Księżyce: 44 Mistrz: Chaotyczny Lot Płeć: kocur Matka: Ropusza Łapa Ojciec: Tate! (Fiołkowy Świt, nie biologiczny)
Na pierwszy rzut oka Traszka przypomina raczej kogoś, kto powinien spędzać czas w kociarni, a nie na treningu. Okrągła główka z równie okrągłymi, złotymi ślepkami, krótka szyja, przysadzista postura i zapas dziecięcego tłuszczyku nadają mu dość słodkiego wyglądu. Ponad to, mimo iż udało mu się co nieco urosnąć, wciąż pozostaje kieszonkowych rozmiarów i nie zapowiada się, aby kiedykolwiek dobił wyżej, niż do tej niższej granicy średniego wzrostu. Zaskoczeniem nie jest, że jego długie futro pozostało rude z białą plamą na bródce, jednak zaczęło naturalnie się układać, a przestało puszyć. Tygrysie pręgi są teraz niemal niewidoczne na grzbiecie, za to można je dojrzeć na głowie, szerokich łapach i wciąż ruchliwym ogonie.
Niektóre dzieci dojrzewają szybciej, inne wolniej i w tej drugiej kategorii znajduje się Aszka. Rudy urwis, mimo iż zyskał już miano Terminatora wciąż jest głośny, uwielbia biegać, wygłupiać się i bawić, a siedzenie zbyt długo w jednym miejscu, zdaje się być dla niego najgorszą karą. Co prawda widać, że horyzonty jego rozumowania z każdym dniem nieco się poszerzają, można nawet porozmawiać z nim na tematy, które wykraczają poza tarzanie w błocie i łowienie ślimaków, ale do miana filozofa czy poety jeszcze mu sporo brakuje. Poza tym pozostał wesołym, nieco zadziornym kotem, który szybciej robi i mówi, aniżeli myśli, dlatego, mimo braku wady wymowy, zdarza mu się pewnych głosek nie wymawiać, albo robić to źle.
Żabia Łapa (GK) | Popiół (KR)
Nie całkiem, ale jednak. Oj, Traszka chyba nie chciał żeby powierzono mu takie zadanie, bo aż dreszcz wstrząsnął tłustym ciałkiem, gdy to sobie dłużej wyobrażał. Na kolejne słowa mistrzyni złote ślepka zatrzymały się na jej pyszczku. Wkrótce sam zobaczy? To brzmiało jakby koty umierały dość często, co jakoś nie pasowało do narysowanego kredkami świecowymi wyobrażenia świata kocurka. Nie wiedział jeszcze, że słowa Chaos po raz kolejny okażą się wręcz przepowiednią, więc jedynie zamrugał kilkukrotnie, odpędzając z główki tą surrealistyczną wizję zakopywania kogoś kogo znał.
- Wyglądasz jakby ci ktoś coś śmierdzącego pod nosem rossmarował jak sie tak kszywisz Chaotyczny Locie – zaśmiał się, bo nie umknęła mu zmiana wyrazu kolorowego pyska. Skupił się jednak po raz kolejny na jej słowach, bo Gwiezdni jako tacy, byli przyjemniejszą częścią tej pogadanki. Przyjemniejszą na pewno od oślizgłych myszy. – Aha, więc to dobre miejsce jest – stwierdził potakując na własne słowa główką, starając się sobie to najlepiej jak potrafił przyswoić. – Tak, chyba tak…ale kurce, a jak się nie zna kodeksu Chaotyczny Locie, to dzie się idzie? – Zadał kolejne pytanie. No sam go nie znał, ani Cegła go nie znała, ani Wiertarka, ani Beton, ani Asfalt, zanim umarł…. Więc co działo się z nimi?
Chaos to naprawdę urodziwa kotka. Filigranowa, o smukłej sylwetce umieszczonej na cienkich nogach, z biczowatym ogonem i małej główce zawieszonej na chudej szyjce. Jej gładziutkie, połyskliwe futerko wydaje się miłe w dotyku, choć w rzeczywistości jest sztywne i niemal kłujące. Miesza w sobie czerń, spontanicznie rozrzucone rude smugi, które pewien ład i symetrię zachowują jedynie na środku pyszczka, oraz biel, zdobiącą jej szyje, nogi i pyszczek. Nad śliczną, kształtną mordką górują uszy, których wnętrze dekorują drobniutkie piegi, a oblicze dopełniają wyraziste kości policzkowe i ogromne, połyskliwe, jasnopomarańczowe oczy o okrągłym kształcie.
Bywają osoby, których natura funkcjonuje w głębokiej niezgodzie z postawą – taka jest Chaotyczny Lot. Wewnętrznie funkcjonuje jako stworzenie emocjonalne, skłonne do gwałtownych pasji, fascynacji, pogardy, obrzydzenia i zachwytu. Na zewnątrz woli jednak pokazywać tak mało, jak to możliwe. Zawsze stara się zachowywać spokój, kalkulować każdą decyzję, ważyć każde słowo. Na spontaniczność pozwala sobie przy nielicznych bliskich kotach, albo wtedy, gdy nie potrafi powściągnąć targających nią uczuć. Wszystko to dlatego, że jest prawdziwą egocentryczką – ma swoje cele i pragnienia i potrafi z dużą determinacją dążyć do ich spełnienia.
Traszkowa Łapa zabił swoim ostatnim pytaniem ćwieka swojej Mistrzyni. Nie wiedziała, jaki los czeka koty, nieznające Kodeksu Wojownika – bo i skąd by miała wiedzieć?
– Nie mam pojęcia – przyznała, aroganckim tonem tuszując odrobinę zażenowania własną niewiedzą – I prawdę mówiąc, niewiele mnie to obchodzi. Może mają jakieś... swoje... miejsce.
I wbrew temu, co zadeklarowała, pomyślała sobie, że to w sumie ciekawe i jak w końcu uda jej się porozmawiać z Przodkami, to ich o to zapyta. Jednocześnie uznała, że wystarczy tych pogaduszek i jeśli ma jeszcze spędzić wieczór z Kwitnącą Łapą, powinna pomału zabierać Traszkę do Obozu.
– No dobrze, Traszkowa Łapo... Myślę, że na dzisiaj wystarczy. Zbierajmy się stąd – machnięciem ogonem postawiła kropkę na końcu zdania – Na powrocie opowiedz mi jeszcze o rangach w Klanie. Jakie zdążyłeś już poznać? Co umiesz o nich powiedzieć? Jakie znasz koty, które je zajmują?
Księżyce: 44 Mistrz: Chaotyczny Lot Płeć: kocur Matka: Ropusza Łapa Ojciec: Tate! (Fiołkowy Świt, nie biologiczny)
Na pierwszy rzut oka Traszka przypomina raczej kogoś, kto powinien spędzać czas w kociarni, a nie na treningu. Okrągła główka z równie okrągłymi, złotymi ślepkami, krótka szyja, przysadzista postura i zapas dziecięcego tłuszczyku nadają mu dość słodkiego wyglądu. Ponad to, mimo iż udało mu się co nieco urosnąć, wciąż pozostaje kieszonkowych rozmiarów i nie zapowiada się, aby kiedykolwiek dobił wyżej, niż do tej niższej granicy średniego wzrostu. Zaskoczeniem nie jest, że jego długie futro pozostało rude z białą plamą na bródce, jednak zaczęło naturalnie się układać, a przestało puszyć. Tygrysie pręgi są teraz niemal niewidoczne na grzbiecie, za to można je dojrzeć na głowie, szerokich łapach i wciąż ruchliwym ogonie.
