Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Nie czuł specjalnie tych ran. Znaczy, owszem, paliły żywym ogniem, szczególnie lewy bok, gdzie pies pozbawił go sporej części skóry, ale nie na tyle, by opaść z sił. Zresztą, ból przytłumił fakt, że pies padł po chwili martwy na ziemię, a pod Puchaczem z wrażenia osunęły się tylne łapy i usiadł na zadzie, otwierając pysk, by złapać więcej powietrza. Okręcił uszkodzone ucho w stronę przywódcy, po chwili odwracając ku niemu wzrok. Planował zakopać psa, ale faktem było, że i Polny był ranny (i ogłupiony) i on ledwo trzymał się na nogach, a lewy bok nie chciał przestać krwawić, więc trzeba było jak najszybciej ewakuować się do obozu.
- Pierwszy kot, którego napotkamy, będzie musiał tu wrócić - przytaknął przywódcy. Szedł zaraz obok przywódcy, i jak ten był gotów być wsparciem dla niego, tak Puchacz gotów był być wsparciem dla Polnego, który też nie wyglądał za dobrze.
Kotka ma szaroniebieskie niewybarwione oczy i długie, białe, wywinięte wąsiska. Z zaokrąglonych, trójkątnych uszu wystają kępki sierści. Sylwetka krępa, masywna, lecz objętości niemal dwukrotnie dodaje puchate, pstrokate futro. Czekoladowa szylkretka. Rude plamy na pysku, plecach, udach, podudziu, barku, zadzie i ogonie znaczone są grubymi, klasycznymi pręgami. Biel u tricolorki pokrywa przednie łapy, szyję, klatkę piersiową i podbrzusze, po obu stronach rozchodząc się na nieregularne kształty. Posiada białe skarpetki na tylnych łapach oraz białą kryzę dookoła łba. Często widziana z kolorowymi kwiatami wplecionymi za uszy.
księżniczka | dramaturg | marzyciel | naiwna | ciekawa
Świerszcz [NŚ; nieaktywny]
Tup tup tup.
Łapki stąpały po chroboczącym podłożu, ciężko i z naciskiem większym niż zwykle. Co i rusz podkopywały jakieś stare liście, kupki zleżałego śniegu, a to inne napotkane przedmioty. Minęły już dwa! Aż dwa księżyce, a póki co stan Wiśni utrzymywał się w najlepsze, począwszy od momentów uniesienia i wzburzenia, po dumę i ignorancję, na złośliwych komentarzach kończąc. Udawała, że wcale nie były one po to, aby kogoś urazić czy okazać swoją wyższość. To wszystko przez tą głupią Skowyt, pomyślała. Dała by się poćwiartować, że ta głupia siostra, która OŚMIELIŁA się upokorzyć ją na oczach klanu wcale nie była lepsza od tego, co sama paplała na jej temat. Ba! Nawet twierdziła, że nic złego nie zrobiła albo to Wiśniowa robiła z tego takie wielkie halo. Otóż właśnie, zrobiła, a jakże, i to ma za co przepraszać! A mimo wszystko jak mogła jej nie kochać i nie chcieć, aby przestała bawić się w obrażonego kociaka? Niech przytuli Wiśnię czym prędzej, bo jej humorki przestały być zabawne! O wilku mowa, pomyślała akurat, gdy w oczy rzucił jej się znajomy widok buro białej. Odetchnęła głęboko i łapka za łapką, podeszła w stronę siostry.
— Uszanowanko, Skowycząca Łapo — ukłoniła się, specjalnie akcentując jej pełne imię — Mam nadzieję, że słońce grzeje twe szlachetne siedzenie, a zwierzyna, jak nigdy, pieści podniebienie. Musimy pogadać. — Zakończyła.
Uniosła brwi, świdrując kotkę przenikliwym spojrzeniem.
Księżyce: 103 Mistrz: kamienie na brzegu Płeć: kotkaaaaaa Matka: Agrestowy Krzew Ojciec: nie posiada
Natura nie obdarowała tej kotki ani aksamitnym futerkiem Agrestki ani długim, białym jak śnieg okryciem Przymrozka. Dostała za to krótkie, pozlepiane buro-białe futro. Wiecznie skołtunione i brudne, trudno się domyślić gdzie kończy się ciemniejsza część a gdzie zaczyna jaśniejsza. Przy trochę bliższej obserwacji, pod warstwą kurzu i błota, można dostrzec, że grzbiet i część ogona są zdecydowanie ciemniejsze, pręgowane klasycznie, podczas gdy cały front kotki, łącznie z brzuchem, aż do szczęki jest domyślnie 'biały'. Tylnie łapy natomiast do połowy uda również są pokryte brunatną plamą, żeby później przejść w nieco jaśniejszy kolory i tak pokryte wieczną warstwą brudu. Pyszczek ma, dość smukły, z ciemnym nosem i brązowymi oczami, zwieńczony przez cienkie, szerokie uszy. Jej kocie ciało wciąż do końca nie zorientowało się w proporcjach jakie powinien mieć kot, przez co wygląda jak wyrośnięte kocię na łapach bardziej przypominających szczudła. Jest również zaskakująco koścista, skóra wydaje się być w kilku miejscach niesamowicie napięta, jakby ledwo trzymała tą kupę kości razem. Podsumowując, kocica jest dziwnie niekształtna, niedelikatnie mówiąc brzydka, i jak na razie z tego nie wyrosła. Jedyne co się zmieniło to wzrost kotki, pnie się się w górę jak młode drzewko, ale już wiadomo, że nie będzie ani największa ani najwyższa z rodzeństwa.
