atak psa: 1d10+2 = 8, 100% atak udany → [26-16]x1 = 10hp.
Mądrze postąpił, wycofując się z miejsca zagrożenia. Było to na pewno inteligentne, by nie pchać się w dzioby gawronów. Nie spodziewał się jednak, że wycofując się, ktoś obserwował go z wygłodniałym wzrokiem. Obserwował każdy ruch, każdy krok, kiedy Poeta absolutnie nie był świadomy zagrożenia. Dziki pies wyskoczył więc nagle i terminator zdążył tylko poczuć jego oddech na karku, gdy ten się w niego wgryzł pozostawiając wyraźny ślad kłów.
Zadowolony, że uniknął pojedynku z gawronami rozkojarzył się i szukał krwiściągu... Znalazł psa. Zawsze to coś.
Wydał z siebie przerażony wisk, gdy zwierzę zabłyszczało kłami i rzuciło się na niego terminatora. Rośliny wypadły mu z pyska.
- CIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIS! - krzyczał przerażony. Nie ćwiczył jeszcze walki z Patykiem, ani z Minogiem. Co mu zostawało? Potrafił w ogóle walczyć? Tundra niby go czegoś uczyła... Przed oczami pojawił mu się obraz pokiereszowanego Kasztana. Tak skończy? Czy gorzej?
Pies nie chciał mu dać rozmyślać nad jego losem. Chlasnął go po karku, a ból przyćmił mu umysł czarnymi mroczkami.
Co robić? Uciekać? Biec po pomoc? Nie był szybki w żadnym znaczeniu, a patrząc na rozmiary i mocne nogi psiska, ten bez trudu go dogoni. Co robić? Nie może uciekać. Co robić? Chyba nie walczyć? Nie da sobie rady sam...
W amoku wysunął pazury i odwrócił się. Chciał skoczyć na zwierzaka i zaorać go pazurami lub wgryźć się gdzieś w pysk. Tyle pamiętał. Powinien atakować w głowę, bo tam są wrażliwe organy. Da radę? A co jeśli nie da? Jeśli spudłuje i psisko rozerwie mu gardło? Za późno. Czas leci.
Co robić?
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
Księżyce: 93 Mistrz: Szafirkowy Pyłek, Głębinowy Minóg, Płotkowy Potok Płeć: transpłciowy kocur Matka: Trujący Kieł, Zbożowy Kłos Trwałe urazy: Zboże jako rodzic; na lewej tylnej stopie ledwo widoczna blizna po zaplątanym drucie
Niewielki, długowłosy, kremowy klasycznie pręgowany kot z bielą. Bladozielone oczy. || pełny w kp
leniuszek i obibok, prędzej ucieknie od bójki niż da w pysk || pełny w kp
Kasztanowa Łapa (KW/nkt) || Kruczy Ogon/Gwiazda, Trujący Kieł i inni
Nikt się nie spodziewał psów bezpośrednio na terenach, a już na pewno nie ja, chociaż nie świadczyło to właściwie o niczym - innych kotów też się nie spodziewałem. W pierwszej chwili, gdy zauważyłem pręgusa, zamierzałem obejść go szerokim łukiem, bo nie byłem w nastroju na pogawędki czy nawet wymienianie spojrzeń, a potem wiatr przyniósł jeszcze jeden zapach, jeden z tych, co stawiają sierść na karku. Kojarzył mi się bardziej z przygodami na osiedlu niż życiem w klanie, ale zanim zdążyłem zareagować, źródło smrodu samo się zmaterializowało.
Wyskoczyłem pędem w stronę młodzika i psa, zauważając tylko, że nie byłem dostatecznie szybki; psisko capnęło już typa, chociaż nie do końca wiedziałem, gdzie i kiedy - byłem już w powietrzu, celując w grzbiet intruza z zamiarem wbicia się w niego pazurami i zdezorientowania kundla.
