Księżyce: 50 Płeć: kocur Matka: Złotooka Ojciec: Zwichrzony Ogon Trwałe urazy: Blizny na szyi, karku i żebrach. Rozerwane lewe ucho.
Wysoki i surowy w budowie. Futro jego po połowie: rude i białe, oczy złote i poważne.
Poważny i chłodny, skupiony na swoich planach.
Zawisza, Blekot
Piwnica, do której prowadzą strome schody, co niektórym może utrudnić swobodne opuszczanie przybytku. Rozmiarem odpowiada górnej, nadziemnej części grobowca, łukowaty strop sięga jednak nieco wyżej, a po obu stronach komnaty w ścianach znajdują się głębokie wnęki, w których ustawione były trumny - po trzy na jedną ścianę. Naprzeciw końca schodów, po drugiej stronie krypty, na ścianie wyryta została płaskorzeźba. Pod nią znajduje się wmurowana w posadzkę kamienna ława.
Księżyce: 50 Płeć: kocur Matka: Złotooka Ojciec: Zwichrzony Ogon Trwałe urazy: Blizny na szyi, karku i żebrach. Rozerwane lewe ucho.
Wysoki i surowy w budowie. Futro jego po połowie: rude i białe, oczy złote i poważne.
Poważny i chłodny, skupiony na swoich planach.
Zawisza, Blekot
W ciągu drogi powrotnej nie odzywał się prawie wcale - jedynie gdy trzeba było pokierować krokami młodego, przestrzec go przed potencjalnym zagrożeniem, rzucał krótkie i jasne polecenia. Rana na łapie bolała... jednak starał się nie zwracać na nią uwagi. Nie mógł iść inaczej, niż iść powinien. Niż zazwyczaj chodził. Nie mógł przejmować się rozerwana skórą, brudem dostającym się w otwartą szramę. Droga i tak była długa. I tak zabrudziłby ją...
Wkroczyli do obozu. Z miną chmurną i ciężkim spojrzeniem, odszukał Tundrę. Nakazał jej uporać się z aktualnie rozwiązywana sprawą i przybyć do piwnicy Wężowego Grobowca - tam też udał się niezwłocznie, prowadząc z sobą zmęczonego, mokrego dzieciaka z rozerwanym uchem.
Wkroczył dumnie w cień przybytku. Nie dostrzegł smukłej sylwetki ich zielarza, skierował więc kroki ku skrytym w mroku schodkom. Bez cienia wątpliwości zanurzył się w Ciemnicy.
- Fairy - rzucił krótko, połowicznie na powitanie, połowicznie zwracając uwagę, iż miał w swej wizycie nader konkretny interes. Nie tłumaczył jednak. Podszedł do ławy i oparł o nią całą łapę, siadając na chłodnym kamieniu posadzki. Rana była... wyraźnie wyeksponowana.
<center><table class="tabelkaru"><tr><td rowspan="4" class="obrazekru"><img src="https://i.imgur.com/3xUQ6A5.png"></td><td class="tekst3ru">слышите мелодию?</td></tr><tr><td class="tekst2ru">веселись как русский, конец дискуссии
танцуй, как будто у тебя контузия
веселись как русский, диско соблазнение
веселись как будто ты олигарх</td></tr>
<tr><td class="tekst1ru"><i>вставь матрёшку в матрёшку в матрёшку...</i></td></tr>
<tr><td class="tekst4"><span class="tekst4sub">AKTYWNE SESJE (5/6):</span>
NORMALNE <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=465511#465511">POŁĄCZONE BRZOZY</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=468726&highlight=#468726">PRAWIE ŻYWE DRZEWO</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?t=10765">KRYPTA WIELU ZNAKÓW</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=468767#468767">NA SZCZYCIE KSIĘGI</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=466050#466050">DYPLOMACJA</a>
SPECJALNE <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=461860#461860">TRENING SPINKI</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=466777#466777">SPARING (ROCHE)</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=466824#466824">POLOWANIE</a></span></td></tr></table></center>
<img src="https://i.imgur.com/fEH7z9m.png" class="tloru">
<style> .tabelkaru {width: 500px; border-collapse: collapse;} .tloru {position: relative; bottom: 235px; margin-bottom: -235px; left: 190px; pointer-events: none;} .obrazekru {width: 165px;} .tekst1ru {height: 5px; padding-top: 8px; font-family: 'JetBrains Mono', monospace; font-size: 11px; color:#4D4D4D;} .tekst2ru {height: 5px; font-family: 'Kelly Slab', cursive; font-size: 16px; color:#929292;} .tekst3ru {height: 5px; line-height: 0.7rem; padding-bottom: 3px;font-family: 'Marck Script', cursive; font-size: 20px; color:#080808;} .tekst4 {vertical-align: bottom; font-family: 'Unica One', cursive; font-size: 11px; color:#080808;} .tekst4sub {font-size: 15px; color:#000000;} .tekst4 a {color:#151515;}</style><link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=JetBrains+Mono&family=Kelly+Slab&family=Marck+Script&family=Unica+One&display=swap" rel="stylesheet">
Płeć: kocur Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
Młody szedł całą drogę... trudno powiedzieć jak. Krok miał niestabilny. Stres, strach, ból i uchodząca adrenalina sprawiały że raz przyspieszał bo chciał już być po leczeniu i odpocząć, raz zwalniał bo znowu go zaczynało mdlić. Parę razy burczał pod nosem do Rojsta z pytaniem, czy wszystko jest dobrze, ale potem znów zaczynał być cicho, bo po kroku uznawał że nie ma potrzeb do trosk. Mimo to, ewidentnie się martwił. Na swój dziwny sposób, jednak nie można powiedzieć że miał wszystko powiązane z Przywódcą gdzieś.
W obozie zaczął być oschlejszy. Poza terenem, gdzie chciał być uleczony z bólu i nie myślał o niczym był spokojniejszy, tu na myśl że zaraz będzie musiał być w tłumie innych, którzy mogli komentować jego zachowanie, spoważniał najbardziej jak się dało. Nadal doglądał Rojsta, ale nie mówił nic. Po prostu się wyprostował i szedł krok lub dwa za nim.
W Wężowej Ciemnicy nie było lepiej. Tu już był zupełnie napięty, głównie ze względu na swoją niechęć do orientala. Nie miał mu już aż tak za złe, ale nadal wolał być z dala od niego niż w jego okolicy. Jedynie dzięki Dyni i temu, że kazał mu go szanować, zachowywał się jako-tako przyzwoicie. Nie chciał też ryzykować tym, że Rojst by go okrzyczał i do tego nie byłby uleczony. Z czasem przywyknie do liliowego, póki co trudno było o tym mówić. Od walki minęło zbyt mało czasu, ale miał drobne postępy. Mogliby się teraz kłócić, a Schlatt z góry to odpuścił. Nie witał się. Obdarzył go krótkim, zmęczonym spojrzeniem, które i tak zaraz skierował w dół, na łapy Przywódcy.
Podążał za rudym krok w krok, obserwując każdy jego ruch. Kiedy pokazał łapę Fairemu, skrzywił się lekko. Takie... nie-świeże nie wyglądało już zbyt atrakcyjnie, śmiałby wręcz nazwać to obrzydliwym widokiem. Nudnym przy okazji. Szybko się oblizał, odwracając łeb w bok tak, by móc i pokazać swoje ucho. Rojst nie mówił w czym problem, tylko pokazał co boli... toteż młody miał zamiar robić dokładnie to samo.
Księżyce: 150 Mistrz: Dynia, Kos Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Księżyce: 150 Mistrz: Dynia, Kos Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Jest dumny i ambitny, ale ma dosyć niestałe poczucie własnej wartości. Fiksuje się na każdym popełnionym błędzie, często reaguje agresywnie na zwrócenie mu uwagi. Bardzo ekstrawertyczny; chętnie przebywa z innymi kotami, zazwyczaj pierwszy nawiązuje rozmowę i nie boi się opowiadać o sobie. Mówi głośno, swobodnie i odznacza się dosyć teatralną manierą. Ze względu na pewną zuchwałość, na pewność siebie, dużo żartuje i znajduje humor nawet tam, gdzie nie powinno go być.
Gryząca Łapa [KG]; Złamana Łapa [Z].
Na powierzchni ledwo zaczynało zmierzchać, lecz ściany piwnicy skąpane były w mroku. Potrzeba było chwili, by ślepia schodzących po stopniach kotów przyzwyczaiły się do ciemności. Spośród ziarnistych plam szarości wyłuskać się dało niepokojący obraz - młody medyk siedział na jednej z trumien, pyskiem do ściany. W absolutnym bezruchu i absolutnej ciszy.
Zassał powietrza ze świstem, spokój jego zmącony przybyciem rannych. Zeskoczył z dębowej płyty, żeby odwrócić się do Rojsta... któremu towarzyszył Schlatt. Obdarzył podrostka chłodnym spojrzeniem, jednak niczym poza tym. Krwawił, prawda. Ale może poczekać. Doświadczył dzisiaj już wystarczająco dobrego, żeby musiał odpłacić się za to. Odpłacić się bólem.
Podszedł do Przywódcy i wyciągnął łapę do jego łapy. Poważny wyraz jego pyska pozostawał niewzruszony, kiedy delikatnie naparł na palce rudego kocura, żeby rozewrzeć poklejone błotem brzegi rany. Niewielka ilość krwi wylała się doń jak na komendę, jednak Fairy zdążył dostrzec, że nie było to głębokie rozcięcie. Jego krawędzie wyglądały paskudnie i to nawet nie ze względu na brud - były poszarpane w sposób niepodobny kształtem do ciosów drapieżnika.
- O, gdzie byłeś? - wymruczał pod nosem, puszczając kończynę Rojsta.
Wyglądało na to, że nie oczekiwał odpowiedzi, bo natychmiast ruszył pełnym gracji krokiem ku Skrytce pod Schodami. Wyciągnął z urn jeden liść pokrzywy oraz jeden motek pajęczyny, po czym chwycił kawałek suchego płótna i wrócił pod kamienną ławę. Rozsiadł się z medykamentami u boku Przywódcy. Wpierw wytarł jego łapę z błota przy pomocy płótna, później do czysta wylizał okolice rany. W trakcie tego procesu utrzymywał niezachwiany kontakt wzrokowy z Rojstem, więc mogło to wyglądać dosyć niekomfortowo.
Wtedy przeżuł liść pokrzywy i nałożył miazgę na poszarpane rozcięcie. Na koniec obwiązał wszystko motkiem pajęczyny.
- Nie czuję się... najlepiej. Muszę z tobą porozmawiać - mówił, drąc końcówkę motku na pół i używając jej do obwiązania reszty opatrunku.
Czy naprawdę potrzeba było bandażować tę ranę? Nie. Doskonale wiedział, że nie, ale wiedział też, że Rojst nie miał o tym pojęcia, więc nie będzie mógł kwestionować jego pobudek. Fairy nie chciał, żeby Rojst zabrudził sobie tę łapę przy chodzeniu. Mógłby od tego dostać infekcji, albo piach mógłby wrosnąć mu w skórę między opuszkami i uwierać przy chodzeniu. Z resztą spód łapy był wrażliwą częścią ciała - odsłonięte rozcięcie zapewne bardzo by go bolało.
Księżyce: 50 Płeć: kocur Matka: Złotooka Ojciec: Zwichrzony Ogon Trwałe urazy: Blizny na szyi, karku i żebrach. Rozerwane lewe ucho.
Wysoki i surowy w budowie. Futro jego po połowie: rude i białe, oczy złote i poważne.
Poważny i chłodny, skupiony na swoich planach.
Zawisza, Blekot
Nie umknęła jego uwadze nietypowa pozycja, w której liliowy... medytował? Rojst nie skomentował jednak. Jedynie przejechał po sylwetce dłuższym, niż zazwyczaj, spojrzeniem. Ocenił.
Wytrzymał spokojnie zabiegi medyka, choć w trakcie rozrywania częściowo zasklepionej już rany, powieki jego oczu drgnęły, reagując na ból, a grzbiet spiął się nieznacznie, gdy kocur poprawiał swoją pozycję.
- Porozmawiamy, lecz najpierw zabezpiecz ucho nowicjusza. Mów na głos, co czynisz - polecił, odpowiadając na jego wzrok złotem własnych ślepi. Gdy tylko ranna łapa została opatrzona, opuścił ją ostrożnie na ziemię i skupił uwagę na cętkowanym młokosie.
- Mam nadzieję, że w ciągu ostatniego księżyca zrozumiałeś, czym zawiniłeś - i nadzieję tę, mimo mroku Ciemnicy, widać było na białym pysku. Rojst wydawał się nawet... w pewien sposób zadowolony. Jakby wiedział coś, czego żaden z zebranych w lecznicy kotów nie był świadomy.
- Nowicjat jest okresem, w ciągu którego kot może odejść, nie będąc uznanym za zdrajcę. Dałem ci czas na naukę ogłady. Na ponowne przemyślenie swojej decyzji. Na poznanie członków naszej grupy, z którymi przyszłoby dzielić ci los, za których przelewałbyś krew.
Mówiąc, czynił stosowne przerwy, by dać Fairemu czas na komentowanie wykonywanej pracy.
- Czy pragniesz należeć do Klanu Pożogi?
Decyzje nie były przypadkowe. Chciał, by młody widział, słyszał i czuł jak liliowy opatruje jego rany. Chciał, by cętkowany był świadkiem, jak sam Przywódca schodzi w mrok piwnicy, by prosić zielarza o pomoc.
Natomiast doświadczenie wcześniejszej walki... Miało mu pokazać, że tak długo, jak długo stać będzie u boku Pożogi, jak długo wykonywać będzie Jego polecenia i wierzyć będzie w Jego osąd, żadne niebezpieczeństwo nie wydrze go z Wiecznego Ognia.
<center><table class="tabelkaru"><tr><td rowspan="4" class="obrazekru"><img src="https://i.imgur.com/3xUQ6A5.png"></td><td class="tekst3ru">слышите мелодию?</td></tr><tr><td class="tekst2ru">веселись как русский, конец дискуссии
танцуй, как будто у тебя контузия
веселись как русский, диско соблазнение
веселись как будто ты олигарх</td></tr>
<tr><td class="tekst1ru"><i>вставь матрёшку в матрёшку в матрёшку...</i></td></tr>
<tr><td class="tekst4"><span class="tekst4sub">AKTYWNE SESJE (5/6):</span>
NORMALNE <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=465511#465511">POŁĄCZONE BRZOZY</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=468726&highlight=#468726">PRAWIE ŻYWE DRZEWO</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?t=10765">KRYPTA WIELU ZNAKÓW</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=468767#468767">NA SZCZYCIE KSIĘGI</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=466050#466050">DYPLOMACJA</a>
SPECJALNE <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=461860#461860">TRENING SPINKI</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=466777#466777">SPARING (ROCHE)</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=466824#466824">POLOWANIE</a></span></td></tr></table></center>
<img src="https://i.imgur.com/fEH7z9m.png" class="tloru">
<style> .tabelkaru {width: 500px; border-collapse: collapse;} .tloru {position: relative; bottom: 235px; margin-bottom: -235px; left: 190px; pointer-events: none;} .obrazekru {width: 165px;} .tekst1ru {height: 5px; padding-top: 8px; font-family: 'JetBrains Mono', monospace; font-size: 11px; color:#4D4D4D;} .tekst2ru {height: 5px; font-family: 'Kelly Slab', cursive; font-size: 16px; color:#929292;} .tekst3ru {height: 5px; line-height: 0.7rem; padding-bottom: 3px;font-family: 'Marck Script', cursive; font-size: 20px; color:#080808;} .tekst4 {vertical-align: bottom; font-family: 'Unica One', cursive; font-size: 11px; color:#080808;} .tekst4sub {font-size: 15px; color:#000000;} .tekst4 a {color:#151515;}</style><link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=JetBrains+Mono&family=Kelly+Slab&family=Marck+Script&family=Unica+One&display=swap" rel="stylesheet">
Księżyce: 150 Mistrz: Dynia, Kos Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Księżyce: 150 Mistrz: Dynia, Kos Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Jest dumny i ambitny, ale ma dosyć niestałe poczucie własnej wartości. Fiksuje się na każdym popełnionym błędzie, często reaguje agresywnie na zwrócenie mu uwagi. Bardzo ekstrawertyczny; chętnie przebywa z innymi kotami, zazwyczaj pierwszy nawiązuje rozmowę i nie boi się opowiadać o sobie. Mówi głośno, swobodnie i odznacza się dosyć teatralną manierą. Ze względu na pewną zuchwałość, na pewność siebie, dużo żartuje i znajduje humor nawet tam, gdzie nie powinno go być.
