Logo Artemidy
Afirmacja
#1
Przestrzeń przy południowej ścianie lecznicy (prawej, stojąc pyskiem ku głębi Groty), wymoszczona podsuszonym mchem i udekorowana kocięcymi zabawkami. Afirmacja to legowiska pacjentów, którzy skończyli już chorować i nabierają sił, żeby powrócić do stadnego życia. Trafiają tutaj również koty, które niedawno urodziły potomstwo.
[Obrazek: ECvOgTJ.png]
LVL 3 155 / 200
MedLVL 5 171 / 700
13
Siła
S
12
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#2
Znalazła się w lecznicy razem z Fairy'm i, od razu, położyła pod jedną z wapiennych ścian, nie zważając na to, gdzie konkretnie się teraz znajdzie i nie zważając na to, czy Fairy coś do niej mówił. Była zbyt zmęczona. Zadowolona ze swoich łowów, ale też cholernie zmęczona i obolała.

Wypchnęła z siebie piątkę kociąt a jednak wciąż tak irytował ją ból krwawiących, szczypiących, otwartych ran. Wylizywała je raz po raz, zanim medyk się nimi zajął.

- Jeszcze mnie. Łasica kopnęła w brzuch. Też boli - dodała Tsunami, orientując się, że poza jej oczywistymi ranami był jeszcze ten ogromny siniak. - ... masz coś. Na ból?

> rana 1. stopnia - ugryzienie na szyi
> rana 1. stopnia - ugryzienie na prawej łapie
> rana 1. stopnia - długie rozcięcie skóry na piersi
> rana 1. stopnia - mocne obicie brzucha
i think i, i think i finally
found a way toxx,, forgive myself
for mistakes,,,, i made in my past
i think thats the first step, x,right?

you agree?
LVL 5 205 / 400
MedLVL 0 38 / 100
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#3
Kroczył u boku Tsunami, cierpliwie odprowadzając ją z miejsca walki. Starał się to przed nią ukrywać, ale w trakcie drogi dokładnie ją obserwował, usiłując jak najszybciej rozpoznać głębokość i powagę odniesionych przez nią ran. Początkowo zakładał, że będą znacznie bardziej krwawiły (szczególnie to pokaźne cięcie na piersi), ale jednak to był jeden z tych wyjątkowych, nieczęstych przypadków, kiedy rzeczywistość okazała się bardziej przyjemna od jego antycypacji...
Afirmacji?
Patrzył z miałką irytacją w oczach, jak młoda szylkretka kieruje się ku południowej ścianie lecznicy, miast ku północnej. Jej rany wymagały opatrzenia, powinna zająć legowisko dla chorych, nie dla zdrowiejących. Rozejrzał się po wyłożonej suchym mchem powierzchni, szukając wszystkiego, co pacjentka mogłaby ukleić krwią. Nie było tego wiele, jeno kilka kocięcych zabawek, piórek i sznurków, ale odsunął to wszystko dyskretnie.
- Coś się znajdzie. Nie mamy maku, ale coś się znajdzie... - odpowiedział na pytanie Tsunami, pośpiesznym krokiem kierując się ku skalnej szparze, która skrywała składzik medykamentów określanych przez niego jako "znane". Wyciągnął zeń trzy porcje pokrzywy i jedną porcję kocimiętki. Bez zbliżania się do Afirmacji, pokazał ziółka leżącej kocicy. - Pokrzywa, na rany krwawiące. I kocimiętka, na ból. Kocimiętka wpływa na umysł, wywołuje euforię, więc nie jestem pewien, czy powinienem ci ją dać.

