12.05.2018 20:35
Zostać z nią? Nie, to nie wchodziło w grę. Mruczący nigdy, nawet po dwudziestu księżycach nie przyzwyczaiłby się do głaskania przed Dwunogi, do noszenia na szyi ciasnej, uwierającej i pikającej obróżki, do siedzenia w zamkniętym, ciasnym gnieździe i wychodzenia tylko wtedy, kiedy mu na to pozwolą, do jedzenia cuchnących granulek wyglądających jak mysie bobki... Nie, to nie było życie dla niego. Dostałby szału musząc to znosić przez dwa dni, a co dopiero już na zawsze. Machnął nerwowo końcówką ogona; sama myśl o takim czymś działała mu na nerwy. A poza tym był na misji i miał zamiar odszukać tych, których zostawił, i naprawić swoje błędy.
- Obawiam się, że to niemożliwe - zaśmiał się cicho, jeszcze krocząc po moście nad chlupoczącą świergotliwie rzeką. - Muszę odnaleźć swoich. Ale to bardzo miłe z twojej strony.
"Nakarmić?" Samotnik strzepnął uchem. Niby czemu miałby się zdawać na łaskę Dwunogów, nawet jeśli byli tak niegroźni jak opisywała Serafina, skoro wyśmienicie radził sobie sam? Nawet gdyby z jakiegoś powodu nie mógł łapać zwierzyny, to już prędzej poszedłby do jakiegoś śmietnika, których mnóstwo było na Osiedlu, niż robił maślane oczka do tych pokracznych, bezwłosych istot. Ale zaraz przypomniał sobie, że przecież nie rozmawia z leśnym kotem czy nawet samotnikiem, tylko pieszczoszkiem, który przyzwyczajony był do tego, że jedzenia ma podstawione pod nos. Nie, żeby potępiał taką postawę - no, może troszkę - ale spotkał już w swoim życiu zbyt wiele kotów, żeby jeszcze zostały mu jakieś resztki nietolerancji. To była domena Skowronka, którym był kiedyś, a nie Mruczącego Gardła.
- Nie jestem fanem jedzenia Dwunogów, jeśli mam być szczery - skomentował, w łagodny sposób podsumowując swoje przemyślenia, tak, żeby nie obrazić Serafiny. - A spać wolę pod gołym niebem, chociaż przyznam, że siano też jest całkiem przyjemne. Mieszkałem kiedyś przez krótki czas w opuszczonej stodole, ale nie bardzo polubiłem się z tamtejszymi szczurami - zażartował, przypominając sobie walki jakie ciągle musiał toczyć z obleśnymi gryzoniami. Zostawili sobie nawzajem kilka bolesnych pamiątek, zanim kocur w końcu się stamtąd wyniósł i powędrował dalej.
Cekin. Aha, czyli tak nazywał się staruszek. Warto zapamiętać, na wypadek gdyby znów kiedyś pojawił się w tych okolicach, chociaż wątpił by niebieski pieszczoch dożył tej pory. Chociaż, skoro przeżył już tyle, to może był nie do zdarcia i gdy Mruczący zjawi się przy jego Gnieździe za kilkanaście księżyców, to zobaczy go znów wygrzewającego się na kamiennym płocie? Kto wie?
Zapamiętywał uważnie wszystkie szczegóły, które opisywała mu Serafina, bo były to informacje które mogły mu bardzo pomóc w późniejszej wędrówce. Wiedział, że musi unikać tego miejsca - jego ogród zaczynał się przy starym sadzie, ma bardzo wysoki płot i śmierdzi od niego psami na pięć długości drzewa. Jasne. Wystarczy nadłożyć odrobiny drogi by go ominąć, nie podchodzić za blisko i wszystko będzie dobrze. Samotnik nie takie przeszkody napotykał i jak widać, nadal stoi cały i zdrowy, najwyżej trochę porysowany, więc wszystko będzie dobrze.
- Dziękuję ci jeszcze raz, Serafino - odetchnął głęboko i uśmiechnął się jeszcze raz do małej kotki. Całkiem ją polubił, ale życie włóczęgi takie już było - nawet jeśli spotkałeś na swojej drodze kogoś, z kim się zaprzyjaźniłeś, i tak prędzej czy później będziesz musiał go pożegnać. - Pozdrów ode mnie Cekina. Jeśli jeszcze kiedyś tu wrócę, na pewno wpadnę się przywitać - obiecał i pochylił się, by dotknąć nosem łebka kotki na pożegnanie; musiał się powstrzymać, by nie zmarszczyć nosa przez zapach Dwunogów, którym była przesiąknięta. Podniósł głowę i ruszył przed siebie, ścieżką, którą według wszelkich wskazówek księżyc temu kroczyły łapy Czterech Klanów. A dokąd? Tego miał się dowiedzieć już niedługo. Jak na razie wypatrywał ogromnego płotu albo starego sadu, które wskazywałyby na miejsce, od którego miał się trzymać z daleka - ewentualnie smrodu wielu psów, który mógł przywiać do niego wiatr. Rozglądał się też mimochodem za jakąś myszką czy czymś podobnym, które mogło buszować akurat gdzieś w trawie niedaleko niego, ale przelotnie; i tak jeszcze nie był głodny, więc obiad mógł poczekać.
- Obawiam się, że to niemożliwe - zaśmiał się cicho, jeszcze krocząc po moście nad chlupoczącą świergotliwie rzeką. - Muszę odnaleźć swoich. Ale to bardzo miłe z twojej strony.
"Nakarmić?" Samotnik strzepnął uchem. Niby czemu miałby się zdawać na łaskę Dwunogów, nawet jeśli byli tak niegroźni jak opisywała Serafina, skoro wyśmienicie radził sobie sam? Nawet gdyby z jakiegoś powodu nie mógł łapać zwierzyny, to już prędzej poszedłby do jakiegoś śmietnika, których mnóstwo było na Osiedlu, niż robił maślane oczka do tych pokracznych, bezwłosych istot. Ale zaraz przypomniał sobie, że przecież nie rozmawia z leśnym kotem czy nawet samotnikiem, tylko pieszczoszkiem, który przyzwyczajony był do tego, że jedzenia ma podstawione pod nos. Nie, żeby potępiał taką postawę - no, może troszkę - ale spotkał już w swoim życiu zbyt wiele kotów, żeby jeszcze zostały mu jakieś resztki nietolerancji. To była domena Skowronka, którym był kiedyś, a nie Mruczącego Gardła.
- Nie jestem fanem jedzenia Dwunogów, jeśli mam być szczery - skomentował, w łagodny sposób podsumowując swoje przemyślenia, tak, żeby nie obrazić Serafiny. - A spać wolę pod gołym niebem, chociaż przyznam, że siano też jest całkiem przyjemne. Mieszkałem kiedyś przez krótki czas w opuszczonej stodole, ale nie bardzo polubiłem się z tamtejszymi szczurami - zażartował, przypominając sobie walki jakie ciągle musiał toczyć z obleśnymi gryzoniami. Zostawili sobie nawzajem kilka bolesnych pamiątek, zanim kocur w końcu się stamtąd wyniósł i powędrował dalej.
Cekin. Aha, czyli tak nazywał się staruszek. Warto zapamiętać, na wypadek gdyby znów kiedyś pojawił się w tych okolicach, chociaż wątpił by niebieski pieszczoch dożył tej pory. Chociaż, skoro przeżył już tyle, to może był nie do zdarcia i gdy Mruczący zjawi się przy jego Gnieździe za kilkanaście księżyców, to zobaczy go znów wygrzewającego się na kamiennym płocie? Kto wie?
Zapamiętywał uważnie wszystkie szczegóły, które opisywała mu Serafina, bo były to informacje które mogły mu bardzo pomóc w późniejszej wędrówce. Wiedział, że musi unikać tego miejsca - jego ogród zaczynał się przy starym sadzie, ma bardzo wysoki płot i śmierdzi od niego psami na pięć długości drzewa. Jasne. Wystarczy nadłożyć odrobiny drogi by go ominąć, nie podchodzić za blisko i wszystko będzie dobrze. Samotnik nie takie przeszkody napotykał i jak widać, nadal stoi cały i zdrowy, najwyżej trochę porysowany, więc wszystko będzie dobrze.
- Dziękuję ci jeszcze raz, Serafino - odetchnął głęboko i uśmiechnął się jeszcze raz do małej kotki. Całkiem ją polubił, ale życie włóczęgi takie już było - nawet jeśli spotkałeś na swojej drodze kogoś, z kim się zaprzyjaźniłeś, i tak prędzej czy później będziesz musiał go pożegnać. - Pozdrów ode mnie Cekina. Jeśli jeszcze kiedyś tu wrócę, na pewno wpadnę się przywitać - obiecał i pochylił się, by dotknąć nosem łebka kotki na pożegnanie; musiał się powstrzymać, by nie zmarszczyć nosa przez zapach Dwunogów, którym była przesiąknięta. Podniósł głowę i ruszył przed siebie, ścieżką, którą według wszelkich wskazówek księżyc temu kroczyły łapy Czterech Klanów. A dokąd? Tego miał się dowiedzieć już niedługo. Jak na razie wypatrywał ogromnego płotu albo starego sadu, które wskazywałyby na miejsce, od którego miał się trzymać z daleka - ewentualnie smrodu wielu psów, który mógł przywiać do niego wiatr. Rozglądał się też mimochodem za jakąś myszką czy czymś podobnym, które mogło buszować akurat gdzieś w trawie niedaleko niego, ale przelotnie; i tak jeszcze nie był głodny, więc obiad mógł poczekać.
Tragedia wydarzyła się na moście:
Samobójca postanowił żyć.
Samobójca postanowił żyć.
12
Siła
S
9
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W