Mianowanie na Terminatora nie zmieniło wiele w jej podejściu do rzeczywistości. Wciąż jest zafascynowana światem zewnętrznym, szczególnie teraz gdy przestał być ograniczony do czterech ścian obozu. Odpowiedzialności i obowiązki nie interesują ją za bardzo, coś tam niby pomoże, przyniesie, ale odwala minimum (i to nie zawsze) by tylko móc robić to na co ma ochotę. Wciąż nie przejawia nawet ułamków szacunku do autorytetów w jej życiu, a jeśli coś ją zainteresuje, będzie zadawać niewygodne i drążyć temat do bólu. Niestety szybciej powie niż pomyśli i całe szczęście, że umie szybko myśleć, bo co chwila pakuje się w kłopoty i jest gotowa wić się tak długo jak będzie to konieczne, byleby nie przyznać się do winy. Jeśli uważa, że ktoś popełnia błąd to powie o tym głośno. Ma zaskakująco dużą wiarę w siebie, swoje umiejętności i determinację by pokonać każdą, możliwą przeszkodę. Nastoletni wiek cechuje burza emocji, ale u Skowyt to prawdziwy tajfun. Kotka wszystko odczuwa intensywnie, nie ważne, smutek, złość czy radość - wypełnia ją, pochłania i zdaje się kierować nią bardziej niż logika. Obok silnego kompasu moralnego, ma też silną pamięć i jeśli ktoś, według niej, traktuje ją lub innych z góry nie przepuści tego, ani nie zapomni. Wciąż jest młoda i wciąż uwielbia psocić, wygłupiać się i wymyślać psikusy, które może uciąć innym. Pomimo szczerej miłości i troski jakimi darzy swoją mamę i rodzeństwo, nie czuje się komfortowo z wizją trwania w Klanie do końca swoich dni. Ma w sobie silny zew przygody i włóczęgi, za którym chce podążać. ale wciąż jest tylko dzieciakiem, który pod koniec dnia czuje się bardzo mały w bardzo dużym świecie.
Coś jej mówiło, że jedzenie obiadu w obozie dzisiaj to nie będzie dobry pomysł. Ale chciała zachaczyć o Kociarnię, posiedzieć chwilę z Agrest i podejrzeć nowe dzieciaki Zastępczyni, więc stwierdziła, pomimo bardzo nieprzyjemnego uczucia, które zdawało się chować tuż pod jej skórą, narastając bardziej z każdym uderzeniem serca. Była właśnie w połowie pożerania szczura, gdy wyrodna siostrzyczka stanęła przed nią, w całej swojej chwale. Przełknęła kęs mięsa, jednocześnie pozwalając głębokiem westchnięciu uciec ze swoich płuc. Nigdy nie przejmowała się etyką jedzenia, więc cały pysk miała pobrudzony stosunkowo świeżą krwią, barwiącą jej białe futro. Wyprostowała się znad swojego obiadu, mierząc kotkę poirytowanym spojrzeniem, po czym oblizała się leniwie, nie kryjąc obrzydzenia. Note to self; nie ignorować złych przeczuć, nigdy więcej.
Cała zjeżyła się, gdy ta użyła jej pełnego imienia. Nie rozmawiały za dużo, teoretycznie mogła nie wiedzieć, że był to łatwy sposób by zirytować córkę Agrest, ale Skowyt nie miała ochoty poświęcić tym rozważaniom nawet sekundy. W jej oczach Wiśnia właśnie postawiła kolejny krzyżyk na sobie, jak gdyby cała ta farsa na pogrzebie nie była wystarczająca. - Wiśnia - warknęła, obnażając białe kły. Nie bawiły jej uprzejmości trikolorki i nie zamierzała uczestniczyć w pokręconej grze, którą najwyraźniej prowadziła jej siostra. Emocje, które zdążyły ostygnąć, uspokojone przez niezmienny upływ czasu, wybuchły na nowo w sercu Skowyt, napełniając ją gniewem jak gdyby wszystko co Wiśnia uczyniła miało miejsce zaledwie kilka uderzeń serca temu. Zmrużyła oczy, próbując za wszelką cenę nie dopuścić do kolejnego wybuchu. Coś, głęboko w jej wnętrzu, cicho szeptało modlitwę do Gwiezdnego Klanu o nagłe pojawienie się Trzask lub ich matki, które poradziłyby się w tej sytuacji konfliktu o wiele lepiej niż buro-biała. Ale odsieczy nie było widać na horyzoncie. Skowyt była w tym sama, a emocje zaczynały brać górę, choć siostrzyczka zdążyła wypowiedzieć jedynie kilka słów. O kilka słów za dużo. - Daruj sobie... cokolwiek to jest - odpowiedziała ostro i choć uszy wciąż trzymała na sztorc, ogon szurał po ziemi, całkowicie oddając się wściekłości płonącej w jej wnętrzu. - Czego chcesz? - zapytała. Odpierała spojrzenie siostry bez najmniejszego drgnięcia, zdeterminowana nie ustąpić nawet na najmniejszą z mysich długości. Jeśli Wiśnia myślała, że będzie to przyjemna rozmowa o pojednaniu to grubo się przeliczyła. Jedyne co mogła zrobić by załagodzić tą sytuację to szczere, zwyczajnie przeprosić. A na to się nie zapowiadało.
Kotka ma szaroniebieskie niewybarwione oczy i długie, białe, wywinięte wąsiska. Z zaokrąglonych, trójkątnych uszu wystają kępki sierści. Sylwetka krępa, masywna, lecz objętości niemal dwukrotnie dodaje puchate, pstrokate futro. Czekoladowa szylkretka. Rude plamy na pysku, plecach, udach, podudziu, barku, zadzie i ogonie znaczone są grubymi, klasycznymi pręgami. Biel u tricolorki pokrywa przednie łapy, szyję, klatkę piersiową i podbrzusze, po obu stronach rozchodząc się na nieregularne kształty. Posiada białe skarpetki na tylnych łapach oraz białą kryzę dookoła łba. Często widziana z kolorowymi kwiatami wplecionymi za uszy.
księżniczka | dramaturg | marzyciel | naiwna | ciekawa
Świerszcz [NŚ; nieaktywny]
Niemal natychmiastowa reakcja siostry sprawiła, że krew w jej żyłach zaczęła powoli się gotować. Jej mózg aż skwierczał od nadmiaru myśli, których Skowyt wcale nie uspokajała, a wręcz, ba, dokładała swoją cegiełkię. Gdyby chociaż przeprosiła za swoje zachowanie nic złego by się nie stało, ale Skowyt jak zawsze musiała być w gorącej wodzie kąpana i jak zwykle uważać, że ma rację. A tego Wiśnia nie znosiła, o nie. Założyła wcześniej, że szczerość popłaca, tymczasem okazało się, że niektóre koty nie lubiły, kiedy wyrażało się swoje obawy i przemyślenia wprost, a ona już nie wiedziała, jak za nimi wszystkimi nadążyć. Nastroje innych od zawsze były zresztą jakoś raczej mniej zrozumiałe niż jej własne.
— Przychodzę się pojednać — powiedziała po dłuższej chwili. Jej wzrok nieustannie wlepiał się w burobiałą z wielką przenikliwością, jakby chciała wyżłobić jej dziurę w głowie. Wypuściła jednak powietrze, nie chcąc dać się zwieść siostrzanym zagraniom i wywróciła oczyma.