Los nieco sobie z niego zadrwił, stawiając mu przed oczami obraz pełen zgrozy — dwójkę terminatorów mierzących się ze średniej wielkości psem — akurat po długim i męczącym polowaniu, do którego końca właśnie się zbliżał. Czuł zmęczenie w każdym kawałku swojego ciała i wiedział, że to źle, ale wciąż był wdzięczny Gwiezdnemu Klanowi za szansę, by zareagować. Mógł pomóc. Mógł zrobić cokolwiek, aby wizje, które migały mu w głowie, nigdy nie stały się rzeczywistością.
Nie namyślał się w zasadzie wcale. Od zobaczenia psa do rzucenia się do biegu minęły może dwa uderzenia serca, potem już weszło pełne skupienie. Harmonijna Łapa przy pysku, Piołunowa Łapa w okolicach grzbietu. Łabędź wyciągnął pazury, zamierzając dobiec do przeciwnika od boku i zadać mu ranę w szyję.
Huba był pierwszy do kłopotów. Wielki pies na terenach był jednym wielkim kłopotem - takim, który trzeba było rozwiązać. To nie jego imię krzyczał Poeta, ale przybył takim pędem, jakby jego imieniem było Cis. I najwyraźniej nie tylko on.
Grzybowa Łapa wyskoczył ku kundlowi z zamiarem przeorania jego boku pazurami. Z całej siły.
atak poety: 1d10+2 = 8, 100% atak udany → [19-15]x1 = 4hp. atak piołunowej łapy: 1d10+2 = 11, 15% atak KRYTYCZNY → [17-15]x1.5 = 3hp. atak łabędziej gwiazdy: 1d10+4 = 10, 150% atak KRYTYCZNY → [33-21]x1.5 = 32hp (zaokrąglone w górę). atak grzybowej łapy: 1d10+3 = 7, atak udany → [32-18]x1 = 14hp.
atak psa na łabędziową gwiazdę: 1d10+2 = 9, 100% atak udany → [36-29]x1 = 7hp. atak psa [na oślep] na poete: 1d10 = 5, 50% atak słaby → [26-13]x0.5 = 7hp.
Poeta wołał Cisa, jednak ten się nie zjawił. Musiał go nie słyszeć, musiał być daleko. Harmonijna Łapa więc w panice sam postanowił zaatakować, nie widząc innej możliwości. Jego ambitny atak jednak sprawił, że pies pozbył się kilku kłaczków, które wylądowało między pazurami terminatora medyka, nigdzie indziej. Cisowej Gałązki wciąż nie było, a jednak ktoś inny miał się okazać bohaterem srebrzystego kocura - Piołunowa Łapa. Równie ambitnie co poprzedni ochotnik zaatakował grzbiet, jednak nie skończyło się niczym więcej, jak zwykłym obiciem. Szkoda. Kolejny z bohaterów, i to jaki! Łabędzia Gwiazda musiał usłyszeć go z poprzedniego polowania i zjawił się w mgnieniu oka zjawił się tuż obok dwóch terminatorów. Jego cios był porządny, idealny wręcz! Zadał bardzo głęboką ranę na szyi psiska, na tyle, że ten zaczął przeraźliwie szybko tracić krew, został też mocno osłabiony. Na samą dobitkę przybył Grzybowa Łapa, który również nie pudłował. Rana na boku musiała nieźle zaboleć kundla, bo ten zawył z bólu pomimo krwi zbierającej się w jego pysku. Z złym gangiem zacząłeś, frajerze.
To jednak nie był jeszcze koniec. Pies nie zamierzał dać im się tak łatwo pokonać, pomimo bycia na straconej pozycji. Prawidłowo wyczuł, że to Łabędzia Gwiazda był z nich wszystkich najsilniejszy i to właśnie jego obrał za cel. Rzucił się na kocura, chcąc wgryźć się w jego szyję. Przez osłabienie i ból bijący z ran nie był w stanie zaatakować tak dokładnie jak tego chciał, jednak pozostawił wyraźne ślady kłów na szyi przywódcy, które szybko zaszły się krwią. Skupiony był na kocurze przed sobą, jednak tylnymi łapami kopał w powietrze, chcąc zahaczyć o kogokolwiek kto się nasunie. I faktycznie ktoś się nasunął - pazur psiska przejechał po prawym uchu Poety, na tyle, że rozciął je przy dolnej jego części.
