Trudno oczekiwać po wysokich rodzicach niskiego kociaka, zatem Kapustka, zgodnie ze wszystkimi zasadami taki nie jest. Wysoki, przeciętnej budowy, wychudzony. Pokryty jest białym, krótkim futerkiem (które po pobycie u dwunogów znacznie zmatowiało) z nielicznymi plamami czerni, z czego najbardziej w oczy rzuca się ta największa, ciągnąca się od nasady do samego czubka ogona. Następnie kleksy na obu piętach tylnych nóg i ten na prawym nadgarstku. Potem prawe ucho i pyszczek, zwieńczony mniejszymi łatkami na brwiach, sprawiając, że Sroczka wygląda na wiecznie zmartwionego bądź zdziwionego, oraz pod osmolonym nosem, dając mu mało eleganckiego, nierównego wąsa z bródką. Całość dopełniają złote, okrągłe oczy, obojętnie patrzące na otaczający zmęczonego wojownika świat.
Minęło JESZCZE więcej czasu, od kiedy Sroczy Ogon był terminatorem i spokojnie żył w Klanie Rzeki, tak odległego dla łaciatego łba. Porwania skutecznie utemperowały kocura, spychając w kąt jego żywiołowość i życzliwość. Wprawdzie nie zmienił się w zgorzkniałego starca, jednak widać znaczącą różnicę. Nieco mniej się udziela, nieco mniej pierwszy wyciąga pierwszy łapę do pomocy, nieco mniej chce zmieniać świat na lepsze. W końcu ile można poświęcać czasu na innych, kiedy samemu ma się na karku strach przed kolejną tragedią? Oczywiście, jeśli ktoś poprosi, to z mniejszym lub większym entuzjazmem pomoże, nie można się jednak spodziewać, że zrobi to z szerokim uśmiechem na pysku. Zwyczajnie wypustoszał, czując skrawki radości jedynie na myśl o Barwnej Wodzie i rodzicach.
Przylizał futro na łapie, zmierzwione przez poranną rosę. Ranki pory nowych liści należały do ulubionych pór Sroczego Ogona. Rześkie, spokojne. W sam raz. Zdawało mu się, że Ranna Łapa również należał do kotów mogących docenić tak subtelne doświadczenie. Jego brat sam w sobie wydawał się być bardzo delikatny i poetycki. Jak Barwinek, ale... mniej pewny siebie. Hej, może wraz z treningiem uda mu się tej pewności siebie nabrać?
Spojrzał na dwie leżące obok siebie myszki, które zabrał ze stosu. Dobre śniadanie to podstawa!
Masywny, wysoki kocur. Zdecydowanie mógłby uchodzić za groźnie wyglądającego gdyby nie fakt, że cały czas chodzi zgarbiony, z niepewnością bądź znużeniem w jasnozielonych oczach. Ma długie futro, z dużą ilością bieli na pysku, klatce piersiowej, łapach i brzuchu – tak naprawdę biel przeważa w kolorze jego sierści. Zaś srebrne łaty przecinane ciemniejszymi włosami (niebieski srebrny cieniowany) pojawiają się na jego głowie i uszach, plecach i ogonie, wraz z niedużą plamą nad różowym nosem.
Raniuszek jest, przede wszystkim, wiecznie rozmarzonym kotem. Jest naiwny, wierzy tylko w to, w co chce mu się wierzyć i ma swoje własne pojęcie o świecie, po którym stąpa tak jakby przez połowę czasu spędzonego na jawie był pogrążony we śnie. Łatwo pada ofiarą stresu, lęków i innych negatywnych emocji – często bywa przygnębiony i lubi się nad sobą użalać. Jest też leniwy, choć kłóci się to z jego silną chęcią bycia przydatnym i należenia do zgranej grupy, rodziny. Otóż Raniuszek, choć może na takiego nie wyglądać, bardzo lubi towarzystwo i poznawanie nowych kotów, nieważne z jakim stresem może się to wiązać. Jest przyjacielski i stara się być jak najbardziej pogodnym, pozytywnie nastawionym kocurem. Wychodzi mu to różnie. Poza tym niezwykle łatwo przywiązuje się do innych, a gdy już do tego dojdzie, staje się nadopiekuńczy i, uwaga, jeszcze bardziej emocjonalny.
Pajęcza Łapa (KW), Śmierć (KC) | Cykająca Łapa (GK)
Raniuszek nie mógł się doczekać swojego treningu. Chyba na nic aż tak nie czekał od dawna, dawno nie był tak podekscytowany. Z powodu tego nowego uczucia, tej ekscytacji, nie za bardzo mógł spać w nocy… I obudziwszy się rano, wydawało mu się chwilowo że nie da rady wstać i prześpi pół dnia. Ale nie mógł! Nie mógł, bo nadeszła pora na jego trening, nareszcie - trening z bratem, co czyniło to wydarzenie znacznie ważniejszym dla kocurka.
Przyczłapał na miejsce spotkania dosyć leniwie, jeszcze nie do końca wybudzony, ale uśmiechnięty - rzucił od razu wesołe spojrzenie Sroczemu Ogonowi i dotknął go nosem w bark na przywitanie. A potem spojrzał w dół.
- Jemy? - spytał trochę nieprzytomnie, oblizując pysk i wąsiki. - Nie musimy najpierw… zapolować? - spytał zaraz, nie do końca rozumiejąc jak to wszystko działa. Nie chciał wyjść na ignoranta i mysiego móżdżka przed własnym bratem, ale z drugiej strony był ciekawski i w połowie w świecie snów.
Trudno oczekiwać po wysokich rodzicach niskiego kociaka, zatem Kapustka, zgodnie ze wszystkimi zasadami taki nie jest. Wysoki, przeciętnej budowy, wychudzony. Pokryty jest białym, krótkim futerkiem (które po pobycie u dwunogów znacznie zmatowiało) z nielicznymi plamami czerni, z czego najbardziej w oczy rzuca się ta największa, ciągnąca się od nasady do samego czubka ogona. Następnie kleksy na obu piętach tylnych nóg i ten na prawym nadgarstku. Potem prawe ucho i pyszczek, zwieńczony mniejszymi łatkami na brwiach, sprawiając, że Sroczka wygląda na wiecznie zmartwionego bądź zdziwionego, oraz pod osmolonym nosem, dając mu mało eleganckiego, nierównego wąsa z bródką. Całość dopełniają złote, okrągłe oczy, obojętnie patrzące na otaczający zmęczonego wojownika świat.
Minęło JESZCZE więcej czasu, od kiedy Sroczy Ogon był terminatorem i spokojnie żył w Klanie Rzeki, tak odległego dla łaciatego łba. Porwania skutecznie utemperowały kocura, spychając w kąt jego żywiołowość i życzliwość. Wprawdzie nie zmienił się w zgorzkniałego starca, jednak widać znaczącą różnicę. Nieco mniej się udziela, nieco mniej pierwszy wyciąga pierwszy łapę do pomocy, nieco mniej chce zmieniać świat na lepsze. W końcu ile można poświęcać czasu na innych, kiedy samemu ma się na karku strach przed kolejną tragedią? Oczywiście, jeśli ktoś poprosi, to z mniejszym lub większym entuzjazmem pomoże, nie można się jednak spodziewać, że zrobi to z szerokim uśmiechem na pysku. Zwyczajnie wypustoszał, czując skrawki radości jedynie na myśl o Barwnej Wodzie i rodzicach.
— Śniadanie to podstawa dnia, Ranna Łapo! — miauknął moralizatorsko, podsuwając bratu większą myszkę. Sam nie lubił jeść dużych posiłków, zwyczajnie ich nie mieścił, ale mimo wszystko - gdy nie zjadł czegoś z rana, później okropnie bolał go brzuch. A tego nie potrzebowali! — Z tego co wiem, to oficjalnie nie przerabiałeś treningu odnośnie polowania, więc... nie. Skoro już jesteśmy przy twojej nauce, co chciałbyś dziś przerobić? — Wiedział, że Raniszek nawet nie rozpoczął swojej nauki, więc nie widział sensu w katowaniu go głodówkami. Musiał coś zjeść, żeby mieć siłę przyswajać nowe ekscytujące informacje, takie jak: kto rządzi różnymi klanami, jakie mamy klany, jakie mamy rangi... ziew.
Masywny, wysoki kocur. Zdecydowanie mógłby uchodzić za groźnie wyglądającego gdyby nie fakt, że cały czas chodzi zgarbiony, z niepewnością bądź znużeniem w jasnozielonych oczach. Ma długie futro, z dużą ilością bieli na pysku, klatce piersiowej, łapach i brzuchu – tak naprawdę biel przeważa w kolorze jego sierści. Zaś srebrne łaty przecinane ciemniejszymi włosami (niebieski srebrny cieniowany) pojawiają się na jego głowie i uszach, plecach i ogonie, wraz z niedużą plamą nad różowym nosem.
Raniuszek jest, przede wszystkim, wiecznie rozmarzonym kotem. Jest naiwny, wierzy tylko w to, w co chce mu się wierzyć i ma swoje własne pojęcie o świecie, po którym stąpa tak jakby przez połowę czasu spędzonego na jawie był pogrążony we śnie. Łatwo pada ofiarą stresu, lęków i innych negatywnych emocji – często bywa przygnębiony i lubi się nad sobą użalać. Jest też leniwy, choć kłóci się to z jego silną chęcią bycia przydatnym i należenia do zgranej grupy, rodziny. Otóż Raniuszek, choć może na takiego nie wyglądać, bardzo lubi towarzystwo i poznawanie nowych kotów, nieważne z jakim stresem może się to wiązać. Jest przyjacielski i stara się być jak najbardziej pogodnym, pozytywnie nastawionym kocurem. Wychodzi mu to różnie. Poza tym niezwykle łatwo przywiązuje się do innych, a gdy już do tego dojdzie, staje się nadopiekuńczy i, uwaga, jeszcze bardziej emocjonalny.
Pajęcza Łapa (KW), Śmierć (KC) | Cykająca Łapa (GK)
Nie spodziewał się tego, po prostu. Zawsze słyszał, że terminatorzy jedzą dopiero po wykonanej na dany dzień pracy… a tutaj proszę, zaczynali trening od posiłku! Oczywiście, kocurek nie zamierzał narzekać.
- Właściwie to… masz rację, mistrzu. - zamruczał, uśmiechając się do brata. A potem pochylił się nad apetyczną myszką i zaczął ją jeść.
Zastanowił się chwilę nad odpowiedzią na pytanie Sroczego Ogona, żując w międzyczasie posiłek. Czy naprawdę mógł wybierać? Cóż… był jeszcze trochę zaspany po nocy, nie widziało mu się dzisiaj trenować walkę… trochę się tego bał, szczerze mówiąc, a polowanie wydawało się takie trudne… może faktycznie zaczną od czegoś… prostego? Tak, to brzmiało dobrze.
- Mmm… Może zacznijmy od podstaw, w takim razie? Um… tereny, i tego typu sprawy… Wiem już co nieco, ale nie znam całych terenów, no i… nie miałem nauk, bo chorowałem. - odparł w końcu, zerkając na brata pytająco.