Uśmiechnął się zawadiacko i skierował się wgłąb Ważkowej Groty, znikając na krótki moment z oczu młódki. Prędko powrócił, trzymając w zębach piękny, złocisty kwiat, który wyglądał na tylko trochę przyschnięty. Cały swój inwentarz złożył u boku Tsunami, zaraz przy jej pysku kładąc tajemniczy kwiatek.
- Na początek zajmę się uszkodzeniami skóry, ale już teraz możesz zacząć myśleć o mojej propozycji - oznajmił spokojnie, nie tracąc z pyska uśmiechu. - Potrzebuję przysługi, która być może przekona mnie do tego, że zaaplikowanie ci kocimiętki to dobry pomysł. Chodzi o sińca na twoim brzuchu. Nie jest to poważna rana, ale na pewno potrzebuje leczenia. Mógłbym użyć do tego pokrzywy, oczywiście, ale co jeśli zabraknie jej później dla pacjentów, którzy otwarcie krwawią? Tacy potrzebują bardziej doraźnej opieki, niż ktoś z obiciem. W naszej lecznicy posiadamy mnóstwo kwiatów tego rodzaju... - Wskazał na złociste płatki nagietka, którego nazwy nie znał. - ...i całkiem możliwe, że nadają się one do ściągania siniaków. Ciebie się znieczuli a ja spróbuję wetrzeć w sińca maść ze złotego kwiatu, co ty na to?

Gdy mówił, zmoczonym mchem oczyszczał wpierw ugryzienie na szyi Tsunami, później ugryzienie na jej prawej łapie, a na koniec to długie rozcięcie na piersi. Następnie przeżuł trzy liście pokrzywy i powstałą papką dokładnie pokrył brzegi każdej z trzech ran.
[Obrazek: ECvOgTJ.png]
LVL 3 155 / 200
MedLVL 5 171 / 700
13
Siła
S
12
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#4
- Powinieneś - wymruczała Tsunami bez zastanowienia, na samą wzmiankę o kocimiętce; przekręciła łeb aby zacząć wylizywać zmierzwioną, brudną, skołtunioną sierść na karku, bo z jakiegoś powodu to irytowało ją teraz bardziej, niż krwawe rany i siniec na brzuchu. Zioła, które Fairy jej pokazał zlustrowała wzrokiem jakby kompletnie od niechcenia, skupiając się odrobinę dłużej jedynie na kociej mięcie, której wygląd, być może, chciała zapamiętać. Skoro to narkotyk. Kusiło? Może trochę, zwłaszcza, gdy medyk zaczął mówić o skutkach ubocznych zielska.

Pomiędzy liźnięciami Tsunami uniosła brwi, poruszyła jednym uchem, zaintrygowana słowami Fairy'ego. Przysługi, od niej? I w zamian za tą przysługę miał jej faktycznie dać się naćpać? Intrygujące. Może nie powinna myśleć o kocimiętce gdy wróciła do obozu i miała niedługo wrócić do swoich kociąt, ale nie lubiła bólu. Nawet tak przytępionego, jak teraz, od ran które już nie krwawiły, ale irytowało ją to i nie chciała go czuć, a jeśli to ziele miało pomóc... jeśli Fairy miał robić na niej eksperymenty, stosunkowo nieszkodliwe, a potem dać jej zioło, hm.

- Niech będzie - charknęła, nieco niewyraźnie i stłumionym głosem, gdy kocur zabrał się za operacje na jej ranach. Spięła mięśnie. Tak, wciąż bolało.
i think i, i think i finally
found a way toxx,, forgive myself
for mistakes,,,, i made in my past
i think thats the first step, x,right?

you agree?
LVL 5 205 / 400
MedLVL 0 38 / 100
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#5
Proponowanie podobnego układu pacjentowi nie było moralne. Absolutnie nie było moralne. Wykorzystywał jej ból, wykorzystywał jej desperację, wykorzystywał jej otwartość na nowe doświadczenia, to buńczuczne łaknienie ekstremalnych przeżyć. Był tego świadomy. Absolutnie był tego świadomy. Łamanie tej normy sprawiało mu dziwną przyjemność, dawało nieoczekiwane poczucie władzy. Oto nieugięcie przekraczał kolejna granicę, oto przedkładał swoją misję ponad powszednią moralność. Lubił wyobrażać sobie, że posiadał niezachwiane przekonanie o własnej słuszności. Tak jak Rojst.

