Księżyce: 71
Mistrz: Płotkowy Potok
Płeć: trans kocur
Zaimki: on/jego
Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Niektórzy powiedzą, że słonko świeci, jest milutko i sympatycznie, ale ja im powiem, że chyba już im mózgi totalnie roztopiło w tym upale i gadają od rzeczy!! No żaden normalny kot by nie uważał obecnych warunków za godne do życia, przecież to ugotować się można i to bez specjalnych starań ze swojej strony, starczy po prostu żyć. Słońce dotarło już do szczytu nieba i czekam aż zejdzie w dół, bliżej linii horyzontu, nim wezmę się za cokolwiek. Teraz jedyne na co mam siły to tulenie się do Mroźnej Skały i liczenie na to, że Słony Wiatr się mylił i wcale nie została nazwana po jakimś Mroźnym Typie, a po swoich niesamowitych właściwościach pozostawania chłodną nawet w największy upał. Przylegam bokiem do twardej powierzchni i póki co jest spoko, to muszę przyznać, ale do wieczora jeszcze daleko.
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere
Pierwsze co można o nim powiedzieć: buja w obłokach. Pasjonują go historie, zarówno te wymyślone przez niego, jak i opowiadane przez innych. Nie stąpa zbyt twardo po ziemi i dużo patrzy w niebo, więc często się potyka. Nie unika towarzystwa, ale potrafi stracić koncentrację w połowie rozmowy. W jego głowie zaciera się granica pomiędzy rzeczywistością, a fantazją, a może po prostu widzi coś więcej niż inni? Jest ciekawski, ale bywa zapominalski, dość sympatyczny, ale nie zawsze mówi to co wypada.
Wieszczek - czy może Kora, a może Okopcona Łapa - zdecydowanie zgadzał się z Minogiem, że temperatura oszalała i miała na celu ugotowanie wszystkich kotów żywcem. Przy stojącym wysoko słońcu ciemne futro orientala było przekleństwem, jednak już wcześniej zauważył, że woda nad którą znajdował się obóz Klanu niosła delikatną bryzę i ochłodę. Dlatego zamierzał się tam udać i sprawdzić, czy dało się tam żyć bardziej niż w innych miejscach, a oczywiste, że w swych planach od razu ujął swojego drogiego przyjaciela. - Przyjacielu! - Miauknął dość głośno, żeby przytulony do skały szylkret go dosłyszał, ale nadal nie dało się określić tego krzykiem. - Może wybierzemy się razem nad rzekę? Wydaje mi się, że wodzie towarzyszy lekki wiatr, a zanurzenie łap w chłodnej toni może przyniesie nam trochę ulgi. - Od razu przeszedł do sedna. W sumie to mieli z Minogiem jeszcze trening do załatwienia, ale z tym się Korze nie spieszyło.
Księżyce: 71
Mistrz: Płotkowy Potok
Płeć: trans kocur
Zaimki: on/jego
Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Jestem zajęty stawaniem się jednością ze skałą, gdy ktoś mnie zaczepia. Ciemny oriental, którego od niedawna widuję w obozie. I dałbym sobie łapę odgryźć, że jest to w takim razie nowy nabytek Klanu Rzeki (czy też, hehe, nowy narybek, chciałoby się powiedzieć), ale ten już mnie klasyfikuje jako przyjaciela, więc może po prostu tyle kotów tu żyje, że mi wyleciał z pamięci akurat ten tutaj!
Mniejsza z tym. Najważniejsze, że mnie zaczepia w pogodę, którą sami Bezgwiezdni musieli zesłać i już otwieram pysk by go jakoś zbyć, gdy mój przesmażony słońcem mózg wyłapuje właściwy sens słow orientala.
– O stary, dobry pomysł!! Po co się grzać w obozie jak można popływać, ty to masz łeb. Łeb jak Cztery Dęby, widziałeś je? Ogromne są. – wyrzucam z siebie kolejne słowa i jednocześnie odklejam się od skały (o dziwo połowa mojego policzka na niej nie zostaje). Otrzepuję sierść i jestem gotowy do drogi. – Chodź, przeciśniemy się przez krzaki za lecznicą zamiast iść naokoło i się roztapiać niepotrzebnie.
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere