jest to proporcjonalnie zbudowana, harmonijna kotka. Ani za gruba, ani za chuda, niemal jak wycięta z katalogu ze swoją budową ciała. Delikatnie wyższa niż przeciętnego wzrostu. Nie wyróżnia się z tłumu w żaden sposób. O niektórych kotach można powiedzieć, że mają garbate nosy, wielki uszy, skośne oczy lub coś podobnego - o niej natomiast nie. Uszy średniej wielkości, nos trochę prosty, ale ogólnie to ładnie wygięty, niezbyt mocno zaznaczone kości policzkowe, okrągłe ślepka. Futro krótkie, miękkie i przyjemne, ale dosyć gładkie, w kolorze jednolicie niebieskim. Jedynym co się odróżnia na tle szarości jest biel, która ukazuje się na końcu ogona Rybołów, na jej tylnych łapach po pięty oraz na klatce piersiowej, gdzie znajduje się niewielka plama w kształcie "serca". Kotka porusza się energicznie a wzrok ma bystry. Właśnie, jeśli chodzi o kolor jej oczu, to lewe jest jaskrawo zielone niczym świeże liście, a prawe intensywnie niebieskie niczym niebo podczas słonecznego dnia.
Idealistka, ale nie naiwna. Stara się wierzyć w dobro i lepszy świat oraz w to, że swoimi czynami może pomóc innym. Nie ma skomplikowanego charakteru, wręcz przeciwnie, jej osobowość opiera się na bardzo prostych zasadach. Inteligencji, otwartości, chęci do pracy i chęci pomocy innym. Wciąż jest dosyć energiczna i gadatliwa, ale zdecydowanie jest bardziej stonowana w porównaniu z czasem gdy była małym kocięciem, głównie przez utratę całej bliskiej rodziny oraz tragedie z jakimi musiała sobie radzić. Bardzo starała się ukrywać swoją depresję spowodowaną śmiercią, zaginięciami i zdradą rodziny, ale im była starsza tym szło jej gorzej, przez co czasem sprawiała wrażenie wyalienowanej lub melancholijnej, pogrążonej we własnych myślach. Nie chciała jednak nikogo martwić swoją osobą. Rybołów ogólnie zdaje sobie sprawę ze swoich cech, wie, że jest wystarczająco silna by sobie poradzić. Ma silną psychikę i wielkie pokłady determinacji, które mogą być nieco przerażające. Dużo myśli, czasem odrobinę za dużo, analizując wszystko, co ją otacza.
Płonące Niebo, Liliowa Łapa, Bratek [KRz]
Wszystko, co ostatnio się działo, zdecydowanie wybijało Rybołów z równowagi i wcale jej się to nie podobało. Koniec końców zrealizowali swój cel, przyjmując do grona nowego terminatora, ale... jakim kosztem? Kosztem czasu, nerwów i konfliktów. Rybołów, gdyby zapytana, czy z tą wiedzą przyjęłaby Strumyka, odpowiedziałaby, że tak, zrobiłaby to znowu. Oni nie zrobili nic złego, zrobili dokładnie to, za co byli odpowiedzialni.
Ale w Królikarni leżał im teraz Płonące Niebo, do czego jeszcze dochodził cały problem ze Śliwką. Trening Miodowej Łapy nie mógł się jednak przez to opóźniać, więc już następnego dnia po ceremonii kotka poinformowała terminatora by zwrócił się o niej, gdy będzie miał tego dnia wolny czas, by zaczęli już umawiać bazy treningu medycznego. Znalezienie jej nie było trudne, bo praktycznie zawsze była w Królikarni.
