- I... - wzięła wdech. - Uznałam, że podejmowanie się walczenia z drugim byłoby samobójstwem, a jeszcze takich zapędów nie mam - miauknęła, uśmiechając się smutno. Nie miała pojęcia jak rozmawiać z Cytrynką. Nie miała pojęcia na czym stoją, kim dla siebie są i na co mogą sobie pozwolić w własnym towarzystwie. To, że spotkały się akurat teraz nie było przypadkiem. Po prostu los chciał, żeby pogadały. Tyle, że Klisza nie wiedziała jak.
Nie miała czasu na smutki i zmęczenie. Czyżyk chciałaby nie mieć. Tymczasem, jako samotnik nie miała obowiązków, żadnych, więc nie miała na czym się skupić by zapomnieć o myśleniu. A to myślenie zdawało się ją zabijać ostatnimi czasy. - Nie, nic mi się nie stało prócz paru rozcięć! Ale nie są tak poważne, by wymagały pajęczyny, więc... tego, nie trzeba, dzięki - odpowiedziała od razu. Ostatnim czego chciała, to by Cytrynka się o nią martwiła i musiała wokół niej skakać z medykamentami. Poradzi sobie, w końcu zawsze dotąd sobie radziła.
I co. I cisza. Znowu ta niezręczna cisza, która zabijała resztki jakiejkolwiek dobrej atmosfery która nad nimi wisiała. Czyżyk nie czuła się dobrze. Nie wiedziała co miała powiedzieć, nie wiedziała czy w ogóle mogła coś powiedzieć. Nie wiedziała, czy Blada była na nią zła, czy może zawiedzona, a może wcale nie chciała jej znać i czekała tylko na moment aż będzie mogła sobie pójść. Wzięła głęboki wdech, nie spuszczając wzroku z śnieżnofutrej. - Okej... okej, okej. Słuchaj. Wiem, że jest bardzo niezręcznie i ani mi, ani tobie się to nie podoba, więc... ja... nie wiem. Naprawdę nie wiem. Jeśli chcesz już iść, to możesz, serio. Pewnie mnie nienawidzisz teraz i wszystko zniszczyłam, więc wcale się nie dziwie! Po prostu... trochę panikuje i nie wiem co powiedzieć, i w ogóle to nie wiem czy chcesz mnie słuchać i... - mówiła szybko, niemalże nie robiąc przerwy między jednym słowem a drugim. Przerwała, czekając, aż bicie jej serca przestanie pędzić jak oszalałe. Ale nie przestało. - Jesteś dla mnie bardzo ważna. Bardzo. Najważniejsza. Nie miałam ważniejszej osoby od ciebie, serio, nigdy przenigdy. I do nikogo nigdy nie miałam takich emocji jak w stosunku do ciebie. I przez to nie wiem co się ze mną dzieje, bo nigdy w życiu nie czułam czegoś takiego. Ale nie wiem jak to nazwać. Chce być zawsze przy tobie i cię chronić, chcę z tobą rozmawiać, spędzać czas, bo czuję, że bez ciebie nie jestem sobą. Gdy jesteśmy osobno, to tak... jakby ktoś wyrywał jakąś część mnie, rozumiesz? I chciałabym powiedzieć tak wprost że cię kocham. Że to miłość, ta jedyna prawdziwa, ale ja nie wiem co to jest. Nie wiem czym jest miłość i przepraszam, że nie mogę ci jej dać. Nigdy nie miałam przy sobie tylko jednego kota, a wielu, każdy inny i każdy tylko po to, żeby podziwiać moje piękno, a nie po to, by jakkolwiek dzielić się emocjami. I moich rodziców też nigdy nie łączyła miłość. Nigdy jej nie widziałam i nie wiem, czy to co ja właśnie czuję to... to to. Ale nawet jeśli, to nieważne. Bo kodeks ci zakazuje, a wiem... wiem, że bycie medykiem dla ciebie jest ważniejsze ode mnie, dlatego... ja nie chce ci niczego narzucać, nie chcę ci nic obiecywać i stawiać pod murem. Nie chcę, żebyś musiała podejmować jakiegoś wyboru przez który byś musiała cierpieć, nie chcę, żebyś cierpiała przeze mnie - mówiła, a w międzyczasie jej zielone oczy wypełniły się łzami. Pierwszy raz nie wiedziała co czuła. Nie rozumiała siebie ani tego, jak się zachowywała. Pierwszy raz spotkała się z czymś, czego za cholerę nie rozumiała i absolutnie nie potrafiła sobie z tym poradzić. - Obiecuję, że gdy tylko poprosisz, pójdę. Odejdę, już nigdy się do ciebie nie zbliżę, już nigdy się nie zobaczymy jeśli tego nie chcesz - szepnęła. Była w stanie dla niej zrobić wszystko. Była gotowa osunąć się w cień, była gotowa zostawić ją w spokoju, cierpiąc gdzieś w samotności. Nie chciała się narzucać, ani stawiać Cytrynki w niekomfortowej sytuacji. Nie chciała, by Bladooka cierpiała przez jej niezrozumiałe, szalejące uczucia.