— Sądziłam, że masz mi coś do powiedzenia — zaczęła lekko. — Bo chyba powinnaś, nieprawdaż? Nie dąsaj się, chcę tylko wyjaśnień. Jesteś na mnie zła, jakbym co najmniej ukradła ci drugi z rzędu obiad. Możesz mi powiedzieć, co ci leży na sercu, a może będziemy w stanie to obgadać. — Zawyrokowała.
Przekręciła głowę. Czy nadal chodziło o Szyszkę? Przecież nie oskarżyła jej o morderstwo! Również oczekiwała tylko wyjaśnień. Rozumiała troskę o rodzeństwo i tak dalej...ale czy to już nie była przesada?
Księżyce: 103 Mistrz: kamienie na brzegu Płeć: kotkaaaaaa Matka: Agrestowy Krzew Ojciec: nie posiada
Natura nie obdarowała tej kotki ani aksamitnym futerkiem Agrestki ani długim, białym jak śnieg okryciem Przymrozka. Dostała za to krótkie, pozlepiane buro-białe futro. Wiecznie skołtunione i brudne, trudno się domyślić gdzie kończy się ciemniejsza część a gdzie zaczyna jaśniejsza. Przy trochę bliższej obserwacji, pod warstwą kurzu i błota, można dostrzec, że grzbiet i część ogona są zdecydowanie ciemniejsze, pręgowane klasycznie, podczas gdy cały front kotki, łącznie z brzuchem, aż do szczęki jest domyślnie 'biały'. Tylnie łapy natomiast do połowy uda również są pokryte brunatną plamą, żeby później przejść w nieco jaśniejszy kolory i tak pokryte wieczną warstwą brudu. Pyszczek ma, dość smukły, z ciemnym nosem i brązowymi oczami, zwieńczony przez cienkie, szerokie uszy. Jej kocie ciało wciąż do końca nie zorientowało się w proporcjach jakie powinien mieć kot, przez co wygląda jak wyrośnięte kocię na łapach bardziej przypominających szczudła. Jest również zaskakująco koścista, skóra wydaje się być w kilku miejscach niesamowicie napięta, jakby ledwo trzymała tą kupę kości razem. Podsumowując, kocica jest dziwnie niekształtna, niedelikatnie mówiąc brzydka, i jak na razie z tego nie wyrosła. Jedyne co się zmieniło to wzrost kotki, pnie się się w górę jak młode drzewko, ale już wiadomo, że nie będzie ani największa ani najwyższa z rodzeństwa.
Mianowanie na Terminatora nie zmieniło wiele w jej podejściu do rzeczywistości. Wciąż jest zafascynowana światem zewnętrznym, szczególnie teraz gdy przestał być ograniczony do czterech ścian obozu. Odpowiedzialności i obowiązki nie interesują ją za bardzo, coś tam niby pomoże, przyniesie, ale odwala minimum (i to nie zawsze) by tylko móc robić to na co ma ochotę. Wciąż nie przejawia nawet ułamków szacunku do autorytetów w jej życiu, a jeśli coś ją zainteresuje, będzie zadawać niewygodne i drążyć temat do bólu. Niestety szybciej powie niż pomyśli i całe szczęście, że umie szybko myśleć, bo co chwila pakuje się w kłopoty i jest gotowa wić się tak długo jak będzie to konieczne, byleby nie przyznać się do winy. Jeśli uważa, że ktoś popełnia błąd to powie o tym głośno. Ma zaskakująco dużą wiarę w siebie, swoje umiejętności i determinację by pokonać każdą, możliwą przeszkodę. Nastoletni wiek cechuje burza emocji, ale u Skowyt to prawdziwy tajfun. Kotka wszystko odczuwa intensywnie, nie ważne, smutek, złość czy radość - wypełnia ją, pochłania i zdaje się kierować nią bardziej niż logika. Obok silnego kompasu moralnego, ma też silną pamięć i jeśli ktoś, według niej, traktuje ją lub innych z góry nie przepuści tego, ani nie zapomni. Wciąż jest młoda i wciąż uwielbia psocić, wygłupiać się i wymyślać psikusy, które może uciąć innym. Pomimo szczerej miłości i troski jakimi darzy swoją mamę i rodzeństwo, nie czuje się komfortowo z wizją trwania w Klanie do końca swoich dni. Ma w sobie silny zew przygody i włóczęgi, za którym chce podążać. ale wciąż jest tylko dzieciakiem, który pod koniec dnia czuje się bardzo mały w bardzo dużym świecie.
Skowyt nie miała jakiś wielkich nadziei na tą rozmowę. Gdyby ona mogła zadecydować to nigdy więcej by się do Wiśni nie odezwała, ale skoro ta postanowiła przyjść i swoje istnienie uczynić ponownie jej problemem, buro-biała nie miała zamiaru się z tej konfrontacji wycofać. Chciała się z nią rozmówić? Proszę bardzo, Skowyt nie była tchórzem. Jej brewki powędrowały wysoko, gdy ta oznajmiła, że chce się pojednać. Jakiś początek to był i chociaż córka Agrest miała wielką ochotę splunąć na ten kolorowy pysk, to słowa te były na tyle obiecujące, że pozwoliła jej kontynuować. Niemądrze, jak się zaraz okazało. - Ja? Tobie? Nie rozśmieszaj mnie - parsknęła sucho, w czymś podobnym do krótkiego, urywanego śmiechu. I chociaż w pierwszej chwili była nawet rozbawiona tymi absurdalnymi żądaniami siostry, jej dalsze słowa zagotowały krew w żyłach kotki. Uszy opadły, głowa obniżyła się, z gardła mimowolnie wydobył się wark. Przekroczyłaś jakąś granicę, siostruś. - O, oh, to ja się DĄSAM?! TO JA MAM SIĘ TŁUMACZYĆ?! - ryknęła, ryjąc pazurami ziemię pod swoimi łapami. - Chcesz wiedzieć, co mi leŻy na sercu?! PROSZĘ BARDZO! Czy ty masz jakikolwiek kontakt z rzeczywistością?! Czy ty masz cokolwiek w tym łbie poza liśćmi i mysimi bobkami?! OSKARŻYŁAŚ SZYSZKE O MORDERSTWO NA OCZACH CAŁEGO KLANU! Wyobrażasz co by się stało, jakby ktokolwiek ci uwierzył?! Gdyby ktokolwiek wziął cię na poważnie?! Może i jesteś niepoważnym lisim gnojem, ale nie ty jedna, kochana siostrzyczko! Doprowadziłaś ją do płaczu, a ja musiałam sama zarządzać tym całym bajzlem, bo ty jesteś ZBYT ODKLEJONA BY POMYŚLEĆ ZANIM COŚ POWIESZ! Powinnaś błagać Szyszkę o wybaczenie! JEST TWOJĄ SIOSTRĄ NA WSZYSTKICH GWIEZDNYCH! Jak-jak-jak można mieć nos tak bardzo schowany w swojej własnej dupie, żeby nie zdawać sobie z tego sprawy?! - i masz babo placek. Wiśnia albo była zupełnie nieświadoma sytuacji albo naprawdę szalona, żeby igrać z buro-białą w ten sposób. Ogon kotki uderzał o ziemię, w oczach płonął ogień. Jeden niewłaściwy krok i Skowyt była gotowa rzucić się na Wiśnię, tylko po to by dać ujście tej pulsującej sile, wibrującej teraz w jej ciele. Domagającej się wolności. Domagającej się sprawiedliwości. Domagającej się krwi.