Zaproszędzieńi noc, zaproszę czterywiatry Dlawszystkich [ drzwi ] otwarte, ktoś poda pierwszyton Zagramy na góry koncert buków porą pachnącą
> Nasiąkną ścianygrą < [ Bo takibędzie mój>>DOM << ]
Dymna kuleczka. Zaskakująco duża i zaskakująco postawna, ale wciąż kuleczka. Różne rodzaje szarości, pręgowane klasycznie, pokrywają całe ciało, od czubka uszu do ogonka. Oczka ma jeszcze niewybarwione, ledwo otwarte, w kolorze niezachmurzonego nieba, które w najbliższych księżycach będą powoli przeistaczać się w kolor zielony. Szary tańczy na jego futerko, przyjmując różne poziomy intensywności. Ciemnoszary pokrywa większość mordki, podczas gdy pozostałe futerko jest nierównomiernie pokryte różnymi odcieniami szarości, przez prawie białe to bliskich czarności plamek. Nosek również jest czarnawy, może taki pozostanie, może stanie się jaśniejszy kto wie. Uszy ma długie, smukłe i zakończone frędzelkami. Futerko ma bardzo długie, ciepło otulające całe ciało.
Strumyk jest... ciekawym przypadkiem. Przede wszystkim przejmuje się wszystkimi, zawsze, wszędzie. W tym bardzo małym ciałku znajduje się zaskakująco dużo emocji, szczególnie empatii, więc ten maluch jest gotowy pomóc każdej napotkanej osobie. Jeśli jednak sytuacja nie wymaga od niego bezpośredniego działania, to jest to dość nieśmiałe, niepewne siebie dziecko, nie do końca pewne swojego miejsca na ziemi. Mały kociak jest przez większość czasu odklejony od rzeczywistości. I można by stwierdzić jasne, normalne dla dzieciaka, ale żeby... aż tak? Mały uwielbia gapić się w przestrzeń, fantazjować, tworzyć dziwne scenariusze w swojej głowie, odpływać poza granice realnego świata. Nie biega za rodzeństwem, nie pląta się pod nogami innych, bardziej siedzi gdzieś, zawieszony pomiędzy Srebrną Skórką a ziemią. A nawet gdy próbuje być tu i teraz, wystarczy, że zauważy coś co złapie jego uwagę, a myśli pędzą w zupełnie inną stronę. Niewiele co prawda może jak na razie powiedzieć o świecie naokoło niego, szczególnie, że wydaje się z premedytacją go nie zauważać, ale malec wydaje się fundamentalnie nie rozumieć dlaczego ktokolwiek mógłby mieć złe intencje wobec niego czy kogokolwiek. Patrząc na sytuację, w której znalazł się przez sam fakt narodzenia... Cóż, zobaczymy jak mu to wyjdzie na zdrowie.
Trening z Cisową Gałązką mimo wszystko podbudował trochę siły Miodowej Łapy. Pomimo ciężkiej sytuacji, która wypełniała całe jego ciało napięciem, radosne podejście Medyka było zaraźliwe i troszeczkę podnosiło humor. A potem, dowiedział się od patrolu, że Śliwka została znaleziona w Gromie, co sprawiło, że jakaś ogromna ulga zalała ciało malucha. Żyła, żyła, była cała i zdrowa! Gdyby dostał teraz Wężową Gwiazdę prawdopodobnie by go wycałował. Pomimo tego, gdy dowiedział się, że Czereśniowa Gałązka już pobiegła na miejsce, odmówił wyjścia z obozu, wymigując się treningiem medycznym. Czy cieszył się, że jego siostra żyła? Ogromnie. Czy chciał ją oglądać? Tutaj sytuacja stawała się bardziej skomplikowana. Emocje kota wirowały i zmieniały się, skacząc pomiędzy ulgą, wściekłością, rozczarowaniem, a rozgoryczeniem i im dłużej kocur przeżywał ten chaos, tym bardziej bał się spotkania z siostrą. Chciał by była przy nim, bardziej niż kiedykolwiek tęsknił, ale czuł się zraniony, odepchnięty, pozostawiony samemu, znowu. Pomimo obietnicy, pomimo troski, pomimo wszystkiego. I, gdzieś tam, z tyłu głowy, winił się za wszystko, za całą tą sytuację. Bo mógł jej przełożyć sytuacje lepiej, mógł ją przekonać, żeby wróciła, zatrzymać siłą, od razu wrócić do obozu albo jeszcze lepiej, wyjść od razu z mamą albo innym dorosłym, zrobić cokolwiek inaczej, l e p i e j. I może, wtedy, nic złego by się nie wydarzyło.
