerze życzył jej jak najlepiej, bo wiedział, że nie potrafi wycisnąć z siebie odczuwania takich emocji, jednak... Klan Wichru potrzebuje silnego i opanowanego przywódcy, żeby iść do przodu i nie dać sobie nikomu wejść na głowę.
Potrząsnął uszami, gdy nowa przywódczyni zwróciła się do niego i poczuł dziwny ścisk w gardle, usłyszawszy wojownicze imię zmarłego mistrza. Poznał go jako Porywistą Gwiazdę i tak zawsze będzie go wspominał, nawet, jeżeli klanem rządzić będzie teraz Lawenda. Nie sam wydźwięk imienia wzbudził w nim coś, czego nie czuł dotąd, a wiadomość, która była mu przekazana. Pamiętał o nim.
A na dodatek... Chciałby, by zaszedł daleko? Inaczej dlaczego chciałby przekazać Lawendzie wiadomość dla niego? Co miał na myśli? Młody terminator zawsze miał pytania i zawsze chciał dojść do odpowiedzi na nie samodzielnie, a teraz nie miał nawet innej opcji. Miał zainteresować się innymi? Nie miał pojęcia, czy jest do tego zdolny. Nie myślał o tym nigdy, bo zawsze zajęty był i jest samym sobą i rzeczami, które uważa za potrzebne. Opieka dla innych to w jego mniemaniu zawsze rola tych ślamazarnych ciepłych kluch i medyków, a on... Nigdy nie czuł się za to odpowiedzialny i nigdy nie czuł empatii w stosunku do nikogo. Choćby chciał to robić wbrew sobie, to skąd ma wiedzieć, jak obudzić w sobie coś, co nigdy nawet nie istniało?
Nie mógł pozwolić sobie na to, by nie zajść daleko. Czy powinien w takim razie pójść głosem Porywistej Gwiazdy i choćby na siłę odkryć w sobie ciepło? Nie widział żadnego powodu, dla którego miałby zajmować się czymś takim, co marnowało jego czas, który poświęcić mógł na naukę polowania, doskonalenie swojej pozycji łowieckiej czy innych spraw, które uważał za warte uwagi. Jedynym, co sprawiało, że jeszcze wcale nie odrzucił od siebie tych słów był fakt, że należały one do Porywistego Wiatru.
Nie odpowiedział nic, a posłał jej jedynie puste spojrzenie, z nutą wyczuwalnego zagubienia i bez słowa ruszył za nią wprost do obozu. Nie mogli się zatrzymywać, gdy wielu czekało na ceremonię... W tym on, bo w końcu będzie musiał dostać nowego mistrza.
Nawet jeżeli nie chciał.
zt
<center><span class="gronotlo"><img src="https://thumbs.gfycat.com/FewFittingGibbon-size_restricted.gif" width=380px;></span>
<span class="gronobrazek"><img src="https://i.imgur.com/2Je22hN.png" width="350 px"></span>
<div class="gronocien"></div><span class="gronotext">I COUNT THE CORPSES ON MY L<s>EF</s>T<br>I FIND I'M NOT SO TIDY<br>»★«
SO I BETTER GET AWAY<br>BETTER MAKE IT TODAY BUT I CAN'T CO<s>NTR</s>OL IT<br>MY FACE ISDRAWN</span>
<span class="gronotext1">My instinct still emotes it</span>
</center> <link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=Beth+Ellen&family=Carter+One&display=swap" rel="stylesheet">
Nieco poniżej średniej wielkości długowłosa, barwna kotka. Z budowy ciała przypomina kota z klanu gromu niż z wichru; bliżej jej do małego czołgu, niż do wysokiej, smukłej trzcinki. Jest krępa, dzięki treningowi wyrobiła sobie mięśnie, posiada też silne, duże łapy. Żmija jest czarno-rudym dymnym szylkretem ze znaczącą przewagą wyblakłej rudości, które praktycznie całkowicie zdominowała czerń. Blado-czarne delikatne smugi okrywają całe jej ciało (najbardziej widoczne są na ogonie, głowie i łapach). Na mordce czerń przybiera nieregularny kształt ciapek i kropek. Warto też zauważyć, że futro w szczególności jaśnieje na szyi i bokach, ponieważ tam się rozstępuje ukazując podszerstek, który jest praktycznie bezbarwny. Posiada duże niebieskie oczy oraz długi puszysty ogon. Żmija jest jedną z ładniejszych kotek i od kiedy zwrócono jej na to uwagę przywiązuje odrobinkę większą wagę do swojego wyglądu i stara się wyglądać schludniej oraz czyściej niż dawniej.
Wydoroślała i spoważniała. Stała się bardziej konkretna. Nie zalewa już swoich rozmówców nieprzerwanym potokiem słów, jest bardziej stonowana i mądrzejsza niż za młodu. Daleko jej do sztywnego ponuraka; Barwna Ścieżka to optymistycznie nastawiona do życia. Bywa uparta i z niezachwianą pewnością dąży do wyznaczonego celu, jest również bystra. Wciąż jest skłonna do ryzyka, często niepotrzebnego, zaś jej odwaga ociera się o lekkomyślność. Uwielbia spacery i spędzanie czasu w ruchu, bezczynność sprawia, że staje się niespokojna. Od czasu mianowania stała się obowiązkowa i sumienna. Życie u boku ojca obdarzonego trudnym charakterem nauczyło ją dystansu w stosunku do cudzych opinii.
Popielate Niebo (wicher)
Gronostaj jej nie odpowiedział, a Barwna Ścieżka nie widziała sensu w ciągnięcie go na siłę za język, dlatego po prostu czuwała. Obserwowała okolice i co jakiś czas zerkała na śpiąca Lawendę. Czuła głód oraz zmęczenie długą wędrówką, ale ignorowała te uczucia tak długo, aż leżącą przy brzegu sadzawki kocicą wreszcie się obudziła. A gdy to zrobiła przemówiła i kolorowej wojowniczce zaparło na moment dech. Widziała ich i Dynia też tam był... Czyli zmarł jako samotnik i wygnaniec, kot niezrzeszony z niczym poza własnym poczuciem winy, a jego znalazł schronienie w gwiezdnym klanie i, co ważniejsze, chyba pogodził się z Sadzą, a z Jesion nauczył się współpracować, bo jakoś musieli żyć że sobą w gwiezdnym klanie, prawda?
- D-dziękuję. To wiele dla mnie znaczy - powiedziała cicho po chwili, odwracając wzrok na Borsu że pagórki, gdyż znów jej ślepia zaszły łzami, ale tym razem wzruszenia. Kontakt z rodzeństwem po tragicznej śmierci większości z nich był dla niej ważniejszy niż sama sądziła. Świadomość, że nic im już nie grozi, że są bezpieczni i szczęśliwi działała na nią niczym balsam.
Barwna Ścieżka zachichotala mimowolnie, gdy Lawenda wesołym tonem oświadczyła Gronostajowi, że daleko nie zajdzie jeśli nie zacznie interesować się swoim klanem i bliskimi, a były to słowa tak sprzeczne od wesołego tonu ze wywołały jej rozbawienie, bynajmniej nie złośliwe.
- Gratulacje nowego imienia i nowej pozycji, Lawendowa Gwiazdo. Wracajmy, wszyscy na nas czekają - wymruczała w lepszym humorze i mimo zmęczenia ruszyła w kierunku klanu wichru wraz z towarzyszami. Starała się pilnować otoczenia i zachować skupienie, by bezpiecznie i w jednym kawałku wrócić do domu, ale jej myśli uparcie wzlatywaly ku gwiezdnemu klanowi i rodzeństwu.