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Nieco spokojniejsza niż za młodu, gadatliwa, narwana, overthinker [KP]
Śnieżna Łapa [KC], Napoleon [S/GPP]; Czterolistna Koniczyna [GK, Mg]
Ostatnie dni nie były dla Kuzki... Mega relaksujące. Znaczy, jej pierwszy dzień treningu i mała sytuacja z Szumem były zaledwie wczoraj, ale to nie zmienia faktu, że fajnie nie było. Brak treningu, te durne drobne obowiązki, zero patroli - N U D A .
Potrzebowała rozrywki. Więc bez chwili namysłu wyleciała z obozu (a raczej przesmyknęła się wraz z pierwszym lepszym patrolem) i ruszyła w randomowym kierunku. Czego szukała? W sumie... To niczego. Ciekawych zdarzeń, chyba. Dopiero gdy dotarła w okolice Jodełek (swoją drogą nie miała bladego pojęcia gdzie zawędrowała), do jej głowy wpadł świetny pomysł. SPARING. MOGŁA SIĘ Z KIMŚ BIĆ. Wydała z siebie głęboki pomruk zrezygnowania. Kurde, czemu wcześniej o tym nie pomyślała? Mogła zgarnąć randomową ofiarę w obozie i się potłuc, teraz już za późno. Jaka była szansa, że akurat ktokolwiek będzie tędy przechodził bez niczego lepszego do roboty, z kim będzie mogła się pobić? Kurde bele.
Ale teraz już niespecjalnie chciało jej się wracać. Więc po prostu znalazła sobie pierwszy lepszy głaz, na którym się położyła i z frustracją zaczęła wylizywać agresywnie zmierzwione futerko na łapach. Odpocznie sobie, może popatrzy na chmurki i wtedy wróci. Co jej szkodzi. A może akurat przy lepszych wiatrach jest jakaś tycia tycia szansa, że ktoś się tędy będzie szwędał?
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
czekoladowy srebrny szylkret (pręgowany klasycznie) z niewielką ilością bieli. Krótkowłosa, złotooka, z wywiniętymi uszami.
Zdawałoby się, że przeżyte wydarzenia wyssą z niej całą pozytywną energię oraz radość z życia… Ale na szczęście nie! Pomimo napotkanych trudności Ślimaczek wciąż jest tym dużym, pięknym słonecznikiem, którym była za młodu. Po świecie chodzi z szerokim na twarzy uśmiechem, a jej głowa zawsze jest pełna kreatywnych pomysłów i wesołych myśli. Koteczka, pomimo groźnego wyglądu, zaraża otoczenie szczęściem i zdaje się, że w tym małym ciałku nie ma ani krzty negatywnych emocji. Buźka nigdy jej się nie zamyka, bo nawet, gdy nie ma o czym gadać to gada, by po prostu gadać! Wszystko tak jak dawniej… No ale z małymi różnicami. Zmieniło się chociażby to, że pod wpływem ciężkich warunków przyzwyczaiła się do samotności, której kiedyś nie potrafiła znieść. Nie można co prawda powiedzieć, że znajduje w niej totalne ukojenie, ale w pewnym sensie ją nawet polubiła. Osiedle nauczyło ją również ostrożności i całkowicie zabiło naiwność, która kiełkowała w niej niemalże od dziecka. Dawne przekonanie o cząsteczce dobra znajdującej się w każdej żywej duszy wyparowało, robiąc miejsce myśli, że po świecie chodzą również potwory, których umysły są pełne demonów. Nie ma już idei świata idealnego, pozbawionego wszelkiego zła. Zaufanie, którym wcześniej obdarzała każdą napotkaną istotę, ograniczyło się tylko do najbliższych jej kotów. To znaczy do rodziny, która, pomimo długiej rozłąki, wciąż zdaje się być ważnym fundamentem jej życia. Ale czy krewni w ogóle jeszcze o niej pamiętają?
Poza negatywnymi zmianami są, rzecz jasna, również te pozytywne, jak chociażby to, że znacznie wzrosła jej pewność siebie, a nieprzyjemne komentarze rzucane przez inne koty przestały robić na niej jakiekolwiek wrażenie. Nauczyła się dbać o własny zadek, sama, bez konieczności sięgania po pomoc. Podsumowując to wszystko, zdaje się, że w końcu dorosła.
Kornikowy Żer [KG], Tygrys [GK]
Poranne polowanie.
Dziś wyjątkowo wybrała się na nie samotnie. Nie myślała nawet nad tym, by wziąć ze sobą jakieś towarzystwo. Chyba w pośpiechu opuściła obóz sama albo być może nie pomyślała, by kogoś zaprosić. A może po prostu nie chciała budzić pogrążonych we śnie Cienistych? W każdym razie, nic straconego, przynajmniej będzie mogła się skupić.
Dotarłszy do okolicy granicy z Klanem Gromu wzięła kilka głębszych wdechów i zabrała się za szukanie zwierzyny, skupiona i gotowa do wypełnienia cholernego wojowniczego obowiązku. Odbębni to teraz, dzięki czemu resztę dnia będzie miała wolną. Mądre? Mądre.
Dzięcioł jest przeciętnej wielkości kociakiem o szczupłej sylwetce. Może teraz tego nie widać z powodu kocięcego tłuszczyku, ale w przyszłości kocur będzie mógł poszczycić się dobrze zbudowanym ciałem o widocznych dobrze zarysowanych mięśniach Całe ciało młodzika pokryte jest krótką, gładką śnieżnobiałą sierścią nie odznaczająca się żadnymi szczególnymi znaczeniami. Jak jesteśmy już przy ciele należy wspomnieć że jest ono utrzymywane przez długie, mocne, choć jeszcze nieco pulchne łapki. Dzięcioł posiada niebieskie oczka, które z wiekiem zabarwią się na kolor jasno zielony. Nie wiele wyżej nad oczami znajdują się średniej wielkości trójkątne uszka. Pysk kocura jest niemalże okrągły, można powiedzieć że praktycznie zawsze, choć mimowolnie wyraża on obojętność.
Charakter kocura można porównać z tym jego matki. Jest spokojny i jak na swój wiek dość cierpliwy lecz w przeciwieństwie do Jałowcowej Jagody nie stroni od towarzystwa. Chętnie zamieni słówko lub dwa z innym klanowiczem. Jeżeli już mowa o rozmowach trzeba przyznać że kocurek jest lepszym słuchaczem niż rozmówcą, ale gdy już ma zamiar się odezwać stara się być przy tym uprzejmy i odnosić się z szacunkiem do rozmówcy. Przez specyficzny sposób wychowania swoich rodziców uważa że Klan Cienia jest najważniejszy i najwspanialszy, ponadto ceni sobie zasady i dyscyplinę. Lecz mimo tych wszystkich poglądów i słów rodziców na temat brudnokrwistych nie wywyższa się ponad nich, ani nie czuje się lepszy, wręcz przeciwnie stara się traktować je niemal na równi z pełnokrwistymi członkami Klanu, jednak nie oznacza to że nie jest wobec nich czujny, bo jest i to bardzo, jeden fałszywy ruch i uprzejmość syna Zroszonego Pąku może przemienić się w zniewagę.
Jak się miało okazać odbębnienie niechcianego obowiązku nie będzie wcale takie proste, bo po zwierzynie ani widu ani słychu. Czyżby była jeszcze pogrążona we śnie i nie wyszła ze swoich norek, a może to przechodzący tutaj z samego rana patrol Klanu Gromu ją spłoszył?
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
czekoladowy srebrny szylkret (pręgowany klasycznie) z niewielką ilością bieli. Krótkowłosa, złotooka, z wywiniętymi uszami.
Zdawałoby się, że przeżyte wydarzenia wyssą z niej całą pozytywną energię oraz radość z życia… Ale na szczęście nie! Pomimo napotkanych trudności Ślimaczek wciąż jest tym dużym, pięknym słonecznikiem, którym była za młodu. Po świecie chodzi z szerokim na twarzy uśmiechem, a jej głowa zawsze jest pełna kreatywnych pomysłów i wesołych myśli. Koteczka, pomimo groźnego wyglądu, zaraża otoczenie szczęściem i zdaje się, że w tym małym ciałku nie ma ani krzty negatywnych emocji. Buźka nigdy jej się nie zamyka, bo nawet, gdy nie ma o czym gadać to gada, by po prostu gadać! Wszystko tak jak dawniej… No ale z małymi różnicami. Zmieniło się chociażby to, że pod wpływem ciężkich warunków przyzwyczaiła się do samotności, której kiedyś nie potrafiła znieść. Nie można co prawda powiedzieć, że znajduje w niej totalne ukojenie, ale w pewnym sensie ją nawet polubiła. Osiedle nauczyło ją również ostrożności i całkowicie zabiło naiwność, która kiełkowała w niej niemalże od dziecka. Dawne przekonanie o cząsteczce dobra znajdującej się w każdej żywej duszy wyparowało, robiąc miejsce myśli, że po świecie chodzą również potwory, których umysły są pełne demonów. Nie ma już idei świata idealnego, pozbawionego wszelkiego zła. Zaufanie, którym wcześniej obdarzała każdą napotkaną istotę, ograniczyło się tylko do najbliższych jej kotów. To znaczy do rodziny, która, pomimo długiej rozłąki, wciąż zdaje się być ważnym fundamentem jej życia. Ale czy krewni w ogóle jeszcze o niej pamiętają?
Poza negatywnymi zmianami są, rzecz jasna, również te pozytywne, jak chociażby to, że znacznie wzrosła jej pewność siebie, a nieprzyjemne komentarze rzucane przez inne koty przestały robić na niej jakiekolwiek wrażenie. Nauczyła się dbać o własny zadek, sama, bez konieczności sięgania po pomoc. Podsumowując to wszystko, zdaje się, że w końcu dorosła.
Kornikowy Żer [KG], Tygrys [GK]
Spodziewała się, że nie trafi na zwierzynę od razu, więc... Nie ma się co załamywać! Maszerowała dalej przed siebie, uważnie rozglądając się na boki... I uważając przy tym, rzecz jasna, by nie skupiać uwagi na niczym innym. W końcu tak łatwo jest jej się rozproszyć...! Zdecydowanie powinna z tym uważać, jednak jak na razie wciąż pozostawała czujna. Byle kwiatuszek nie odciągnie jej uwagi... Tak?
Dzięcioł jest przeciętnej wielkości kociakiem o szczupłej sylwetce. Może teraz tego nie widać z powodu kocięcego tłuszczyku, ale w przyszłości kocur będzie mógł poszczycić się dobrze zbudowanym ciałem o widocznych dobrze zarysowanych mięśniach Całe ciało młodzika pokryte jest krótką, gładką śnieżnobiałą sierścią nie odznaczająca się żadnymi szczególnymi znaczeniami. Jak jesteśmy już przy ciele należy wspomnieć że jest ono utrzymywane przez długie, mocne, choć jeszcze nieco pulchne łapki. Dzięcioł posiada niebieskie oczka, które z wiekiem zabarwią się na kolor jasno zielony. Nie wiele wyżej nad oczami znajdują się średniej wielkości trójkątne uszka. Pysk kocura jest niemalże okrągły, można powiedzieć że praktycznie zawsze, choć mimowolnie wyraża on obojętność.
