Węgorzowe Gardło zgodnie z obietnicą, pojawił się następnego dnia pod legowiskiem terminatorów, aby poprowadzić pierwszą sesję szkoleniową nowego podopiecznego, Liliowej Łapy. Liczył na to, że ten terminator będzie z nim trenować aż do końca swojego treningu i zyska swoje imię wojownika. Wsadził głowę do legowiska, które niegdyś było jego domem. Kiedy dostrzegł tam swojego ucznia, uśmiechnął się ciepło. — Gotowy na trening?
Zgrabny, średniego wzrostu kot, o niebieskich oczach, krótkiej sierści, czarny colorpoint, z białymi skarpetkami i plamką na czole
Discord, mischief, artysta poszukujący własnej muzy, poszukiwacz wrażeń, samozwańczy mesjasz ||KP
Sikora/Kaligrafia, Dmuchawiec
Wszystko wydarzyło się tak szybko. Jego własna ceremonia, chociaż nad wyraz ważne wydarzenie w życiu, przemknęło niby mrugnięcie i nim się obejrzał było po wszystkim. Kolejny moment do odznaczenia w życiorysie, który stał do tej pory niemal pusty, co kłuło syna Ciemnej Mordki niezmiernie. Dlaczego te parę księżyców niemal wycięto z jego istnienia? No trudno, chociaż trening miał rozpocząć się niedługo, jeśli mistrz dotrzyma swojego słowa i przyjdzie do niego następnego dnia. Lilia nie przejmował się zbytnio pędzącym czasem, błyskawiczne tempo wydarzeń mogło przynieść tylko więcej intrygujących rzeczy w jego życiu, a przecież tego mu właśnie najbardziej brakowało, prawda? Ni mniej, gdy po spędzeniu swojego ostatniego "wolnego" dnia, kładł się w staranie wymoszczonym legowisku, które lokalizację wcześniej sobie w kwaterach terminatorskich upatrzył, odczuwał pewną kotłującą się w głębi obawę. Co jeśli bóle głowy powrócą? O ile matkę mógł oszukać, udając lenistwo lub zmęczenie, tak czuł iż nie sprawdzi się to w przypadku Węgorzowego Gardła. W końcu terminatorzy mieli swoje obowiązki, a ich nie wykonywanie... cóż point nie oczekiwał pobłażliwości jak dla głupiutkiego dziecka, degradacja, czy też przymusowe trzymanie w lecznicy również mu się nie uśmiechały. Nic jednak nie mógł zrobić, jedynie poprosić Gwiezdnych, że skoro już wyciągnęli go z letargu, tak przynajmniej wierzył, to niech już go z powrotem nie wrzucają, chociaż pod nosem marudził też, iż coś za dużą wiarę zaczyna pokładać w bandę martwych kotów. Gryziony zmartwieniami zasnął ostatecznie, a gdy się obudził... czuł się zupełnie w porządku! Uradowany tą myślą wstał, przeciągnął się i ziewnął, zrzucając z siebie resztki senności. Akurat na czas, kiedy mistrz przybył, tak jak było powiedziane.
- Bardziej gotowy raczej nie będę - odpowiedział, również uśmiechając się w stronę starszego kocura, krocząc w jego stronę, ostrożnie aby nie nadepnąć przypadkiem na być może jeszcze drzemiących niektórych terminatorów.
- Tylko zanim zaczniemy... Węgorzu przez pewne nieprzyjemne okoliczności nie udało mi się odbyć nauk, więc moja wiedza jest raczej bliska zeru - rzucił, woląc ostrzec wojownika o swoich ubytkach w teoretycznej wiedzy. Nie planował bardziej się rozwlekać nad tym czym owe nieprzyjemne okoliczności były. No chyba, że Węgorz zapyta.
