Mistrz: Motyli Lot
Płeć: kotka
Matka: Żmijowy Ogon [*]
Ojciec: Motyli Lot [?] (Łabędź/Zachodząca Łapa[*])
Partner: -
Trwałe urazy: podłużna blizna na boku i szyi oraz przycięte, nadszarpane lewe ucho
Mistrz: Motyli Lot
Płeć: kotka
Matka: Żmijowy Ogon [*]
Ojciec: Motyli Lot [?] (Łabędź/Zachodząca Łapa[*])
Partner: -
Trwałe urazy: podłużna blizna na boku i szyi oraz przycięte, nadszarpane lewe ucho
Brązowooka kocica o trochę wyższym niż średnim wzroście, czarno-rudym futrze z tygrysimi pręgami przecinającymi te drugie, z podłużną blizną na boku i szyi oraz przyciętym i nadszarpanym lewym uchem.
Kocica jest przez większość czasu dość spokojna, opanowana, czasami zdarzało się jej podejmować impulsywne decyzje, ale zwykle ma dobrze przemyślany plan w głowie. Czego jednak nie można o niej powiedzieć, to to, że jest najwięszą optymistką. Czasem tak, pewnie, ale w ostatnim czasie tylko się zamartwiała złymi wersjami wydarzeń, jakie mogłyby się wydarzyć, gdyby chciała wrócić do Klanu po tak długiej nieobecności. Może powiedzieć, że została porwana, ale czy ktokolwiek jej w to uwierzy, czy może uzna to za wymówkę? Mimo że tak nie jest, często zwala na siebie winę, wtedy gdy jej rodzina powoli znikała, a teraz gdy została porwana przez Dwunogów. Jest jednakże dość cierpliwa, czeka na najlepszy moment zamiast biec na oślep, woli być czegoś pewna niż potem popełnić błąd. Ma swoje przekonania i jeśli ktoś ją o coś osądza, to będzie się bronić kłami i pazurami, by tylko pokazać, że mówi prawdę. Co tak na prawdę niezbyt się sprawdza...
Wydmowy Wiatr [KR], Aura [Nś]
To było zdecydowanie niespodziewane zdarzenie. Szylkretka szukała otwarcie ciotki, ale myślała, że znajdzie ją może ranną lub niezdolną do powrotu do Klanu, który w końcu tak bardzo potrzebował medyka. Nie jednego. A przecież Ciernisty Kwiat nie zdołała chyba wytrenować kolejnego medyka dla Klanu Cienia? Czy biała kocica zostawiła swoją rodzinę bez opieki? A może... był jakiś inny powód? Cóż, nie mogła się teraz nad tym zastanawiać, bo widocznie koty były w podróży, na dodatek w znacznym pośpiechu. Nie chciała ich spowalniać.
– ...a więc jesteście z Klanu Cienia. I szukacie... kogoś konkretnie? Czy raczej sami nie wiecie? – nie rozumiała dużo. Wiedzieli, że ktoś się zagubił, konkretniej, został oślepiony, jednakże nic nie wskazywało na to, że wiedzą kogo szukają. Czy była to jakaś przepowiednia? Może to dlatego Ciernisty Kwiat nie była w Klanie, może próbowała znaleźć tego zagubionego kota. Zdziwiła się jednak, że jej towarzysze również są z Klanu Cienia. Była daleko od domu tak długo, ale była przekonana, że nie zapomniała zapachu Klanu Cienia. Zwłaszcza, że kotka nosiła obrożę, co wskazywało jednak, że mieszkała na Osiedlu. Tamten kocur za to pachniał samotnikiem. Ciekawe. – Postaram się pomóc. Spieszmy się, skoro ten cienisty jest oślepiony... albo i ślepy... to będzie potrzebować pomocy. Nie będę was spowalniać. – odpowiedziała tylko, idąc za grupą. Szła trochę za ciotką, będąc serio ciekawa tym, co się stało. Ale będą mieć jeszcze czas na pogaduszki. Ktoś potrzebuje pomocy... więc trzeba ją dostarczyć.
boję się tej melodii że przyniesie cię znowu kiedy już pamięć zapomni to co we mnie jest tobą
boję się tej melodii że zmąci tą ciszę która mi kiedyś pozwoli xxxxxxxxxxxxxxxxxxnareszcie xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxnie słyszeć
Księżyce: 111
Mistrz: Bobrzy Kieł
Płeć: kotka
Matka: Jaskółczy Głos
Ojciec: Iglasty Grzbiet
Trwałe urazy: ślady pazurów na prawym barku; obroża z dzwonkiem
Poniżej przeciętnego wzrostu i o zaokrąglonej budowie; ciemnobura, tygrysio pręgowana, z bielą ciągnącą się od pyska przez przednie łapy, brzuch, tylne łapy aż do bioder i zaznaczającą końcówkę ogona. Beżowa plama pokrywająca mordkę, pomarańczowe oczy, opadnięte powieki; futro krótkie, gładkie i zadbane, wąsy opadające lekko w dół.
Nie różni się zbytnio od młodszej siebie; Gronostaj to w dalszym ciągu kotka uprzejma, a także nieco naiwna. Szybko wyrabia sobie opinię o innych kotach i z trudnością przychodzi jej spojrzenie na nich w innym świetle. Mimo łagodnego usposobienia nie jest tak cierpliwa, na jaką się wydaje, i zaskakująco łatwo zaleźć jej za skórę; zazwyczaj jest jednak zbyt pasywna, by otwarcie się komuś postawić i zbyt niepewna, by mówić o swoich uczuciach wprost, nie licząc rzadkich momentów odwagi. Nie radzi sobie ze stresem, który szybko ją przytłacza; z reguły unika konfliktów, a także często zwleka z wykonywaniem swoich obowiązków, szczególnie, jeżeli sprawiają jej trudność.
