Oh Gwiezdni.
Tak jak się umówili, tak też zrobili.
Dwa wschody księżyca po Ceremonii, z samego rana Królicze Serce czuwał już przy wyjściu z obozu, cierpliwie czekając na Mamroczącą Łapę. Miał już dość dobry plan, jak zabrać się za ten Trening, jednak zanim go zaczną, była pewna... Sprawa, którą musiał z kotką przedyskutować. Nic mega okropnego, na całe szczęście, ale Królik zdążył już się zagotować ze strachu gdy tylko usłyszał, że jego Terminatorka ni stąd ni zowąd zdążyła już samotnie się wybrać poza Obóz. No cóż... Rozumiał, jakim ciekawskim jajem musiała być kotka, w sumie to jeszcze na nic się poza Treningiem nie umawiali, więc nie był na nią aż tak zły. Co nie znaczy, że się strasznie nie martwił.
krótkie, czarne, szorstkie futro - zielone oczy (w słońcu wydają się jaskrawożółte) - długie ciało, łapy, ogon - nieco niższa niż wichrowa średnia - biała plamka na piersi - różowa kokarda na piersi
cicha, wycofana, dobry słuchacz, nie da sobie w kasze dmuchac, cierpliwa, samotnik
xxxxWstałam dużo wcześniej niż wstawałam zwykle, ale nie chciałam się spóźnić. Doprowadziłam swoje futerko do względnego porządku, aż nie wypełzłam z swojej jaskini z tyłu drzewa starszyzny, w której zdążyłam się już zadomowić. Znów spałam tam, zamiast w Ciepłych Skałkach, ale legowiska terminatorów... och, naprawdę miałam z nimi jakiś problem. Nie potrafiłam tam położyć się bez spięcia mięśni, a mimo wszystko chciałam wypoczywać, więc na razie unikałam tam spędzania nocy, a próbowałam się przyzwyczajać drzemkami... może to coś da! xxxx- Dzień dobry - powiedziałam cicho, gdy zobaczyłam Królicze Serce przy wyjściu z obozu.
Rozglądał się w spokoju po obozie, witając cicho członków klanów, jednak po chwili jego uwaga skupiła się na nadchodzącej w jego stronę Strumyk. Oh, była szybciej, niż myślał, ale to nie problem. Najbardziej zdziwił go raczej fakt, że wyłoniła się zza Skręconego Pnia, ale nie zamierzał na to zwracać uwagi. Może kotka wolała tam spędzać czas... W pełni to rozumiał, on sam dużą część swojego wolnego czasu spędzał na rozmawianiu ze starszyzną.
Uśmiechnął się delikatnie w stronę Terminatorki. - Dzień dobry... Mamrocząca Łapo - Również się z nią przywitał, na moment odwracając wzrok. - Mamrocząca Łapo? Czy może wolisz Strumyk, albo jakoś inaczej...? - Dopytał się dla pewności. Chciał, aby Trening był przyjemny dla obojga, wolał mieć z nią raczej pozytywne stosunki. - Mnie możesz nazywać jak chcesz, Królicze Serce, Króliczek... Jak ci wygodniej. - Dodał po chwili, a następnie wstał i skierował się w stronę Wyjących Wzgórz, krótkim ruchem ogona zachęcając kotkę, aby za nim podążyła.
- Na początku zaprowadzę cię na Wyjące Wzgórza... Um, będziemy się tam spotykać, to miejsce Treningowe. Jak poznasz drogę, będziemy tam zaczynać treningi... Zamiast przed wyjściem z Obozu. - Wytłumaczył jej, po czym zdecydował się poruszyć w końcu temat wychodzenia z Obozu. - Ah... I na przyszłość... Proszę, nie wychodź z obozu w pojedynkę... A przynajmniej dopóki nie znasz- um, zasad walki.
Dobra, chyba nie jest jak na razie źle.
krótkie, czarne, szorstkie futro - zielone oczy (w słońcu wydają się jaskrawożółte) - długie ciało, łapy, ogon - nieco niższa niż wichrowa średnia - biała plamka na piersi - różowa kokarda na piersi
cicha, wycofana, dobry słuchacz, nie da sobie w kasze dmuchac, cierpliwa, samotnik
xxxx- Mamrot. Mamrotka. Tak wolę, w porządku? - odpowiedziałam. Miło mi się zrobiło, że w ogóle zapytał, bo faktycznie w moim przypadku miałam jakieś tam swoje preferencje. Strumyk mi się po prostu nie podobało, Mamrocząca Łapa była okej, ale w skrócie chyba czułam się najlepiej. Tak ostatnio sobie odkryłam. xxxxPokiwałam głową, gdy wytłumaczył mi czym były Wyjące Wzgórza. Musiałam zapamiętać sobie nazwy, by potem mieć orientacje w terenie, to było dla mnie ważne. Mimo wszystko w przyszłości chciałam wiedzieć gdzie jestem. Na jego kolejne słowa za to uniosłam brwi, bo nie spodziewałam się, że do Króliczego Serca już doszły słuchy o tym, że wyszłam. Chyba serio każdy mój krok był obserwowany... ciekawa byłam o którym mówił, choć obstawiam, że o tym, gdy znalazłam się na granicy z cieniem. Wtedy w końcu wyszłam sama, a wcześniej był przy mnie Mchowa Łapa. Plotki szybko się rozchodza. - Okej. Nie wiedziałam, że nie mogę - no, może trochę nagięłam rzeczywistość, bo wykorzystałam fakt, że nikt mi nie powiedział o tej zasadzie, więc uznałam, że mogę i tyle. xxxx- Ale... czy w takim razie możemy zacząć od tych zasad? Nie ukrywam, że bardzo zależy mi na, no wiesz, spacerach. Poza obozem. Choćby krótkich!
Przytaknął łbem na słowa Terminatorki.
- Nie ma problemu - Miauknął, wyraźnie bardziej rozluźniony. Czuł się trochę lepiej z myślą, że może dadzą radę się dogadać. Kotka nie sprawiała wrażenia buntowniczki czy jakiegoś dzikusa, za co szczerze był wdzięczny, bo z takim Terminatorem chyba w ogóle by sobie nie poradził.
Po pokazaniu kotce Wyjących Wzgórz i daniu jej chwilki na zapoznanie się z miejscem, zaczął kierować ją przez Falujące Wrzosy. Machnął uchem na propozycję Terminatorki, spoglądając w stronę terenów przed nimi. - Dobrze, to zaczniemy od kodeksu... Powiedz mi tylko jeszcze, miałaś może nauki? Albo czy wiesz już cokolwiek...? - Spytał. Jeśli nic nie wiedziała... Cóż, przecież się nie będzie gniewał, od tego był Trening, aby ją wszystkiego nauczyć, nie... Odchrząknął cicho, a następnie zabrał się w końcu za ten kodeks. - Zacznijmy więc, słuchaj uważnie. Pierwsza zasada brzmi: "Broń swego Klanu, nawet kosztem własnego życia. Możesz zawierać przyjaźnie poza Klanem, ale twoja lojalność musi pozostać przy własnym Klanie, kiedy pewnego dnia przyjdzie ci walczyć z przyjacielem." - Skończył recytować, biorąc po cichu głęboki oddech i spoglądając z ukosa na Terminatorkę. - Druga to: "Nie poluj i nie wstępuj na teren innego Klanu."... Pokażę ci dzisiaj granice, żebyś przypadkiem nie popełniła tego błędu... Znaczy, zapachy na granicach są raczej intensywne, ciężko by było się przypadkiem pomylić.
krótkie, czarne, szorstkie futro - zielone oczy (w słońcu wydają się jaskrawożółte) - długie ciało, łapy, ogon - nieco niższa niż wichrowa średnia - biała plamka na piersi - różowa kokarda na piersi
cicha, wycofana, dobry słuchacz, nie da sobie w kasze dmuchac, cierpliwa, samotnik
xxxx- Nie miałam nauk. Chorowałam do niedawna - odparłam krótko na jego pytanie, wzruszając ramionami. Zostałam wypuszczona z lecznicy kilka dni przed ceremonią, a byłam tam od niemalże pierwszych dni mojego życia, nie miałam gdzie zdobyć potrzebnej wiedzy. - Znam obowiązki terminatora - dodałam jeszcze, bo może to ważne, a faktycznie zdążyłam dowiedzieć się od Rysiej Łapy co wchodzi w zakres moich obowiązków. xxxxZmarszczyłam nos trochę zdezorientowana, gdy doszło do mojej głowy, że kocur powiedział "zaczniemy od kodeksu" zaraz po tym, gdy machnął uchem na moją prośbę. Nie byłam typem buntowniczy, nie lubiłam się kłócić i byłam raczej bezkonfliktowa, ale jednocześnie nie lubiłam, gdy nie szanowało się mojego zdania i stawiało to swoje nad tym moim. Mogliśmy rozmawiać spokojnie, jeżeli będziemy siebie traktować równo. - Królicze Serce, nie traktuj mnie tak - poprosiłam. W moim głosie nie było żadnych wyrzutów, ale widać było, że coś ewidentnie mi się nie spodobało. - Trening jest... dla mnie, prawda? To ja się z niego uczę. Ty swój skończyłeś, ten mój nie jest ci do niczego potrzebny. Za to mi jest potrzebny bardzo - wdech. - Czemu mnie zlewasz, jak coś mówię? Jeśli nie podoba ci się mój pomysł, to chociaż to powiedz, bo tak, to zmieszałeś moją opinię z błotem, rozumiesz? To może... może kompromis? Powiesz mi zasady walki, tylko teorię, a potem pójdziemy na granice i opowiesz o kodeksie. Praktykę walki zostawimy na inny czas, który wybierzesz już ty - zaproponowałam. Miałam nadzieję, że tym razem wojownik zrozumie, że moja opinia też powinna być ważna.
Przytaknął łbem. No dobra, obowiązki terminatora to już jakiś start. On na swoich naukach mało co przerobił i tak, jeśli cokolwiek w ogóle. Ale przecież od tego tu był, żeby wszystko jej wytłumaczyć.
Jego ogon drgnął niespokojnie, gdy kotka znowu się odezwała. - Słucham...? - Spytał zdezorientowany, czując jak serce mu zaczyna szybciej bić z paniki. Gwiezdni, co zrobił? Czy powiedział coś nie tak? Czyżby w jakiś sposób zranił Terminatorkę swoimi słowami? Którymi? Wbił wzrok w kotkę, oczekując w milczeniu na jej wyjaśnienie. I gdy ono padło... Cóż, Królicze Serce wziął głęboki oddech, aby spróbować się uspokoić. - Oh... U-um... Rozumiem... Przepraszam cię najmocniej... - Miauknął cicho w stronę Terminatorki. - Źle zrozumiałem... I ubrałem to w słowa... W walce jednak najważniejsza jest praktyka... - Odwrócił wzrok w panice. Gwiezdni, pomóżcie... - Wiesz co... Zrobimy tak... Co byś chciała dzisiaj przerobić? - Zapytał, gdy zbliżali się do Czterech Dębów.
krótkie, czarne, szorstkie futro - zielone oczy (w słońcu wydają się jaskrawożółte) - długie ciało, łapy, ogon - nieco niższa niż wichrowa średnia - biała plamka na piersi - różowa kokarda na piersi
cicha, wycofana, dobry słuchacz, nie da sobie w kasze dmuchac, cierpliwa, samotnik
xxxxSpojrzałam na niego, będąc gotowa wejść w dyskusję, jeśli chciał zaoponować. Jednak ten momentalnie się skulił, wyczułam bijącą panikę z jego strony, stres... cholera. Momentalnie zrozumiałam, że potraktowałam go za ostro. Zapomniałam, że nie wszystkie koty uważają się za najlepsze na świecie i nie słuchają innych, błędnie uznałam, że Królicze Serce jest jednym z nich. Najwyraźniej wcale nie chciał mi robić pod górkę, po prostu się nie zrozumieliśmy, a ja bezpodstawnie na niego naskoczyłam. xxxx- Jejku, przepraszam - powiedziałam od razu, a w moich oczach momentalnie błysło poczucie winy. Nie chciałam go zranić ani wystraszyć, absolutnie! - Przepraszam, nie chciałam tego powiedzieć... tak. Po prostu... możemy słuchać siebie nawzajem? Żeby i twoja opinia, i moja była ważna, dobrze? - zapytałam już delikatnie i posłałam mu delikatny, nieco przepraszający uśmiech. Miałam nadzieję, że nie będzie mieć mi tego za złe, naprawdę nie chciałam, by nasze spotkania przebiegały w spiętej atmosferze. - Może... Wiesz, przejdziemy się po terenach, a w międzyczasie opowiesz mi o teorii walki, o! A następnym razem będziemy mogli zrobić kodeks, tak, jak ty chcesz. Okej?
Gwiezdni... Oboje okropnie się w tym momencie pomylili. Machnął ogonem z frustracji na całą sytuację, zły na samego siebie za to, do czego doprowadził. Świetnie, ledwo zaczęli, a już zaliczyli jakieś nieporozumienie. Ciekawe ile takich jeszcze się pojawi...
- N-nie, nie przepraszaj. - Od razu odpowiedział na słowa kotki, kręcąc łbem. - To ja powinienem był... Pomyliłem się. - Czuł, że z każdym słowem tylko robi większe zamieszanie, więc wziął kolejny głęboki oddech, a następnie odwrócił głowę w stronę Terminatorki.
- Dobrze, w takim razie pokażę ci granice... A... A przy tym podam zasady walki. - Przystał na propozycję kotki, powtarzając po niej co nieco.
Odchrząknął cicho, aby brzmieć wyraźniej. - Dobra... Więc... P-podczas walki dobrze jest znać swoje mocne i słabe strony... I trzeba umieć z nich korzystać. - Mówił powoli, sam słuchając własnych słów aby się upewnić, czy to co mówi jest logiczne. On sam mało co przerobił walki na własnym treningu, ale to nie znaczy, że nic nie wiedział. - Mniejsi są z reguły szybsi i bardziej zwinniejsi od większych, natomiast ci zadają mocniejsze ciosy. Jeśli nie jesteś najsilniejsza- Um, mówię teraz hipotetycznie, dla przykładu - Dodał szybko, żeby Mamrotka nie poczuła się w żaden sposób urażona. Nie znał jej siły, może była silniejsza niż mu się wydawało. - To twoje ataki nie będą jakoś mega skuteczne. Uh... Musisz znać swoje możliwości. Dobrze jest też wykorzystywać otoczenie- - Przerwał, gdy dotarli w okolice Czterech Dębów, Królicze Serce zatrzymał się, wskazując nosem na drzewa.
- Jesteśmy przy granicy z Czterema Dębami... Jest to miejsce zgromadzeń, samo serce naszego lasu. Znajduje się pomiędzy wszystkimi klanami, zapoznaj się z okolicą, jeśli masz na to ochotę, a potem ruszymy dalej z teorią. - Mruknął.
krótkie, czarne, szorstkie futro - zielone oczy (w słońcu wydają się jaskrawożółte) - długie ciało, łapy, ogon - nieco niższa niż wichrowa średnia - biała plamka na piersi - różowa kokarda na piersi
cicha, wycofana, dobry słuchacz, nie da sobie w kasze dmuchac, cierpliwa, samotnik
xxxxPosłałam mu delikatny uśmiech. Nie chciałam, żeby stresował się przeze mnie, nie chciałam w ogóle stawiać go w takiej sytuacji. Byłam jego pierwszym terminatorem, to jasne, że się stresował. Na pewno chciał zrobić wszystko jak najlepiej. Mi też na tym zależało, może dlatego się nie dogadaliśmy na samym starcie. xxxxPokiwałam głową. - Miałam sparing z Kurkową Łapą. Wiedziałam, że jest ode mnie masywniejsza, więc raczej stawiałam na uniki. Byłam zwinniejsza od niej - pochwaliłam się. To, że raczej będę stawiać na zwinność było raczej oczywiste, to znaczy... no, całkiem logiczne. Sama do tego doszłam, nie potrzebowałam do tego zasad walki, ale skoro i tak się o tym wspominało, to dobrze. To akurat była wiedza, którą warto było posiadać. xxxx- Ślicznie - odparłam, gdy dotarliśmy do 'serca lasu'. Dęby wydawały mi się naprawdę... zwykłe, nie zmieniało to faktu, że były masywne. Prezentowały mi się, mimo wszystko, całkiem nieźle. Pozwoliłam sobie na krótki spacer, a potem wróciłam do Króliczego Serca. - Każde z tych drzew reprezentuje klan? Wicher, Grom, Cień i Rzekę?
Na szczęście Terminatorka nie drążyła dalej tego tematu, co buras przyjął z wielką ulgą i pozwolił sobie trochę się rozluźnić. Musiał się teraz tylko pilnowa żeby znowu takiej gafy nie strzelić.
- O, świetnie - Odparł bez większego zastanowienia, aby potem kaszlnąć lekko i rozwinąć swoje słowa. - Um- To w takim razie skoro już o sparingach mowa... Zakładam że już to wiesz, ale lepiej wspomnieć- Na sparingach należy uważać i nie używać pazurów ani zbyt mocno... No, gryźć. - Wyjaśnił.
Na pytanie kotki, zamyślił się przez chwilę, odwracając łeb w stronę drzew. Drzewa reprezentujące klany...? Oh Gwiezdni, nigdy nie poruszyli z Jaśniejącym Płomieniem tego tematu... - Um... Dobre pytanie... Może i tak jest, sam jednak tego nie wiem, wybacz. - Odpowiedział, zastanawiając się jeszcze chwilę nad tą teorią. - Dobra, to... Teraz przejdziemy się po granicach z Klanem Gromu
Pokierował Terminatorkę w stronę Borsuczej Nory, a następnie ponownie się odezwał. - Wracając do walki... Ah, tak, otoczenie. W walce możesz zdobyć przewagę na różne sposoby, dobrze jest przy tym wykorzystywać otoczenie. Możesz na przykład używać piachu, aby oślepić przeciwnika... Choćby na jakiś czas. Albo błota, ogółem ziemi... - Wytłumaczył jej. - Masz jakieś inne pomysły, jak można wykorzystać otoczenie...?
krótkie, czarne, szorstkie futro - zielone oczy (w słońcu wydają się jaskrawożółte) - długie ciało, łapy, ogon - nieco niższa niż wichrowa średnia - biała plamka na piersi - różowa kokarda na piersi
cicha, wycofana, dobry słuchacz, nie da sobie w kasze dmuchac, cierpliwa, samotnik
xxxx- Och, tak, wiem! Nie zrobiłabym krzywdy w sparingu z koleżanką, co innego, gdyby to był przeciwnik... - odpowiedziałam i zastanowiłam się chwilę. Mój wzrok zatrzymał się na krzewach dookoła, w mojej głowie już były wizję tego, że zaraz za nimi czyha niebezpieczeństwo... - Walczyłeś kiedyś, Królicze Serce? Jak to jest? Atakować przeciwnika? - zapytałam. Byłam tego bardzo ciekawa, pomimo, że przerażała mnie wizja napotkania czegoś, co mogło mnie naprawdę boleśnie zranić. Jeżeli jednak miałabym szansę z napastnikiem, walczyłabym o mój klan, nie uciekałabym... nawet, jeśli strach przeszywałby mnie na wylot. xxxxPokiwałam głową. Nie winiłam go za to, że czegoś nie wiedział, zwłaszcza, że moje pytania były... czasami aż zbyt dociekliwe. Niemniej miałam nadzieję, że jednak ten miał jakąś wiedze, nawet, jeśli niedawno skończył trening. Naprawdę zależało mi na tym, by czegoś się nauczyć! xxxx- Teraz... jest szron w niektórych miejscach. Może wprowadzenie przeciwnika na śliski teren sprawi, że łatwiej będzie mu spudłować? - nie wyobrażałam sobie trafić ataku, kiedy jednocześnie moje łapy jeździły na szronie.
No tak, co innego przeciwnik, to oczywiste. Królicze Serce cieszył się na słowa Mamrotki, dobrze, że była tego świadoma.
Odchylił uszy do tyłu na pytanie Terminatorki, zastanawiając się przez krótką chwilę. - Hm... Niespecjalnie - Odparł, zgodnie z prawdą. A przynajmniej miał taką nadzieję, bo kto poza nim będzie pamiętał, czy zdarzała mu się taka okazja? - Brałem udział w paru sparingach rzecz jasna... A poza nimi... Nie - Wytłumaczył z większymi szczegółami. Teoretycznie próbował, będąc jeszcze w zamknięciu przez te parę księżyców w gnieździe dwunogów, ale... Jego próby były marne w skutkach, wolał nawet nie wracać myślami do tamtego okresu.
- Ah, właśnie. Granica z Klanem Gromu... Powiedz, wiesz może kto pełni w nim rolę Przywódcy, Zastępcy i Medyka? - Zapytał, skoro już nadarzyła się okazja. Zaraz oczywiściej miał w planach wracać do tematu walki.
- Szron... Jest to jakiś pomysł, myślę, że powinno to się udać. - Przytaknął łbem. - Pamiętaj jednak, że wtedy musisz sama... Um... Unikać śliskich miejsc. Może to być trudne w praktyce, ale w teorii nie jest to zły plan. - Dodał po chwili. Zastanawiał się przez moment, co dalej powiedzieć podopiecznej. Uczenie jest jeszcze trudniejsze niż myślał... - Co byś zrobiła... Widząc na naszych terenach kota spoza klanu? Z innego klanu, samotnika, pieszczocha... Jakiegoś obcego kota, nienależącego do naszego klanu.
krótkie, czarne, szorstkie futro - zielone oczy (w słońcu wydają się jaskrawożółte) - długie ciało, łapy, ogon - nieco niższa niż wichrowa średnia - biała plamka na piersi - różowa kokarda na piersi
cicha, wycofana, dobry słuchacz, nie da sobie w kasze dmuchac, cierpliwa, samotnik
xxxxPokiwałam głową. Cieszyłam się, że kocur po drodze nie spotkał się z niedogodnościami, w przeciwnym razie była szansa, że teraz nie bylibyśmy tutaj razem. W oczy rzucił mi się jednak jeden szczegół i chwilę zastanawiałam się, czy mogę zapytać. Nie chciałam być wścibska, choć z drugiej strony, kto pyta nie błądzi... prawda? - A blizna na twoim uchu? O ile mogę zapytać. Jeśli nie, nie odpowiadaj - dodałam więc szybko po swoim pytaniu. Nie chciałam, żeby poczuł się niekomfortowo, może pamiątka na uchu wiązała się z bolesnymi wspomnieniami. xxxxPokręciłam tylko głową. - Nie wiem - odparłam szczerze, bo wcześniej nie odbyłam żadnych nauk, a niestety imiona kadry gromowej go nie było coś, co mogłam wywnioskować dzięki logicznym myśleniu. To trzeba było po prostu wiedzieć. xxxx- Ja... To zależy. Najpierw musiałabym wybadać jego nastawienie, jeśli byłby agresywny, to oczywiście bym się broniła. Ale jeśli nie, to powiedziałabym grzecznie, że nie powinno go tutaj być i musi opuścić tereny. I odprowadziłabym go do granicy, by mieć pewność, że sobie poszedł. A jeśli stawiałby opór... to chyba wtoczyłabym się w walkę.
Ah, no tak. Blizna. Po tych paru księżycach zdążyła się już w miarę zagoić i nie rzucała się już aż tak w oczy, jednak wciąż... Mogło to kotkę wprowadzić w błąd. Jego lewe ucho drgnęło delikatnie zanim odpowiedział. - Cóż... Um... - Odkaszlnął lekko, aby lepiej go było słychać. - To taka... Pamiątka... Parę ostatnich księżyców... Spędziłem poza Klanem. - Wyjaśnił, nie chcąc wchodzić zbytnio w szczegóły. Z resztą i tak nie musiał jakoś opisywać całego zdarzenia. - To sprawka dwunogów.
Nie wiedziała. Zareagował na tą informację delikatnym skinięciem łba, aby następnie wytłumaczyć kotce po krótce. - Wężowa Gwiazda i Dymiący Staw. To kolejno Przywódca i Zastępca - Ostatnią część dodał po krótkiej chwili, żeby nie było żadnych niedopowiedzeń, Mamrotka była w stanie dodać dwa do dwóch, ale wolał, żeby wszystko było jasne. - Klan Gromu ma właściwie dwóch Medyków, są to Truskawkowy Gąszcz i Gwiezdny Nurt - I z tą informacją minęli Borsuczą Norę, o czym poinformował na szybko Terminatorkę.
- Tak... To dobre podejście. - Mruknął zadowolony, spoglądając kątem oka na córę Jodłowej Gałązki. Nie widział chyba nic, co wymagało poprawienia w jej słowach, więc postanowił wrócić do tematu walki... - Dobra... Czy znasz najbardziej czułe miejsca na naszym ciele? Takie, które warto atakować, aby zadać najwięcej obrażeń, mam na myśli