Także próbując odciągnąć myśli od tego wszystkiego, wszedł do Królikarni, po zjedzeniu jakiegoś małego piszczka. - Rybołowi Locie? - miauknął, szukając kotki wzrokiem, wdychając znajomy i przyjemny zapach ziół wypełniających Lecznicę. - Przyszedłem na trening - oznajmił, próbując wykrzesać z siebie choć trochę entuzjazmu. Nie mógł się załamywać, nie mógł powtarzać sytuacji z Pożarem, musiał być gotowy, w końcu został przez nich wybrany. Musiał podołać. I nie myśleć o Śliwce. Przynajmniej przez chwilę.
jest to proporcjonalnie zbudowana, harmonijna kotka. Ani za gruba, ani za chuda, niemal jak wycięta z katalogu ze swoją budową ciała. Delikatnie wyższa niż przeciętnego wzrostu. Nie wyróżnia się z tłumu w żaden sposób. O niektórych kotach można powiedzieć, że mają garbate nosy, wielki uszy, skośne oczy lub coś podobnego - o niej natomiast nie. Uszy średniej wielkości, nos trochę prosty, ale ogólnie to ładnie wygięty, niezbyt mocno zaznaczone kości policzkowe, okrągłe ślepka. Futro krótkie, miękkie i przyjemne, ale dosyć gładkie, w kolorze jednolicie niebieskim. Jedynym co się odróżnia na tle szarości jest biel, która ukazuje się na końcu ogona Rybołów, na jej tylnych łapach po pięty oraz na klatce piersiowej, gdzie znajduje się niewielka plama w kształcie "serca". Kotka porusza się energicznie a wzrok ma bystry. Właśnie, jeśli chodzi o kolor jej oczu, to lewe jest jaskrawo zielone niczym świeże liście, a prawe intensywnie niebieskie niczym niebo podczas słonecznego dnia.
Idealistka, ale nie naiwna. Stara się wierzyć w dobro i lepszy świat oraz w to, że swoimi czynami może pomóc innym. Nie ma skomplikowanego charakteru, wręcz przeciwnie, jej osobowość opiera się na bardzo prostych zasadach. Inteligencji, otwartości, chęci do pracy i chęci pomocy innym. Wciąż jest dosyć energiczna i gadatliwa, ale zdecydowanie jest bardziej stonowana w porównaniu z czasem gdy była małym kocięciem, głównie przez utratę całej bliskiej rodziny oraz tragedie z jakimi musiała sobie radzić. Bardzo starała się ukrywać swoją depresję spowodowaną śmiercią, zaginięciami i zdradą rodziny, ale im była starsza tym szło jej gorzej, przez co czasem sprawiała wrażenie wyalienowanej lub melancholijnej, pogrążonej we własnych myślach. Nie chciała jednak nikogo martwić swoją osobą. Rybołów ogólnie zdaje sobie sprawę ze swoich cech, wie, że jest wystarczająco silna by sobie poradzić. Ma silną psychikę i wielkie pokłady determinacji, które mogą być nieco przerażające. Dużo myśli, czasem odrobinę za dużo, analizując wszystko, co ją otacza.
Płonące Niebo, Liliowa Łapa, Bratek [KRz]
- Doskonale - odpowiedziała, obracając głowę z kierunku Miodowej Łapy. Rybołowi Lot była... no cóż. Była miła i uprzejma, szczera i zawsze z dobrymi chęciami, chociaż jeśli ktoś się dobrze przyglądał mógł dostrzec, że w jej oczach pobłyskuje pewien rodzaj melancholii. I sama kotka już nawet nie próbowała z tym walczyć i nie próbowała na siłę przywracać dawną energiczną siebie. Za dużo się wydarzyło w jej życiu i ze zbyt ostrym bólem psychicznym i szokiem musiała sobie radzić. A nie była kotem, który próbowałby udawać i utrzymywać na pysku fasady.
