Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Tak długo, jak Łabędzia Gwiazda nie zmienił swojej decyzji, on również nie zamierzał tego robić. Inne koty mogły sobie mówić co tylko chciały, ale skoro został mu powierzony trening terminatora, zamierzał zająć się nim najlepiej jak potrafił. Dlatego tak jak przekazał mu podczas ceremonii, nim ktokolwiek zdołał w tym jeszcze przeszkodzić, znalazł się o świcie przy wyjściu z Obozu, gdzie rozejrzał się za Senną Łapą.
Nie miał pojęcia czego dokładnie się po nim spodziewać, jednak miał nadzieję, że dało się go jeszcze jakoś wyprowadzić z tego, co prawdopodobnie musiał słuchać przez całe bycie kociakiem. Jak jego własny brat mógł zdecydować się na potomstwo z kimś takim jak Szalejąca Zamieć? Z początku, gdy Ciernista Łapa zniknął z klanu, a niedługo po tym urodził się jego syn, Skaliste Zbocze myślał, że brat najwyraźniej okazał się tchórzem. Później jednak zaczął mieć wrażenie, że być może nie był w stanie żyć ze swoją partnerką, jej matką i całą resztą tamtej rodziny i odejście (a więc śmierć, bo co innego tak naprawdę mogło czekać poza klanem?) okazało się być lepszą opcją, niż spędzenie chociaż dnia więcej z nimi.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
szczupły, przeciętnego wzrostu o przenikliwych, ciemnoniebieskich oczach; delikatne rysy; śnieżnobiałe futro; długowłosy, ale nie puchaty.
Młodzieniec rozdarty pomiędzy chęcią przypodobania się innym, a znalezieniem własnej ścieżki. Dumny i obrażalski, ale ukrywa to pod przyjazną przykrywką, bo bardzo przejmuje się tym, jak jest postrzegany. Dość przyjemny, kulturalny i niepozbawiony empatii, jeśli wszystko idzie po jego myśli.
Od czasu swojej pierwszej ceremonii Sen nie był pewien, co sądzi o swoim mistrzu, a ich wczorajsza rozmowa - jeżeli ich drętwą wymianę zdań dało się nazwać rozmową - tylko spotęgowała to wrażenie. Przez to poprzedniej nocy zamiast spać zastanawiał się, czy faktycznie powinien przyjść. Kiedy ostatecznie postanowił, że to zrobi, reszta mieszkańców Zrośniętych Drzew już dawno była pogrążona w głębokim śnie. Sam ani na moment nie zmrużył oka, zbyt pochłonięty myślami.
Mógł nadal być trochę obrażony, mógł niekoniecznie chcieć się z nim teraz widzieć, ale pomimo tego, z jakiegoś nieznanego sobie powodu... nie chciał, żeby Skalne Zbocze go... nie lubił.
Dlatego rano poprosił stróżującego nad obozem Warczące Gardło o kierunki i udał się w stronę Kociego Grzbietu. Nie był pewien, o jak bardzo rano chodziło mistrzowi, kiedy podał mu instrukcje, więc wziął późne świty Pory Nagich Drzew na poprawkę - kiedy wychodził z obozu, nadal było zupełnie ciemno.
Ostrożnie stąpał po oszronionej ziemi, z nieufnością wpatrując się w każdy ciemny kształt pomiędzy drzewami. Podczas ich rozmowy Warczące Gardło zaoferował się, że go eskortuje, ale kategorycznie odmówił. Teraz, zmarznięty i zupełnie sam, nieco żałował tej decyzji.
W końcu dotarł na opisane mu miejsce, cały i zdrowy, ale jednocześnie zmarznięty i stęskniony za ciepłym legowiskiem. Rozejrzał się za swoim mistrzem, ale ten nie rzucił mu się w oczy - może był jeszcze nieobecny, a może siedział teraz blisko, osłonięty przed wzrokiem terminatora gdzieś pomiędzy cieniami. Sen usiadł i uniósł jedną z przednich łap, kilka razy przecierając po niej językiem. Liczył, że zdoła się w ten sposób trochę ogrzać, ale chciał też odwrócić swoją uwagę od tego, jak bardzo jest zdenerwowany perspektywą spotkania z wojownikiem. Im dłużej o tym myślał, tym bardziej miał ochotę odwrócić się na pięcie i w poskokach wrócić do swojego posłania, by zapomnieć o całej sprawie na następne kilka księżyców.
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Od śmierci Skrzącego Słowa nie spał zbyt wiele. Najpierw, na pierwszej próbie wyprawy, a miejscach obcych i nieprzyjaznych. Później również, bo nawet pomimo powrotu do klanu, nie czuł się spokojniej. Jednak przynajmniej dzięki temu i on mógł znaleźć się na Kocim Grzbiecie jeszcze przed wschodem słońca.
Zaczynając trening z terminatorem zaraz po mianowaniu, wiedział, że będzie musiał nauczyć go wszystkiego. Jednak ceremonie Sennej Łapy odbyła się jakieś dziesięć księżyców temu, to był czas, w którym powinien był w stanie zostać już wojownikiem. I w taki sposób Skaliste Zbocze zamierzał go trenować.
Choroby, czy jakiekolwiek inne wymówki niezbyt go obchodziły. Sam przecież trenował z zielonym kaszlem i to, co sprawiło, że w końcu trafił do medyka nie było samą chorobą, a śmiercią jego mistrza.
Gdy dostrzegł białe futro swojego terminatora, zaczął się zbliżać do niego cicho, wręcz skradając, jakby był on jedynie okazem przerośniętej zwierzyny na polowaniu. Dalej również zamierzał postąpić podobnie, jak w takiej właśnie sytuacji, wyskakując z ziemi prosto w stronę kocura. Jedyną różnicą pozostawało, że teraz jego pazury pozostawały schowane, a celem było jedynie popchnięcie kota w bok i być może, przy udanym ataku przewrócenie go na ziemię.
Jednak i to było za mało, ze zwykłym sparingiem potrafiły sobie poradzić i kociaki. Zresztą, jeśli tym razem nie czuł się lepiej niż przy ostatniej walce z Patykiem, jego własne umiejętności mogły zawodzić. Dlatego jednocześnie zamierzał sprawdzić wiedzę Snu w jeszcze jednej kwestii. - Jaki jest pierwszy punkt Kodeksu? – spytał, w mniej więcej tym samym momencie, w którym powinno nastąpić uderzenie.
Rolling 1d10+2: 5 +2 = 7
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
szczupły, przeciętnego wzrostu o przenikliwych, ciemnoniebieskich oczach; delikatne rysy; śnieżnobiałe futro; długowłosy, ale nie puchaty.
Młodzieniec rozdarty pomiędzy chęcią przypodobania się innym, a znalezieniem własnej ścieżki. Dumny i obrażalski, ale ukrywa to pod przyjazną przykrywką, bo bardzo przejmuje się tym, jak jest postrzegany. Dość przyjemny, kulturalny i niepozbawiony empatii, jeśli wszystko idzie po jego myśli.
Nie siedział całkiem sam nie wiadomo jak długo, ale wystarczająco, by osłabić czujność. Jego łapy pozostawały zmarznięte bez względu na jego starania, więc postanowił zostawić je w spokoju; zamiast tego przylizał sierść na kryzie i odwrócił głowę, by zrobić to samo na grzbiecie.
Zamiast tego dostrzegł, jak coś skacze w jego kierunku. Sen zachłysnął się powietrzem.
Nie miał wiele czasu na reakcję, więc wykorzystał go, jak mógł. Zerwał się z oszronionej trawy i na sztywnych łapach spróbował odskoczyć wstecz, by uchronić się przed pazurami drapieżnika. Pazurami? Teraz, kiedy na niego patrzył, nie wyglądał na uzbrojonego. W zasadzie wcale nie wyglądał jak drapieżnik. I chociaż sedno wypowiedzianych słów nie zostało jeszcze przez niego zarejestrowane, był też niemal pewien, że wie, do kogo należał ten głos.
- Co jest? - syknął, przestraszony. Przez uderzenie serca jedynie wpatrywał się w napastnika okrągłymi oczami, ale kiedy wreszcie rozpoznał w nim mistrza, cały zjeżył się w gniewie. - Co ty wyrabiasz?!
