Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Skinął łbem, po raz kolejny tego dnia, na zgodę. W porządku, mogą podejść do Grzmiącej Ścieżki... chwila, co?
- Ale bez zbliżania? - spytał niepewnie, nie wiedząc jak interpretować te "odwiedziny". Dopiero co przekazał mistrzyni, że ma świadomość niebezpieczeństw jakie wiązały się z podchodzeniem do Grzmiącej Ścieżki, a ta chciała tam się wybrać? No dobra, w pewnym stopniu był ciekaw jak wygląda to tajemnicze, groźne miejsce, ale czy interesowało go aż tak bardzo? Co do tego nie był przekonany.
Skinął tylko głową na ostateczną zgodę. Nie spodziewał się innej odpowiedzi w tej sytuacji, ale dobrze było dostać potwierdzenie. Nie wiedział jak prędko zdarzy się okazja do skorzystania z zezwolenia, ale raźniej mu się szło z wiedzą, że wolno mu. Ciekawe gdzie najpierw się wybierze... słyszał o Ptasich Krzewach, a sądząc po nazwie chyba można spodziewać się tam obfitych łupów w postaci piórek? Tylko najpierw będzie musiał poznać drogę tam prowadzącą.
Również zatrzymał się, rozglądając dookoła, chociaż nie wiedział czego wypatrują. No, cokolwiek by to nie było - nie znaleźli tego, bo zaraz wesoła wycieczka ruszyła dalej. Powtórzył sobie w myślach wszystkie wymienione imiona i zastanowił nad odpowiedzią. Nie wiedział jakie koty piastują te rangi w pozostałych klanach, a przynajmniej nie był w stanie wymienić pełnych składów. Na naukach dowiedział się jedynie, że taką wiedzę zdobędzie na treningu. I już zaczynał kręcić przecząco głową, gdy przypomniało mu się coś. Czasami jednak wynosił coś z ceremonii. - W Klanie Cienia jest Polna Gwiazda, a w Klanie Wichru Lawendowa Gwiazda.
- No raczej na nią nie wejdziemy - odpowiedziała, słysząc obawy w głosie terminatora. Przecież nie zamierzała go wpychać na sam środek Grzmiącej Ścieżki i kazać czekać aż co się stanie. Przejdą przez Szare Topole, zobaczą i wrócą. Raczej nic ich po drodze nie zje, przynajmniej nie powinno. Najwyżej będą kłopoty. - W Klanie Cienia rządzi Polna Gwiazda, masz rację. Jego zastępcą jest Wirujące Pióro, medykiem Ciernisty Kwiat, a jej terminatorami... Blada, Sienna i Pochmurna Łapa - mruknęła. Śmiesznym było, że musieli mieć aż tyle kotów medycznych, widać było że panicznie bali się straty choć jednego terminatora, więc dobrali sobie od razu trzech, tak na zapas. Bawiło ją to, bo pokazywało słabość klanu, ale w sumie nic jej do tego - ani nie była przywódcą by to wykorzystać, ani medykiem by uznać, że to żałosne. Poza tym, podobno mieli z nimi sojusz. Nie wiedziała czy trwał dalej, skoro problem Pożogi został zażegnany, ale nie chciała ryzykować tego, że wyśmiewa sojuszników. - W Klanie Wichru Lawendowa Gwiazda, Biały Puch i Lśniąca Sadzawka z jej terminatorem, Krwawnikową Łapą. Zostaje jeszcze Grom, gdzie Gwiazdą jest Żubrza Gwiazda, jej zastępczynią jest Cyprysowa Łuska, a medykiem Truskawkowy Gąszcz. Terminatorem medyka jest Wieczorna Łapa - wytłumaczyła. Słońce było już o wiele wyżej niż w chwili, gdy oboje zjawili się na Kocim Grzbiecie. Nie było jeszcze na samym szczycie nieba, ale z pewnością było bliżej niż dalej by się tam znaleźć. Zaczynało robić się ciepło, co szczególnie wyczuwała pod tak grubą warstwą futra. Na trawie znikała rosa, jedynym wybawieniem był wiatr, który wiał tak samo chłodno, jak z samego rana. - Minęliśmy Kretowisko, a przed nami jest Torfowy Rojst. Chodź, przejdziemy przez Szare Topole do tej Grzmiącej Scieżki. Trzymał się blisko, bo wychodzimy z terenów rzeki, lepiej żebyś się nie zgubił. Ani nie wpadł na kogoś niebezpiecznego - powiedziała nieco ostrzejszym tonem, tak, by terminator rozumiał powagę sytuacji. Przekroczyła granicę i szła rozluźniona w kierunku głośnej ścieżki, jednocześnie uważnie przyglądając się otoczeniu.