- Spora część treningu medycznego odbędzie się po prostu tutaj. Nie mamy zbyt wiele powodów, by chodzić po terenach, w przeciwieństwie do treningu wojowniczego - zaczęła. - Mamy tu również składzik, więc od razu ja albo Cisowa Gałązka będziemy mogli pokazać ci, o czym mówimy. Chciałabym jednak zacząć w pierwszej kolejności od teorii związanej z byciem medykiem i od Kodeksu Medyka. My, jako medycy, kierujemy się Kodeksem Medyka. To nie tak, że nie obejmuje nas Kodeks Wojowniczy, bo obejmuje. Ale Kodeks Medyczny jest tym, co powinno kierować naszymi czynnościami i motywacjami. Jako medycy, stanowimy również połączenie między członkami Klanu Rzeki a członkami Gwiezdnego Klanu, przekazując ich wolę, oczywiście, na miarę naszych możliwości. Rozmawiałam już z tobą trochę o tym, jak wygląda życie medyka podczas twoich nauk, Miodowa Łapo. Powiedz mi, proszę, czy od tamtej pory miałeś jakieś przemyślenia z tym związane? - zagadnęła go. Trochę się wydarzyło od tamtej pory i Rybołów miała wrażenie, że mogli o tym porozmawiać i dojść do jakichś wniosków.
Zaproszędzieńi noc, zaproszę czterywiatry Dlawszystkich [ drzwi ] otwarte, ktoś poda pierwszyton Zagramy na góry koncert buków porą pachnącą
> Nasiąkną ścianygrą < [ Bo takibędzie mój>>DOM << ]
Dymna kuleczka. Zaskakująco duża i zaskakująco postawna, ale wciąż kuleczka. Różne rodzaje szarości, pręgowane klasycznie, pokrywają całe ciało, od czubka uszu do ogonka. Oczka ma jeszcze niewybarwione, ledwo otwarte, w kolorze niezachmurzonego nieba, które w najbliższych księżycach będą powoli przeistaczać się w kolor zielony. Szary tańczy na jego futerko, przyjmując różne poziomy intensywności. Ciemnoszary pokrywa większość mordki, podczas gdy pozostałe futerko jest nierównomiernie pokryte różnymi odcieniami szarości, przez prawie białe to bliskich czarności plamek. Nosek również jest czarnawy, może taki pozostanie, może stanie się jaśniejszy kto wie. Uszy ma długie, smukłe i zakończone frędzelkami. Futerko ma bardzo długie, ciepło otulające całe ciało.
Strumyk jest... ciekawym przypadkiem. Przede wszystkim przejmuje się wszystkimi, zawsze, wszędzie. W tym bardzo małym ciałku znajduje się zaskakująco dużo emocji, szczególnie empatii, więc ten maluch jest gotowy pomóc każdej napotkanej osobie. Jeśli jednak sytuacja nie wymaga od niego bezpośredniego działania, to jest to dość nieśmiałe, niepewne siebie dziecko, nie do końca pewne swojego miejsca na ziemi. Mały kociak jest przez większość czasu odklejony od rzeczywistości. I można by stwierdzić jasne, normalne dla dzieciaka, ale żeby... aż tak? Mały uwielbia gapić się w przestrzeń, fantazjować, tworzyć dziwne scenariusze w swojej głowie, odpływać poza granice realnego świata. Nie biega za rodzeństwem, nie pląta się pod nogami innych, bardziej siedzi gdzieś, zawieszony pomiędzy Srebrną Skórką a ziemią. A nawet gdy próbuje być tu i teraz, wystarczy, że zauważy coś co złapie jego uwagę, a myśli pędzą w zupełnie inną stronę. Niewiele co prawda może jak na razie powiedzieć o świecie naokoło niego, szczególnie, że wydaje się z premedytacją go nie zauważać, ale malec wydaje się fundamentalnie nie rozumieć dlaczego ktokolwiek mógłby mieć złe intencje wobec niego czy kogokolwiek. Patrząc na sytuację, w której znalazł się przez sam fakt narodzenia... Cóż, zobaczymy jak mu to wyjdzie na zdrowie.
Medyczka definitywnie nie próżnowała i od razu przechodziła do rzeczy, co z jednej strony napełniło Strumyka ulgą. Obawiał się, że ta będzie go wypytywać jak Cis o sen czy inne pierdoły, o czym rozmawiać zwyczajnie nie miał siły. Z drugiej strony, nerwowa gula w gardle rosła z każdym uderzeniem serca. Jego mistrzyni była jak najbardziej miła i uprzejma, wykazała się wcześniej dużą cierpliwością gdy cztery księżyce temu wylewał łzy na jej łapach podczas nauk, ale teraz, po tym jak go wybrała z tak dużej grupy kotów, tym co odwaliła Śliwka, za co czuł się w jakiś sposób odpowiedzialny i doświadczeniem jej ostrzejszej strony, Miodowa Łapa zwyczajnie bał się w jakikolwiek sposób zawieść kocicę, czy nawet popełnić błąd na jej oczach. A cała drama, którą nakręciła jego siostra nie pomagała bo ten czuł jakby wylądował pomiędzy młotem a kowadłem i w jakiś sposób zdradzał zespół medyczny, podtrzymując nadzieje siostry. W końcu, jego mistrzowie wyrazili się jasno, nie wyobrażał się im sprzeciwić. I jak wcześniej gotów był uczyć Śliwkę nawet w tajemnicy, mając nadzieję, że z czasem i ona dorośnie i kadra medyków zapomni o jej wybrykach, tak teraz... był bliski przyznania im rację. Był zły na Śliwkę. Zmartwiony, wściekły i zły. I miał o tym nie myśleć.
Z irytacją odepchnął myśli o siostrze, skupiając się na tym co mówiła kotka, starając się ułożyć w głowie mądrą i przemyślaną odpowiedź. - Pamiętam naszą rozmowę - zaczął powoli, wciąż spięty tym, że od razu miał się wypowiadać jak gdyby wiedział cokolwiek o świecie. - Dużo mi wtedy wytłumaczyłaś, o tym, że bycie Medykiem to nie tylko pomaganie. I od tamtego czasu starałem się pracować nad swoim charakterem. Żeby być silniejszym i bardziej skupionym i zdecydowanym - przypomniał sobie ćwiczenia jakie dla siebie wyznaczał, chodząc po obozie, jeszcze księżyc, dwa temu. Czemu czuł się jak gdyby było to dawno dawno temu, w zupełnie innym życiu? Przełknął ślinę, odpychając natrętne myśli, starając się ciągnąć dalej. - Wydaje mi się... dla mnie bycie Medykiem to zobowiązanie się do służby innym... nie ważne jak ciężka czy tragiczna by ona nie była. I bycie jednym z filarów Klanu, bo od W... od Nas - pomimo złego samopoczucia, poczuł iskierkę dumy gdy wypowiedział te słowa - wiele zależy, nie tylko zdrowie innych, ale też połączenie z Gwiezdnym Klanem i wspieranie Przywódcy - zakończył, zerkając na Rybołów, nie będąc pewnym czy powinien kontynuować czy przerwać w tym miejscu. W końcu jego gdybanie to jedno, a faktyczny Kodeks Medyka i teoria to drugie.
jest to proporcjonalnie zbudowana, harmonijna kotka. Ani za gruba, ani za chuda, niemal jak wycięta z katalogu ze swoją budową ciała. Delikatnie wyższa niż przeciętnego wzrostu. Nie wyróżnia się z tłumu w żaden sposób. O niektórych kotach można powiedzieć, że mają garbate nosy, wielki uszy, skośne oczy lub coś podobnego - o niej natomiast nie. Uszy średniej wielkości, nos trochę prosty, ale ogólnie to ładnie wygięty, niezbyt mocno zaznaczone kości policzkowe, okrągłe ślepka. Futro krótkie, miękkie i przyjemne, ale dosyć gładkie, w kolorze jednolicie niebieskim. Jedynym co się odróżnia na tle szarości jest biel, która ukazuje się na końcu ogona Rybołów, na jej tylnych łapach po pięty oraz na klatce piersiowej, gdzie znajduje się niewielka plama w kształcie "serca". Kotka porusza się energicznie a wzrok ma bystry. Właśnie, jeśli chodzi o kolor jej oczu, to lewe jest jaskrawo zielone niczym świeże liście, a prawe intensywnie niebieskie niczym niebo podczas słonecznego dnia.
Idealistka, ale nie naiwna. Stara się wierzyć w dobro i lepszy świat oraz w to, że swoimi czynami może pomóc innym. Nie ma skomplikowanego charakteru, wręcz przeciwnie, jej osobowość opiera się na bardzo prostych zasadach. Inteligencji, otwartości, chęci do pracy i chęci pomocy innym. Wciąż jest dosyć energiczna i gadatliwa, ale zdecydowanie jest bardziej stonowana w porównaniu z czasem gdy była małym kocięciem, głównie przez utratę całej bliskiej rodziny oraz tragedie z jakimi musiała sobie radzić. Bardzo starała się ukrywać swoją depresję spowodowaną śmiercią, zaginięciami i zdradą rodziny, ale im była starsza tym szło jej gorzej, przez co czasem sprawiała wrażenie wyalienowanej lub melancholijnej, pogrążonej we własnych myślach. Nie chciała jednak nikogo martwić swoją osobą. Rybołów ogólnie zdaje sobie sprawę ze swoich cech, wie, że jest wystarczająco silna by sobie poradzić. Ma silną psychikę i wielkie pokłady determinacji, które mogą być nieco przerażające. Dużo myśli, czasem odrobinę za dużo, analizując wszystko, co ją otacza.
Płonące Niebo, Liliowa Łapa, Bratek [KRz]
W zasadzie powiedział własnymi słowami to, co Rybołów starała mu się przekazać podczas nauk. Zobaczymy, jak bardzo będzie w stanie wdrożyć to w życie jako medyk.
- Nasz mistrz... Barwna Woda, poprzedni medyk oraz ojciec Gwiezdnej Łapy - zaczęła - uczył nas również, że nie powinniśmy nigdy zapominać o własnym dobru, własnym zdrowiu i własnym szczęściu. I... staramy się to robić, ale muszę przyznać, że teraz, gdy jesteśmy z Cisem pełnoprawnymi medykami, to naprawdę nie jest to takie proste. Zależy od nas zbyt wiele, byśmy mogli tak po prostu tupnąć łapką i stwierdzić "to coś jest dla mnie niedobre, idę sobie stąd". Mamy zbyt wiele do stracenia. W kontekście tak stabilności Klanu jak i zdrowia i życia innych kotów. Im dłużej żyję, tym bardziej widzę, jakie dbanie o siebie samego jako medyk jest trudne. Chorzy i ranni mogą trafić ci się o każdej porze dnia i nocy. Czasem będzie ich tylu, że trudno będzie znaleźć czas na sen, jedzenie albo odpoczynek. Niektórzy pacjenci wymagają nieustannej opieki. Wiele kotów nie respektuje naszych słów ani naszej przestrzeni i musimy bronić porządku w królikarni. - Mówiła. Węstchnęła i na moment zamilkła - A jednak... chciałabym, byś pamiętał, by o siebie dbać. Dlatego też poszerzyliśmy grono medyczne o ciebie. Liczymy, że jak będzie nas czwórka, to będziemy w stanie sprawnie rozdzielić pracę między sobą tak, by nikt się jako medyk nie przepracowywał i by nie było sytuacji, że któregoś z nas braknie do pomocy.
Zaproszędzieńi noc, zaproszę czterywiatry Dlawszystkich [ drzwi ] otwarte, ktoś poda pierwszyton Zagramy na góry koncert buków porą pachnącą
> Nasiąkną ścianygrą < [ Bo takibędzie mój>>DOM << ]
Dymna kuleczka. Zaskakująco duża i zaskakująco postawna, ale wciąż kuleczka. Różne rodzaje szarości, pręgowane klasycznie, pokrywają całe ciało, od czubka uszu do ogonka. Oczka ma jeszcze niewybarwione, ledwo otwarte, w kolorze niezachmurzonego nieba, które w najbliższych księżycach będą powoli przeistaczać się w kolor zielony. Szary tańczy na jego futerko, przyjmując różne poziomy intensywności. Ciemnoszary pokrywa większość mordki, podczas gdy pozostałe futerko jest nierównomiernie pokryte różnymi odcieniami szarości, przez prawie białe to bliskich czarności plamek. Nosek również jest czarnawy, może taki pozostanie, może stanie się jaśniejszy kto wie. Uszy ma długie, smukłe i zakończone frędzelkami. Futerko ma bardzo długie, ciepło otulające całe ciało.