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Terminator najwyraźniej był czujny i miał całkiem szybki refleks, co pokazywało, że mogło z nim nie być całkiem tragicznie. O ile oczywiście będzie wykorzystywał te zdolności w dobrym celu. Skok Skalistego Zbocza okazał się być wymierzony całkiem dobrze, można było mieć wręcz pewność, że trafi, jednak Sennej Łapie udało się odskoczyć idealnie poza jego zasięg, powodując, że wojownik jedynie wylądował na ziemi tuż obok niego. - Pokaż, co potrafisz. – syknął jedynie w jego stronę, samemu rozpoczynając kolejny atak. Tym razem miało być to proste uderzenie łapą, celujące w pysk terminatora. Oczywiście, pazurów dalej nie używał, nie chciał go przecież skrzywdzić. Jedynie pokazać, że przyszedł nareszcie czas na intensywną naukę po wielu księżycach obijania się w lecznicy.
Do swojego wcześniejszego, zignorowanego pytania zamierzał wrócić za chwilę, gdy tylko Senna Łapa zacznie współpracować w pełni w pierwszej części zadania.
Rolling 1d10+2: 1 +2 = 3
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
szczupły, przeciętnego wzrostu o przenikliwych, ciemnoniebieskich oczach; delikatne rysy; śnieżnobiałe futro; długowłosy, ale nie puchaty.
Młodzieniec rozdarty pomiędzy chęcią przypodobania się innym, a znalezieniem własnej ścieżki. Dumny i obrażalski, ale ukrywa to pod przyjazną przykrywką, bo bardzo przejmuje się tym, jak jest postrzegany. Dość przyjemny, kulturalny i niepozbawiony empatii, jeśli wszystko idzie po jego myśli.
Szarpnął zjeżonym ogonem w odpowiedzi na podjudzanie mistrza. Oczywiście wiedział, że trening na wojownika wiąże się, chcąc nie chcąc - w jego przypadku nie chcąc - z nauką walki. Nie sądził jednak, że odbędą ją w takich okolicznościach, i to w pierwszy dzień treningu. Przez uderzenie serca zastanawiał się jeszcze, czy jest szansa, by jakoś się z tego wywinąć.
Nie było. Skalne Zbocze już przygotowywał na niego kolejny atak. Z trudem uchylił się przed następującym ciosem; łapa wojownika trąciła jego wąsy i świsnęła przy jego uchu - czy dawał mu fory? - tym samym dając młodszemu kotu małe okienko okazji na rewanż.
Nie widział siebie w roli kogoś, kto lubuje się w walce... ale skoro tak.
Spróbował naśladować gest mistrza, wycelowując zamachnięcie przednią łapą w jego policzek. On również schował pazury, dotychczas wbite w ziemię. Nie sądził, że byłby w stanie zrobić mu poważną krzywdę nawet, gdyby chciał, ale nie zamierzał podejmować ryzyka.
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Byleby było to tylko pojedyncze zdarzenie, a nie to samo, co działo mu się podczas ostatniego sparingu z Patykiem. Może naprawdę był zbyt zmęczony, zbyt rozkojarzony, żeby walczyć dobrze. Ale dlaczego? Starał się przecież jak mógł, wiedział, że musi być przygotowany na swoją wyprawę jak najlepiej, praktycznie nie myślał o niczym innym i wciąż coś się nie udawało. Czy rzeczywiście został w jakiś sposób przeklęty? Przez moment zastanowił się nad tym chyba zbyt intensywnie, bo Sen zdążył wykorzystać ten moment i uderzyć go łapą w pysk. Przynajmniej w taki sposób przywracając z powrotem swojego mistrza do rzeczywistości.
Skoro tak, naprawdę należało się postarać i zaatakować znowu. Przygotował się do kolejnego skoku, tym razem jednak trochę innym niż ten pierwszy. Zamierzał znaleźć się nad Snem i o ile ten nie zdoła się odsunąć wystarczająco szybko, spaść prosto na niego, całym sobą przygniatając go do ziemi. - Kodeks wojownika. Wiesz coś o nim? – spytał jednocześnie, by na pewno nie zapomnieć poruszonej wcześniej kwestii.