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Szafirek jedynie kojarzył działanie Grzmiącej Ścieżki. Nie znał jednak dokładnych mechanizmów nią rządzących, ani nie wiedział jak wyglądała. Jasne, dzisiaj miał się o tym przekonać, ale w tej chwili miał w głowie pustkę. A gdy w głowie była pustka to bardzo łatwo było o miejsce dla obaw.
Skrzywił lekko kolorowy nos słysząc cały ciąg imion, gdy przyszło do wymieniania Cienistych terminatorów medycznych. To w ogóle było dozwolone? Niby tylko jeden więcej niż do niedawna w Rzece, ale ich klan nie miał głównego medyka wtedy. To wciąż tylko dwa koty uczące (czy znające) zioła, a nie cztery, jeśli liczyć jeszcze Ciernisty Kwiat. Nie odzywał się jednak, czekając aż mistrzyni wymieni władzę ze wszystkich klanach i wtedy coś jeszcze zwróciło jego uwagę.
- Żaden klan nie ma pomocnika medyka, czy o nich nie uczymy? - spytał w chwili ciszy, bo potrzebował tej informacji. Jeśli dobrze rozumował to pomocników nie było. Jeśli terminatorzy byli wymieniani to pomocnicy też powinni, prawda? Mieli większą wiedzę, byli prawie jak medycy, a nie koty dopiero zaczynające przygodę z medycyną, więc byli ważniejsi. A jednak nie padły żadne imiona.
Już otwierał mordkę by zadać pytanie odnośnie czyhających na nich niebezpieczeństw, ale ostry ton skutecznie związał mu język. Pokiwał więc jedynie głową i zrobił pół kroku w stronę wojowniczki, gotów trzymać się jej bańki przez całą wyprawę poza tereny klanowe. Skulił ciemne uszy gdy coraz wyraźniej docierały do niego odgłosy, których źródło znajdowało się przed nimi. I przy kolejnym wdechu skrzywił mordkę. - Śmierdzi. - burknął zniesmaczony.
- Oczywiście że się o nich uczy. Nie ma jednak na razie żadnego, ale może niedługo to się zmieni, kto wie - wzruszyła ramionami, dalej idąc w stronę Grzmiącej Ścieżki. Chciała pokazać ją szybko, tak, by nie siedzieli przy niej za długo - odór jaki z niej można było wyczuć był obrzydliwy, kto wie, czy nawet nie trujący. Nie chciała jednak sprawdzać, a byli tutaj jedynie w celach pokazowych, dlatego nie zamierzała ryzykować ani swojego życia, ani własnego terminatora.
Rozglądała się uważnie, reagując na każdy szelest. Nie bała się. Nie była w końcu tak słaba jak jej siostra, by dać się rozszarpać w szczękach jakiegoś drapieżnika. Mimo wszystko nie chciała niczego spotkać, nie teraz. Podświadomie także szukała sylwetki swojego brata. Wiele księżycy temu obiecał jej, że niedługo zjawi się na granicy by wrócić do Klanu Rzeki i wraz z nią przyjąć miano wojownika. I ta nawet mu zaufała, naprawdę! Naiwnie co prawda ale jednak, a teraz tego żałowała, bo Żbik nigdy się na granicy nie pojawił. Nie dotrzymał swojej obietnicy.
Kiwnęła głową na komentarz pointa. Minęli jeszcze parę drzew, parę krzewów i zarośli, aż przed nim wyłoniła się długa niekończąca się Grzmiąca Ścieżka. Jak na powitanie świsnął po niej olbrzymi, jaskrawo czerwony potwór, na co skrzywiła się zdegustowana. - Grzmiąca Ścieżka. Jest niebezpieczna, jeżdżą po niej właśnie takie potwory jak tamten. Jeśli cię zaatakuje to koniec, giniesz na miejscu bez szans przeżycia. Dodatkowo w tak ciepłe dni jak ostatnio ścieżka niemalże zawsze jest gorąca, na tyle by skutecznie poranić opuszki łap, więc nawet wejście na nią nie będzie zbyt przyjemne i niebezpieczne. Pytania, czy wracamy?
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Mruknął tylko na znak, że usłyszał odpowiedź. No w porządku. Znaczy nie - to nie było w porządku. Jeśli istniała ranga, ale w żadnym klanie nie było kota na niej obsadzonego to skąd ona w ogóle się wzięła? Po co była? Może to było jednak nierozsądne, że większość klanów miała tylko po jednym terminatorze medyka? Szafirek nie był już pewny, ale zaraz jego uwaga skupiła się na chwili obecnej, a nie przyszłości medycznej lasu.
Przypadł do gruntu, gdy mignęła przed nimi błyszcząca czerwień, rycząc przy tym wściekle. Kątem oka dostrzegł, że Bawełniana Nić pozostawała niewzruszona napotkaną niespodzianką, więc powoli wyprostował się. Spodziewał się, że mogą tu napotkać Potwora, po to tu szli. Nie spodziewał się za to jak głośny będzie. I jak wielki. Jednym uchem słuchał słów mistrzyni, drugie wciąż drgało nerwowo, wyczekując odgłosów zbliżającego monstrum.
- Potwory nie schodzą ze ścieżki? - tego potrzebował się dowiedzieć, chociaż z wielką chęcią zawróciłby już na ich bezpieczne, śmierdzące rybami, tereny.
- Nie powinny, normalnie jeżdżą tylko po Grzmiącej Ścieżce, ale... no wiesz, koty z innych klanów też powinny trzymać się swoich terenów, a czasem wchodzą na te nieswoje, innego klanu. Bukowa Kora kiedyś mówił, że widział jak jeden potwór wjeżdżał na trawę, ale on jest stary, pewnie już ma jakieś omamy - parsknęła, kiedy to zauważyła kolejnego potwora wyłaniającego się zza drzew. Wzdrygnęła się, kiedy ponownie głośny huk uderzył jej kremowe uchy, a powietrze zatruł ciemny dym. Nie obawiała się tego, że pewnego dnia nagle któryś z potworów zboczy z ścieżki. Oczywiście, wierzyła że mogą tak zrobić, ale jaki trzeba mieć pech by to akurat w momencie, gdy odwiedzi to miejsce znalazła to monstrum na nie swoim pasie? Mogła mieć jedynie nadzieję, że nigdy takiej sytuacji nie będzie. Nie mogła dać jednak Szafirkowi gwarancji, że potwory trzymają się tylko asfaltowej drogi.
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Pokiwał w zamyśleniu głową. Rzeczywiście coś było w słowach Bawełny. Koty klanowe znały zasady (bardzo proste zasady, mówiące o tym, że nie wolno przekraczać cudzych granic), a jednak potrafiły je świadomie łamać. Nawet jeśli Potwory miały zasady nakazujące trzymanie się Grzmiącej Ścieżki to czasem mógł się zdarzyć taki nieszanujący zasad.
- Pewnie tak. - potwierdził, nie przykładając w tamtym momencie większej uwagi do rozmowy, bo oto na horyzoncie zabłyszczał kolejny Potwór. Szafirek powstrzymał się przed rozpłaszczeniem na podłożu, ale ciemne uszka i tak przykleiły się do czaszki, gdy hałas przybrał na sile.
