25.11.2019 17:40
*wchodzi taktownie do tematu* :'D
Jak na jego niewprawione oko, dla Bursztyna każdy dzień był tym najgorszym w życiu, jako że ilekroć stykał się z synem Zroszonego Listka, tyle razy ten aż skwierczał. Ten typ tak miał i żadne tam tłumaczenia pokroju wstania lewą łapą, zupy, co była za słona, a nawet drzazgi pod ogonem nie pasowały na dłuższą metę do tego małego gburka - urodził się taki i taki umrze.
Mimo tych wszystkich niuansów zapoznawczych, Kałużowej Łapie w gruncie rzeczy przypadła do gustu podchwycona odpowiedź. Raczej stwarzało przynajmniej miejsce dla uzasadnionych wyjątków. Uniósł trochę drapieżnie kąciki w górę i przeciągnął się krótko, w tej samej chwili postanawiając odsłonić karty przez Mistrzem, skoro już przestał się trząść z gniewu i po dżentelmeńsku wszedł w konwersację. - O Osiedlu Dwunogów - zamruczał, dziarsko podnosząc łapy przy kolejnych krokach. Przyznał jeszcze Wschodowi w drodze powrotnej, że księżyce poza klanem spędził jako Pieszczoszek i, ignorując nieprzychylny wzrok bezustannie mu towarzyszący, opowiedział Mentorowi kilka anegdotek z tamtego okresu. Dzień pierwszy treningu dobiegł końca, a oba kocury - wbrew szachowemu zagraniu Czerwonej Gwiazdy - nadal żyły.
________________________________________
...a potem przez długie wschody słońca nie działo się nic. Koci Grzbiet stał się raptem jakby spokojniejszy dzięki ponownej! eliminacji z klanowego życia Kałuży. Tym razem rudy kocur utknął w lecznicy, gdzie trawiony tajemniczym, osłabiającym wolę choróbskem, stopniowo popadał w stan niemiłosiernej frustracji. Okrutnie chciał się przysłużyć klanowi, zrekompensować jakoś te księżyce, które spędził poza nim, odwdzięczyć się za ponowne przyjęcie, a tymczasem ledwo wrócił, ni to bakteria, ni to wirus, zwaliła go z łap. Dosłownie nokaut. Trup na miejscu.
Odżywszy trochę podstarzały terminator znalazł Bursztynowego Wschoda, by z wielką skruchą wyrazić gotowość odwieszenia treningu, a że ten akurat miał chwilę, tak nim ktoś z centrum obozu się obejrzał, nim zaprotestował, nim zawiesił na dwóch rudzielcach ciekawskie oko, ci już gdzieś się wymknęli. A gdzie? To już jeden skwaszony Bursztyn raczył wiedzieć.
Jak na jego niewprawione oko, dla Bursztyna każdy dzień był tym najgorszym w życiu, jako że ilekroć stykał się z synem Zroszonego Listka, tyle razy ten aż skwierczał. Ten typ tak miał i żadne tam tłumaczenia pokroju wstania lewą łapą, zupy, co była za słona, a nawet drzazgi pod ogonem nie pasowały na dłuższą metę do tego małego gburka - urodził się taki i taki umrze.
Mimo tych wszystkich niuansów zapoznawczych, Kałużowej Łapie w gruncie rzeczy przypadła do gustu podchwycona odpowiedź. Raczej stwarzało przynajmniej miejsce dla uzasadnionych wyjątków. Uniósł trochę drapieżnie kąciki w górę i przeciągnął się krótko, w tej samej chwili postanawiając odsłonić karty przez Mistrzem, skoro już przestał się trząść z gniewu i po dżentelmeńsku wszedł w konwersację. - O Osiedlu Dwunogów - zamruczał, dziarsko podnosząc łapy przy kolejnych krokach. Przyznał jeszcze Wschodowi w drodze powrotnej, że księżyce poza klanem spędził jako Pieszczoszek i, ignorując nieprzychylny wzrok bezustannie mu towarzyszący, opowiedział Mentorowi kilka anegdotek z tamtego okresu. Dzień pierwszy treningu dobiegł końca, a oba kocury - wbrew szachowemu zagraniu Czerwonej Gwiazdy - nadal żyły.
________________________________________
...a potem przez długie wschody słońca nie działo się nic. Koci Grzbiet stał się raptem jakby spokojniejszy dzięki ponownej! eliminacji z klanowego życia Kałuży. Tym razem rudy kocur utknął w lecznicy, gdzie trawiony tajemniczym, osłabiającym wolę choróbskem, stopniowo popadał w stan niemiłosiernej frustracji. Okrutnie chciał się przysłużyć klanowi, zrekompensować jakoś te księżyce, które spędził poza nim, odwdzięczyć się za ponowne przyjęcie, a tymczasem ledwo wrócił, ni to bakteria, ni to wirus, zwaliła go z łap. Dosłownie nokaut. Trup na miejscu.
Odżywszy trochę podstarzały terminator znalazł Bursztynowego Wschoda, by z wielką skruchą wyrazić gotowość odwieszenia treningu, a że ten akurat miał chwilę, tak nim ktoś z centrum obozu się obejrzał, nim zaprotestował, nim zawiesił na dwóch rudzielcach ciekawskie oko, ci już gdzieś się wymknęli. A gdzie? To już jeden skwaszony Bursztyn raczył wiedzieć.
<table><tr><td>
</td> <td>
___________________ _ __ _ ____
Co mogę zrobić to żyć do utraty tchu!
Zawrócić zdążę wiem
Zaskoczę światłem zmierzch
Gdzieś na końcu świata odnajdę się
Chyba chciałbym już tam być
¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯ ¯¯ ¯¯¯¯ ¯¯
</td></tr></table>
</td> <td> ___________________ _ __ _ ____
Co mogę zrobić to żyć do utraty tchu!
Zawrócić zdążę wiem
Zaskoczę światłem zmierzch
Gdzieś na końcu świata odnajdę się
Chyba chciałbym już tam być
¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯ ¯¯ ¯¯¯¯ ¯¯
</td></tr></table>
12
Siła
S
10
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W