Przeżuł kwiat nagietka, splunął nim na kawałek kory. Przeszedł do obmywania posiniaczonego brzucha Tsunami. Łapy trzęsły mu się na tyle mocno, że kępka zmoczonego mchu kilkukrotnie upadła mu na legowisko. Za pierwszym razem ledwo drgnął, za drugim - prychnął z irytacji. Za trzecim razem zaśmiał się nerwowo a jego śmiech prędko przeszedł w szorstkie pokasływanie. To był objaw choroby, która zaczęła rozwijać się w jego organizmie, ale której nie był jeszcze świadomy.
- No dobrze, nie ruszaj się teraz. Jeszcze tylko wetrzeć maść - wymamrotał, nabierając na palce przemielone płatki i szypułki. Ponownie pochylił się nad szylkretką, powoli sięgając ku niej łapą.

I wtedy zakaszlał znowu. Z nerwów, myślał. Odchrząknął i maznął nagietkiem po skórze Tsunami. Później zakaszlał znowu. Kaszlał tak długo, aż łzy napłynęły mu do oczu. Wyprostował się. Chwilę patrzył w ślepia kocicy, kontemplując to, dlaczego czuł się teraz, jakby kontakt z niezbadanym kwiatkiem z łąki miał zabić ją na miejscu. To było bezsensowne. To było idiotyczne.
- Wiesz co? Zaraz przyniosę ci drugi - powiedział enigmatycznie, po czym... wsunął do swojego pyska liść kocimiętki. Ułożył go pod językiem, starając się zachować grunt pod łapami, i poderwał się chwiejnie.

Znajome ciepło rozpełzało się po jego umyśle, gdy on pełzł ku składzikowi znanych ziół. Z głupkowatym uśmiechem na licu pogrzebał weń chwilę, aby wyciągnąć kolejną porcję kociego ziela. Widać było, że wymagało to od niego znaczącego wysiłku. Nie mógł się skupić. Ale przynajmniej nie kaszlał.

Coraz mgliściej pamiętał każdy kolejny swój krok, ale rychło dotarł do leżącej uczennicy. Podał jej niesiony wcześniej listek i usiadł ciężko, wpatrując się w jej brzuch. Później wrócił do smarowania jej sińca tamtą cholerna maścią, i tym razem udało mu się sfinalizować to przedsięwzięcie.
[Obrazek: ECvOgTJ.png]
LVL 3 155 / 200
MedLVL 5 171 / 700
13
Siła
S
12
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#6
Coraz bardziej chciała zobaczyć, do jakiego stanu kocimiętka doprowadzi jej organizm gdy czuła, jak pieką ją rany które Fairy opatrywał. Obrzydliwa, paskudna maść tu, tam; kleiło jej to futro i stan jej sierści, pozlepianej jakąś roślinną papką irytował Tsunami jeszcze mocniej, niż sam ból. Jedno i drugie ją irytowało, a skoro kocimiętka miała ją uspokoić, miała ochotę błagać medyka, żeby jej to dał. Chociaż raz, na spróbowanie.

Może się nie uzależni.

Nie zarejestrowała w pełni kaszlu Fairy'ego, a przy tym, jak smarował jej siniec na brzuchu kolejną dziwną papką, już zupełnie nie reagowała, wpatrzona w widoczny tylko dla siebie punkt gdzieś na skalnej półce. Otrząsnęła się dopiero gdy zrozumiała, że medyk chyba sam skorzystał z wpływającego na umysł narkotyku. Dziwnie się uśmiechał, dziwniej, niż zazwyczaj. Tsunami zmarszczyła brwi, sama sięgając po liść który jej przyniósł, zgarniając go pod język i mieląc chwilę w zębach.