Niektóre dzieci dojrzewają szybciej, inne wolniej i w tej drugiej kategorii znajduje się Aszka. Rudy urwis, mimo iż zyskał już miano Terminatora wciąż jest głośny, uwielbia biegać, wygłupiać się i bawić, a siedzenie zbyt długo w jednym miejscu, zdaje się być dla niego najgorszą karą. Co prawda widać, że horyzonty jego rozumowania z każdym dniem nieco się poszerzają, można nawet porozmawiać z nim na tematy, które wykraczają poza tarzanie w błocie i łowienie ślimaków, ale do miana filozofa czy poety jeszcze mu sporo brakuje. Poza tym pozostał wesołym, nieco zadziornym kotem, który szybciej robi i mówi, aniżeli myśli, dlatego, mimo braku wady wymowy, zdarza mu się pewnych głosek nie wymawiać, albo robić to źle.
Żabia Łapa (GK) | Popiół (KR)
Rudzielec uchylił pyszczek przyglądając się swojej mistrzyni. Mylnie, ale widział w szyklretce osobę niemal wszechwiedzącą. W końcu nie tylko była jego Mistrzynią, co samo w sobie czyniło ją oczywiście kimś szczególnym, ale też wiedziała, że nią zostanie, zanim została! No wieszczka normalnie! A teraz? Teraz nie miała pojęcia! Kto mógłby je mieć? Może Cegła by wiedziała? Albo Ropucha? W końcu się z nią przyjaźniła?
- Oh, kurce… - uciekło z mordki kocurka na wieść, że mieli już sobie iść. Wszak wcale nie zaszli tak daleko, a czekał tak dzielnie cały dzień! Gdyby to od niego zależało to zapewne obeszliby wszystkie wichrowe tereny, a potem tak przy okazji też te innych klanów. – No dobra… Suchaj, a jutro znowu się spotkamy Chaotyczny Locie? – Zagadnął dla pewności zanim ruszył za nią i wysilił główkę aby przypomnieć sobie te całe „rangi”. Trochę wiedział, w końcu nie był w klanie od wschodu słońca i nawet gdyby bardzo nie chciał, to coś słyszał. – No są stare kotki takie jak Tate. Oni są sobie starzy – miał powiedzieć to co wiedział to proszę bardzo. - Som Wojownicy tacy jak ty co mistrzują Terminatorom, no i ja już jestem terminatorem – promienny uśmiech wyrósł na jego pyszczku i podskoczył w miejscu. Och trochę nie rozumiał sensu tego podziału i dlaczego musiał mieć nowe imię, a trochę był jednak dumny. - I Kociaki, przed ostatnim zachodem słońca byłem kociakiem. Kociakom nie wolno wychodzić, ale wolno się bawić. No i Lawenda jest. Lawenda jest Pszywódą no i… no i ona robi ceremonie, albo jak się pszychodzi do Klanu to mówi czy można w nim mieszkać czy nie. I jeszcze jest Lśniąca Kałusza, znaczy nie… em… Sadzawka i do niej się idzie jak jest się chorym – wymienił z przerwami do namysłu wszystkie mu znane pozycje.
Chaos to naprawdę urodziwa kotka. Filigranowa, o smukłej sylwetce umieszczonej na cienkich nogach, z biczowatym ogonem i małej główce zawieszonej na chudej szyjce. Jej gładziutkie, połyskliwe futerko wydaje się miłe w dotyku, choć w rzeczywistości jest sztywne i niemal kłujące. Miesza w sobie czerń, spontanicznie rozrzucone rude smugi, które pewien ład i symetrię zachowują jedynie na środku pyszczka, oraz biel, zdobiącą jej szyje, nogi i pyszczek. Nad śliczną, kształtną mordką górują uszy, których wnętrze dekorują drobniutkie piegi, a oblicze dopełniają wyraziste kości policzkowe i ogromne, połyskliwe, jasnopomarańczowe oczy o okrągłym kształcie.
Bywają osoby, których natura funkcjonuje w głębokiej niezgodzie z postawą – taka jest Chaotyczny Lot. Wewnętrznie funkcjonuje jako stworzenie emocjonalne, skłonne do gwałtownych pasji, fascynacji, pogardy, obrzydzenia i zachwytu. Na zewnątrz woli jednak pokazywać tak mało, jak to możliwe. Zawsze stara się zachowywać spokój, kalkulować każdą decyzję, ważyć każde słowo. Na spontaniczność pozwala sobie przy nielicznych bliskich kotach, albo wtedy, gdy nie potrafi powściągnąć targających nią uczuć. Wszystko to dlatego, że jest prawdziwą egocentryczką – ma swoje cele i pragnienia i potrafi z dużą determinacją dążyć do ich spełnienia.
– Spotkamy się – potwierdziła kocica, posyłając swojemu uczniowi małe skinienie głową. Uśmiechnęła się lekko. Wyglądało na to, że trafił jej się naprawdę zaangażowany, chętny do działania Terminator. Naiwny jak dwudniowa ryjówka, ale właściwie... nawet jej to pasowało.
Przynajmniej sam myślał i kombinował. Opowiadał o rangach i znanych mu zajmujących je kotach odnosząc się do tego, co poznał na własną łapkę. – Bardzo ładnie! Widzę, że już właściwie prawie wszystko wiesz – pochwaliła go spokojnie – Lśniąca Sadzawka jest Medykiem. Ma też swoich dwóch Terminatorów Medyka, którzy szkolą się od niej w leczeniu, to trochę inny proces, niż te nasze treningi. No i trzeba jeszcze wspomnieć o Zastępcy. To taki kot, który pomaga Lawendowej Gwieździe w przydzielaniu patroli, pilnowaniu porządku, opiekuje się Obozem pod jej nieobecność. I będzie po niej kolejnym Przywódcą. Aktualnie jest to Barwna Ścieżka – opowiedziała, finalizując temat. W międzyczasie zdążyli już dojść do Obozu. Wojowniczka puściła Traszkową Łapę przodem.
– Idź i pochwal się mamie. Jutro widzimy się, gdy słońce będzie w najwyższym punkcie na niebie! – miauknęła jeszcze za nim, gdy odbiegał w swoją stronę. Potem odetchnęła głęboko i poszła w stronę swojej norki. Chciała trochę odpocząć przed umówionym spotkaniem z Kwitnącą Łapą...
//Proponuję fast forward, ale nie do najbardziej aktualnej czaso, bo Chaos jeszcze nie załatali po borsuku – więc tak parę dni wstecz :D
Chaotyczny Lot trenowała z Traszkową Łapą już od dobrych czterech księżyców. Swoje braki w rozumie nadrabiał entuzjazmem, a momenty, w których ją irytował, równoważył tymi, w których był naprawdę uroczy. Niestety druga z jej Terminatorek, Kwitnąca Łapa, zaginęła. Początkowo Mistrzyni martwiła się o nią, myślała nawet, żeby pójść jej szukać – ale z czasem doszła do wniosku, że po kotce, która raz już zniknęła na całe księżyce z Klanu, można się było tego spodziewać. Szczery żal w swoim sercu starała się zagłuszać pogardliwymi myślami na jej temat. Trudno. Przynajmniej nie będzie musiała już utrzymywać przed nią sympatycznej maski. – Przejdziemy się dzisiaj po granicy – zarządziła, gdy spotkała swojego Terminatora w środku Obozu o wyznaczonej porze – I opowiem Ci o podstawowych technikach podchodzenia zwierzyny. Gotów?