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Księżyce: 50 Mistrz: Szara Kora [*], Ciernisty Kwiat [*], Jasna Kropla [*], Ważkowa Sadzawka [*], Tnąca Zawieja Płeć: nonbinary (zapach kotki) Matka: Zlotooka Ojciec: Zwichrzony Ogon [*] Trwałe urazy: -1 do statystyk; trwale uszkodzona jedna z łap
Cytrynka najwidoczniej nigdy nie stała w kolejce po wzrost. Jest niezwykle maleńka i drobna. Jeżeli chodzi o wygląd, po ojcu odziedziczyła tylko długość futra, natomiast po matce... Co najwyżej kolor nosa. Jej długa szata jest zawsze czysta i ułożona, w kolorach bieli. Pielęgnacja sierści stanowi dla niej rzecz niezwykle ważną, bowiem w lecznicy miała dużo czasu, by się tym zajmować. Oczy Cytrynki są bladoniebieskie, niemalże szare, jakby nigdy nie zdążyły się wybrać. Dodatkowo, na jednym z nich (na lewym) widoczna jest brązowa plamka, takie... przebarwienie, o! Cecha szczególna. Warto powiedzieć o prawej, tylnej łapie, na którą zdarza się jej kuleć. Spowodowane jest to kontuzją z przeszłości. Wyglądu dopełniają jej długie, białe wibrysy i lekko spłaszczony pyszczek.
Cytrynka nie lubi owijać w bawełnę. Jest konkretna, stanowcza, konsekwentna, a przy tym sprawiedliwa. Zazwyczaj wie, czego chce, jest zdecydowana. Stroni od emocji, zazwyczaj jest obojętna i nawet w sytuacjach stresowych potrafi zachować rozum. Nawet najgorsze widoki zdawają się jej nie ruszać. Jest taką... twardą babką, po której słowa i opinie innych spływają jak po kaczce. Zna swoją wartość i to się liczy. Nie byłoby dla niej problemem udowodnić ją innym, gdyby była taka potrzeba. W dodatku jest odważna, niczym lew. Nie łatwo ją sprowokować. Z szacunkiem traktuje starsze i większe rangą koty, jeżeli tylko na ten szacunek zasługują. Warto wspomnieć, że na ogół woli obserwować, by zbierać informacje i wysnuwać wnioski. Nie jest z tych, którzy wpychają nos w nie swoje sprawy. Relacje z rodziną są dla niej ważne, ale nie najważniejsze. Cytrynka jest lojalna i dobro klanu jest dla niej priorytetem. Mimo tego jaka jest, chciałaby jak najlepiej pomagać innym, może niekoniecznie jako wojownik. A teraz, skoro Klan Cienia pozostał bez medyka, ma czas, by się jakoś wykazać.
Sztormowy Mrok, Płomyk [KG], Izabela [S] i reszta
Krótko skinęła głową, przyznając Czyżyk rację. Fakt, walka z dwoma lisami mogłaby zakończyć się dla kocicy tragicznie. Znaczy, zapewne po bójce z pierwszym była już wystarczająco zmęczona, co oznacza, że w potyczce z drugim miałaby mniejsze szanse. A lis, wbrew pozorom, to wcale nie jest takie słabe zwierze! Nie powinno się go lekceważyć, z resztą innych drapieżników też nie. Szczury, które tak dotkliwie pogryzły Pochmurną Łapę, to idealny przykład. O! Albo rany Lamparciego Kroku, które... Początkowo wyglądały niepozornie. Ha! Były na tyle proste, że wojownik sobie z nimi nie poradził i opuścił ten świat. Cóż.
- Parę rozcięć? Pokaż je. - Poleciła, wciąż gdzieś tam zerkając na ciało Kliszy. Jeżeli ta rzeczywiście ma jakieś rany to trzeba szybko je opatrzyć. Dla Cytrynki to żaden problem! Chętnie zrobiłaby to i to nie dlatego, że kodeks medyka do tego nakłania. Podjęłaby się tego wyłącznie dlatego, że szylkretkę lubi. Nawet, jeżeli przechodzą teraz jakiś... Gorszy okres ich relacji, to nie zmienia to faktu, że kocica wciąż jest dla Bladookiej kimś bliskim. Jak bardzo? Dobre pytanie w dobrym momencie. Czy zaraz będzie mogła w końcu sobie na nie odpowiedzieć? Czy słowa Kliszy pomogą jej nieco się... Rozgarnąć w tej nietypowej sytuacji?
Rozpoczął się długi monolog samotniczki, którego cienista słuchała z uwagą i typowym dla niej milczeniem. Przez cały ten czas była nieruchoma, wpatrzona w ziemię. Pozornie spokojna, jednak wewnątrz mierzyła się z huraganem emocji i myśli, które napływały do jej głowy z każdej strony. Starała się utrzymać skupienie. Czuła się tak jak wtedy, gdy wpadła do lecznicy po walce ze szczurami. Stan Pomurnik stworzył w niej nie tylko nerwy, ale i ogromną wolę walki. Musiała walczyć, by siostrę z tego bagna wyciągnąć. Ale czuła coś jeszcze i były to obawy. Strach o życie oraz przyszłość czarnowłosej, która po dojściu do siebie może mieć jakieś powikłania. A teraz? Teraz pojawiły się w niej te same emocje. Panika. Nie czuła się jakby miała kontrolę nad sytuacją. Każde z uczuć potęgowało inne, zamieniając jej głowę w karuzelę, wielką, szybką. Nic przyjemnego. Zamrugała kilkakrotnie, gdy poczuła, że do tego dochodzi coś jeszcze. Był to ból brzucha, ostry i gwałtowny. Reakcja stresowa? Zapewne. A myślała, że jest odporna.