Rolling 1d10+2: 5 +2 = 7
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
szczupły, przeciętnego wzrostu o przenikliwych, ciemnoniebieskich oczach; delikatne rysy; śnieżnobiałe futro; długowłosy, ale nie puchaty.
Młodzieniec rozdarty pomiędzy chęcią przypodobania się innym, a znalezieniem własnej ścieżki. Dumny i obrażalski, ale ukrywa to pod przyjazną przykrywką, bo bardzo przejmuje się tym, jak jest postrzegany. Dość przyjemny, kulturalny i niepozbawiony empatii, jeśli wszystko idzie po jego myśli.
Był niemal zaskoczony, że udało mu się trafić wojownika. Przypływ pewności siebie trochę go ożywił - wcześniej sądził, że Skaliste Zbocze bez trudu rozniesie go na proch, a teraz był w stanie wyobrazić sobie rzeczywistość, w której wychodzi ze starcia zwycięsko. Czy w ogóle potrzebował treningu? Równie dobrze mistrz mógł od razu zrozumieć jego potencjał i wysłać go do Łabędziej Gwiazdy po tytuł wojownika. W końcu...
Słowa kocura wyrwały go z samochwalstwa. Zamrugał, przetwarzając je.
- Ach... Uch... - nie było to trudne pytanie, ale Snu ciężko było zebrać myśli i unikać potencjalnych ciosów jednocześnie. Znał punkty kodeksu, przynajmniej pobieżnie - trudno żyć w klanie przez całe swoje życie, nie znając jego podstawowych zasad - nawet jeżeli matka nigdy nie wpajała mu konieczności przestrzegania ich. - ..."Broń swojego kla-"
Nie zdążył dokończyć; Skaliste Zbocze skoczył w jego stronę i tym razem bez trudu przyszpilił go do ziemi. Sen syknął, upadając na plecy. A więc to tak? Zadawał mu pytania tylko po to, by odwrócić jego uwagę? Nie spodziewał się po kocurze takich sztuczek, ale zgorzkniale przyznał mu, że był całkiem sprytny.
Nie zamierzał pozostawać dłużny. Wybił tylnymi łapami, próbując zrzucić z siebie mistrza kopnięciem.
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Nawet jeśli skok Skalistego Zbocza zadziałał tak, jak powinien, to nie mógł zbyt długo cieszyć sukcesem, bo zaraz został odepchnięty wręcz zaskakująco mocnym kopniakiem Snu. Wystarczyło to, by nie tylko z niego spadł, ale i odsunął się o kilka kroków do tyłu. Teraz terminator miał przynajmniej moment na dokończenie tego, co zaczął wcześniej mówić. Sam początek brzmiał w miarę dobrze, ale na pewno nie był pełnym punktem Kodeksu, więc wyraźnie należałoby go dokończyć, żeby odpowiedzieć odpowiednio swojemu mistrzowi.
Który z kolei teraz nawet nie zamierzał się odzywać, jeśli polecenie wcześniej dotarło i zostanie wykonane, to powinno mu w tym momencie wystarczyć, lepiej było nie przeszkadzać sobie niepotrzebnym gadaniem. Miał tu przecież już kolejny atak do przeprowadzenia. Mógłby znowu pobawić się w skakanie, skoro znalazł się poza zasięgiem zwykłego uderzenia, ale czas było na coś innego. Nie można było przecież zacząć działać całkiem przewidywalnie. Dlatego teraz odsunął się jeszcze o krok, by następnie rzucić się biegiem w stronę Sennej Łapy, zamierzając wpaść na niego z dość dużą szybkością, popychając w tył głównie własnym łbem.
Rolling 1d10+2: 4 +2 = 6
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
szczupły, przeciętnego wzrostu o przenikliwych, ciemnoniebieskich oczach; delikatne rysy; śnieżnobiałe futro; długowłosy, ale nie puchaty.