Księżyce: 44 Mistrz: Chaotyczny Lot Płeć: kocur Matka: Ropusza Łapa Ojciec: Tate! (Fiołkowy Świt, nie biologiczny)
Na pierwszy rzut oka Traszka przypomina raczej kogoś, kto powinien spędzać czas w kociarni, a nie na treningu. Okrągła główka z równie okrągłymi, złotymi ślepkami, krótka szyja, przysadzista postura i zapas dziecięcego tłuszczyku nadają mu dość słodkiego wyglądu. Ponad to, mimo iż udało mu się co nieco urosnąć, wciąż pozostaje kieszonkowych rozmiarów i nie zapowiada się, aby kiedykolwiek dobił wyżej, niż do tej niższej granicy średniego wzrostu. Zaskoczeniem nie jest, że jego długie futro pozostało rude z białą plamą na bródce, jednak zaczęło naturalnie się układać, a przestało puszyć. Tygrysie pręgi są teraz niemal niewidoczne na grzbiecie, za to można je dojrzeć na głowie, szerokich łapach i wciąż ruchliwym ogonie.
Niektóre dzieci dojrzewają szybciej, inne wolniej i w tej drugiej kategorii znajduje się Aszka. Rudy urwis, mimo iż zyskał już miano Terminatora wciąż jest głośny, uwielbia biegać, wygłupiać się i bawić, a siedzenie zbyt długo w jednym miejscu, zdaje się być dla niego najgorszą karą. Co prawda widać, że horyzonty jego rozumowania z każdym dniem nieco się poszerzają, można nawet porozmawiać z nim na tematy, które wykraczają poza tarzanie w błocie i łowienie ślimaków, ale do miana filozofa czy poety jeszcze mu sporo brakuje. Poza tym pozostał wesołym, nieco zadziornym kotem, który szybciej robi i mówi, aniżeli myśli, dlatego, mimo braku wady wymowy, zdarza mu się pewnych głosek nie wymawiać, albo robić to źle.
Żabia Łapa (GK) | Popiół (KR)
Szeroki uśmiech zawitał na okrągłym pyszczku na słowa Mistrzyni. Chaotyczny Lot w głowie rudzielca już była jego psiapsią, a może mistrzapsią? Albo psiastrzynią? W każdym razie cieszyło go, że będą się spotykać częściej! Tym bardziej, że był tak chwalony! Wciąż z tym samym szczęśliwym wyrazem mordki pokiwał głową, gdy wspomniała o Medyku, jego Terminatorze i Zastępcy oraz funkcjach jakie pełnili, starając się nie zapomnieć nowopoznanych imion. Cóż, nawet jeżeli miałoby mu się to nie udać, to na pewno usłyszy je jeszcze wiele, wiele razy przez kolejne cztery księżyce. - Kurce, Opucha normalnie się pszewróci jak się dowie ile jusz wiem! – Zarechotał wesoło w odpowiedzi na propozycję opowiedzenia o dzisiejszym dniu matce. Ba! Opowie też każdemu innemu, kto będzie skory do słuchania. – To na razie Chaotyczny Locie! – Rzucił i pomachawszy jej łapką pobiegł do legowiska terminatorów.
***
Traszka dreptał w miejscu, w oczekiwaniu na pojawienie się Mistrzyni. Przez cztery, czy już niemal pięć księżyców od kiedy został Terminatorem zmieniło się wiele. Urósł, co prawda nie zabójczo wiele, ale zdecydowanie sporo jak na siebie i już niemal zupełnie przestał przypominać rudą kluskę. Wciąż był okrąglutki tu i tam, ale przede wszystkim co bardziej rzucało się w oczy, barczysty, jego łapy za to były szerokie i już widać było dokładnie, że w przyszłości będą mocno umięśnione. Powoli również stawał się bardziej rozumnym stworzeniem, chociaż tu zmiany następowały zdecydowanie wolniej niż te fizyczne. Za to co na pewno pozostało taki samym, było jego zaangażowanie i chęć do wspólnych spotkań z szylkretową Wojowniczką, które były dla niego bardziej formą towarzyskiej zabawy, aniżeli przykrym obowiązkiem.
- No hej Chaotyczny Locie! – Zawołał wesoło, kiedy pyszczek kotki pojawił się obok niego. Zabawne, że jeszcze tak niedawno zadzierał łeb podczas rozmowy, a teraz mogli patrzeć sobie prosto w oczy. – Pójdziemy też do czterech dębów? Straaaaasznie chce zobaczyć czy w dzień tesz są takie wielkie! – Zagadnął entuzjastycznie na jej propozycję, ruszając automatycznie w stronę wyjścia z Obozu. – O serio? Wiesz, kurce, ja to chyba już całkiem dobrze umiem Chaotyczny Locie! Nawet wiesz, próbowałem już sobie ćwiczyć i upolować moich kuzynów, ale ciocia Krokus nie była za bardzo zadowolona - zarechotał wesoło. - Moge ci opowiedzieć jak chcesz! – Rozmawiał o tym w końcu podczas jednej z rozmów z Lawendą. Czas nie stał w miejscu, a on był dość ciekawskim stworzeniem, które właściwie nawet jedną z granic zdążyło już przekroczyć.
Chaos to naprawdę urodziwa kotka. Filigranowa, o smukłej sylwetce umieszczonej na cienkich nogach, z biczowatym ogonem i małej główce zawieszonej na chudej szyjce. Jej gładziutkie, połyskliwe futerko wydaje się miłe w dotyku, choć w rzeczywistości jest sztywne i niemal kłujące. Miesza w sobie czerń, spontanicznie rozrzucone rude smugi, które pewien ład i symetrię zachowują jedynie na środku pyszczka, oraz biel, zdobiącą jej szyje, nogi i pyszczek. Nad śliczną, kształtną mordką górują uszy, których wnętrze dekorują drobniutkie piegi, a oblicze dopełniają wyraziste kości policzkowe i ogromne, połyskliwe, jasnopomarańczowe oczy o okrągłym kształcie.
Bywają osoby, których natura funkcjonuje w głębokiej niezgodzie z postawą – taka jest Chaotyczny Lot. Wewnętrznie funkcjonuje jako stworzenie emocjonalne, skłonne do gwałtownych pasji, fascynacji, pogardy, obrzydzenia i zachwytu. Na zewnątrz woli jednak pokazywać tak mało, jak to możliwe. Zawsze stara się zachowywać spokój, kalkulować każdą decyzję, ważyć każde słowo. Na spontaniczność pozwala sobie przy nielicznych bliskich kotach, albo wtedy, gdy nie potrafi powściągnąć targających nią uczuć. Wszystko to dlatego, że jest prawdziwą egocentryczką – ma swoje cele i pragnienia i potrafi z dużą determinacją dążyć do ich spełnienia.
– Hm... – zamyśliła się Chaos, słysząc, że jej Terminator wymyślił sobie Cztery Dęby na dzisiejszą treningową przechadzkę – Właściwie miałam nieco inny pomysł, ale możemy tak zrobić. Przetniemy Wyjące Wzgórza i pójdziemy dalej naprzód, a potem skręcimy w prawo do Dębów. Wiesz, po jakiej granicy będziemy wtedy iść? – zapytała, nie czekając i ruszając dynamicznie wedle opisanej scieżki. Z Traszkową Łapą u boku minęła kotłujące się na Wzgórzach świeżo mianowane Terminatorami kotki i ich Mistrzów, obserwujących próbne potyczki wyrozumiałym okiem.