Gryząca Łapa [KG]; Złamana Łapa [Z].
"Mów na głos, co czynisz"? Obdarzył Rojsta podejrzliwym spojrzeniem. Akurat teraz zamierzał patrzeć mu na łapy? Czyżby obwiał się, że do leczenia młodego nie podejdzie wystarczająco poważnie? Westchnął cicho i ruszył po kolejną porcję medykamentu. Miał nadzieję, że się myli, i że celem Przywódcy było zaaranżowanie miniaturowej lekcji z opatrywania płytkich ran, co z resztą z każdym kolejnym krokiem wydawało mu się coraz bardziej prawdopodobnie. Rojst nie miał powodu, żeby myśleć, że Fairy zechce posłużyć się niepewnymi ziołami... w końcu nie wiedział jeszcze o Dyni.
- Pokrzywa. Spore, jajowate liście o ząbkowanych brzegach, wyraźnym żyłkowaniu i długich ogonkach. Z wierzchu zielone i błyszczące, od spodu jaśniejsze i matowe. Na całej powierzchni pokryte białymi, kłującymi włoskami. Łatwo rozróżnić je po tym, że pieką, gdy się ich dotknie - tłumaczył spokojnie, wyciągając z urny pojedynczy liść leczniczego zioła. - Nadają się do leczenia wzdęć, niestrawności i mniej poważnych zatruć. Pobudzają zrastanie się uszkodzeń skóry i podobno odkażają, ale nie w takim stopniu jak alkohol czy nawet olejek z dziurawca.
Jego zimny wzrok spoczął na pysku wymęczonego podrostka. Milczał przez chwilę, wpatrując się w ślepia Schlatta, po czym zbliżył się do niego. Stanąwszy u jego boku, wyciągnął pysk ku zranionej małżowinie.
- Najpierw ranę trzeba oczyścić. Oczyścić... własnym językiem - mówił coraz ciszej, prosto do ucha nowicjusza. Dało się wyczuć, że sam siebie właśnie rozbawił. - Naprawdę. Nie jest to rozwiązanie idealne, ale podobno lepsze, niż używanie nieprzegotowanej wody. Pamiętajcie, żeby nie lizać ran, jeśli macie chore gardło.
Wtedy zajął się czyszczeniem rozerwanej małżowiny bengala, pozwalając Rojstowi na... opowiedzenie o nowicjacie Schlatta? Młody mógł być zaskoczony tym, z jaką delikatnością medyk obchodził się z jego raną.
Parsknął śmiechem, słysząc pytanie zadane przez Przywódcę. Nie odezwał się jednak - zagryzł zęby na pokrzywie, którą dokładnie przeżuł. I wypluł na łapę, żeby miazgę rozsmarować po uchu pacjenta.
- Później pokrzywę mieli się w zębach, żeby dało się ją nałożyć równomiernie na całą ranę i wokół niej. To wszystko.
Księżyce: 50 Płeć: kocur Matka: Złotooka Ojciec: Zwichrzony Ogon Trwałe urazy: Blizny na szyi, karku i żebrach. Rozerwane lewe ucho.
Wysoki i surowy w budowie. Futro jego po połowie: rude i białe, oczy złote i poważne.
Poważny i chłodny, skupiony na swoich planach.
Zawisza, Blekot
Jeszcze zanim Schlatt zdążył odpowiedzieć, czy jakkolwiek zareagować na zachowanie liliowego, Rojst zwrócił ku medykowi złote spojrzenie. Uniósł przy tym brew, wyraźnie nie spodziewając się po zielarzu takiej reakcji.
- Fairy. Czyżby coś cię rozbawiło?
<center><table class="tabelkaru"><tr><td rowspan="4" class="obrazekru"><img src="https://i.imgur.com/3xUQ6A5.png"></td><td class="tekst3ru">слышите мелодию?</td></tr><tr><td class="tekst2ru">веселись как русский, конец дискуссии
танцуй, как будто у тебя контузия
веселись как русский, диско соблазнение
веселись как будто ты олигарх</td></tr>
<tr><td class="tekst1ru"><i>вставь матрёшку в матрёшку в матрёшку...</i></td></tr>
<tr><td class="tekst4"><span class="tekst4sub">AKTYWNE SESJE (5/6):</span>
NORMALNE <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=465511#465511">POŁĄCZONE BRZOZY</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=468726&highlight=#468726">PRAWIE ŻYWE DRZEWO</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?t=10765">KRYPTA WIELU ZNAKÓW</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=468767#468767">NA SZCZYCIE KSIĘGI</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=466050#466050">DYPLOMACJA</a>
SPECJALNE <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=461860#461860">TRENING SPINKI</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=466777#466777">SPARING (ROCHE)</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=466824#466824">POLOWANIE</a></span></td></tr></table></center>
<img src="https://i.imgur.com/fEH7z9m.png" class="tloru">
<style> .tabelkaru {width: 500px; border-collapse: collapse;} .tloru {position: relative; bottom: 235px; margin-bottom: -235px; left: 190px; pointer-events: none;} .obrazekru {width: 165px;} .tekst1ru {height: 5px; padding-top: 8px; font-family: 'JetBrains Mono', monospace; font-size: 11px; color:#4D4D4D;} .tekst2ru {height: 5px; font-family: 'Kelly Slab', cursive; font-size: 16px; color:#929292;} .tekst3ru {height: 5px; line-height: 0.7rem; padding-bottom: 3px;font-family: 'Marck Script', cursive; font-size: 20px; color:#080808;} .tekst4 {vertical-align: bottom; font-family: 'Unica One', cursive; font-size: 11px; color:#080808;} .tekst4sub {font-size: 15px; color:#000000;} .tekst4 a {color:#151515;}</style><link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=JetBrains+Mono&family=Kelly+Slab&family=Marck+Script&family=Unica+One&display=swap" rel="stylesheet">
Księżyce: 150 Mistrz: Dynia, Kos Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Księżyce: 150 Mistrz: Dynia, Kos Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Jest dumny i ambitny, ale ma dosyć niestałe poczucie własnej wartości. Fiksuje się na każdym popełnionym błędzie, często reaguje agresywnie na zwrócenie mu uwagi. Bardzo ekstrawertyczny; chętnie przebywa z innymi kotami, zazwyczaj pierwszy nawiązuje rozmowę i nie boi się opowiadać o sobie. Mówi głośno, swobodnie i odznacza się dosyć teatralną manierą. Ze względu na pewną zuchwałość, na pewność siebie, dużo żartuje i znajduje humor nawet tam, gdzie nie powinno go być.
Gryząca Łapa [KG]; Złamana Łapa [Z].
Zaskoczony oderwał wzrok od ucha Schlatta, żeby spojrzeć na Przywódcę. Nie spodziewał się tak szybkiej odpowiedzi; właściwie podświadomie zakładał, że nikt nie przejmie się jego reakcją. Nie wydawało się dotąd, że jego zdanie miało szczególną wagę. Pytanie Rojsta nie wzbudziło w nim lęku ni wstydu - złość wciąż gorzała w jego umyśle.
- Szybko - odparł sucho. - Szybko poszło.
Księżyce: 50 Płeć: kocur Matka: Złotooka Ojciec: Zwichrzony Ogon Trwałe urazy: Blizny na szyi, karku i żebrach. Rozerwane lewe ucho.
Wysoki i surowy w budowie. Futro jego po połowie: rude i białe, oczy złote i poważne.
Poważny i chłodny, skupiony na swoich planach.
Zawisza, Blekot
Gdy spojrzał na Pożogę, spotkał spojrzenie przenikliwe i chłodne, jednak nie wydawało się, by wcześniej obecny cień zadowolenia opuścił rojstowe oblicze.
- Przedkładasz proces nad rezultaty? - uśmiechnął się, jakby w myślach droczył się sam ze sobą, może jakby lekko rozbawiła go odpowiedź medyka. - Czy też próbujesz zarzucić mi niekompetencję i niedbałość?
<center><table class="tabelkaru"><tr><td rowspan="4" class="obrazekru"><img src="https://i.imgur.com/3xUQ6A5.png"></td><td class="tekst3ru">слышите мелодию?</td></tr><tr><td class="tekst2ru">веселись как русский, конец дискуссии
танцуй, как будто у тебя контузия
веселись как русский, диско соблазнение
веселись как будто ты олигарх</td></tr>
<tr><td class="tekst1ru"><i>вставь матрёшку в матрёшку в матрёшку...</i></td></tr>
<tr><td class="tekst4"><span class="tekst4sub">AKTYWNE SESJE (5/6):</span>
NORMALNE <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=465511#465511">POŁĄCZONE BRZOZY</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=468726&highlight=#468726">PRAWIE ŻYWE DRZEWO</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?t=10765">KRYPTA WIELU ZNAKÓW</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=468767#468767">NA SZCZYCIE KSIĘGI</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=466050#466050">DYPLOMACJA</a>
SPECJALNE <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=461860#461860">TRENING SPINKI</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=466777#466777">SPARING (ROCHE)</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=466824#466824">POLOWANIE</a></span></td></tr></table></center>
<img src="https://i.imgur.com/fEH7z9m.png" class="tloru">
<style> .tabelkaru {width: 500px; border-collapse: collapse;} .tloru {position: relative; bottom: 235px; margin-bottom: -235px; left: 190px; pointer-events: none;} .obrazekru {width: 165px;} .tekst1ru {height: 5px; padding-top: 8px; font-family: 'JetBrains Mono', monospace; font-size: 11px; color:#4D4D4D;} .tekst2ru {height: 5px; font-family: 'Kelly Slab', cursive; font-size: 16px; color:#929292;} .tekst3ru {height: 5px; line-height: 0.7rem; padding-bottom: 3px;font-family: 'Marck Script', cursive; font-size: 20px; color:#080808;} .tekst4 {vertical-align: bottom; font-family: 'Unica One', cursive; font-size: 11px; color:#080808;} .tekst4sub {font-size: 15px; color:#000000;} .tekst4 a {color:#151515;}</style><link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=JetBrains+Mono&family=Kelly+Slab&family=Marck+Script&family=Unica+One&display=swap" rel="stylesheet">
Księżyce: 150 Mistrz: Dynia, Kos Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Księżyce: 150 Mistrz: Dynia, Kos Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Jest dumny i ambitny, ale ma dosyć niestałe poczucie własnej wartości. Fiksuje się na każdym popełnionym błędzie, często reaguje agresywnie na zwrócenie mu uwagi. Bardzo ekstrawertyczny; chętnie przebywa z innymi kotami, zazwyczaj pierwszy nawiązuje rozmowę i nie boi się opowiadać o sobie. Mówi głośno, swobodnie i odznacza się dosyć teatralną manierą. Ze względu na pewną zuchwałość, na pewność siebie, dużo żartuje i znajduje humor nawet tam, gdzie nie powinno go być.
Gryząca Łapa [KG]; Złamana Łapa [Z].
Zmrużył oczy, utrzymując poważny wyraz pyska. Było jednak widać, że schodzi z niego napięcie, kiedy tak wpatrywał się w uśmiech rudego kocura. Nie wiedział, czy reszta mogła dostrzec zmianę w jego spojrzeniu, ale miał nadzieję, że nie. Każdy z nich miał swój własny powód, żeby podążać za Rojstem. Odwrócił łeb.
- Nie powiedziałem tego. Nie powiedziałbym tego - rzekł gorzko, po chwili milczenia. - Przepraszam.
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Nie rozmawiała z Rojstem od dłuższego czasu. Czuła jednak, że gdyby miał jej cokolwiek do przekazania, czy też jakikolwiek temat do omówienia, usłyszałaby o tym i niezwłocznie się z nim skontaktowała. Nie myliła się, bo dokładnie tak się stało. Rudo-biały kocur zagadnął ją i oświadczył, że potrzebuje jej obecności. Zastrzygła uszami i zakończyła prowadzoną właśnie rozmowę z Kajakiem. Poświęciła również kilkanaście uderzeń serca na zadbanie o kędzierzawą sierść. Skoro miało być to spotkanie oficjalne, nie powinna być tak zakurzona i pokryta drobnymi plamkami krwi, jak to miało miejsce w tej chwili. Podczas niedawnego polowania musiała przeciąć pazurem duże naczynie krwionośne w ciele sroki, którą zabijała, ponieważ krew siknęła radośnie na wszystkie strony, znacząc śnieżnobiałe futro na jej piersi szkarłatem. Spieszyła się, a jednak mimo wszystko nie udało jej się uniknąć spóźnienia. Spotkanie wyraźnie już trwało, a brały w nim udział trzy kocury: nowicjsz Schlatt, Rojst i medyk Fairy. Po wejściu skinęła głową każdemu z nich i nie odezwała się. Nie chciała przerywać prowadzonej między rudym a liliowym rozmowy. Nie wydawała się szczególnie przyjazna, a Opoka nie mogła w tej chwili wiedzieć, czego dotyczy. Jedyne, co była w stanie usłyszeć, to ostatnia wypowiedź Fairy, zakończona przeprosinami. Przyglądała się młodszemu z kotów z lekko zmarszczonymi brwiami.
Płeć: kocur Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
Doceniał to, że Rojst kazał wpierw opatrzyć jego ucho, nim przeszedł do rozowy. Tylko na jak długo cieszył się z tej decyzji było… wątpliwe. Naturalnie, nawet już nie obawy przed dotykiem go odrażały - bo w tym wypadku rozumiał, że ten jest konieczny - a sam fakt, że musi mieć kontakt akurat z orientalem. Nie lubił go. Każdy w odległości kilku kilometrów mógłby rozpoznać jak ogromną niechęcią paja do liliowego kocura. Spiął się, uwagę usiłując skupić na słowach Przywódcy. Było to arcytrudne, szczególnie że na parę chwil spotkał się wzrokiem z Medykiem. Nie reagował zewnętrznie, uniósł jedynie pytająco brew do góry gdy uznał że zbyt długo na siebie patrzą. Nie da się sprowokować teraz.
