Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
Cisowa Gałązka nie chciał budzić nowego terminatora już o świecie, dlatego odpuścił sobie takie tortury i umówił się z nim wczorajszego wieczora dopiero wtedy, gdy słońce (o ile w ogóle się pokaże) będzie górować gdzieś wyżej. Mieli szczęście, bo tego dnia było wyjątkowo ciepło jak na to, co spotkało ich przez ostatnie księżyce. Usiadł więc sobie wygodnie, gaworząc wesoło z Warkoczącym Gardłem, który akurat wrócił z patrolowania granic i postanowił dotrzymać mu towarzystwa, kiedy to czekał na swojego terminatora.
Cis był podekscytowany. No ba! Spodziewał się, że dostanie terminatora na tej ceremonii, w końcu sam poprosił, by mógł zając się edukacją siostry. Strumyk był jednak zaskoczeniem, które w żaden sposób nie było rozczarowaniem. Nie znał jednak dobrze kocurka, rozmawiał z nim raz, może dwa razy, tak, by znać go choć troszkę przed werdyktem, czy ten mógł dołączyć do medycznego grona. Stresował się nieco, że ten będzie mówić o Śliwce, która do dziś nie wróciła do obozu po felernej ceremonii. Stresował się, ze ten temat się pojawi z wyrzutami i pretensjami, niemniej był w końcu dorosły. W razie czego ukróci jego lament i zarządzi powrót. Nic prostszego.
Dymna kuleczka. Zaskakująco duża i zaskakująco postawna, ale wciąż kuleczka. Różne rodzaje szarości, pręgowane klasycznie, pokrywają całe ciało, od czubka uszu do ogonka. Oczka ma jeszcze niewybarwione, ledwo otwarte, w kolorze niezachmurzonego nieba, które w najbliższych księżycach będą powoli przeistaczać się w kolor zielony. Szary tańczy na jego futerko, przyjmując różne poziomy intensywności. Ciemnoszary pokrywa większość mordki, podczas gdy pozostałe futerko jest nierównomiernie pokryte różnymi odcieniami szarości, przez prawie białe to bliskich czarności plamek. Nosek również jest czarnawy, może taki pozostanie, może stanie się jaśniejszy kto wie. Uszy ma długie, smukłe i zakończone frędzelkami. Futerko ma bardzo długie, ciepło otulające całe ciało.
Strumyk jest... ciekawym przypadkiem. Przede wszystkim przejmuje się wszystkimi, zawsze, wszędzie. W tym bardzo małym ciałku znajduje się zaskakująco dużo emocji, szczególnie empatii, więc ten maluch jest gotowy pomóc każdej napotkanej osobie. Jeśli jednak sytuacja nie wymaga od niego bezpośredniego działania, to jest to dość nieśmiałe, niepewne siebie dziecko, nie do końca pewne swojego miejsca na ziemi. Mały kociak jest przez większość czasu odklejony od rzeczywistości. I można by stwierdzić jasne, normalne dla dzieciaka, ale żeby... aż tak? Mały uwielbia gapić się w przestrzeń, fantazjować, tworzyć dziwne scenariusze w swojej głowie, odpływać poza granice realnego świata. Nie biega za rodzeństwem, nie pląta się pod nogami innych, bardziej siedzi gdzieś, zawieszony pomiędzy Srebrną Skórką a ziemią. A nawet gdy próbuje być tu i teraz, wystarczy, że zauważy coś co złapie jego uwagę, a myśli pędzą w zupełnie inną stronę. Niewiele co prawda może jak na razie powiedzieć o świecie naokoło niego, szczególnie, że wydaje się z premedytacją go nie zauważać, ale malec wydaje się fundamentalnie nie rozumieć dlaczego ktokolwiek mógłby mieć złe intencje wobec niego czy kogokolwiek. Patrząc na sytuację, w której znalazł się przez sam fakt narodzenia... Cóż, zobaczymy jak mu to wyjdzie na zdrowie.
Dobrze, że zdecydował się nie budzić bo kociak spał jak skała. Wycieńczony po poszukiwaniach siostry, padł jak tylko znalazł się w swoim Legowisku. Przed snem zdążył tylko pomyśleć o tym jak spali w Legowisku Barwinka za dzieciaka i jak uwielbiał ten zapach ziół. Obudził się gdy słońce było niedaleko szczytowania, łaskocząc go po nosie, wąsach i pyszczku. Rozchylił zaspane powieki, odruchowo szukając ogonem siostry, chcąc upewnić się czy ta też wstała. Uderzenie serca zajęło mu zorientowanie się gdzie jest i wydarzenia ostatnich dni spadły na niego w jednej chwili. Zamknął oczy, chowając pysk między łapami. Jak możliwym było, że jego marzenie odkąd miał 3 księżyce wyglądało w ten sposób. Powinien być podekscytowany, szczęśliwy, może zdenerwowany, a nie pusty w środku i porzucony. Westchnął głośno. Nie chciał wychodzić stąd, ale miał poczucie, że zostanie tutaj, zupełnie samemu, sprawiłoby tylko, że czułby się tylko i wyłącznie gorzej. Z trudem, podniósł się na równe łapy i rozciągnął. Jakim prawem z nocy na noc przestał się czuć jak dzieciak, a zaczął jak zmęczony życiem kot? Bez sensu.
Opuścił Legowisko, rozglądając się, nieco zagubiony. Wiedział, że miał coś do zrobienia, ale sen jeszcze do końca go nie opuścił. Miodowa Łapa skierował się więc w stronę Stosu Zdobyczy, gdy zauważył Cisową Gałązkę, rozmawiającego z Warkoczącym Gardłem. Ah tak! Trening wojowniczy. Westchnął ciężko. Nie wiedział czy to było to jak chciał zacząć ten dzień, ale obowiązki wzywały. Ruszył więc w stronę Medyka. - Dzień dobry - miauknął, próbując posłać obu blady uśmiech. Pomimo przespania całej nocy, Strumyk miał wrażenie, że mógłby się w tej chwili położyć i przespać drugie tyle.
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
Uśmiechnął się szeroko, kiedy zobaczył Miodową Łapę na horyzoncie. Wytłumaczył także swojemu wojowniczemu koledze, że to właśnie na niego czekał, i że będzie go trenować na wojownika!! Przywitał się z dymnym kocurem, a potem przeprosił Warkoczące Gardło i odeszli z terminatorem nieco na bok. - Siemaaanko! Jak ci się spało? Cieszysz się, że dziś pierrrwszy dzień trrreningu? Bo wiesz, jak jesteś nie w humorze na latanie po grrranicach, to zawsze możemy zostać w obozie i sobie pogadać, o! Ja to się dostosuję - miauknął ciepło z typową dla siebie energicznością i uśmiechem. Niemniej nie umknęło jego oku, że ten ledwo stał na nogach, właśnie dlatego zaznaczył, że w razie czego mogą zostać tutaj i po prostu porozmawiać. Nie musieli nawet o wojowniczych rzeczach, tak ogólnie też mogli! Żeby się poznać, w końcu mieli razem pracować. Ale jak nie chciał rozmawiać, to Cis także potrafił to uszanować i odczepić się dzisiaj od nowego terminatora.
Dymna kuleczka. Zaskakująco duża i zaskakująco postawna, ale wciąż kuleczka. Różne rodzaje szarości, pręgowane klasycznie, pokrywają całe ciało, od czubka uszu do ogonka. Oczka ma jeszcze niewybarwione, ledwo otwarte, w kolorze niezachmurzonego nieba, które w najbliższych księżycach będą powoli przeistaczać się w kolor zielony. Szary tańczy na jego futerko, przyjmując różne poziomy intensywności. Ciemnoszary pokrywa większość mordki, podczas gdy pozostałe futerko jest nierównomiernie pokryte różnymi odcieniami szarości, przez prawie białe to bliskich czarności plamek. Nosek również jest czarnawy, może taki pozostanie, może stanie się jaśniejszy kto wie. Uszy ma długie, smukłe i zakończone frędzelkami. Futerko ma bardzo długie, ciepło otulające całe ciało.