Charakter kocura można porównać z tym jego matki. Jest spokojny i jak na swój wiek dość cierpliwy lecz w przeciwieństwie do Jałowcowej Jagody nie stroni od towarzystwa. Chętnie zamieni słówko lub dwa z innym klanowiczem. Jeżeli już mowa o rozmowach trzeba przyznać że kocurek jest lepszym słuchaczem niż rozmówcą, ale gdy już ma zamiar się odezwać stara się być przy tym uprzejmy i odnosić się z szacunkiem do rozmówcy. Przez specyficzny sposób wychowania swoich rodziców uważa że Klan Cienia jest najważniejszy i najwspanialszy, ponadto ceni sobie zasady i dyscyplinę. Lecz mimo tych wszystkich poglądów i słów rodziców na temat brudnokrwistych nie wywyższa się ponad nich, ani nie czuje się lepszy, wręcz przeciwnie stara się traktować je niemal na równi z pełnokrwistymi członkami Klanu, jednak nie oznacza to że nie jest wobec nich czujny, bo jest i to bardzo, jeden fałszywy ruch i uprzejmość syna Zroszonego Pąku może przemienić się w zniewagę.
Parę kroków dalej kotka mogła usłyszeć specyficzny odgłos, nie wydawała go jednak żadna znana jej zwierzyna, co więcej zaraz potem do jej nosa doleciał zapach kota, mianowicie kocura. Czekoladowy młodzik o okrągłym pyszczku krążył właśnie energicznym ruchem wokół jednej z jodelek, łeb zadzierając ku górze, jakby w ogóle nie przejmował się otoczeniem. Na szyi miał pomarańczową obróżkę z przyczepionym do niej dzwoneczkiem. To pewnie on wydawał takie odgłosy.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
czekoladowy srebrny szylkret (pręgowany klasycznie) z niewielką ilością bieli. Krótkowłosa, złotooka, z wywiniętymi uszami.
Zdawałoby się, że przeżyte wydarzenia wyssą z niej całą pozytywną energię oraz radość z życia… Ale na szczęście nie! Pomimo napotkanych trudności Ślimaczek wciąż jest tym dużym, pięknym słonecznikiem, którym była za młodu. Po świecie chodzi z szerokim na twarzy uśmiechem, a jej głowa zawsze jest pełna kreatywnych pomysłów i wesołych myśli. Koteczka, pomimo groźnego wyglądu, zaraża otoczenie szczęściem i zdaje się, że w tym małym ciałku nie ma ani krzty negatywnych emocji. Buźka nigdy jej się nie zamyka, bo nawet, gdy nie ma o czym gadać to gada, by po prostu gadać! Wszystko tak jak dawniej… No ale z małymi różnicami. Zmieniło się chociażby to, że pod wpływem ciężkich warunków przyzwyczaiła się do samotności, której kiedyś nie potrafiła znieść. Nie można co prawda powiedzieć, że znajduje w niej totalne ukojenie, ale w pewnym sensie ją nawet polubiła. Osiedle nauczyło ją również ostrożności i całkowicie zabiło naiwność, która kiełkowała w niej niemalże od dziecka. Dawne przekonanie o cząsteczce dobra znajdującej się w każdej żywej duszy wyparowało, robiąc miejsce myśli, że po świecie chodzą również potwory, których umysły są pełne demonów. Nie ma już idei świata idealnego, pozbawionego wszelkiego zła. Zaufanie, którym wcześniej obdarzała każdą napotkaną istotę, ograniczyło się tylko do najbliższych jej kotów. To znaczy do rodziny, która, pomimo długiej rozłąki, wciąż zdaje się być ważnym fundamentem jej życia. Ale czy krewni w ogóle jeszcze o niej pamiętają?
Poza negatywnymi zmianami są, rzecz jasna, również te pozytywne, jak chociażby to, że znacznie wzrosła jej pewność siebie, a nieprzyjemne komentarze rzucane przez inne koty przestały robić na niej jakiekolwiek wrażenie. Nauczyła się dbać o własny zadek, sama, bez konieczności sięgania po pomoc. Podsumowując to wszystko, zdaje się, że w końcu dorosła.
Kornikowy Żer [KG], Tygrys [GK]
Zainteresowały ją ogłosy, które dotarły do jej uszu zaledwie kilka kroków dalej. Zaczęła zastanawiać się co takiego może je wydawać... Ale odpowiedź nadeszła sama i w dodatku szybciej, niż koteczka mogłaby na nią wpaść. Wyczuła obcego kota, zapewne samotnika. Dojrzała go już w następnej chwili, a jej domysły potwierdził się, przynajmniej w połowie- kocur nie był samtnikiem, a pieszczochem dwunożnych. Doszła do tego wniosku po dostrzeżeniu kolorowego cośka na jego szyi... Który, tak swoją drogą, wydawał te dziwne, nieprzyjemne dźwięki.
- Um, przepraszam? - Odezwała się dopiero, gdy znalazła się obok. Wcześniej nie informowała go przesadnie o swojej obecności, ale... Raczej się zorientował, bo nie próbowała się skradać, ani nic. - Wiesz, że jesteś na terenie Klanu Cienia? To bardzo niedobrze. - Mruknęła, informując go o jego obecnej sytuacji, która... No, nie jest zbyt przyjemna. Powinna jak najszybciej go stąd przegonić, ale nie zamierzała robić tego siłą... Jeśli nie będzie takiej potrzeby. A raczej nie będzie, bo kocurek wyglądał na młodego i w dodatku niezbyt groźnego.
Dzięcioł jest przeciętnej wielkości kociakiem o szczupłej sylwetce. Może teraz tego nie widać z powodu kocięcego tłuszczyku, ale w przyszłości kocur będzie mógł poszczycić się dobrze zbudowanym ciałem o widocznych dobrze zarysowanych mięśniach Całe ciało młodzika pokryte jest krótką, gładką śnieżnobiałą sierścią nie odznaczająca się żadnymi szczególnymi znaczeniami. Jak jesteśmy już przy ciele należy wspomnieć że jest ono utrzymywane przez długie, mocne, choć jeszcze nieco pulchne łapki. Dzięcioł posiada niebieskie oczka, które z wiekiem zabarwią się na kolor jasno zielony. Nie wiele wyżej nad oczami znajdują się średniej wielkości trójkątne uszka. Pysk kocura jest niemalże okrągły, można powiedzieć że praktycznie zawsze, choć mimowolnie wyraża on obojętność.