- Możemy wracać. - zaoferował, poprosił, oznajmił gotowość... nie był tego pewny, ale wiedział, że już się wystarczająco naoglądał żyjących tu Potworów.
Kiwnęła głową. Widziała, że był niespokojny, ale w zasadzie tego się spodziewała. Nikt, ale to absolutnie nikt przy pierwszym spotkaniu z Grzmiącą Ścieżką pozostaje niewzruszony. Nawet ona czuła lęk, choć to zapewne przez niedelikatne przedstawienie tematu przez Płotkowy Potok. Tak, to na pewno przez nią. Bawełna nie chciała tłumaczyć sobie tego inaczej, a zwalanie winy na mistrzynie to jedno z jej ulubionych zajęć.
Przeszli prze Szare Topole, ponownie lądując w Torfowym Rojście. Poinformowała terminatora że wrócą przez Kretowisko i wschodnią część Łęgów do obozu, tym samym kończąc ich dzisiejszy trening. Bawełniana Nić była zadowolona. Zadowolona z tego, jak zachowywał i pracował Szafirowa Łapa. Zadowolona z tego, że udało im się przegadać to, co zaplanowała, zadowolona że wszystko skończyło się dobrze, bez kłótni i biciu po pysku. Podreptała wraz z nim do Paprociowego Przejścia w obozie, następnie żegnając krótkim skinieniem głowy. Poinformowała też, że następnego dnia spotkają się na Kocim Grzbiecie o wysokim słońcu, głównie przez plany jakie wojowniczka miała na rano.
jeśli szafirek nie ma pytań, możesz zacząć nowy dzień!
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Odetchnął z nieskrywaną ulgą, gdy znaleźli się na klanowych terenach i raźnym krokiem ruszył za wojowniczką. Wracali przez nowe tereny, więc mimo że powoli docierało do niego zmęczenie wywołane tymi wszystkimi dzisiejszymi emocjami, starał się rozglądać po okolicy i zapamiętywać.
x x x
Następnego dnia nie musiał zrywać się o świcie by zdążyć na trening. W pewnym sensie to doceniał, bo miał więcej czasu by się rozbudzić, ale z drugiej strony... i tak zawsze wstawał wcześnie. I zasypiał szybko (bez względu na hałasy w legowisku terminatorów). Więc nie do końca wiedział jak skorzytać z możliwości wyspania i w efekcie zamiast wylegiwać się do południa, poranek spędził w Śpiącym Pniu próbując doszukać się kleszczy w długim futrze Kwitnącego Jaru.
Na Kocim Grzbiecie stawił się punktualnie. Albo trochę zbyt wcześnie, bo w umówionym miejscu nie było jeszcze wojowniczki. Sapnął pod nosem, siadając na trawie. I czekał, bo co miał robić?
Dużymi susami przemierzała tereny klanu rzeki, w końcu zatrzymując się gwałtownie na Kocim Grzbiecie. Szybko wypatrzyła Szafirową Łapę, przy którym już chwilę później stanęła. Wyrzuciła z pyska, tuż przed łapy pointa, ogromnego bażanta, z którego wyleciało przy tym trochę piórek. Uśmiechnęła się pod nosem. - To będziesz dzisiaj łapać - poinformowała. Przyszła na trening od razu z swojego polowania. Złapała nieco więcej niż wcześniej się spodziewała, przez co przy Kretowisku na którym polowała nadal widniały zasypane dołki z zwierzyną w środku. Będzie musiała się po nie wrócić już później, najważniejsze że miała zadowalającą zdobycz na pokaz terminatorowi. Wzięła bażanta, zakopując go w tym miejscu, gdzie razem stali, po czym wskazała ogonem ich dzisiejszy kierunek. - Chodź. Wiesz cokolwiek na temat polowania?