– No, to pochwal się, co takiego wiesz już o polowaniu? – zagadnęła jeszcze, truchtając leciutkim krokiem, ciekawa, cóż jej Traszka mógł takiego umieć – Krokusowa Łąka Cię uczyła?
Pora Nowych Liści ewidentnie chciała już zakończyć kadencję swojej poprzedniczki, bowiem obdarzała ich tego dnia przyjemnym, ciepłym powietrzem i czystym niebem, udekorowanym kształtnymi obłoczkami, które gdzieś wysoko nad ich głowami musiał, niczym stado owieczek, pędzić mocny wiatr. Ich szybkie zmiany położenia i kształtu można było z łatwością obserwować z gładkich Wichrowych nizin. I choć, na szczęście, nie wiało tu tak, jak tam na górze, kocie futerka i tak z trudem chroniły właścicieli przed naglymi podmuchami. "Dobrze, że wchodzimy w las", zauważyła w duchu Chaos, mrużąc pomarańczowe oczy pod zmarszczonym czołem.
Księżyce: 44 Mistrz: Chaotyczny Lot Płeć: kocur Matka: Ropusza Łapa Ojciec: Tate! (Fiołkowy Świt, nie biologiczny)
Na pierwszy rzut oka Traszka przypomina raczej kogoś, kto powinien spędzać czas w kociarni, a nie na treningu. Okrągła główka z równie okrągłymi, złotymi ślepkami, krótka szyja, przysadzista postura i zapas dziecięcego tłuszczyku nadają mu dość słodkiego wyglądu. Ponad to, mimo iż udało mu się co nieco urosnąć, wciąż pozostaje kieszonkowych rozmiarów i nie zapowiada się, aby kiedykolwiek dobił wyżej, niż do tej niższej granicy średniego wzrostu. Zaskoczeniem nie jest, że jego długie futro pozostało rude z białą plamą na bródce, jednak zaczęło naturalnie się układać, a przestało puszyć. Tygrysie pręgi są teraz niemal niewidoczne na grzbiecie, za to można je dojrzeć na głowie, szerokich łapach i wciąż ruchliwym ogonie.
Niektóre dzieci dojrzewają szybciej, inne wolniej i w tej drugiej kategorii znajduje się Aszka. Rudy urwis, mimo iż zyskał już miano Terminatora wciąż jest głośny, uwielbia biegać, wygłupiać się i bawić, a siedzenie zbyt długo w jednym miejscu, zdaje się być dla niego najgorszą karą. Co prawda widać, że horyzonty jego rozumowania z każdym dniem nieco się poszerzają, można nawet porozmawiać z nim na tematy, które wykraczają poza tarzanie w błocie i łowienie ślimaków, ale do miana filozofa czy poety jeszcze mu sporo brakuje. Poza tym pozostał wesołym, nieco zadziornym kotem, który szybciej robi i mówi, aniżeli myśli, dlatego, mimo braku wady wymowy, zdarza mu się pewnych głosek nie wymawiać, albo robić to źle.
Żabia Łapa (GK) | Popiół (KR)
- Klawo! - Zawołał obdarzając Chaos promiennym uśmiechem, kiedy ta zgodziła się na to, żeby poszli zobaczyć Cztery Dęby. Do tej pory trzymał się raczej południowych części Klanu, w innych kierunkach nie zapuszczając się na tyle daleko, żeby dojść aż do granic, chociaż pewnie nie zauważyłby gdyby się na nich znalazł. – Em… w prawo i po granicy… to… no…- wydukał starając się przywołać z pamięci Zgromadzenie. W którą stronę odchodziły koty z przywódcami? Zmarszczył brwi, milknąc na kilka uderzeń serca, podczas których jedynie wiatr targał długie futro kocurka, a jego skoczny chód uspokoił się. – Suchaj Chaotyczny Locie, nie mam pojęcia – stwierdził w końcu.
- Nie! Lawenda mi powiedziała, żebym mógł opowiedzieć kociakom na naukach. Chaotyczny Locie, wiesz, ja będę uczył Łopiana! – Zawołał z nieukrywaną dumą w głosie i radosnymi iskierkami w złotych oczach. W końcu całe dwa ostatnie księżyce spędził na namawianiu wujostwa, aby zgodzili się oddać syna pod jego ledwie upierzone skrzydła. – No i suchaj, ogólnie to idzie tak, że trzeba iść pod wiatr, co nie? I trzeba ugiąć łapy… wiesz, jak chcesz to ci pokaże – zaproponował i nie czekając na odpowiedź zademonstrował swoje słowa, idąc teraz koło Mistrzyni z ugiętymi kończynami. – No i trzeba być bardzo cicho – jego głos przeszedł w coś co Traszka uznawał za szept, a kto inny normalny ton głosu tylko trochę bardziej szumiący. - Oddychać też trzeba cicho, a pszy królikach to najlepiej tak, kurce no, najlepiej to prawie nie oddychać, bo mają takie wielkie uszy, że mogą usłyszeć… i uważać gdzie stawia się łapy trzeba i potem jeszcze na ogon uważać. No i wiesz, Chaotyczny Locie, jak się poluje na mysz, to trzeba jeszcze brzuch wciągnąć, żeby nie szurał po ziemi, bo mysz to cię może łatwo wyczuć, a ptak, no bo on może łatwo zobaczyć, to trzeba się przed nim chować, albo zastygać w miejscu!
Chaos to naprawdę urodziwa kotka. Filigranowa, o smukłej sylwetce umieszczonej na cienkich nogach, z biczowatym ogonem i małej główce zawieszonej na chudej szyjce. Jej gładziutkie, połyskliwe futerko wydaje się miłe w dotyku, choć w rzeczywistości jest sztywne i niemal kłujące. Miesza w sobie czerń, spontanicznie rozrzucone rude smugi, które pewien ład i symetrię zachowują jedynie na środku pyszczka, oraz biel, zdobiącą jej szyje, nogi i pyszczek. Nad śliczną, kształtną mordką górują uszy, których wnętrze dekorują drobniutkie piegi, a oblicze dopełniają wyraziste kości policzkowe i ogromne, połyskliwe, jasnopomarańczowe oczy o okrągłym kształcie.
Bywają osoby, których natura funkcjonuje w głębokiej niezgodzie z postawą – taka jest Chaotyczny Lot. Wewnętrznie funkcjonuje jako stworzenie emocjonalne, skłonne do gwałtownych pasji, fascynacji, pogardy, obrzydzenia i zachwytu. Na zewnątrz woli jednak pokazywać tak mało, jak to możliwe. Zawsze stara się zachowywać spokój, kalkulować każdą decyzję, ważyć każde słowo. Na spontaniczność pozwala sobie przy nielicznych bliskich kotach, albo wtedy, gdy nie potrafi powściągnąć targających nią uczuć. Wszystko to dlatego, że jest prawdziwą egocentryczką – ma swoje cele i pragnienia i potrafi z dużą determinacją dążyć do ich spełnienia.
