Bury tygrysio pręgowany kociak z bielą na pyszczku, gardle, piersi i brzuchu oraz białymi skarpetkami. || pełny w kp.
Jednym słowem: zahukany. Dwoma: niepewny siebie. Wydaje się być cały czas zagubiony, jakby nie do końca wiedział, gdzie się znajduje i co powinien zrobić, czego dokładnie się od niego oczekuje. Nawet w tak młodym wieku bez ustanku koryguje swoje ruchy i mowę ciała, bezskutecznie starając się nie wyglądać na tak wewnętrznie rozdygotanego jak faktycznie jest. Ciągle zestresowany, czasami wręcz na skraju płaczu, mimo wszystko stara się być tak silny i dzielny, jak rodzice chcą, żądają, aby był - z bardzo różnym skutkiem. Jaki będzie to miało na niego wpływ - okaże się pewnie w niedalekiej przyszłości, bo w tym momencie więcej zwyczajnie powiedzieć się nie da. Ot, mało pewny siebie kociak.
Zamrugał, lekko zaskoczony. Nie sądził, że mistrz przyzna mu rację, myślał raczej, że dostanie polecenie zamknięcia pyska albo pogadankę o tym, jak bardzo wartościowe są bajeczki dla dzieci oraz jak bardzo realne są kotki mieszkające na chmurkach czy w punkcikach światła na ciemnym niebie. Uchylił lekko pysk, jakby chciał zadać kolejne pytanie, lecz nie wiedział nawet od czego zacząć - jak wypytać kogoś o poglądy innych kotów? Nie miał pojęcia, nigdy jeszcze tego nie robił. Nawet nie sądził, że to w ogóle była opcja, takie kwestionowanie czegoś, co było mu wbijane do głowy bez większej refleksji. Ostatecznie nie powiedział nic.
- Brzmi... jak dużo rzeczy do opanowania. - Skrzywił się, jakby ktoś mu podsunął pod nos wijącą się dżdżownicę. - Czyli medyków właściwie nikt nie kontroluje? Skoro nikt poza innymi medykami nie zna kodeksu medyka? - A medyków w klanach było zdecydowanie mniej niż wojowników i do tego wszyscy się znali, skoro mogli się bez przeszkód spotkać na jakichś zgromadzeniach medyków. Czoło terminatora się zmarszczyło, gdy próbował pojąć wszelkie komplikacje, które szły za tym stwierdzeniem. Przecież w takim wypadku taki kodeks mógł nawet nie istnieć, a medycy mogliby robić właściwie wszystko, co chcieli, przy tym zasłaniając się którymś punktem z tego rzekomego kodeksu.
x
I alwayssimplify thisall thetime somehowI thinkthatI'm alone I wake upevery dayandchangemy mind ✧*̥ ˚xgoodmorningx*̥ ˚✧ I'vebeen herebeforethe warning it opensupthe door and now I'm falling ﹉﹊﹉﹊﹉﹊﹉
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
- A dodaj do tego te wszystkie ziółka i choroby, których terminatorzy medyka muszą się wyuczyć. Krwawnikowy Liść jest sporo starszy ode mnie, zaczął swój trening zanim ja się urodziłem, a ceremonię miał... Dobre pół obiegu pór po mojej - To, że Krwawnikowy Liść nie wychowywał się pod skrzydłami Czerwonego Pazura, to inna sprawa. Z takim przewodnictwem zyskałby swoje medyczne imię w try miga. - Hm. Niech na twoje pytanie odpowie historia, i to wcale nie zamierzchła, bo sprzed zaledwie kilku ceremonii. - Chociaż Drewniana Łapa w czasie tego zdarzenia chyba ledwo otwierał oczy. - Lśniąca Sadzawka wystąpiła przed klanem, by przedstawić swoje stanowisko na temat pewnej zasady z Kodeksu Medyka, akurat każdemu doskonale znanej, mianowicie: medyk nie może mieć partnera ani potomstwa. A stanowisko to brzmiało i zapewne brzmi po dziś dzień: ta zasada jest bezsensowna. Zaczęła mówiąc, że podczas ceremonii swojego terminatora, spytała gwiezdnych, skąd to się wzięło. I czego się dowiedziała, spytasz? Rzekomo tego, że ponoć pierwszy medyk był bezpłodny i tak się przyjęło. Dowiedziała się również, że jeśli zajdzie w ciążę, nie spotkają ją żadne przykre konsekwencje z ich strony. - Kto by pomyślał? - Monolog zakończyła informacją o swoich planach przeprowadzenia rozmowy z pozostałymi medykami, mającymi na celu negocjacje z gwiezdnymi i ostateczne zniesienie zasady. I grzecznym pytaniem, czy w razie powodzenia tej misji, klan nie miałby nic przeciwko temu, by została matką. No i powiem ci tak, klan zachwycony nie był, padło kilka obiekcji. Biały Puch chyba nawet nie słyszała wcześniej o planach kotki, z którą w pewnym sensie dzieli władzę. Zaproponowała Lśniącej Sadzawce emeryturę na rzecz spełniania się jako matka. A co na to Lśniąca Sadzawka? Lada moment urodzi, a nic nie słyszałem o jej rezygnacji z posady.
Tymi słowami kończy nieco przydługą opowieść, w której mógłby spokojnie zawrzeć jeszcze sporo szczegółów. Ale jest zdania, że tyle wystarczy do pokazania Drewnianej Łapie, że nieznajomość Kodeksu Medyka przez zwykłych wojowników to akurat najmniejszy problem. I że w zasadzie kontrola medyków - tych wichrowych, przynajmniej - nie istnieje.
Przy okazji wychodzą sobie spokojnie z Falujących Wrzosów i mijają Płytką Dziurę - niepokaźną norę, najpewniej autorstwa borsuka bądź lisa. Stąd już niedługa droga do Czterech Dębów.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Bury tygrysio pręgowany kociak z bielą na pyszczku, gardle, piersi i brzuchu oraz białymi skarpetkami. || pełny w kp.
Jednym słowem: zahukany. Dwoma: niepewny siebie. Wydaje się być cały czas zagubiony, jakby nie do końca wiedział, gdzie się znajduje i co powinien zrobić, czego dokładnie się od niego oczekuje. Nawet w tak młodym wieku bez ustanku koryguje swoje ruchy i mowę ciała, bezskutecznie starając się nie wyglądać na tak wewnętrznie rozdygotanego jak faktycznie jest. Ciągle zestresowany, czasami wręcz na skraju płaczu, mimo wszystko stara się być tak silny i dzielny, jak rodzice chcą, żądają, aby był - z bardzo różnym skutkiem. Jaki będzie to miało na niego wpływ - okaże się pewnie w niedalekiej przyszłości, bo w tym momencie więcej zwyczajnie powiedzieć się nie da. Ot, mało pewny siebie kociak.
Zmarszczki na pysku Drewna tylko się pogłębiały w miarę jak historia opowiadana przez Jaśniejący Płomień. Na uwagę o tym, jak długo trwał trening na medyka kocurek odpowiedział tylko mało wyraźnym mruknięciem oznaczającym przyjęcie tego do wiadomości, bardziej skupiając się na Lśniącej Sadzawce bezkarnie robiącej właściwie cokolwiek sobie akurat pomyślała. Wiedział, że nie powinien się źle wyrażać o kocicy, nie tylko dlatego, że zajmowała jakąś rangę w klanie, ale też z powodu jej wieku. Do tej pory miał wpajane przez rodziców, że starsze koty choćby z racji większego bagażu doświadczeń zazwyczaj mają rację i nie powinno się z nimi dyskutować w żaden sposób. Ale sposób postępowania medyczki... Kłócił się z tym, co wiedział o świecie, z tym, co do czego był przekonany, że stanowiło niewątpliwie sposób, w jaki działał świat.
Bał się wygłosić bardziej niepochlebnej opinii na temat tego, co właśnie zostało mu przekazane, ale jednocześnie czuł mocny wewnętrzny sprzeciw wobec wszystkiego. Przełknął ślinę. - Czyli faktycznie medycy mogą robić, cokolwiek tylko zechcą. I nikt nie patrzy im na łapy. Nie powinno tak być. - Powiedział to bardziej do siebie, niż do mistrza, ale wystarczająco głośno, aby kocur mógł zareagować, jeśli taką miałby chęć. Terminator tymczasem patrzył prosto przed siebie i starał się zapamiętać drogę, którą przyszli oraz kierunek, w którym zmierzają. - Gdzie teraz jesteśmy?
x
I alwayssimplify thisall thetime somehowI thinkthatI'm alone I wake upevery dayandchangemy mind ✧*̥ ˚xgoodmorningx*̥ ˚✧ I'vebeen herebeforethe warning it opensupthe door and now I'm falling ﹉﹊﹉﹊﹉﹊﹉
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Uśmiecha się krótko, nieco gorzko, kącikiem pyska. Nie powinno, jasne. To nie pierwsza i nie ostatnia rzecz w klanie, która powinna się zmienić i wojownik rozumie, jak trudne może być odkrywanie po raz pierwszy tych nieprawidłowości. Jako syn Czerwonego Pazura może pochwalić się pewnymi podobieństwami w sposobie, w jaki został wychowany. To znaczy, mógłby, gdyby wiedział więcej o zapleczu swojego terminatora. I gdyby lubił grzebać w przeszłości. Sęk w tym, że jemu również przedstawiano klan jako coś piękniejszego i szlachetniejszego, niż jest w rzeczywistości. Sprowadzenie go na ziemię nie trwało długo, ale w rezultacie przywalenie pyskiem o ziemię było tym bardziej bolesne.
- Zbliżamy się do granicy z Klanem Rzeki - odpowiada krótko. Na horyzoncie jawią się Kępy Traw i mimo że mają jeszcze nieco do przejścia, by do nich dojść, teren jest na tyle równy i pozbawiony drzew, że spokojnie da się zobaczyć stąd rzeczne terytorium oraz błysk wody w oddali. - Przejdziemy się do Czterech Dębów. Tego miejsca od Zgromadzeń. A póki jesteśmy w drodze, możesz wyjaśnić mi, skąd ten pomysł, że starszyzna i kocięta jedzą przed całą resztą.
Wydaje mu się, że akurat ze zrozumieniem tej zasady Drewniana Łapa problemu nie ma, ale nie może polegać na swoich wrażeniach, nieprawdaż? Jeżeli szybko uporają się z omówieniem Kodeksu, to jeszcze dziś zapolują, a jeżeli nie... Przynajmniej odhaczą porządny patrol. Tak czy inaczej żaden krok nie pójdzie na zmarnowanie.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Bury tygrysio pręgowany kociak z bielą na pyszczku, gardle, piersi i brzuchu oraz białymi skarpetkami. || pełny w kp.
Jednym słowem: zahukany. Dwoma: niepewny siebie. Wydaje się być cały czas zagubiony, jakby nie do końca wiedział, gdzie się znajduje i co powinien zrobić, czego dokładnie się od niego oczekuje. Nawet w tak młodym wieku bez ustanku koryguje swoje ruchy i mowę ciała, bezskutecznie starając się nie wyglądać na tak wewnętrznie rozdygotanego jak faktycznie jest. Ciągle zestresowany, czasami wręcz na skraju płaczu, mimo wszystko stara się być tak silny i dzielny, jak rodzice chcą, żądają, aby był - z bardzo różnym skutkiem. Jaki będzie to miało na niego wpływ - okaże się pewnie w niedalekiej przyszłości, bo w tym momencie więcej zwyczajnie powiedzieć się nie da. Ot, mało pewny siebie kociak.
Nie bardzo rozumiał uśmieszek, który pojawił się na pysku wojownika. Czy powiedział coś śmiesznego? Zabawnie oczywistego? A może żenująco naiwnego? W najgorszym przypadku - wszystko na raz. Sama myśl o tym sprawiała, że sierść wzdłuż kręgosłupa jeżyła mu się odrobinę. Miał wrażenie, że balansował na granicy bycia w oczach mistrza zupełnym dzieciakiem, na którego szkoda czasu, a umiarkowanie przyzwoitym terminatorem, z którego być może kiedyś coś wyrośnie.
Zanim zdążył zareagować choćby mruknięciem potwierdzenia na informację dotyczącą ich planów na najbliższe kilka chwil, Jaśniejący Płomień zadał mu pytanie. Przez uderzenie serca Drewno milczał, zbierając myśli, jednocześnie marszcząc nieco brwi.
- Starszyzna i kocięta nie polują, bo nie mają siły albo nie umieją. Są najsłabsi, więc trzeba ich nakarmić. Jeśli nie starczy zwierzyny na stosie, to przecież nie wyjdą z obozu i nie zapolują sami. - Trochę rzucał kamieniem w ciemność z tą odpowiedzią; prawdę mówiąc, nikt mu nigdy nie tłumaczył dokładnie, czemu kodeks brzmi tak, a nie inaczej. Musiał sam to teraz rozgryźć, na poczekaniu, żeby tylko mistrz nie czekał zbyt długo. W przeciwnym razie mógłby zrobić się zły, tak jak zły mógł być w przypadku złej odpowiedzi. Jeśli była to gra, to Drewno znajdował się na zdecydowanie przegranej pozycji startowej.
x
I alwayssimplify thisall thetime somehowI thinkthatI'm alone I wake upevery dayandchangemy mind ✧*̥ ˚xgoodmorningx*̥ ˚✧ I'vebeen herebeforethe warning it opensupthe door and now I'm falling ﹉﹊﹉﹊﹉﹊﹉
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Wydaje z siebie cichy, nieokreślony pomruk, mogący oznaczać zarówno zastanowienie, sceptycyzm, jak i monotonną zgodę.
- I jak to jest, że stawiamy dobro tych, którzy nie dorzucają nic na stos, ponad nasze? - ciągnie, wwiercając uważne spojrzenie w kocura. - Czemu starszyzna może cały dzień wygrzewać się na słońcu, podczas gdy my ciężko pracujemy?
Idą dalej, aż znajdują się blisko Miękkiego Podnóża, któremu już bliżej do własności Klanu Rzeki niż Wichru. Wraz z podmuchem wiatru, do ich nozdrzy napływa charakterystyczna woń kojarząca się z wodą i rybami. Ale w równym stopniu, co rzeczniaków, da się wyczuć zapach ich własnego klanu.
- Dotarliśmy do granicy. Czujesz? - pyta z uprzejmym zainteresowaniem i przystaje na kilka uderzeń serca, aby terminator mógł lepiej się przyjrzeć, powęszyć, pomyśleć. Stąd mają dwie opcje pójścia wzdłuż; albo przejść całość granicy z drugim klanem, albo pójść do jej początku, ledwie kilka długości dalej. Zgodnie z zapowiedzią, Jaśniejący Płomień wybiera opcję numer dwa.
Do kolejnego przystanku dochodzi niedługo potem.
- Proszę bardzo, jesteśmy przy Czterech Dębach - z galanterią dokonuje prezentacji, wymachując ogonem w kierunku pokaźnego drzewa oraz pochylając na moment głowę. - Miejsce łączące ziemie Czterech Klanów. Rozejrzyj się, dobrze wiedzieć, gdzie co jest. - Na przykład gdzie są poszczególne granice. - Masz jakieś pytania co do Zgromadzeń? Aha, po drugiej stronie pagórka zaczynają się tereny Gromu, z którym nie dzielimy bezpośrednio żadnej z granic. A tam - wskazuje głową - zaczyna się Klan Cienia. Ojciec opowiadał ci, kto rządzi w innych klanach?
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Bury tygrysio pręgowany kociak z bielą na pyszczku, gardle, piersi i brzuchu oraz białymi skarpetkami. || pełny w kp.
Jednym słowem: zahukany. Dwoma: niepewny siebie. Wydaje się być cały czas zagubiony, jakby nie do końca wiedział, gdzie się znajduje i co powinien zrobić, czego dokładnie się od niego oczekuje. Nawet w tak młodym wieku bez ustanku koryguje swoje ruchy i mowę ciała, bezskutecznie starając się nie wyglądać na tak wewnętrznie rozdygotanego jak faktycznie jest. Ciągle zestresowany, czasami wręcz na skraju płaczu, mimo wszystko stara się być tak silny i dzielny, jak rodzice chcą, żądają, aby był - z bardzo różnym skutkiem. Jaki będzie to miało na niego wpływ - okaże się pewnie w niedalekiej przyszłości, bo w tym momencie więcej zwyczajnie powiedzieć się nie da. Ot, mało pewny siebie kociak.
- Bo... - zamilkł na chwilę, a jego czoło pokryły niewielkie zmarszczki. - Starszyzna już się przysłużyła klanowi w ciągu swojego życia. Należy im się odpoczynek w zamian. - Brzmiało całkiem rozsądnie, przynajmniej zdaniem Drewna. Miał nadzieję, że otrzyma tym razem coś więcej niż tylko bliżej nieokreślony pomruk, którego nie mógł dokładnie zinterpretować. Taka niepewność sprawiała, że czuł się cały czas jak podczas jakiejś próby, której dokładnych zasad nie był w stanie poznać.
Pociągnął nosem, gdy zrobili mały przystanek przy granicy.
- Śmierdzi - stwierdził po prostu, bez szczególnej szydery w głosie. - Jak kałuża i mokre futro. - Czyli tak pachnieli Rzeczniacy. Cóż, dobrze wiedzieć, ale Drewniana Łapa już mógł osądzić, że nie będzie specjalnym fanem tej woni. Podreptał grzecznie za wojownikiem, dalej wzdłuż granicy, aż w końcu dotarli aż do miejsca Zgromadzeń, przy którym Drewno aż wstrzymał oddech. Patrzył błyszczącymi oczyma na Cztery Dęby, które wydawały mu się nieskończenie większe niż wszystkie inne drzewa, które do tej pory widział, aż z tego czaru wyrwał go głos Jaśniejącego Płomienia. Zaczął dokładnie studiować budowę terenu przed nimi, jednocześnie grzebiąc w pamięci w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie mistrza.
- Polna Gwiazda w Klanie Cienia. Żubrza Gwiazda w Klanie Gromu. A w Klanie Rzeki... Ko-kosowa Gwiazda? - Zaciął się przy ostatnim imieniu i skrzywił się mimowolnie. Naprawdę uważał, gdy ojciec mu o tym opowiadał, ale to było już jakiś czas temu. Do tego dochodził też fakt, że Drewno wiedział już, iż nie wszystko, co Bażancie Pióro wkładał mu do głowy było całkowitą prawdą.
x
I alwayssimplify thisall thetime somehowI thinkthatI'm alone I wake upevery dayandchangemy mind ✧*̥ ˚xgoodmorningx*̥ ˚✧ I'vebeen herebeforethe warning it opensupthe door and now I'm falling ﹉﹊﹉﹊﹉﹊﹉
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
- Aha, zgadza się - przytakuje bez większych emocji. - I nieco podobnie jest z kociętami, które jeszcze nikomu się nie przysłużyły, ale to one są przyszłością klanu.
Inna rzecz, że spora część tej przyszłości nie doczekuje dnia, w którym pierwszy raz przyniesie piszczkę na stos, ewentualnie znika niedługo po rozpoczęciu treningu. To nieodłączny i stały element rzeczywistości, nieprzestający frustrować z mijanymi księżycami, jednak nie ma on wpływu na tę przecież racjonalną zasadę, jaką zgodnie kierują się cztery klany.
Kolejne słowa młodziaka kwituje potakującym ruchem głowy. Stwierdzenie prostego faktu może wydawać się mało istotne, lecz nic bardziej mylnego - Jaśniejący przejawia żywe zainteresowanie niezbędnymi umiejętnościami swoich terminatorów, a wyczuwanie i poprawna interpretacja woni jak najbardziej się do nich zalicza.
Gdy docierają do centrum klanowych ziem, bury chyba po raz pierwszy zauważa wyrazistszą (i, dodajmy, pozytywną) reakcję Drewnianej Łapy. Wygląda na to, że Cztery Dęby wyjątkowo przypadły mu do gustu; to coś, w czego zrozumieniu ma problem, mimo że w przeszłości przebył krótki okres fascynacji Zgromadzeniami oraz wszystkim, co się ich tyczy. Teraz to on powierza uczniowi pałeczkę przewodnika, sugestywnie gestykulując głową, by przespacerował się po pagórku. Niedługo ruszą dalej, wzdłuż granicy, gdzie kierunek jest jasny, a zbaczanie z trasy niewskazane, przedtem niech sobie Drewno dokładnie obada relatywnie rozległą okolicę dębu, bez żadnych nacisków ze strony mistrza.
- Kosowa Gwiazda, ta - przyświadcza z trzepnięciem ucha. Wojownik pobieżnie zastanawia się, czy reszta dzieci Bażanciego Pióra również błyszczy wiedzą na swoich treningach. To byłby ciekawy fenomen. - Zastępców, medyków i ich terminatorów też poznałeś?
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Bury tygrysio pręgowany kociak z bielą na pyszczku, gardle, piersi i brzuchu oraz białymi skarpetkami. || pełny w kp.
Jednym słowem: zahukany. Dwoma: niepewny siebie. Wydaje się być cały czas zagubiony, jakby nie do końca wiedział, gdzie się znajduje i co powinien zrobić, czego dokładnie się od niego oczekuje. Nawet w tak młodym wieku bez ustanku koryguje swoje ruchy i mowę ciała, bezskutecznie starając się nie wyglądać na tak wewnętrznie rozdygotanego jak faktycznie jest. Ciągle zestresowany, czasami wręcz na skraju płaczu, mimo wszystko stara się być tak silny i dzielny, jak rodzice chcą, żądają, aby był - z bardzo różnym skutkiem. Jaki będzie to miało na niego wpływ - okaże się pewnie w niedalekiej przyszłości, bo w tym momencie więcej zwyczajnie powiedzieć się nie da. Ot, mało pewny siebie kociak.
Uśmiechnął się, słysząc przytaknięcie - nawet takie pozbawione emocji jak śnieg koloru. Każda, nawet najmniejsza drobina uznania ze strony mistrza sprawiała, że Drewno czuł się nieco pewniej, co jednak było równoważone przez chwile, w których przyznawał się otwarcie do braku wiedzy na niektóre tematy.
- Terminatorów jest mniej niż kociąt - zauważył - a wojowników mniej niż terminatorów. - Gdyby miał się nad tym głębiej zastanowić, pokusiłby się pewnie o jakiś wniosek co do wykresu populacji w Wichrze. Nie wyglądało to zbyt dobrze, tym bardziej, że nikt z wojowników nie stawał się wcale szczególnie młodszy. Gdyby to od niego zależało, zacząłby się martwić, ale jako zwyczajny terminator nie miał zbyt wiele mocy sprawczej. Mógł tylko kątem oka zerkać, czy aby żaden z kociaków nie robi czegoś niebezpiecznego, a one i tak znikałyby niczym poranna rosa tuż przed swoją ceremonią.
Żwawym krokiem podszedł do pagórka i obszedł wokół cztery drzewa na jego środku, zadzierając wysoko głowę. Robiły wrażenie zdecydowanie bardziej niż Rozłożyste Drzewo w ich obozie, co właściwie było jak najbardziej zrozumiałe. Pnie nosiły nikłe ślady kocich pazurów, sugerując, że odbyło się tu co najmniej jedno zgromadzenie, a w powietrzu mieszały się zapachy wszystkich klanów. Wszystko tutaj mówiło o jakiejś jedności, której dowodów Drewno jeszcze nigdy nie widział.
- U nas zastępca to Biały Puch, a medyk to Lśniąca Sadzawka i Krwawnikowy Liść. Klan Cienia nie ma medyka, w Klanie Rzeki to Barwna Woda, który ma kocięta z naszą Lśniącą Sadzawką, w Klanie Gromu jest Truskawkowy Gąszcz. Zastępcy... ojciec mi mówił, ale... nie pamiętam. - Lekko cofnął uszy ze wstydu. Nie był w stanie spamiętać wszystkiego, chociaż był pewien, że słyszał ich imiona co najmniej raz. O terminatorach w ogóle nikt mu nie wspominał. Czy to kolejny przywilej medyka; wszystkie klany znające twoje imię ledwo wytkniesz nos poza kociarnię? Nie uznał jednak za stosowne mówić tego na głos. Wystarczyło mu potwierdzenie, że medycy mają swoje własne zasady, którymi się kierują pewnie częściej niż Kodeksem, co już wcześniej omówili z burym kocurem.
x
I alwayssimplify thisall thetime somehowI thinkthatI'm alone I wake upevery dayandchangemy mind ✧*̥ ˚xgoodmorningx*̥ ˚✧ I'vebeen herebeforethe warning it opensupthe door and now I'm falling ﹉﹊﹉﹊﹉﹊﹉
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Uwaga Drewnianej Łapy jest jak najbardziej słuszna i gdyby odbywali tę rozmowę w przyszłości, terminator pewnie nasłuchałby się nieco o humorzastej medyczce i jej nieodpowiedzialnych decyzjach. Na szczęście jednak ceremonia jej kociąt ma nie odbyć się jeszcze przez długi, długi czas, a zatem wojownik pozostaje niewzruszony jak skała, a jego ton jest rzeczowy, kiedy odpowiada:
- Tak już bywa. Czasami jest niedobór kociąt czy terminatorów, czasami brakuje wojowników. Nie jest to komfortowe, ale to nie pierwszy raz. I zawsze jakoś sobie radzimy. Aczkolwiek mile widziane, by była to dodatkowa motywacja do brania treningu na poważnie.
Nie ma w jego słowach drugiego dna ani przytyku w stronę syna Pohukującej Sowy. Z Drewnianą Łapą dopiero zaczynają, a kocur jak dotąd nie wykazał się brakiem fundamentalnej wiedzy, wręcz przeciwnie. Ale jak kolorowo by nie było, klan potrzebuje nowych wojowników i to jest fakt.
Podąża za terminatorem, bardziej przejęty nie drzewem, a terenem wokół. Na szczęście przy Czterech Dębach jest spokojnie jak zwykle i - przynajmniej póki co - nic nie zakłóca ich wycieczki krajoznawczej.
- Klan Cienia nie ma medyka, ale ma dwie terminatorki - Bladą Łapę i Pochmurną Łapę. Kto je uczy, nie wiem, to sekret Klanu Cienia. - Zapytani, mogliby odpowiedzieć, że bawią się jak niegdyś Klan Rzeki - w nauki prowadzone przez zmarłego. Co za bzdurne tłumaczenia. - Zastępcą Polnej Gwiazdy jest Wirujące Pióro. W reszcie klanów też nie brakuje terminatorów medyka. W Gromie, gdzie zastępcą jest Wężowy Błysk, są to Powojnikowy Pęd i Nurtowa Łapa. W Rzece - tam zastępczynią jest Wydmowy Wiatr - Barwna Woda szkoli Rybołowią Łapę i Cisową Łapę. - Milknie na chwilę, dając kocurowi czas na przyswojenie informacji, a następnie pyta: - Naoglądałeś się już? Jak się rozgadaliśmy, to równie dobrze możemy przy okazji przejść się po granicy. Później zobaczymy, czy będziesz miał siłę polować.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Bury tygrysio pręgowany kociak z bielą na pyszczku, gardle, piersi i brzuchu oraz białymi skarpetkami. || pełny w kp.
Jednym słowem: zahukany. Dwoma: niepewny siebie. Wydaje się być cały czas zagubiony, jakby nie do końca wiedział, gdzie się znajduje i co powinien zrobić, czego dokładnie się od niego oczekuje. Nawet w tak młodym wieku bez ustanku koryguje swoje ruchy i mowę ciała, bezskutecznie starając się nie wyglądać na tak wewnętrznie rozdygotanego jak faktycznie jest. Ciągle zestresowany, czasami wręcz na skraju płaczu, mimo wszystko stara się być tak silny i dzielny, jak rodzice chcą, żądają, aby był - z bardzo różnym skutkiem. Jaki będzie to miało na niego wpływ - okaże się pewnie w niedalekiej przyszłości, bo w tym momencie więcej zwyczajnie powiedzieć się nie da. Ot, mało pewny siebie kociak.
Czy na szczęście? Ciężko powiedzieć. Ceremonia, która jeszcze się nie zdarzyła, na pewno zostawiła Drewno z co najmniej kilkoma nowymi wątpliwościami co do... możliwości medyka oraz granic, które można mu postawić. Albo raczej nie można, bo i tak je zignoruje. Teraz jednak nikt z nich nie wiedział, co miało się wkrótce wydarzyć, więc nie mogli niczego skomentować.
Natomiast z początku jedynym komentarzem, jakim obdarzył kolejną wypowiedź mistrza, było skinięcie głową. Gdyby pomyślał nad tym jeszcze trochę, zamiast wykuwać sobie w głowie odpowiednie imiona i klany, pewnie miałby kilka spostrzeżeń - na przykład, czemu niektórzy medycy byli szkoleni przez... właściwie nie wiadomo kogo. Albo czy klany faktycznie potrzebowały takiej dużej ilości medyków, jeśli brakowało wojowników. Na ten moment jednak próbował usilnie zapamiętać wszystkie te Łapy oraz odpowiadające im klany, a także zastępców konkretnych przywódców.
- Zapamiętam - powiedział w końcu, dając jednocześnie znak mistrzowi, że był gotów pójść dalej.
- M-mam nadzieję, że tak - powiedział, może niekoniecznie do mistrza, ale też do samego siebie, żeby dodać sobie otuchy. Bardzo chciał już wiedzieć, jak polować i jak być przydatnym dla klanu. Nawet, jeśli dopiero co zaczęli trening, a więcej dnia mieli już za sobą niż przed. Przez głowę przeszło mu, że może przyjdzie mu polować w nocy, ale od razu odpędził tę myśl. Nie, Jaśniejący Płomień by mu tego nie zrobił. Prawda?
x
I alwayssimplify thisall thetime somehowI thinkthatI'm alone I wake upevery dayandchangemy mind ✧*̥ ˚xgoodmorningx*̥ ˚✧ I'vebeen herebeforethe warning it opensupthe door and now I'm falling ﹉﹊﹉﹊﹉﹊﹉
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Skoro Drewniana Łapa daje jasny sygnał, że mogą ruszać, to Jaśniejący Płomień zaczyna schodzić z pagórka, na którym stoją Cztery Dęby, i kieruje się w stronę Kęp Traw - jak nazwa wskazuje, terenu bogatego w trawy, gdzie trudno dopatrzeć się jakichkolwiek drzew czy chociażby bujniejszych krzewów. Przechodzący tędy patrol Rzeki zobaczyłby ich w mig, gdyby tylko zjawił się na horyzoncie; przechadzają się wzdłuż granicy, wystarczająco blisko, aby terminator mógł się z nią zaznajomić. I w przyszłości przypadkiem nie przekroczyć.
- Zmieniłem zdanie - oznajmia po chwili ciszy. - Skoro Kodeks Wojownika znasz, a i tak będziemy go mielić przez kolejne księżyce, to możemy przełożyć rozdrabnianie go na czynniki pierwsze na później, nikomu to krzywdy nie zrobi. No, chyba że nie poluj i nie wstępuj na teren innego klanu albo przegoń każdego, kto wkroczył na terytorium twojego klanu ma za mało jasny przekaz?
Spogląda pytająco na burego. Ma powody do nieufności, spowodowane poczynaniami innego terminatora, ale wierzy w Drewno, naprawdę. Wydawać by się mogło, że ten ma zakodowane pewne zachowania przez swojego ojca, który wpajał mu Kodeks od małego.
- Teoria polowania składa się z pozycji łowieckiej i zasady "mysz cię wyczuje, królik usłyszy, a ptak zobaczy". Słyszałeś o tym kiedyś? Albo wiesz, co wchodzi w skład pozycji? - pyta. Skoro kocur zaskoczył go już kilkukrotnie, to i teraz może zabłyśnie wiedzą.
W międzyczasie dochodzą do zachodniej części Kotlinki. Przechodzą przez trawy sięgające im mniej więcej do brzucha, okazjonalnie wychodząc na wąskie ścieżki wydeptane przez zające. Śladów obecności uszaków nie trzeba specjalnie szukać - wskazują na nią zarówno wygryzione źdźbła, jak i płytkie niecki. Jednak wojownik nie zatrzymuje się tutaj, skuszony perspektywą łatwego łupu. Prowadzi dalej, uparcie trzymając się granicy z Klanem Rzeki.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Bury tygrysio pręgowany kociak z bielą na pyszczku, gardle, piersi i brzuchu oraz białymi skarpetkami. || pełny w kp.
Jednym słowem: zahukany. Dwoma: niepewny siebie. Wydaje się być cały czas zagubiony, jakby nie do końca wiedział, gdzie się znajduje i co powinien zrobić, czego dokładnie się od niego oczekuje. Nawet w tak młodym wieku bez ustanku koryguje swoje ruchy i mowę ciała, bezskutecznie starając się nie wyglądać na tak wewnętrznie rozdygotanego jak faktycznie jest. Ciągle zestresowany, czasami wręcz na skraju płaczu, mimo wszystko stara się być tak silny i dzielny, jak rodzice chcą, żądają, aby był - z bardzo różnym skutkiem. Jaki będzie to miało na niego wpływ - okaże się pewnie w niedalekiej przyszłości, bo w tym momencie więcej zwyczajnie powiedzieć się nie da. Ot, mało pewny siebie kociak.
Ruszył żwawo za mistrzem, nie chcąc zostać w tyle, a jednocześnie próbował się rozglądać, aby co nieco zorientować się w terenie. Do jego nosa coraz wyraźniej docierała rybno-wilgotna woń Klanu Rzeki, więc otworzył pysk, aby ją skomentować i jakoś przerwać ciszę. Niestety, kocur obok był szybszy.
Mógłby przysiąc, że serce zamarło mu na moment, a on sam prawie potknął się o własne łapy, gdy Jaśniejący Płomień się odezwał. W ten jeden oddech przez głowę Drewnianej Łapy przeleciały wszystkie możliwe jego zdaniem scenariusze, a każdy gorszy od poprzedniego, wszystkie natomiast zakładające, że mistrz nie był z niego zadowolony. Drewno nie spełnił wymagań, nie stanął na wysokości zadania, więc bury kocur postanowił przerwać ich trening i oddać go komuś innemu, a przedtem odstawić go na solidną burę od Bażanciego Pióra. Mimowolnie zadrżał, ledwo widocznie na zewnątrz i bardzo wyraźnie w środku, gdzie przez ten ułamek chwili całe jego jestestwo postanowiło się skulić i krzyknąć w panice.
A potem mistrz wcale nie powiedział, że natychmiast wracają do obozu, nie. Powietrze gwałtownie opuściło płuca Drewna, a on jakby przyklapł na ułamek uderzenia serca, aby zaraz się wyprostować.
- Wszystko jasne - zapewnił najpoważniej jak potrafił, jednocześnie doganiając mistrza, który prawdopodobnie zyskał przewagę kilku kroków, podczas gdy terminator miał moment spełnienia najgorszych koszmarów. Chwilę szedł w ciszy, starając się dotrzymać kroku mistrzowi, zastanawiając się, co ojciec mu mówił o polowaniu. Czy w ogóle coś mówił. A jak nie on, to...
- S-słyszałem od mamy - bąknął w końcu, dość niepewnie. - Przy polowaniu trzeba nisko chodzić, na ugiętych łapach. A-ale więcej nie wiem - przyznał, a pyszczek wykrzywił mu się w grymasie, jakby oczekiwał ostrych słów nagany za swoją niewiedzę.
x
I alwayssimplify thisall thetime somehowI thinkthatI'm alone I wake upevery dayandchangemy mind ✧*̥ ˚xgoodmorningx*̥ ˚✧ I'vebeen herebeforethe warning it opensupthe door and now I'm falling ﹉﹊﹉﹊﹉﹊﹉
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
No i świetnie, może zakładać, że Drewniana Łapa nie odwali mu dziwnego numeru pokroju wprowadzenia samotników na tereny klanu. Choć prawdę powiedziawszy, znajomość i rozumienie Kodeksu na bok, Jaśniejący Płomień czuje się pod tym względem pewnie głównie dlatego, że terminator nie wygląda na takiego, co z otwartością i gościnnością powita nieznajomego, po czym zaprosi nieszczęśnika do stosu zwierzyny, bo [i]tak marnie wyglądał[/b]. Aby do tego doszło, musiałby wpierw zdecydować się na samodzielną wyprawę na granice, a już samo to nie powinno przyjść mu do głowy.
Oby się nie mylił.
Ich kroki stają się nieco bardziej zapadnięte, gdy z Kotlinki wychodzą na Podmokły Brzeg, tuż przy rozlewającym się, niewielkim skrawku Grzmiącej Rzeki, którego pobliskie ziemie przypadły Klanowi Wichru.
- No to dobrze ci mówiła. Poza tym, że łapy mają być ugięte, to muszą być utrzymane na takim poziomie, by brzuch nie jeździł po ziemi. Głowa i ogon są zawsze zrównane z linią grzbietu, o tak - to mówiąc, wojownik zwalnia marsz i płynnie przyjmuje opisywaną przez siebie pozycję. Przechodzi w niej kilkanaście kroków, co jakiś czas zerkając pod łapy, nim na powrót się wyprostowuje. - Widzisz? Idziesz zawsze pod wiatr, pamiętaj. Wiatr może być twoim sprzymierzeńcem i trzymać twój zapach z dala od czułych nozdrzy piszczek, ale jeśli będziesz szedł z wiatrem, to efekt będzie zgoła odwrotny. Patrz, jak leziesz, byś nie wdepnął w żadną gałązkę czy suchy liść. No, to teraz ty.
I tym razem staje, nie chcąc kłaść zbyt dużego nacisku na Drewnianą Łapę, który i tak czasami przywodzi na myśl raczej łamliwą gałązkę niż stabilny konar drzewa. Niech się zastanowi na spokojnie i popracuje nad przybraniem odpowiedniej pozy. Nie ma co robić tego w biegu, nikt na tym dobrze nie wyjdzie.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Bury tygrysio pręgowany kociak z bielą na pyszczku, gardle, piersi i brzuchu oraz białymi skarpetkami. || pełny w kp.
Jednym słowem: zahukany. Dwoma: niepewny siebie. Wydaje się być cały czas zagubiony, jakby nie do końca wiedział, gdzie się znajduje i co powinien zrobić, czego dokładnie się od niego oczekuje. Nawet w tak młodym wieku bez ustanku koryguje swoje ruchy i mowę ciała, bezskutecznie starając się nie wyglądać na tak wewnętrznie rozdygotanego jak faktycznie jest. Ciągle zestresowany, czasami wręcz na skraju płaczu, mimo wszystko stara się być tak silny i dzielny, jak rodzice chcą, żądają, aby był - z bardzo różnym skutkiem. Jaki będzie to miało na niego wpływ - okaże się pewnie w niedalekiej przyszłości, bo w tym momencie więcej zwyczajnie powiedzieć się nie da. Ot, mało pewny siebie kociak.
Nie miał nawet w głowie wychodzenia z obozu bez towarzystwa co najmniej dwójki doświadczonych wojowników. Częściowo dlatego, że w razie niebezpieczeństwa nie był pewien, czy byłby w stanie się obonić, a częściowo dlatego, że nie był pewien, że po tym jednym spacerze zapamięta cały układ granic. Jasne, zapachy pomagały, a Drewno nos miał całkiem sprawny i już wiedział, jak śmierdzą inne klany. Czy jednak byłby zdolny powstrzymać kogoś - lub coś - przed przekroczeniem wyznaczonych linii? Fizycznie: wątpliwe. Pewnie by próbował, ale co po próbach, jeśli jakiś samotnik postanowiłby, że dzisiaj był właśnie dzień, w którym wejdzie do obozu Klanu Wichru. Sam Drewno by tam nie zaprowadził, ale nie da się ukryć, że gdyby ktoś go postawił naprzeciwko jakiegoś zbira, to mogłoby być nieciekawie. Dla Drewna.
Postanowił zignorować błoto, które zaczęło mu się dostawać między palce, i skupić się tylko i wyłącznie na słowach mistrza, na kodowaniu ich oraz przyswajaniu. Łapy ugięte, ale brzuch nad ziemią. Głowa i ogon równo z grzbietem. Zawsze pod wiatr, nigdy z nim. Uważać na łapy. Przytakiwał przy każdym punkcie, obserwując uważnie zachowanie Jaśniejącego Płomienia, ale na moment zamarł, kiedy mistrz mu oznajmił, że teraz jego kolej. Przełknął ślinę, zrobił wydech. Obniżył się na łapach, pilnując bardzo, aby brzuchem nie dotknąć ziemi, a potem przeszedł kilka ostrożnych kroków, starając się trzymać ogon oraz głowę na równym poziomie. Spojrzał wyczekująco na mistrza, licząc chociaż na jakiś gest oznaczający, że zrobił coś dobrze.
x
I alwayssimplify thisall thetime somehowI thinkthatI'm alone I wake upevery dayandchangemy mind ✧*̥ ˚xgoodmorningx*̥ ˚✧ I'vebeen herebeforethe warning it opensupthe door and now I'm falling ﹉﹊﹉﹊﹉﹊﹉