Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Nowy Świt po raz pierwszy od dawna zaczął się w końcu rozrastać, zamiast tylko tracić członków. Do ich stada dołączyła czwórka kociąt Raniuszka i jej synek. Jesion. Stresowała się trochę przed jego pierwszym Zebraniem. Niby wyjaśniła kocurkowi, jak powinien się zachowywać i o co w nim chodzi, ale on jest taki... Energiczny, że może wszystkiego zapomnieć. Gdzieś już miała, czy się ośmieszy, i tak lada sezon umrze - bardziej stresowała się tym, że Jesionek narobi sobie problemów i będzie traktowany podobnie jak jego matka. Nie miała mu serca również wspominać, że jego mama lada dzień przestanie "rządzić" stadem. Kadencja się skończyła i... Na pewno nie wybiorą ją po raz drugi. Z resztą, to dobrze. Wolała wszystko od współpracy z Pokrzywą. Nie potrzebowała aż tyle stresu na starość.
Parę dni temu nie miałaby nic przeciwko śmierci. I tak nie miała co tu robić, a stado, które powoli uznaje ją za wariatkę korzystanie na nią nie wpływało. Jednak odkąd w jej życiu zagościł Jesion zaczęła odczuwać żal. Nie chciała opuszczać dziecka. Nie, kiedy maluch dopiero co się rozwijał i potrzebował matczynej opieki bardziej niż kiedykolwiek.
Kos wspięła się na skałę, już pewnie po raz ostatni w życiu. Zebrała resztki swoich chęci i z uśmiechem krzyknęła: - Nowy Świcie, zbierzcie się pod Słoneczną Półką!
Tyczkowata budowa - wysoki ale tylko przez swoje długie łapy. Raczej chudy. Krótkie, szorstkie futro. Bury z bielą kocur o zielonych oczach. Długie, wiecznie popodgryzane wąsy, ma małe, ledwo dostrzegalne pędzelki na uszach.
Samolubny, twierdzi, że cały świat kręci się tylko naokoło niego. Przejmuje się losem tylko swojej najbliższej rodziny. Irracjonalny. Robi wszystko "bo może". Dziecinny, zawsze musi postawić na swoim. Kocha wyzywać innych. Głośny. Uwaga, gryzie. Twierdzi, że wszystko co się dzieje to sen, dzięki czemu całkowicie nie zwraca uwagi na wszelakie konsekwencje z swojego zachowania.
Kunie Gardło [GK], Słonecznik [KW]
Nie lubił tego pokazywać ale był... dość zagubiony. Nawet bardzo. Jasne, cieszył się niezmiernie z całej zaistniałej sytuacji i praktycznie każdą chwilę od dotarcia do obozu spędzał obok Kos. Aczkolwiek oprócz tego nie poznał jeszcze nikogo, co było dla niego nieco dziwne. Nie żeby narzekał. Obecność szylkretki całkowicie mu wystarczyła. Skłamałby jednak gdyby powiedział, że nie był podekscytowany na zebranie również ze względu że może w końcu otworzy pysk jeszcze do kogoś innego. Znaczy oczywiście nie podczas samego zebrania, tylko przed nim lub po jego zakończeniu. Kos dokładnie wytłumaczyła mu jak ma się zachowywać. I może cały wręcz skakał i nie sądził, żeby udało mu się być perfekcyjnym, aczkolwiek obiecał sobie, że postara się zachować przynajmniej pozory normalności.
Na razie jednak nie było przed kim ich zachowywać. Może to przez fakt, że kocurek tak szybko dotarł na zebranie, że niemal się potknął o swoje łapy i skończył z pyskiem w piachu. Ale on nie zwracał na to uwagi. W końcu to tylko znaczyło, że może zająć najlepsze miejsce! Ha! Trzeba było przychodzić wcześniej!!! Tak też usiadł zaraz pod Słoneczną Półką, jednocześnie jednak nie na tyle blisko, żeby musieć zadzierać łepek. - Zebrałem się!!! - oznajmił dumnie, jakby Kos go nie dostrzegła. Zawsze lepiej się odezwać, skoro się ma do tego okazję.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Tyle kotów ile się zebrało musiało wystarczyć. Kos wiecznie czekać nie mogła i do końca nawet nie chciała - czym mniej kotów usłyszy jej słowa osobiście, tym lepiej dla niej. Mniejsza trema. I tak najważniejszy w tym momencie jest Jesionek. Na pewno by się cały zestresował, gdyby przyszło mu oglądać całe stado.
- Jak zapewne zdołaliście zauważyć, niedawno do naszego stada dołączył nowy członek, mój syn Jesion - końcówkę wypowiedziała z ciepłym uśmiechem - Sprawuję nad nim opiekę i ufam, że zostanie przez was ciepło przyjęty. Stopniowo będzie wdrażany w życie stada, więc wybaczcie mu proszę drobne potknięcia. Jesion jest Uczniem ścieżki Trzmielojada. Jego szkoleniem zajmuję się osobiście - ogłosiła uroczyście. Czy zdoła dokończyć ten treningi? Nie miała pojęcia. Starość zbliżała się wielkimi krokami i nie sposób było przed nią uciec.
- To nie koniec ogłoszeń. Jak zapewne już wiecie, niedawno zakończyło się głosowanie na Radnego. Wygrała je Pokrzywa. Gratuluję - skłamała gładko z wyuczonym, kulturalnym i grzecznym uśmiechem. - Mam nadzieję, że wspólnie z Alaską będziecie sprawować rolę Rady należycie, ponieważ od początku mojej kadencji minął już rok i co za tym idzie: skończyła się. Od jutra rozpocznie się kolejne głosowanie, które zadecyduje o wyborze następnego Radnego. Pomimo swojego wieku, pragnę wziąć w nim udział jako kandydat - kontynuowała. Jedynym plusem tego wszystkiego był fakt, że pewnie i tak nie wygra, więc nie będzie musiała się już użerać z Pokrzywą. Nawet nie chciała wygrywać. Była na to za stara. Teraz jedynie chciała wychowywać Jesiona i umrzeć na tyle spokojnie, na ile pozwoli jej życie.
- Jeśli nikt nie ma nic do dodania, ogłaszam koniec Zebrania - mruknęła, po czym zeskoczyła ze skały i podeszła do syna: - Skarbie, spotkajmy się jutro tam, przed wyjściem z obozu z samego rana, dobrze? Zaczniemy twoje szkolenie - uśmiechnęła się. Liznęła go pomiędzy uszami. - I dobrze ci poszło twoje pierwsze Zebranie. Jestem z ciebie dumna.
Bo była. Miała tylko nadzieję, że nie straci w oczach dziecka, bo nie jest już Radną.