– Wzdłuż Klanu Cienia – odpowiedziała cierpliwie, gdy Traszkowa Łapa bez krępacji oznajmił jej swoje braki w wiedzy – Przywódcą jest tam Polna Gwiazda, zastępuje go Wirujące Pióro, a Medyk ma na imię Ciernisty Kwiat... Spróbuj zapamiętać – każde imię wymówiła powoli i wyraźnie, robiąc małe pauzy pomiędzy. Na wieść o tym, że jej podopieczny ma mieć swojego własnego, spojrzała na niego ze zdumieniem w oczach.
– A czego Ty go zamierzasz nauczyć? – spytała, bardziej z autentycznym zdziwieniem niż z kpiną – I kto się na to zgodził?
Sama jako Terminatorka miewała pod swoją opieką jakieś kocięta, ale... Aszka był inny. Sama czasem zastanawiała się, czy nie powinien słuchać wykładów w Kociarni zamiast zwiedzać z nią tereny Klanu, ale że całkiem te ich przechadzki lubiła, to z nikim się tymi wątpliwościami nie dzieliła. Jej sceptycyzm nieco zmalał, gdy usłyszała całkiem szczegółowe instrukcje poprawnego podchodzenia zwierzyny, płynące z uśmiechniętego, ryżego pyszczka. Postawa, którą Terminator przyjął, choć wymagała pewnych korekt, też nie była najgorsza.
– Jestem pod wrażeniem! – przyznała się, a w jej głosie pobrzmiało uznanie – Bardzo ładnie! Spróbuj tylko mocniej ugiąć łapy i nie zapominaj o ogonie – delikatnie położyła łapę na rudej kitce – Niektóre zwierzątka mają też czuły węch. Przy ptakach raczej nie musisz się tym przejmować, ale w przypadku gryzoni, szczególnie na przykład kretów, musisz pamętać, żeby starać się podchodzić je pod wiatr – czyli jeśli będzie wiało, to ma wiać z ich strony w Twoją, a nie odwrotnie – wyjaśniła spokojnie – Skoro tak to wygląda, to może chciałbyś spróbować samodzielnego polowania? Już widać Cztery Dęby. Podejdziemy bliżej, wejdę na jakąś gałąź i poobserwuję Cię z góry, a Ty poszukasz w okolicy jakiejś zwierzyny, dobra?
Księżyce: 44 Mistrz: Chaotyczny Lot Płeć: kocur Matka: Ropusza Łapa Ojciec: Tate! (Fiołkowy Świt, nie biologiczny)
Na pierwszy rzut oka Traszka przypomina raczej kogoś, kto powinien spędzać czas w kociarni, a nie na treningu. Okrągła główka z równie okrągłymi, złotymi ślepkami, krótka szyja, przysadzista postura i zapas dziecięcego tłuszczyku nadają mu dość słodkiego wyglądu. Ponad to, mimo iż udało mu się co nieco urosnąć, wciąż pozostaje kieszonkowych rozmiarów i nie zapowiada się, aby kiedykolwiek dobił wyżej, niż do tej niższej granicy średniego wzrostu. Zaskoczeniem nie jest, że jego długie futro pozostało rude z białą plamą na bródce, jednak zaczęło naturalnie się układać, a przestało puszyć. Tygrysie pręgi są teraz niemal niewidoczne na grzbiecie, za to można je dojrzeć na głowie, szerokich łapach i wciąż ruchliwym ogonie.
Niektóre dzieci dojrzewają szybciej, inne wolniej i w tej drugiej kategorii znajduje się Aszka. Rudy urwis, mimo iż zyskał już miano Terminatora wciąż jest głośny, uwielbia biegać, wygłupiać się i bawić, a siedzenie zbyt długo w jednym miejscu, zdaje się być dla niego najgorszą karą. Co prawda widać, że horyzonty jego rozumowania z każdym dniem nieco się poszerzają, można nawet porozmawiać z nim na tematy, które wykraczają poza tarzanie w błocie i łowienie ślimaków, ale do miana filozofa czy poety jeszcze mu sporo brakuje. Poza tym pozostał wesołym, nieco zadziornym kotem, który szybciej robi i mówi, aniżeli myśli, dlatego, mimo braku wady wymowy, zdarza mu się pewnych głosek nie wymawiać, albo robić to źle.
Żabia Łapa (GK) | Popiół (KR)
- Ah, Cienia, no kurce, no tak – pokiwał potakująco główką, przyswajając sobie imiona zastępcy i medyka. Nie bardzo wiedział jak rozmieszczone są inne klany, ale skoro cztery dęby graniczyły z wszystkimi, a Cień i Rzeka z Wichrem, to Grom musiał być klanem, który ominęli z Ropuchą w drodze z osiedla. – Wiesz Chaotyczny Locie, mam kilku kumpli w Cieniu… chyba lubię ten klan najbardziej, bo w sumie z innych to jeszcze nikogo nie znam – zaśmiał się wesoło. – A ty Chaotyczny Locie? Masz jakichś kumpli w innych klanach? – Zagadnął ciekawie. W sumie nigdy jeszcze o tym nie rozmawiali, nie był pewny czy jego mistrzyni chętnie nawiązywała przyjaźnie poza klanami… właściwie nie był nawet pewny czy chętnie je nawiązywała w Wichrze, chociaż w wyobraźni Aszki każdy ją lubił.
- No… wszystkiego! – Oznajmił z wesołym uśmiechem na jej pytanie, rozglądając się po okolicy. Mijali w końcu tereny, których jeszcze nie widział. – Ciocia Krokus i Wujek Zielony, ale no normalnie Chaotyczny Locie, to wcale nie było takie proste! No suchaj, myślę że ciocia to chyba już od razu by się zgodziła, ale wujek pytał ciągle co wiem i musiałem mu całą historie powstania klanów opowiedzieć no i pytał mnie różne rzeczy – odparł bardziej szczegółowo, niż zapewne szyklretka chciała usłyszeć. Na szczęście wujostwo nie było tak poważnie nastawione do kocięcych nauk i bardziej zgodzili się na to, aby podtrzymać motywację kocurka, aniżeli w nadziei, że ich dziecię się czegoś szczególnego nauczy.
Na pochwałę, która padła z jej pyska, na jego własnym pojawił się szeroki uśmiech, a złote ślepka błysnęły z zadowolenia. Cóż, pewnie jak każdy, lubił być chwalony, a Chaotyczny Lot była taka poważna, że jej chwalenie miało zdecydowanie silniejszy wydźwięk niż te od cioć, albo od Cegły. – Dobra Chaotyczny Locie – skinął łbem na dalsze wskazówki, starając się zachować pozycję łowiecką. Oj, na dłuższą metę potrafiło to być bardzo męczące! – Klawo… Oj, Chaotyczny Locie, wiesz, z tej perspektywy to są wciąż malutkie – stwierdził żartobliwie, bo w końcu chciał zobaczyć czy w dzień też były to wysokie drzewa, a z daleka ciężko było to osądzić.
Chaos to naprawdę urodziwa kotka. Filigranowa, o smukłej sylwetce umieszczonej na cienkich nogach, z biczowatym ogonem i małej główce zawieszonej na chudej szyjce. Jej gładziutkie, połyskliwe futerko wydaje się miłe w dotyku, choć w rzeczywistości jest sztywne i niemal kłujące. Miesza w sobie czerń, spontanicznie rozrzucone rude smugi, które pewien ład i symetrię zachowują jedynie na środku pyszczka, oraz biel, zdobiącą jej szyje, nogi i pyszczek. Nad śliczną, kształtną mordką górują uszy, których wnętrze dekorują drobniutkie piegi, a oblicze dopełniają wyraziste kości policzkowe i ogromne, połyskliwe, jasnopomarańczowe oczy o okrągłym kształcie.
