Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
Cisowa Łapa nie chciał się złamać. Był czujny, uważny, miał zapał do walki, nawet jeśli jego ataki nie były idealne, nie były udane i precyzyjne. Czekał na jego łapę, na atak, ale nim w ogóle zdążył zobaczyć co się dzieje, jakaś duża masa przygniotła go do ziemi. Terminator wziął głęboki wdech, zszokowany sytuacją jaką się znalazł. Następnie zaczął desperacko ruszać wszystkimi łapami, mając nadzieję że zdoła podkopać kocura.
Reakcja jak najbardziej poprawna, chęć zrzucenia z siebie przeciwnika. Barwinek tak czy siak zamierzał sesję sparingową zaraz zakończyć, ale Cisowa Łapa wszystko mu ułatwił; medyk wciągnął w płuca haust powietrza gdy dostał jedną z tylnych łap swojego terminatora w brzuch i natychmiast się wycofał, oddychając nieco ciężej.
Usiadł gdzieś na trawie, pospiesznie przylizując odstające, jasne futro, wpatrzony w Cisa z migoczącymi z dumy ślepiami.
- Bardzo dobrze, Cisowa Łapo - pochwalił go, poruszając lekko wąsami i wracając do przygładzania swojej sierści. Ostatni raz tak się poturbował z Ćmią Gwiazdą. - Z taką siłą w łapach... poradziłbyś sobie w razie ataku. Ale obiecaj mi, Cisowa Łapo, że jeśli kiedykolwiek znajdziesz się w tarapatach - nie walcz, o ile nie zostaniesz do tego absolutnie zmuszony. Jesteś przyszłym medykiem, a ucieczka czasami jest najbezpieczniejszą opcją, nawet, jeśli myślisz, że poradzisz sobie w walce. Dobrze?
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
Niemalże od razu trafił na miękki brzuch kocura. Widział, jak ten wsysa powietrze, wycofując się niemalże od razu. Uśmiechnął się dumny z siebie, wstając z ziemi. Kichnął parę razy przez unoszący się kurz, następnie spoglądając wyczekująco na mistrza. Widząc dumę w jego oczach, jego uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej. - Mogę obiecać, Barrwna Wodo, rrrozumiem że walka nie jest moim głównym obowiązkiem. Ale za ostateczność uważam ratowanie moich bliskich, jeśli podczas walki zobaczę błysk zawahania w ich oczach - nie ucieknę - bo jeśli miał wybór, uciec, zwołać pomoc ale kosztem życia kogoś bliskiego, a pomóc w kryzysie, wolał to drugie. Obiecał chronić swoją rodzinę i przyjaciół, dzięki swojej teraźniejszej randze mógł to robić od strony zdrowotnej, ale nie zamierzał z tego powodu rezygnować z ochrony fizycznej. Barwinek sam przyznał - miał siłę w łapach. Mógł być pomocny przy walce i właśnie taki zamierzał być.
Barwinek przesunął językiem po grzbiecie nosa swojego terminatora, własnym nosem dotykając liliowego, zmierzwionego czoła. Tak, był dumny - kto by nie był, z ucznia tak chętnego do zdobywania wiedzy, doświadczenia, tak silnego i pełnego zapału. Na kilka uderzeń serca medyk nawet się uśmiechnął.
- ... - jednak słowa Cisowej Łapy wyrwały z Barwnej Wody jakiekolwiek sensowne argumenty. Chciał coś powiedzieć, dyskutować, ale byłby hipokrytą, gdyby tego też mu zabronił. Gdyby zabronił mu martwić się o rodzinę. - Na twoim miejscu... w ostateczności pewnie zrobiłbym to samo - westchnął w końcu, jakby melancholijnie. - W porządku. Chodź, przejdziemy się jeszcze po okolicy i wrócimy do obozu.
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
Cisowa Łapa cieszył się, że kocur nie chciał namawiać go do zmiany zdania. Liliowy by nie zmienił. Był uparty w swoich racjach i jeśli w coś wierzył, wolał poświęcić wszystko niż zmienić zdanie. Reakcja Barwnej Wody więc zadowoliła go zupełnie, tak, jak cały dzisiejszy trening. Było dobrze. Poszło im dobrze.