Strumyk jest... ciekawym przypadkiem. Przede wszystkim przejmuje się wszystkimi, zawsze, wszędzie. W tym bardzo małym ciałku znajduje się zaskakująco dużo emocji, szczególnie empatii, więc ten maluch jest gotowy pomóc każdej napotkanej osobie. Jeśli jednak sytuacja nie wymaga od niego bezpośredniego działania, to jest to dość nieśmiałe, niepewne siebie dziecko, nie do końca pewne swojego miejsca na ziemi. Mały kociak jest przez większość czasu odklejony od rzeczywistości. I można by stwierdzić jasne, normalne dla dzieciaka, ale żeby... aż tak? Mały uwielbia gapić się w przestrzeń, fantazjować, tworzyć dziwne scenariusze w swojej głowie, odpływać poza granice realnego świata. Nie biega za rodzeństwem, nie pląta się pod nogami innych, bardziej siedzi gdzieś, zawieszony pomiędzy Srebrną Skórką a ziemią. A nawet gdy próbuje być tu i teraz, wystarczy, że zauważy coś co złapie jego uwagę, a myśli pędzą w zupełnie inną stronę. Niewiele co prawda może jak na razie powiedzieć o świecie naokoło niego, szczególnie, że wydaje się z premedytacją go nie zauważać, ale malec wydaje się fundamentalnie nie rozumieć dlaczego ktokolwiek mógłby mieć złe intencje wobec niego czy kogokolwiek. Patrząc na sytuację, w której znalazł się przez sam fakt narodzenia... Cóż, zobaczymy jak mu to wyjdzie na zdrowie.
Z każdym słowem mistrzyni jego serce stawało się odrobinkę cięższe. Miał ledwo 10 księżycy, ale doskonale rozumiał uczucie, które opisywała. Strumyk w swojej misji opieki nad rodzeństwem nie umiał powiedzieć stop, przerwać, dlatego pobiegł za Śliwką, dlatego dalej podnosił się na równe łapy. Starał się i starał i starał dając wszystko co mógł innym, zapominając zostawić cokolwiek dla siebie. - Wujek - zaczął, choć wspomnienie Barwnej Wody ściskało mu gardło. - musiał być bardzo mądrym kotem. Żałuje, że nie mogłem go lepiej poznać - uśmiechnął się blado, nie wiedząc jak ubrać w słowa smutek i stratę, którą odczuwał w tym momencie, myśląc o zamglonym wspomnieniu zmarłego, tęsknotą za kimś, za możliwością, przyszłością, skradzioną przez chorobę. - Dobrze Rybołowi Locie, będę... będę pamiętał. Postaram się. I ja... chciałbym podziękować, za przyjęcie mnie. Na Ceremonii... nie byłem sobą, po tym jak Śliwka uciekła i próbowałem ją szukać... Wciąż to przeżywam, ale to... próbuję powiedzieć, że jestem wdzięczny. Za wybranie mnie i za zaufanie, które ty i Cisowa Gałązka mi daliście. Obiecuje, że go nie zawiodę - powiedział, pozwalając sobie nieśmiało na mówienie prosto z serca, otwarcie. Chciał by mistrzyni zobaczyła go, jego pragnienie, przywiązanie i chęć wykazania się. Jest tu i tu zostanie, nie zawiedzie.