Przyszła w końcu pora, by przemówić. Choćby chciała, nie mogła przecież tak milczeć w nieskończoność. Czuła, że potrzebuje czasu, większej ilości czasu, by się nad tym wszystkim zastanowić, w ciszy i samotności, ale... Czy nie powtarzała sobie tego zbyt długo? Dlaczego wciąż chciała to odkładać, jednocześnie nie chcąc, by rozwiązało się samo? Chciała przecież mieć kontrolę, nad tym, nad wszystkim.
- Nie będę czuć się dobrze, gdy odejdziesz. - Powiedziała najpierw, nie będąc pewną, czy powinna zacząć akurat od tego. Czuła jednak, że każda kolejna chwila milczenia tylko zmusi Kliszę do odejścia i kocica zrobi to zanim Bladooka zdąży ją zatrzymać. Naprawdę nie chciała zostać tutaj sama. Nie wątpiła w szczerość slów szylkretki. Była pewna, że ich kontakt rzeczywiście mógłby się urwać, a wystarczyłoby do tego jedno, krótkie słowo. Nie chciała go wypowiadać. Zamiast tego wzięła wdech, głęboki i spokojny. - Chcę żebyś była przy mnie. - Znów przerwa, którą poświęciła na kilka szybszych wdechów i wydechów. Wciąż bolał ją brzuch, wciąż czuła się do tego stopnia obco, że aż nieswojo. - Ja się czuje tak samo. Ale nie umiem o tym mówić. Ani okazać. Dlatego jest tak dziwnie... Między nami. - Bo może gdyby była bardziej otwarta, to mogłaby powiedzieć o tym wcześniej. Tak jak tamtego dnia, gdy spotkały się pierwszy raz po długiej separacji. To Czyżyk podjęła temat, a Blada zachowała się... Dziwacznie. Żałowała. Gdyby potrafiła zachować trzeźwość umysłu, poprowadziłaby tamtą rozmowę inaczej. Nie rozeszłyby się tak szybko, nie w ciężkiej atmosferze. - Nigdy nikogo nie... - Kochałam. Nigdy wcześniej? Ale nie potrafiła tego wypowiedzieć. Cholera. Gdyby była bardziej otwarta, zapewne wyjaśniłaby wszystko Kliszy, na spokojnie i powoli. Powiedziałaby jak bardzo się obawia i czuje niepewnie. Jak bardzo do tej pory jej obowiązki były dla niej ważne. I ambicja, jeszcze to. Jak bardzo boi się do kogoś przywiązać, nie chcąc zostać porzuconą. Jak bardzo nie potrafi o tym mówić, bo się po prostu wstydzi. Wstydzi się słabości, jakiejkolwiek. Bo silnym trzeba być! Ale chyba każdy ma prawo czasami poczuć się gorzej? - Nie odchodź. Kodeks nie stoi na drodze. Już nie. Nie ma już żadnych decyzji. - I nie będzie. Słowo się rzekło, zasada została usunięta. I dobrze! Któż to pomyślał, by komuś zakazywać miłości? Ten temat został na zgromadzeniu dokładnie omówiony i... Chyba nie ma potrzeby znów nad tym filozofować.
Dopiero po tych słowach wzrok Bladookiej uniósł się i przeniósł na Kliszę. Był to jednak zaledwie moment, wystarczająco krótki. Spojrzenie niebieskich oczu znów spoczęło na ziemi. Twarz białowłosej wykrzywiła się w oszołomieniu. Cóż za konfuzja. Nabrała wątpliwości, czy to dobrze, że o wszystkim Kliszy powiedziała. Może nie powinna?
- Nie, serio, to nic takiego. Zaraz się zagoi - miauknęła, pokazując mimo wszystko niewielkie rozcięcie na barku i na grzbiecie. W ocenie całej sytuacji to zdecydowanie lisy ucierpiały bardziej, no i zęby samotniczki, które dzielnie rozcinały im skórę. Wiedziała, że Cytrynka miała obowiązek pomóc każdemu kotu w potrzebie, ale Klisza nie była umierająca, a z takie zadrapania goiły się po kilku dniach i bez specjalnych opatrunków. Nie chciała także zbędnie kłopotać kotkę.
Kiedy pstrokata skończyła, czuła, jakby nie oddychała. Jej cały umysł się wyłączył, a ciało odmawiało posłuszeństwa, więc nie miała nad nim absolutnej kontroli. Nie wiedziała jak zachowywać się w przypadku stresu, bo nigdy go nie odczuwała. Do wszystkiego podchodziła na luzie i z takim nastawieniem, że do stresu przez całe życie jej było, hoho, daleko. Teraz jednak czuła, że zaraz wybuchnie, że nie da rady i ucieknie, albo będzie krzyczeć, albo jeszcze coś innego. Wiedziała, że ta rozmowa zaważy także na ich relacji, a takich rozmów także nigdy w swoim życiu nie przeżywała. Głównie dlatego, że Kliszy nigdy nie zależało na relacji z kimś. Wszystkie jej znajomości były chwilowe, przewiewne, mimo, że często między nimi dochodziło do intymnych momentów. Nie myślała, że będzie w stanie przywiązać się do kogoś na stałe, bo zwykle nie lubiła rutyny i zmienianie swojego otoczenia to dla niej codzienność. Teraz jednak czuła, że jeśli Blada Łapa rzeczywiście karze jej się wynosić, to skieruje się prosto na grzmiącą ścieżkę.