Bywają osoby, których natura funkcjonuje w głębokiej niezgodzie z postawą – taka jest Chaotyczny Lot. Wewnętrznie funkcjonuje jako stworzenie emocjonalne, skłonne do gwałtownych pasji, fascynacji, pogardy, obrzydzenia i zachwytu. Na zewnątrz woli jednak pokazywać tak mało, jak to możliwe. Zawsze stara się zachowywać spokój, kalkulować każdą decyzję, ważyć każde słowo. Na spontaniczność pozwala sobie przy nielicznych bliskich kotach, albo wtedy, gdy nie potrafi powściągnąć targających nią uczuć. Wszystko to dlatego, że jest prawdziwą egocentryczką – ma swoje cele i pragnienia i potrafi z dużą determinacją dążyć do ich spełnienia.
– To miło, że masz kumpli – skomentowała uprzejmym tonem, choć bardziej wyczulone ucho mogłoby wyczuć w jej głosie coś, co można by nazwać... brakiem emocjonalnego zaangażowania – Ja mam paru znajomych w Klanie Rzeki. Z Czterech Drzew pokażę Ci też ich teren i Klanu Gromu – wyznała dość powściągliwie, choć na myśl o Goryczce poczuła, jak łaskoczą ją poduszki łapek. Dawno się z nią nie widziała. Ciekawe, co tam u niej...?
Gdy usłyszała relację z awansu jej roztrzepanego Terminatora na prawdziwego kociarnianego nauczyciela, skinęła łagodnie łebkiem. Skoro Krokusowa Łąka i Zielona Stopa w jakimś stopniu kontrolowali poczynania Aszki, to chyba nie miała się o co martwić. A jeśli taka nowa odpowiedzialność mogła zmobilizować go do pilniejszego przyswajania wiedzy, którą przecież musiał przekazywać dalej – to tym lepiej. Odnotowała w głowie, żeby zapytać rodziców Łopiana o to, jak oceniają postępy ich kocięcia pod okiem żywiołowego rudzielca, ale nie zamierzała się dłużej nad tym tematem pastwić...
– Poczekaj do Pory Zielonych Liści... – odpowiedziała miękko, patrząc na faktycznie niezbyt imponujące sylwetki Czterech Dębów, do których pomału się zbliżali. Ich widok zawsze wzbudzał w niej pewną czułość. Lubiła to miejsce. Miała wrażenie, że najwyższe gałęzie tych drzew niemal dotykały Srebrnej Skórki i stojąc u ich korzeni czuła więź z Gwiezdnym Klanem mocniej, niż gdziekolwiek na terenach Klanu Wichru. Kiedyś śniło jej się, że wspięła się na sam szczyt i odkryła, że w jej żyłach płynie gwiezdny pył, że cała zrobiona jest z gwiazd...
Poza tym, to tu spotykała się z tymi „znajomymi”, o których wcześniej wspomniała.
– ...wtedy zrobią się naprawdę ogromne – zakończyła, uśmiechając się, a gdy po kilku chwilach spaceru i pogawędki dotarli na miejsce, zatrzymała się i zwróciła do swojego Terminatora – I co, mniejsze, czy większe, niż w nocy?
Księżyce: 44 Mistrz: Chaotyczny Lot Płeć: kocur Matka: Ropusza Łapa Ojciec: Tate! (Fiołkowy Świt, nie biologiczny)
Na pierwszy rzut oka Traszka przypomina raczej kogoś, kto powinien spędzać czas w kociarni, a nie na treningu. Okrągła główka z równie okrągłymi, złotymi ślepkami, krótka szyja, przysadzista postura i zapas dziecięcego tłuszczyku nadają mu dość słodkiego wyglądu. Ponad to, mimo iż udało mu się co nieco urosnąć, wciąż pozostaje kieszonkowych rozmiarów i nie zapowiada się, aby kiedykolwiek dobił wyżej, niż do tej niższej granicy średniego wzrostu. Zaskoczeniem nie jest, że jego długie futro pozostało rude z białą plamą na bródce, jednak zaczęło naturalnie się układać, a przestało puszyć. Tygrysie pręgi są teraz niemal niewidoczne na grzbiecie, za to można je dojrzeć na głowie, szerokich łapach i wciąż ruchliwym ogonie.
Niektóre dzieci dojrzewają szybciej, inne wolniej i w tej drugiej kategorii znajduje się Aszka. Rudy urwis, mimo iż zyskał już miano Terminatora wciąż jest głośny, uwielbia biegać, wygłupiać się i bawić, a siedzenie zbyt długo w jednym miejscu, zdaje się być dla niego najgorszą karą. Co prawda widać, że horyzonty jego rozumowania z każdym dniem nieco się poszerzają, można nawet porozmawiać z nim na tematy, które wykraczają poza tarzanie w błocie i łowienie ślimaków, ale do miana filozofa czy poety jeszcze mu sporo brakuje. Poza tym pozostał wesołym, nieco zadziornym kotem, który szybciej robi i mówi, aniżeli myśli, dlatego, mimo braku wady wymowy, zdarza mu się pewnych głosek nie wymawiać, albo robić to źle.
Żabia Łapa (GK) | Popiół (KR)
- O! Chaotyczny Locie, a może znasz taką dużą, pomarańczową i puchatą z Rzeki, co? Taka ładna, trochę wiesz, trochę to podobna do mnie. No i może ty wiesz jak się nazywa, albo może ona jest twoją kumpelą, co? – Zagadnął wpatrując się w szylkretkę szeroko otwartymi ślepiami i nawet podskoczył z ekscytacji, słysząc o tym, że jej znajomi należą do tego Klanu. Był pewny, że koteczka, z którą sobie tak wesoło machali na Zgromadzeniu, ale nie zdążyli pogadać musiała być członkiem Rzeki, bo poszła z tą kanciastą, starą kotką, która była Czerwoną Gwiazdą. Gdyby tylko wiedział jak się nazywa, na pewno mógłby no… zawołać ją, czy coś? Gdyby głośno krzyknął była szansa, że go usłyszy! Albo powiedziałby patrolowi, że chciałby z nią pogadać, to też była myśl, w każdym razie, Traszka miał wrażenie, że gdyby się spotkali to mogliby zostać dobrymi znajomymi.
– No, dobra, dobra – odparł na oświadczenie, że będą poznawali Tereny Gromu i Cienia, przenosząc ponownie wzrok na cztery dęby. Teraz, będąc już zupełnie blisko mógł oszacować ich prawdziwą wielkość. Wysokie gałęzie nie tonęły teraz w mroku, a wręcz kontrastowały na tle jasnego nieba i zdawały się drapać chmury po ich szarych brzuchach przy każdym powiewie wiatru. Były większe nawet niż biało-różowy dom, większe niż wszystkie siedliska dwunogów które znał! Rude ucho drgnęło, kiedy usłyszał, że w Porze Zielonych Liści będą jeszcze większe i uśmiechnął się lekko. Jak świat wyglądał z góry? Na pewno kiedyś to sprawdzi! – Większe! Oj, duszo dużo większe!