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Otworzył pyszczek w niemym zdziwieniu, gdy przed jego łapami wylądował bażant. No, może raczej został upuszczony, bo ptaszysko już dawno nie żyło. Jednym uchem wychwycił komentarz wojowniczki, ale informacja ta nie zaczepiła się na zbyt długo w jego umyśle, bo dotarł spojrzeniem do bażanciego ogona. Niebieskie oczy zabłyszczały na widok tych wszystkich pięknych prążków. I Szafirek chyba jeszcze nigdy w życiu nie widział tak długich piór.
Nie, zdecydowanie, on musiał złapać dzisiaj bażanta. Bez dwóch zdań. Starał się nie okazywać po sobie zawodu, gdy Bawełna zaczęła zakopywać zdobycz, ale zaraz jego myśli zostały skupione na pierwszym pytaniu dnia. Zastanawiając się nad odpowiedzią, ruszył za wojowniczką, ciekaw odkryją dzisiaj nowe tereny, czy przejdą tymi co poprzedniego dnia treningu. Chwila, padło pytanie.
- Że nie wolno polować na terenach innego klanu. Że zabija się tylko dla jedzenia. Że trzeba podziękować Gwiezdnym za zdobycz. - odparł rozglądając się dookoła.
Bawełniana Nić nie zauważyła tego, jak bardzo jej terminator podekscytował się na widok długich, bażancich piór. Jeśli jednak one były jego dzisiejsza motywacją, to dobrze, bardzo dobrze. Przynajmniej mogła mieć pewność, że ten nie będzie się zbytnio obijał i przerobią polowanie jak należy. - Jesteśmy w Mszarze. Po lewej są zachodnie Łęgi - miauknęła, ogonem wskazując na wspomniany teren. Nie zatrzymywała się nawet na chwilę, zamierzała dziś zaliczyć kolejną granicę z terenami niczyimi, dzięki czemu połowę będą mieć już z głowy. Między czasie usłyszała jego marną odpowiedź. Skrzywiła się, bo nie tego się spodziewała. Szafirek miał wiedzę teoretyczną, na temat rang i leśnych klanów, dzięki czemu tak zapunktował wczorajszego dnia w oczach wojowniczki, jednak w sprawach fizycznych leżał totalnie. Trudno. - Tak. To punkty Kodeksu Wojownika, drugi punkt brzmi; "nie poluj i nie wstępuj na teren innego Klanu," a piąty; "zwierzyna zabijana jest tylko po to, by się nią pożywić. Podziękuj Gwiezdnemu Klanowi za jej życie." Jak pewnie wiesz, każdy wojownik musi się do niego stosować, więc punkty musisz mieć wykute w pamięci. Ale to... kiedy indziej - mruknęła, spoglądając krótko na pręgowanego. - W polowaniu najważniejsza jest taktyka. Każde zwierzę jest inne, każde reaguje inaczej, każde jest mądrzejsze w innych sprawach. Główna zasada jest taka, że przy gryzoniu przenosisz ciężar ciała na tylne łapy, zając cię szybko usłyszy więc musisz maksymalnie spłycić swój oddech i uważać na wszelkie patyki i suche liście, no, ogólnie zachowywać się cicho. Ptak natomiast łatwo cię zobaczy, więc podchodzisz do niego cicho, zatrzymując się co chwilę albo chowając się za jakimiś... krzakami, drzewami, cokolwiek co znajdziesz obok siebie. Czaisz, czy nie bardzo?
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Spojrzał we wskazanym kierunku, ale nie miał czasu na dłuższe podziwianie widoków, bo jego mistrzyni nie zatrzymywała się nawet na uderzenie serca. No tak, to nie był spacerek krajoznawczy, rozumiał to, ale czy to od razu musiało być równoznaczne z takim tempem zwiedzania?