~***~
Następnego dnia zjawił się przy wyjściu z obozu, czekając już na swojego mistrza. Owinął swój biczowaty ogon wokół ciała, choć chwilę później zaczął się nim bawić, wymachując to w jedną, to w drugą stronę. Był absolutnie wypełniony energią i ciekawością, co przygotowywał jego mistrz na dzisiaj. Jego trening medyczny nie szedł wcale szybko. Rybołowia Łapa była najwyraźniej przybita wszystkimi wydarzeniami w klanie i potrzebowała czasu, a on, jako światowy dżentelmen, oczywiście to szanował. Choć nie ukrywał, że przez to miał trzy razy więcej energii do spożytkowania, dlatego następnego dnia treningu wyczekiwał jak wygłodniały wilk na porcję mięsa. A gdy już ją dostawał, pochłaniał ją w całości.
Jeśli Cis był pełen energii, to doskonale się złożyło - jego mistrz miał dla niego zaplanowany dzień chodzenia i gadania. A chodzenia po terenach Klanu Rzeki było całkiem sporo.
Barwna Woda zjawił się chwilę po Cisowej Łapie, witając go dotykając nosem samego czoła młodzika; wąsy medyka drgnęły w czułym geście. Przywiązał się do obu swoich terminatorów bardzo szybko i czuł się trochę jak ich ojciec. A przynajmniej figura ojcowska, której sam nigdy nie miał. Może przesadzał - ale i Cis i Rybołów byli dla niego ważni.
- Powiedz mi, jaką część ziem Klanu Rzeki zdołałeś już zwiedzić? Poza, oczywiście, Kocim Grzbietem. Nie wychodziłeś za granicę, prawda?
Barwinek ruszył - w zupełnie innym kierunku, niż rzeczone Koci Grzbiet. Na razie spokojnie, ale żwawo. Mieli dziś do zwiedzenia spory kawałek terenu.
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
- Jeśli powiem że wyszedłem, będziesz zły? - spytał dla pewności. Cóż, no, mogło się tak zdarzyć że raz znalazł się za granicą, ale to tak ZUPEŁNIE NIECHCĄCY. Jeśli jednak Barwna Woda powie że tak, będzie zły, to bardzo mu przykro, ale nie powie do końca prawdy. Nie chciał zaczynać dnia od popsucia atmosfery, a zgadywał, że taka informacja mogłaby do tego doprowadzić. - A jeśli chodzi o terrrreny rrzeki, to tylko Błyszczące Głazy. Na ziołach. Z tobą i Rrrrybołowią Łapą.
- Widziałeś kiedyś, żebym był zły? - głos miał spokojny, opanowany; tak samo spojrzenie wbite w długouchego kocurka. Mógł być zawiedziony, ale nie był zły. Cis wciąż był kotem młodym i ciekawym świata, a Barwna Woda nie chciał podcinać mu skrzydeł. Musiał jednak być pewien, że syn Zachodzącego Światła rozumie, jak cenne jest jego życie jako przyszłego medyka i jak ostrożny musi być. - Nigdy nie wychodź z obozu sam dopóki nie skończysz treningu. Tym bardziej nie wychodź poza granice, o ile nie masz ku temu powodów, Cisowa Łapo. Już kiedyś to mówiłem, nie chcę się powtarzać. To bardzo ważne.
Ale kocur zdecydowanie nie był na swojego terminatora zły. Nigdy nie był. Barwinek skręcił, przechodząc przez wymienione przez Cisową Łapę Błyszczące Głazy i zaczął kroczyć wzdłuż rzeki.
- Błyszczące Głazy to ściana naszego obozu. Najbezpieczniejszy teren poza obozem. Teraz idziemy wzdłuż rzeki do granicy, tam przekroczymy rzekę i obejdziemy granice z pozostałymi Klanami. W tej chwili znajdujemy się na Wilgotnych Skałkach, idziemy do Zatopionych Korzeni.
- W międzyczasie, Cisie, powiedz mi, co wiesz o kodeksie wojownika. Jako medyk musisz przestrzegać obu kodeksów, i wojownika i medyka, ale to już wiesz.