Słyszała, jak jej serce bije, gdy niższa kotka zaczęła mówić. Słuchała ją uważnie, bojąc się oddychać, żeby tylko usłyszeć dokładnie każde słowo wypowiedziane przez kotkę. Na końcu... jej oczy nie napełniły się łzami, bo Klisza nie płakała z szczęścia, a tylko tę emocję teraz czuła. I lekkie zmieszanie. I może jeszcze strach, że nagle cienista się rozmyśli. Ale tylko to, słowo! - Ja.... też - powiedziała, domyślając się co kotka chciała powiedzieć. Także nigdy nie kochała. Nie kochała mamy, bo była denerwująca, ani taty, bo go nie szanowała za to, jaki był. Nie pamiętała rodzeństwa, a inne koty były... nikim. Rozrywką. - Czyli my... kim jesteśmy? Jesteśmy związkiem? Partnerami? Kim?
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Księżyce: 50 Mistrz: Szara Kora [*], Ciernisty Kwiat [*], Jasna Kropla [*], Ważkowa Sadzawka [*], Tnąca Zawieja Płeć: nonbinary (zapach kotki) Matka: Zlotooka Ojciec: Zwichrzony Ogon [*] Trwałe urazy: -1 do statystyk; trwale uszkodzona jedna z łap
Cytrynka najwidoczniej nigdy nie stała w kolejce po wzrost. Jest niezwykle maleńka i drobna. Jeżeli chodzi o wygląd, po ojcu odziedziczyła tylko długość futra, natomiast po matce... Co najwyżej kolor nosa. Jej długa szata jest zawsze czysta i ułożona, w kolorach bieli. Pielęgnacja sierści stanowi dla niej rzecz niezwykle ważną, bowiem w lecznicy miała dużo czasu, by się tym zajmować. Oczy Cytrynki są bladoniebieskie, niemalże szare, jakby nigdy nie zdążyły się wybrać. Dodatkowo, na jednym z nich (na lewym) widoczna jest brązowa plamka, takie... przebarwienie, o! Cecha szczególna. Warto powiedzieć o prawej, tylnej łapie, na którą zdarza się jej kuleć. Spowodowane jest to kontuzją z przeszłości. Wyglądu dopełniają jej długie, białe wibrysy i lekko spłaszczony pyszczek.
Cytrynka nie lubi owijać w bawełnę. Jest konkretna, stanowcza, konsekwentna, a przy tym sprawiedliwa. Zazwyczaj wie, czego chce, jest zdecydowana. Stroni od emocji, zazwyczaj jest obojętna i nawet w sytuacjach stresowych potrafi zachować rozum. Nawet najgorsze widoki zdawają się jej nie ruszać. Jest taką... twardą babką, po której słowa i opinie innych spływają jak po kaczce. Zna swoją wartość i to się liczy. Nie byłoby dla niej problemem udowodnić ją innym, gdyby była taka potrzeba. W dodatku jest odważna, niczym lew. Nie łatwo ją sprowokować. Z szacunkiem traktuje starsze i większe rangą koty, jeżeli tylko na ten szacunek zasługują. Warto wspomnieć, że na ogół woli obserwować, by zbierać informacje i wysnuwać wnioski. Nie jest z tych, którzy wpychają nos w nie swoje sprawy. Relacje z rodziną są dla niej ważne, ale nie najważniejsze. Cytrynka jest lojalna i dobro klanu jest dla niej priorytetem. Mimo tego jaka jest, chciałaby jak najlepiej pomagać innym, może niekoniecznie jako wojownik. A teraz, skoro Klan Cienia pozostał bez medyka, ma czas, by się jakoś wykazać.
Sztormowy Mrok, Płomyk [KG], Izabela [S] i reszta
Po krótkich namowach Czyżyk w końcu pokazała rany, które zostały jej zadane przez jednego z lisów. Zaledwie jedno spojrzenie wystarczyło, by Cytrynka mogła określić, że rozcięcia nie zagrażają życiu samotniczki. Nie były rozległe, ani głębokie, bo nie leciała z nich krew. Nie ma więc potrzeby, by to opatrywać, bo samo zagoi się w zaledwie kilka wschodów słońca i samotniczka miała tego świadomość. Bladooka spojrzała na nią wdzięcznie, posyłając jej również skinięcie głową, jako znak na potwierdzenie jej słów. Temat zakończony.
Gdy powiedziała to, co jej leżało na sercu, wpatrywała się w szylkretkę, jednak nie wyczekująco, a z cierpliwością. Bo to nie jest coś, co powinna pośpieszać. Jeżeli Czyżyk czuje się dokładnie tak samo jak cienista to... Rzeczywiście należy jej się więcej czasu na... Pomyślenie. Albo analizę. Cokolwiek. Byleby tylko końcowo się odezwała. W tej sytuacji zostawienie Bladej w milczeniu sprawiłoby w głowie medyczki jeszcze większy chaos, którego tak bardzo nie lubi. Teraz jednak nie potrafi się tego pozbyć. Okropne uczucie.