Widok dwunogów nie zrobił na niej wielkiego wrażenia. Żyła na osiedlu wystarczająco długo, by poznać ich dziwaczne zwyczaje i w razie potrzeby skutecznie ich unikać. Nie mogła mieć pewności, czy to samo dało się powiedzieć o pozostałej trójce - niestety nadal trójce, jako że krewna Cierń nie zostawiła ich w spokoju, tak jak oczekiwała tego Gronostaj. Wojowniczka z frustracją odchyliła uszy, gdy szylkretka zaczęła trajkotać i rzuciła jej wymowne spojrzenie, gdy nakazała im się spieszyć. Najpierw weszła im w paradę, a teraz wydaje rozkazy? Za kogo ona się uważa?
Bura nabrała powietrza i wypuściła je powoli, rezygnując z ostentacyjnego westchnięcia. Ważkowa Sadzawka chciała im tylko pomóc. Nie było sensu się na niej wyżywać.
- Szukamy ślepego, młodego kota z Klanu Cienia, który jest gdzieś w okolicy Rzędu Drzew. To chyba wystarczy? - odpowiedziała, jak gdyby sama jeszcze niedawno nie miała dokładnie takich samych wątpliwości. Mimo to ton jej głosu wydawał się łagodniejszy, niż poprzednio.
Oddalili się od zawodzących psów i ruszyli w stronę głównej ulicy, utrzymując towarzyszący im dotąd pół-trucht, pół-marsz. Nie było czasu do stracenia, co najwyraźniej zrozumiała nawet bratanica medyczki. Mogli mieć tylko nadzieję, że nic - lub nikt - już ich nie spowolni.
Kolejny biały kociak, niezbyt wyróżniający się swoim futrem, czy też posturą. No, tyle tylko, że wydaje się być nieco szarawy, ba, czasami nawet pojawiają się czarne plamy! Z tym, że te plamy migrują to tu, to tam bo wcale nie są łatami innego koloru - to brud. Obłok jakoś nie potrafi zatrybić o co chodzi z tym całym "myciem". Co prawda mama Wirka próbowała mu to tłumaczyć i czasami coś tam go liźnie... Ale on chwilę później pobiegnie na zwiedzanie i to by było na tyle jego czystości.
Za to tym co go może wyróżnić zdecydowanie są oczy. Odziedziczył je po tatusiu! Szkoda, że go nie zna, bo by go pewnie polubił i wtedy może mama powiedziałaby mu, że te oczy to ma po nim... A tak to jedyne co może zrobić to patrzeć na świat tymi tak jasno błękitnymi oczami, że czerwone nitki krwi nadają im fioletowego odcieniu.
Przyjazny, nieogarnięty marzyciel którego pełno jest wszędzie. Właściwie to by starczyło za opis, bo mniej-więcej tyle widzą wszyscy którzy go znają. Ale jak jest głębiej? No cóż, na pewno przez jego głowę ciągle biegnie gonitwa myśli, którą ciężko zdiagnozować. Ciągle wpada na inne pomysły, inne rzeczy, ale ma pewne stałe punkty których stara się trzymać. Na przykład bezwzględna miłość do rodziny. Nie potrafi się na nich gniewać, czy żywić do nich jakichkolwiek innych negatywnych emocji, a na dodatek za rodzinę uznaje praktycznie cały Klan Wichru. Kolejnym punktem jest chęć bronienia ich i niesienie pomocy, ale już jakiś czas temu zrezygnował z robienia tego poprzez bycie wojownikiem. Absolutnie nie wierzy w swoje możliwości zostania na tyle dobrym wojownikiem by móc chronić kogokolwiek, nawet siebie. Ciągle zastanawia się nad byciem medykiem. Ale tylko w skrytości i nigdy o tym nikomu nie powiedział. Dlaczego? Trochę się boi, a z drugiej strony ma wrażenie, że zostanie wyśmiany, albo delikatnie mu oświadczą, że Medyk ma już dwóch terminatorów więc trzeci jest zbędny…
Dlatego można powiedzieć, że pomimo całej otwartości i braku kłopotów z kontaktami, oraz tego, że wydaje się dość głupiutki, jest całkiem inteligentny i dość skryty. Wszystko co go dręczy i wszystkie ważniejsze uczucia chowa głęboko w sobie, nie dając światu dostępu do nich.
Koty wybrały dłuższą drogę - łatwiej było się na niej odnaleźć, ale istniało ryzyko zetknięcia się z gangiem. Mimo to, idąc przez osiedle koty nie napotkały więcej przeszkód. Nie spotkali więcej kotów które by coś od nich chciały, psy wciąż ujadały za płotami, a ludzie byli bardziej zainteresowani dotarciem do swoich celów niż grupą kotów przemieszczjących się w ekspresowym tempie.
Zanim dotarli do stadniny nastało już południe. Zanim znaleźli trop minęło kilka kolejnych godzin. Słońce powoli chyliło się ku upadkowi ale w końcu znaleźli to, czego szukali. A nawet więcej. Jeden kot był oślepiony, drugi... No tak jakoś mu towarzyszył. Czwórka wędrowców zauważyła ich już z daleka, a w sercu Ciernistego Kwiatu pojawiła się pewność, że znalazła tego, kogo szukała.
Nie byle kto, umie się cieszyć byle czym I byle co, choć byle jak, bylebyś ty, byleby być Bylebym mógł, odkurzyć mózg choć trochę Igdybędzieszjakskałazawszezmieniaćsięwwodę