Mord posiadał w sobie ten spokój i prostą zasadę – nie moja sprawa, nie mój biznes; zastanawiające ile kotów skorzystałoby do podejścia do kozy na smyczy i przez to zostało schwytane przez dwunoga? A może po prostu kopnięte przez kopytnego? Ale nie Mord, on nie, on odwrócił się w swoją stronę i przemierzał dalej, gdzieś w swoją stronę. Cisza i spokój, delikatne dźwięki moknącej ściółki z każdą kropelką mżawki… aż w końcu zapach, dość intensywny. Ryjówka właśnie coś skubała, chyba ślimaczka. Nic dziwnego, te małe powolne zwierzątka lubiły mokro, a teraz wszystko było mokre – może też dlatego sam gryzoń znalazł się kawałek od wody, bo nieważne gdzie teren był wilgotny.
Brązowo-szare stworzenie spokojnie bez większego przejęcia stało w miejscu, terminator miał szansę na nie zapolować, był w odpowiedniej pozycji – jako że stał za gryzoniem. W odległości dwóch lisich ogonów.
Księżyce: 39 Mistrz: Traszkowy Grzbiet Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Traszkowy Grzbiet, Truflowy Nosek, Morze Ojciec: Zatopiona Wyspa (Bonawentura) Partner: jak komuś się uda to hulaj dusza Trwałe urazy: brak
całkowicie biały, krótkowłosy, masywny, trochę wyższy od przeciętnej, standardowy pysk, trójkątne uszy, różowy nos, długie łapy, heterochromia - lewe oko niebieskie, prawe zielonkawo-żółte
milczący, małomówny, poważny, spokojny, neutralny, obojętny, sztywny, kierujący się (swoją) logiką, skupiony na zadaniu, ma problemy z okazywaniem emocji
Pierwsza piszczka zawsze była dla syna Traszkowego Grzbietu czymś co trzeba było upolować, nawet jeśli była ona mała. Nie było nigdy wiadomo tak naprawdę jak dalsze polowanie się potoczy, a lepiej było wracać z czymś małym niż z pustymi łapami. Do tej pory zdążył już wyrzucić z pamięci niepotrzebne wspomnienie o kozie i Dwunogu, i całkowicie skupić się na polowaniu.
Mord przybrał pozycję łowiecką i przerzucił ciężar ciała na tylne łapy, tak jak wiedział, że to się robiło przy podchodzeniu do gryzoni. Następnie zaczął ostrożnie skradać się w stronę ryjówki, która najwidoczniej jeszcze go nie zauważyła. Najlepiej by było jakby tak zostało aż do końca, więc biały terminator starał się nie wydać żadnego dźwięku i spróbować w tym czasie zakraść się na tyle blisko, żeby skoczyć na piszczkę i ją upolować.
Kocur nie był pierwszym lepszym kociakiem, który nie wiedział jak polować. Zastosował pozycję łowiecką bez większego problemu, smukłe łapy praktycznie nie odrywały się od ziemi kiedy szedł w jej stronę; brzuch nawet raz nie dotknął ziemi, a zapach deszczu roznosił się po sadzie i mieszał wszystko. Idealne warunki dla doświadczonego łowcy, a przecież można byłoby pomyśleć, że tak nie jest. Mały gryzoń skończył jednak przygwożdżony do ziemi, a ostatnie tchnienie wydał chwilę później.