średni pies: S: 17 | Zr: 6 (10) | Sz: 6 (10) | Zm: 7 | HP: 95 - 4 - 3 - 32 - 14 = 42/95 | W: 45 - 5 = 40/50
★ obniżone statystyki [walka 1:4]: -4 do szybkości i zręczności.
» rana 3 stopnia: głębokie rozcięcie szyi (krwawi, od następnej -5hp, w kolejnych -3hp co turę.)
» rana 1 stopnia: rana cięta na lewym boku (krwawi, od następnej tury -1hp co turę).
» rana 0 stopnia: wyrwane futro z czoła.
» rana 0 stopnia: obicie na grzbiecie.
Nie czas umierać, jak widać.
Kiedy zamachnął się na psa i wyrwał tylko żałosny kępek kłaczków sądził, że to koniec, koniec z definicji końca i skończy gorzej od Kasztana. Jednak nie. Zachwiał się i zmroczył, a tu ktoś inny chlasnął psa. Poeta mrugnął ze zdziwienia i cofnął się, by na nikogo nie wpaść. Drugi koty i drugie uderzenie, teraz pies zawył tak mocno, że przedarło się to nawet do głowy terminatora medyka. I trzecie. Zanim Poeta zdążył się rozpłakać i zawołać o pomoc z przerażenia, wokół niego pojawiła się trójka kotów broniąca go i atakująca. Nie znał dwójki kocurów, choć kojarzył ich z widzenia. Jeden był terminatorem, a drugi... Wojownikiem? Wiek by tak wskazywał.
I przybiegł przywódców. Jeśli Gwiezdni istnieli, musieli objawić się pod postacią Łabędzia. Przywódca w oka mgnieniu skoczył do walki i rozpłatał szyję zwierzęcia, jakby nie była żadną przeszkodą.
Poeta odetchnął. Na czas tego odetchnięcia dostał co prawda po uchu i ból znowu uderzył go iskierkami, ale żył. Żył i to jeszcze był bez poważniejszych obrażeń.
Nie mógł teraz zawrócić, choć chciał. Przed przywódcą nie można się cofać i tchórzyć.
Skoczył na psa, znowu na głowę. Coś teraz powinno udać mu się wyrwać. Chciał mu zranić oko, ale co wyjdzie?
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
Rana zadana przez jego szpony nie była nawet w połowie tak imponująca, jak ta którą wyrządził Łabędzia Gwiazda - ale rana to rana, krew się lała, kundel słabł z każdym ruchem. Szło dobrze.
Huba skakał wokół kundla, szukając dogodnego miejsca na atak. Zdecydował się na jedną z kończyn, zębami chcąc pochwycić staw skokowy pchlarza i szarpnąć z całej siły. Z odrobiną szczęścia naderwie ścięgno, może uszkodzi jakiś nerw...
Księżyce: 93 Mistrz: Szafirkowy Pyłek, Głębinowy Minóg, Płotkowy Potok Płeć: transpłciowy kocur Matka: Trujący Kieł, Zbożowy Kłos Trwałe urazy: Zboże jako rodzic; na lewej tylnej stopie ledwo widoczna blizna po zaplątanym drucie
Niewielki, długowłosy, kremowy klasycznie pręgowany kot z bielą. Bladozielone oczy. || pełny w kp
leniuszek i obibok, prędzej ucieknie od bójki niż da w pysk || pełny w kp
Kasztanowa Łapa (KW/nkt) || Kruczy Ogon/Gwiazda, Trujący Kieł i inni
No i gratulacje, poszło mi: słabo. Tyle dobrego, że nie byłem jedynym, który akurat przechodził obok tudzież usłyszał przeraźliwy wrzask młodzika, bo mogłoby być o wiele gorzej. Odbiłem się tylko od grzbietu, nawet nie zwróciłem na siebie uwagi kundla, ale to chyba lepiej, bo wyszedłem wyjątkowo bez szwanku z tej szarży, przynajmniej póki co. Z trzema kotami chcącymi cokolwiek zdziałać nie miałem za wiele wyboru w kwestii miejsca, przynajmniej nie tak, żeby się komuś nie nawinąć pod pazury. Przez pół ułamka sekundy myślałem nad wycofaniem się, bo przecież wszyscy sobie już poradzą, z przywódcą tutaj i w ogóle, ale okej, powiedziało się A, trzeba powiedzieć B. Zamachnąłem się pazurami w kierunku mniej-więcej żeber kundla, ale przyznam szczerze, nie starałem się zbytnio.