Chaos to naprawdę urodziwa kotka. Filigranowa, o smukłej sylwetce umieszczonej na cienkich nogach, z biczowatym ogonem i małej główce zawieszonej na chudej szyjce. Jej gładziutkie, połyskliwe futerko wydaje się miłe w dotyku, choć w rzeczywistości jest sztywne i niemal kłujące. Miesza w sobie czerń, spontanicznie rozrzucone rude smugi, które pewien ład i symetrię zachowują jedynie na środku pyszczka, oraz biel, zdobiącą jej szyje, nogi i pyszczek. Nad śliczną, kształtną mordką górują uszy, których wnętrze dekorują drobniutkie piegi, a oblicze dopełniają wyraziste kości policzkowe i ogromne, połyskliwe, jasnopomarańczowe oczy o okrągłym kształcie.
Bywają osoby, których natura funkcjonuje w głębokiej niezgodzie z postawą – taka jest Chaotyczny Lot. Wewnętrznie funkcjonuje jako stworzenie emocjonalne, skłonne do gwałtownych pasji, fascynacji, pogardy, obrzydzenia i zachwytu. Na zewnątrz woli jednak pokazywać tak mało, jak to możliwe. Zawsze stara się zachowywać spokój, kalkulować każdą decyzję, ważyć każde słowo. Na spontaniczność pozwala sobie przy nielicznych bliskich kotach, albo wtedy, gdy nie potrafi powściągnąć targających nią uczuć. Wszystko to dlatego, że jest prawdziwą egocentryczką – ma swoje cele i pragnienia i potrafi z dużą determinacją dążyć do ich spełnienia.
Kilkoro kotów z Klanu Rzeki Chaos miała okazję poznać, ale nikt nie był duży, pomarańczowy i puchaty. Gdyby Lawendowa Gwiazdka zabrała ją na Zgromadzenie zamiast jakiejś reprezentacji z Terminatorów, miałaby pewnie teraz dużo więcej do powiedzenia, niż krótkie, ucinające temat i trochę kwaśne: – Nie, nie znam.
Obiecała sobie w tej chwili dwie rzeczy: pierwszą, że pozna tę tajemniczą znajomą Traszkowej Łapy, a drugą, że na następne Zgromadzenie pójdzie, choćby nawet musiała pójść do Przywódczyni osobiście i tego zażądać.
Gdy już wymienili się komentarzami na temat rozmiarów Czterech Dębów, spojrzała na Aszkę z błyskiem w oku.
– Dobra, dość gadania o drzewach – zarządziła i ostro trzepnęła powietrze ogonem – Idź zapolować. Będę patrzeć z góry. Uważaj, żeby nie wleźć w granicę. Gdyby coś się działo - krzycz – ogon strzelił raz jeszcze, w przeciwną stronę, niczym symboliczy pejcz, którym poganiała swojego młodego Terminatora jak źrebaka. Odprawiwszy go, odwróciła się, zamachała zadkiem i wskoczyła tak wysoko na pień drzewa, jak mogła. Uczepiła się go pazurami, po czym z sapnięciem zaczęła wspinać się ku górze, aby ostatecznie przycupnąć jak drapieżny ptak na bezpiecznej gałęzi, z której miała dobry widok na swojego podopiecznego.
Księżyce: 44 Mistrz: Chaotyczny Lot Płeć: kocur Matka: Ropusza Łapa Ojciec: Tate! (Fiołkowy Świt, nie biologiczny)
Na pierwszy rzut oka Traszka przypomina raczej kogoś, kto powinien spędzać czas w kociarni, a nie na treningu. Okrągła główka z równie okrągłymi, złotymi ślepkami, krótka szyja, przysadzista postura i zapas dziecięcego tłuszczyku nadają mu dość słodkiego wyglądu. Ponad to, mimo iż udało mu się co nieco urosnąć, wciąż pozostaje kieszonkowych rozmiarów i nie zapowiada się, aby kiedykolwiek dobił wyżej, niż do tej niższej granicy średniego wzrostu. Zaskoczeniem nie jest, że jego długie futro pozostało rude z białą plamą na bródce, jednak zaczęło naturalnie się układać, a przestało puszyć. Tygrysie pręgi są teraz niemal niewidoczne na grzbiecie, za to można je dojrzeć na głowie, szerokich łapach i wciąż ruchliwym ogonie.
Niektóre dzieci dojrzewają szybciej, inne wolniej i w tej drugiej kategorii znajduje się Aszka. Rudy urwis, mimo iż zyskał już miano Terminatora wciąż jest głośny, uwielbia biegać, wygłupiać się i bawić, a siedzenie zbyt długo w jednym miejscu, zdaje się być dla niego najgorszą karą. Co prawda widać, że horyzonty jego rozumowania z każdym dniem nieco się poszerzają, można nawet porozmawiać z nim na tematy, które wykraczają poza tarzanie w błocie i łowienie ślimaków, ale do miana filozofa czy poety jeszcze mu sporo brakuje. Poza tym pozostał wesołym, nieco zadziornym kotem, który szybciej robi i mówi, aniżeli myśli, dlatego, mimo braku wady wymowy, zdarza mu się pewnych głosek nie wymawiać, albo robić to źle.
Żabia Łapa (GK) | Popiół (KR)
- Szkoda – westchnął, w odpowiedzi na słowa Chaos, ale lekki uśmieszek nie opuścił jego pyszczka. W końcu nie przekreślało to szans na spotkanie tej potencjalnej, nowej kumpeli, a jedynie nie czyniło tego przedsięwzięcia łatwiejszym niż było jeszcze uderzenie serca temu.
Gdy szylkretka zarządziła zakończenie ich i tak, raczej krótkiej pogawędki, spojrzał na nią, a następnie na tereny okalające cztery dęby. Gdyby nie mieszanina zapachów, tak mocnych i wyraźnych w miejscu gdzie wszystkie cztery klany znaczyły swoje terytorium, nie byłby w stanie określić, że właśnie znajdują się na granicy. Poczuł deja-vu do spotkania na zgromadzeniu, kiedy mógł przyjrzeć się kotom, żyjącym w innych z tych czterech grup. Nie różnili się od siebie, a jednak z jakiegoś, jeszcze nie do końca mu zrozumiałego powodu, żyli osobno.
Zmarszczył nos, na kolejne słowa Mistrzyni i wyszczerzył się w jej stronę. - W krzyczeniu jestem dobry – upewnił ją, sam machając przy tym ogonem i odprowadził ją wzrokiem na gałęzie drzewa, na które na pewno sam się wdrapie, zaraz po tym, jak ogarnia swoją małą misję. Tymczasem jednak ruszył w głąb wichrowych terenów, starając się przełożyć w czyn zasady, które przed chwilą sam wyłuszczył. Dłuższą chwilę badał z której strony wieje wiatr, by ten nie mógł ponieść jego woni. Ugiął nieco łapy, starając się aby raczej ciężka sylwetka nie narobiła huku i niuchając różowym noskiem, w poszukiwaniu jakiejś apetycznej woni i rozglądał się po terenach, czasami spoglądając na podłożę, aby nie przydeptać jakiejś gałązki.
Chaos to naprawdę urodziwa kotka. Filigranowa, o smukłej sylwetce umieszczonej na cienkich nogach, z biczowatym ogonem i małej główce zawieszonej na chudej szyjce. Jej gładziutkie, połyskliwe futerko wydaje się miłe w dotyku, choć w rzeczywistości jest sztywne i niemal kłujące. Miesza w sobie czerń, spontanicznie rozrzucone rude smugi, które pewien ład i symetrię zachowują jedynie na środku pyszczka, oraz biel, zdobiącą jej szyje, nogi i pyszczek. Nad śliczną, kształtną mordką górują uszy, których wnętrze dekorują drobniutkie piegi, a oblicze dopełniają wyraziste kości policzkowe i ogromne, połyskliwe, jasnopomarańczowe oczy o okrągłym kształcie.
Bywają osoby, których natura funkcjonuje w głębokiej niezgodzie z postawą – taka jest Chaotyczny Lot. Wewnętrznie funkcjonuje jako stworzenie emocjonalne, skłonne do gwałtownych pasji, fascynacji, pogardy, obrzydzenia i zachwytu. Na zewnątrz woli jednak pokazywać tak mało, jak to możliwe. Zawsze stara się zachowywać spokój, kalkulować każdą decyzję, ważyć każde słowo. Na spontaniczność pozwala sobie przy nielicznych bliskich kotach, albo wtedy, gdy nie potrafi powściągnąć targających nią uczuć. Wszystko to dlatego, że jest prawdziwą egocentryczką – ma swoje cele i pragnienia i potrafi z dużą determinacją dążyć do ich spełnienia.
Gdy Chaos i Traszka rozeszli się, uwaga tej pierwszej trochę się... rozpłynęła. Gdy był obok, absorbował ją w stu procentach. Teraz, gdy pozostało jej tylko obserwować go z wysokości, jej myśli zaczęły trochę błądzić. Myślała o Zgromadzeniu, które odbyło się tu zeszłej nocy. Czuła intensywne, napastliwe wręcz zapachy kotów z innych Klanów. Czy była tu Szara Łapa? Pożar? Gorycz? Czy zauważyli jej brak? Zastanawiali się nad nim?
Jak wypadła Lawendowa Gwiazdka – a zarazem Klan Wichru?
Nie straciła jednak Traszkowej Łapy z oczu. I dobrze – bo kilka lisich długości na lewo od niego zauważyła małego kosa. Ptak, jak to mieli w zwyczaju przedstawiciele jego gatunku, zapamiętale przerzucał suche listki, szukając pod nimi pokarmu. Przez te ich hałaśliwe, bałaganiarskie zapędy, było dość łatwo je zauważyć – toteż odgłos przykuł również uwagę Terminatora. Czy będzie potrafił pohamować ekscytację na tyle, aby zakradając się do zdobyczy, nie popełnić żadnego krytycznego błędu?
Księżyce: 44 Mistrz: Chaotyczny Lot Płeć: kocur Matka: Ropusza Łapa Ojciec: Tate! (Fiołkowy Świt, nie biologiczny)
Na pierwszy rzut oka Traszka przypomina raczej kogoś, kto powinien spędzać czas w kociarni, a nie na treningu. Okrągła główka z równie okrągłymi, złotymi ślepkami, krótka szyja, przysadzista postura i zapas dziecięcego tłuszczyku nadają mu dość słodkiego wyglądu. Ponad to, mimo iż udało mu się co nieco urosnąć, wciąż pozostaje kieszonkowych rozmiarów i nie zapowiada się, aby kiedykolwiek dobił wyżej, niż do tej niższej granicy średniego wzrostu. Zaskoczeniem nie jest, że jego długie futro pozostało rude z białą plamą na bródce, jednak zaczęło naturalnie się układać, a przestało puszyć. Tygrysie pręgi są teraz niemal niewidoczne na grzbiecie, za to można je dojrzeć na głowie, szerokich łapach i wciąż ruchliwym ogonie.
Niektóre dzieci dojrzewają szybciej, inne wolniej i w tej drugiej kategorii znajduje się Aszka. Rudy urwis, mimo iż zyskał już miano Terminatora wciąż jest głośny, uwielbia biegać, wygłupiać się i bawić, a siedzenie zbyt długo w jednym miejscu, zdaje się być dla niego najgorszą karą. Co prawda widać, że horyzonty jego rozumowania z każdym dniem nieco się poszerzają, można nawet porozmawiać z nim na tematy, które wykraczają poza tarzanie w błocie i łowienie ślimaków, ale do miana filozofa czy poety jeszcze mu sporo brakuje. Poza tym pozostał wesołym, nieco zadziornym kotem, który szybciej robi i mówi, aniżeli myśli, dlatego, mimo braku wady wymowy, zdarza mu się pewnych głosek nie wymawiać, albo robić to źle.
Żabia Łapa (GK) | Popiół (KR)
Traszka nie musiał wędrować daleko, ani nawet długo, gdy do jego uszu dobiegł odgłos jakby szurania i szeleszczenia. Zgiął łapy i przypilnował sam siebie, aby jego ruchliwy ogonek nie drgnął, by następnie zmarszczyć w skupieniu brewki i zacząć rozglądać się po okolicy. Musiał zlokalizować źródło tych szmerów, jednocześnie przejęty tym, żeby nie zostać usłyszanym, sam prawie nie oddychał. W końcu ta hipotetyczna zwierzyna mogłaby zniknąć zanim w ogóle ją zobaczy, gdyby mu się za głośno sapnęło, prawda? Przekręcił łeb w prawo, ale nie dostrzegł niczego, za to do dobrze mu już znanych odgłosów dołączyły jeszcze jakieś... takie brzmiące jak czyjś głos, ale zniekształcony przez odległość i szum wiatru, prawie nie dosłyszalne.
Uniósł nieco łeb i począł wędrować wzrokiem w stronę czterech dębów. Czy to Chaotyczny Lot coś mówiła? Jednak Mistrzyni siedziała tak jak ją zostawił na jednej z wyższych gałęzi, wyglądając z oddali jak pstrokaty jesienny listek. Może ktoś jeszcze wybrał się na przechadzkę w to miejsce? I kiedy już, już miał wrócić do prób odnalezienia ptaszka, złote ślepka dostrzegły dwie oddalone sylwetki na terenach Klanu Rzeki. Jedna ruda i puchata, a druga biała i nieco mniejsza. Zamrugał z niedowierzaniem zamierając na dłuższą chwilę.
- CHAOTYCZNY LOCIE!!! - Zagrzmiał nagle, zrywając się pędząc na powrót w kierunku dębów, zaczynając wdrapywać się dość wprawnie (bo potknął, czy też poślizgnął się jedynie kilka razy, ale nie spadł) po ich korze, aby w końcu znaleźć się koło szylkretki. - Chaotyczny Locie, popatrz to ona! To ta puchata z Rzeki, co ci mówiłem! - Z uśmiechem tak szerokim, jakby chciał wybić sobie kącikami ust oczy zaczął pokazywać Mistrzyni łapką w stronę Klanu Rzeki. - HOOOP, HOOOOP! - Pomachał kończyną jak dziki. - Kurce, a to chyba jej miszczu jest normalnie! Może oni też teraz trenują? Wiesz, Chaotyczny Locie on chyba tesz był na zgromadzeniu! - Stwierdził dodając błyskotliwie dwa do dwóch, chociaż wcale nie musiało tak być, prawda? Był pewny, że widział białego kocura koło niej wtedy w nocy przy czterech dębach, ale równie dobrze mogliby być parą przyjaciół, co i tak nie umniejszyłoby jego radości z tego zbiegu okoliczności.