Ciepło - owszem. Dla niej zupełnie nieznane, ale przyjemne. Porównywalne do tego, co odczuwała, gdy była z jakimś wyjątkowo ładnym kotem blisko. Tsunami nigdy nie zachowywała się tak, jakby była w pełni trzeźwa i przy zmysłach, ale teraz, już po kilku, kilkunastu chwilach zaczynała odlatywać kompletnie. Powieki jej opadały, ból ustąpił, irytacja wyparowała. Kotka kręciła się na ziemi, przebierając łapami i dziwnie głośno mrucząc, nieświadomie przysuwając się do medyka.

Może nie wszystkie chwasty Fairy'ego były tak obrzydliwe jak kiedyś sądziła.

- Dobre.
i think i, i think i finally
found a way toxx,, forgive myself
for mistakes,,,, i made in my past
i think thats the first step, x,right?

you agree?
LVL 5 205 / 400
MedLVL 0 38 / 100
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#7
Biernie obserwował tarzającą się przed nim szylkretkę, z satysfakcją stwierdzając, że zażycie kociego ziela faktycznie pomogło na jego kaszel. Nie był pewien czy to ze względu na ukojenie nerwów, czy przez odrębną właściwość medykamentu... ale czy rzeczywiście przejmował się tym? Nieszczególnie. Nie teraz.

Każda chwila zdawała się trwać wieczność, ale każda wieczność zdawała się umykać w mgnieniu oka. Jednak czasu starczało na wszystko. Miał poczucie, że to niemożliwe, żeby z czymś się spóźnił. A nawet jeżeli, to co z tego? Będzie następna szansa. Następna szansa na wszystko. Nie było powodu, żeby się stresować.
Sekundę albo godzinę spędził na obserwowaniu opalizujących wzorów geometrycznych frygających wesoło tuż-tuż przy skraju jego wizji. To było takie zabawne, że tu byli. Że tu siedzieli. Ze wszystkich miejsc, w których mogli być, byli akurat tutaj. Wszystkie te momenty, wszystkie te decyzje, te wydarzenia, które doprowadziły ich do tego miejsca, wydawały mu się takie przekombinowane, że zupełnie nie brzmiały na prawdziwe. Ale wydawały się śmieszne.

Zaśmiał się więc.

A wtedy spostrzegł, że młoda zaczepiła o jego łapę. Chyba przypadkiem.
- Dlaczego... - zaczął i zamilkł nagle.
Minęła dłuższa chwila. Jego uwagę przyciągnęło coś zupełnie innego. Pozycja kotki skojarzyła mu się z czymś, ale już nie pamiętał czym. Nie, nie, już zupełnie nie pamiętał co doprowadziło do tej myśli, ale zafiksował się właśnie na tym, jak mógłby zoptymalizować sortowanie ziół. Nie, nie sortowanie, tylko testowanie. Testowanie? Takie, jak na Tsunami.

Testowanie na Tsunami? O co chodziło?

Parsknął śmiechem, znowu. Miał ochotę na jakąś przyjemność. Taką przyziemną, taką cielesną. Być może na coś smacznego. Zjadłby jedzenie z saszetki. Takiej najgorszej jakości. Właściwie to był głodny jak cholera. Jadłby nawet karton nasączony sokiem z myszy. Kiedy w ogóle był ostatni jego posiłek? Zastanowił się i, w trakcie tego zastanawiania się, przypadkiem natrafił wzrokiem na mruczącą kocicę.
Ah.
No tak, mówił coś.
- Dlaczego tutaj jesteś? - zapytał, całe swoje zasoby intelektualne skupiając na tym, żeby nie stracić wątku. Żeby zachowywać się normalnie. W końcu był starszy od Tsunami, był Radnym. - Znaczy... dlaczego tak blisko.
Uczennica wyglądała bardzo zabawnie, gdy kolorowa mandala rysowała się na jej czole. I wirowała. Wirowała!
[Obrazek: ECvOgTJ.png]
LVL 3 155 / 200
MedLVL 5 171 / 700
13
Siła
S
12
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#8
Jakiekolwiek mrowienie, pieczenie krwawych ran i sińca na brzuchu zaraz zastąpiło ciepło, rozlewało się po jej żyłach i docierało do każdego zakątka jej ciała, rozpalało każdy neuron. W sensie bardzo dla niej znajomym, kojarzącym się z ciepłem innych kotów, z cielesną przyjemnością, a jednak w tym uczuciu było coś innego. Coś więcej. Może faktycznie świat nabrał barw i odrobinę wirował i wszystko wokół wydawało się... śmieszne.