Trafił dokładnie tam, gdzie celował, a gdy z szyi psa rozlał się szkarłat, przez Łabędzia przeszła mroczna satysfakcja. Nie czerpał przyjemności z krwawej jatki, ale pies zagrażał jego Klanowi, zagrażał Rzeczniakom i należało się go pozbyć, zanim komukolwiek stanie się większa krzywda.
Odnotował pojawienie się Grzybowej Łapy, później musiał już skupić się bardziej na sobie — drapieżnik rzucił się w jego stronę. Zobaczył szczęki zbyt blisko swojego gardła i życie przeleciało mu przed oczami; ból, jaki odczuł uderzenie serca później, okazał się śmiesznie nieadekwatny do oczekiwań. Był niczym w porównaniu do tego, jakich szkód faktycznie mogło doprowadzić to spotkanie.
Nic tragicznego się jednak nie stało, a Łabędź cieszył się, mając uwagę psa na sobie. Wolał być to on, niż by takim zainteresowaniem miał się cieszyć którykolwiek z pozostałych walczących, wobec czego nie przestawał schodzić psu z oczu. Za to Harmonijna Łapa... chyba chciał w te oczy wejść aż za bardzo. Point postanowił go wesprzeć, zamierzając poprawić ewentualny cios terminatora medyka i przejechać pazurami po ślepiach kundla.
atak poety: 1d10+2 = 4, 0% atak udany. atak grzybowej łapy: 1d10+3 = 6, 50% atak słaby → [31-14]x0.5 = 9hp (zaokrąglono w górę). atak piołunowej łapy: 1d10+2 = 5, 50% atak słaby → [22-21]x0.5 = 1hp (zaokrąglono w górę). atak łabędziej gwiazdy: 1d10+3 = 7, 100% atak udany → [35-15]x1 = 20hp.
atak psa na łabędzią gwiazdę: 1d10+2 = 3, 0% atak nieudany. atak psa na piołunową łapę: 1d10 = 4, 0% atak nieudany.
Harmonijna Łapa działał w amoku i było to widać. Strach przyćmił mu oczy, za bardzo dygotał, za bardzo się przejmował żeby coś wskórać. Pies z łatwością ominął jego atak, na tyle, że pazury kocura nawet go nie dotknęły. Może powinien sobie dać spokój z walką, odejść na bok, zamiast katować samego siebie?
Grzybowej Łapie nie poszło tak dobrze jak ostatnio, bowiem jego atak także był dla kundla na tyle przewidywalny, że zaczął się odsuwać. Refleks jednak zawiódł przeciwnika i nie zdołał całkowicie odsunąć się od ataku, tym samym zarabiając kolejną ranę, tym razem na kolanie jednej z jego ogromnych łap. Nie wyszło tak dobrze jak mogło, ale wciąż - było dobrze.
Widać było, że Piołunowa Łapa się nie starał. Nie tylko po jego postawie, ale i po ciosach. Wyrwał kundlowi futro, tyle, dzięki. Zapewne przeciwnik nawet tego nie poczuł. Następny był niebieskooki przywódca, który wymierzył cios w to samo oko, do którego Poeta nawet nie dosięgnął. Pazury Łabędzia przejechały po gałce ocznej psiska na tyle, że ten zawył przeraźliwie całkowicie oślepiony. Kocur musiał nieźle uszkodzić oko, bo ten zwinął się nagle w kłębek i nie był zdolny do ruchu. Próbował zaatakować, znowu, Łabędzią Gwiazdę, podobnie jak Piołunową Łapę, jednak jego ataki były niechlujne, ruszał łapami agresywnie tnąc jedynie powietrze. Wiedział, że przegrał, a jednak próbował do końca. Niedoczekanie. Teraz mógł czekać tylko na śmierć - albo z łap któregoś z nich, albo poprzez wykrwawienie się. Głęboka rana na szyi skutecznie wysysała z niego siłę, krew i wytrzymałość, rany łap i boku dawały o sobie znać, a oko, za które cały czas się trzymał, dobiło go już chyba doszczętnie.