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
- Zawsze musi być ten pierwszy raz - mruknął z nutą rozbawienia, wzdychając cicho. Rzeczywiście, Barwinek był tyle razy zły, ile on chodził bez uśmiechu na mordce. Niemniej był pewny, że jeśli ktoś zdołałby doprowadzić medyka do szału, to tylko on. - A jeśli mam powód? Ja... obiecałem komuś, że będę co jakiś czas sprrrawdzał czy żyje - podzielił się ciszej, spoglądając na jasnego kocura. Musiał odwiedzać Oriona. Musiał sprawdzać, czy ten daje sobie radę sam, czy nie potrzebuje pomocy. Musiał zaglądać, musiał pytać, musiał rozmawiać. Obiecał, że będzie przychodził. Że będzie jego przyjacielem.
Pokiwał głową, z błyszczącymi iskierkami w oczach oglądając każde miejsce które mijali. Z fascynacją gapił się na łyse drzewa, suche krzewy i tony liści na ziemi. Wszystko było takie piękne. Magiczne. inne. - Nic - wypalił niemal natychmiastowo, jednak zastanowił się szybko, po czym dorzucił: - No, terrrminatorzy nim zjedzą, dają zjeść starrrszym, matkom i kociętom. I wojownikom chyba też, nie wiem. I się do nich zagląda, sprrawdza czy wszystko okej, wymienia legowiska i tak dalej. Ale to chyba barrrdziej obowiązki niż sam kodeks.
- Wolałbym, abyś nie był tym, co ten pierwszy raz wywoła - Barwinek dawno temu przysiągł sobie, że nigdy się na nikogo nie rozgniewa bez naprawdę wyraźnego powodu i nieważne, jak narwany bywał Cisowa Łapa, medyk wątpił, aby kocurek faktycznie był w stanie szczerze go rozgniewać. - ... właśnie dlatego powinienem był zacząć od kodeksu wojownika. Ja doceniam teraz, Klan Rzeki kiedyś doceni twoje dobre serce, Cisowa Łapo, ale ktokolwiek by to nie był - jest spoza Klanu. Prawda? A chociaż kodeks wojownika, którego przestrzegać musisz, nie zabrania takich przyjaźni... Klan Rzeki jest na pierwszym miejscu.
Barwna Woda zastanowił się jednak chwilę, zwalniając kroku i po dłuższej chwili milczenia, analizowania własnych słów, westchnął głęboko.
- Ale nie mogę ci tego zabronić, bo byłbym hipokrytą. Nie robisz nic złego, kodeks nie jest czymś, czym koniecznie trzeba kierować się w życiu cały czas. Własny rozum, twoje emocje, twoje relacje z innymi kotami są... równie ważne.
Zaraz Barwinek wskoczył na jeden z grubszych korzeni znajdujących się nad wodą, utrzymując zgrabnie równowagę; przeskoczył z korzenia na korzeń, zaraz wylądował z powrotem obok Cisowej Łapy i ruszył dalej wzdłuż rzeki. - To już coś. Obowiązki to... część kodeksu. Jeden z punktów mówi właśnie o tym, że terminatorzy jedzą ostatni.
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
- Tak - odpowiedział. Orion zdecydowanie nie należał do klanu. Jego styl życia wyraźnie go doprowadził do takich konkluzji, to, że mieszka sobie sam, że nie przeszkadza mu brak drugiego ciała obok. Fakt, że jak na razie jego legowisko to jakieś zarośnięte, zapyziałe gniazdo przy Łanie Rzepaku, to, że musi dbać o siebie, polować dla siebie. - Klan Rzeki jest na pierwszym miejscu, nigdy nie powiedziałem, że nie! Jestem tu cały czas, a dla tego kogoś... raz na jakiś czas, no, czaisz?
Uśmiechnął się szeroko. W prawdzie nie zrozumiał dokładnego sensu słów kocura, tej części z emocjami to już na pewno nie trafiły do jego głowy. Wyciągnął jednak najważniejsze - nie zabroniono mu spotykać się z długouchym, to najważniejsze!
Kiwnął także głową na kolejne słowa kocura. Nie wiedział dokładnie dlaczego terminatorzy jedzą na szarym końcu, ale nie zamierzał robić z tego afery. Mógł czekać na końcu kolejki, nie ma problemu.
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Droga na Koci Grzbiet nie trwała długo, a jednak samopoczucie Szafirka zdążyło zrobić obrót o sto osiemdziesiąt stopni. Dzielnie ignorował jednak wszystkie swoje objawy, bo nie wiedział jak w połowie marszu uznać, że wiesz co, jednak umieram, dzisiaj nici z treningu. Więc walczył z bólem głowy, gdy wdrapywali się na górkę i jakoś mniej więcej wtedy spytał.
– W sumie. Co już miałeś? Co umiesz?
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
Szedł z szerokim uśmiechem za wojownikiem, dreptając skocznie i rozglądając się dookoła. Nie, że tęsknił za treningami wojowniczymi, bo w dużej mierze skupiał się na tym medycznym, ale jednak fajnie było sobie tak o, wyjść, żeby się czegoś nauczyć. - Ja? Aha, no w sumie, to coś tam z Barrrrwną Wodą rrrrobiliśmy. Walki się uczyliśmy, wiem, że najczulsze miejsca to garrrrdło, brrrrrzuch i tam, gdzie jest najcieńsza szyja, no i oczy są wrrrrażliwe, w ogóle, cały pysk! No i jak się chwyta za karrk kogoś, to można go unierrrruchomić, no i że jak już atakuje, to tylko do obrrrony, nie dla zabawy. Swoją drrrogą, niezły psychol musi się bićdlazabawy, co nie? Ja to tam ten. Się nie bije rrraczej. Ale! Pamiętam, że jak byłem mały, to myślałem tylko o biciu się, z rrrrobakami na prrzykład! Żeby obrrronić siostrry. Już wiem, że rrraczej by nic im nie zrobiły, te rrrobaki w sensie, ale i tak! Wtedy myślałem, że będę superrowym wojownikiem, a będę superrrowym medykiem. Na jedno wychodzi! - mówił i mówił, ale to akurat było całkowicie normalne. Może potrzebował z kimś porozmawiać, bo po ostatnich wydarzeniach nie czuł się najlepiej. A tak się przynajmniej odstresowywał. I super.
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Szafirek z reguły doceniał, gdy to rozmówca brał na swoje barki ciężar prowadzenia konwersacji. Dużo lepiej czuł się w roli słuchacza niż mówcy. Chociaż to zależało od tematu, zdarzało mu się czasem rozgadywać, zwłaszcza, gdy był zainteresowany omawianymi sprawami. Jednak w dniu dzisiejszym nie był w stanie docenić gadaniny Cisowej Łapy. Nie gdy dwie niewidzialne siły chwyciły jego łeb z obu stron i próbowały ścisnąć mu czaszkę.
– Tak, tylko psychol by bił dla zabawy. – potwierdził cicho, chociaż możliwe że jego słowa zupełnie umknęły Cisowej Łapie. Gdy na moment zapadła cisza, zadał pytanie, które przed chwilą przyszło mu do głowy, a było przecież szalenie ważne. – W ogóle. Jako przyszły medyk. Musisz cały trening wojowniczy, tak? Cały materiał bez wyjątków?
Nie wiedział zbyt wiele o zasadach obowiazujących medyków, a jeśli kiedyś obiły mu się o uszy – zdążył zapomnieć. Cisowa Łapa zdawał się być jednak zorientowany w temacie, albo nadrabiał ilością wypowiadanych słów, w każdym razie nic nie stało na przeszkodzie by go spytać.
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
Rzeczywiście, ciche słowa umknęły Cisowi, bo ten już zafascynowany przyglądał się biedronce, która dreptała po listku obok. Lubił się im tak czasem o, przyglądać, fajne były takie, a nie było ich wcale dużo w lecznicy. Nawet łapką jej dotknął w pewnym momencie, ale nie wiadomo dlaczego nagle się wzięła i zwiała, no jasne! Przecież wcale nie chciał zrobić jej krzywdy, czemu tak się bała??? Co zrobił nie tak?? - A, no ta, cały. Muszę go znać i w ogóle, w sensie kodeks, granice, wszystko, wszyściusieńko! Kiedyś myślałem, że to masakrrra, tyle się uczyć, i na medycznym, i tu, ale tak z biegiem czasu, to wcale tak ciężko nie jest! Chociaż obstawiam, że tu nie będzie tak trudno jak z Barrwinkiem, po te wszystkie zioła to przysięgam, ciężkie do spamiętania! Ale ja spamiętam, ja będę superrr medykiem, nie ma co się bać. I Rrrybołowia Łapa też, serrrio, wszystko będzie superr. Ale zanim to, to te rrrzeczy śmiszne, wojownicze też prrrrzydałoby się znać. No to słucham.