A ona czuła się lekko. Jakby nic nie ważyła, prawie, jakby nie istniała, jakby poza nią w skalnej formacji Ważkowej Groty nie było już nikogo, niczego. Tylko ona i błoga cisza, jej własne bicie serca i mruczenie.

Ach. I Fairy. Jego śmiech i jego obecność. Zdawał się być dla Tsunami daleko, oddalony o kilka, kilkanaście, kilkaset metrów, nieco rozmazany i zniekształcony, przekolorowany, a jednak był tak blisko. Czuła go blisko, ale widziała tak, jakby był daleko. W co miała wierzyć? Może w jego słowa sugerujące, że jednak był blisko?

Kocimiętka była dziwna i gdyby Tsunami była przy świadomości w pełni, pewnie stwierdziłaby, że chciała brać ją częściej.

Roześmiała się gardłowo, głosem nieco mniej zachrypniętym, niż zazwyczaj i ziewnęła potężnie, przeciągnęła się i może tym razem nieco bardziej świadomie naparła bokiem na wychudły, kościsty bok medyka. Och, faktycznie był blisko, a jej się wydawało chwilę temu, że razem z nim spadała w przepaść bez dnia. Zaśmiała się znowu. - Nie wiem - i wzruszyła lekko barkami, znowu ziewając, oblizując wykrzywiony w uśmiechu pysk.

- Ale jest miło - relaksująco. Pierwszy raz od księżyców naprawdę, szczerze, faktycznie relaksująco. Chyba widziała w jednej z krzywych, kamiennych skał pełen dezaprobaty pysk Tundry, albo była to wyjątkowo dziwna skała. Albo wzory geometryczne, o czym Tsunami nawet nie mogła wiedzieć, bo też skąd. Wizja jej się trochę rozmazywała.
i think i, i think i finally
found a way toxx,, forgive myself
for mistakes,,,, i made in my past
i think thats the first step, x,right?

you agree?
LVL 5 205 / 400
MedLVL 0 38 / 100
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#9
Poderwał się chwiejnie, gdy Tsunami oparła się o jego bok. Później zmrużył ślepia. I zupełnie zapomniał, dlaczego się ruszył. Patrzył w ciszy na śmiejącą się szylkretkę, próbując sobie przypomnieć. Bezskutecznie.

Zauważył, że czuł jakieś napięcie w podbrzuszu, którego nie mógł się pozbyć. Narastało tylko. Chęć dotyku. Czuł chęć dotyku. Otarcia się o coś. Dotknięcia łapą. Dotknięcia siebie łapą.

Młoda intensywnie wpatrywała się w skałę tworzącą ścianę Ważkowej Groty. Dlaczego? Dlaczego tak mocno? Dlaczego tak długo? Czyżby też widywała... rzeczy? Zaśmiał się do swoich myśli, przysiadając nagle na wysuszonym mchu. Chudymi, żylastymi palcami przeczesał długie futro łaciatej.
- Noo... - zaczął, myśląc właśnie o tym, co Tsunami mogła widzieć. Czy to samo co on. Co on widywał zazwyczaj? Mrugnął przeciągle.

I wrócił do tej samej przestrzeni, w której zazwyczaj siebie znajdował. Gdy się nie kontrolował. Jęknął, łzy napłynęły mu do ślepiów. Ale czyż nie było to śmieszne, że myślał właśnie o tym? Że widział właśnie to? Że nawet nie był pewien, co widzi? Że za cholerę nie mógł dojść do tego, co to oznacza? I śmiał się znowu. Śmiał się, płacząc.

A wtedy przypomniało mu się, że gładził futro Tsunami. Kiedy był zajęty swoimi myślami, przez przypadek zacisnął łapę na jej udzie, wbijając pazury w jej skórę. Czuł kilka kropel gęstej juchy klejącej mu się do palców.
- A co ty widzisz? - zapytał tonem dziwnie pustym, jakby był tutaj nieobecny. Nie słychać było wilgoci w jego głosie. - Że tak patrzysz. Wiesz. Co mam na myśli.
[Obrazek: ECvOgTJ.png]
LVL 3 155 / 200
MedLVL 5 171 / 700
13
Siła
S
12
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#10
Dla Fairy'ego na pewno nie był to pierwszy raz gdy zażył kocimiętkę, ale młoda kocica nigdy nie miała z narkotykiem do czynienia. Lepiej późno niż wcale. Mogła przysiąc, że gdy tylko Fairy się poruszył, to znowu zniknął w niekończącej się otchłani. Był ciepły; wszystko wokół było ciepłe, a Tsunami lgnęła do tego ciepła jak ćma do światła, zatem zaraz znowu wtuliła się w bok kocura, opierając pysk na jego barku i mało delikatnie, z uśmiechem na pysku podgryzając elastyczną skórę.

Przeciągnęła się znowu, za cholerę nie rejestrując słów, które medyk wypowiadał. Dźwięki wokół zamieniły się w szum, przerywany jedynie jej równomiernym biciem serca. Wpatrywała się w zniekształcone półki skalne jak sroka w gnat, chociaż skupiła się na podgryzaniu i wylizywaniu barku Fairy'ego.

Zaśmiała się, gdy wbił jej pazury w udo. Przyćpana kocimiętką nie poczuła nawet bólu, ale poczuła dotyk który wyciągnął z jej gardła coraz głośniejsze mruczenie.

- N wm - wymruczała niewyraźnie, nagle biorąc haust powietrza i wciskając łeb w krótkie futro na szyi medyka. Nie wiedziała już, co widzi, co słyszy, ale nie szkodzi. Grunt, że czuła się dobrze.
i think i, i think i finally
found a way toxx,, forgive myself
for mistakes,,,, i made in my past
i think thats the first step, x,right?

you agree?
LVL 5 205 / 400
MedLVL 0 38 / 100
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#11
Nie uzyskał odpowiedzi od Tsunami, ale właściwie nie był pewien, jak dawno temu pytał. Możliwe, że to wydarzyło się dosłownie sekundy temu. Może jeszcze nie zdążyła przemyśleć? A może mówiła prawdę. Może naprawdę nic nie widziała.

Dreszcz przeszedł po jego grzebiecie, gdy młoda wtuliła się w jego szyję. Sam ciężar jej pyska spowodował, że stracił równowagę. Przewrócił się, z głuchym hukiem uderzając czaszką o kamienne podłoże, zaraz za krawędzią legowisk Afirmacji. Zabolało go to lekko, ale głównie rozbawiło. Podniósł łeb lekko, żeby przytulić go do zadu szylkretki. Czuł, że jego krew też wypłynęła poza ciało. Moczyła mu sierść pod lewym uchem. Otulony słoną wonią żelaza, uświadomił sobie nareszcie, czego chciał.

Chciał ███ ██████.

Spojrzał na mruczącą młódkę. Sam zamruczał, ale prędko zauważył, że zupełnie mu to nie pasowało. Myślał o ███████. Tsunami miała to do siebie, że nie posiadała ani jednego. Zmrużył ślepia.
- A. Aaa - zaczął, ale zapomniał, co chciał powiedzieć. Chwilę się zastanawiał. Była to krótka chwila, ale jemu, nerwowemu, wydawało się, że trwała wieki. - Kocury...

Zamyślił się znowu, ostatecznie nie dokańczając wypowiedzi.
[Obrazek: ECvOgTJ.png]
LVL 3 155 / 200
MedLVL 5 171 / 700
13
Siła
S
12
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#12
O cholera. To Fairy zrobił się taki lekki, czy ona nagle przypakowała i miała wystarczająco siły, aby kocura sporo większego od siebie bez wysiłku przewrócić?

Mogła przysiąc, że gdy zarył łbem o kamienie, słyszała jak czaszka mu się roztrzaskuje na drobne kawałeczki. Ale zaraz potem wstał, sam zamruczał, mamrotał coś niezrozumiale a Tsunami to jedynie przyciągało do do niego coraz bardziej. Tak, jak ćmę do światła. Pod wpływem kociego ziela nie miała pojęcia, co się dzieje, ale wiedziała, że jej się to podoba.

Sama zaraz kompletnie straciła równowagę, przekręcając się bezwiednie na drugi bok, potem znowu, już nieco bardziej świadomie i odwróciła się na grzbiet, odsłaniając zalepiony dziwną, roślinną maścią brzuch i znowu wciskając sierść w futro Fairy'ego, gryząc jego skórę coraz bardziej namiętnie i nachalnie. Dziwnie smakował. Inaczej niż kocury jak dotąd.

Smakował kocimiętką, tak, na pewno.

- Co kocury - prychnęła rozbawiona, sunąc łapą po jego łopatce... albo boku, albo udzie, nie była już pewna, gdzie kocur się zaczyna a gdzie kończy. - Po. Po co. Po co tu. Drugi kocur - zaśmiała się znowu. - Tyy wystarczysz. ████████ mnie, Fairy - palnęła bez zastanowienia, już nie przestając się śmiać, wgapiona w wirujący nad jej łbem sufit.

Albo sklepienie Ważkowej Groty spadało jej na łeb, albo ona znowu spadała w nicość.
i think i, i think i finally
found a way toxx,, forgive myself
for mistakes,,,, i made in my past
i think thats the first step, x,right?

you agree?
LVL 5 205 / 400
MedLVL 0 38 / 100
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#13
"Co kocury"? Właściwie tak, miała rację - co kocury? Co on w ogóle zamierzał powiedzieć? Nie pamiętał zupełnie. I dobrze. Jeśli nie pamiętał, to zapewne nie powinien. Zaśmiał się, ale łzy znowu zebrały mu się w oczach, bo poczuł ucisk smutku pod sercem. Albo ucisk wstydu w żołądku... albo pulsowanie gniewu w łapach?

Kiedy on nie mógł zdecydować się co do tego, jakie emocje właśnie odczuwa, Tsunami kontynuowała swoją wypowiedź. Wyszła z propozycją nawet. Z absurdalną propozycją. Dłuższą chwilę milczał w suspensie, dla rozładowania nagłego stresu przeczesując łapą futro na biodrze kocicy.
A później się zaśmiał.
- Dlaczego nawet? - odpowiedział wesoło. - Aaa. Poza wszystkim innym. Ty mnie nawet n-nie...
I zamilknął nagle.

Ale czy on kochał Rojsta? Czy naprawdę? Zachichotał przez łzy, bo właściwie nie wiedział i to było zaskakujące. Przecież praktycznie nigdy nie wiedział, co dokładnie czuje. Znacznie łatwiej było nie zastanawiać się nad tym.
- Ty mnie nawet nie kochasz - dokończył nareszcie swoją wypowiedź, ale jego głos brzmiał jak nie jego i wypowiadane przez niego słowa wydawały się tracić znacznie. Jakby powiedział coś zwyczajnie nie na temat. I to właściwie była prawda, bo myślami był już dawno gdzieś indziej.