średni pies: S: 13 (14) | Zr: 6 (10) | Sz: 6 (10) | Zm: 6 (7) | HP: 42 - 5 - 1 - 9 - 1 - 20 = 6/95 | W: 40 - 2 = 38/50
★ obniżone statystyki [walka 1:4]: -4 do szybkości i zręczności.
★ obniżone statystyki: hp poniżej 1/2.
» rana 3 stopnia: głębokie rozcięcie szyi (krwawi, w tej turze -5hp, w kolejnych -3hp co turę.)
» rana 2 stopnia: uszkodzenie gałki ocznej [OŚLEPIENIE, ale nie rozpisuje tego bo i tak umiera zaraz spoko ok]
» rana 1 stopnia: rana cięta na lewym boku (krwawi, -1hp co turę).
» rana 1 stopnia: rozcięcie na kolanie (krwawi, od następnej tury -1hp co turę.)
» rana 0 stopnia: wyrwane futro z czoła.
» rana 0 stopnia: obicie na grzbiecie.
» rana 0 stopnia: wyrwany kłębek futra z okolic żeber.
Dalej dychał i dalej trzymał się na łapach. Huba sapnął, odczuwając swego rodzaju zmęczenie, bo choć kundel dalej stał i próbował gryźć, wyraźnie słabł - słabło tym samym krążenie adrenaliny w żyłach Grzybowej Łapy.
Zaatakował, zapewne, po raz ostatni: zamachnął się uzbrojoną w pazury łapą ku biodrze kundla, chcąc zadać jeszcze jedną krwawiącą ranę. Zaraz się wykrwawi i będzie po wszystkim, a Huba pochwali się dzieciom, że pokonał PSA.
Nie sam, ale pokonał. Przyczynił się do pokonania psa w jakiś sposób, tak.
W kolejne uderzenia serca pies z niebezpiecznego stał się niemalże bezbronny. Co tu dużo mówić — umierał i na dobrą sprawę nie wykazywał potrzeby pomocy w dokonaniu żywota. Próbował się jeszcze miotać, cokolwiek wskórać, ale w tym stanie nie mógł już nikomu nic zrobić.
I dobrze.
Łabędź uniósł łapę, gotów zadać ostatni cios, by nie przedłużać cierpienia drapieżnika, któremu w gruncie rzeczy nie życzył źle. Do ataku zmusiły ich okoliczności, nie oznaczało to, że w całym tym bólu pies nie zasługiwał na krztynę dobroci. Ale nim zdołał wycelować, kątem oka zobaczył nacierającego Grzybową Łapę i na ten widok zatrzymał się w połowie ruchu, szybko namyślił i odsunął o krok. Czujnie przyglądał się zwierzęciu, w razie gdyby okazało się, że pomylił się w ocenie, aczkolwiek na ten moment nie widział konieczności dalszego masakrowania poharatanego ciała.
Dopiero teraz zorientował się, że dyszał. Serce waliło mu jak młotem. Męczący dzień, to z pewnością; najpierw wyłącznie fizycznie, teraz, po skosztowaniu skoku kortyzolu, psychicznie trochę też. Mieli dziś naprawdę dużo szczęścia.
Jak mu poszło? Poszło mu kiepsko. Poszło mu nijak. Dziwna siła - pewnie dość mocny strach - sprawiła, że albo jego łapa uniosła się za szybko, albo pies był za szybki. Obstawiał, że wina leżała po jego stronie, ponieważ mózg chyba nie do końca działał we właściwy sposób.
Zachwiał się i już było po psie. Pan Łabędzi poleciał jak jastrząb i zaatakował zwierzę w oczy, więc niewiele już z niego zostało. Nieważne jaki był stan Poety, potrafił odczytać, jak niewiele zostało z życia zwierzaka. Cofnął się. Skoro już wyraźnie nie potrzebowano jego pomocy. Ten terminator nacierał na niego i niech go dobija. Jeśli sam przywódca uważał, że bury powinien być finalnym katem psa, niech tak będzie.