Węgorzowe Gardło przejmował się tym treningiem tak samo jak Liliowa Łapa. Chciał poprowadzić jego trening do końca. Chciał mieć chociaż jednego wytrenowanego terminatora na koncie. Lilek wydaje się być obiecującym podopiecznym. Przede wszystkim dlatego, że pojawił się na treningu i już odezwał się do Węgorza z radością. Kiedy usłyszał zapał w głosie terminatora, machnął zadowolony ogonem i poprowadził go do wyjścia z obozu. — To nic nie szkodzi. Sam zaczynałem trening bez wcześniejszych nauk - brak nauk u Lilka nie wydawał się dla wojownika problemem. W końcu, sam tak zaczynał trening. Może i zaczął go księżyc po swoim rodzeństwie, to ukończył szkolenie bez żadnych opóźnień. — Słyszałeś pewnie co powiedziała Ćmia Gwiazda. Musimy zacząć wpierw od polowania albo walki. Ale to ty wybierzesz czego wolisz się nauczyć najpierw - nie wiedział, czy to jest dobra taktyka na szkolenie, by teraz terminator wybierał sobie tryb szkolenia. Chociaż, czy kolejność jest taka ważna? Te dwie rzeczy muszą być omówione najpierw, więc i tak wybór jednego nie wyklucza drugiego.
Zgrabny, średniego wzrostu kot, o niebieskich oczach, krótkiej sierści, czarny colorpoint, z białymi skarpetkami i plamką na czole
Discord, mischief, artysta poszukujący własnej muzy, poszukiwacz wrażeń, samozwańczy mesjasz ||KP
Sikora/Kaligrafia, Dmuchawiec
Szkoda że Węgorz nie powiedział tego na głos, Lilia lubili komplementy, będąc niezwykle próżnym kotem łapali je jak słonecznik promienie słońca, grzejąc się w ich cieple. A bycie nazwanym obiecującym byłoby bardzo miłym komplementem. Drepcząc powoli za swoim mistrzem point rozważał jego słowa. Czyli może nic ciekawego nie stracił na tych naukach... Nie, stracił. Stracił całe doświadczenie nauk, całe odczucie tego etapu w życiu. Już nie będzie znów kociakiem, już nie odmłodnieje. To czego nie doświadczył przepadło na zawsze, jak kamień wrzucony do głębokiej wody, a to niezmiernie go frustrowało.
- Owszem słyszałem - jak miałby nie słyszeć, w końcu był tam, zadawał pytania. Jednak ten fakt wcale nie ułatwiał mu wyboru.
- Co prawda nie chciałbym nigdy mieć konieczności toczenia z kimś walki na kły i pazury, ale myślę że Pożoga, samotnicy, czy też drapieżniki raczej będą miały w głębokim poważaniu moje zachcianki. A wiedzieć jak się obronić zawsze warto, więc może zaczniemy od walki? Wtedy i na polowaniu będę czuł się nieco bezpieczniej. - Walka była głupia i brutalna, po co miałby się z kimś tłuc i ryzykować poważny, szpecący go uraz? Personalnie wolałby rozwiązywać wszystko dyskusją, wtedy może zaboleć co najwyżej duma, a nie ciało. Jednak żył w przekonaniu, że niektórzy mieli rybie móżdżki i przemoc była ich pierwotnym rozwiązaniem na wszystko, zamiast cywilizowanej rozmowy. Zatem dobrze by było wiedzieć, jak nie dać się uszkodzić. Poza tym dopóki nie nauczy się polowania, to z tego co wiedział nie musiał jeszcze polować dla Klanu. Ot nieco więcej wolności i wolnego czasu, a mniej obowiązków. Oczywiście nie mógł tego odwlekać w nieskończoność, ale jeszcze tylko trochę, tylko ciut ciut, żeby nadrobić stracone księżyce.