Nie mógł mówić zbyt wiele. Mówił Rojst, potem Fairy, młody wypełniał pustkę między wypowiedziami jednego i drugiego. Momentem przełomowym jego milczenia i udawania, że nie istnieje była chwila, w której oriental zaczął mówić mu do ucha. Grzbiet się mu najeżył a sam wyszczerzył kły, marszcząc do tego nos. Kusiło go w tej chwili napiąć się, żeby strzelić go znowu w mordę, ale jedynie na pokazywaniu że ma nie przesadzać pozostał. Wieczny Ogień czy inni bogowie trzymali mu siłą łapy na ziemi. Niemy akt niechęci nie był chyba też niczym tak znowu złym w porównaniu z wydarzeniami ze zebrania. Po prostu dał mu znać bez wyzwisk i bez siłowania się, by nie gadał mu do ucha. Pomijając, że było to po prostu cholernie dziwne, to najzwyczajniej w świecie łaskotało. - Oczywiście, że pragnę - rzucił najbardziej uroczyście jak mógł, chociaż brzmiało to nijak… ale inaczej nie był w stanie. Nie w takiej chwili. Chciał dodać więcej. Chciał podkreślić, że po to szedł dziś z Rojstem, że dlatego z nim został a nie uciekł po rozwścieczeniu łabędzia. Nie zrobił tego, nie chcąc być po prostu bezczelnym. Na pytanie czy zrozumiał czym zawinił, odpowiedział machnięciem głowy. Rojst gdyby chciał więcej odpowiedzi, pewnie by zadawał więcej pytań. Zacisnął zęby, wypuścił z siebie powietrze. Spokój, dla Dyni. Żeby się nie denerwował. - Gdybym nie chciał, co bym tu dalej robił? Szkoda marnować by było ziół na dezertera. Dziś miałem okazję się wynieść, a ty miałeś okazję mi z tym pomóc. Moje miejsce jest w Pożodze...
Przerwało mu wsmarowywanie papki w ucho. W tej chwili też usłyszał dźwięk wchodzącego kolejnego kota, a do tego śmiech i kolejne pytanie Rojsta, tym razem do Fairego. Otrzepał się, zaczął się przyglądać im obu - raz rudemu, raz Medykowi. Sam chciał wiedzieć co go tak bawi i przede wszystkim, czemu? Cały księżyc siedział z dala od niego, nie mieszał się w niczyje sprawy i dalej zbierał skrupulatnie informacje o innych. Nie musiał chyba niczego mówić, bo Rojst do tego podszedł dość… konkretnie. Zapamiętać, robić tak samo. Przyczłapał niezdarnie bliżej Przywódcy, najciszej i najdelikatniej jak mógł. Dla własnego spokoju, poczucia swobody i lepszego widoku na mordę Fairego. Bo to musiał widzieć. Nie miał zamiaru się wtrącać. Jego sprawa jak najbardziej, ale nie było potrzeby. Rojst, tak jakby, bronił go teraz przed byciem wyśmianym. Jakkolwiek nie było naprawdę, Schlatt szybko polubił swoją teorię, gdzie to rudy po prostu dba o młodzika. Aż uśmiechnął się wewnętrznie na to. Na zewnątrz zachowywał neutralny wyraz twarzy, chociaż szczerze miał ochotę uśmiechnąć się na reakcję Medyka. - Jak mówiłem, moje miejsce jest tutaj. W Pożodze - mruknął raz jeszcze, łeb unosząc minimalnie wyżej, by móc spotkać się ze ślepiami Rojsta. - Chcę zostać.
Podkreślił raz jeszcze. Teraz już każdy z zebranych mógł to usłyszeć.
Księżyce: 50 Płeć: kocur Matka: Złotooka Ojciec: Zwichrzony Ogon Trwałe urazy: Blizny na szyi, karku i żebrach. Rozerwane lewe ucho.
Wysoki i surowy w budowie. Futro jego po połowie: rude i białe, oczy złote i poważne.
Poważny i chłodny, skupiony na swoich planach.
Zawisza, Blekot
Powitał Tundrę oszczędnym skinieniem głowy, dając kotce znak, że jej obecność jest nadal pożądana. Liczył, że Opoka stanie się świadkiem rozgrywanej właśnie sceny - że usłyszy wyznania młokosa i posmakuje cierpkiej atmosfery panującej między dwoma kotami. Jako jeden z jego oficerów winna była znać wewnętrzne problemy ich młodego klanu.
-"Na poznanie członków grupy, za których przelewałbyś krew" - powtórzył ostrzejszym tonem, powracając uwagą do dzieciaka, który teraz próbował subtelnie zbliżyć się do jego boku. - To dotyczy również Fairego. Nie chcę widzieć między wami żadnych waśni i szczenięcych przepychanek. Jeśli chcecie być godnymi członkami Pożogi, zakończycie ten spór teraz.