Wziął głęboki oddech i ocenił sytuację jak medyk. Zdobył najwięcej ran, przynajmniej tak czuł. Zastanawiał się, czy zasady Cisa zaczynają obowiązywać już teraz - czy powinien najpierw zająć się sobą, skoro wyraźnie najbardziej tego potrzebuje. Nie ma teraz medykamentów, ale może wylizać... Wylizać rany. No to sobie je wyliże. Do ucha i do karku nie dosięgnie. Nie ma medykamentów ani drugiego medyka. Ma stokrotki. Na co działały stokrotki? Na chybotkę i bolące stawy. To chyba nie tutaj. Ach, gdyby zamiast stokrotek znalazł chociaż rumianek!
Ocenił stan pozostałych. Terminator był w niezłej kondycji, jedynie lekko zmachany potyczką, bez rany. Wojownik? Bez ran. Łabędź? Z raną na szyi i zmęczony dość porządnie.
Miód lub jałowiec na dodanie energii. Dla siebie rumianek. Za bardzo wariował.
- Dziękuję za pomoc. Naprawdę. Ja... - zawahał się. Już nawet nie wiedział, co mówi. - Nie wiem skąd on się wziął. Muszę... Muszę pana poprosić o pójście ze mną do lecznicy - wydyszał do Łabędzia. - Czy ktoś jeszcze ma rany, których nie widzę? - rozejrzał się po dwójce kocurów. Nie widział ran, ale nie znaczy, że ich nie było. - Obicia? Ugryzienia? Cokolwiek was boli? Zmęczenie?
Odetchnął po raz kolejny. Nie miał nic więcej do dodania. To Łabędź tu rządzi, on jedynie bierze odpowiedzialność za rannych, jak przystało na dobrego medyka.
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
Księżyce: 93 Mistrz: Szafirkowy Pyłek, Głębinowy Minóg, Płotkowy Potok Płeć: transpłciowy kocur Matka: Trujący Kieł, Zbożowy Kłos Trwałe urazy: Zboże jako rodzic; na lewej tylnej stopie ledwo widoczna blizna po zaplątanym drucie
Niewielki, długowłosy, kremowy klasycznie pręgowany kot z bielą. Bladozielone oczy. || pełny w kp
leniuszek i obibok, prędzej ucieknie od bójki niż da w pysk || pełny w kp
Kasztanowa Łapa (KW/nkt) || Kruczy Ogon/Gwiazda, Trujący Kieł i inni
Wszyscy zmęczeni czy przejęci czy nawet krwawiący, a ja co? A ja właścwie byłem gotów iść dalej na ten mój spacer czy tam patrol, na którym byłem zanim tu przybiegłem. Miałem może trzy psie kłaki pod pazurami, ale poza tym byłem rześki i wypoczęty, dziekuję za troskę. Pokręciłem głową na pytanie o rany.
- Wyluzuj trochę, bo ci żyłka pęknie - rzuciłem do burasa. Nie pamiętałem, jak tam miał dokładnie na imię, jakaś Zagrzybiona Łapa czy inne co, ale nie po to tu powalaliśmy psa, żeby młody też zszedł i jednak trzeba było robić pogrzeb, kopać dwa dołki. A do tego jak głupio by było umrzeć z emocji, pff. - Bardziej martwy nie będzie. No, znaczy zaraz bardziej nie będzie. - Rzuciłem wzrokiem na cielsko kundla, po czym zerknąłem na resztę obecnych, z czego dwóch było krwawiących, a trzeci gotów wybuchnąć.
- To wy może idźcie do obozu - zaproponowałem, patrząc znacząco na Łabędziego - a ja i ten tu młody gniewny zakopiemy bydlaka, żeby coś tu nie przyszło na kolację przypadkiem.
Nawet nie brałem pod uwagę, że Podgrzybkowa Łapa zamierza się sprzeciwiać takiemu obrotowi spraw. Przyda mu się jakiś sposób na spożytkowanie energii.