Logo Artemidy
Wyprawa Psiego Serca
#16
Kwestia szczęścia. Jeśli mieliby opierać i powierzyć powodzenie swej wyprawy wyłącznie szczęściu, to... nie zaszliby nazbyt daleko. To bowiem, jak na złość, nieszczególnie im dotąd dopisywało. Psie Serce nie wierzył jednak w szczęście - wolał myśleć, iż to od nich w pełni zależał wynik ich wędrówki - od ichniejszej rozwagi, uważności, wytrwałości. Dlatego też na słowa Bagiennej Łapy zareagował milczeniem - i nieco skwaszonym wyrazem ponurego pyska.
- Z pewnością, nic przyjemnego... - mruknął jedynie - W razie niebezpieczeństwa sama doskonale wiesz, jak się zachować. Liczę jednak, iż nie zajdzie taka potrzeba.
Choć w relacjach poskąpiono mu wyrozumiałości, syn Polnego Chwastu był kotem cierpliwym. Posłusznie odczekiwał odpowiedniej chwili, uważnie przyglądając się pełnej ruchu i chaosu scenie ogrywającej się na drodze, a oddzielającej ich od celu. W końcu jednak jego oddanie zostało dostrzeżone oraz docenione - ruch na ulicy ustał. Musieli działać: szybko i skutecznie.
Dokładnie rozejrzał się po okolicy, wypatrując potencjalnego zagrożenia. Zorientowawszy się, iż takowego brakło na horyzoncie, zawołał do terminatorki:
- Teraz. Prędko!
Po sygnale sam z całych sił odbijając się od powierzchni przyulicznej dróżki, ruszył pędem przez Grzmiącą Ścieżkę. Jeśli wcześniej nie potrzebowali przychylności losu - ta teraz okazała się niezbędna. By tylko dotrzeć na drugą stronę - bezpiecznie i w jednym kawałku. Byli już oraz bliżej celu. Blisko Szepczącej Sadzawki.

ZBUDZONY NOCĄ WIDZĘ DIABŁA CIEŃxxxxxXXXXXXx


spowity płachtą pełną złoceń; tuż obok kapcia wylękniona mysz zastyga nagle niczym posąg


nie lękaj się
on nie jest zły
on też ma sny
jak słodkie łzy
[Obrazek: YykUSwC.png]
natury grzech
anielski śpiew
kosmaty dzień
diabelski cień

zamknięte są wrota miłości, bezsenne daremne marzenia, zamglone są oczy przyszłości

xxxxxXXXXXXxBEZKSZTAŁTNE JAK MORSKIE ROJENIA

LVL 12 425 / 500
MedLVL 0 0 / 100
33
Siła
S
27
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
120
Punkty Życia
HP
90
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#17
XXXXRuch samochodów w końcu ustał, co przyjęła z ulgą. Nie wyobrażała sobie przebiegania w takim chaosie, a teraz wydawało się być dość spokojnie. Rozejrzała się w lewo i prawo, prostując, zadzierając łeb. Wyglądało na to, że to właśnie była ich szansa, a takowe należało wykorzystywać. Dostała sygnał od mistrza na start i spięła mięśnie, a potem ruszyła naprzód, odbijając się masywnymi łapami od ziemi, chcąc jak najszybciej przebiec przez ulicę. Wyciągnęła pazury, wbijając je w asfalt dla lepszej przyczepności, długimi susami pędząc za Psim Sercem.
xx
LVL 6 480 / 500
MedLVL 0 0 / 100
22
Siła
S
14
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#18
Pędzili krok w krok, tuż za sobą. Nic nie zwiastowało niespodzianki, wiatr targał ich futra gdy biegli przez zimną, betonową drogę. Mogli czuć adrenalinę, stres, to nieodłączne uczucia pojawiające się przy Grzmiącej Ścieżce. Pierwszy na drugiej stronie stanął Psie Serce - cały, zdrowy, mógł jedynie czuć delikatny ból poduszek łap - w końcu bieg po takiej powierzchni nie był niczym przyjemnym, to nie była miękka trawa. Tuż obok stanęła Bagienna Łapa, także cała, zdrowa i żyjąca. Dopiero, gdy przeszli Grzmiącą Ścieżkę mogli dostrzec, że kolejny samochód wyjechał zza zakrętu. Najwyraźniej ruch na drodze zatrzymał się specjalnie dla nich, by kontynuować jakby nigdy nic gdy już cieniste koty były bezpieczne.

psie serce: lvl: 5 | S: 19 | Zr: 13 | Sz: 7 | Zm: 6 | HP: 85 | W: 55
+ biały kaszel (stop. 1)
bagienna łapa: lvl: 1 | S: 7 | Zr: 8 | Sz: 3 | Zm: 2 | HP: 60 | W: 40
+ biały kaszel (stop. 1)
[Obrazek: C9NaquQ.png]
LVL 4 235 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#19
W dzikim pędzie dosłyszeć mógł jedynie rozszalałe bicie własnego serca i nagle zatrzymany zgiełk wcześniej panujący wokół. Dojrzał wielość migających obrazów przed własnymi błękitnymi oczyma. Poza pobudzeniem odczuł w końcu kojącą ulgę, kiedy tylko odnotował, iż znalazł się po drugiej stronie stanowiącej największe wyzwanie wyprawy ścieżki - i z mniej przyjemnych elementów: uwierający ból startych po wyścigu opuszek łap. Gdy tylko odzyskał pełnię świadomości i trzeźwości zwykle nader rozważnego umysłu, od razu jego wzrok zaczął prędko wypatrywać towarzyszki podróży - Bagiennej Łapy. Były w nim, choć głęboko ukryte, pokłady szczerej, niewymuszonej troski o terminatorkę. W końcu tętno - i sam bury zastępca - odzyskali odpowiednie tempo. Wstrzymał oddech.
- Wszystko w porządku. - powiedział, gdzieś między stwierdzeniem zastanego stanu rzeczy, a pytaniem skierowanym do młodszej kotki. - Już blisko.
Przed sobą wypatrywał już tylko Borsuczych Pagórków. Cel coraz bliżej.
- Daliśmy radę. Oboje. Ruszamy, niewiele już drogi przed nami.
Pokierował ich w odpowiednią stronę. Najważniejsze dopiero na nich czekało.

ZBUDZONY NOCĄ WIDZĘ DIABŁA CIEŃxxxxxXXXXXXx


spowity płachtą pełną złoceń; tuż obok kapcia wylękniona mysz zastyga nagle niczym posąg


nie lękaj się
on nie jest zły
on też ma sny
jak słodkie łzy
[Obrazek: YykUSwC.png]
natury grzech
anielski śpiew
kosmaty dzień
diabelski cień

zamknięte są wrota miłości, bezsenne daremne marzenia, zamglone są oczy przyszłości

xxxxxXXXXXXxBEZKSZTAŁTNE JAK MORSKIE ROJENIA

LVL 12 425 / 500
MedLVL 0 0 / 100
33
Siła
S
27
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
120
Punkty Życia
HP
90
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#20
XXXXKażde przejście przez ulicę było stresujące. Istniało ryzyko, że łapa im się powinie, że będzie ślisko, że samochód nagle przyspieszy, ale tym razem uszli z życiem, przebiegając na drugą stronę cali i zdrowi. Jej klatka piersiowa unosiła się i opadała głęboko, a Bagno zaczęło pobolewać gardło od ilości wciąganego do płuc zimnego powietrza. Dotarła na drugą stronę zaraz po Psim Sercu, mało nie potykając się po drodze, oddychając prędko, a ogon zjeżył się jak druciana szczotka. Spojrzała na nadjeżdżający samochód, po czym westchnęła z ulgą, że ten przejeżdżał dopiero teraz, kiedy było po wszystkim.
XXXXNie zostało im już dużo drogi, przynajmniej tak mówił Pies, a prawdę mówiąc, nie miała zielonego pojęcia, czy to rzeczywiście było już tak na wyciągnięcie łapy. Dłużyła jej się ta droga, ale jednocześnie narastała ciekawość tym, co tam zobaczy i jak ta sadzawka będzie wyglądać. Oby tylko się nie zawiodła. Ruszyła za mistrzem, otrzepując się. W drodze powrotnej będą musieli przeżyć ten stres drugi raz, ale póki co nie warto było się tym przejmować.
xx
LVL 6 480 / 500
MedLVL 0 0 / 100
22
Siła
S
14
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#21
Wraz z przekroczeniem Grzmiącej Ścieżki oboje mogli poczuć, że rozpadało się jeszcze bardziej. Ich przemoczone futro po wpadnięciu do Czarnego Ogona mogło jeszcze bardziej odczuć spadające krople z nieba, których nagle zrobiło się jakoś więcej, były zimniejsze, częstsze. Niemniej należało wierzyć, że dwójki cienistych nie zatrzyma byle deszcz, nawet, jeśli ten stawał się coraz większym utrapieniem.