<center><table class="tabelkaru"><tr><td rowspan="4" class="obrazekru"><img src="https://i.imgur.com/3xUQ6A5.png"></td><td class="tekst3ru">слышите мелодию?</td></tr><tr><td class="tekst2ru">веселись как русский, конец дискуссии
танцуй, как будто у тебя контузия
веселись как русский, диско соблазнение
веселись как будто ты олигарх</td></tr>
<tr><td class="tekst1ru"><i>вставь матрёшку в матрёшку в матрёшку...</i></td></tr>
<tr><td class="tekst4"><span class="tekst4sub">AKTYWNE SESJE (5/6):</span>
NORMALNE <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=465511#465511">POŁĄCZONE BRZOZY</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=468726&highlight=#468726">PRAWIE ŻYWE DRZEWO</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?t=10765">KRYPTA WIELU ZNAKÓW</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=468767#468767">NA SZCZYCIE KSIĘGI</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=466050#466050">DYPLOMACJA</a>
SPECJALNE <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=461860#461860">TRENING SPINKI</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=466777#466777">SPARING (ROCHE)</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=466824#466824">POLOWANIE</a></span></td></tr></table></center>
<img src="https://i.imgur.com/fEH7z9m.png" class="tloru">
<style> .tabelkaru {width: 500px; border-collapse: collapse;} .tloru {position: relative; bottom: 235px; margin-bottom: -235px; left: 190px; pointer-events: none;} .obrazekru {width: 165px;} .tekst1ru {height: 5px; padding-top: 8px; font-family: 'JetBrains Mono', monospace; font-size: 11px; color:#4D4D4D;} .tekst2ru {height: 5px; font-family: 'Kelly Slab', cursive; font-size: 16px; color:#929292;} .tekst3ru {height: 5px; line-height: 0.7rem; padding-bottom: 3px;font-family: 'Marck Script', cursive; font-size: 20px; color:#080808;} .tekst4 {vertical-align: bottom; font-family: 'Unica One', cursive; font-size: 11px; color:#080808;} .tekst4sub {font-size: 15px; color:#000000;} .tekst4 a {color:#151515;}</style><link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=JetBrains+Mono&family=Kelly+Slab&family=Marck+Script&family=Unica+One&display=swap" rel="stylesheet">
Płeć: kocur Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
Strzepnął delikatnie wciąż bolącym uchem. Spotkał się wzrokiem z Rojstem, do którego posłał delikatny uśmiech. Nie prześmiewczy, nie wyzywający. Po prostu uśmiechnął się do niego delikatnie. Trwało to parę chwil, bo zaraz spoważniał słysząc kolejne słowa przywódcy. Nie mógł obiecać, że przepychanek nie będzie. Jeśli Fairy splunie mu w pysk, on mu odda. Tak po prostu wypada robić, bo w końcu stałby się popychadłem dla starszego, wielkouchego znajomego. - Nie wchodzę mu w drogę - zaznaczył z powagą, nie kłamiąc w tej chwili. Nie widywał się z nim, nie rozmawiali, nie spędzali ze sobą czasu od zakończenia Zebrania. To było ich pierwsze zbliżenie do siebie od tamtego dnia. - Trudno więc o kłótnie, jeśli nie ma ich co powodować. Szanuję Medyka.
Myślał, że w tej chwili się udławi. Nie pokazywał nic po pysku nadal, co najwyżej obojętność względem "sprawy zupełnie oczywistej". Nie szanował go póki co, a przynajmniej nie w ten sposób co inne koty które znał. Jak miał szanować kogoś, kogo nie lubił? Co najwyżej, tolerował to że gdzieś sobie tam liliowy egzystuje. Niemniej, mieli zakończyć spór... cokolwiek miało to znaczyć. Posłał krótkie spojrzenie orientalowi. - Z mojej strony sporu nie będzie, póki i on w drogę nie będzie mi wchodził. Co mam zrobić? - z pytaniem zwrócił się już do Rojsta, wracając do neutralnego wyrazu pysku. Nie żartował, szczerze nie wiedział czego Przywódca od niego oczekuje i czy w ogóle jeszcze coś musi robić.
Księżyce: 150 Mistrz: Dynia, Kos Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Księżyce: 150 Mistrz: Dynia, Kos Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Jest dumny i ambitny, ale ma dosyć niestałe poczucie własnej wartości. Fiksuje się na każdym popełnionym błędzie, często reaguje agresywnie na zwrócenie mu uwagi. Bardzo ekstrawertyczny; chętnie przebywa z innymi kotami, zazwyczaj pierwszy nawiązuje rozmowę i nie boi się opowiadać o sobie. Mówi głośno, swobodnie i odznacza się dosyć teatralną manierą. Ze względu na pewną zuchwałość, na pewność siebie, dużo żartuje i znajduje humor nawet tam, gdzie nie powinno go być.
Gryząca Łapa [KG]; Złamana Łapa [Z].
Przez krótką chwilę w jego ślepiach zabłyszczał lęk - wyłapał szelesty wkraczającego do Grobowca kota. Zwrócił pysk ku schodom, w napięciu czekając, aż pojawi się nań Tundra. Skinął jej łbem, starając się prezentować godnie i spokojnie; od teraz miał publiczność.
Przeniósł wzrok na Rojsta, który napominał kulącego się z niechęci podrostka. Na jego pociągłym licu mignął cień mimowolnego uśmiechu, bo nie wierzył zupełnie, żeby Schlatt potrafił się teraz zachować. Żeby potrafił z szacunkiem podać mu łapę.
Gdy tak myślał o nim, jego spojrzenie powędrowało w kierunku bengala, zatrzymując się na jego strzygącym uchu i na skapującej z niego pokrzywie. Skrzywił się lekko - jednak potrzebował bandaża.
- Jeżeli mamy być gotowi oddać za siebie życie... - powiedział, ponownie wędrując do urn z ziołami.
Milczał przez chwilę, grzebiąc za kolejną porcją pokrzywy i za motkiem pajęczyny. Gdy miał już przy sobie oba medykamenty, powrócił z nimi do boku młodzika i położył je obok, po czym, ignorując wszelkie protesty Schlatta, ponownie oczyścił jego ranę i ponownie obsmarował ją pokrzywową miazgą. Później dosyć ciasno, z trudem, zawinął wokół niego motek pajęczyny, końcówkę jej rozdzierając i używając jej do zaplątania supła. Miał nadzieję, że tym razem opatrunek nie spłynie z jego pacjenta.
- Nie wierzę, żeby on faktycznie był gotowy.