Skrzywienie na kremowym pysku umknęło szafirkowej uwadze. A raczej - zupełnie nie powiązał go ze swoją odpowiedzią, nieświadomy tego, że odpowiedział niby na dobry temat, ale w zupełnie innym dziale. Powtórzył sobie w myślach wspomniane punkty kodeksu. Tak... kojarzył je, właśnie z nich miał swoją wiedzę dotyczącą polowania, szkoda tylko że nie mógł od razu zapamiętać oryginalnego brzmienia punktów, skoro najwyraźniej będzie musiał umieć je recytować. Bawełna szybko przeszła do innej części zagadnień dotyczących polowania. Tych o których Szafirek chyba pierwsze w życiu słyszał. Więc nastawił ciemne uszka i starał się dzielnie chłonąć nową wiedzę.
- Czaję. - zapewnił, dopiero przetrawiając nowe informacje. Chociaż chwila... nie czaił. - Ale. Jak zatrzymywanie pomaga przy ptakach? Skoro dobrze widzą? - to głupie. Jeśli ptaki mogły poszczycić się najlepszym wzrokiem spośród piszczek i to właśnie na bycie dostrzeżonym trzeba było uważać to co niby zmieniało zastyganie w miejscu?
- To, że jak jesteś w ciągłym ruchu to łatwiej cię dojrzeć. Jak podchodzisz od tyłu, to cię nie zobaczy w pierwszej chwili, nie ma przecież oczy z tyłu głowy, nie? Podchodząc wolno, zatrzymując się co chwilę ciężej będzie wychwycić jakikolwiek ruch - wytłumaczyła to tak, jak sama rozumiała, choć to pewnie była gówno prawda i wciskała mu teraz kit. Nikt jej nigdy nie tłumaczył czemu tak jest, ale skoro została zapytana to aż głupio byłoby nie odpowiedzieć. Ona na swoim treningu też dużo pytała, więc powinna być przygotowana do tego, że teraz to ona będzie sypać odpowiedziami na nurtujące tematy.
Minęli Kwiecistą Łąkę, o czym poinformowała swojego terminatora, po czym stanęła na chwilę. Parzyła na drugą stronę granicy, pamiętając że to z tej strony spotkała Żbika. I jeśli miała go spotkać, to właśnie... tutaj. Na tej granicy. W tym miejscu. - Poznajesz zapach? Wiesz gdzie jesteśmy?
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Pokiwał powoli łbem. W porządku, ma sens. Sam też najpierw wychwytywał spojrzeniem poruszające się obiekty, czemu ptactwo miałoby być inne? No i pojawiał się kolejny czynnik, o którym nie pomyślał - przecież nie pchają się takiemu pierzastemu prosto pod oczy, tylko zakradają od tyłu, próbując trzymać się poza jego polem widzenia. Więc jeśli taki ptak kątem oka zobaczy takiego puchatego, ale zastygłego Szafirka to może nie wzbudzi to jego podejrzeń i uda się do niego zakraść.
Kwiecista Łąka zdecydowanie była miejscem, do którego bury kocurek chętnie będzie wracał. Tempo ich marszu nie pozwoliło zagnieździć się myśli o tym by w tej chwili zrobić małą przerwę na zbieranie kwiatków. Ale nie zdążył nawet nad tym zastanowić, bo musiał pilnować aby Bawełniana Nić nie uciekła mu zbyt daleko. Zdecydowanie będzie musiał tu wrócić sam. Albo z kimś kto chętnie z nim tu posiedzi, a nie będzie pędzić, bo Szafirek już i tak zmarnował pełne księżyce, gdy powinien był trenować. Spytany o zapach zadarł wyżej łeb, węsząc intensywnie.
- Podobny do wczorajszego. - stwierdził. Chociaż brakowało w nim tej gryzącej nuty, która pojawiała poprzedniego dnia. Z drugim pytaniem był problem, bo fakty były takie, że Szafirek nie miał pojęcia, gdzie obecnie się znajdowali. Wiedział tylko, że dopiero co minęli ładną łączkę. Czuć było tu wyraźnie znaki zapachowe rzecznych kotków, ale... nic poza tym? Więc to nie granica z innym klanem, racja? - Tereny niczyje? - zaryzykował. O to w ogóle chodziło?