Strumyk jest... ciekawym przypadkiem. Przede wszystkim przejmuje się wszystkimi, zawsze, wszędzie. W tym bardzo małym ciałku znajduje się zaskakująco dużo emocji, szczególnie empatii, więc ten maluch jest gotowy pomóc każdej napotkanej osobie. Jeśli jednak sytuacja nie wymaga od niego bezpośredniego działania, to jest to dość nieśmiałe, niepewne siebie dziecko, nie do końca pewne swojego miejsca na ziemi. Mały kociak jest przez większość czasu odklejony od rzeczywistości. I można by stwierdzić jasne, normalne dla dzieciaka, ale żeby... aż tak? Mały uwielbia gapić się w przestrzeń, fantazjować, tworzyć dziwne scenariusze w swojej głowie, odpływać poza granice realnego świata. Nie biega za rodzeństwem, nie pląta się pod nogami innych, bardziej siedzi gdzieś, zawieszony pomiędzy Srebrną Skórką a ziemią. A nawet gdy próbuje być tu i teraz, wystarczy, że zauważy coś co złapie jego uwagę, a myśli pędzą w zupełnie inną stronę. Niewiele co prawda może jak na razie powiedzieć o świecie naokoło niego, szczególnie, że wydaje się z premedytacją go nie zauważać, ale malec wydaje się fundamentalnie nie rozumieć dlaczego ktokolwiek mógłby mieć złe intencje wobec niego czy kogokolwiek. Patrząc na sytuację, w której znalazł się przez sam fakt narodzenia... Cóż, zobaczymy jak mu to wyjdzie na zdrowie.
Entuzjazm Cisowej Gałązki był na pewno zaraźliwy, ale Strumyk bardzo szybko poczuł się nieco napadnięty ilością słów jaka spadła na niego ze strony Medyka. Zmusił się by uśmiech, choć słaby i blady, został na jego pysku, nie chcąc martwić mistrza bardziej niż to zrobił wczoraj. Z całych sił próbował zamaskować podkrążone oczy i nerwowe drgania ucha czy ogona. Musiał przeć dalej, musiał. Śliwka wybrała, podjęła decyzje, poszła swoją drogą, on nie mógł porzucać swojej bo cierpiał z jej wyborów. - Twardo - odparł, zgodnie z prawdą. Męczony dziwnymi snami, w których biegał samemu po lesie, próbując znaleźć coś, kogoś, co wiedział, że musi zlokalizować, ale nie miał pojęcia o faktycznej istocie rzeczy, której tak bardzo pragnął. Także o wyspaniu nie było raczej mowy, ale przynajmniej obudził się gdy słońce było już na niebie. - Ja... nie wiem... podenerwowany głównie - odparł, spuszczając wzrok. W takich momentach zawsze chciał być mniejszy, węższy. Nie lubił jak musiał powiedzieć coś co nie było pozytywnie nastawione. Zawsze czuł, że to na jego barkach leżała odpowiedzialność za podtrzymanie humoru i dobrego samopoczucia, chociaż w przypadku Cisa te role definitywnie się odwracały. Trzepną ogonem, zdając sobie sprawę, że w sumie to po raz pierwszy zostawał z Medykiem sam na sam. Przy Rybołów czuł się dobrze, swobodnie i spokojnie, a Cis... Strumyk nie za bardzo wiedział jak i co miał robić. - Może... możemy dzisiaj posiedzieć i porozmawiać o ... treningu - wydukał cicho, depcząc w miejscu. Nagle zorientował się, że właściwie nie wie co zrobić z łapami.