psie serce: lvl: 5 | S: 19 | Zr: 13 | Sz: 7 | Zm: 6 | HP: 85 | W: 55
+ biały kaszel (stop. 1)
bagienna łapa: lvl: 1 | S: 7 | Zr: 8 | Sz: 3 | Zm: 2 | HP: 60 | W: 40
+ biały kaszel (stop. 1)
[Obrazek: C9NaquQ.png]
LVL 4 235 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#22
Padało coraz mocniej, a ich przemoczone, zwisające na ciałach wilgotne futra przypominać mogły bardziej śliskie deszczowe peleryny niżeli puszystą kocią sierść. Choć natura zadawała im kolejne ciosy i wrzucała kolejne przeszkody pod łapy (a właściwie - kolejne kapryśne chmury nad głowami) - to zdawało się mieć to wręcz odwrotny efekt: dodawało im sił w łapach i motywacji do drogi. Byli coraz bliżej. Blisko. Tuż obok. Spływające po nich krople były wyłącznie elementem szarego tła. Nieistotne, zapomniane po przekroczeniu kolejnej ze ścieżek.
- Zatrzymaj się. - polecił Bagiennej Łapie - Jesteśmy na miejscu.
W końcu.
Bury zastępca poczuł nagły ucisk w klatce piersiowej, jego pysk zaś nabrał poważnego, prawdziwie podniosłego wyrazu. Udało się. To tutaj. Czas na niego.
- Wejdę tam sam. - zwrócił się do terminatorki - To element zwyczaju. Najważniejszy.
Przykucnął przy srebrzystej tafli Szepczącej Sadzawki. Nabierając mokrego w odczuciu powietrza do płuc, w końcu pochylił się i musnął językiem wodę, biorąc ze zbiornika kilka płytkich łyków. Prędko ogarnęła go nadzwyczajna senność. Już najwyższy czas. Wielki moment.

ZBUDZONY NOCĄ WIDZĘ DIABŁA CIEŃxxxxxXXXXXXx


spowity płachtą pełną złoceń; tuż obok kapcia wylękniona mysz zastyga nagle niczym posąg


nie lękaj się
on nie jest zły
on też ma sny
jak słodkie łzy
[Obrazek: YykUSwC.png]
natury grzech
anielski śpiew
kosmaty dzień
diabelski cień

zamknięte są wrota miłości, bezsenne daremne marzenia, zamglone są oczy przyszłości

xxxxxXXXXXXxBEZKSZTAŁTNE JAK MORSKIE ROJENIA

LVL 12 425 / 500
MedLVL 0 0 / 100
33
Siła
S
27
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
120
Punkty Życia
HP
90
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#23
XXXXJuż? Teraz? Byli na miejscu? Bagno sapnęła, rozglądając się żywo po okolicy, ale zobaczyła tylko jakąś sadzawkę obrośniętą zagajnikiem i... to tyle? Było tu trochę onieśmielająco, cicho, za cicho zdecydowanie i to wprawiało ją w lekkie zakłopotanie, ale może o to tu chodziło. Nastawiła uszu, słuchając Psa.
XXXXChciała protestować, otworzyła nawet lekko pysk, jednak dopadł ją wątpliwości czy aby na pewno powinna. To była tradycja, nie mogła jej naruszać, nie mogła przeszkadzać. Cofnęła się o krok, a potem usiadła, prostując się i próbując doprowadzić swoje futro do ładu i porządku, podczas, kiedy Psie Serce siedział przy Szepczącej Sadzawce. W jaki sposób niby miał komunikować się tak z przodkami? Widział ich odbicie w tafli? Korciło ją, aby podejść i samej się przekonać, jednak... nie mogła. Obserwowała teren dookoła, na wypadek, gdyby miał tu się pojawić jakiś nieproszony gość.
xx
LVL 6 480 / 500
MedLVL 0 0 / 100
22
Siła
S
14
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#24
Psie Serce w momencie dotknięcia językiem zimnej wody, a także kiedy tylko poczuł, jak ta spływa mu po gardle, poczuł się tak, jak zapewne jeszcze nigdy wcześniej. Przede wszystkim zmorzyła go momentalna senność. Nie czuł się jednak zmęczony czy wyczerpany, był po prostu… senny, jakby nagle ktoś nafaszerował go makiem, a on grzecznie ułożył się do snu. Nie pogrążył się w ciemności jednak na długo, bo już chwilę później mógł poczuć, jak jego ślepia się otwierają. Sceneria jednak była zupełnie inna, przede wszystkim - Bagienna Łapa zniknęła. Wydawał się być całkiem sam, dookoła powoli budowały się kształty dobrze mu znanych terenów, na których wychowywał się i on, i jego rodzina, te, które go wychowały i spędzał na nich każdy pojedynczy dzień. Nie mógł jednak sprecyzować gdzie był dokładnie, z jednej strony widział bowiem sam cienisty obóz, kiedy jednak odwrócił się w inną stronę mógł rozpoznać skrawek Czarnego Ogona. W innym kierunku budował się jednak Syczący Dół, a zaraz za nim mógł rozpoznać drzewa Szumiącego Lasu. Zniknął także księżycowy blask sadzawki, teraz jego łapy otoczyła delikatna, mleczna mgła, która jednak bardziej dodawała klimatu, niż rzeczywiście stanowiła przeszkodę jego bystrym oczom.
    - Sam Psie Serce wśród Gwiezdnych. Chodź, synu, nie stój tak - nagle tuż przed nim zmaterializowała się kupa burego cielska. Polna Gwiazda nie wyglądał tak, jak zapamiętał go cienisty zastępca - był młodszy, zdecydowanie żywszy… zielono-żółte ślepia iskrzyły się nieco, podobnie jak jego grube, pręgowane futro. Wydawał się być realnym, a także nierealnym niemalże jednocześnie. Choć dawny cienisty przywódca starał się zachowywać powagę i kulturę, jaka go obowiązywała, Psie Serce mógł spostrzec, jak zakręcone wibrysy kocura podskakiwały nieco, a radosne ogniki iskrzyły się w jego oczach. Kiedy tylko właściciel bladych, niebieskich oczu posłuchał prośby ojca i faktycznie podszedł bliżej, mógł spostrzec, jak wokół niego rysują się niewyraźne kształty. Im dłużej się im przyglądał, tym więcej widział w nich szczegółów. Potrafił rozpoznać, że to koty zaczęły ich otaczać. Niektóre mógł kojarzyć, widzieć już wcześniej, zdecydowana większość pysków była mu jednak obca, a zarazem dziwnie bliska. Może gdzieś w środku czuł, że ci wszyscy byli mu rodziną, gotową wesprzeć w każdym problemie. A może nie. - Wierzę, że jesteś gotowy, Psie Serce. Wszyscy w to wierzymy - bury kocur posłał mu delikatny uśmiech. Zaraz jednak potem wyprostował się dumnie, przybierając postawę godną czynu, który miał wykonać. - Wraz z pierwszym życiem chcę podarować ci dar Siły. Prowadzenie Klanu na miejscu przywódcy to droga, na której będziesz spotykać wiele niespodziewanych trudności i przeszkód. Siła jest czymś, bez czego nie możesz nią kroczyć. To odpowiedzialność za każdy wybór i każdą decyzję, potrzeba wiele siły, Psie Serce, by mieć na nie odwagę. Ufaj temu, co uważasz za dobre. Nie wahaj się i krocz dumnie przed siebie, nie tylko dla samego siebie, ale dla innych. Dla Klanu Cienia - Polna Gwiazda mówił głośno, by słowa dotarły do zgromadzonych kotów, ale przede wszystkim do samego Psiego Serca. Nos ojca spotkał się z czołem syna, na wskutek czego ten drugi poczuł, jak momentalnie paraliżujący go ból ściska go do środka. Mógł mieć wrażenie, jakby wszystko dookoła go przygniatało, zmuszało do skurczenia się w sobie. Dusił się w własnym umyśle, a emocje i odczucia w jednej chwili zaczęły go gnieść, przyciskać do ziemi. Wszystko to trwało jednak ledwie parę sekund, nim wróciło do normy, a kocur stał wyprostowany dokładnie tak, jak wcześniej. Polnej Gwiazdy już nie było, stanął w tłumie, znów pozostawiając kocura samego na samym środku.
    Nie czekał długo na kolejnego kota, który podszedł do niego żwawo. Kolorowe futro Ostrego Kwiatu to zdecydowanie coś, czego nie dało się pomylić. Jego matka wyglądała na… dużo weselszą, niż widział ją ostatnim razem. Spokojniejszą, jednak nie ze względu na usposobienie, a bardziej w kontekście duszy. Chyba zniknięcie ciążących jej problemów sprawiło, że kotka odżyła na nowo. - Synu! No kogo jak nie ciebie miałam tutaj spotkać! Mamusia jest z ciebie bardzo dumna - szepnęła mu na ucho, wiedząc, że nie przystoi takich słów mówić na forum. Jeszcze narobiłaby mu wstydu! I choć w każdej innej sytuacji chętnie skorzystałaby z okazji, tak teraz zachowała resztki samokontroli i czułe słowa wypowiedziała jedynie szeptem. - Ale dość już tych bzdetów! Psie Serce, wraz z drugim życiem daję ci dar Determinacji. Trudności to coś, co nie spotyka cię jedynie w roli przywódcy, ale w każdej innej pozycji także. Masz, dziecko, chociaż dla mnie dążyć do tego, co sobie postanowisz. Ty znasz siebie najlepiej, wiesz co zrobić najlepiej, dlatego nieważne co napotka cię po drodze - idź do przodu, rozwijaj siebie, Klan Cienia i swoich przyjaciół, za których będziesz odpowiedzialny - miauknęła dumnie, stykając mokry nos z jego ciepłym czołem. Psie Serce poczuł, jak przez chwilę krew przestaje mu w żyłach płynąć, a kości zrastają się z jego futremem. Jego serce i mózg ścisnęły się gwałtownie, a on poczuł jednocześnie przypływ niewyobrażalnej siły, jak i słabości jednocześnie. To uczucie towarzyszyło mu, ponownie, bardzo krótko, aż wszystko nie wróciło do normy.
        Ostry Kwiat odeszła, zjawił się jednak ktoś, kogo mordki nie widział już bardzo długo. Buro-biały kocur zjawił się tuż obok niego wręcz skocznym krokiem. On nie ukrywał szerokiego uśmiechu, wyraźnie ciesząc się na widok niebieskookiego kocura. - Gwiazdy, w jakiś ty syf się wpakował, co? Jaki ojciec, taki syn, i w ogóle! Ale słuchaj, jak nie ty, to ja nie wiem kto bardziej by się nadawał. Nooo! Ja, Wirujące Pióro chcę podarować ci dar Poczucia Humoru. Twoja siostra może nie odnalazła się w roli przywódcy na długo, ale humor miała, zgadnij po kim! Pamiętaj, Psie Serce, że w swojej dumnej postawie musisz pokazać nieco śmiechu. Inaczej pomyślą, że jesteś gburem - mrugnął do niego, a zaraz potem dotknął nosem jego czoła. Przez ciało burego zastępcy przeszedł dreszcz. Nie był bolesny, ale przyjemny także. Wszystko w jednym momencie zaczęło go łaskotać, a jego ciało stało się nagle na tę pieszczotę niesamowicie wrażliwe. Po paru sekundach wszystko wróciło do normy, a Wirujące Pióro zajął ponownie miejsce w tłumie.
      Z tłumu niepewnym krokiem zbliżył się czekoladowo-biały kocur. Tego akurat nie był w stanie rozpoznać, nieważne jak bardzo się starał. Jego postawa była nieco skruszona, nie był tak dumny jak jego poprzednicy. Wydawał się być skrępowany staniem w takim tłumie, skrępowany swoim wyjściem, niemniej nie wyglądał tak, jakby miał zaraz uciec w popłochu. To najważniejsze. - Witaj, Psie Serce. M-możesz mnie nie kojarzyć, m-mam… mam na imię Drżący Oddech - przedstawił się ostrożnie, stojąc tuż przed nim. - Jestem tu po to, aby… aby dać ci dar Wrażliwości. P-problemy każdego kota Klanu Cienia to będzie t-też twoje zmartwienie, nie podchodź… do nich ch-chłodno, a z czułością, wrażliwością… empatią. Potrzebują twojego wsparcia w c-cięższych chwilach, ty jesteś… dla nich, a oni są dla ciebie - mówił spokojnym, może nieco monotonnym głosem. Podszedł do niego, aby dotknąć nosem czoła burego kocura. Psie Serce poczuł, jak żal zbiera się w jego ciele, trzęsie nim, sprawia, że nie jest w stanie myśleć. Nagle odczuł cierpienie nie tylko tek, wywodzące się z jego problemów, ale także innych, oddziaływało na niego dużo intensywniej. Tylko przez chwilę, później, standardowo, wszystko wróciło do normy. Drżący Oddech skinął mu głową na pożegnanie i wrócił na swoje poprzednie miejsce.
      - Moi synowie podarowali ci życia, a więc i ja powinienem - rozległ się głos, a zaraz później przed Psim Sercem znalazł się rudy, żółtooki kocur. Zlustrował go wzrokiem, przez chwilę utrzymując ich dwójkę w zupełnej ciszy. Zdawało się, że chciał coś powiedzieć, jednak ostatecznie wycofał się z swojego pomysłu, stojąc dumnie przed cienistym zastępcą. - Ja, Wiewiórczy Ogon, mówię, że darem twojego piątego życia będzie dar Dumy. Co byś się nie złamał w razie czego. Pamiętaj skąd jesteś i kim jesteś. Wstyd to słabość, na którą przywódca Klanu Cienia sobie nie pozwala. Na którą ty sobie nie pozwalasz - mówił twardo, może nieco groźnie, jednak z szczerymi, dobrymi intencjami. Chciał, by jego Klan był pod łapą kogoś, kto nie podłamie się pod presją, kto nie zapomni skąd pochodzi i po czyjej stronie stał. Dotknął nosem czoła kocura, a bury ugiął się wręcz pod ciężarem presji i niesamowicie ciężkiej siły, która niemalże obaliła go na ziemię. Uczucie ścisnęło jego łapy, serce i krtań, chwilę później zostawiając go w spokoju. Tak jak Wiewiórczy Ogon, który oddalił się w tył.
      Mógł dostrzec kolejnego zbliżającego się kota. Szła wolno, a jej długie, bure futerko kiwało się w rytm jej chodu. Stanęła przed kocurem z nieco skwaszoną miną. - Zaś ty, no popatrz! Nie będę się bawić w śmiesznie brzmiące słówka i morały, więc: dar, który ode mnie otrzymujesz, to dar Wytrzymałości. Martwy przywódca to żaden przywódca, a takiego Klan Cienia nie potrzebuje, teraz zwłaszcza - Puchaczowy Szpon miauknęła krótko. Dotknęła nosem czoła kocura, a ona sama skinęła głową i cofnęła się na poprzednie miejsce. Psie Serce poczuł, jakby coś usiłowało zedrzeć z niego skórę, wyrwać narządy i wyssać krew. Stał tam jednak dokładnie tak, jak parę sekund temu, cały, zdrowy, najwyraźniej wytrzymując opadły na niego ból.

       Jeżeli Psie Serce czuł się zmęczony tak wieloma bodźcami, które odczuwał w tej chwili, to nie należało mu się dziwić. Nikt nigdy nie ostrzega, że przyjmowanie kolejnych żyć to ból i męka, jednak taka była zapłata za dary, którymi mógł się cieszyć przez całe następnych dziewięć żyć. Z tłumu wyłoniła się biało-bura koteczka, która z lekką nieśmiałością podeszła do głównego zainteresowanego. Poslała mu ciepły uśmiech, nie wiedząc czy chcąc tym samym uspokoić nieco jego, czy siebie. - Cześć, Psie Serce. Mogłeś o mnie nie słyszeć, mam na imię Gronostajowy Skok, jestem… twoją ciotką. Chciałabym ci podarować siódme życie, a wraz z nim dar Rozważności. Nie daj się ponieść emocjom przy podejmowaniu decyzji, ty masz moc sprawczą, ale także na ciebie spadną konsekwencję w razie błędu. Nie bój się zastanawiać, pytać innych o zdanie i powoli dochodzić do tego, co jest najlepsze - miauknęła ciepło. Dotknęła czoła burego kocura, którego ciałem wstrząsnęły dreszcze, na tyle silne, że przez chwilę nie był w stanie złapać kontroli nad własnymi łapami czy grzbietem. Wszystko jednak zniknęło, go tylko jego ciotka zniknęła z zasięgu wzroku.

       - Psi Pomruk - przedstawił się ktoś sztywno, tuż przy nim, a kiedy bury kocur mrugnął, mógł dostrzec, że rzeczywiście ktoś zjawił się tuż przy nim. Niska kotka stała przy nim dumnie, mierzyła go wzrokiem. Nie uśmiechała się, lecz nie miała też zawiedzionej czy złej miny. - Twoi starzy chyba nie szczycą się oryginalnością co do imion - skomentowała tylko, jednak nie spuściła wzroku z Psiego Serca ani na Ostry Kwiat, ani na Polną Gwiazdę. - Ósme życie dostajesz wraz z darem Szczerości. Wygarnij komuś, jak masz wygarnąć, lepsze to, niż jakbyś miał okłamywać własny klan. Oni ci ufają, a ty ufasz im. Albo nie. Niemniej lepiej przyznać się do bagna, niż robić z niego ładny widok, wiesz o co chodzi - skróciła, a na jej morde pojawił się cień uśmiechu, gdy zbliżyła swój nos do burego futra swojego imiennika. Psie Serce doświadczył fali bólu, mógł też czuć, jak łamią mu się kości, a kolana uginają się gwałtownie pod nim. W rzeczywistości nic takiego się nie stało, co zrozumiał po paru sekundach. Psi Pomruk odchodząc maznęła go ogonem po pysku, znikając zaraz w tłumie.

       Nastała cisza w miejscu, w którym się znajdowali. Psie Serce mógł czuć wiele oczu skierowanych w jego stronę. Wierciły w nim dziurę, wywierały presję, a jednak nikt nie nadchodził. Mgła zrobiła się jakby gęstsza, bardziej mleczna. Iskrzące gwiazdy w futrze zgromadzonych wydawały się iskrzeć jednak jeszcze bardziej, chciały o sobie przypomnieć, że tu są, że czekają. Każdy czekał. Bury kocur mógł usłyszeć niepewny szelest dopiero po paru minutach. Pierwszy, drugi. I nic, cisza. Cisza, dopóki… dopóki jej nie zobaczył. Jasne futro Śpiewającej Knei zabłyszczało ślicznie, gdy wolnym, niepewnym krokiem zbliżała się do swojego zastępcy. Choć próbowała to ukryć, widać było po jej postawie, że wolała nie uczestniczyć w tej ceremonii. Nie wątpiła w swojego następcę, może było jej najzwyczajniej w świecie wstyd, że postawiiła go nagle w tak niewygodnej sytuacji. Nigdy nie chciała, by do tego doszło. - Cześć, Psie Serce - westchnęła cicho, tuż przy jego nosie. Jeżeli bury dobrze się przyjrzał, mógł spostrzec żal migający w jej oczach. Może niemo go przepraszała, może nie, nie mógł być pewien. - Ty wiesz, nawet lepiej ode mnie, że dasz sobie radę. Wątpię, aby ktokolwiek miał wątpliwości. Chcę, byś rządził Klanem Cienia dobrze, ale ty będziesz to robił, nawet bez naszych… moich próśb. Psie Serce, dostajesz ode mnie dziewiąte, ostatnie życie. Wraz z nim chcę podarować ci dar [i]Czystości Umysłu[i]. Podczas bycia przywódcą najważniejsze jest trzeźwe myślenie. Nie daj się wytrącić z równowagi, podejmuj decyzję tak, jak podpowiada ci rozum. Prowadź klan najlepiej jak tylko potrafisz. Pamiętaj, że ty jesteś dla nich, a oni są dla ciebie. Nie zostajesz sam - posłała mu delikatny, pełen dumy i troski uśmiech. Dotknęła łapą piersi kocura, a ten jak na zawołanie poczuł, jak zmysły mu się wyostrzają. Nagle widział więcej, słyszał i pojmował więcej, a jego głowę opuściły wszelkie obawy i dołujące myśli. Niebieskie oczy otworzyły się szerzej, mglista mgła zniknęła, mieszając się w trawę czy krzewy. Dobrze widział Śpiewająca Gwiazdę, a za nią tak wielką grupę kotów, które towarzyszyły mu przez całą ceremonię. Każdy wydawał się w niego wpatrywać, każdy pokładał w nim nadzieję i wiarę, że zdoła poradzić sobie z tak wielką odpowiedzialnością. - Od dzisiejszego dnia, Psie Serce, na imię ci Psia Gwiazda. Cały Klan Cienia wita cię dumnie, jako nowego przywódcę - powiedziała donośnie jasna kotka, otulając go ostatni raz miękkim spojrzeniem. W głowie Psiej Gwiazdy buzowało jego imię, które teraz głośno było skandowane przez obecne dookoła koty. Te dwa słowa rozlegały się jak echo, było ich coraz więcej, jednak stopniowo znikały, stawały się coraz bardziej ciche. Okolica zdawała się zanikać, była niewyraźna, nagle wszystko powoli zaczęło się rozmazywać. 

Psia Gwiazda obudził się przy Księżycowej Sadzawce. Miejsce poprzedniej przywódczyni zajęła Bagienna Łapa, tereny klanu cienia zamieniły się w skalną grotę. O dziwo, gdy tylko spojrzy na zewnątrz, nie dostrzeże mokrych, smutno opadających kropel, a słońce, które wzeszło tak, jak zjawił się na samej górze nowy przywódca Klanu Cienia.


psia gwiazda: +15exp
bagienna lapa: +10exp
[Obrazek: C9NaquQ.png]
LVL 4 235 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#25
Stało się.
Niepokój mieszał się z ekscytacją, ze strachem - z dumą. Stał wyprostowany, czując przeszywającą całe ciało wielość doznań, uczuć, dreszczy. Był tutaj. Osiągnął to. Zdołał zajść aż tutaj.
- Tato. - powiedział, pewnie podchodząc do dawno niewidzianej postaci ojca.
Postaci odmienionej, postaci żywej, pełnej witalności i energii, szczęśliwej, silnej. Widział go takiego, jakim chciał go zapamiętać. Takiego, w jakiego wpatrzony był od dzieciństwa - wzór potęgi i przywództwa.
- Polna Gwiazdo... tato. Dziękuję. - odezwał się w końcu, pewnie spoglądając w żółto - zielone, roziskrzone ślepia dawnego przywódcy - Nie braknie mi sił, nie dla Klanu. Będę równie dobrym przywódcą, tak dobrym, jakim przez księżyce byłeś ty. Obiecuję. Jestem na to gotowy, byłem od kiedy sięgam pamięcią.
Momentalnie poczuł ogrom bólu, uciskający jego całe pokryte burą okrywą ciało. Dyskomfort jednak zniknął, a ten zdołał znieść go z godnością. Syn Polnego Chwastu wpatrywał się w znikającą postać starszego kocura, podążając za nim spojrzeniem, stanowiącym pożegnanie. W końcu na horyzoncie pojawiła się inna, biała, upstrzona wielobarwnymi plamami postać - Ostry Kwiat. Wszystko wskazywało na rodzinne spotkanie.
- Mamo. - szepnął do niej - Mam nadzieję, że dałem ci ku temu odpowiedni powód. Tak zrobię. Dziękuję.
Dotknął jej delikatnie nosem, również i z nią symbolicznie się żegnając. Choć wciąż nie sposób było odeprzeć uczucia potwornego ścisku - wraz z nimi przyszła niewyobrażalna siła, która w całości go wypełniła.
Następnie jego chłodnym ślepiom ukazał się widok dawnego zastępcy - Wirującego Pióra. Jego również przywitał z należytym szacunkiem, skinąwszy mu łbem na powitanie.
- Wuju - przemówił - Zrobiłem to z pełną świadomością. Nieważne, co mieliby pomyśleć... dziękuję. Ty również od zawsze byłeś dla mnie wzorem kota u szczytu władzy - w pełni sił. Takim życzę i sobie, bym finalnie się stał.
Biało - bura roześmiana postać rozpłynęła się przed nim, pozostawiając po sobie jedynie unoszący się w powietrzu jakoby gwiezdny pył i...łaskotki. Psie Serce, pragnąc zachować nienaruszoną powagę chwili, usiłował jednak powrócić do podniosłego nastroju i wskazującej na to postawy.
Czekoladowy kocur zdawał się mu kompletnie obcy. Pręgowany zastępca przyjrzał mu się badawczo, nim tamten nie zdradził mu swej tożsamości. Na tle innych rosłych, dumnych kotów, jego postać sprawiała wrażenie zupełnie niewielkiej, wręcz nieważnej, zapomnianej, zagubionej w klanowej historii - jego dar jednakże, choć z pozoru równie nieistotny i niepozorny, co darczyńca, w istocie był równie znaczący. Błękitnooki niekontrolowanie odczuł... żal. Nienazwaną wyrozumiałość, której to z reguły w postępowaniu z współklanowiczami mu poskąpiono. Spuścił łeb, spoglądając w chwiejącą się ziemię, masywne łapy. Trwał tak do momentu, iż dookoła rozbrzmiało godne miano Wiewiórczego Ogona - dobrze znane wnukowi dawnego zastępcy. Z nim zmierzyć musiał się z równą dumą.
- Będę o tym pamiętać. - zapewnił - O tym nie zdołałbym zapomnieć. Nigdy.
Stał tak, wyprostowany, niewzruszony, zdystansowany, ucieleśnienie chluby. Widok Puchaczowego Szponu zdołał jednak sprawić, iż ten spuścił z majestatycznego, nadętego wręcz tonu spotkania.
Wciąż odczuwał ból, tak, jakby mierzył się z przeciwnikiem - w dniu pamiętnego polowania. Postać siostry zniknęła - a za nią zjawiła się inna. Uczucie skóry zdzieranej z grzbietu, utraty krwi i sił zniknęło. Stała przed nim buro -biała kocica - niewielka, szara, pomykająca w tle, a jednak wzbudzająca zaufanie. Zbliżył się ku niej.
Mimowolnie stracił panowanie nad własnymi kończynami, pozbawiony fizycznej siły i kontroli, mogąc oprzeć się wyłącznie na rozumie i zmysłach, rozmytych i drugorzędnych na Srebrnej Skórce. Minęło kilka uderzeń serca, nim zjawiła się przed jego obliczem kolejna postać - bura kocica. Nieznana, obca, a dziwnie mu bliska.
Po chwili jednak wszystko znalazło swe logiczne wytłumaczenie, wszystko odzyskało pełnię sensu. A za tym przyszedł kojący spokój, błogostan.
- Psi Pomruku. - zwrócił się do ciotki - To już wiem... Dziękuję ci. I ty czuwaj nade mną, nad moimi wyborami.
I ona zniknęła, pozostawiając po sobie zgrzyt pękających kości, rozdzierającą, niewyobrażalną - choć nieprawdziwą - boleść.
Ostatni dar. Śpiewająca Gwiazda. Jej widok wzbudził w nim nienazwane odczucie. Tak, jak jej zniknięcie pozostawiło go bez odpowiedzi, a z szeregiem ciężarów odpowiedzialności spoczywających na jego barkach. Jednak i na to był gotów. To była jego powinność. Wyzwanie, z którym przyszło mu się zmierzyć - cel, do którego dążył, a który za wszelką cenę miał osiągnąć, dbale dopiąć na ostatni guzik.
- Śpiewająca Gwiazdo... Kniejo - zaczął - Tak zrobię. Godnie cię zastąpię, godnie poprowadzę Klan. Cieszę się, iż dane mi było prowadzić Klan u twego boku. Wiele mnie nauczyłaś i jestem ci za to szczerze wdzięczny. Dziękuję i za twój dar.
Czuł dumę, gdy głośno skandowano jego imię. Czuł chwałę, triumf - był tego częścią. Osiągnął to. Za swoją sprawą, za sprawą Cienia. Dla Klanu - dla Cienia.
Wybudził się nieopodal Księżycowej Sadzawki. Szybko powstał na wyprostowane łapy i pełen gotowości oznajmił Bagiennej Łapie:
- Wracamy, czas nagli. Klan nas oczekuje.
W szybkim tempie pokierował ich w stronę obozu. Zwykł działać jak w zegarku, szczególnie teraz, mając na uwadze Klan i ceremonię, którą samodzielnie przyjdzie mu poprowadzić - pragnął tego. Nadszedł nowy czas - i Psia Gwiazda przed samym sobą i przed Gwiezdnymi obiecał zadbać, by era jego panowania był tą najlepszą, pełną rozwagi, porządku i siły nie do powstrzymania. Rozkwitu Klanu Cienia.
- Już po wszystkim. Czas na nas i na ceremonię. Gotowa?

// zt

ZBUDZONY NOCĄ WIDZĘ DIABŁA CIEŃxxxxxXXXXXXx


spowity płachtą pełną złoceń; tuż obok kapcia wylękniona mysz zastyga nagle niczym posąg


nie lękaj się
on nie jest zły
on też ma sny
jak słodkie łzy
[Obrazek: YykUSwC.png]
natury grzech
anielski śpiew
kosmaty dzień
diabelski cień

zamknięte są wrota miłości, bezsenne daremne marzenia, zamglone są oczy przyszłości

xxxxxXXXXXXxBEZKSZTAŁTNE JAK MORSKIE ROJENIA

LVL 12 425 / 500
MedLVL 0 0 / 100
33
Siła
S
27
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
120
Punkty Życia
HP
90
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości