Bardzo duże kocisko o wełnistej, czekoladowej sierści. Ma ładną mordkę, pędzelkowate uszy i duże, oliwkowe oczy.
Niewiele jest kotów tak pewnych siebie i swobodnych jak Rwetes. Wydawać by się mogło, że niczego się nie boi, przed nikim się nie korzy i nikomu nie ustępuje. Ma duże mniemanie o sobie i swoich umiejętnościach, a własne zdanie uważa często za jedyne słuszne. Jest typowym ekstrawertykiem, lubiącym poznawać nowe koty, dowcipkować i robić wrażenie na innych. Kwitnie, gdy znajduje się w centrum uwagi. Bywa nieznośnie uparty, potrafi drążyć temat do znudzenia, jeśli mu na nim zależy, natomiast wobec rzeczy które uważa za nieistotne, potrafi wykazywać zadziwiającą wręcz ignorancję. Na pozór może wydawać się trochę głupi i gburowaty, jednak w rzeczywistości cechuje go spora inteligencja, a kompletny brak manier jest świadomą decyzją. Przepada za adrenaliną, nienawidzi ograniczeń i sztucznych formalizmów. Nie jest złym kotem, ale zawsze swoje dobro przedkłada nade wszystko inne.
Gęsiopióry (KR), Chaotyczna Łapa (KW)
Na tę zapowiedź odwiedzin, Wiele Imion uśmiechnęło się uśmiechem, który w jego wyobraźni uchodził za gościnny, po czym skinęło łbem. Skoro kotek chciał sobie „u niego” czasem przenocować, to kimże był, żeby go wypraszać! – Miasto... – zaczął i natychmiast musiał zrobić malutką przerwę, no bo wzruszał się trochę, gdy o nim opowiadał. Zawsze. Miasto było niezrównane... – Na północ stąd. Za terenami Klanów, troszeczkę trzeba odbić w lewo. Dla takich wędrowniczków jak Ty, idealne miejsce, yyy... Szrot? Szat? – nie do końca zapamiętał imię młodzika, więc podjął kilka prób, nieco po omacku.
Płeć: kocur
Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
- Północ... To za Gromem? - podniósł zaciekawiony uszy do góry. Może Barwa słyszała już o mieście? Może w nim była? Już teraz wiedział że kiedyś może do miasta pójdzie... Odpowiedział uśmiecham na jego uśmiech. Powoli zaczynał czuć się bardzo swobodnie w obecności kota, który jeszcze przed momentem go przerażał. - Schlatt.
Poprawił go, nosowo zaznaczając jak wypowiada się jego imię. Nie rozumiał czasem jak inni nie umieją tego powiedzieć! Aż szkoda mu było, że nie ma żadnych innych małych kotów w okolicy, które zupełnie nie potrafią mówić jego imienia. Zabawnym byłoby zaczepianie ich o to. - Idealne?! Coś tam jest specjalnego? Coś ciekawego?
Bardzo duże kocisko o wełnistej, czekoladowej sierści. Ma ładną mordkę, pędzelkowate uszy i duże, oliwkowe oczy.
Niewiele jest kotów tak pewnych siebie i swobodnych jak Rwetes. Wydawać by się mogło, że niczego się nie boi, przed nikim się nie korzy i nikomu nie ustępuje. Ma duże mniemanie o sobie i swoich umiejętnościach, a własne zdanie uważa często za jedyne słuszne. Jest typowym ekstrawertykiem, lubiącym poznawać nowe koty, dowcipkować i robić wrażenie na innych. Kwitnie, gdy znajduje się w centrum uwagi. Bywa nieznośnie uparty, potrafi drążyć temat do znudzenia, jeśli mu na nim zależy, natomiast wobec rzeczy które uważa za nieistotne, potrafi wykazywać zadziwiającą wręcz ignorancję. Na pozór może wydawać się trochę głupi i gburowaty, jednak w rzeczywistości cechuje go spora inteligencja, a kompletny brak manier jest świadomą decyzją. Przepada za adrenaliną, nienawidzi ograniczeń i sztucznych formalizmów. Nie jest złym kotem, ale zawsze swoje dobro przedkłada nade wszystko inne.
Gęsiopióry (KR), Chaotyczna Łapa (KW)
– Szrot – powtórzył Rwetes, zadowolony, że wreszcie dobrze zapamiętał – Miasto jest... kurcze, mały, już tyle razy próbowałem to opowiedzieć, ale jak ktoś tam nigdy nie był, to nie jest łatwo! Miasto całe jest ciekawe. To najbardziej fascynujące miejsce, w jakim można być. Wiecznie żywe, wiecznie w ruchu. Śmierdzi, karmi, świeci się – werbalizował swoje myśli bez większego składu, a gdy przerwał, zdał sobie sprawę, że może brzmieć, jakby bredził w gorączce, albo najzwyczajniej w świecie ściemniał, więc zdecydował się dodać ciut bardziej faktograficznego opisu – To miejsce, stworzone przez Dwunogi. Tam żyją i się rozmnażają, przestawiają swoje Potwory i tak dalej. Jest tam sporo kotów. Duża część z nich to gangusy wstętne, ale są też fajne osóbki.
Płeć: kocur
Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
- S C H L A T T - powtórzył głośniej, wolniej, wyraźniej. Nie był żadnym Szrotem, ani nic z tych rzeczy! Bluźnierstwo nie imię. Skąd się tam rozmówcy "r" wzięło? Zaraz dmuchnął nosem mocniej, trzepnął uchem. - Po prostu mów Ocelot. Chyba będzie łatwiej.
Późnej w zupełności skupił się już na opisie miasta. Brzmiało... ciekawie, tak. Najpewniej mały by się w nim bał, ale z drugiej strony bardzo go ekscytowało już z samego opisu. Musi wziąć tam Barwę, musi! Ale to jak urosną oboje, bo teraz nie było sensu. Rojst byłby znowu zły, a ona pewnie by narzekała że musi wracać do domu. Pff. - A ty... Jesteś gangusem? - uniósł zaciekawiony brew do góry. Po uzyskaniu odpowiedzi w każdym razie wstał i się otrzepał. Pogadali moment, on dostał informacje o ciekawym miejscu. Cóż miał więcej robić? - Będę iść bo mama będzie zła. Powiedz gdzie cię mogę znaleźć, to kiedyś cię odwiedzę! Trzymaj się.
Mruknął wesoło, obierając zaraz konkretny kierunek. Miło było, ale faktycznie - nie było co siedzieć w jednym miejscu zbyt długo. Jak będzie cały czas znikał, w końcu Pożoga wykopie go na zgniły pysk.
Bardzo duże kocisko o wełnistej, czekoladowej sierści. Ma ładną mordkę, pędzelkowate uszy i duże, oliwkowe oczy.
Niewiele jest kotów tak pewnych siebie i swobodnych jak Rwetes. Wydawać by się mogło, że niczego się nie boi, przed nikim się nie korzy i nikomu nie ustępuje. Ma duże mniemanie o sobie i swoich umiejętnościach, a własne zdanie uważa często za jedyne słuszne. Jest typowym ekstrawertykiem, lubiącym poznawać nowe koty, dowcipkować i robić wrażenie na innych. Kwitnie, gdy znajduje się w centrum uwagi. Bywa nieznośnie uparty, potrafi drążyć temat do znudzenia, jeśli mu na nim zależy, natomiast wobec rzeczy które uważa za nieistotne, potrafi wykazywać zadziwiającą wręcz ignorancję. Na pozór może wydawać się trochę głupi i gburowaty, jednak w rzeczywistości cechuje go spora inteligencja, a kompletny brak manier jest świadomą decyzją. Przepada za adrenaliną, nienawidzi ograniczeń i sztucznych formalizmów. Nie jest złym kotem, ale zawsze swoje dobro przedkłada nade wszystko inne.
Gęsiopióry (KR), Chaotyczna Łapa (KW)
Po trzeciej próbie Rwetes wreszcie zrozumiał, jak mniej-więcej może wyglądać zlepek liter, które składały się na imię kocurka, ale i tak uznał, że Szrot jest lepsze i tak sobie go będzie nazywał. Imiona były dla niego trochę jak ubrania – łatwo było mu zmieniać własne, a do cudzych nie przywiązywał specjalnie wielkiej wagi.
– Ja, gangusem? No co Ty. Brzydzę się takimi – odparł z uśmiechem i machnął łapą w geście, którym pokazywał, jak mało obchodzą go tego rodzaju układy. Nie, żeby w wieku tego tu młodzika sam nie zaciągnął się do Gangu Iwana... Ale to mało istotne.
– Przekaż mamusi pozdrowienia! – miauknął za nim, chichocząc w duchu. Wbrew pozorom, szansa, że kiedyś i ją poznał, nie była wcale taka znikoma. Co prawda wolałby zaprosić Szrota, żeby został i mu potowarzyszył (kołtun na karku sam się nie rozczesze...), ale nie bardzo wiedział, jak to teraz zrobić, żeby nie zabrzmieć jakoś nietaktownie.
– Niestety, sam nie bardzo wiem, gdzie – dodał jeszcze przepraszająco, zgodnie z prawdą nie potrafiąc w żaden sposób zdradzić mu swojej lokalizacji z bliższej czy dalszej przeszłości, bo sam nie miał o niej pojęcia – Bądź zdrów, Szrocik!
//Przepraszam, że tyle to trwało i że się ta sesja tak wlokła, moja wina :< wysyłam Rwetesa na emeryturke bo nie dawałam rady z nim, niemniej dziękuję że miał okazję się poznać z Rochem!
Sesja zakończona – można wbijać.