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
- Aha. No lepiej twarrrdo niż wcale - zaśmiał się. Spodziewał się, że zapewne wolałby mieć dużo milszy i wygodniejszy sen, niż ten, który jednak go spotkał, no ale!! Ważne, że spał, bo czasami o to było skutecznie utrudniane w pracy medyka, o czym Cis zdążył się dosadnie przekonać. Na drugą odpowiedź pokiwał głową. - Spoko, tak jest... no, prrrawie zawsze. Ale nic się nie strrresuj, ja cię gonić po kątach nie będę, więc chyba bać się nie musisz, co? - zapewnił. Nie był, martwą już, wojowniczką Bawełnianą Nicią, by pastwić się nad swoimi terminatorami. Poza tym, chciał mieć z Miodową Łapą odpowiednio ciepłą, komfortową relacje, w końcu mieli pracować razem następne... no, całe życie! Nie będzie miło i fajnie, jak będą mieć między sobą zgrzyt. Cis nie wyobrażał sobie takiej pracy i pewny był, że dymny kocur także takiej nie chciał. - Nooo dobrra, to se pójdziemy innego dnia. To cho - zaprosił go, a potem zeszli trochę na bok. Podreptał do Paprociowego Kąta, bo to zawsze było ciche i spokojne, a akurat nikogo tam nie było, więc nikomu przeszkadzać nie będę. - No! To co do trrrreningu wojowniczego, to nie ma co dużo opowiadać. Zwiedzimy terrreny, powiem ci co, gdzie i jak, może wspomnę jakie ziółka rrrrosną w danych miejscach, to już będziesz miał łatwiej. Prrrzejdziemy się po terrenach, mogę ci tez pokazać Grrrzmiącą Ścieżkę jak będziesz chciał! Nauczymy się polować, walczyć, w obu prrrzypadkach i teorrrię, i prrraktykę. Powiemy sobie o władzach w klanach, ogólnie o klanach, jakieś tam zasady kodeksu i no. Może rrybki połowimy - uśmiechnął się. No, wszystko to zaliczyć musieli, czy tego chcą, czy nie. Ale nie będzie też tak źle, bez przesady! - Więęęc. Ja wyznaję zasadę, że trrening jest dla ciebie, nie dla mnie. Możesz wybrrrać sobie o czym będziemy gadać, albo generalnie co rrrrobić, bo to nie ma co, żebym ja cię zmuszał. I! Może wiesz coś, co zalicza się do trrreningu? To bym się nie powtarrrzał trrrzy rrrrrrazy.
Dymna kuleczka. Zaskakująco duża i zaskakująco postawna, ale wciąż kuleczka. Różne rodzaje szarości, pręgowane klasycznie, pokrywają całe ciało, od czubka uszu do ogonka. Oczka ma jeszcze niewybarwione, ledwo otwarte, w kolorze niezachmurzonego nieba, które w najbliższych księżycach będą powoli przeistaczać się w kolor zielony. Szary tańczy na jego futerko, przyjmując różne poziomy intensywności. Ciemnoszary pokrywa większość mordki, podczas gdy pozostałe futerko jest nierównomiernie pokryte różnymi odcieniami szarości, przez prawie białe to bliskich czarności plamek. Nosek również jest czarnawy, może taki pozostanie, może stanie się jaśniejszy kto wie. Uszy ma długie, smukłe i zakończone frędzelkami. Futerko ma bardzo długie, ciepło otulające całe ciało.
Strumyk jest... ciekawym przypadkiem. Przede wszystkim przejmuje się wszystkimi, zawsze, wszędzie. W tym bardzo małym ciałku znajduje się zaskakująco dużo emocji, szczególnie empatii, więc ten maluch jest gotowy pomóc każdej napotkanej osobie. Jeśli jednak sytuacja nie wymaga od niego bezpośredniego działania, to jest to dość nieśmiałe, niepewne siebie dziecko, nie do końca pewne swojego miejsca na ziemi. Mały kociak jest przez większość czasu odklejony od rzeczywistości. I można by stwierdzić jasne, normalne dla dzieciaka, ale żeby... aż tak? Mały uwielbia gapić się w przestrzeń, fantazjować, tworzyć dziwne scenariusze w swojej głowie, odpływać poza granice realnego świata. Nie biega za rodzeństwem, nie pląta się pod nogami innych, bardziej siedzi gdzieś, zawieszony pomiędzy Srebrną Skórką a ziemią. A nawet gdy próbuje być tu i teraz, wystarczy, że zauważy coś co złapie jego uwagę, a myśli pędzą w zupełnie inną stronę. Niewiele co prawda może jak na razie powiedzieć o świecie naokoło niego, szczególnie, że wydaje się z premedytacją go nie zauważać, ale malec wydaje się fundamentalnie nie rozumieć dlaczego ktokolwiek mógłby mieć złe intencje wobec niego czy kogokolwiek. Patrząc na sytuację, w której znalazł się przez sam fakt narodzenia... Cóż, zobaczymy jak mu to wyjdzie na zdrowie.