Młodzieniec rozdarty pomiędzy chęcią przypodobania się innym, a znalezieniem własnej ścieżki. Dumny i obrażalski, ale ukrywa to pod przyjazną przykrywką, bo bardzo przejmuje się tym, jak jest postrzegany. Dość przyjemny, kulturalny i niepozbawiony empatii, jeśli wszystko idzie po jego myśli.
Kiedy tylko przyszpilający go ciężar znikł, szybko odwrócił się na brzuch i ukucnął nisko na łapach. Udało mu się odepchnąć przeciwnika, ale nie bez szwanku - ze zmarszczeniem nosa dostrzegł, że jego grzbiet jest teraz cały umorusany liśćmi i kurzem. Prychnął cicho, niezadowolony.
- ..."Broń swojego klanu" - dokończył cytat, otrzepując się pobieżnie i wstając. - Możesz mieć przyjaciół poza nim, ale twój klan jest od nich ważniejszy. Tak?
Przyglądał się mistrzowi uważnie, szykując się na kolejny atak. Zamiast tego dostrzegł, jak ten cofa się o krok. Przez chwilę miał nadzieję, że oznacza to koniec tej całej szarady i przejście do suchego cytowania formułek, a tym samym moment na doprowadzenie ubrudzonej sierści do porządku.
Nic z tych rzeczy - Skaliste Zbocze cofnął się tylko po to, by nabrać rozbiegu na stratowanie go. Zbity z tropu nie miał czasu na planowanie wyszukanego planu działania. Spróbował uskoczyć na bok, by uniknąć zderzenia z czołem wojownika.
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
I tym razem Sen odsunął się wręcz idealnie, by okazało się to wystarczającym unikiem przed atakiem Skalistego Zbocza. Dlatego wojownik musiał ograniczyć się do gwałtownego hamowania, by zatrzymać się obok swojego ucznia, a nie przebiec jedynie obok niego gdzieś na drugi koniec Kociego Grzbietu.
Musiał przecież dokładnie usłyszeć jego odpowiedź, która okazała się być po części poprawna, jednak nie w pełni zadowalająca. By zostać wojownikiem nie wystarczało znać ogólny sens zasad, potrzebne było również ich konkretne brzmienie. Dlatego nadszedł czas, w którym powinien nauczyć się i tego. - Broń swego Klanu, nawet kosztem własnego życia. Możesz zawierać przyjaźnie poza Klanem, ale twoja lojalność musi pozostać przy własnym Klanie, kiedy pewnego dnia przyjdzie ci walczyć z przyjacielem. – wyrecytował dość szybko, tak, by zdążyć to zrobić przed swoim kolejnym atakiem. Teraz, gdy znajdował się dość blisko swojego terminatora, zdecydował się na proste uderzenie jedną ze swoich przednich łap. Tym razem skierowane w stronę gardła Sennej Łapy, był to przecież jeden z punktów wymienionych jako te, w które ataki mogą okazać się szczególnie niebezpieczne, więc warto było sprawdzić, czy kocur chroni swoje gardło wystarczająco. - Co dalej? – dodał po próbie uderzenia, Kodeks przecież nie kończył się na pierwszym punkcie.
Rolling 1d10+2: 10 +2 = 12
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
szczupły, przeciętnego wzrostu o przenikliwych, ciemnoniebieskich oczach; delikatne rysy; śnieżnobiałe futro; długowłosy, ale nie puchaty.
Młodzieniec rozdarty pomiędzy chęcią przypodobania się innym, a znalezieniem własnej ścieżki. Dumny i obrażalski, ale ukrywa to pod przyjazną przykrywką, bo bardzo przejmuje się tym, jak jest postrzegany. Dość przyjemny, kulturalny i niepozbawiony empatii, jeśli wszystko idzie po jego myśli.
Udało mu się uniknąć stratowania, ale zaraz po odskoku poczuł, że zaczyna doskwierać mu zmęczenie. Nie był pewien, jak długo jeszcze podoła temu fizyczno-dydaktycznemu ćwiczeniu, więc miał jedynie nadzieję, że mistrz za niedługo znudzi się okładaniem go i przejdą do bardziej obyczajnej części treningu.
Delikatnie położył uszy po sobie, gdy został poprawiony. To jedno, że musiał zdawać z wiedzy z kodeksu, jednocześnie unikając ciosów - teraz jeszcze miał recytować go słowo w słowo? Czy to, że powtórzył podpunkt własnymi słowami nie było dowodem na to, że dobrze go rozumiał? Skomentował słowa wujka jedynie niezobowiązującym mhm, by czasem przez przypadek nie palnąć czegoś odrobinę bardziej szczerego przy szerszym otworzeniu pyska. Nie chciał iść z nim na ścieżkę wojenną, naprawdę - i musiał przyznać, że był całkiem pod wrażeniem jego poświęceniu kodeksowi, skoro był w stanie powtórzyć go bez potknięcia i jednocześnie wymierzać cios za ciosem - ale jego wymagania wydały się terminatorowi nieco... nierealistyczne. Czy próbował go w ten sposób ukarać za to, że nie przychodził na trening?
Chyba, że...
...chyba, że była to jedynie kolejna próba odwrócenia jego uwagi. Myśl naszła go w tym samym momencie, w którym Skaliste Zbocze przymierzył się do ataku; Sen już się go spodziewał, ale to czego nie mógł się spodziewać to prędkość i siła, z jaką nadszedł. Spróbował usunąć się w tył, by przynajmniej zminimalizować impakt uderzenia w gardło.
Może przynajmniej wbije mu to do głowy wymagany przez mistrza drugi punkt kodeksu którego, przynajmniej przez aktualną okoliczność, nie mógł sobie przypomnieć.
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Wydawało się, że trafi wręcz idealnie, że całe wybrane przez niego za cel miejsce, było odsłonięte i gotowe, by uderzyć w nie łapą, a jednak i tym razem Sen zdołał odsunąć się na wręcz uderzenie serca przed tym, gdy to nastąpiło. Łapa wojownika ostatecznie przeleciała więc jedynie przy szyi terminatora, wcale go nie dotykając. Trzeba było przyznać, że uniki wychodziły mu bardzo dobrze. Byleby pokazał jeszcze w swoim działaniu więcej własnych ataków, jedynie uciekając można było zmęczyć przeciwnika, ale nie całkowicie go pokonać. - Drugi punkt to: Nie poluj i nie wstępuj na teren innego Klanu. – Sam wypowiedział kolejny z punktów Kodeksu, skoro najwyraźniej Senna Łapa nie zamierzał tego zrobić. Była to jedna z prostszych zasad, której zrozumienie nie powinno zająć nikomu zbyt wiele czasu, a więc i on nie dał momentu nad zastanowienie się nad nią, nim wykonał swój kolejny ruch.
Ostatnim razem atakował jego przód, więc teraz należało podejść do tego od zupełnie innej strony, by sprawdzić dalej, jak poradzi sobie z czymś innym. Skaliste Zbocze postarał się skończyć w stronę ogona swojego ucznia, by teraz przytrzasnąć właśnie jego końcówkę łapami do ziemi. Czy i tego Sen mógł się spodziewać i zareagować wystarczająco szybko?
Rolling 1d10+2: 10 +2 = 12
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
szczupły, przeciętnego wzrostu o przenikliwych, ciemnoniebieskich oczach; delikatne rysy; śnieżnobiałe futro; długowłosy, ale nie puchaty.
Młodzieniec rozdarty pomiędzy chęcią przypodobania się innym, a znalezieniem własnej ścieżki. Dumny i obrażalski, ale ukrywa to pod przyjazną przykrywką, bo bardzo przejmuje się tym, jak jest postrzegany. Dość przyjemny, kulturalny i niepozbawiony empatii, jeśli wszystko idzie po jego myśli.
Sięgnął łapą do swojego gardła, jak gdyby sam był zdziwiony, że pozostało w jednym kawałku. Nie miał wątpliwości, że uderzenie - nawet bez groźby pazurów - mogło pozostawić po sobie znaczącą krzywdę. Czy Skaliste Zbocze chciał go czegoś w ten sposób nauczyć? A może pod pretekstem treningu zamierzał jedynie wysłać go z powrotem do Królikarni, by mieć go z głowy? Sen postanowił wyciągnąć z tego nauczkę, tak czy inaczej.