Łzy pojawiły się w oczach zielonookiej, co spowodowało w Cytrynce gwałtowną reakcję. Spięła się, jakby gotowa w każdej chwili skoczyć w stronę rozmówczyni, gdyby ta próbowała się oddalić. Cóż, najwidoczniej obawiała się, że Czyżyk zrobi to, co zrobiła ostatnio. Tym razem nie mogła jej na to pozwolić. Była przygotowana, jednak... No, na szczęście nie musiała się ze swojego miejsca w ogóle ruszać. Ku lekkim zaskoczeniu, Klisza wciąż stała tuż obok i... Chyba nie miała zamiaru nigdzie odchodzić. Zamiast tego zadała pytanie. Ważne, niepewne, jakby rzeczywiście szukała na nie odpowiedzi. Nie ona jedyna. Spojrzenie Bladej łapy wędrowało po jej twarzy, zapewne równie zmieszanej i rozdartej. Ale czy to dobre słowa?
- Czy... Czyżyk. Czy będziemy teraz razem? Czy chcesz być ze mną w związku? - Impuls? Coś pchnęło ją, by zadać to pytanie i coś sprawiło, że wcale nie była niepewna. Szybko, sprawnie, jednak z lekkim zaskoczeniem, bowiem na uśmiech nie była w stanie się zdobyć. To wszystko, ta obawa i zagubienie, powróciło dopiero w momencie, gdy zastygła, oczekując na odpowiedź. To wtedy pomyślała sobie, że może zostać odrzucona. Dlaczego? Tak po prostu. Powodu nie musi być.
Kiedy terminatorka zadała jej podobne pytanie, zrozumiała, że ona też wcale nie wiedziała. Blada Łapa także musiała mieć marne doświadczenie z słowem związek, również musiała go nie rozumieć i gubić się w jego znaczeniu, również się go bała. Obawiała. Kliszy wydawało się, że śnieżnobiała kotka szuka odpowiedzi... w niej, a pstrokata szuka w tej drugiej. Nawzajem się gubiły i wymagały odpowiedzi na coś, co dla nich obojgu było obce. Nieznane. - Ja... nie... nie wiem. Jeśli bycie z tobą związku oznacza to, że będziesz przy mnie, że będziemy robić razem... rzeczy, że będziemy się przytulać i, nie wiem, kochać? To się robi w związku? I jeśli będę cię mieć na wyłączność i już nikt nigdy mi ciebie nie zabierze to... to tak. Jesteś wyjątkowa, Cytrynko. Jesteś idealna. Dla mnie jesteś wszystkim czego szukałam przez całe swoje... życie. Kimś, kogo zawsze mi brakowało. I bardzo nie chciałabym cię stracić. Bardzo chciałabym, żebyś zawsze była przy mnie, żebyś opowiadała mi o tym co się u ciebie dzieje, żebyś była ze mną szczera i... i... chciałabym rozwiązywać wspólnie nasze problemy, ja... rozumiesz mi o co mi chodzi? - miauknęła niemalże na jednym wdechu. Choć nie rozumiała miłości, nie znała tego słowa i nie wiedziała czego ono się tyczy, to wiedziała, że Cytrynka była dla niej najważniejszym kotem w życiu. Była kimś, kogo zawsze chciała mieć przy sobie, chronić i nie dopuścić do tego, by kiedykolwiek było jej źle i smutno. I była gotowa pobić się z każdym, kto powie bądź zrobi jej coś złego, była gotowa oddać jej wszystko byleby była szczęśliwa. Nie wiedziała czy to miłość. Nie wiedziała co czuła do cienistej kotki, ale coś z pewnością... mocnego. Związała ich tak silna więź, że Klisza choćby chciała, już się z niej nie uwolni. - Ale... ja nie wiem, czy będę dobra do... wiesz, związku. Czy będę dla ciebie dobra, wystarczająca? Bo może ktoś inny da ci więcej ode mnie, ja, wiesz, nie mam doświadczenia. Nie wiem jak to się robi, ja jedyne co robię to chodzę po kotach i szepcze miłe słówka do każdego kogo tylko napotkam. Czy... będę musiała z tego zrezygnować? Z, wiesz, takiej rozmowy z kotami. Albo czegoś więcej. Czy to jakaś zasada związku? - pytała, pytała i pytała, bo nie wiedziała. Jeśli będzie musiała zrezygnować z całowania innych kotów, z składaniem im komplementów i podlizywania się na każdym kroku - była gotowa to zrobić. Porzucić styl życia jakim dotychczas żyła. Byle tylko Blada Łapa czuła się przy niej komfortowo. Zastanawiała się, czy bycie w związku z kotką oznaczało, że teraz one dwie... będą mogły się całować? Tak spokojnie, tak jak Klisza zawsze chciała, ale nie wiedziała czy mogła. I tylko przy Cytrynce się powstrzymywała, bo nie miała pozwolenia. Czy od teraz będą mogły to robić? I w ogóle????
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Chociaż niespecjalnie kiedykolwiek myślał, że taki dzień nastanie, znalazł się poza granicami Klanu. Nie wiedział o tym nikt, nawet Płomyk nie miał wprost powiedzianego, że Wiatr zniknie. W rozmowach był po prostu cichszy i bardziej zacofany... jedynym kto mógł się domyślić, był Pająk.
Parę dni wcześniej spotkali się przy Czterech Dębach, gdzie Wiaterek wyraźnie podkreślił swoje złe samopoczucie, dziwną pustkę, niechęć i brak "czegoś". I jemu wprost nie powiedział, że zamierza zniknąć. Temu nie dlatego, że nie chciał. Pająka nie chciał zostawiać. Bał się, że faktycznie już nigdy się nie będą lubić, jeden o drugim zapomni... cokolwiek! Kłamstwo na pewno nie było odpowiednią drogą.
A i tak, nim się wysłużył. Przynamniej będzie miał o czym myśleć w chwili, gdy będzie przemierzał nieznane tereny.
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
Pac w nos, a potem w policzek, a jeszcze potem w stopę. Siedziała na dachu drewnianej konstrukcji dwunożnych, zaintrygowana ich miniaturowym kuzynem. Stał tak bez życia, i mogła przysiąc że był z drewna. Czego to dwunożni nie wymyślą.
Księżyce: 95 Mistrz: Burzowe Echo Płeć: kocur Matka: Zwiędła Łodyga Ojciec: Orli Szpon Trwałe urazy: user // półokrągła blizna nad lewym łukiem brwiowym
[Wysoki, obecnie chudy i nie posiadający wyraźnych mięśni, lynx point z białymi skarpetkami na łapkach, niebieskie ślepia, różowy nosek, ładny pyszczek, "pieprzyk" na prawym pasiaku, półokrągła blizna nad lewym łukiem brwiowym]
[towarzyski, pewny siebie, emanuję aurę nieobecności, lekkoduch, żyje w swoim świcie, skłonności do złośliwości, chętny do zabawy i przysparzania kłopotów, nietypowy, chwilami intensywny]
Był zaskoczony, kiedy dowiedział się, że nie był przypisany do żadnego patrolu, nawet nie tego z ojcem. Nie to, żeby narzekał, zwyczajnie nie był do takich luksusów przyzwyczajony, szczególnie, że miał dzisiaj również wolne od treningu. Burzowe Echo użerała się dziś z Szepczącą Łapą, więc nie musiał się martwić o to, że niebieska wyrwie mu ogon z tyłka bo nie zjawił się na zaplanowane spotkanie. Miał... Wolny dzień? No, nie do końca. Wyszedł rano z matką na szybciutkie polowanie, a następnie musiał jeszcze załatać dziurę w Liściastym Gąszczu, jednak z pomocą rodzeństwa, skończyli przed południem. Więc, kiedy wszystko było zrobione i zdał sobie sprawę, że nie ma więcej obowiązków do wypełnienia, postanowił się powłóczyć.
Skończyło się na tym, że przekroczył Czarny Ogon i ruszył w głąb Leśnych Ostępów. Spacerował, ciesząc się cieniem jaki lasek mu zapewniał, szczególnie w taki skwar. Dreptał tak przed przed siebie, aż w końcu obszedł pewne przypadkowe drzewo i, nie będąc do końca pewny czemu, zerknął w górę i aż podskoczył, kiedy zobaczył czarną kotkę siedzącą jak jakiś gargulec na... Sam nie był pewny na czym ona siedzi? - Na osty i ciernie! Czego tak siedzisz cicho?! Zawału można dostać! - Aż musiał sobie położyć łapę na sercu, żeby się upewnić, że jeszcze bije. Co prawda podniósł głos, jednak przemawiał przez niego strach i zaskoczenie niż prawdziwa złości. Zerknął na kotkę jeszcze raz, przypominając sobie po chwili, że ta faktycznie może się na niego jeszcze rzucić.
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
Bawiła się przednio do czasu. Do czasu, gdy do jej nozdrzy nie doszedł znajomy, niezbyt mile widziany zapach. Swąd Klanu Cienia. Zmarszczyła nos, jeśli zaraz pojawi się tutaj jakiś zrzędliwy cienias to mu wąsy wyrwie. Byli na gruncie niczyim, tutaj miała prawo do wszystkiego.
No i przyszedł. Biało brązowy, puchaty, jak każdy poprzedni jakiego miała okazję poznać. Poruszyła uszami, a jej łeb przechylił się w zaskoczeniu. Musiała przyznać, że reakcja kocura była conajmniej niespodziewana, a co ważniejsze, nawet zabawna. - To nie wasze terytorium, mogę robić co mi się podoba. -Odparła z rezerwą, może kocur i wydawał się śmieszny, jednak wcale nie musiał taki być. Nie miała dobrych doświadczeń z jego pobratymcami. Za wyjątkiem Niedźwiedzia.- Ty też masz kija pod zadem? -Zapytała bezceremonialnie.
Księżyce: 95 Mistrz: Burzowe Echo Płeć: kocur Matka: Zwiędła Łodyga Ojciec: Orli Szpon Trwałe urazy: user // półokrągła blizna nad lewym łukiem brwiowym
[Wysoki, obecnie chudy i nie posiadający wyraźnych mięśni, lynx point z białymi skarpetkami na łapkach, niebieskie ślepia, różowy nosek, ładny pyszczek, "pieprzyk" na prawym pasiaku, półokrągła blizna nad lewym łukiem brwiowym]
[towarzyski, pewny siebie, emanuję aurę nieobecności, lekkoduch, żyje w swoim świcie, skłonności do złośliwości, chętny do zabawy i przysparzania kłopotów, nietypowy, chwilami intensywny]
Nie był na swoich terenach? Więc nieznajoma widziała o klanach, co w sumie miało sens, w końcu Leśne Ostępy graniczyły z Czarnym Pazurem. Samotnicy, którzy kręcą się przy ich ziemiach powinny wiedzieć czym są Klany, tak dla własnego dobra. Ojciec nie raz poturbował jakąś włóczęgę, która nie była nawet świadom, że wkracza na ich tereny... Jego nosek nagle drgnął, kiedy móżdżek zarejestrował znajomą woń, którą dopiero po chwili mógł zakwalifikował do ich sąsiadów. Ah, więc nie była samotnikiem! Rozmawiał z ścigaczem królików. Ta informacja rzucała nieco inne światło na tą rozmowę. - Argument nie do przebicia - przyznał rację nieznajomej, chcąc złagodzić napiętą sytuację między nimi. Nie będzie udawać kozaka na terenach niczyich, nie miał jeszcze myśli samobójczych. Nasłuchał się wystarczająco o kotach, które giną poza terenami i nie chciał stać się jednym z nich. Już miał się cofnąć, kiedy następne słowa czarnej wybiły go z rytmu. Jego móżdżek potrzebował chwili na przetworzenie nabytych informacji, a gdy już to osiągnął i połączył kropeczki, wybuchnął śmiechem. Oh, teraz rozumie. - Oh, gdyby tylko te kije im zwisały pod tym zadkiem. Niestety, niektórym wlazł on głęboko w tyłek - rozluźnił się zapominając o wcześniejszych lęku. - Muszę cię jednak rozczarować, ale nie. Gwiezdny Klan pokarał mnie niesamowitym poczuciem humoru w Klanie pełnym sztywniaków. Rzecz gorsza od śmierci - westchnął teatralnie, a następnie uśmiechnął się zadziornie. - Czy Klan Wichru ma jakąś vendettę przeciwko Cieniu? Czy może ty miałaś tą przyjemność spotkać się z chlubą naszego Klanu? Bo jeżeli to drugie, to założę się o własne wąsy, że wiem o kim mowa. - dodał sarkastycznie.
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
- A żebyś wiedział, że taki właśnie jest! -Rzuciła mu groźne spojrzenie, po czym wbiła pazury w drewnianego stwora. Przykucnęła, jakby szykując się do skoku. Nie planowała atakować (jeszcze), ale mogła kocura nastraszyć, niech wie z czym ma doczynienia. Jeden fałszywy krok, a będzie błagał o życie.
Oh! Niemalże nie spadła. JAK TO KOT Z KLANU CIENIA SIĘ ŚMIAŁ? ONE TO POTRAFIĄ? NA GWIEZDNYCH CO SIĘ DZIEJĘ? ŚWIAT SIĘ WALIŁ? NIEBO SPADNIE JEJ NA GŁOWĘ? NIE ZDĄŻYŁA NAWET POŻEGNAĆ SIĘ ZE SWOIMI ULUBIONYMI DZIEĆMI. Zeskoczyła z pomnika jak oparzona, dopadając do kocura. Dotknęła łapą jego pyska, po czym dotknęła swojego. - To nie sen! To się dzieje na prawdę! Uderz mnie! - Rozkazała, dalej nie dowierzając. Nawet mu nie odda, jak ją teraz uderzy. Ona potrzebuje solidnego pobudzenia.- To drugie! Jeden bury z niebieskimi oczami, drugi czarny z długim futrem. Obaj mają kija aż po sam łeb. Opowiadaj! Znasz ich?! -Niech gada, musiała wiedzieć!
Księżyce: 95 Mistrz: Burzowe Echo Płeć: kocur Matka: Zwiędła Łodyga Ojciec: Orli Szpon Trwałe urazy: user // półokrągła blizna nad lewym łukiem brwiowym
[Wysoki, obecnie chudy i nie posiadający wyraźnych mięśni, lynx point z białymi skarpetkami na łapkach, niebieskie ślepia, różowy nosek, ładny pyszczek, "pieprzyk" na prawym pasiaku, półokrągła blizna nad lewym łukiem brwiowym]
[towarzyski, pewny siebie, emanuję aurę nieobecności, lekkoduch, żyje w swoim świcie, skłonności do złośliwości, chętny do zabawy i przysparzania kłopotów, nietypowy, chwilami intensywny]
Nieprzyjazne zachowanie nieznajomej sprawiło, że czerwona lampka w główce kocurka zaświeciła się. Automatycznie, jego móżdżek zaczną szukać drogi ucieczki. Granica i Czarny Ogon nie były aż tak daleko. Miał też przewagę! Nawet jeżeli czarna kotka chciałby go zjeść, musiała najpierw go złapać. Żeby to jednak zrobić, wojowniczka musiała wpierw zeskoczyć z tego śmiesznego czegoś, a to oznaczało, że posiadał wcześniejszy start. No był szybszy niecałe pięć uderzeń serca! A to przecież wystarczy, żeby prześcignąć kota z Wichru... Z klanu, który jest znany z ścigania królików i zająców, tych bardzo szybkich zwierzątek, za którymi Kłujący ledwo co mógł nadążyć... Hm, może jego plan miał kilka niedociągnięć.