Charakter Cisa działał cuda, bo pomimo stanu Miodzika, który można by opisać jako żywy trup, jego radosne nastawienie zdawało się działać i koić, przynajmniej częściowo, napięte nerwy terminatora. Spróbował nawet posłać kocurowi blady uśmiech. Nie miał się czego bać... prawda? To wcale nie tak, że kolejny etap jego życia zaczął się od tragedii, tym razem o wiele bardziej skomplikowanej bo zniknięcie Śliwki było czymś czym za co maluch wciąż czuł się w jakiś sposób winny. Z ulgą przyjął przejście do Paprociowego Kąta, tłok i chaos centrum obozu przyprawiały go o zawrót głowy. Przysiadł, czując jak całe jego ciało z ulgą przyjęło tą możliwość i skupił się już z większą łatwością na słowach mistrza. - Grzmiąca Ścieżka... to to miejsce, gdzie są potwory, prawda? - zapytał, z lekkim drżeniem strachu w głosie. Oczywiście, że słyszał o tym miejscu, jak każde kocię był karmiony opowieściami o wielkich, głośnych potworach, z rykiem przemykającym po wytyczonych dla nich szlaku. Położył nieco uszy, słysząc dalszy opis planów. Walka i polowanie... nigdy nie był dobry w fizycznych ćwiczeniach, był dość spory pomimo wiecznego kulenia się i niezgrabny, więc to brzmiało jak twarda przeprawa. Nie protestował jednak, mimo wszystko było to od niego wymagane.
Czy coś wiedział? Głowa Miodzika w jednej chwili zrobiła się pusta jak kartka papieru. Cała wiedza o tym jak funkcjonują i działają Klany, puff! Nie ma. - Ymm no, ja... - nerwowo strzelał oczami na boki.- Nie wiem za wiele - wydusił w końcu, nie patrząc Cisowi w oczy. Czuł jak płonie ze wstydu. - Na naukach, z Rybołów, rozmawialiśmy głównie o randze medyka, nie orientuje się w Kodeksie Wojownika za bardzo... Wiem jakie mamy rangi, ale to też nie za dużo.
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
- No ta, ale nieczęsto będziesz musiał prrrrzez nią prrrrzechodzić, więc nic się nie bój. Niektórrre koty w swoim życiu nigdy prrrrzez nia nie prrrzeszły, nie ma prrrzymusu jak coś. Ale musisz wiedzieć, że tak, jest niebezpieczna, dlatego ja także strrronię od tego miejsca - miauknął na uspokojenie. Nie było wymogu, by łazić po Grzmiącej Ścieżce, wszyscy w końcu wiedzieli jak niebezpieczna była i nikt rozsądny nie kazałby kotom, zwłaszcza młodym, się do niej zbliżać.
Pokręcił szybko głową, widząc, że Miodowa Łapa najwyraźniej naprawdę stresuję się faktem, że nie ma bladego pojęcia o niczym. A nie było się co martwić! - Spokojnie, Strrrrumyk. Wiesz, po co jest trrening? Jest po to, żebyś właśnie wszystkiego się nauczył, krrrrok po krroku. Nie wymagam od ciebie, żebyś wszystko wiedział, skoro dopiero ze mną masz się dowiedzieć Głowa do górrry! - posłał mu łagodny uśmiech, na znak, że naprawdę nie było czym się przejmowac. Od tego była rola Cisa w końcu, musiał go nauczyć. Wszystkiego. - O! No i rrrangi to mega super świetny temat! Możesz mi o nich opowiedzieć. O tych, którrrre już znasz, co rrrrobią i tak dalej. No dalej, jesteś na pewno mega superrr inteligentny. Porrradzisz sobie.