Węgorz skinął głową na jego wybór. Raczej słuszna decyzja. Zaczęciem od walki nie straci dużo, a walka faktycznie może mu się przydać. Nawet nie tylko po to, by kogoś zadrapać z sukcesem zabijać. Może kogoś oszołomić walką na tyle, aby móc spokojnie uciec z pola bitwy. Czasem ucieczka nie jest złym rozwiązaniem. Lepiej zginąć w walce z rozsądkiem. — I ja również mam nadzieję, że nie trzeba będzie walczyć. Lepiej znać te techniki, ale nie mieć okazji ich wykorzystać - czarny wojownik zaprowadził swojego terminatora na ich miejsce treningowe. Wydeptana ziemia otoczona paroma powalonymi drzewami, a tuż obok płynęła płytka rzeka. Zatrzymał się dumnie na polanie. — No to nasz azyl. Wpierw, trochę ci powiem o technikach walki, zanim zaczniemy naprawdę walczyć. Najpierw warto ci powiedzieć, gdzie są czułe punkty. Nos, uszy i brzuch to wrażliwe miejsca. Kiedy kogoś atakujesz, celuj właśnie tam. Nawet nie by kogoś zabić, a mieć szansę na ucieczkę. Czasami jest lepiej uciekać, kiedy widzisz, że tracisz szansę - poprowadził go pod stare leżące drzewo i położył się w jego cieniu, to samo polecił podopiecznemu. — Podczas ceremonii będziesz składał przysięgę walki za klan, nawet kosztem życia.
Zgrabny, średniego wzrostu kot, o niebieskich oczach, krótkiej sierści, czarny colorpoint, z białymi skarpetkami i plamką na czole
Discord, mischief, artysta poszukujący własnej muzy, poszukiwacz wrażeń, samozwańczy mesjasz ||KP
Sikora/Kaligrafia, Dmuchawiec
Zabijanie? A kto mówił o zabijaniu? Zabijanie brzmiało męcząco i brudno, więc nawet nie chcieli myśleć o przykładaniu do tego łapy. Nie mieli nic przeciwko przemocy, oglądaniu oczywiście z boku bo mogłoby to być całkiem zabawne, ale samemu brać w tym udział? A co jeśli nagle miałby mieć bliznę do końca życia? Wzdrygnęli się lekko na tę myśl. Okropieństwo! I pomyśleć że niektórzy cenią ten cały honor bardziej niż swoje zdrowie. Bzdury. Martwi nie będą przydatni dla Klanu, ten tak zwany taktyczny odwrót był znacznie mądrzejszy.
Miejsce treningowe było ładne, przyjemne. Szybkie spojrzenie na rzekę płynąca nieopodal i ciche pytanie w głowie czy kiedyś będzie musiał do niej wejść. Wolałby nie, raczej nie ale... Hmm lepiej chyba wiedzieć jak nie utonąć prawdą?
Zanik kocur zdążył przysiąść jego mistrz skończył już swoją kwestię i Lilia poczuł że mało brakowało a by się zatoczył. Kosztem życia? Zawsze...? Nie podobało mu się to, bardzo się nie podobało. Wolałby stanowczo przeżyć i jeśli tego będzie trzeba odbudować Klan od nowa niż za niego ginąć...
- A co z oczami? Czy tam też nie powinno się celować? - dla nich było to dość proste, nie widzisz nic to się nie obronisz, a jednak Węgorz nic o tym nie wspomniał.
- Węgorzu... Jeśli możemy to dzisiaj skończyć tylko na teorii... Chyba od tych wszystkich nowości trochę zakręciło mi się w głowie - tak zawroty głowy na pewno przejdą szybko... Na pewno...
— Faktycznie, zapomniałem o oczach. Dobrze, że jesteś czujny - powiedział, ale dostrzegł jakiś niewyraźny wyraz pyska u terminatora. Nie wyglądał za dobrze. Spojrzał na niego zmartwiony, jak i przejął się jego prośbą. — Dobrze, możemy skończyć. Odprowadzę cię do lecznicy - powiedział i przysunął się do jego boku, by wesprzeć terminatora. Poprowadził go prosto do obozu, trzymając ogon na jego plecach.
————————
Sporo czasu minęło odkąd Węgorzowe Gardło ostatni raz widział Liliową Łapę. Ale dostrzegł futro terminatora w legowisku terminatorów, spał wyjątkowo blisko wyjścia. Czyli wyzdrowiał! Całe szczęście, martwił się już o niego. Skierował swoje kroki w tamtym kierunku i po upewnieniu się, że to jego terminator, szturchnął go łapą. — Pobudka - mruknął cicho by go nie wybudzać głośnym rykiem. — Jak się czujemy?