Zanim w pełni zdał sobie sprawę, że jego ucieczka mogła nie wypalić, Krzyk znalazła się obok niego, na ziemi. Spiął mięśnie i zamknął ślepia, kiedy zobaczył, że jej łapka unosi się ku jego pyszczku. Był przygotowany na to, że kotka wydrapie mu nos, więc wyobraźcie sobie jego zdziwienie, kiedy poczuł jedynie lekkie pacnięcie. Żadnego bólu czy dyskomfortu, może najwyżej go połaskotała. Błękitne ślepia aż zezowały, kiedy przyglądał się dalszym poczynaniom czarnej. Skołowany tą całą sytuacją, nawet nie zarejestrował, kiedy jego łapa uniosła się i wycelowała w lewy policzek wojowniczki, reagując na jej rozkaz. Nie zrobił tego jakoś mocno i oczywiście bez pazurów. - Ta jest! - Aż musiał się otrzepać, żeby jakoś odreagować od tych wszystkich emocji, które odczuł w tak krótkim czasie. No rozmowa zapowiadała się ciekawie. - Czy ja ich znam?! Co to z pytanie! Jeden z nich prawie wybił mi kła w sparingu - zaśmiał się, przypominając sobie jak pluł krwią. Szkoda, że siniaków już nie było widać, bo by się pochwalił. - Oh, mam wrażenie, że znasz już imię tego pierwszego przyjemniaczka. Miałaś zaszczyt spotkać naszego kochanego zastępce, Psie Serce - nawet nie ukrywał sarkazmu. - Co tu dużo opowiadać? Nawet jako wojownik lubił się czepiać wszystkich i wszystkiego. Obczaj to, między nami są ledwie księżyce różnicy a typ zachowuje się jakby zaraz do starszyzny miał wlecieć. Ten patyk to już w kociarni mu się wbił w tyłek - wojowniczka z wichru chciała informacji o tym gburze? Więc je dostanie. To przecież nie jego winna, że Pies chodził i robił sobie złą reputację przed sąsiadami. Plotkowanie na temat kundla było śmieszne, jednak na temat Szumu postanowił się wstrzymać. - A ten drugi? A wojownik. Mamy w klanie jeszcze jednego takiego gbura, podobny do mnie, tylko brakuje mu mojego powalającego uśmiechu - i jak na zawołanie pokazał kiełki. - Ale czekaj, wasz Zastępca też taki jest? Jak mu było, Iskrząca Noc? Też taki gbur? Czy tylko nasz taki przegięty?
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Nie był to pierwszy raz, kiedy mijała to dziwne miejsce, wszak znała już praktycznie cały las jak własne futro, bo chodziła to tu, to tam, nigdzie nie zagrzewając miejsca na dłużej, nie licząc największych mrozów, gdzie chowała się w Siedlisku Koni. Dziś też nie było specjalnie ciepło, a śniegu było tyle, że dosłownie momentami wyglądała jak chodzące uszy, bo tylko one wystawały ponad niektóre zaspy, ale słońce świeciło całkiem przyjemnie i wydawało się, że było cieplej, niż faktycznie było, toteż wybrała się na spacer, bo ile można w jednym miejscu siedzieć, no nie?
I akurat przy kapliczce uznała, że czas na mały odpoczynek, toteż przysiadła obok niej, by wygrzebać sobie trochę śnieżnych kul spomiędzy opuszek łap, bo zaczynały już ją irytować. Mimo wszystko była jednak czujna i strzygła uszami na boku. Nie była wszak samotnikiem od wczoraj!
- Nie wiem czy wiesz, ale ta miejscówka jest już zajęta - odezwała się nagle, wyłaniając się spomiędzy martwych krzewów, by przydreptać do nieznajomej. Szkoda tylko, że prażące słońce nie pomagało w byciu tajemniczym. Gdzie jej deszcz, mgła i wszechogarniająca ciemność? - No, i tamta i tamta też. Tak ogólnie, to ja i mój Sowi Gang przejęliśmy całe Kamienne Pazury i okolice. No, może nie tyle Sowi co Mysi. Ponieważ JA, Mysz, jestem wysłanniczką ciemności, i żywię się udręką i nieszczęściem. Nie czujesz się może słabo? Zziębnięta? Słaba? Zagłodzona? Bo chętnie popatrzę jak czeźniesz i dołączasz do...Martwej Sfory w...zaświatach - nie miała pojęcia o czym mówi, ale nie mogła narzekać, bo bawiła się przednio. Nawet jeśli miała nie zrobić wrażenia na samotniczce, nawet jeśli miałaby zostać wyśmiana. Stała wyprostowana, dumna i mimo karłowatego wzrostu czuła się po prostu wielka.
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Chwilę potem niedaleko niej rozległ się głos, więc z zaciekawieniem odwróciła ucho w stronę nadchodzącego kota, a chwilę potem pysk, by przy okazji go zobaczyć. Niespecjalnie przejęły ją słowa kotki, którą zobaczyła, bowiem nie wyglądała na taką, co stanowiłaby bezpośrednie zagrożenie, zresztą, nie wyczuła nigdzie żadnych ograniczeń zapachowych, więc nawet jeśli, to teren nie był wystarczająco oznaczony, by ta mogła jej cokolwiek zrobić za swoje niedbalstwo. Więc, co najwyżej, uśmiechnęła się delikatnie, nieco wyśmiewczo, ale równocześnie z rozbawienia, bo faktycznie trochę ją to wszystko rozbawiło.
- Och tak, jak tak teraz o tym wspominasz, to trochę mi słabo, faktycznie - przytaknęła, a żeby pokazać, że faktycznie nie czuje się najlepiej, to nagle opuściła nieco łeb, a następnie pobujała się na boki, jakby naprawdę z trudem utrzymywała równowagę nawet na siedząco. - Ale... nie na tyle by umrzeć, chyba? - dodała po chwili, znów się prostując. - A miejscówka zajęta w jaki sposób? Bo, wiesz, teoretycznie nie widzę tutaj... hm, nic co by to sugerowało - dodała.