Otrzepał się z kurzu, który wzbił, kiedy jego wcześniejszy unik wysłał go na niepokryty trawą fragment ziemi. Skoro nie zwijał się teraz z bólu, miał okazję zastanowić się nad pytaniem mistrza, ale drugi punkt kodeksu - krótki i dość oczywisty - uparcie omijał jego pamięć. Coś o starszyźnie i jedzeniu? Nie, nie, to chyba trzeci...
Nie musiał zastanawiać się długo, bowiem mistrz wyręczył go w myśleniu.
- Wiem to. Nie dałeś mi się skupić! - oskarżył, chociaż osąd Skały był jak najbardziej prawdziwy. Wypuścił powietrze, postanawiając skorzystać z tego, że pamiętał następny podpunkt. Podejrzewał już, jaki plan dydaktyczny przewidział dla niego kocur; może im prędzej uporają się z kodeksem, tym szybciej skończą się okładać. - Kolejny punkt to...
Wojownik przypuścił kolejny atak, a Sen, już bogatszy o nowe wnioski, odsunął od niego przód ciała, chcąc uchronić gardło i pysk. Najwyraźniej jednak dokładnie tego chciał Skaliste Zbocze, który z piorunującą szybkością złapał biały ogon i przyszpilił go do ziemi. Terminator zjeżył się. Co teraz?
Sypka ziemia zazgrzytała pod jego pazurami. Sen zamrugał, olśniony.
Gwałtownie przejechał jedną z łap po ziemi, by wzbić w pysk mistrza tuman kurzu, i natychmiast poprawił gest kopnięciem wymierzonym w jego klatkę piersiową. Nawet, jeśli cios w tył nie trafi, może przynajmniej piach w oczach zdezorientuje przeciwnika na tyle, by mógł się wyswobodzić.
I złapać oddech, by dokończyć zaczęte zdanie.
- ..."Starszyzna i kocięta są karmieni przed terminatorami i wojownikami". Trzeci punkt. - czy jakoś tak. Mało istotny punkt w klanie, w którym nigdy nie brakowało zdobyczy.
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Skoro nie chciał większej ilości podpowiedzi, nie miał ich już dostać. Przez pysk Skały przeszedł jedynie przez moment jakiś trudny do interpretacji grymas, a z pyska nie padły żadne słowa odpowiedzi. Jednak po poprawnym wymienieniu trzeciego z punktów Kodeksu, skinął głową, co pozostawało na ten moment jego jedyną, niezwiązaną z walką akcją.
Musiał być gotowy na to, co mogło nadejść, a oślepienia go ziemią szczerze mówiąc się nie spodziewał. Dobry ruch ze strony Sennej Łapy, wystarczający by zdezorientować wojownika na moment… Ale najwyraźniej nie na tyle, by wystarczyło do uwolnienia ogona całkowicie, przynajmniej nie w połączeniu z dość słabym kopnięciem. Ważne jednak, że mistrz zanotował sobie w głowie całkiem odpowiedni pomysł swojego terminatora i zluzował ucisk na jego ogonie chociaż trochę. Chociaż no drugie zaraz nie miało być już problemem, wraz z kolejnym atakiem Skalistego Zbocza.
Jak na razie Sennej Łapie szło całkiem nieźle, być może wystarczająco, żeby zaraz uznać, że tego sparingu już wystarczy. Okazje na inne jeszcze się znajdą (przyjmując oczywiście, że nadchodząca wyprawa uda się dobrze i będzie mógł wrócić do szkolenia swoich uczniów), ale ważniejsze stawało się w tym momencie dokończenie Kodeksu, niż ciągłe rzucanie się na siebie.
Jednak zanim przyjdzie na to moment, należało wykonać chociaż ostatnią próbę. Jeszcze jeden skok, całkiem podobny do tego, od którego cała ta potyczka się rozpoczęła. Tym razem również chodziło o to, by popchnąć go i spróbować przewrócić na ziemię, jednak czy i tym razem terminatorowi miało udać się tego uniknąć?
Rolling 1d10+2: 9 +2 = 11
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be