Charakter kocura można porównać z tym jego matki. Jest spokojny i jak na swój wiek dość cierpliwy lecz w przeciwieństwie do Jałowcowej Jagody nie stroni od towarzystwa. Chętnie zamieni słówko lub dwa z innym klanowiczem. Jeżeli już mowa o rozmowach trzeba przyznać że kocurek jest lepszym słuchaczem niż rozmówcą, ale gdy już ma zamiar się odezwać stara się być przy tym uprzejmy i odnosić się z szacunkiem do rozmówcy. Przez specyficzny sposób wychowania swoich rodziców uważa że Klan Cienia jest najważniejszy i najwspanialszy, ponadto ceni sobie zasady i dyscyplinę. Lecz mimo tych wszystkich poglądów i słów rodziców na temat brudnokrwistych nie wywyższa się ponad nich, ani nie czuje się lepszy, wręcz przeciwnie stara się traktować je niemal na równi z pełnokrwistymi członkami Klanu, jednak nie oznacza to że nie jest wobec nich czujny, bo jest i to bardzo, jeden fałszywy ruch i uprzejmość syna Zroszonego Pąku może przemienić się w zniewagę.
Czy kocur się zorientował? No tak średnio bym powiedziała, tak średnio. W końcu do jego ogródka nikt nie wchodził, bo to był jego ogródek, jego terytorium, no to się biedny nie spodziewał, że ktoś go zajdzie od tyłu. Podskoczył, a razem z nim również i jego sierść. Odwrócił się w jej stronę, a jego ślepia przez dłuższą chwilę wodziły po jej sylwetce. -Ta-a? A kto tak powiedział, ty-y?- Zaraz to ona się dowie, dlaczego byle pchlarze nie mają prawa wstępu do jego ogródka, a co, pokaże jej, tak, co się będzie hamował. Ta! Dokładnie! Pytanie tylko dlaczego trzęsły mu się łapy?
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
czekoladowy srebrny szylkret (pręgowany klasycznie) z niewielką ilością bieli. Krótkowłosa, złotooka, z wywiniętymi uszami.
Zdawałoby się, że przeżyte wydarzenia wyssą z niej całą pozytywną energię oraz radość z życia… Ale na szczęście nie! Pomimo napotkanych trudności Ślimaczek wciąż jest tym dużym, pięknym słonecznikiem, którym była za młodu. Po świecie chodzi z szerokim na twarzy uśmiechem, a jej głowa zawsze jest pełna kreatywnych pomysłów i wesołych myśli. Koteczka, pomimo groźnego wyglądu, zaraża otoczenie szczęściem i zdaje się, że w tym małym ciałku nie ma ani krzty negatywnych emocji. Buźka nigdy jej się nie zamyka, bo nawet, gdy nie ma o czym gadać to gada, by po prostu gadać! Wszystko tak jak dawniej… No ale z małymi różnicami. Zmieniło się chociażby to, że pod wpływem ciężkich warunków przyzwyczaiła się do samotności, której kiedyś nie potrafiła znieść. Nie można co prawda powiedzieć, że znajduje w niej totalne ukojenie, ale w pewnym sensie ją nawet polubiła. Osiedle nauczyło ją również ostrożności i całkowicie zabiło naiwność, która kiełkowała w niej niemalże od dziecka. Dawne przekonanie o cząsteczce dobra znajdującej się w każdej żywej duszy wyparowało, robiąc miejsce myśli, że po świecie chodzą również potwory, których umysły są pełne demonów. Nie ma już idei świata idealnego, pozbawionego wszelkiego zła. Zaufanie, którym wcześniej obdarzała każdą napotkaną istotę, ograniczyło się tylko do najbliższych jej kotów. To znaczy do rodziny, która, pomimo długiej rozłąki, wciąż zdaje się być ważnym fundamentem jej życia. Ale czy krewni w ogóle jeszcze o niej pamiętają?
Poza negatywnymi zmianami są, rzecz jasna, również te pozytywne, jak chociażby to, że znacznie wzrosła jej pewność siebie, a nieprzyjemne komentarze rzucane przez inne koty przestały robić na niej jakiekolwiek wrażenie. Nauczyła się dbać o własny zadek, sama, bez konieczności sięgania po pomoc. Podsumowując to wszystko, zdaje się, że w końcu dorosła.
Kornikowy Żer [KG], Tygrys [GK]
Zaskoczyła ją reakcja nieznajomego. Nie miała przecież na celu go wystraszyć! Ba! Była pewna, że zostanie zauważona wcześniej, w końcu w jego stronę zmierzała dość... Luźno. No, ale trudno! Delikatnie uśmiechnęła się, uważając postawę kocurka za dość... Zabawną. Najpierw się przestraszył, a teraz próbuje zgrywać twardziela. Co, swoją drogą, marnie mu wychodzi, bo łapy trzęsą mu się co najmniej tak bardzo, jak kwiatuszki na mocnym wietrze... Czy coś tego typu.
- Dokładnie tak!! Ja, najprawdziwsza wojowniczka Klanu Cienia i obecna strażniczka tejże granicy! - Wesoło zawołała, a tuż po tym uniosła podbródek, co miało być oznaką jej dumy. Acz był to gest teatralny, rzecz jasna! Roztańczone iskierki skakały w jej przyjaznym spojrzeniu i... Najwidoczniej nie brała na poważnie groźnego pieszczoszka, z którym przyszło jej się zetknąć. Nic bardziej mylnego! Nie zamierzała go krzywdzić, raczej spokojnie wytłumaczyć i przegonić z granic. Wyglądał na młodego, a co za tym idzie, pewnie też głupiego i niezbyt rozeznanego w okolicznych terenach. Być może się zgubił? - Co ty w ogóle robisz tu sam, tak daleko od osiedla? To chyba trochę niebezpieczne. - Wywnioskowała, po raz kolejny obrzucając go spojrzeniem, od góry aż po same stopy.
Dzięcioł jest przeciętnej wielkości kociakiem o szczupłej sylwetce. Może teraz tego nie widać z powodu kocięcego tłuszczyku, ale w przyszłości kocur będzie mógł poszczycić się dobrze zbudowanym ciałem o widocznych dobrze zarysowanych mięśniach Całe ciało młodzika pokryte jest krótką, gładką śnieżnobiałą sierścią nie odznaczająca się żadnymi szczególnymi znaczeniami. Jak jesteśmy już przy ciele należy wspomnieć że jest ono utrzymywane przez długie, mocne, choć jeszcze nieco pulchne łapki. Dzięcioł posiada niebieskie oczka, które z wiekiem zabarwią się na kolor jasno zielony. Nie wiele wyżej nad oczami znajdują się średniej wielkości trójkątne uszka. Pysk kocura jest niemalże okrągły, można powiedzieć że praktycznie zawsze, choć mimowolnie wyraża on obojętność.
Charakter kocura można porównać z tym jego matki. Jest spokojny i jak na swój wiek dość cierpliwy lecz w przeciwieństwie do Jałowcowej Jagody nie stroni od towarzystwa. Chętnie zamieni słówko lub dwa z innym klanowiczem. Jeżeli już mowa o rozmowach trzeba przyznać że kocurek jest lepszym słuchaczem niż rozmówcą, ale gdy już ma zamiar się odezwać stara się być przy tym uprzejmy i odnosić się z szacunkiem do rozmówcy. Przez specyficzny sposób wychowania swoich rodziców uważa że Klan Cienia jest najważniejszy i najwspanialszy, ponadto ceni sobie zasady i dyscyplinę. Lecz mimo tych wszystkich poglądów i słów rodziców na temat brudnokrwistych nie wywyższa się ponad nich, ani nie czuje się lepszy, wręcz przeciwnie stara się traktować je niemal na równi z pełnokrwistymi członkami Klanu, jednak nie oznacza to że nie jest wobec nich czujny, bo jest i to bardzo, jeden fałszywy ruch i uprzejmość syna Zroszonego Pąku może przemienić się w zniewagę.
Poruszył nerwowo ogonem na wspomnienie o byciu wojownikiem i o klanie. Miał okazję słyszeć o czymś takim od swoich sąsiadów, i mówiąc krótko te historie nie były zbyt sympatyczne. - Ta? Nie wyglądasz. Nie z takimi uszami i... i nie kiedy jesteś taka z siebie zadowolona. Przyznaj się, to tylko taka gra, ty-y udajesz. -No bo przecież nie brzmiała przerażająco, a bardziej jakby próbowała z niego zażartować. Jednak mimo takich myśli cofnął się o taktyczny krok do tyłu, ale nie ze strachu. A w życiu! Po prostu nie chciał ryzykować, że się o niego otrze, bo wtedy to nie będzie ręczył za siebie i z jej oczu znikną te roztańczone iskierki. Tak, dokładnie tak będzie! - Dla kogoś takiego jak ja nie istnieje coś takiego jak niebezpieczeństwo. -Zmarszczył pyszczek- Miałem właśnie wejść na drzewo i złapać kolacje dla moich właścicieli, ale mi przerwałaś. To ty powinnaś mi teraz cos złapać, bo to twoja wina... -Z każdym kolejnym słowem mówił nieco ciszej, jakby sam nie był pewny swojej groźby. Za daleko zabrnął? Jeśli to prawdziwa wojowniczka, to czy rzuci się zaraz na niego, tak jak opowiadał mu sąsiad?
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
czekoladowy srebrny szylkret (pręgowany klasycznie) z niewielką ilością bieli. Krótkowłosa, złotooka, z wywiniętymi uszami.
Zdawałoby się, że przeżyte wydarzenia wyssą z niej całą pozytywną energię oraz radość z życia… Ale na szczęście nie! Pomimo napotkanych trudności Ślimaczek wciąż jest tym dużym, pięknym słonecznikiem, którym była za młodu. Po świecie chodzi z szerokim na twarzy uśmiechem, a jej głowa zawsze jest pełna kreatywnych pomysłów i wesołych myśli. Koteczka, pomimo groźnego wyglądu, zaraża otoczenie szczęściem i zdaje się, że w tym małym ciałku nie ma ani krzty negatywnych emocji. Buźka nigdy jej się nie zamyka, bo nawet, gdy nie ma o czym gadać to gada, by po prostu gadać! Wszystko tak jak dawniej… No ale z małymi różnicami. Zmieniło się chociażby to, że pod wpływem ciężkich warunków przyzwyczaiła się do samotności, której kiedyś nie potrafiła znieść. Nie można co prawda powiedzieć, że znajduje w niej totalne ukojenie, ale w pewnym sensie ją nawet polubiła. Osiedle nauczyło ją również ostrożności i całkowicie zabiło naiwność, która kiełkowała w niej niemalże od dziecka. Dawne przekonanie o cząsteczce dobra znajdującej się w każdej żywej duszy wyparowało, robiąc miejsce myśli, że po świecie chodzą również potwory, których umysły są pełne demonów. Nie ma już idei świata idealnego, pozbawionego wszelkiego zła. Zaufanie, którym wcześniej obdarzała każdą napotkaną istotę, ograniczyło się tylko do najbliższych jej kotów. To znaczy do rodziny, która, pomimo długiej rozłąki, wciąż zdaje się być ważnym fundamentem jej życia. Ale czy krewni w ogóle jeszcze o niej pamiętają?
Poza negatywnymi zmianami są, rzecz jasna, również te pozytywne, jak chociażby to, że znacznie wzrosła jej pewność siebie, a nieprzyjemne komentarze rzucane przez inne koty przestały robić na niej jakiekolwiek wrażenie. Nauczyła się dbać o własny zadek, sama, bez konieczności sięgania po pomoc. Podsumowując to wszystko, zdaje się, że w końcu dorosła.
Kornikowy Żer [KG], Tygrys [GK]
Mimowolnie uśmiechnęła się, jednak nie był to uśmiech przyjazny, a raczej... Spowodowany rozbawieniem, które wywoływała w niej postawa samotnika. Zorientowała się już, że kocurek próbuje grać odważnego, ale no, jak widać wychodzi mu to co najmniej miernie. Jego niepewność zaczęła się robić wyczuwalna, ale... To nawet i lepiej! To znaczy, dzięki temu Ślimaczek czuła się o wiele pewniej.
- No poważnie ci mówię! W przeciwnym razie co robiłabym o tak wczesnej porze na granicy Klanu Cienia? - Zapytała, a zaraz po tym uśmiechnęła się szerzej (może nawet trochę zbyt szeroko!!) i postąpiła krok do przodu. Tak żeby... Zmniejszyć dystans, który przed chwilą zwiększył intruz. Spodziewała się, że w taki sposób kolejny raz zburzy jego pewność siebie, ale doszła również do wniosku, że w sumie to dobrze. Nie ma przecież całego dnia, by tu z nim stać i gawędzić. Czym szybciej załatwi tę sprawę, tym szybciej będzie mogła wrócić do polowania.
- Ah tak? Miałabym coś upolować... Dla ciebie? Myślę, że to właśnie Ty byłbyś smacznym kąskiem dla mnie! - Zrobiło się groźnie. Choć trzeba przyznać, że jej ton wcale taki nie był! Brzmiała przyjaźnie, a w jej oczach tańczyły rozbawione iskierki. Wojowniczka zrobiła jeszcze jeden krok przed siebie. Czy to wystarczy, by wybić samotnikowi głupstwa z głowy?