04.11.2021 00:59
Uśmiechnął się mgliście do odchodzącej Tsunami, ale grymas na jego pysku prędko przeistoczył się w coś mniej przyjemnego, w coś przesiąkniętego źle skrywaną goryczą, do której sam przed sobą nie chciał się przyznać - przecież sam się ogłosił, przecież sam do siebie wołał... młodzież. Przecież sam zaoferował swoją pomoc Rojstowi, przecież sam zadecydował się pozostać w dziczy nawet po jego odejściu, przecież sam wyprowadził Nowy Świt z tamtego zasranego cmentarza, sam ustanawiał jego prawa. Przecież sam w każdym momencie mógł odejść.
Potrząsnął łbem, starając się ocucić. Gestem tym symbolicznie miał otrząsnąć się z melancholii, aby całość swojej uwagi móc skupić na młodziutkich kociętach. Ile one miały? Cztery miesiące? Nie więcej. Powinien być dla nich przyjemny. Powinien dawać im poczucie bezpieczeństwa. Nie był nawet pewien, czy to potrafi, ale wątpił w to, że zachowa się wobec nich wystarczająco dobrze, żeby ich młode umysły nie wykoślawiły się jakoś przez niego. W końcu jego matka, Cichy Strumyk, wiedziała o wychowywaniu kociąt znacznie więcej i też się starała... ale nie sprostała temu zadaniu. Widział to po sobie.
Uśmiechnął się znowu, ale teraz już szczerzej. I szerzej. Nie dawał po sobie poznać stresu. Spojrzał po stojących przed nim dzieciakach. Kogo tu miał? Postawną Rosomak, która już rozglądała się po Ważkowej Grocie, już szukała nowych bodźców. Drobniutką Aurę, która w milczeniu patrzyła mu prosto w oczy. I Ambient, nakrapianą chyba-niemowę, która chyba unikała jego wzroku. Rosomak na pewno oczekiwała od tych lekcji czegoś zupełnie innego, niż jej siostry. Zastanawiał się, jak to pogodzić.
- Dobrze, witajcie. Ja jestem Fairy, jestem Medykiem i Radnym naszego stada, które nazywa się Nowy Świt. Dzisiaj będziecie miały okazję dowiedzieć się trochę o leczeniu i o roślinkach, których można do leczenia używać... ale szczegóły zależą od was - zaczął wprowadzenie tonem pogodnym i, jak na niego, entuzjastycznym. Kontrast między jego rozmiarem a rozmiarem kociąt był uderzający i dlatego bał się, że mogą się poczuć osaczone przez niego, więc utrzymywał dystans.
- Ambient. - Spojrzał na małą kotkę i wskazał na niedalekie zagłębienie w ścianie jaskini, które służyło mu za składzik znanych medykamentów. Leżały tam: liście kocimiętki, motki pajęczyny, plastry miodu i liście pokrzywy. - Idź do tamtej półki i wybierz rzecz, która najbardziej ci się podoba, to opowiem wam o niej.
Następnie zwrócił się do czarno-białej samiczki:
- Rosomak, masz jakieś pomysły na to, czego chciałabyś się nauczyć? Czy coś cię interesuje? - Z chęcią zapytałby wszystkie, ale nie był aż tak głupi. Wiedział, że może tym sfrustrować Ambient, dlatego dla niej zaplanował inne zadanie. - Auro, ty też mogłabyś się wypowiedzieć, chyba że wolisz pomóc Ambient w wyborze.
Potrząsnął łbem, starając się ocucić. Gestem tym symbolicznie miał otrząsnąć się z melancholii, aby całość swojej uwagi móc skupić na młodziutkich kociętach. Ile one miały? Cztery miesiące? Nie więcej. Powinien być dla nich przyjemny. Powinien dawać im poczucie bezpieczeństwa. Nie był nawet pewien, czy to potrafi, ale wątpił w to, że zachowa się wobec nich wystarczająco dobrze, żeby ich młode umysły nie wykoślawiły się jakoś przez niego. W końcu jego matka, Cichy Strumyk, wiedziała o wychowywaniu kociąt znacznie więcej i też się starała... ale nie sprostała temu zadaniu. Widział to po sobie.
Uśmiechnął się znowu, ale teraz już szczerzej. I szerzej. Nie dawał po sobie poznać stresu. Spojrzał po stojących przed nim dzieciakach. Kogo tu miał? Postawną Rosomak, która już rozglądała się po Ważkowej Grocie, już szukała nowych bodźców. Drobniutką Aurę, która w milczeniu patrzyła mu prosto w oczy. I Ambient, nakrapianą chyba-niemowę, która chyba unikała jego wzroku. Rosomak na pewno oczekiwała od tych lekcji czegoś zupełnie innego, niż jej siostry. Zastanawiał się, jak to pogodzić.
- Dobrze, witajcie. Ja jestem Fairy, jestem Medykiem i Radnym naszego stada, które nazywa się Nowy Świt. Dzisiaj będziecie miały okazję dowiedzieć się trochę o leczeniu i o roślinkach, których można do leczenia używać... ale szczegóły zależą od was - zaczął wprowadzenie tonem pogodnym i, jak na niego, entuzjastycznym. Kontrast między jego rozmiarem a rozmiarem kociąt był uderzający i dlatego bał się, że mogą się poczuć osaczone przez niego, więc utrzymywał dystans.
- Ambient. - Spojrzał na małą kotkę i wskazał na niedalekie zagłębienie w ścianie jaskini, które służyło mu za składzik znanych medykamentów. Leżały tam: liście kocimiętki, motki pajęczyny, plastry miodu i liście pokrzywy. - Idź do tamtej półki i wybierz rzecz, która najbardziej ci się podoba, to opowiem wam o niej.
Następnie zwrócił się do czarno-białej samiczki:
- Rosomak, masz jakieś pomysły na to, czego chciałabyś się nauczyć? Czy coś cię interesuje? - Z chęcią zapytałby wszystkie, ale nie był aż tak głupi. Wiedział, że może tym sfrustrować Ambient, dlatego dla niej zaplanował inne zadanie. - Auro, ty też mogłabyś się wypowiedzieć, chyba że wolisz pomóc Ambient w wyborze.
13
Siła
S
12
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W