jest to proporcjonalnie zbudowana, harmonijna kotka. Ani za gruba, ani za chuda, niemal jak wycięta z katalogu ze swoją budową ciała. Delikatnie wyższa niż przeciętnego wzrostu. Nie wyróżnia się z tłumu w żaden sposób. O niektórych kotach można powiedzieć, że mają garbate nosy, wielki uszy, skośne oczy lub coś podobnego - o niej natomiast nie. Uszy średniej wielkości, nos trochę prosty, ale ogólnie to ładnie wygięty, niezbyt mocno zaznaczone kości policzkowe, okrągłe ślepka. Futro krótkie, miękkie i przyjemne, ale dosyć gładkie, w kolorze jednolicie niebieskim. Jedynym co się odróżnia na tle szarości jest biel, która ukazuje się na końcu ogona Rybołów, na jej tylnych łapach po pięty oraz na klatce piersiowej, gdzie znajduje się niewielka plama w kształcie "serca". Kotka porusza się energicznie a wzrok ma bystry. Właśnie, jeśli chodzi o kolor jej oczu, to lewe jest jaskrawo zielone niczym świeże liście, a prawe intensywnie niebieskie niczym niebo podczas słonecznego dnia.
Idealistka, ale nie naiwna. Stara się wierzyć w dobro i lepszy świat oraz w to, że swoimi czynami może pomóc innym. Nie ma skomplikowanego charakteru, wręcz przeciwnie, jej osobowość opiera się na bardzo prostych zasadach. Inteligencji, otwartości, chęci do pracy i chęci pomocy innym. Wciąż jest dosyć energiczna i gadatliwa, ale zdecydowanie jest bardziej stonowana w porównaniu z czasem gdy była małym kocięciem, głównie przez utratę całej bliskiej rodziny oraz tragedie z jakimi musiała sobie radzić. Bardzo starała się ukrywać swoją depresję spowodowaną śmiercią, zaginięciami i zdradą rodziny, ale im była starsza tym szło jej gorzej, przez co czasem sprawiała wrażenie wyalienowanej lub melancholijnej, pogrążonej we własnych myślach. Nie chciała jednak nikogo martwić swoją osobą. Rybołów ogólnie zdaje sobie sprawę ze swoich cech, wie, że jest wystarczająco silna by sobie poradzić. Ma silną psychikę i wielkie pokłady determinacji, które mogą być nieco przerażające. Dużo myśli, czasem odrobinę za dużo, analizując wszystko, co ją otacza.
Płonące Niebo, Liliowa Łapa, Bratek [KRz]
- Och, Barwna Woda był bardzo mądrym kotem i bardzo mi go brakuje. Był dla mnie jak drugi ojciec... zwłaszcza, że w pewnym momencie mojego zabrakło. Straciłam całą swoją rodzinę, oboje rodziców i całe rodzeństwo. Został mi on i Cis. - powiedziała Strumykowi. - Teraz, gdy i jego zabrakło, staram sie jak najlepiej wypełniać jego obowiązki i iść w jego ślady... i coraz lepiej rozumiem to, co nam mówił, i coraz lepiej rozumiem, dlaczego zachowywał się tak, a nie inaczej, gdy był medykiem. Cis.. Cisa też bardzo dotknęła jego utrata. Zawsze się uśmiecha i stara się śmiać z każdym, ale jest emocjonalny i boli go każda utrata i stresująca sytuacja. Postarajcie się być dla niego wsparciem, dobrze? - uśmiechnęła się do Strumyka, ale jej uśmiech był jakby... smutny. Następnie wysłuchała słów terminatora i jej spojrzenie złagodniało.
- Będziemy cię wspierać i ci pomagać. I dotyczy to tak ciebie, jak i Gwiazdnicy. Jak zaczęłam być terminatorem medyka musiałam mierzyć się z wieloma sytuacjami które... chyba były trochę za trudne dla tak młodego i niedoświadczonego kota. Wyciągnęłam z tego wiele nauki i wiedzy, ale też i pewne negatywne rzeczy. Chciałabym, byście wy uczyli się w spokojniejszej atmosferze i bardziej dostosowanym do waszego wieku tempie.
Zaproszędzieńi noc, zaproszę czterywiatry Dlawszystkich [ drzwi ] otwarte, ktoś poda pierwszyton Zagramy na góry koncert buków porą pachnącą
> Nasiąkną ścianygrą < [ Bo takibędzie mój>>DOM << ]