- Najgorsze... najgorsze w kocimiętce jest to, że czuje się emocje... - zaczął artykułować męczącą go myśl. W trakcie zdążył się znowu rozpłakać. - Za mocno.
[Obrazek: ECvOgTJ.png]
LVL 3 155 / 200
MedLVL 5 171 / 700
13
Siła
S
12
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#14
Cholera, on faktycznie płakał. Obkręciła się pyskiem do kocura, jego rozmazanej, wielobarwnej sylwetki i mogła przysiąc, że widziała migoczące w kącikach jego oczu łzy. I zgłupiała, wpatrzona tępo w Fairy'ego, nie wiedząc, jak na to zareagować. Widział i słyszał rzeczy jak ona, prawda? I chyba jego doświadczenie z kocimiętką w tej chwili nie było tak przyjemne, jak jej własne. Nie wiedziała, co powiedzieć i chyba po chwili zapomniała, że faktycznie na niego patrzyła, więc nie powiedziała ani nie zrobiła w tym kierunku nic.

Zaczęła natomiast, kierując się sygnałami które wysyłał każdy nerw do jej mózgu, łasić się do Fairy'ego ponownie, wylizując starannie każdy fragment liliowego, krótkiego futra. Zapomniała już, o co prosiła, ale każdy fragment jej ciała kazał jej być z nim blisko. Może z empatii, bo podświadomie pamiętała, że płakał. Może dlatego, że chciała bliskości. Może dlatego, że po prostu była naćpana i nie wiedziała, co robi.

- Ty mnie też nie - zaśmiała się głupio, nie rozumiejąc, o czym Fairy mówi, do kogo mówi. Do niej? No to jej na pewno nie kocha, to byłoby niezręczne. Gronostaj wystarczył. - Ale nie kochałeś też. Wrony - palnęła zaraz, równie głupio, przekonana, że wciąż stoją na temacie zbliżenia.

Wtuliła mordkę w jego bok, miękką skórę na brzuchu, mrucząc cały czas i nieświadomie ugniatając łapami jego biodro, jak kocię ugniatające brzuch matki. To dziwne. On czuł emocje za mocno, ale chyba te negatywne, a Tsunami albo nie czuła ich wcale... albo tylko te pozytywne.

- Przestań pieprzyć.
i think i, i think i finally
found a way toxx,, forgive myself
for mistakes,,,, i made in my past
i think thats the first step, x,right?

you agree?
LVL 5 205 / 400
MedLVL 0 38 / 100
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#15
Chwilę leżał w bezruchu, nieobecnym wzrokiem obserwując, jak Tsunami go liże, jak go masuje. Nieprzerwanie starała się być w fizycznym kontakcie z nim, nieprzerwanie starała się sprawiać mu prostego rodzaju przyjemność. Przyjemność dotyku. I to było miłe, prawda, ale zupełnie niezaspakajające jego potrzeb psychicznych

To, co czuł, to chyba poczucie winy. Ale tylko "chyba", bo nie był pewien. Do wyrzutów sumienia pasowałoby nagłe ściskanie w żołądku na wspomnienie Wrony. Ale czy powinno mu być tak smutno przez poczucie winy? Może to była tęsknota?
...za Wroną?

- N-nie. Nie tęsknię za Wroną - stwierdził nagle stanowczo.
Od chwili, gdy szylkretka się odezwała, minęło już sporo czasu. Prawdopodobnie. Fairy poczuł, że jego słowa były zupełnie nieadekwatne do sytuacji. Sfrustrował się tym, że młoda na pewno go nie zrozumie.
- Zrobiłem to na złość. Żeby się zemścić. Taakkk, wiesz? - zaczął mamrotać, żeby jakoś przekonać Tsunami, żeby jednak go zrozumiała. Czuł presję. Rosnącą irytację. - ████████ ███ z Wroną, bo byłem zły na...
Głos uwiązł mu w gardle. Był zaskoczony, że tak ciężko było mu to powiedzieć. W tym momencie już doskonale wiedział, że to prawda. Dotąd nie bał się prawdy, chlubił się tym. A może mu się wydawało? Może tak naprawdę nie był odważny?
[Obrazek: ECvOgTJ.png]
LVL 3 155 / 200
MedLVL 5 171 / 700
13
Siła
S
12
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości